Poprzedni temat «» Następny temat
Waffle House
Autor Wiadomość
Alex Korhonen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-23, 01:23   

/po Kropce, Nowy Rok!

To nie był dobry Sylwester. Zapowiadało się naprawdę w porządku - miał nocny dyżur, więc zamierzał uzupełnić całą zaległą papierologię, wypić ze trzy kawy, wpaść na chwilę do świetlicy, gdzie pediatria organizowała własnego Sylwestra i umrzeć ze strachu tylko na kilka minut, bo przecież czuł się niemal przygotowany na to, że o północy wystrzelą fajerwerki, a ich huk przypomni mu palące SłoŃce w Syrii, piasek w ustach i smród piwnicy, w której ich trzymali. Zupełnie się jednak nie spodziewał, że z powodu jakiejś tam śnieżycy wyjebie im prąd, a on na kilka przerażających minut znajdzie się w zupełnej ciemności, nim szpital nie przejdzie na zasilanie awaryjne. Niby nic wielkiego, ale... nie dla Alexa, który wciąż musiał łykać prochy i być pod opieką psychiatry, żeby w ogóle próbować normalnie funkcjonować. Chyba nic dziwnego, że przez resztę wieczoru był nieco... rozstrojony. Zaszył się w pokoju lekarskim, zapalając wszystkie światła, a kiedy Nowy Rok przywitał go głośnym hukiem, na chwilę zabrakło mu powietrza. Chyba dlatego kilka minut po północy zadzwonił do Alicji pod pozorem złożenia jej życzeŃ. Potrzebował choć namiastki towarzystwa i jakiejś namiastki bliskości z kimś, kto nie widzi, że podkulił nogi do klatki piersiowej, siedząc za biurkiem niemal w pozycji embrionalnej. Od słowa do słowa zaprosił ją na śniadanio (dla Alicji) - kolację (dla Alexa) i kilka godzin później, pewnie około dziewiątej czy dziesiątej, gdy całe miasto wciąż było opustoszałe, odsypiając Sylwestra, jechał pustymi ulicami do Waffle House. Sam dziwił się tym, że był dziwnie... pogodny. Nie nazwałby tego szczęściem, bo ostatni raz szczęśliwy był chyba przy Maddie, ale było naprawdę nieźle.
Kiedy już usiedli i złożyli zamówienie kelnerce, która wyglądała, jakby była tu za karę (i pewnie była), złapał się na tym, że nerwowo bębni palcami w stolik, uciekając wzrokiem. - Przepraszam - zreflektował się. - Chyba po prostu dawno nie zapraszałem dziewczyny na kolację o dziewiątej rano - przyznał i nawet lekko się uśmiechnął. Pewnie przez telefon wspominała mu, że po północy prądu wciąż nie było, a o czymś rozmawiać musieli, więc spytał: - Długo jeszcze żyliście bez prądu? W szpitalu mamy awaryjne zasilanie na wypadek takich sytuacji, bo inaczej musielibyśmy pomagać ofiarom petard przy świeczkach, więc straciliśmy światło tylko na kilka minut - jezu, ale się rozgadał.
 
