Poprzedni temat «» Następny temat
Lodowisko
Autor Wiadomość
VIENNA OSBORNE


Wysłany: 2017-11-28, 13:44   

Zdziwiła się, bo nie widziała nic aż tak strasznego w lodowisku, aby aż trzeba było siedzieć z boku i się uspokajać. Owszem, można się było przewrócić, wjechac w kogoś, ewentualnie trochę obawiać jeżdżenia, ale to nie były aż tak straszne rzeczy, żeby wywoływać mocne wzburzenie. Ale nie drążyła tej kwestii, w sumie nie jej sprawa, może akurat sobie zerknął do telefonu w trakcie jazdy, przeczytał niezbyt korzystną wiadomość, która go zwaliła z nóg (w sensie dosłownym i nie dosłownym), więc usiadł w najbliższym możliwym miejscu, gdzie nikomu nie będzie przeszkadzać i sobie trawił informację powoli. Ale to nie byłą sprawa Vienny.
Nie zastanowiła się też nad słowem „kiedyś”, które znalazło się w wypowiedzi i wskazywało na czas przeszły. Zmarszczyła lekko brwi dopiero w chwili, gdy usłyszała, ze nie będzie potrafił zejść. No dobra, może mu się nogi po prosu rozjeżdżają, no ale mógł się przytrzymać czegoś i robić krok po kroczku przecież. No i tak przez kilka chwil obserwowali siebie nawzajem z tego wynika. Bo Vienna kompletnie nie miała pojęcia, co ma zrobić w tym momencie, a odejście tak bez słowa byłoby niegrzeczne. A z drugiej strony, od kiedy przejmowała się tym, czy będzie dla kogoś nieuprzejma?
Drgnęła lekko w koŃcu, no ale skoro się nie narzucała mimo tego, ze tak to wyglądało… No ale powiedział to tak dziwnie desperacko i gwałtownie, że chyba nie powinna wątpić.
- Nie musisz mi nic kupować – powiedziała spokojnie, choć czekoladą nigdy nie gardziła. Nigdy nigdy. Jakże by śmiała odmawiać sobie czekolady.- Trzeba była powiedzieć po prostu, że potrzebujesz kogoś, aby ci pomógł zejść. Nie wiem, czy jestem do tego najlepszą osobą, wątpię – urwała na chwilę, bo wyobraźnia już jej podpowiedziała, że zaraz oboje wylądują plackiem na lodzie.- Ale spróbować możemy, więc jeśli nie boisz się powierzyć mi swojego tyłka, to ci pomogę – wprawdzie było to trochę dziwne, bo chyba będą musieli się dotknąć, a przecież są sobie całkiem obcy, no ale gdyby jej przyszło ratować kogoś nieprzytomnego i tez obcego, to co, nie zrobiłaby tego, bo nie chciałaby tej osoby dotknąć? Na pewno by pomogła.
Zrobiła tylko nieco dziwną, pełną zastanowienia minę, nie wiedząc, jak się do tego zabrać.
 
 
ROSEMARY COLBY


Rosemary Colby

Boston


29

uczę jeździć konno

jej koń

Wysłany: 2019-05-13, 02:19   
  

  
  
  
  
  

  
  
You will find no answers here, just choices.


1#

Chciała zrobić coś nieoczekiwanego, a może po prostu chciała spędzić miło popołudnie? Miała tylko nadzieję, że jej towarzysz ją nie wystawi. Od pewnego czasu wzięła sobie za cel nie tylko uprzykrzanie mu życia ale i także rozbawiania go kiedy trzeba. Lubiła spędzać z nim wolny czas, był przecież jej przyjacielem w sumie to jedyną życzliwą osobą w Bostonie do której nie bała się zadzwonić w środku nocy i nie zjadały ją żadne wyrzuty sumienia, że go budziła. W pewien sposób było to urocze gdy odpowiadał jej zaspanym głosem. Pojawiła się na lodowisku jeszcze parę minut przed umówioną porą, a raczej przed zapowiedzią, którą wysłała Christianowi mając nadzieję, że ten się pojawi. Brunetka z uśmiechem podeszła do pani za ladą, wykupując dla niej jak i dla jej partnera czas na lodowisku, także poprosiła o łyżwy w swoim rozmiarze po czym podeszła do jednej z wolnych ławek niedaleko lodowiska na której usiadła kładąc nowo nabyte łyżwy koło swoich nóg. Wzięła także łyżwy dla Christiana biorąc raczej rozmiar na oko , bo jeśli pomyśli, że wywinie się od tego co go czeka to srogo się mylił! Przebiegła spojrzeniem po ludziach będących na lodowisku po czym jej wzrok na moment zatrzymał się na jakiejś małej dziewczynce, która wywróciła się na lodzie jednak z uśmiechem na ustach wstała. Przez moment Rose patrzyła na nią niczym w obrazek, w pewien sposób dla niej dzieci były urocze i czasami zastanawiała się jakby to bylo gdyby ta miała swoje dzieci, czy zabierała by je tutaj na lodowisko? Czy jej mąż byłby tutaj z nią?
Tyle pytań, a tak naprawdę to nie wiadomo kiedy dostanie na nie odpowiedź. Rose przeniosła spojrzenie na drzwi wejściowe mając nadzieję, że zobaczy w nich Christiana i że nie będzie zły gdy usłyszy, że ta ani trochę nie potrafi jeździć na łyżwach..
  
