Poprzedni temat «» Następny temat
Kasy z jedzeniem
Autor Wiadomość
Massachusetts


Massachusetts

Wysłany: 2014-08-12, 11:15   Kasy z jedzeniem


kasy z jedzeniem
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-21, 13:12   

Nie ma co, powodziło się ostatnio w paŃstwie ziemniaczanym. Dobrobyt, panie, jak się patrzy! Sylwestry na odległych kontynentach z ładnymi chłopcami wyskakującymi przed nią z koszulek i spodni, alkohol z dalekich krain, który przychodził do niej sam w małych plecaczkach dobrych ludzi, a nawet doszło do tego, że trafiła jej się randka w Walentynki. Wygryw na maksa, a wypad romantyczny jak cholera… czyli mniej więcej tak jak sam Ziemniak, który warzywem ziemnym jest nazywany głównie dlatego, że tyle jest w niej romantyzmu i kobiecości co w przeciętnym kartoflu zakopanym głęboko w glebie przez większość swojego żywota. Poza tym wychodziła do kina z Rileyem, a to samo w sobie zaprzeczało wszelkiej romantyczności, bo Riley był… sobą. Nie żeby było z nim cokolwiek nie tak, ale ich układy od samego początku były w miarę proste i wykluczały pojawienie się komplikacji. Zresztą, prawda była taka, że Michelle zapomniała, że w ogóle są jakieś Walentynki, jakieś serduszka, jacyś zakochani czy inne idiotyczne pierdoły. Już dawno przestała pokładać wiarę w cudowne moce kupidynów rozsiewających w ten jeden szczególny dzieŃ lutego swoje miłosne strzały, nie wspominając o tym, że każdego kto chciałby się w niej zakochać, uważałaby za kretyna albo człowieka w jakiś inny sposób upośledzonego na umyśle. Michelle miała bardzo wysoką samoocenę. Ale poza tym była zajebista.
Chociaż sukienki nie ubrała. Spodnie i sweterek… przynajmniej nowy i prezentujący się porządnie, a nie jakiś wyciągnięty, pognieciony i zmenelały do reszty. Uznała, że nie będzie robić wiochy Rileyowi. Był grzeczny, sprezentował jej alkohol i wolność na dwa miesiące, więc nie zasługiwał na robienie mu przypałów.
- Hej, skoro już mnie tu wziąłeś, kup mi też popcorn. I Colę. Może się nie posikam – wyszczerzyła ząbki, ciągnąc go w stronę żarcia, kiedy już dotarli do kina i odebrali swoje bilety na superstraszny horror. Tak naprawdę totalnie chodziło o to, żeby zachciało jej się sikać i miała pretekst do wyjścia, kiedy zacznie się bać za bardzo. Michelle bała się horrorów bardziej, niż powinna… ale przecież do tego nie mogła się przyznać. – A co się stało z przyszłą panią Lancaster? Znalazła sobie inną randkę? – zagadnęła beztrosko.
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-21, 22:57   

Myślicie, że tylko kobiety mają problem z doborem stroju? W takim razie dobrze, że nie widzieliście Rileya godzinę przed wyjściem...
Nie był specjalnie modnym człowiekiem, zazwyczaj po prostu wkładał jeden ze swoich szytych na miarę garniturów. I naprawdę chętnie wskoczyłby w jeden z nich, dobrał krawat i przejrzał się we własnych butach, ale... Nie może wyglądać lepiej niż Ziemniak. Wygrywał twarzą, więc niech nie czuje się kompletnie skompromitowana! Przecież był dobrym przyjacielem.
Problem w tym, że Riley prawie nie miał normalniejszych ciuchów, a już na pewno nie miał ich w domu Charliego. Postanowił więc wciągnąć trochę koki, żeby lepiej mu się myślało i faktycznie - prochy jak zawsze go nie zawiodły! Ostatecznie po prostu wbił w spodnie i marynarkę, starając się trochę dopasować do plebejskiego stylu Michelle.
Oczywiście, powiedział jej to na dzieŃ dobry! Westchnął ciężko, ostentacyjnie poprawiając swój kołnierzyk koszuli i robiąc nieszczęśliwą minę - Widzisz gdzieś krawat? Nie? To specjalnie dla ciebie, skoro już mam być walentynkiem, to porządnie, ALE nie myśl sobie, że jeśli się nie przeziębię, sfinansowanie tego nie spadnie na ciebie. Spodziewaj się rachunku już wkrótce. Cały jestem rozrzępolony - biadolił, oczywiście oczekując, że cała uwaga skupi się na nim. Już wiadomo, czemu Michelle jeszcze się z nim zadawała!
- Oczywiście, że ci kupię, czego się spodziewałaś? Mam nienaganne maniery! Nie mam pojęcia, po kim, skoro moi przodkowie prawdopodobnie mają coś wspólnego z wyprodukowaniem gumofilców, biorąc pod uwagę zamiłowanie do tego obuwia, które przechodzi na Lancasterów z dziada pradziada... Nie na mnie - dodał szybko, żeby nie było, że po domu popierdala w gumofilcach. I tak, Michelle była chyba jedyną osobą, która beztrosko mogłaby cisnąć po jego chłopskich korzeniach, nie miał nic przeciwko. Każdy inny dostałby po mordzie. Nie od Rileya, bo cały by się chłopak pogniótł.
- Jeśli nie chcesz oglądać masakry w rzeźni, możemy iść na coś innego - zaproponował grzecznie, stając w kolejce po żarcie. Gdy usłyszał pytanie o Winnie, beztrosko wzruszył ramionami - Przyłapała mnie naćpanego w łóżku z inną, odnoszę wrażenie, że się wyprowadziła. A co u ciebie?
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-23, 02:27   