 
Alicja Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-23, 23:26   

To był całkiem niezły Sylwester, chociaż musiała przyznać, że wcale się tego nie spodziewała. W tym roku nie miała w planach żadnych dzikich imprez ani innych szalonych wypraw. Nie zamierzała uganiać się za jakimikolwiek facetami, odciągać ich od butelki, żeby przypadkiem nie upili się do nieprzytomności i przekonywać ich, że wyskakiwanie z okna na drugim piętrze akademiku to głupi pomysł. Nie miała też zamiaru użalać się nad sobą, wypijając kolejne kieliszki wina i oglądając wszystkie romantyczne komedie świata, bo zrobiła to tylko raz w zeszłym roku i stwierdziła, że to nie był wcale dobry pomysł. Był to nieskoŃczenie głupi pomysł, a na dodatek nad ranem czuła wyjątkowo mocną potrzebę wzięcia prysznicu. Długiego prysznicu. To był chyba pierwszy moralniak w jej życiu. Dziwne uczucie, którego nie chciała przeżywać po raz kolejny. W tym roku noc z trzydziestego pierwszego grudnia na pierwszego stycznia zamierzała spędzić zupełnie zwyczajnie – w zaciszu własnego pokoju malując wszystko, co tylko przyszłoby jej do głowy i wystawiając łeb poza pokój o północy tylko po to, żeby zobaczyć fajerwerki. Prawdopodobnie udałoby jej się to nawet zrealizować, gdyby jej własny rodzony brat nie odebrał jej prosto z pracy, bo ha ha, niespodzianka, wpadł z odwiedzinami. W efekcie oboje spędzili wieczór z tatą, pijąc alkohol i oglądając filmy, a potem rozmawiając o wszystkich filozoficznych bzdurach przy świeczkach, kiedy wysiadł prąd.
Była całkiem zaskoczona, kiedy zadzwonił do niej Alex. Nie spodziewała się tego, że w ogóle się z nią skontaktuje, a co dopiero w Sylwestra. Tym bardziej nie była przygotowana na to, że zaprosi ją na wspólną śniadanio-kolację, ale po wypiciu kilku kieliszków alkoholu nie potrzebowała szczególnych przygotowaŃ do tego, żeby się zgodzić. Tylko trochę głupia sprawa, bo kiedy szła na to spotkanie, była wciąż jeszcze odrobinę wstawiona. Prawdopodobnie dlatego tak szeroko się uśmiechała i wydawała zaskakująco rozluźniona.
- Czyli robiłeś to już wcześniej? Nie chodzi mi o zapraszanie dziewczyn na kolacje, ale bardziej o jedzenie wspólnie kolacji o dziewiątej rano? – zainteresowała się, zerkając na niego z zaciekawieniem. Domyślała się, że był zmęczony po nocnym dyżurze, zwłaszcza w tak szaloną noc. Sylwester, śnieżyca, brak prądu – to musiało być całkiem ciężkie. Miał pełne prawo być trochę nieobecny. Przynajmniej według Ali, która oczywiście jak zwykle nie wiedziała, o co chodzi i nie drążyła tematu.
- Prąd wrócił chyba nad ranem. Tak myślę. Poszłam spać o drugiej, kiedy mój brat położył się pod stołem, a mi udało się przekonać tatę, że wychodzenie o tej porze na imprezę nie jest dobrym pomysłem. Zwłaszcza że chciał wyjść przez balkon – pewnie nie powinno jej to bawić, ale nie mogła się nie uśmiechać, kiedy o tym wspominała. To zadziwiająco jej przypominało tamten motyw z wychodzeniem przez Bartka z akademika przez okno. Jaki ojciec taki syn, nie?
 
 
Alex Korhonen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-30, 23:44   

Musiał się chwilę zastanowić, zanim udzielił Alicji odpowiedzi. Przywoływanie wspomnieŃ z przeszłości nie było najłatwiejsze - wiele szczegółów dotyczących studiów czy początków rezydentury, czyli tych najświeższych wspomnieŃ sprzed Syrii, po prostu wyleciało mu z głowy. Pamiętał imiona swoich kolegów z podstawówki i pamiętał pierwsze wakacje po przyjeździe w USA, na kilka tygodni przed rozpoczęciem szkoły, krótko po śmierci dziadka, a nawet wyprawę do Laponii, gdy miał nie więcej niż siedem lat, za to miał duży problem z przywołaniem wspomnieŃ dotyczących tych kilku ostatnich lat. Nie do koŃca pamiętał, jak wyglądał jego pokój w akademiku i kim był jego współlokator (to ten chłopak z długimi włosami czy piegowaty okularnik?), a rzeczy, które pamiętał, wydawały mu się dziwnie zamglone i odrealnione, jakby to nie były jego wspomnienia, a opowieści, które kiedyś usłyszał i próbował je sobie wyobrazić. Za to Syrię pamiętał aż nazbyt jaskrawo, z perspektywy czasu mógł tylko cieszyć się z tych długich momentów otumanienia, gdy dni w pachnącej pleśnią, ostrym potem i zgnilizną piwnicy zlewały się w jedno, zbyt wygłodzony i wycieŃczony, by zarejestrować wszystkie szczegóły. Mimo to wciąż doskonale pamiętał miejsce, w którym go trzymali oraz to, jak śmierdziało ciało jego kolegi, rozkładające się w kącie przez dwadzieścia dwa dni w syryjskim upale. Właściwie to bez trudu mógł przenieść się tam z powrotem, wystarczyło tylko zamknąć oczy.
- O dziewiątej nie, to już środek dnia - wyjaśnił łagodnie i bezradnie wzruszył ramionami, a dopiero po chwili milczenia dotarło do niego, że Alicja może oczekiwać wyjaśnieŃ. - Umm... - zaczął nieporadnie. - Przez kilka lat w szkole medycznej zazwyczaj spałem po kilka godzin dziennie - zaczął. Nie miał problemu z przyznaniem, że nie był najlepszym studentem na swoim roku, często zdarzało mu się zarywać nocki i nie zawsze zaliczył wszystko w pierwszym terminie. Starał się, bardzo mu zależało na tych studiach, a to, że nie zawsze udało mu się wkuć milion łaciŃskich nazw nie sprawiało, że dziesięć lat później był chujowym lekarzem. Chyba. - Często siedzieliśmy nad książkami do czwartej, piątej nad ranem, więc nie było już sensu kłaść się do łóżka. Zbieraliśmy się na dole i przez następne kilka godzin siedzieliśmy jak banda narkoleptyków, jedząc śniadanie, o siódmej rano pijąc czwartą kawę tego dnia i mamrocząc do siebie jakieś łaciŃskie nazwy, żeby coś robić, zanim zaczniemy zajęcia - wyjaśnił i nagle skupił całą uwagę na kawie, którą pił. Co z tego, że zaraz powinien iść spać? Nie wiedział, czy Alicję w ogóle zainteresuje to, co mówił i czy miała ochotę tego słuchać. Chyba było mu łatwiej, kiedy interakcje ze światem ograniczał do potakujących lub przeczących pomruków.
Podniósł głowę dopiero na wieść o ojcu Ali. - Poczekaj, to niedobór snu czy ty właśnie powiedziałaś, że twój tata wychodził przez balkon na imprezę? - spytał. Jego tata dobiegał już chyba siedemdziesiątki i niby już w przedszkolu zaobserwował, że większość ojców jego rówieśników jest trochę młodsza od pana Korhonena, zazwyczaj o tym zapominał i właśnie wyobrażał sobie szaloną ucieczkę emeryta.
 