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Boston


32

taksówkarz

</3

Wysłany: 2019-05-13, 10:19   
  

  
  
  
  
  

  
  
Someday you might find your hero Some say you might lose your mind


/z czasoprzestrzeni

Chris nie miał większych planów na ten dzień, dlatego też wiadomość od Rose przyjął z radością. Znali się od dawna i co najważniejsze, łączyła ich pozytywna relacja, która z czasem zmieniła się w przyjaźń. Bo chyba można to tak nazwać. Ostatnio Chris był nieco przygaszony. Mijał kolejny miesiąc odkąd Elizabeth się nie odzywała, ba, wyjechała i to bez słowa pożegnania. A on? Cierpiał. Ale krok po kroku wychodził z dołka, dzięki komu? Właśnie najbliższym osobom.
Po zimowym wypadku zostały tylko drobne uszczerbki na zdrowiu, ale nie na tyle poważne, by mógł rezygnować z przyjemności. A taką było niewątpliwie była jazda na łyżwach. Był Kanadyjczykiem w końcu i miał to we krwi. Kochał hokej i sam świetnie jeździł. Poza tym nie był już jakiś czas na lodowisku i chętnie się sprawdzi, czy jeszcze nie wyszedł z formy.
Wracając do jego stanu psychicznego, to spotkania z bliskimi sprawiały, że znów się uśmiechał, żartował i wracał do swojego optymistycznego podejścia do życia. Nie on jeden został zraniony, ale tak się zapowiadało od początku - to była trudna relacja. Bogata panna i zwykły kierowca? A on wierzył, że coś z tego będzie. Ale nie było. Zszedł więc na ziemię i za radą - pewnie brata - zaczął cieszyć się tym, co i kogo ma. A przecież nie był sam. Miał wielu znajomków i warto było im poświęcić czas.
Tak w temacie czasu, Christian bardzo się starał, by zdążyć na czas. Niby nie miał planów, ale zakupy same się nie zrobią. Ogarnął więc je i dopiero później pojechał na miejsce spotkania.
Nie spóźnił się, chociaż do umówionej pory było już bardzo blisko. Rose była wcześniej, ale miał nadzieję, że nie czekała na niego zbyt długo.
- Hej - przywitał się, uśmiechając się do niej serdecznie. - Długo czekałaś? - zapytał.
- Mam nadzieję, że nie, ale - spojrzał na zegarek - udało mi się nie spóźnić.
Usiadł obok niej i odebrał od niej łyżwy.
- Fajnie, że o mnie pomyślałaś. Dawno tu nie byłem - nie miał pojęcia o tym, jaką rolę mu wymyśliła, ale spokojnie, dadzą radę. Służył pomocą i oparciem - jak zwykle.
- Co słychać tak w ogóle? - pewnie rozmawiali całkiem niedawno, ale różnie to bywało w życiu i czasem jeden dzień mógł przynieść jakąś zmianę.
- Humor ci chyba dopisuje, to dobrze - Baker też nie narzekał na samopoczucie. Kiedy był sam bywało różnie, ale w towarzystwie przyjaciół wracał do siebie. - Będzie fajnie, tak myślę - czuł, że to spotkanie dobrze mu zrobi i będzie miał sporo powodów do uśmiechu. I chyba nie chodziło tylko o brak umiejętności Rose. Nie będzie się śmiał. No... może trochę, ale spokojnie, wsparcie będzie.
Chris chętnie spędzał czas z Rose. Nawet kiedy miała problem o późnej porze, zawsze odbierał telefon. Nie potrafił odmówić pomocy, szczególnie ludziom, którzy zajmowali ważne miejsce w jego życiu. Przy niej się uśmiechał, chociaż czasami nawet tego nie zauważał. Ale ona widziała. Poza tym wiedziała o tym, co go męczyło, ale na szczęście było łatwiej z każdym dniem. Dzięki wsparciu. Po prostu.
_________________
 
 
ROSEMARY COLBY


Rosemary Colby

Boston


29

uczę jeździć konno

jej koń

Wysłany: 2019-05-14, 13:16   
  

  
  
  
  
  

  
  
You will find no answers here, just choices.


