Poprzedni temat «» Następny temat
Lexy Cotterman
Autor Wiadomość
Lexy Cotterman


Lexy Cotterman

Boston


24

studentka

podobno kocha

Wysłany: 2015-05-23, 18:33   Lexy Cotterman
  

  
  
  
  
  

  
  
you will always have a special place in my heart



Lexy Cotterman

Biografia
Mam dwadzieścia jeden lat i niewątpliwie jestem córeczką tatusia. Głownie jest to zasługa mojej biologicznej matki, która odeszła od nas miesiąc po wydaniu mnie na świat. Czemu? Zadaję sobie to pytanie od lat, ale zarówno jak ja tak i ojciec nie znamy odpowiedzi. Zna ją tylko ona… Wiem jedynie, że była bardzo młoda, miała zaledwie dziewiętnaście lat. Zaliczyła wpadkę z mężczyzną właściwie o dekadę starszym. Tata miał wtedy dwadzieścia dziewięć lat, to spora różnica, ale zawsze, gdy o niej wspomina twierdzi, że to była prawdziwa miłość i wiek nie miał znaczenia. Może po prostu się wystraszała i stwierdziła, że pozostawienie mnie w rękach dorosłego, kochającego mężczyzny to najlepsza opcja… Nie wiem, ale mimo wszystko zostaliśmy tylko we dwoje przeciwko całemu światu.

I choć świat bywał dla nas złośliwy, całkiem nieźle sobie radziliśmy. Przez lata stworzyliśmy taką wieź, którą nie sposób jest zniszczyć. Nie porzucił mnie, kiedy matka odeszła. Wychował i skromnie powiem, że nawet mu to wyszło.

Początków całkowicie nie pamiętam, jak każde dziecko. Wspomnienia z pierwszych lat mojego życia to głównie opowieści babci, docinki dziadka i zdjęcia moje z ojcem. Po nich mogę stwierdzić, że tata został zawodowym zmieniaczem pieluch. Na początkowych fotografiach zawsze miałam dziwaczne pozy, płakałam, a na jednym prawie zsuwałam się z wersalki! Z każdym kolejnym zdjęciem szło mu coraz lepiej. Z karmieniem było podobnie. Niekiedy mam wrażenie oglądając album rodzinny, że nakarmił wszystko w około, ale nie mnie. Pewnego razu tata testował nową kamerę nagrywając nietypową scenę jak kot zaczepia psa… mnie też to zaintrygowało, więc poszłam w ich stronę i tak uwiecznione zostały moje pierwsze kroki postawione w ogrodzie, przed domem na Cleveland Circle. Zaczęłam chodzić i byłam jak tajfun w domu. Ciągnęłam obrusy ze stołu, zrzucałam z półek przeróżne rzeczy, targałam zasłony, przepadałam o wszystko, co było można, a tata z radością to uwieczniał zamiast wprowadzić jakąś dyscyplinę. Córeczka tatusia, jak mówiłam! W najmłodszych latach mojego życia wyszalałam się za wsze czasy. Pewnie, dlatego w szkole uznano mnie za spokojną istotę o maślanych oczach. Onieśmielały mnie inne dzieci. W pierwszych dniach płakałam chcąc wrócić do taty, z którym spędzałam każdą chwilę i rozłąka na kilka godzin mnie przerażała. Minęły pierwsze tygodnie i zaaklimatyzowałam się, a ciekawość z dnia na dzieŃ rosła. Byłam spokojną uczennicą, która z każdym dniem chciała wiedzieć więcej, poznawać świat, odkrywać nowe rzeczy. Zawsze byłam ciekawska. Uczyłam się dobrze na każdym etapie szkoły. Tata mógł być ze mnie dumny, skoŃczyłam pierwszy etap z edukacji z wyróżnieniem. Czekały mnie trzy lata liceum, zmiana miejsca mnie przerażała, ale ostatecznie okazało się, że będę uczęszczać do szkoły usytuowanej nieopodal mojego domu. Wracałam zawsze na piechotę, w dalszym ciągu świetnie się uczyłam, a moja ciekawość świata nie zmniejszała się. Pomimo, że świetnie mi szło pozostawałam w cieniu, przemykałam się ukradkiem korytarzami, niezauważona. Dorastałam i myśli o chłopakach zaczęły pojawiać się w mojej głowie. Poznałam swoje pierwsze zauroczenie zupełnie przypadkiem, dołączył do mnie na szkolnej stołówce - potrzebował korepetycji. Zauważył mnie, on – szkolna gwiazda, obiekt westchnieŃ nie jednej dziewczyny w szkole, a to było już coś. Od spotkania do spotkania poznawaliśmy się coraz lepiej. Starałam się mu pomóc podnieść w nauce, a on starał się zrobić ze mnie bardziej towarzyską osobę. Pocałował mnie nie jeden raz, prowadził mnie za rękę szkolnym korytarzem, zaprosił na bal. Był znany, a ja zostałam zauważona. Mina ojca, kiedy usłyszał, że mam chłopaka? Bezcenna. To był cudowny czas, świetnie go wspominam, ale wszystko, co dobre kiedyś się koŃczy. Zachorowałam z trudem koŃcząc liceum. Zerwał ze mną, gdy usłyszał o chorobie. Siedemnaście lat i krótka diagnoza, rak. Zaczęła się moja pierwsza poważna walka. Walka o życie. Prawie trzy lata bitw, by koniec koŃców wygrać. Szpitale, operacja, chemioterapia, naświetlenia. Nie było łatwo, brakowało mi tchu, chęci, siły. Do tego wszystkiego miałam złamane serce. Podobno przyjaciół poznaje się w biedzie i miałam szczęście na takiego trafić. Uczęszczając na grupy wsparcia dostrzegłam na nich chłopaka z sąsiedztwa. Szybko zaprzyjaźnimy się i w ciągu dwóch lat zbudowałam z nim więź, która prasowała się na drugim miejscu w moim rankingu. Od zawsze pierwsze miejsce zajmował ojciec. Chłopak z sąsiedztwa, jest moim najlepszym przyjacielem po dzieŃ dzisiejszy, ale wciąż zmaga się z chorobą. Nieustannie boję się, że ponownie stracę kogoś bliskiego.