 
Alicja Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-04, 02:25   

Owszem, Alicję interesowało to, co do niej mówił i przysłuchiwała się wszystkiemu uważnie, spoglądając na niego znad filiżanki swojej kawy. Nie mógł wiedzieć – w koŃcu praktycznie wcale się nie znali – ale nie lubiła bawić się w niepotrzebne kurtuazje podczas tego typu spotkaŃ. Byli dwójką ludzi, którzy poszli na kawę, bo chcieli. Z własnej woli, nikt ich do tego nie zmuszał ani niczego od nich nie wymagał. Nie musieli wydać się sobie interesujący, ciekawi czy nawet mądrzy. Właściwie wcale nie musieli się choćby dobrze dogadywać. W koŃcu co najgorszego mogło się stać? Najwyżej utkną w dość niezręcznej ciszy trwającej aż do zniknięcia śniadania z ich talerzy, a potem rozejdą się w swoje strony i już nigdy do siebie nie odezwą. Świat wróci do stanu sprzed tego spotkania i prawdopodobnie będzie trwać dalej dokładnie tak samo, jak trwał wcześniej. Tyle. Dlatego Alicja nie robiła niczego na siłę. Naprawdę zainteresowała się tą kwestią porannych kolacji, które w świecie Alexa mogły być czymś zupełnie normalnym i szczerze uśmiechała się, kiedy słuchała wspomnieŃ o czasach studiów. Brzmiało poniekąd znajomo…
- Jedną z rzeczy, których nauczyłam się na studiach, było to, że trzy godziny snu w ciągu doby to wystarczająca ilość, a pięć to już prawdziwy luksus – powiedziała i najwidoczniej uznała swój komentarz za bardzo pomysłowy i zabawny (ja też tak myślałam… pierwsze trzy razy, kiedy tę mądrość wygłosiłam, potem stała się nudna), bo uśmiechnęła się trochę szerzej, a potem znowu napiła się swojej kawy, przez chwilę rozważając, czy opowiedzieć mu o swoich przygodach związanych z nietypowym schematem spania podczas studiów. - Był nawet taki moment, kiedy zupełnie przestawiłam się na spanie tuż po zajęciach. Szłam spać o siedemnastej lub osiemnastej, budziłam się w okolicach dwudziestej drugiej, do rana pracowałam, szłam na zajęcia, wracałam do domu… I tak dalej – wzruszyła lekko ramieniem. - Studiowałam malarstwo… Mówiłam to już? – zmarszczyła brwi. Nie była pewna. Na pewno mówiła mu o muzeum, o serniku z The Thinking Cup, który stanowił jej łapówkę za możliwość spóźniania się do pracy, ale o studiach chyba nie mówiła. Nie było się czym chwalić. Zresztą, to było dawno. Inny kraj, inna rzeczywistość, inna Alicja.
Nadal była rozbawiona całą sytuacją ze swoim tatą, a zaskoczenie Alexa rozbawiło ją dodatkowo, więc parsknęła cicho i pokiwała głową, po czym rozłożyła ręce. - Próbował – sprostowała. - Mój tata jest trochę… nietypowy… Mój brat powiedziałby, że szalony. Czasami wciąż zachowuje się, jakby miał dwadzieścia lat i mógł robić wszystkie głupoty, które przyjdą mu do głowy. Chyba nigdy nie dorósł – wzruszyła ramionami. Przyzwyczaiła się do opowiadania o przygodach George’a Joyce’a. Niektórzy ojcowie w ramach przeżywania kryzysu wieku średniego kupowali sobie motor i znajdowali dwa razy młodszą kobietę, dla taty Alicji mniej więcej tak wyglądało poprzednich trzydzieści lat życia.
 