Wiedziała, że ten był w dołku i jej podświadomość nie pozwalała na to, żeby ten się zamęczał. W pewien sposób chciała mu pomóc jednak nie chciała być nachalna. Nie chciała się narzucać swoją obecnością, dlatego postanowiła go wyciągnąć na lodowisko nawet jeśli miałoby być to jej pierwsze spotkanie z takim miejscem. Uwielbiała grać w kręgle czy nawet w bilard bo w tym była nawet bardzo dobra, jej ojciec nauczył ją to i owo, ale nigdy nie jeździła na łyżwach i może dlatego postanowiła wybrać właśnie to miejsce. Spędzenie wolnego czasu z Christianem było tylko dla niej przyjemnością, a to że w pewien sposób mogła mu pomóc i nie myśleć o przeszłości tym bardziej ją napędzało na takie właśnie wypady jak lodowisko, może nawet kiedyś wsadzi go na konia i ten doceni uroki krajobrazu z końskiego grzbietu? Możliwe, że tak kiedyś się stanie, ale nie chciała go do niczego zmuszać i nawet gdyby się nie pojawił to zapewne próbowała przez chwilę pojeździć a potem wróciłaby sama do domu (o ile by do niego trafiła). Nie od dzisiaj było wiadomo, że miała ona kiepską orientację w terenie i czasami nie potrafiła wrócić do domu, właśnie wtedy w takich momentach dzwoniła do Christiana, który nawet gdy był środek nocy zgadzał się na to, żeby po nią pojechać. Może dlatego go bardzo ceniła i był jej jedynym przyjacielem tutaj?
Kiedy zobaczyła, że ten zmierza w jej kierunku wstała z ławki, żeby się z nim przywitać. Na jej ustach gościł delikatny uśmiech, chociaż może to zbyt słabe porównanie bo szczerzyła się od ucha do ucha.
- Och nie.. byłam w okolicy wcześniej, zresztą i tak dzisiaj mam wolny dzień więc nie miałam co robić - wyrzekła po chwili w jego stronę wzruszywszy lekko ramionami gdy usiadła z powrotem na ławce ściągając ze swoich nóg buty na dość sporym obcasie, które po chwili wylądowały pod ławeczką. Zakładała właśnie łyżwy, gdy przeniosła spojrzenie na Christiana.
- od dawna chciałam się tutaj wybrać, nigdy jednak nie miałam z kim i kiedy. Praca często wysysa ze mnie wszelkie siły, a miałam wolne popołudnie i nie chciałam spędzić je w domu czy w łóżku - dodała po chwili, przenosząc swoje brązowe oczy przez moment na jego twarz. Obdarzyła go ciepłym uśmiechem, jej praca nie należała tak naprawdę do łatwych. Owszem dla niej była przyjemna bo spędzanie czasu z takimi zwierzętami jak konie zdecydowanie było przyjemnością, lecz także nauczanie jazdy konnej nie należała do najłatwiejszych. Jednak ta zawsze chodziła uśmiechnięta, gdyby Chris znał dawną Rose to na pewno by się zdziwił. Obecnie jest zupełnie inna niż tamta zagubiona kobieta jeszcze parę lat temu.
- Oh.. w stadninie mamy nowego źrebaka, nawet nie wiesz jaki jest uroczy! Humor mi zawsze dopisuje, doskonale o tym wiesz - wyrzekła po chwili, patrząc na niego z ukosa kiedy zawiązywała na nogach swoje łyżwy. Gdy była już gotowa westchnęła cicho i skierowała ponownie spojrzenie na Bakera przygryzając lekko dolną wargę.
- Nie powiedziałam Ci czegoś.. nie umiem jeździć na łyżwach. Miałam nadzieję, że mnie nauczysz - dodała po chwili, unosząc się powoli z ławki, próbowała złapać nawet równowagę, ale musiała się szybko przytrzymać czegoś i trafiło na ramię Chrisa. Zaśmiała się delikatnie.
- Myślałam, że to będzie jak z jazdą konną, ale chyba się myliłam - dodała, nadal opierając się na jego ramieniu, żeby przez przypadek nie upaść.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Boston


32

taksówkarz

</3

Wysłany: 2019-05-14, 16:24   
  

  
  
  
  
  

  
  