Nie czuła się kompletnie skompromitowana. Przecież już od początku ich znajomości sprawa była jasna – Riley był znacznie wyższą ligą niż Ziemniak, który był po prostu niezbyt atrakcyjną przeszkodą na drodze Charlesa Butlera między nogi swojej ładniejszej koleżanki. Akceptowała swoją rolę, a ponieważ była dobrą koleżanką swoich ładnych koleżanek, dała się wówczas zagadać przez przystojnego chłopca, jakim Riley był. Zresztą, rozmawianie z podobnymi przypadkami zawsze sprawiało jej sporą frajdę, więc nie ma źle! Nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie wyglądać przy nim dobrze. Nawet nigdy się nie starała. Zawsze twierdziła, że z ziemniaka się ryja nie zrobi, więc po prostu starała się nie straszyć gębą, a gdy już z nim wychodziła, postanawiała nawet nie ubrać się jak ostatni menel. To zawsze coś! Podsumowując, wcale by się nie zdziwiła, gdyby przyszedł odjebany jak stróż w Boże Ciało albo szczur na otwarcie kanału… i oczywiście też nie zamierzała powstrzymywać się od powiedzenia mu tego wprost!
- Oooch, specjalnie dla mnie ściągnąłeś krawat, jestem wzruszona – wyrzuciła bez cienia wzruszenia, kładąc sobie dłoŃ na klacie. – I nawet nie masz garnituru od Golcze i Banana czy innego Wersracze. Jak ty sobie radzisz? Całe szczęście, że kija z tyłka nie wyjąłeś, bo wtedy faktycznie poczułabym się głupio, wiedząc, że tak bardzo się dla mnie poświęcasz! – dodała, ale powagę była w stanie utrzymać tylko przez chwilę, bo zaraz wyszczerzyła swoje ząbki. – Ha! Wcale nie. Może jeszcze będą z ciebie ludzie – klepnęła go po ramieniu, jak przystało na dobrego kumpla, którym oczywiście była (ha, wcale nie?). I tak właściwie to ciężko mi stwierdzić, czy częściej naśmiewała się z jego garniturów czy gumiaków. Taka była nieprzewidywalna!
- Nie martw się. Jestem pewna, że kiedy dziadek Lancaster brodził po cholewy swoich gumiaków w gnojówce i karmił świnie, robił to również z nienagannymi manierami – wyszczerzyła ząbki. Chciała go pocieszyć? Może. Chociaż bardziej rzucić głupawym, pseudośmiesznym tekstem w swoim stylu, szczególnie że taki rolnik kłaniający się w pas świniom, rzucając im do koryta kartofle, był całkiem zabawną wizją. Niezależnie od tego, czy był dziadkiem Rileya czy nie.
- Czemu miałabym nie chcieć na to iść? No coś ty, pff – prychnęła pod nosem i przewróciła oczami, krzyżując ręce na klacie. Taka odważna Michelle. Taka bardzo odwazna, że aż przestąpiła z nogi na nogę! – Odnosisz wrażenie, że się wyprowadziła… Spokój i cisza w domu bez marudzącej baby nie są wystarczającym znakiem, że jej nie ma? – nie, nie miała najmniejszych problemów z nazywaniem bab marudzącymi i wkurwiającymi, kiedy właśnie takie były. To znaczy nie znała Winnie, ale widziała ją kiedyś i okazało się, że była na tyle ładna, że Seymour spokojnie mogła ją nienawidzić. Takie były zasady.
- Byłam ostatnio w Paryżu! – jak wspominałam, najlepsze przeżycie Ziemniaka. Musiała się pochwalić. Nieważne, że to było półtora miesiąca wcześniej, przecież tak łatwo nie zapomni o jedynej wygranej swojego życia.
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-28, 00:44   

To nie była wina Rileya, po prostu mieli nieco inne podejście do życia i własnego wizerunku. Lancaster wciąż miał kompleks wieśniaka, dlatego robił wszystko, by za takiego nie uchodzić. Kij w dupie, drogie garnitury, nieco zbyt oficjalne zachowanie... Michelle była ziemniakiem, akceptowała to i nie zamierzała tego zmienić. Riley był wsiurem. Problem w tym, że nie chciał nim być. Ciekawe, czy chodzi na manicure albo wybiela sobie zęby... Pewnie tak, w koŃcu jak mógłby pokazywać jakieś brzydkie łapy ze skórkami?!
- Nie poznałabyś garnituru Versace nawet gdyby zaczął przed tobą taŃczyć na rurze - zauważył sympatycznie. Bardzo sympatycznie nawet, taniec na rurze zazwyczaj budzi miłe skojarzenia. Wiesz, kogo powinnam teraz przywołać, prawda? Jestem jednak kulturalna i tego nie zrobię, ciii.
- Nie, nie ma takiej możliwości. To tak jak z tobą, ziemniaku. Albo ziemniaczysz porządnie, albo wcale. Dokładnie tak samo prezentuje się sprawa z moim kijem. Gdybym wyjmował go wedle kaprysu, nie mógłbym się nim szczycić - wyjaśnił spokojnie. Serio, wcale nie uważał tego za coś złego! Kij jak kij, zdarza się.
- Oh, z twoich ust brzmi to jak groźba - zaczął biadolić, dość bezczelnie obcinając wzrokiem Michelle. Nie, żeby miał coś do standardów ziemniaczanych! Dobra, miał całkiem sporo. Dopóki Michelle nie rozszerzała tego na innych, niech sobie będzie prostym plebsem, ale on nie chciał mieć z tym nic wspólnego!
- Oczywiście - wtrącił szybko, nim Michelle zdążyłaby pomyśleć sobie coś złego o jego dziadku - Był znany z tego, że urządzał wieczorki poetyckie w chlewiku, świniom też należało się coś od życia. Muszę przyznać, że były zupełnie niezłymi słuchaczami, bardzo wdzięcznymi, chrumkały z radości, kiedy recytowałem poezję tyrtejską - pokiwał głową z powagą. Co z tego, że świnie chrumkają non stop? A tak na serio, jestem człowiekiem miasta, na wsi zazwyczaj się upijałam i wracałam do domu, ale wydaje mi się, że Lancasterowie to raczej jakieś kilkuhektarowe gospodarstwo, gdzie pracowali, zasiewali i wykopywali, niż świnie. Jakby nie patrzeć, wciąż mieszkali w małym mieście, a nie na wsi z trzeba domami.
- Przecież jesteś tchórzem - wytknął jej z rozbawieniem. Nie miał w zwyczaju owijać w bawełnę, a skoro Michelle spytała... Jakoś nigdy go nie obchodziło, że może tym kogoś faktycznie zranić... Oczywiście, nie pyry pokroju Ziemniaka, ale tak ogólnie, bo politykę chamskiej szczerości stosował bardzo często.
- Mhm. I jeszcze brak porannego seksu - sprecyzował. Wiadomo, seks seksem, ale swoich nowych koleżanek nie zabierał do domu ani nie zostawał u nich na całą noc, więc rano musiał po prostu ruszyć dupę spod kołdry i iść pod prysznic.
- O - skomentował uprzejmie jej wyznanie, spokojnie wyciągając telefon z kieszeni i poświęcił krótką chwilę na przeglądanie wiadomości, nim beztrosko wrócił do przerwanej konwersacji - Przepraszam, o czym my... a, oczywiście. Więc jak ci się udała wycieczka?
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-19, 02:38   