Mając dwadzieścia lat osiągnęłam niewiele, a zarazem więcej niż niektórzy w moim wieku. SkoŃczyłam tylko liceum, ale wygrałam walkę o życie. Przez rok byłam pod skrzydłami nadopiekuŃczego ojca, nie wiedziałam czy iść na studia, nie wiedziałam, co chcę robić. Miesiąc pracowałam w kawiarni, na dwa miesiące zaczepiłam się w kwiaciarni na rynku, pomagałam w schronisku w wolnych chwilach, zbierałam datki by wesprzeć innych zmagających się z taką chorobą jak ja. Uczęszczałam i po dziś dzieŃ to robię, na wszelakie zajęcia do miejskiego ośrodka kultury. Robię coraz lepsze bukiety, nie rysuję najgorzej, gotuję coraz lepiej… właściwie uwielbiam gotować! Chętnie dostałabym się do masterchefa, to by była przygoda życia! Ulepiłam kilka naczyŃ, odrobinę taŃczę… robię wszystko, a zarazem nic konkretnego. Chociaż, od tygodnia zatrudniona w firmie organizującą przyjęcia, wesela i tym podobne. Za pośrednictwem biura pracy skierowano mnie tu na staż. Może coś z tego będzie! Zajmuję się wszystkim i niczym, czyli często podaję kawę i moje zdanie nie liczy się. Głownie odbieram telefony, umawiam spotkania, jestem tak jakby sekretarką, ale tak naprawdę to popychadłem. Do tego nie trzeba mieć wykształcenia wyższego. Krzątam się trochę w wolnych chwilach, zaglądam do kwiaciarni, do salonu sukni ślubnych... Z każdym dniem odnoszę wrażenie, że tutaj jest moje miejsce tylko nie wiem, co konkretnie chciałabym robić. Widzę prawą rękę szefa i myślę sobie kiedyś ją wygryzę, a jednocześnie podziwiam ją za to zorganizowanie, którym trzyma cała firmę w ryzach. Nie wiem, czy bym tak potrafiła.