Someday you might find your hero Some say you might lose your mind


- I bardzo dobrze zrobiłaś, że się ruszyłaś z domu, przy okazji i mnie wyciągnęłaś gdzieś. Człowiek się zasiedzi w samochodzie i nic z niego nie ma. Sam nie wiem po co znowu wróciłem do pracy taksówkarza, ale ja chyba na tym znam się najlepiej, na jeździe po mieście - to prawda, znaczy on się znał na innych rzeczach, był niezłym mechanikiem i potrafił coś zrobić w domu, ale jeśli chodzi o pracę, to jazda chyba była mu pisana. Wolałby być znów prywatnym kierowcą, ale nie chciał przeżywać tego, co wcześniej. Z resztą nie chciał popełnić kolejnego błędu. Może i nie trafiłby znów na piękną i zajmującą młodą kobietę, która podbiłaby jego serce, ale wolał nie ryzykować. Cóż, było i minęło, musiał patrzeć w przyszłość inaczej. Może i nadal narzekał, że klienci są różni i często robią rzeczy, które wolałby przemilczeć, ale za kółkiem czuł się dobrze.
- Kiedy zrobi się cieplej i dni będą jeszcze ładniejsze, wybierzemy się gdzieś na rowery, co myślisz? - zapytał, proponując coś, co przyszło mu do głowy spontanicznie. - I tak, odwiedzę kiedyś stadninę, słowo - pewnie mówił to za każdym razem, gdy się spotykali, ale on dotrzymuje słowa i na pewno tak zrobi. Prędzej czy później.
- To muszę go zobaczyć - uśmiechnął się. Jej optymizm był zaraźliwy. - Będę miał wymówkę, by znowu się z tobą spotkać - zauważył. Ale i bez powodu chętnie by się z nią spotkał. Dobrze czuł się w jej towarzystwie, bo miał wrażenie, że podziela jego poglądy o świecie. Teraz szczególnie potrzebował takich osób. I szło nieźle.
Chris wysłuchał jej uważnie i zmarszczył czoło. Zrobił niezadowoloną minę, ale po chwili się rozpromienił.
- Ja mam cię uczyć jazdy? - pokręcił głową. - Myślisz, że nadaję się na nauczyciela? - spojrzał nań uważnie. W końcu puścił do niej oczko.
- No dobrze, możemy spróbować - zajął się łyżwami, które na szczęście były w jego numerze, a kiedy był gotowy, wyszedł na lód.
Szybko przekonał się, że będzie miał co robić i na nudę nie będzie mógł narzekać.
- Trzymaj się mocno - powiedział, po czym złapał ją za ręce i pomógł jej złapać równowagę.
- Powoli, rozluźnij się. Spięta jesteś - zauważył. Łatwo mu mówić. On nauczył się jeździć jako dzieciak, więc nawet nie pamiętał ile upadków zaliczył za pierwszym razem, ale miał nadzieję, że uda mu się złapać Rose zanim wyląduje na lodzie.
- Zaufaj mi i staraj się powoli ruszyć naprzód - cały czas ją trzymał i ani myślał puścić. - W razie czego cię złapię - zapewnił, mając nadzieję, że tak właśnie będzie. Może i miał te swoje 190 centymetrów wzrostu, no i nie był aż takim chuchrem, ale na lodzie radził sobie doskonale.
- Gotowa? - zapytał. - Na trzy. Raz, dwa, trzy - pociągnął ją lekko za sobą.
_________________
 
 
ROSEMARY COLBY


Rosemary Colby

Boston


29

uczę jeździć konno

jej koń

Wysłany: 2019-05-14, 18:36   
  

  
  
  
  
  

  
  
You will find no answers here, just choices.


Posłała mu delikatny uśmiech na jego słowa, owszem mogła spędzić ten wieczór sama w swoich czterech ścianach, ale nie chciała tego robić chociażby dlatego, że tam czasami czuła się jak w więzieniu. Planowała wyprowadzić się od swojego ojca i już nawet oglądała mieszkania w Bostonie w poszukiwaniu jakiegoś odpowiedniego dla niej, wiedziała także, że jej ukochany ojczulek na pewno wsadzi do tego swojego trzy grosze, przecież nie pozwoli córeczce mieszkać w jakiejś melinie. Chciała się wreszcie usamodzielnić, nie być zależna od nikogo.
- Planowałam jeszcze obejrzeć jakiś film, ale lodowisko wydawało się być ciekawszym pomysłem. Może następnym razem zaproponuje Ci jakiś film? Jakie filmy lubisz? - zapytała po chwili milczenia rzucając w jego stronę zaciekawione spojrzenie. Jakoś nigdy nie pytała go o to jakie filmy lubi, może lubili te same? Można by przypuszczać, że Rose jest fanką romantycznych filmów, jednak to był wielki błąd, ona zdecydowanie wolała kino akcji czy jakieś dramaty, a czasami nawet horrory mimo, że potem miała po nich koszmary. Jednak to były plany na kolejne spotkanie, teraz byli na lodowisku a im bliżej było do wyjścia na lód to tym bardziej obleciał ją strach, że zrobi z siebie tam idiotkę, która nie potrafi jeździć. Miała nadzieję, że Baker nie będzie się aż tak śmiał z jej nieudolności pod tym względem, bo jak tak to na pewno odpłaci się gdy wpadnie do stadniny!
- O tak, musisz go zobaczyć. Jest bardzo uroczy i straszny z niego pieszczoch, chce być cały czas głaskany - dodała po chwili milczenia uśmiechając sie do niego delikatnie. Była prawie pewna, że Chris zakocha się w tym uroczym zwierzęciu prawie tak mocno jak ona! Nawet jeśli nie przepadał za końmi czy się ich bał, to powinien spróbować. Ona także na początku nie była zbyt dobrze nastawiona do tej pracy, ale z czasem się przekonała i teraz nie widzi życia bez tych zwierząt. Czasami dogadywała się z nimi lepiej niż z ludźmi. - Och.. to żeby spotkać się ze mną potrzebujesz wymówek, tak? - rzekła, robiąc oburzoną, a raczej udawaną minę w jego kierunku, w sumie to ona także użyła wymówki. Napisała przecież, że nie wróci sama do domu, to tak jakby szukała wymówki na jego obecność tutaj. Powędrowali razem na lód, a Rose zaczynała się powoli przyzwyczajać do łyżew na swoich nogach, na początku jednak się zachwiała i gdyby nie fakt, że Christian ją trzymał to zapewne runęłaby jak długa na lód. Nie chciała być poobijana, już przy pierwszym spotkaniu na lodowisku. Wzięła głęboki oddech i skinęła lekko głową na jego słowa, jednak wyluzowanie się nie było takie proste, zwłaszcza gdy nie wiedziała kompletnie co ma robić. Trzymała się kurczowo Bakera, jakby on był jedyną ostoją w tym momencie i osobą, która na pewno nie pozwoli jej się wyłożyć na lód. Czy mu ufała? To było chyba oczywiste.
- Wolę chyba jazdę konną - wyrzekła po chwili, kiwając głową na jego gotowa. Pisnęła niczym mała dziewczynka gdy ten ją pociągnął lekko, o dziwo udało się jej przejechać te parę centymetrów do przodu, które mogłyby się wydawać kilometrami zwłaszcza dla niej gdy straciła równowagę i zachwiała się lekko.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Boston