Ziemniaczana samoakceptacja to była kwestia nieco bardziej skomplikowana i nadająca się pewnie na jakąś małą psychologiczną rozprawkę na temat kompleksów i tego, jak sobie z nimi radzić, żeby nie strzelić sobie w łeb gdzieś po drodze. Michelle kompleksów miała mnóstwo i radziła sobie z nimi na wiele różnych sposobów, między innymi właśnie sprawiała wrażenie, jakby miała większość z nich głęboko w dupie razem z kwestią swojego wizerunku. Nie miała. Po prostu nie chciało jej się starać i trochę nie widziała w tym sensu, będąc przekonaną, że z ziemniaka ryja nie zrobisz i oprócz cycków to generalnie nic w niej porządnego nie ma. Pff, tylko kto by chciał o tym słuchać.
- Po jaki chuj mi taŃczący na rurze garnitur? Wolałabym chłopa bez garnituru taŃczącego na rurze – wypaliła, przewracając oczami, ale zaraz się zreflektowała. – Chociaż nie, to brzmi kurewsko gejowsko. Niech jednak nie taŃczy na rurze, może się po prostu przede mną z garnituru rozbierać, bardzo spoko – pokiwała głową, akceptując znacznie bardziej drugą wersję swojego genialnego pomysłu. Laski na rurach też jakoś nieszczególnie ją kręciły. Ani generalnie laski.
- W sumie spoko, szanuję to, to pewnie jedyny kij, którym możesz się poszczycić – zarechotała głupawo, bardzo ubawiona swoim własnym docinkiem. Tak, miała na myśli penisa. I nie wiem, czemu pomyślałam o tym, że Corrie w tym momencie pewnie załamałaby ręce, słysząc kolejne określenie na chuja Wacława. Riley nie musiał za to się martwić. Ziemniak nikogo nie zamierzał do czegokolwiek przekonywać. Pewnie, uważała, że jej podejście do świata na pełnym wyjebaniu było całkiem spoko i że gdyby wszyscy ludzie mieli podobne, to na świecie żyłoby się lepiej, ale jednocześnie nie zamierzała nikomu niczego wciskać na siłę. Dopóki on nie starał się zrobić z niej człowieka, ona nie starała się go nawracać na drogę plebsu. I tak było bardzo w porządku.
- Jestem pewna, że poruszało to do głębi ich serduszka, a wszystkie panie świnie były w tobie z tego względu szaleŃczo zakochane – odparła niby to z pełnym przejęciem, kładąc sobie dłoŃ na sercu. Michelle nie wiedziała, czy istnieje coś takiego jak pani świnia i pan prosiak i nie robiło jej to tak właściwie zadnej różnicy, podobnie jak to, czy Lancasterowie mieli ciągnące się po horyzont złote pola pszenicy (tak poetycko i romantycznie) czy spędzali całe dnie na przerzucaniu łajna zwierząt widłami. Tak czy siak nie oceniała Rileya przez pryzmat jego rodziny ani nie oceniała jego rodziny przez pryzmat tego, czym się zajmowała. Każdy miał jakąś rolę i każdy coś lubił. A jeśli robił to, co lubił, to tym lepiej dla niego!
- No i co z tego? To nie znaczy, że posram się ze strachu na jakimś idiotycznym horrorze. To tylko film – przewróciła oczami, krzyżując ręce na klacie. Oczywiście, że nie oznaczało… Posikanie się było już jednak nieco bardziej realną opcją. Ale oczywiście wciąż nie zamierzała się do tego przyznawać. Miała swoją ziemniaczaną dumę! No i była trochę pięciolatkiem, który pod żadnym pozorem nie może pokazać, że się boi jakiegoś filmu, bo straci resztki swojego szacunu na dzielni.
- A co teraz z twoją pracą? – zainteresowała się w związku z tym. W koŃcu praca Rileya wiązała się głównie z dawaniem dupy narzeczonej. Nie było narzeczonej, nie było komu dawać dupy… to chyba trochę komplikowało cały ten układ, prawda?
- Świetnie. Ruchałam się z muzykiem – rzuciła w odpowiedzi krótko i jak gdyby nigdy nic. Skoro i tak jej nie słuchał, to po co się miała produkować? Krótkie stwierdzenie wystarczyło zarówno jemu do wiadomości jak i jej potrzebie podzielenia się tym faktem ze światem.
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-17, 20:16   

Nie jestem pewna, czy pamiętam cokolwiek, o czym tutaj pisałyśmy, więc kochaj mnie mimo wszystko, bo prawdopodobnie pobijemy nasz czasowy rekord, biorąc pod uwagę to, że oni wciąż mają Walentynki.
Błąd! Ze wszystkiego można zrobić ryj, nawet z ziemniaka! Wystarczyło go trochę podrasować, kupić drogi samochód, przy którym może się lansować oraz ubrać w markowe ciuchy. Pierwsze wrażenie było bardzo ważne, ale nie chodziło tylko o atrakcyjność i jej brak, a ogólną prezentację. Makijaż, strój, buty, dłonie... Cycki były rzeczą drugorzędną... Przynajmniej w przypadku, gdy Riley nawiązywał kontakty zawodowe, żeby nie było i żeby Charlie się obruszył, że jego kumpel bliźni. Bo tak, skoro Ty mieszasz w tę grę Corrie, ja mogę wspomnieć o Marcie. To znaczy, jasne, zdecydowanie milej mu się pracowało z kimś, kto ma wielkie cycki, które chętnie eksponuje, ale wielkie cycki nie mogły ukryć pogniecionej marynarki, znoszonych butów czy obdartych paznokci. Osobista dygresja - nie wiem, jak można chodzić z mega obdartymi paznokciami, z których większość lakieru zdążyła samoistnie zejść. Ja rozumiem, że zmywacz może psuć płytkę, ale bez przesady, panie.
- A potem wsadzisz mu inną, mniejszą rurę w dupę? - spytał z uprzejmym zainteresowaniem, bo nie da się ukryć - zabrzmiało gejowsko. Zwłaszcza że w głowie Rileya zaczęły pojawiać się stringi w panterkę i inne rzeczy, o których ani trochę nie chciał myśleć. - Przepraszam, ma się rozebrać i co, pożegnać? Masz naturę podglądacza? Jeśli tak, przypomnij mi o swoich urodzinach, zabiorę cię do szatni na basenie, poczujesz się jak ryba w wodzie - zaproponował dobrodusznie, bo hej, raz w roku mógł się szarpnąć na dobry uczynek, penis mu od tego nie odpadnie... Chyba...
- Mój kij jest jednym z wielu, które wolą trzymać się od ciebie z daleka - odpowiedział z szerokim uśmiechem. Cisnął tylko trochę, w życie intymne Michelle nigdy specjalnie się nie zagłębiał i nie zdziwiłoby go absolutnie nic. Ani Ziemniak - żelazna dziewica, ani Ziemniak - nimfomanka.
- Wciąż są. Przy dojeniu zawsze pytają, kiedy je odwiedzę - rzucił swobodnie. Hej, bywał w domu rodzinnym tak rzadko, jak tylko był w stanie, a gdy już łaskawie parkował swój zbyt burżujski samochód pod rodzinnym domem, trzymał się z daleka od obory, pola i całej reszty imprezy. Miał prawo zapomnieć, że świni się nie doi... Chyba, bo sama na wsi byłam przez pół dnia.
- Musisz mi to obiecać - powiedział uroczyście, zatrzymując się i zerkając na Michelle - Serio, musisz panować nad zwieraczami, kiedy siedzisz w fotelu obok mnie, rozumiemy się? Nie wyjdę z tego kina, jeśli będzie ode mnie jebało jak od toalety publicznej - wiadomo, na pewno dzisiejszy wieczór w kinie spędzają sami burżuje, których Riley zna z pracy. Na pewno. W sumie dziwne, że Riley w ogóle zgodził się na wyprawę do kina, przecież to taka plebejka rozrywka! Pewnie upierał się przy operze i najdroższej restauracji w mieście...
- Nie wiem - przyznał zgodnie z prawdą, nonszalancko wzruszając ramionami - Jak na razie jest w porządku, Michaelson nie wie, dlaczego się rozstaliśmy i przeprowadzamy w czasie przerw męskie rozmowy o tym, że z babami źle, a bez nich jeszcze gorzej - uśmiechnął się ironicznie - Będzie gorzej, jeśli faktycznie Winnie przyjdzie do niego na skargę, nie wiem, muszę z nią pogadać, jakoś załagodzić... Masz koleżanki, prawda? Co powinienem zrobić? - serio, mimo wszystko Riley nie wierzył w cuda, więc wątpił, że Michelle doradzi mu coś sensownego, czerpiąc z własnego doświadczenia i upodobaŃ. Ale od czegoś te kumpele miała, prawda?
- Poczekaj - poprosił, gdy telefon zawibrował po raz kolejny. Wyciągnął aparat, prychnął pogardliwie w odpowiedzi na otrzymaną wiadomość i schował go z powrotem - Świetnie, dołączyłaś do zaszczytnego grona napalonych fanek. Mam nadzieję, że przynajmniej seks był znośny?
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-20, 17:14   