Wciąż są wakacje, mam dwadzieścia jeden lat, przeżyłam pierwszy tydzieŃ stażu, wciąż mieszkam z ojcem i nie mam bladego pojęcia, co niesie ze sobą życie, ale chętnie się przekonam. Wraz z początkiem roku akademickiego planuję rozpocząć studia na BostoŃskim Uniwersytecie, marketing i administracja publiczna. Dodatkowo chcę się podjąć kilku kursów, które zapewniane są studentom niezależnie od kierunków. Reklama, tworzenie stron internetowych, branding, video art, grafika komputerowa… Jestem ciekawa świata, spragniona nowej wiedzy, a dwa lata nie robiłam nic. Teraz pragnę nadrobić wszelakie zaległości. Może biorę zbyt wiele na siebie? Okaże się z czasem.

A i jeszcze jedno! Karma istnieje i jestem tego pewna od roku. Właśnie rok temu dowiedziałam się, że gdzieś w tym świecie mam brata, przyrodniego. Ponoć tata zwiał od obowiązku bycia ojcem dawno, dawno, dawno temu… Jak widać los odwdzięczył się mu pięknym za nadobne, w momencie kiedy ja przyszłam na świat. Zaburzyło to odrobinę moje postrzeganie ojca, ale nie zniszczyło całkowicie jego wizerunku. Co najwyżej zrodziło pewne obawy? Nie można zburzyć czegoś, co budowaliśmy w dwójkę przez dwadzieścia lat… Bardzo chciałabym poznać brata, ale nie zrobiłam jeszcze nic w tym kierunku. Odrobinę boję się, że znienawidzi mnie za coś, co nie jest moją winą. Ojciec zrezygnował z niego, a mnie wychował praktycznie sam. Dla mnie jest wzorcem ideałem, a dla niego znienawidzoną osobą, być może… nie wiem… Ugh, to takie irytujące, bo boję się, a dobrze wiem, że życie jest za krótkie by nieustannie żyć w strachu. Powinnam z tym coś zrobić. Zrobię, niedługo, ale wpierw może posprzątam, oglądnę jeszcze jeden odcinek salonu sukni ślubnych i zrobię jakiś dobry obiad zanim tata wróci z pracy.
Charakter
Pamiętaj, że czasami nasze wyobrażenie drugiej osoby niewiele ma wspólnego z tym, kim ona naprawdę jest".