 
Alex Korhonen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-08, 18:20   

Nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek był śpiochem. Teraz spał stanowczo zbyt mało, większość nocy po prostu przekręcał się z boku na bok i gapił w ścianę albo odtwarzał w głowie przebieg operacji, którą miał okazję oglądać, bo był za dużym leszczem, żeby pozwolono mu na samodzielne wykonywanie tych najbardziej skomplikowanych operacji i mógł co najwyżej starać się o asystę. Nie pamiętał jednak, by kiedykolwiek był fanem długiego spania - zawsze wstawał chwilę po tym, jak zadzwoni budzik, po prostu wyłączał alarm i schodził na dół, by zjeść śniadanie. Tak było w Oulu, gdy spotykał w kuchni mamę pijącą kawę na stojąco, w pośpiechu, nerwowo zerkając na zegarek, by upewnić się, że wciąż ma dwie minuty do wyjścia na uczelnię i dziadka, już ubranego, który zawsze chciał zrobić mu śniadanie i pytał o plany na dzisiaj. Tak było także w Bostonie, gdzie w kuchni zabrakło już dziadka, mama piła kawę na siedząco, a on jadł śniadanie w towarzystwie młodszych, upapranych owsianką, sióstr. Prawie nigdy nie zdarzało mu się zaspać na zajęcia, nie ucinał sobie popołudniowych drzemek, a po nocnym dyżurze obfitującym w ofiary petard, jadł kolacjo-śniadanie z Alicją, zamiast jechać do domu i odespać. Opowieść o spaniu popołudniami i tym, że osiem godzin snu było zupełnie zbędną nonszalancją potraktował więc jako coś znanego, coś, co dobrze rozumiał. Nie znał się na prowadzeniu pozamedycznych rozmów i nie zawsze wiedział, jak powinien zareagować na niektóre opowieści, które właśnie usłyszał, dlatego po prostu uśmiechnął się pod nosem i napił kawy. Podniósł wzrok znad kubka gdy usłyszał o malarstwie. - Nie, nie mówiłaś - stwierdził. Domyślał się, że studiowała coś związanego ze sztuką (kulturoznawstwo, lel), ale nie miał pojęcia, jakie kwalifikacje trzeba mieć, żeby pracować w muzeum i dopuszczał do siebie myśl, że Ala równie dobrze może być niespełnionym ekonomistą czy inżynierem. Zawahał się chwilę, odstawiając kubek na stolik. - Um... opowiesz mi, co robiłaś, studiując malarstwo? - spytał, patrząc na nią nieco przepraszająco. Odkąd pamiętał, wiedział, że chce zostać lekarzem, w szkole skupiał się głównie na przedmiotach ścisłych, a w szkole medycznej tym bardziej nie miał zbyt wiele do czynienia z artystami, więc miał nędzne pojęcie na temat tego, czym zajmują się na malarstwie. Rysowała penisy na zaliczenie czy musiała ryć na pamięć nazwiska i daty powstania obrazów?
Pokiwał głową, próbując sobie wyobrazić dzieciŃstwo Alicji i... nie potrafił. Jego rodzice byli typowymi dorosłymi, stanowili dla niego oparcie, nadzorowali i przez wiele lat potrafili rozwiązać każdy problem kilku- i kilkunastoletniego Alexa. Dopiero kiedy zaczął dorastać, zrozumiał, że rodzice nie są wszechwiedzący i nie mają magicznej recepty na wszystko.
- Masz też brata? Starszego czy młodszego? - spytał. Był raczej mało rozmowny, niewiele opowiadał o sobie, ale słuchanie Alicji było dziwnie... przyjemne.
 