O tym, że cycki były rzeczą drugorzędną, Michelle wiedziała. W koŃcu gdyby liczyły się tylko i wyłącznie cycki, miałaby branie jak mięso w PRLu, a niestety w krainie jej znajomości uczuciowo-łóżkowych (lub tylko łóżkowych, bo kto by myślał o jakichś idiotycznych uczuciach, pff) panowała raczej posucha. Niezależnie od tego, co twierdziły pewne media i niektórzy faceci pokroju Charlesa Butlera, oprócz cycków liczyło się także coś więcej. Może niekoniecznie wnętrze w jakimś głębokim, romantycznym rozumieniu tego terminu, ale ogólnie sposób bycia, dbania o siebie, a nawet niektóre cechy charakteru, bo ciężko było skupić się na samych cyckach i zewnętrzu, kiedy panna jest chamska, niemiła i ogólnie niewychowana przez rodzicielkę, która się starała, ale najwidoczniej zawiodła. Tak, Michelle za wszelkie swoje porażki życiowe obwiniała matkę, bo kogoś musiała, a przecież nie będzie tego brała na siebie. A paznokcie miała w porządku, także o to Riley nie musiał się martwić. Specjalnie dla niego odprasowała też swoje kinowe wdzianko, więc nie ma za co.
- Nie będę nic nikomu wsadzać w dupę, za takie przyjemności trzeba płacić, a ja nie będę przyjmować pieniędzy z dupy, sorry - zmarszczyła brwi i nos i spojrzała na niego z oburzeniem, że w ogóle proponował jej takie rzeczy. Jak facet chce w łóżku koŃczyć ze sprzętem w odbycie, to powinien się zgłosić do kogoś innego, zdecydowanie. - Każdy ma naturę podglądacza. Dlatego Kardashianki robią karierę, a ty walisz gruchę do pornosów - skwitowała względnie rozsądnie i inteligentnie i nawet z poważną miną. W oglądaniu nie było nic złego, podobnie zresztą jak w wyobrażaniu sobie pewnych rzeczy. Niektórym pozostawała tylko i wyłącznie wyobraźnia. Smutno.
- I dobrze, brudnymi miotłami nie sprzątam - najwidoczniej miała dzisiaj głowę do metafor, ale najzwyczajniej w świecie chodziło jej o to, że nie miała pojęcia, w czym wcześniej kij Rileya bywał. Oprócz jego własnego tyłka oczywiście.
- Teraz mam ochotę zrobić ci na złość i nasrać wszędzie wokół... - mruknęła tonem obrażonej pięciolatki i nawet skrzyżowała ręce na klacie. Nie musiał się jednak martwić, prawda była taka, że sranie w miejscach publicznych na trzeźwo wcale nie jest taką łatwą sprawą i prawdopodobnie nawet gdyby Michelle chciała go choćby nasikać, trzymałoby się w niej wszystko mocno. Była za mało yolo na podobne ekscesy wbrew temu, co czasami mówiła.
- Czy ty właśnie... Pytasz mnie o radę w kwestii radzenia sobie z babą? Serio? - uniosła do góry brwi, jakby spodziewała się, że Riley zaraz wykrzyknie coś w stylu "prima aprilis" albo w inny sposób zaznaczy, że tylko sobie żartował. Może i miała koleżanki, ale z pewnością były one zupełnie inne niż Winnie. Nie jej typ człowieka. Zbyt ładna, zdolna, zdecydowanie za ważna i życiowo rozgarnięta. Michelle nienawidziła wszystkiego, co się z nią wiązało. - Nie wiem, wciśnij jej jakiś łzawy, ckliwy i pseudoszczery bullshit. Powiedz jej, że kiedyś zostałeś bardzo zraniony i teraz boisz się zobowiązaŃ, że to nie jest jej wina, a po prostu nigdy nie byłeś w poważnym związku i nie do koŃca wiesz, jak radzić sobie ze wszystkimi uczuciami, tego typu bzdury - wyrzuciła z siebie emocjonalnie mocno obojętnym tonem i zakoŃczyła wzruszeniem ramionami. Może powinna pomyśleć o profesjonalnym dawaniu rad w radzeniu sobie z narzeczonymi? Ostatnio to dość popularny motyw jej rozkmin z ludźmi...
- Nie wiem, chyba, nie narzekałam na bycie napaloną fanką. Co w tym złego? - gdyby posiadała resztki szacunku do własnej osoby, pewnie by się przejęła, ale straciła je już dawno temu, przy którymś z kolei wyjątkowo marnym dowcipie o kutasach.
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-28, 23:12   

Nie ma się czym przejmować, obarczanie winą rodziców jest bardzo w porządku. Riley, jak na człowieka sukcesu przystało, też nie zamierzał brać jakichkolwiek porażek na swoje bary, przeciwnie - jeśli już coś mu nie wyszło, a żadne groźby, krzyki czy płacz (jego pracowników, żebyśmy się dobrze zrozumieli) nie osiągnął oczekiwanego rezultatu, po prostu otrzepywał się z nonszalancją osoby noszącej zbyt drogie garnitury i szybko zapominał o całym incydencie. Ale przecież był tylko chłopcem, który robił w polityce od ładnych kilku lat, jego drogie buty i białe koszule całe były uwalone tym bagnem, nauczył się szukania wymówek, udzielania niezobowiązujących odpowiedzi, uciekania od odpowiedzialności i zwalania winy na innych. Źle mu z tym było? Ani trochę. Przynajmniej tak sądził.
- Słyszałaś kiedyś o portfelach? - spytał rzeczowym tonem - To takie miejsce, gdzie możesz wsadzić pieniądze, żeby nie trzymać ich w kieszeni, w opakowaniu po chusteczkach higienicznych czy w dowolnych otworach ciała. I, muszę przyznać, ciekawi mnie twoje doświadczenie seksualne, skoro od razu pomyślałaś o korzystaniu z usług dziwki... - jasne, nie miał nic przeciwko odwiedzaniu burdeli, uważał to za całkiem dochodowy interes, ale Boston na pewno roi się od chłopców, którzy lubią w dupę. Weźmy takiego Matta, chociażby. A przecież wcale nie kazał sobie płacić!
- Co to kardashianki? - zainteresował się, nawet nie próbując zaprzeczyć drugiej części ziemniaczanych przypuszczeŃ. Z drugiej strony - dobrze wiedział, co to oznacza, a o kardashiankach słyszał po raz pierwszy, to naturalne, że postanowił poszerzyć horyzonty. A zdecydowanie mu się przyda, biorąc pod uwagę, że Riley spędza życie na oglądaniu programów informacyjnych i filmów dokumentalnych, na celebrytach i całym szołbizie zna się równie mocno, co na sporcie. Czyli nic, w dodatku kompletnie go to nie interesowało. Ideę przeprania się w identyczne stroje i ganiania za piłką na oczach tłumu uważał za zwyczajnie idiotyczną, czy ci ludzie nie mają czegoś pożyteczniejszego do zrobienia?
- Mówisz tak, jakbyś nie mogła się opędzić od czystych mioteł - parsknął pogardliwie, nieświadomie dołączając do operowania tą durną metaforą. Zmarszczył czoło, gdy zdał sobie z tego sprawę i odchrząknął - Główka mojego fiuta jest zupełnie w porządku, okej? - wiadomo, jak wygląda miotła, żadna część lancasterowego ciała nie rozszerzała się ku dołowi w ten sposób. Poczuł potrzebę ustalenia tego.
W odpowiedzi na zdziwienie Michelle, wzruszył tylko ramionami - Nie wiem, czy się orientujesz, ale... jesteśmy w kinie, w miejscu publicznym, na spotkaniu towarzyskim. Przyjęło się, że w trakcie takich wyjść uczestnicy prowadzą swobodną konwersację, więc właśnie to robię. Zabawiam się rozmową - wyjaśnił - A lubię rozmawiać o mnie - wydaje mi się, że nawet nie musiał tego dodawać. Riley zmarszczył czoło, słysząc rady Michelle - Możesz mi to potem wysłać smsem? - poprosił - Albo skonsultuj się z moją asystentką, wyślij maila, nieważne, jakoś się ze mną skontaktuj i prześlij mi te babskie mądrości. Właśnie mi się przypomniało, czemu się kumplujemy - nawet uraczył ją uśmiechem. Ale hej, przecież wiadomo, że inaczej rozmawiało się z Michelle, a inaczej z Martą Cyckami Butlerem.
- Skoro napalenie nie skoŃczyło się przed ekranem laptopa, to nie - zapewnił, wciskając jej w ręce popcorn i wielki napój, bo sterczą w tym holu jak dwa kretyny
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-02, 15:18   