Nie robię niczego na siłę, jeśli robię coś, to głównie dlatego, że lubię, chcę. Nie uśmiecham się z przymusu tylko dlatego, że lubię to robić. Co jest złego w uśmiechaniu się? Na ogół jestem pozytywną osobą, ale jak tu nie być, kiedy się wygrało z chorobą, kiedy nawet lekarze mieli mieszane uczucia, co do zwycięstwa. Widzę zazwyczaj więcej plusów niż minusów, ale to nie tak, że nie lubię sobie ponarzekać. Kiedy jestem sama często mamrotam coś pod nosem, krytykuję ubiór innych, fryzurę, zachowanie. Jestem chodzącą lożą szyderców. Lubię czasem konkretnie sobie ponarzekać, to takie moje naładowanie baterii. Szczerze nie trafię asystentki mojego szefa. Ona jest głównym powodem mojego narzekania w pracy. W domu? Nie, tutaj nie mam na co narzekać. Mieszkam z ojcem i pewnie dlatego, choć jestem dorosła, bycie samodzielną to dla mnie coś obcego. Zawsze stanowiliśmy drużynę, w dwoje przeciwko całemu światu. To trwa po dzieŃ dzisiejszy. Kiedy mam problem sięgam po telefon: Tato, bo jest taka sprawa… I choć ludzie zarzucają mi, że jestem dziecinna – nie jestem. Może trochę… Lubię się zabawić, zarówno na placu zabaw, ale nie jestem przytrzymana, więc śmiało możesz zabrać mnie do klubu. Mam świadomość, że to dwadzieścia jeden lat powinno o czymś świadczyć, ale nieustannie czuję chęć dobrej zabawy, odrobiny szaleŃstwa. Nie miałam okazji się wyszaleć za czasów liceum, a później to wiadomo… Powiedzmy, że zaczynając staż, zaczynam też nowe życie, ale wiem, że nie mogę brać zbyt wiele na raz… więc wciąż mieszkam z ojcem. Ambitna? Totalnie… od najmłodszych lat towarzyszy mi nieodparta chęć zdobywania wiedzy, a że jestem też kiepsko ukierunkowana biorę się za wszystko co możliwe i ostatecznie nie wiem czego chcę. Wiec tak, jestem ambitna i niezdecydowana.
Trochę chaotyczna, a zarazem ciekawska. Kiedy wejdę do twojego pokoju po moim wyjściu odczujesz wrażenie, ze przeszedł tajfun. Wszystko mnie ciekawi, musze dotknąć, zadać serię pytaŃ, yup. Wiec dwukrotnie zastanów się czy chcesz mnie zaprosić do siebie?
Zawód miłosny mam za sobą, ale się nie zrażam. Kiepskie doświadczenia mam w relacji z mężczyznami, bliższymi relacjami bo dogaduję się całkiem nieźle. Jaka jestem? Naturalna, nie kryję się z tym co lubię, z tym co myślę… Konkretna i twarda, a zarazem kiedy trafi się w czuły punkt łatwo mnie zranić. Punktów takich mam wiele. Po prostu jestem sobą, a charakterek? To kwestia poznawania z czasem, bo pierwsze wrażenie jest bardzo mylące.

Tatko; Wiem, że sprawia wrażenie pewnej siebie dziewczyny, wesołej i zadziornej, ale moja córka najzwyczajniej w świecie jest krucha i wrażliwa. Stara się z tym kryć, sprawiać wrażenie twardej i pewnej siebie, ale uwierzcie mi, łatwo ją zranić, jak i rozweselić. Naprawdę... nie ręczę za siebie, gdy ktoś ją skrzywdzi.