 
Alicja Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-24, 00:34   

Nie była przyzwyczajona do mówienia o sobie. Tak naprawdę rzadko dzieliła się z kimkolwiek swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, a o uczuciach nie wspominała praktycznie wcale - nie licząc oczywiście tego czasu spędzonego z mężem, kiedy mówiła mu, że go kocha i że jej na nim zależy. Wtedy to wydawało się zupełnie naturalne. No i nie licząc ostatniej kuchennej sesji z Blue, kiedy Ala miała okazję wyrzucić z siebie część tego, co leżało jej na wątrobie. Nadal nie do koŃca wiedziała, jak czuła się z tamtą szczerością, ale nie poświęcała temu zbyt wielu myśli. Już jakiś czas temu postanowiła generalnie nie myśleć zbyt wiele. Tak było lepiej. To wszystko nie zmieniało jednak jej odruchu trzymania większości personalnych rzeczy dla siebie samej - głównie dlatego, że nie sądziła, żeby kogokolwiek to w szczególny sposób interesowało. W koŃcu była tylko i wyłącznie Alicją, jakąś tam nudną i szarą stażystką w muzeum, pochodzącą z odległej Polski. Bez swojego brata w pobliżu nie mogła nawet pochwalić się żadnymi ciekawymi przygodami, które ją ostatnio spotkały. Wcale nie była zaskoczona tym, że nie podzieliła się z nim dotychczas tym, co studiowała. Pewnie ogólnie niewiele mu powiedziała. Nic nowego. Nowością było za to to, ile mówiła teraz. Może to znowu kwestia alkoholu, który wypiła poprzedniego wieczora w zbyt dużych ilościach? Uśmiechnęła się do niego, przez chwile próbując ugryźć się w język...
- Malowałam - palnęła w koŃcu, bo nie udało jej się powstrzymać od najprostszej, najbardziej banalnej i jednoczesnie najgłupszej odpowiedzi, jaką mogła udzielić na to pytanie. Na pewno sam doszedł już do tego, że na malarstwie się maluje. To trochę tak, jak gdyby on na pytanie o swoich studiach odpowiedział jej, że zajmował się medycyną. - Właściwie to była rzecz, która najbardziej mnie interesowała na tych całych studiach. Do tego dochodziła jeszcze historia sztuki i nawet trochę chemii... Nigdy nie rozumiałam chemii - pokręciła głową, a potem lekko wzruszyła ramionami. Nie uważała się za super inteligentną osobę i właściwie do tej pory zastanawiała się, jak udało jej się zaliczyć te przedmioty na studiach, które wymagały jakiejkolwiek nauki. Chyba tylko cudem albo dzięki odpowiednim ściągom, które jej brat wyłudzał dla niej od sympatycznych koleżanek.
- Starszego - odpowiedziała najpierw i upiła trochę kawy. - O dwie minuty. Ale czasami mam wrażenie, że jest dużo młodszy. Zupełnie jakby całe życie miał osiem lat. Właściwie... Mój tata, mając pięćdziesiąt lat, wciąż zachowuje się, jakby miał dwadzieścia, więc to chyba rodzinne - wypaliła, a potem zdała sobie w koŃcu sprawę z tego, że chyba za bardzo się w tych opowiesciach zapędziła. - Przepraszam, chyba nie powinnam cię tym wszystkim zanudzać. A ty? Masz rodzeŃstwo? - no właśnie, ona paplała zupełnie nie w swoim stylu, a o nim nie wiedziała do tej pory praktycznie niczego.
 
 
Alex Korhonen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-03-11, 21:14   

Czasami chciałby po prostu przestać myśleć. Odgrodzić się grubym murem od tych wszystkich natrętnych wspomnieŃ, które atakowały go zupełnie znienacka i wyłączyć myślenie. Niestety, jak można się domyślić, nie udawało mu się prawie nigdy. Praca pomagała. Kiedy asystował na sali operacyjnej przez kilka godzin, biegał od jednego nieustabilizowanego pacjenta do drugiego i nie wychodził ze szpitala już drugą dobę, naprawdę nie miał czasu na wspominanie tych kilku miesięcy, które spędził w Syrii. Właśnie dlatego tak uwielbiał swoją pracę. Nie miał już dwudziestu lat, nie był takim idealistą jak ambitny student rozpoczynający szkołę muzyczną, wiedział już, jak naprawdę wygląda praca w szpitalu (oraz jak bardzo różni się od tego, co pokazują w Ostrym dyżurze) i jakie to uczucie, gdy ponosisz pełną odpowiedzialność za życie człowieka, którego widzisz pierwszy raz w życiu. Nie żałował tego, że postanowił zostać chirurgiem, nie żałował tych wszystkich nocy zarwanych nad książkami, setek tysięcy wydanych na studia na najlepszych uczelniach ani tych kilkunastu lat, które musiał poświęcić na to, by zostać pełnoprawnym chirurgiem ze specjalizacją. Mimo to... teraz, już po Syrii, Maddie i tym wszystkim, co mu się przydarzyło - pracował także dla samego siebie. Dopiero gdy opuszczał szpital, wszystko do niego wracało. Wystarczył impuls - kierowca, który zatrąbił na niego na parkingu, niespodziewane trzaśnięcie drzwiami czy szczekanie psa, nie mówiąc już o harcerkach, które dzwoniły do domu Alexa, by sprzedać mu trochę ciastek. Po miesiącach terapii coraz lepiej radził sobie z atakami paniki i napadami strachu, ale wciąż w tych momentach był przerażony. I nie potrafił zwyczajnie przestać myśleć.
- No tak - skwitował z bladym uśmiechem to malowanie Ali i napił się kawy. Milczał przez chwilę, a potem niespodziewanie oznajmił: - To i tak brzmi lepiej niż sekcje zwłok, bo głównie tym zajmowałem się na drugim roku w szkole medycznej. Zawsze czułem się trochę niezręcznie i nie wiedziałem, co właściwie mam mówić znajomym, kiedy mnie pytają o studia - przyznał. Bo serio, jak opisać, że teraz siedzisz i jesz lunch ze znajomymi, a po tym, jak skoŃczysz kanapki, idziesz kroić trupy? Można stracić apetyt.
Kiwał głową, ale nie umiał sobie tego wyobrazić. Jego tata nie był już dziarskim pięćdziesięciolatkiem - starzał się, kilka lat temu obchodził siedemdziesiąte urodziny, pracował coraz mniej i to mama coraz częściej gotowała obiady. - Twój tata nazwał cię Alicja? - spytał. Domyślał się, że może nie być równie rdzenną Amerykanką co Indianie i dinozaury, ale też nie robiło to na nim tak dużego wrażenia. Sam wychował się w Finlandii, więc polskie imię nie brzmiało tak egzotycznie i miał pełną świadomość, że Europa nie jest kontynentem. - Dwie - potwierdził i milczał chwilę. Wreszcie stwierdził, że skoro Ala opowiedziała mu o bracie i ojcu, nie powinien odpowiadać monosylabami. - Obie uczą się w liceum, są sporo młodsze ode mnie, wyjechałem na studia, kiedy były małe, więc... nie mamy tak dobrego kontaktu, jak bym chciał - wyjaśnił, marszcząc brwi. Powinien się zamknąć?
 