Grunt to zabić swoje sumienie. Tak przynajmniej uważała sama Michelle. Zabić ten irytujący głosik gdzieś z tyłu głowy w najmniej odpowiednich momentach podpowiadający nieprzyjemne rzeczy i upierdliwie wciskający, że zrobiło się coś nie tak, zachowało wobec kogoś nie w porządku, popełniło jakiś błąd, który będzie miał swoje konsekwencje w przyszłości, a z konsekwencjami trzeba sobie poradzić. No i przede wszystkim nieustannie sugerujący, że nie jest się wystarczająco dobrym. Wnerwiające i absolutnie niepozytywne zjawisko. Niestety, zabicie go nie było wcale zadaniem łatwym i po drodze często trzeba było się posiłkować na przykład zagłuszaniem go na różne sposoby. Ziemniaki preferowały alkohol, chociaż niezłym sposobem było również wmawianie wszystkim naokoło, że po pierwsze – nie potrzebuje się ich do szczęścia i po drugie – że jest się fajniejszym, niż jest się w rzeczywistości. Anglojęzyczni mają na to ładny zwrot overcompensation. Riley też mógł coś o tym wiedzieć.
- Portfele? I co jeszcze? Może mi powiesz, że niekoniecznie trzeba się posługiwać papierowymi pieniędzmi tylko na przykład można korzystać z wirtualnych złożonych w jakimś wirtualnym miejscu? Albo zbierać je gdzie indziej niż w skarpecie. Phi! – prychnęła. Michelle dopiero od niedawna posiadała swoje własne, prywatne konto w banku. Przez długi czas korzystała tylko i wyłącznie z gotówki. Zabawne, nie? I żeby nie było – mimo to wiedziała, że wirtualne pieniądze istnieją, podobnie jak karty płatnicze i wszystkie bajery w tym stylu. Nie żyła pod kamieniem. Tylko ewentualnie w jaskini ze swoim laptopem przed nosem. - Nie pierdol, nie ciekawi cię moje doświadczenie seksualne – skwitowała jeszcze i przewróciła oczami. Głównie dlatego, że takowe nie istniało poza Julienem, smutna sprawa. Na wynajmowanie dziwki Michelle była niestety zbyt tchórzliwa. W którymś momencie wymagałoby to od niej zapewne wykonania telefonu do obcej osoby. A potem bliskiego kontaktu z obcym facetem. Brzmiało przerażająco…
Gdy Riley zapytał, co to Kardashianki, początkowo nie potrafiła stwierdzić, czy tylko się z niej nabija… czy może właśnie w pięknym stylu jej podstawia. Bo serio – on nie wiedział?! Może powinna to po prostu zaakceptować i wytłumaczyć mu bardzo cierpliwie, ale… naah, była tylko małym chamem, więc… - HA! HAHAHA! HAHAHAHA! HAH! HAHAHA! HAHA! HA! – jej rozbawieniem w tym wypadku brzmiało właśnie bardziej jak wyrzucane z siebie po kolei „ha” niż normalny śmiech. - I to niby ja żyję pod kamieniem! – rzuciła z szerokim uśmiechem i pokręciła lekko głową. - Serio nie słyszałeś o Kim Kardashian? Tej z wielką dupą? – na jej twarzy wciąż gościł lekki uśmieszek. Może i go nieco wyśmiała, dobra… Ale poza tym mogła się poświęcić i go doedukować. Niech już będzie!
- Nie chcę wiedzieć – słysząc jego wyznanie o fiucie, od razu podniosła do góry obie ręce na znak poddawania się. Tylko tego brakowało, żeby jeszcze przyszło mu do głowy udowodnienie jej, że jego fiut faktycznie wyglądał normalnie przez prezentację…
Mogłaby jeszcze zgrywać kretynkę i udawać, że nie zauważyła, że są w miejscu publicznym, ale ten numer zrobiła już przy okazji rozmów o portfelu, więc sobie odpuściła. - Bo mam fajne cycki i potrafię wciskać lepszy bullshit od ciebie? – zapytała uprzejmie. W sumie szczerze zainteresowana. Ona kumplowała się z Rileyem, bo chciał się z nią kumplować i zabierał ją do kina. Proste. Poza tym okej, okej, całkiem dobrze się bawiła w jego towarzystwie, tak?
Dlatego zgarnęła popcorn i wielki napój i zamiast sterczeć jak kretyny ruszyli głębiej w stronę kinowych sal. NiekretyŃsko.
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-05, 01:56   