32

taksówkarz

</3

Wysłany: 2019-05-14, 19:30   
  

  
  
  
  
  

  
  
Someday you might find your hero Some say you might lose your mind


- Film to też dobra opcja - osobiście częściej wybierał książki, bo można było je czytać w pracy. A do kina nie lubił chodzić sam. Ale widać i tym nie musiał się przejmować, bo nawet nie pomyślał jeszcze o tym, by coś o tej sprawie napomknąć, Rose zapytała go o upodobania filmowe.
- Hmm, lubię fantastykę, akcję, ewentualnie dobry dramat. Przygoda lub komedia też jest niezła. W sumie wszystko dobre, gdzie coś się dzieje. Siostra zaraziła mnie miłością do Marvela i ostatnio siedzę w filmach o komiksowych bohaterach - wszystko było lepsze od filmów o miłości. Na pewno się dogadają co do gatunku i mogą dobrze się bawić.
- No i lubię oglądać ekranizacje ciekawych powieści - wzruszył ramionami. Nie był zbytnio wybredny. - A byłaś kiedyś na pokazach kina samochodowego? - zapytał szczerze zainteresowany tematem. - Ładne widoki, fajny film, dobre towarzystwo i niczego więcej nie trzeba. Chociaż to samo jest na wybrzeżu, tylko zamiast auta masz leżaki. Też dobra opcja - a sezon był coraz bliżej, to i można pomyśleć nad czymś takim.
- Odwiedzę go. I tak ciągle obiecuję, że przyjdę i aż mi głupio, że zwlekam - nauczyłby się jeszcze jeździć konno. To przyjemne zwierzęta, a jakoś nie miał z nimi styczności. Trzeba to zmienić.
- Tak w temacie będąc, ja przyjdę na lekcję jazdy konnej. Nie wiem, czy nadaję się do tego, ale zawsze można spróbować. Mówią, że dla chcącego nie ma nic trudnego, co dotyczy też jazdy na łyżwach - wrócił do tematu tego spotkania.
- W razie gdybyś chciała przerwać, to mów. Ale powoli damy radę, zobacz, jedziesz - faktycznie posuwała się powolutku do przodu.
- Najważniejsze, byś sama złapała równowagę. Wtedy będzie łatwiej, ale bez pomocy początki są trudne. Tylko się nie bój, jak się wywalimy to oboje - starał się ją pocieszyć.
- Będzie dobrze - i dalej lekko ją ciągnął za sobą. Gdy już kawałek zrobili w ten sposób, Chris się zatrzymał.
- Teraz spróbuj zrobić kilka kroków sama. Ale spokojnie, jestem przy tobie.
Asekurował ją cały czas, żeby nie było.
Rose chyba naprawdę miała na niego dobry wpływ, bo całkowicie się rozluźnił i nie myślał o niczym przykrym. Zajął się wyłącznie rolą nauczyciela i skupiał się na dziewczynie i zapewnieniu jej bezpieczeństwa.
_________________
 
 
ROSEMARY COLBY


Rosemary Colby

Boston


29

uczę jeździć konno

jej koń

Wysłany: 2019-05-14, 21:07   
  

  
  
  
  
  

  
  
You will find no answers here, just choices.