 
Freya Mikkelsen


FREYA Mikkelsen

Policjantka

Wolna.... Jeszcze


27

Wysłany: 2019-01-25, 15:29   
   Multikonta: -


Zima była akurat moją ulubioną porą roku. Było pięknie, do tego bardzo dobrze znosiłam zimno, dodatkowo przypominała mi ona ojczystą Norwegię. Tylko jednym z głównych minusów było to, że nie miałam gdzie o tej porze jeździć konno. Wszędzie śnieg, zimno, kto by zresztą chciał narażać konia na takie męki? I między innymi dlatego nie mogłam spotkać z instruktorką w „jej naturalnym środowisku”. Ripley mi się spodobała i nie mogłam tego zaprzeczyć, między innymi przez to że na pierwszej przejażdżce w okolice stadniny cóż... Namiętność wzięła górę i na swój sposób się ze sobą zrelaksowałyśmy na łonie natury. A było to może jakieś... Trzy miesiące temu? Potem raz, ale do niczego wtedy nie doszło, a teraz to co siedziało we mnie odnośnie tej kobiety w końcu wzięło górę i zdecydowałam się zadzwonić, zaprosić ją do knajpki nieopodal mojego domu. Waffle House wydał mi się do tego idealny. Weszłam kwadrans przed umówioną godziną i zamiast przy ladzie, usiadłam tym razem na kanapie przy oknie, czekając aż się zjawi Ripley. Wolałam być przed czasem niż spóźniona, dlatego zwykle przychodziłam na zapas wcześniej. Założyłam nogę na nogę i gdy podszedł kelner, powiedziałam by poczekał bo czekam na kogoś. I tyle. Nie do końca wiedziałam jak chcę wytłumaczyć chęć spotkania się tak, by niczego nie spalić. Jednak co mi szkodzi zaryzykować i spróbować?
 
 
 
Ripley Castoro


Ripley Castoro

instruktorka jazdy konnej

bawiąca się w podróże


30

Wysłany: 2019-01-26, 00:33   
   Multikonta: brak
   Nazywaj mnie: nope


Ripley miała ostatnio więcej czasu dla siebie i postanowiła wziąć się wreszcie za siebie jakoś porządniej. Ostatnimi czasy nawet zaczęła uczęszczać na siłownię co akurat u Ripley było czymś nowym. Zawsze wolała pobiegać niż spocić się na siłowni. Jednak zimno wygrało z ciepłolubną dupą Castoro i stanęło ostatecznie na siłowni.
Poznawszy Freyę poraz pierwszy nie miała tak naprawdę w planach widzieć ją kolejny raz. jak zwykle życie potrafi zaskakiwać i stało się inaczej. Dobra, widziały się jeszcze tylko raz, ale to wszystko przez to, że Ripley pomagała w treningach do zawodów i nie miała zbytnio czasu.
Na spotkanie z Freyą przyszła spóźniona o te kilka minut. Trudno, idealna nie jest i po prostu się nie wyrobiła. Źle wykalkulowała czas, a i dotarcie na miejsce nie było takie łatwe jakby się mogło wydawać.
Wchodząc do środka rozejrzała się za Mikkelsen i mimowolnie uśmiechnęła gdy wreszcie ją dojrzała.
-Wybacz za spóźnienie - powiedziała siadając naprzeciw znajomej i uśmiechając się niewinnie tym samym próbując zmyć z siebie winę tego pięciominutowego spóźnienia. -Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Po prostu zeszło mi dłużej niż się spodziewałam - dodała na szybko. Naprawdę nie zamierzała wymyślać historii jak to utknęła w korku, babcia jej zmarła czy coś innego.
 