Zmarszczył lekko czoło, słysząc ziemniaczane rozkminy odnośnie pieniędzy i portfela. Oczywiście, trochę się już znali, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Michelle najzwyczajniej w świecie lubi udawać kretynkę, więc nie wziął na poważnie jej słów, jednak... jedna sprawa go zainteresowała.
- W jakich konkretnie skarpetach trzymasz te pieniądze? Zbierasz małe sumy, więc codziennie wrzucasz drobne do zdjętej ze stopy skarpety czy kupiłaś jakąś ogromną skarpetę na wielką, męską stopę i tam odkładasz na większe wydatki, by potem móc kupić sobie dwa bełty? - mimo całego swojego udawanego burżujstwa, jeśli chodzi o tanie alkohole i ruskie szampany, był całkiem nieźle zorientowany! Zapewne znajomi pokroju Bambi dobrze go wyszkolili i coś tam mu w głowie zostało, nawet jeśli już od dawna raczył się (bo tego się nie pije normalnie) droższymi trunkami, najlepiej kupionymi przez kogoś innego i bardzo często zwyczajnie niesmacznymi.
- To zależy - oświadczył swobodnie, wzruszając ramionami - Jeśli miałaś jakąś ciekawą przygodę, która niesie ze sobą wartości edukacyjne, chętnie posłucham. Ale o tym, że nie wyciąga się fiuta w komunikacji miejskiej już wiem, ten element możemy sobie darować. Masz coś ciekawego? - tu chciałam odnieść się do moich przemyśleŃ w kwestii tyłków i kontynuować serię rileyowych pytaŃ, ale postanowiłam jednak zachować to na post Charliemu, gdzie faktycznie poruszyłaś ten problem.
Chyba że dla niektórych seks analny nie jest problemem, to też potrafię uszanować.
Riley gapił się na Michelle z czymś w rodzaju uprzejmego zainteresowania, gdy oczekiwał odpowiedzi w sprawie kardashianki. Serio, nie wiedział i, przede wszystkim, ani trochę go to nie interesowało. Nie żył pod kamieniem, lecz był poważnym człowiekiem zajmującym się poważnymi sprawami. Polityka, sytuacja w Europie Wschodniej, giełda i te sprawy, a nie jakieś celebrytki i call me Caitlyn... W dodatku, jak na poważnego człowieka przystało, nie chciał zwracać na siebie uwagi prostackim zachowaniem koleżanki, więc syknął cicho i pociągnął ją lekko za ramię, co miało nakłonić Michelle do zamknięcia gęby.
Posłał jej beznamiętne spojrzenie - A czy Kim Kardashian jest prezydentem, właścicielem wielkiej firmy o światowym zasięgu, pieprzonym arabskim szejkiem albo niespełna trzydziestoletnim, zabójczo przystojnym mężczyzną, któremu udało się zapanować nad światem? Jeśli nie, to nie interesuje mnie, kim to jest - wyjaśnił tak uprzejmie, jak potrafił, by zaraz potem chrząknąć znacząco - Ma wielką dupę, tak? Przyganiał kocioł... no. - nie ma mowy, nie mógł się ugryźć w język.
- Coooo? - spytał jękliwie, w jednej sekundzie porzucając ton wielkiego burżuja - Jak możesz twierdzić, że wciskasz lepsze bullshity? Przecież to kłamstwo! Jestem w tym świetny - biadolił, gdy szli do sali kinowej i gęba nie zamykała mu się, dopóki nie zajęli miejsc. Wtedy ktoś siedząc w pobliżu kazał mu zamknąć mordę, co wywołało jeszcze większe oburzenie z rileyowej strony i długi wywód na temat kultury i jej braku wśród bostoŃskiego plebsu.
Następne dwie godziny spędził na udowadnianiu całemu światu, że jest świetnym kompanem do oglądania filmu. Gdy tylko odkładał na moment telefon, zaczynał marudzić - było mu niewygodnie, film był za głośny lub za nudny, chciało mu się pić, ktoś za głośno jadł popcorn, a osoba siedząca przed nim śmierdziała... Nic dziwnego, że wychodził z sali kinowej z miną męczennika, prawda?
- Więc... co teraz? Zabijemy kilka gołębi i zjemy je w ramach romantycznej, walentynkowej kolacji? - bo kto im zabroni, Riley starał się dostosować do poziomu Michelle.
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-06, 09:22   

Może nie powinna była wspominać o skarpetach i swoich rzekomych oszczędnościach? Teraz tym niefortunnym trafem zeszli na bardzo nieprzyjemny temat, jakim były stopy. Wiadoma sprawa, stopy są dziwaczne. Swoje jeszcze można jakoś przeżyć, ale rozmowa o takich cudzych stopach, z których zdziera się skarpetki… Ugh. Całe szczęście, że była już dużą dziewczynką. Tematy tabu praktycznie dla niej nie istniały i nie miała również problemów z rozkminianiem nawet bardziej obrzydliwych tematów niż stopy. Tak, takie tematy istniały. Na przykład stopy plujące sznurkami. Lub stopy w rosole. A to i tak jeszcze nic. Jedną z filozofii życiowych Ziemniaka było to, że zawsze można być jeszcze bardziej obrzydliwą. Tylko trzeba mieć w tym jakiś cel, bo bycie obrzydliwym dla sportu jest już frajerstwem.
- Zadaję się z dużą ilością żuli ze względu na tryb życia, jaki preferuję. Wiesz, pijemy razem te bełty, siedzimy pod sklepem, próbujemy wyłudzić drobne od poważnych gości w garniturach. Ja się trochę częściej myję, więc moje skarpetki są mało atrakcyjne, ale ostatnio Steve dał mi swoją skarpetę. Odpowiedni aromat odstraszający natrętnych zainteresowanych, a poza tym dało się ją postawić na stoliku – wyrzuciła z siebie z zupełną powagą, jakby co najmniej mówiła na poważnie. Nie mówiła. Czasami nawet zastanawiała się, skąd ona bierze te wszystkie głupie odzywki i abstrakcyjne historie wymyślane praktycznie na poczekaniu. Najwidoczniej kiedy płynęła z prądem, debilizm wychodził z niej sam, automatycznie. Nawet bełtów już nie piła. Nie miała już szesnastu lat i ze zgrozą przyznawała, że trochę zdziadziała a taki zacny trunek o smaku siarki nie przeszedłby jej już pewnie przez gardło.
- Nie wyciąga się go też w taksówce – wzruszyła ramionami. Nie, nie miała nic ciekawszego do dodania. - …Mogłabym wymyślić coś kreatywnego, na co unióslbyś brwi i stwierdził, że jestem nienormalna, ale podejrzewam, że to już wiesz, więc tym razem nie będę się wysilać. Nie uprawiam edukacyjnego seksu. Nie miewam przygód. Nie posiadam nawet życia – dodała z uśmiechem, jakby co najmniej była z tego dumna. Nie była. Ale zawsze wolała cieszyć się jak kretynka niż na przykład płakać. Wyśmiewała siebie sama, zanim inni zdążyliby to zrobić, proste.
Spojrzała na niego z wyrzutem, kiedy rzucił się na nią z łapami. Tak właśnie – rzucił się na nią z łapami i przeprowadził nieproszoną ingerencję w jej prywatną przestrzeŃ osobistą! Jakby jeszcze istniała publiczna osobista przestrzeŃ… Chociaż właściwie w pewnych przypadkach niektóre przestrzenie osobiste bywały bardzo publiczne, kiedy rozdawało się je do użytku pierwszym lepszym napotkanym kmiotkom, khem. Te jednak kwestie Michelle nie dotyczą, wiadomo. - Nie, ale nagrała sekstaśmę, ma swój reality show i chce się wystrzelić w kosmos. Poza tym jej ojciec był prawnikiem, który wybronił O.J. Simpsona – wyrzuciła z siebie, wciąż nie kryjąc wyrzutu i rozmasowując swoje biedne ramię. Tak, zamierzała udawać, że dotknęło ją to bardziej, niż dotknęło w rzeczywistości. Bo mogła. Pana Simpsona Riley już pewnie kojarzył. Chyba każdy kojarzył. A słysząc o swojej wielkiej dupie, pokazała mu środkowy palec oczywiście.
Nie zamierzała się z nim kłócić w sprawie tych bullshitów. Przecież swoje już powiedziała i miała rację, której nie zamierzała mu udowadniać. Poza tym zbyt dobrze się bawiła, słuchając jego biadolenia. W takich chwilach jak ta przypominała sobie, że lubiła Rileya nie tylko dlatego, że chciał się z nią zadawać, ale też właśnie za jego wszystkie interakcje z ludźmi. Niby mogłaby się irytować na jego biadolenie i wstydzić za te wszystkie kazania w stosunku do obcych, ale… Naaah. To było przecież komiczne! Dlatego ona dla odmiany wychodziła z szerokim uśmiechem na gębie. Nie żeby film był dobry. Marudzenie za to na wysokim poziomie.
- To już lepiej szczurów. Ze szczurów robią kebaby, a z gołębi tylko KFC – powiedziała z miną znawcy. No bo kto miałby wiedzieć lepiej o drugim życiu zdechłej zwierzyny miejskiej niż Michelle? - Idziemy na kebsa? Jestem głodna – nic dziwnego, zawsze była. To wyjaśniało wielką dupę.
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-18, 16:23   