Przeniosła na niego swoje brązowe oczy.
- O, to następnym razem możemy pójść na jakiś film, jak masz ochotę - wyrzekła, wzruszając delikatnie ramionami, ona miała nadzieję, że ten po dzisiejszej klapie z jej udziałem (bo była prawie pewna), że zaliczy nie jeden upadek będzie chciał jeszcze się z nią zobaczyć. Nie była tak naprawdę złą osobą i przede wszystkim chciała go wyciągnąć z jego samochodu. Nie raz pomógł jej bo jako taksówkarz znał Boston jak mało kto, a ona z kiepską orientacją bardzo często się w nim gubiła, zwłaszcza gdy jechała gdzieś i była prawie pewna, że wsiadła do odpowiedniego autobusu, a tutaj się okazało, że jednak nie. A pickupem bała się trochę sama jeździć po mieście. Była dość dobry kierowcą, jednak jej samochód pozostawiał wiele do życzenia i jeździła nim głównie do pracy. Kochała tego gruchota, dlatego nie miała zamiaru go sprzedawać czy oddawać do renowacji na co nalega cały czas jej ojciec. Wiedziała, że jazda takim samochodem bywała bardzo niebezpieczna, ale nie dbała o to.
- O Marvel, nawet lubię te wszystkie filmy na podstawie komiksów, jednak nadal nie obejrzałam najnowszej części Avengersów, może obejrzymy razem? - zapytała po chwili przygryzając delikatnie dolną wargę, spoglądała w kierunku Christiana z nikłym uśmiechem na ustach. W sumie to dawno chciała obejrzeć ten film, a jeśli to równało się ze spędzeniem z nim czasu to czemu nie? Zmarszczyła lekko czoło na wzmiankę kina samochodowego. - Nigdy nie byłam w kinie samochodowym, w sumie może to być ciekawe bardzo. I raczej wolę samochód niż leżaki, zwłaszcza w taką pogodę - zaśmiała się delikatnie na jego słowa, jednak kiedy zrobi się cieplej to zapewne wybiorą tą drugą opcję, bo wizja leżakowania i oglądania filmu była przyjemna. Także w samochodzie.
- No obiecujesz i dalej nie przyjechałeś, a już wiem na jakiego konia Cię wsadzę panie Baker - wyrzekła po chwili unosząc delikatnie brew do góry, po czym zaśmiała się delikatnie z jego miny. Mogłaby tak z nim rozmawiać nawet całe dnie, dobrze czuła się w jego towarzystwie, był taką odskocznią od jej codziennego życia i przy nim zapominała o swojej cholernej przeszłości. No i chciała mu pomóc zapomnieć o utraconej miłości, miała nadzieję, że chociaż trochę jej się to udaje. Widok uśmiechu na jego twarzy przekonuje ją w fakcie, że tak jednak jest. - Och sądzę, że się nadajesz do jazdy konnej, na pewno lepiej niż ja do łyżew - wyrzekła z uśmiechem na ustach, posuwając się trochę na przód. Szło jej to nawet nieźle bo łapała już o co chodzi, no i nie miała takich problemów z równowagą jak na początku. Oczywiście kurczowo trzymała się rąk mężczyzny, żeby przez przypadek się nie przewrócić. Kiedy ten kazał jej samej zrobić parę kroków na moment zamarła. - Chyba bardzo chcesz, żebym się spotkała z lodem - rzekła w jego kierunku, jednak posłuchała go i próbowała się posunąć na przód, na początku się jej to udawało i przejechała parę kroków. Lecz w pewnym momencie spojrzała na Chrisa i straciła równowagę, zamknęła tylko oczy gdy jej ciało miało się spotkać z zimnym lodem.
_________________
<img src="https://66.media.tumblr.com/d1735be6c7fe3a09fe882ea57ea40f8d/tumblr_p1msyiUKGc1upf7dwo2_250.gif" style="padding:5px;background:url(http://images.forwallpaper.com/files/thumbs/preview/18/188501__texture-vintage-black-and-white-pattern_p.jpg);width:100px;"> <img src="https://66.media.tumblr.com/56f0d2ca66f30965d3bb61b45e0359d5/tumblr_p1msyiUKGc1upf7dwo1_250.gif" style="padding:5px;background:url(http://images.forwallpaper.com/files/thumbs/preview/18/188501__texture-vintage-black-and-white-pattern_p.jpg);width:100px;"><div style="width:220px;color:gray;font-family:times;font-size:8px;text-transform:uppercase;letter-spacing:2px;text-align:justify;line-height: 9px;">There's no guarantee that justice will win out or that a noble sacrifice will make any difference. But when it does, there's something that still swells my chest. There's magic in that.... It tells me that's the way things are supposed to be. <img src="http://tinyurl.com/nkbh4oj" style ="width: 220px; opacity: 0.5;" />
<div style="font-size: 5px">
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Boston


32

taksówkarz

</3

Wysłany: 2019-05-15, 12:03   
  

  
  
  
  
  

  
  