 
Freya Mikkelsen


FREYA Mikkelsen

Policjantka

Wolna.... Jeszcze


27

Wysłany: 2019-01-30, 20:48   
   Multikonta: -


Patrzyłam od czasu do czasu na zegarek, widząc że się troszkę spóźnia, ale kilka minut i tak nie było tragedią. I szczęśliwie na tyle udzielił mi się amerykański pośpiech, kultura, mentalność, styl bycia, że nie patrzyłam już tak na to czy ktoś się spóźnia. W Norwegii o wiele bardziej zwraca się uwagę, na pewien sposób kształtowało to wizerunek porządnego człowieka. Jednak nawet jeśli, nie byłoby o co się gniewać. To było tylko kilka minut. Uśmiechnęłam się na jej widok i patrzyłam jak się do mnie zbliża, aż w końcu usiadła na przeciwko mnie.
Nie szkodzi, zdarza się — machnęłam ręką i wzięłam w dłoń jedno z dwóch leżących menu, po czym popatrzyłam chwilę na pozycje na liście. Oparłam głowę o rękę, myśląc chwilę nad tym co wybrać, po czym w końcu je odłożyłam zdecydowana na tylko kawę, mocną i czarną. Zawiesiłam z powrotem wzrok na niej, myśląc chwilę co powiedzieć.
Co słychać? Jak tam? — spytałam w końcu. Klasyczne pytanie, ale cóż, dobre. Czekałam aż i ona się zdecyduje, żebym ręką mogła wezwać kelnera. Ogólnie ciekawiła mnie i dlatego też chciałam ją lepiej poznać. Przechyliłam delikatnie głowę, patrząc na nią z delikatnie uniesionymi kącikami ust w uśmiechu.
 
 
 
Ripley Castoro


Ripley Castoro

instruktorka jazdy konnej

bawiąca się w podróże


30

Wysłany: 2019-02-05, 23:28   
   Multikonta: brak
   Nazywaj mnie: nope


Normalnie pewnie by się nie spóźniła, ale niestety czasem Ripley ma tendencję do ogarniania się na ostatnią chwilę. To sprawiało, że zawsze brakowało jej tych nieszczęsnych pięciu minut i na miejscu była już spóźniona. Na jej szczęście to nie było pół godziny, bo nawet ona takiego czegoś raczej by nie przyjęła.
-Dobrze, że nie musisz się do tych moich spóźnień przyzwyczajać - uśmiechnęła się lekko również biorą menu w łapy by szybko przejechać po nim wzrokiem. Tak naprawdę nie miała na nic ochoty i stanęło na tym, że również wzięła kawę. Najwyżej ją może później natchnie.
-Wszystko w porządku, a przynajmniej tak mi się wydaje - wzruszyła lekko ramionami.-Ostatnio mam więcej czasu dla siebie - czyżby to była jakaś aluzja do częstszych spotkań? Niby od tamtej przejażdżki widziały się raz, ale zawsze można to nadrobić! -A jak u Ciebie? -spytała odkładając menu i przyglądając się swojej rozmówczyni. -Poza tym ciekawość mnie zżera. Co cię natchnęło by się ze mną spotkać? - uśmiechnęła się szeroko. Jakieś tam przeczucie miała, ale wolała się upewnić. Poza tym to ciekawski człowiek był.
 
 
Freya Mikkelsen


FREYA Mikkelsen

Policjantka

Wolna.... Jeszcze


27

Wysłany: 2019-02-14, 08:36   
   Multikonta: -


Dobrze że się przyzwyczaiłam do amerykańskiego pośpiechu — odpowiedziałam z rozbawieniem i założyłam nogę na nogę, patrząc na nią z lekkim uśmiechem. Przyjrzałam jej się przez chwilę dyskretnie, kiedy patrzyła na menu i pozycje w nim, po czym popatrzyłam za kelnerem, który poszedł na zaplecze. Wróciłam do niej wzrokiem gdy się odezwała i pomyślałam chwilę.
To dobrze że wszystko w porządku. A czasu dla siebie nigdy za wiele. U mnie jakoś bez zmian, żyje się dalej, pracuje się, powoli i do przodu, ale raczej nie mam na co narzekać — odpowiedziałam i wtedy padło jej pytanie. Nie wiedziałam właściwie co powiedzieć, acz byłam pewna że tego po mnie nie widać. Więcej czasu do namysłu dał mi kelner, który podszedł i u którego złożyłyśmy zamówienie, a ja nadal nie miałam dobrego wytłumaczenia. Pomimo to, byłam święcie przekonana, że to co wymyśliłam będzie dobre.
Jest zima... Zapewne martwy sezon w twojej branży i pomyślałam że pewnie nie masz co robić, a komu się nie przyda towarzystwo? I postanowiłam że obie skorzystamy na spotkaniu i spędzeniu czasu razem — powiedziałam w końcu, na bieżąco jeszcze wymyślając ostatnie słowa.
 