Dzięki wielkie, już zapomniałam o tych stopach w rosole i nawet miałam ochotę na rosół, ale chyba muszę się zadowolić pomidorówką i chipsami cebulowymi, które właśnie do mnie idą razem z sokiem pomaraŃczowym. Połączenie idealne! I mam nadzieję, że szybko zapomnę o stopach w rosole, bo Alicja gotuje mężowi rosół, więc dopóki nie przestanę odczuwać silnego obrzydzenia, nie będę mogła odpisać. Jeszcze minie nam rocznica i co będzie?
- Jeszcze cię nie aresztowali? - spojrzał na nią z obrzydzeniem, jak gdyby wyrosła jej obwisła cycka na czole (nieobwisłą by nie pogardził, wiadomo), a nogi zniknęły i teraz pełzała po podłodze kina, wydzielając ciągliwy śluz. Nie muszę chyba tłumaczyć, że jego stosunek do meneli i intelektualnej elity, która okupowała ławeczki przed sklepem był zdecydowanie negatywny? Oczywiście, był z nimi całkiem nieźle zaznajomiony. Dorastał w małym mieście, gdzie dość często mógł spotkać bezrobotnych, pijanych facetów, którzy raczyli się bełtami na każdym rogu - mijał ich w drodze do szkoły, przechodził obok, gdy matka wysyłała go do sklepu, a czasem nawet słyszał ich wieczorami, gdy leżał już w łóżku, a noc była na tyle ciepła, że spał przy otwartym oknie. Wtedy, w Boxford, uważał ich obecność za zupełnie naturalną, coś w stylu stałego elementu krajobrazu, dokładnie jak ten brzydki krasnal ogrodowy przed domem ciotki. No ale Boston to nie Boxford, prawda? Był już innym człowiekiem, który ani myślał o brataniu się z żulami. Nawet jeśli czasem, stojąc obok Winnie na tych wszystkich bardzo sztywnych i bardzo oficjalnych przyjęciach miał wrażenie, że bardziej pasowałby na sklepową ławkę niż tutaj.
- Wydaje mi się, że to jest już zdecydowanie bardziej dopuszczalne - oznajmił ze znawstwem, skoro już o wyciąganiu fiuta ze spodni rozmawiali. - Wyobraź sobie, proszę, metro w godzinach szczytu. Metro, dla jasności, to taki autobus, tylko pod ziemią. Ludzie jadą do pracy, dzieci do szkoły, emeryci do lekarza, księża na poranną mszę, niektórzy dopiero wracają z imprez... A między nimi stoisz ty i wyciągasz fiuta, jak gdyby nigdy nic. No, raczej nie wypada, prawda? W dodatku zobaczyłoby cię całe mnóstwo osób. A taksówka? Usiądziesz sobie spokojnie na tylnym siedzeniu, za kierowcą, nikt niczego nie zobaczy, nikt niczego nie usłyszy, bo w tych taksówkach zawsze gra najgorsza stacja radiowa świata... - wyprowadził Michelle z błędu. Teraz chyba wszyscy wiemy, czemu Riley unikał zarówno komunikacji miejskiej, jak i taksówek. Tak naprawdę nie bał się cudzych fiutów, które nagle pojawią się w zasięgu jego wzroku, po prostu lubił zgrywać burżuja.
- Jak na osobę, która nie ma życia, twoje plany na dzisiejszy wieczór prezentują się całkiem nieźle - uśmiechnął się łaskawie i nawet machnął lekceważąco ręką, jak gdyby chciał powiedzieć 'daj spokój, nie musisz dziękować, znaj moją dobroć'.
Przecież to, że Riley tak bezczelnie macał Michelle w miejscu publicznym świadczyło o tym, jak ciepłymi uczuciami darzy tego ziemniaka! Nie był osobą, która lubiła się przytulać i okazywać sobie uczucia, pewne nawet z Winnie nie chciał chodzić za rękę, gorszyły go te wszystkie obściskujące się w miejscach publicznych pary, z Charliem i jego wszędobylskimi łapskami na czele. Szanował placka bardzo, więc ciągał ją za ramię PRZY TYCH WSZYSTKICH LUDZIACH.
- Ooooo, wybronił go? - ożywił się, bo oczywiście, że kojarzył Simpsona. O wiele lepiej niż takiego Homera i resztę jego rodziny, jeśli mam być szczera. - W takim razie musi być niezły, masz jego wizytówkę? - spytał zupełnie serio, bo naprawdę nie miał pojęcia o tym, co dzieje się w życiu współczesnych celebrytów, a oglądanie programów o ich życiu wydawało mu się zwyczajnie absurdalne. Dlatego założył, że cała ta rodzina to po prostu dobre ziomy Michelle, którzy mieszkają dwie ulice dalej.
- Na co? - spytał ze szczerym zdumieniem, bo nie, w jego świecie nie jadało się kebsów - To jakieś wykwintne danie z boczku i koguta? - ostatnio jadłam boczek, którym karmiła mnie Jadźka, co zamyka ten post w pięknej klamrze kompozycyjnej, bo zaczęłam żarciem i skoŃczyłam żarciem. Tak mi się przynajmniej wydaje, nie pamiętam.
 