Someday you might find your hero Some say you might lose your mind


- Pewnie, chętnie - zgodził się z propozycją Rose. Lubił te filmy, dlatego też nie będzie dla niego problemem powtórzenia seansu, tym bardziej w miłym towarzystwie.
- No to zabiorę cię kiedyś na taki pokaz - postanowił. - Skołuje się jakiś prowiant i będzie fajnie. Ostatnio zabrałem tam młodszą siostrę i podobało jej się. A na plaży też jest fajnie. Chociaż ja wolę ogniska i śpiewanie przy nim. Latem można się ochłodzić, a siedzenie przy ogniu w miłym towarzystwie i podpiekanie tego, co się nadaje na kij jest przyjemne - oczywiście na wszystko był czas. Kiedy przyjaciele mieli chwilę, chętnie organizowali tego typu spotkania. Było wesoło i można się było oderwać od codzienności. Chris zaczynał teraz sezon na występy na ulicy. Zachęcono go na publiczne pokazy umiejętności gry i śpiewu i czasem zatrzymywał się tu i tam i trochę występował. Ale nic nie zastąpi muzykowania w gronie bliskich osób.
- Mam się bać? - zapytał, trochę rozbawiony. - Zjawię się, naprawdę. Teraz mam trochę więcej czasu wolnego. Wcześniej musiałem być dyspozycyjny cały dzień, teraz pracuję na zmiany i mogę nadrabiać zaległości - jakiś plus to fakt, że nie musiał zakładać na siebie garnituru, chociaż podobno było mu w nim do twarzy.
- Może nawet w następnym tygodniu? Nie będę tego przeciągał. Przy okazji się okaże, czy jazda konna jest dla mnie - nie mógł być tego pewien, ale jak nie spróbuje, to się nie przekona.
- Mówisz? Ja nie wiem, czy jestem taki zdolny. Ale to na pewno łatwiejsze - no zlecieć z konia też się dało, ale z lodem zderzenie było bardziej prawdopodobne.
- No nie bój się, złapię cię - nie mógł być tego aż tak pewien, ale ufał swojemu refleksowi.
- W sumie bez upadku ciężko się nauczyć, ale może obejdzie się bez siniaków - zrobił trochę złośliwą minę, ale na szczęście cały czas był czujny.
Kiedy już miała runąć na lód, złapał ją i pociągnął w swoją stronę. Zrobił to jednak zbyt mocno i sam się zachwiał. Upadł, a pociągnięta za nim Rose, padła na niego.
- Auuu - mruknął. - Widzisz, asekuracja zdała egzamin - zaśmiał się, patrząc na dziewczynę. Teraz musieli jakoś wstać.
_________________
 
 
ROSEMARY COLBY


Rosemary Colby

Boston


29

uczę jeździć konno

jej koń

Wysłany: 2019-05-18, 15:30   
  

  
  
  
  
  

  
  
You will find no answers here, just choices.