 
 
Ripley Castoro


Ripley Castoro

instruktorka jazdy konnej

bawiąca się w podróże


30

Wysłany: 2019-02-15, 08:11   
   Multikonta: brak
   Nazywaj mnie: nope


-No tak. Ten sławetny pośpiech - pokręciła głową delikatnie. Jakoś nigdy tego nie rozumiała. Życie w pośpiechu nie było dobre, a ona po prostu traciła poczucie czasu w niektórych momentach. Ogólnie to nie znosiła się spóźniać.
-Najważniejsze, że ma się chociaż odrobinę czasu dla siebie inaczej pewnie już dawno wylądowałabym na wariatach - zaśmiała się krótko i odchyliła lekko na krześle. A mama zawsze powtarzała nie bujaj się na krześle. Trzydzieści lat później i Ripley nadal to robi. -Poza tym dobrze, że masz cisze i spokój w pracy. Przynajmniej zero morderstw i zwykła praca papierkowa - zaśmiała się krótko. Może to nie było do końca tak i pewnie Mikkelsen latała czasem jak poparzona do zgłoszeń, ale cicho.
Zmarszczyła lekko brwi słuchając prawie wiarygodnej wymówki. Gdyby była blondynką z dowcipów to pewnie by w tą bajkę uwierzyła.
-Yhym. Wspominałam ci na początku, że ja zawsze znajdę czas na spotkanie bez względu na to jak dużo zajęć mam. - przekrzywiła głowę wciąż intensywnie wpatrując się w towarzyszkę. -Zawsze skorzystamy na spotkaniu w to akurat nie wątpię - uśmiechnęła się zawadiacko. Możliwe, że wiedziała o co Frei chodzi, albo próbowała to po prostu z niej teraz wyciągnąć.
 
 
Freya Mikkelsen


FREYA Mikkelsen

Policjantka

Wolna.... Jeszcze


27

Wysłany: 2019-02-15, 08:40   
   Multikonta: -


Właśnie, musiałabym jeździć do szpitala psychiatrycznego by się z tobą spotkać, jakbyś się przepracowała. Grunt że znalazłaś czas na wytchnienie i odpoczynek — odpowiedziałam ze śmiechem i założyłam nogę na nogę. — Oj nie taka cisza i spokój. Nieraz są zgłoszenia, bójki, piraci drogowi, zgłoszenie włamania... Trzeba jeździć, nie tylko siedzieć. A morderstw na szczęście ostatnio nie było, ale i takie się zdarzają — odpowiedziałam z ciężkim westchnieniem. Na szczęście przy żadnym takim nie musiałam pracować, tak jak i przy gwałtach. W takim drugim przypadku, nie chciałabym pójść do więzienia za zamordowanie winnego. A takie ryzyko było i nie takie wcale małe.
Aż się odezwała znów i chwilowo, w oznace zbicia z tropu, rozchyliłam lekko usta. No tak, było coś takiego. Zapomniałam, a mogłam się powołać na to, odnieść do tego i już, gotowe... A teraz trzeba było coś sensownego wymyślić i udało mi się to na poczekaniu na szczęście.
Owszem, ale miałaś dużo zajęć, uznałam że nie możesz się przemęczać. Znalazłabyś czas, ale byłabyś zmęczona... Nie miałabym serca ci tego zrobić — odpowiedziałam w końcu, pomimo że ta chwila poczekania obniżała wiarygodność. Co poradzę że seks przyćmił pozostałe rzeczy jakie pamiętałam z tamtego spotkania? Zdarza się! Aż padły kolejne słowa i ten zawadiacki uśmiech wzbudził we mnie podejrzenia, że chyba wie o co mi chodzi. Jednak o nie, wyciągnięcie tego ze mnie, sprawienie żebym się przyznała, miało nie być takie łatwe
No tak... Kawa, ewentualnie jakieś ciasto, Boston jest duży i pełno jest lokali, chociażby klub czy karaoke... Ewentualnie domowe, mój dom jest w pobliżu właściwie, tak się złożyło. Trochę tych opcji jest, więc zgodzę się z tym — odpowiedziałam, momentami się zacinając, przez myślenie nad słowami tak, by nie dać po sobie poznać. Choć i tak hitem była ta wzmianka o domu, teraz byłam pewna że mogłam to sobie darować. I cóż, próbowałam wybrnąć, by nie wyjść na niewyżytą. Poza tym, fakt, tamto wydarzenie miało u mnie jakiś sentyment, ale też z samą Ripley jako Ripley chciałam spędzić trochę czasu, bo polubiłam ją.
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Elizabeth
Chris
COVINGTON
Baker
Lexy
River
COTTERMAN
BAKER
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6