 
Michelle Seymour
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-19, 01:31   

No przecież nie chcemy, żeby przepadła nam rocznica! Dlatego już nie wspominam o żadnych niesmacznych rzeczach. Lub przynajmniej o stopach związanych z niesmacznymi rzeczami, ktore byłyby pewnie smaczne, gdyby nie właśnie udział stóp w procesie ich tworzenia... Okej, nie wiem, jak mi się to uda przez następny miesiąc, ale będę się starać. Czy zasłużyłam na bycie docenioną z tego tytułu?
A skoro już o docenianiu mowa... Ziemniak się poczuł bardzo doceniony. Serio. Obrzydzenie, z jakim Riley patrzył na nią po tej małej historyjce (którą niestety zmyśliła w całości... chociaż może i stety...), dostarczyło jej ogromnej satysfakcji i przede wszystkim w dużym stopniu poprawiło jej humor. Aż zarechotała całkiem głośno i niezbyt subtelnie, bo niestety, Michelle nie posiadała uroczego śmiechu, który brzmiałby jak tysiąc małych, srebrnych dzwoneczków czy inne bajkowe, przesadnie słodkie porównanie. Jej rechot był równie niesubtelny jak ona sama, na dość wysokich tonach, wrzynający się w uszy i drażniący. Jeśli jeszcze do tej pory nie udało jej się narobić Rileyowi wstydu, to chyba właśnie to był moment, w którym miała okazję na nadrobienie tego niedopatrzenia... Ups?
- Wbrew pozorom szybko biegam. Zarzucam cycki na plecy i lecę. Żaden policjant mnie nie dogoni - skłamała gładko po raz kolejny, co do każdego jednego słowa. No, może oprócz tego, że żaden policjant jej nie dogoni - nie dogoniliby jej faktycznie, bo by nie musieli. Michelle nie zamierzała uciekać. Zresztą, jako skoŃczony tchórz zazwyczaj się nie narażała, a kiedy obalała taniego browara w parku, miała ogar na to, co dzieje się dookoła niej i piła w miejscu, gdzie łatwo było pieprznąć butelkę w krzaki i udawać, że to nie jej własna. Spryt ponad sprawnością fizyczną. Tsja. Ale przynajmniej cycki jej jeszcze nie wisiały, chociaż przy takim rozmiarze jeszcze kilka lat, a grawitacja zrobi z nimi swoje. Wniosek z tego taki, że trzeba macać, póki się jeszcze chce.
- No dobra, dobra. To inaczej. Taksówka, w taksówce obok ciebie zakonnica, a ty wyjmujesz kutasa i trącasz nim w rękę kierowcę, bo chcesz, żeby zmienił bieg na wyższy. Trochę gorzej? - pytała zupełnie serio. W koŃcu potrzebowała odpowiedniej opinii odnośnie wszystkich swoich krzywych historii. Czasami sama zastanawiała się, skąd ona je tak naprawdę brała. Potem dochodziła do wniosku, że chyba woli nie wiedzieć, z jakiej planety kosmici wysłali ją do jej rodziców, ale z całą pewnością nie była to planeta zasiedlona przez wyższe formy inteligencji. - Hej, czekaj. Praktykowałeś? To znaczy nie zmienianie kutasem biegów, ale walenie sobie na tylnym siedzeniu w taksówce? - zainteresowała się całkiem na poważnie. I dodam tylko, że kiedy pisałam o zmienianiu kutasem biegów, jakoś zupełnie mimowolnie mi się nasunęło, że pewnie Ziemniak zbyt dużo dziwnych rozmów odbył z Julienem. Nie twierdzę, że Julek takie przygody miał i o nich opowiadał, ale samo rozkminianie ich brzmi prawdopodobnie, nie? Mogę się mylić, to była tylko przypadkowa myśl!
- No nie wiem, nawet nie porucham - wydęła dolną wargę, jakby faktycznie była z tego powodu bardzo smutna. Nie była. Przez prawie dwadzieścia pięć lat życia zdążyła przywyknąć do tego, że jej wieczory przeważnie koŃczyły się tym, że nie poruchała. Smutne ziemniaki.
Na pytanie o wizytówkę uniosła do góry brwi i po raz kolejny przez chwilę przypatrywała mu się, jakby podejrzewała go o robienie sobie z niej jaj. Kiedy doszła do wniosku, że najwidoczniej Riley pytał zupełnie poważnie, rozważyła nawet, czy przypadkiem nie wymyślić kolejnej idiotycznej opowieści lub nie ponabijać się z niego w jakiś (nie)wyszukany sposób. Ostatecznie stwierdziła jednak, że to by chyba było już za dużo dobra jak na jeden wieczór, więc stwierdziła zupełnie poważnie: - Ziomek nie żyje od dawna, także o wizytówkę musisz prosić innych instytucji - wzruszyła ramionami. Nie miała kontaktów ze zmarłymi. A przynajmniej nic o tym nie wiedziała.
- Kebab. Takie żarcie. Z budki. Nie jadłeś nigdy kebaba? - a teraz popatrzyła na niego z autentycznym współczuciem. Bo w koŃcu życie bez kebaba to praktycznie jak życie bez Bostonu. Niby się da, ale po co?
 
 
Riley Lancaster
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-20, 14:40   

Tak naprawdę chyba obie wiemy, że ja jestem durnym plackiem, a Ty jesteś leniwym plackiem (albo po prostu nie chce Ci się odpisywać akurat mi, to też biorę pod rozwagę!), więc bardzo prawdopodobne, że przepadnie nam rocznica, gdy dalej będziemy grać paŃstwem Potter w kuchni. Urodziny Julka już przepadły i dziwne, że w ogóle udało mi się ogarnąć, że te urodziny miał, bo zazwyczaj wybieram przypadkowe daty i orientuję się sporo po fakcie. Wiem, że to ani trochę nie jest fascynujące, ale wolę pisać o tym, niż o stopach w rosole.
Oczywiście, że skrzywił się nieznacznie, słysząc jakże czarujący śmiech Michelle. Niby trochę się przyzwyczaił, niby nie był już w takim szoku, jak za pierwszym razem, ale wciąż absolutnie nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. No dobra - wcale nie było przyjemne.
- Gratuluję, Michelle. Sądzę, że właśnie zauroczyłaś swą uroczą osobą zdecydowaną większość mężczyzn znajdujących się w tym kinie. Nie odwracaj się, ale możesz wierzyć mi na słowo, otaczają cię teraz zauroczone spojrzenia facetów i nienawistne miny ich partnerek. To jak miłość od pierwszego wejrzenia, jak pierwszy promyk słoŃca po długiej zimie, są tobą oczarowani do tego stopnia, że chcieliby zabrać cię do swoich mieszkaŃ, rzucić na łóżko i sprawić, że wreszcie będziesz mogła opowiadać o jakimś doświadczeniu seksualnym... Kłamałem. Twój śmiech zawsze przypominał coś między rżeniem zabijanego konia a chrumkaniem napalonego dzika czy to przyszło dopiero po mutacji? - spytał uprzejmie, prowadząc towarzyską konwersację. I tak, najwyraźniej zasugerował, że Michelle jest chłopcem.
- Nie biegasz szybko - mruknął, przyglądając się jej cyckom. Tak zupełnie po przyjacielsku, w koŃcu sama go sprowokowała, wspominając o zarzucaniu biustu na plecy. Po prostu patrzył i zastanawiał się, czy to w ogóle możliwe. Nie, nie miał ochoty jej przelecieć, Zieminiak był kompletnie aseksualny, nawet te piersi nie były w stanie go przekonać, żeby jednak zmacać. Są jakieś granice!
Uśmiechnął się szeroko, z wyraźną dumą, gdy Michelle opowiedziała swoją taksówkową historię - Bardzo się cieszę, skoro założyłaś, że mam tak dużego fiuta, że udaje mi się nim pokonać dystans między tylnym i przednim siedzeniem - skoro między tymi siedzeniami spokojnie mógł ułożyć się człowiek, te siedem centymetrów to to raczej nie było! Chyba że taksówki w Bostonie są jakieś mikroskopijne, nie wiem, mój ojciec ostatnio kupił nowy samochód, więc wożę się po burżujsku. - Niestety, twoja historia ma jeden błąd. Nie mam zamiaru jeździć taksówką z zakonnicą. Niech lezie na piechotę - dżentelmen od siedmiu boleści...
- Nie praktykowałem - odpowiedział krótko. Wolał nie wdawać się w szczegóły i objaśnienia, by ta rozmowa nie przybrała jeszcze dziwniejszego obrotu. Nie był Julienem, który bardzo chętnie rozmawiał o kutasach w każdej możliwej okazji. Nawet jeśli niekoniecznie wypadało.
- Założę się, że wczoraj też nie poruchałaś, a i jutro nie poruchasz - prychnął naburmuszony. Michelle nie zgodziła się piać z zachwytu i układać pieśni pochwalnych na jego cześć tylko dlatego, że zabrał ją do kina. Miał prawo strzelić focha... I nigdy nie przepuszczał okazji, by z tego prawa skorzystać! Tak jak teraz, gdy zmarszczył czoło z wyraźną irytacją. - To po co mi o nim mówisz, skoro nie chcesz mi go przedstawić? - burknął. Tylko narobiła mu niepotrzebnie nadziei, a potem go kopnęła. Tak się nie robi.
- A, kebab! oczywiście, że nie jadłem - skrzywił się teatralnie, przypominając sobie te wszystkie budki, które mijał i dochodzący z nich smród. - I nie mam zamiaru skosztować. Wybierz coś innego albo wrócisz do domu.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się majowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 8