Posłała mu szeroki uśmiech na jego słowa, chciała z nim spędzić miło czas a już od dawna chciała obejrzeć tę serię filmów, a teraz miała do tego okazję. Kiedy ten mówił ta kiwała delikatnie głową nie chcąc mu przerywać. W pewien sposób lubiła słyszeć jego głos, odprężał ją no i.. już dawno zapomniała o swojej jakże burzliwej przeszłości. Mogła się przy nim wyluzować no i chciała, żeby ten poczuł się przy niej tak samo, więc z uśmiechem witała jego roziskrzone i żywe spojrzenie kiedy mówił. - Może być ciekawie, tylko uprzedzam, że jestem strasznym zmarzluchem, więc będziesz musiał zabrać także jakiś ciepły koc - zaśmiała się delikatnie. Zimno jej przeszkadzało, zresztą kto by nie wolał siedzieć pod ciepłym kocem przy świetle kominka i czytać książkę? Tak ona ostatnio spędza swój wolny czas, w pewien sposób ją to wycisza. Dmuchnęła delikatnie na swoja grzywkę, która opadła jej na czoło przysłaniając trochę świat przed nią. Na ognisku owszem bywała i nie były to zbyt miłe wspomnienia, bo kojarzyły się jej z tym buntowniczym czasem o którym zdecydowanie chciałaby zapomnieć, zwłaszcza w tym momencie przy Christianie. Nie chciała także, żeby dokładnie się dowiedział jaka kiedyś była, owszem wspominał jej o tym, że nie była zbyt grzecznym dzieckiem dla ojca, ale nie wdawała się w szczegóły. Może po prostu bała się, że ten ją odepchnie kiedy dowie się jaka była? Może przestanie być dla niej.. przyjacielem? Posłała mu słaby uśmiech.
- Nie, nie musisz się bać. Chociaż wiem jak to źle zabrzmiało, ale te zwierzęta są bardzo łagodne. No chyba, że uparcie chcesz je skrzywdzić. Tak jak każdy nawet łagodny pies potrafią ugryźć - wyrzekła po chwili milczenia, delikatnie kiwając głową. To czy było mu w garniturze do twarzy, to sama musiałaby ocenić. Może kiedyś ubierze garnitur? Nigdy, nie mów nigdy prawda? - O jasne, znajdę dla Ciebie trochę wolnego czasu - wyrzekła z uśmiechem w jego kierunku kiedy wspomniał o przyszłym tygodniu. Na pewno będą się dobrze bawić, co do tego to nie miała żadnych wątpliwości. Lecz czy będzie się dobrze czuł jak na lodowisku? Czas pokaże. Spojrzała na niego z delikatnym strachem w oczach kiedy kazał jej się kawałek przejechać samej, a upadek nie był aż tak zły bo upadła na Bakera. Kiedy zdała sobie o tym sprawę to wybuchnęła śmiechem dość donośnie, zapewne ludzie przejeżdżający obok się na nią dziwnie spojrzeli ale o to nie dbała. Wbiła swoje brązowe oczy w twarz uśmiechniętego Christiana.
- Nie było aż tak źle, mocno oberwałeś? - zapytała, przygryzając delikatnie dolną wargę. Była prawie pewna, że wstanie będzie zdecydowanie cięższe. Nawet nie próbowała tego zrobić, po prostu usiadła na lodzie koło mężczyzny, rzucając mu przepraszające spojrzenie.
_________________
<img src="https://66.media.tumblr.com/d1735be6c7fe3a09fe882ea57ea40f8d/tumblr_p1msyiUKGc1upf7dwo2_250.gif" style="padding:5px;background:url(http://images.forwallpaper.com/files/thumbs/preview/18/188501__texture-vintage-black-and-white-pattern_p.jpg);width:100px;"> <img src="https://66.media.tumblr.com/56f0d2ca66f30965d3bb61b45e0359d5/tumblr_p1msyiUKGc1upf7dwo1_250.gif" style="padding:5px;background:url(http://images.forwallpaper.com/files/thumbs/preview/18/188501__texture-vintage-black-and-white-pattern_p.jpg);width:100px;"><div style="width:220px;color:gray;font-family:times;font-size:8px;text-transform:uppercase;letter-spacing:2px;text-align:justify;line-height: 9px;">There's no guarantee that justice will win out or that a noble sacrifice will make any difference. But when it does, there's something that still swells my chest. There's magic in that.... It tells me that's the way things are supposed to be. <img src="http://tinyurl.com/nkbh4oj" style ="width: 220px; opacity: 0.5;" />
<div style="font-size: 5px">
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Boston


32

taksówkarz

</3

Wysłany: Dzisiaj 11:02   
  

  
  
  
  
  

  
  
Someday you might find your hero Some say you might lose your mind


Chris zgodził się na wszystko. I był zadowolony jak dawno mu się nie zdarzało. Miał spędzić miło czas w dobrym towarzystwie, więc nie mógł narzekać. Rose sprawiała, że się uśmiechał, co ostatnio tak rzadko mu się zdarzało. I naprawdę myślał o tych przyszłych spotkaniach. Zapowiadały się przyjemne spotkania, chociaż wątpił w to, by wyszedł na dobrego jeźdźca. Lubił konie, ale kochał te mechaniczne. Może czas się przekonać do zwierząt i obdarzyć je uczuciem? Chris przecież je lubił, były wierne i kochały bezwarunkowo. To ludzie potrafili ranić, a nie zwierzęta.
- Jeszcze się zgramy co do dnia i godziny, ale będę odważny i całkowicie zdam się na ciebie. Wierzę, że pomożesz i przydzielisz mi jakiegoś spokojnego wierzchowca. A jak się kiedyś już nauczę jazdy i będę się czuł pewnie w siodle, pojeździmy gdzieś dalej - szukał kontaktu z Rose, jakby wierząc, że ona wyciągnie go do końca z dołka, w którym siedział. Ale od czego są przyjaciele, prawda?
Leżąc na lodzie w końcu zaczął się śmiać. Sytuacja była normalna, kto nie ląduje na tyłku na lodowisku, ale ostatecznie wyszło zabawnie. Przynajmniej dla niego.
- Na szczęście nie - odpowiedział i sięgnął ręką do głowy, którą potarł w miejscu zderzenia. - Chwilę poboli i przestanie. Nie jest źle - po chwili się dźwignął. No cóż, teraz będzie kolejna lekcja.
Chris jakoś się podniósł, bo nie było to dla niego aż tak trudne i miał wprawę. Kiedy znów stanął pewnie na lodzie, wyciągnął ręce ku dziewczynie.
- A teraz ty, no dajesz - był pewien swojej asekuracji i wierzył, że w najgorszym wypadku jeśli się zachwieje, znów ją złapie. Był na to przygotowany.
- Kiedy będziesz miała dość tego miejsca, powiedz. Nic na siłę, ale spokojnie, ja mam cierpliwość i chętnie pomogę.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się majowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Bianka
Jeremy
WALTERS
ASHBORNE
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6