Przyjaciel z grupy wsparcia; Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny, wow. Jest tak zajęta byciem sobą, że nie dostrzega tego, jaka jest nadzwyczajna. Bezinteresowna pomoc innym, trzymanie się kurczowo swojego zdania, a przy tym wesoła i zadziorna. Nawet w trakcie tego z czym musieliśmy się zmagać; dodaje mi siły Mogę z nią rozmawiać godzinami, zawsze znajdzie jakiś temat.
Dodatkowe
♥ Mam krótkie włosy, bo chorowałam - czekam, aż odrosną. Często jednak można mnie zobaczyć w długich, co jest mylące, ale to zasługa doczepianych włosów, lub naturalnej peruki, na którą wykosztował się tata, kiedy to własnych byłam całkowicie pozbawiona.
♥ Jestem córeczką tatusia, mieszkam z nim i uwielbiamy razem spędzać czas. Chyba jeszcze nie do koŃca dorosłam…
♥ Interesuje mnie florystyka, lepienie z gliny, grafika komputerowa, odrobinę taniec, tresura zwierząt… łapię się właściwie wszystkiego po trochu i czekam, aż coś naprawdę podbije moje serce.
♥ Lubię gotować! Gotuję coraz więcej i coraz lepiej, pewnie dlatego tatuśkowi tak rośnie brzuch.
♥ Nie można zapomnieć o tym, że kocham jeść! Cokolwiek gotujesz, tam jestem!
♥ Uwielbiam konwalie i astry.
♥ Marzy mi się podróż do Afryki.
♥ Chcę zrobić prawo jazdy.
♥ Miałam tylko jednego chłopaka… szału nie było.
♥ Jak byłam małą dziewczynką dostałam z procy w tyłek. Nie jeden raz! Miałam paskudnego sąsiada, właściwie dalej mam.
♥ Wciąż bawi mnie wspinanie się po drzewach, czy pobyt na placu zabaw – ogólnie wole spędzać czas wolny na zewnątrz, niż kisić się w jakimś budynku. Kawiarnia, czy park? Park! Basen czy plaża? Plaża!
♥ Kiedyś zaadoptuje słodkiego Murzynka, albo małą Azjatkę, yup.
♥ Wielbię Coca-Colę i chipsy pomidorowe!
♥ Najlepszymi prezentami są książki, niezaprzeczalnie. Książki to notoryczni Porzucani: gdy je odkładasz, mogą na ciebie czekać wiecznie, a gdy poświęcisz im uwagę, zawsze odwzajemniają twoją miłość.
♥ Wszyscy myślą, że jestem dzieckiem, pytają o dowód, zarzucają fałszerstwo, to nawet miłe... z resztą zawsze zapominam się i odruchowo rzucam, że mam osiemnaście lat. Nie moja wina, ze wyglądam bardzo młodo.
♥ Mamy psa, chomika, kota, nieświszczuka, papugę, pająka, żółwia. Małe zoo, można tak powiedzieć.
♥ Mieszkamy w domu jednorodzinnym na Clevland Circle, ale mamy też niewielki domek nad morzem.
♥ Kiedy matka odeszła ojciec skupiał większość uwagi na mnie, ale nie tylko. W ciągu tych dwudziestu lat próbował stworzyć związek, niejednokrotnie. Pamiętam trzy kobiety. Różową Landrynę nie trudno zapomnieć skoro odcisnęła na moim policzku wieokrotnie szminkę w tym paskudnym kolorze, a w powietrzu unosił się cukierkowy zapach jej perfum. Fuj. Miałam wtedy może sześć lat. Kolejna to Kofeina, drobiła tymi swoimi nóziami, stukała obcasami w całym domu i trajkotała jak opętała. Nadpobudliwa! Nic dziwnego, że zbyt długo z nią nie wytrzymał. Jako dwunastolatka zniosłam to dzielnie. Kolejna i ostatnia, jaką miałam okazję poznać to Piguła. Wylądowałam wtedy w szpitalu, miałam siedemnaście lat, a ona była pielęgniarką. Miałam mieszane uczucia, co do niej, ale była ładna. Gdybym miała wybierać, byłoby to najmniejsze zło… Piguła.
♥ Pewnie było ich więcej, ale za bardzo wtrącam się i ingeruję w to z kim umawia się mój ojciec. Odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu ukrywa przede mną swoje dziewczyny.
♥ Nigdy nie brakowało nam pieniędzy, ale też nigdy nie byłam rozpieszczoną dziewuchą.
♥ Kocham Franka... Sinatrę, oczywiście.
♥ Bawię dzieci, nie z przymusu czy dla pieniędzy, lubię to.
♥ Czasami pomagam pewnej kobiecie, u której zdarzało się mi bawić dzieci i dalej się zdarza - rozwozić gazety bladym świtem w okolicy mojego domu.
♥ Naprawdę nie lubię asystentki mojego szefa, jest taka napuszona i pewna siebie.
♥ Nie palę, nie cierpię papierosów.
♥ Za alkoholem też nie szaleje, ale prędzej zobaczysz mnie w krzakach zalaną w trupa niż z papierosem. Z dwojga złego lepiej w tę stronę <


Wiek: 22
Data urodzenia:
18 sierpieŃ 1994
Miejsce urodzenia: Boston
Zawód: Sekretarka
Grupa: Fun
Wygląd: Zoey Deutch
 
 
Caroline Collier


Caroline Collier

Boston


32

szefowa

MĘŻATKA

Wysłany: 2016-04-18, 15:11   
  

  
  
  
  
  

  
  
JULIETTE, Lexy, Bianca, Arizona, Felix, SETH, willie, Nathan, gideon, Joseph


Akceptacja!
Witamy na Hello Boston! Cieszymy się, że wybrałeś akurat nasze forum, mamy nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuł i zostaniesz z nami na dłużej. Zapraszamy do założenia podstawowych tematów jak relacje i telefon, a następnie do gry.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 9