Poprzedni temat «» Następny temat
Aventine
Autor Wiadomość
Massachusetts


Massachusetts

Wysłany: 2014-08-12, 12:07   Aventine


Aventine
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Boston


44

chirurg

już nie kawaler

Wysłany: 2015-05-30, 01:40   
  

  
  
  
  
  

  
  
Love me tender, love me sweet, never let me go.


/ Po wszystkich grach! /

Biedak Lorenzo nie miał jak się wyspać bo jakieś pijane dzieciaki krzątały się po okolicy gdzie mieszkał. Wrzeszczały, zataczały się, a jak ostatnio wychodził o świecie na obchód jeden z młodocianych imprezowiczów wypoczywał na jego trawniku przed domem. Chyba otwarli jakiś nowy klub w okolicy i dzieciaki zaczęły szaleć. Ledwo z pieluch wyrosły nic dziwnego, ze nie znają umiaru w piciu. Felix dalej nie zna, bo wypije jedną kolejkę i gubi się w rachubie po dziesiątej. Oby te dzieciaki z tego wyrosły. Wracając jednak do tematu z głośnej okolicy uciekł prawie na drugi koniec, nic dziwnego skoro w kamienicach mieszkała jego siostra. Nie chciał jej zaprzątać głowy w mieszkaniu więc kulturalnie wyciągnął ją do pobliskiego małego lokalu skrytego przed światem i bandą młodocianych przyszłych alkoholików. Z resztą sam miał ochotę się napić, a tylko Sophie wiedziała gdzie jest granica i tylko przy niej chyba się nie upił do urwania filmu. Musiał z nią porozmawiać, w koŃcu nie codziennie człowiek dowiaduje się, ze ma syna. Druga sprawa to to, że nie miał pojęcia co u niej. Był ciepły wieczór, lato coraz bliżej wiec usiadł na zewnątrz przy stoliku, zapalił papierosa, a później wyczekując jej spokojnie popijał sobie piwo.
 
 
Sophia Lorenzo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-30, 15:07   

/Po wszystkim, as always.

U siostry z tym spaniem wcale nie było lepiej. Zawsze było gorzej, kiedy człowiek pozwalał sobie na zbyt wiele myślenia, bo w koŃcu to właśnie wtedy znacznie szybciej dochodziło się do momentu, w którym okazywało się, że życie jest beznadziejne i w ogóle najlepiej powiesić się na lampie czy na innym haku. Chociaż o domowych śmierciach można było bardzo długo dyskutować, przecież sposób jest co najmniej milion pięćset, jak nie więcej! Zawsze mogą o tym porozmawiać, jak przestaną liczyć kolejki, wiadomo. Bo, na nieszczęście Felixa, jego biedna siostra też potrzebowała alkoholu, co zdarzało się naprawdę rzadko. Dobra, na pewno nie tyle, żeby urwał jej się na koŃcu film, prawda. Przez całe życie wychodziła z założenia, że porządny i, co ważniejsze, wiecznie zapracowany człowiek nie powinien przesadzać praktycznie z niczym. Ale ileż można być takim porządnym? Każdy by na koŃcu zwariował, a Sophia była tego właściwie bliska, jeśli miałaby być szczera. Dlatego zgodziła się niemalże od razu, automatycznie, kiedy Felix zaproponował jej spotkanie w jednym z okolicznych barów. Musiała się jedynie odświeżyć, to znaczy, wciąż szybki prysznic czy coś w tym stylu, zrobiła jakiś lekki makijaż, żeby wyglądać jak człowiek i ruszyła w stronę wodopoju! Baru w sensie.
- Czeeeść! - przywitała się radośnie, jak tylko doskoczyła do niego w kilku susach, by pochylić się i cmoknąć jego policzek. I tak, pewnie też już miała jakiegoś drinka, od razu humor jej się polepszył. - To teraz zamieniam się w słuch, a ty opowiedz, co ci na sercu leży, zanim będę musiała zabierać Ci alkohol sprzed nosa. - dorzuciła do zestawu odrobinę złośliwy, ale wciąż typowy dla niej sympatyczny uśmiech. Dobrze było go widzieć.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Boston


44

chirurg

już nie kawaler

Wysłany: 2015-05-31, 19:26   
  

  
  
  
  
  

  
  
Love me tender, love me sweet, never let me go.


Felix na dobrą sprawę nie wiedział co dzieje się u Sophie, a to też w pewien sposób go niepokoiło. Zawsze miał na nią oko, a ostatnio stracił czujność, nie dostawał miliona smsów typu: wróciłam do siebie, nie musisz się o mnie martwić. Byłam dziś tu i tam, zrobiłam to i to. Spam wiadomości o niewielkiej liczbie i zapracowany on w tym wszystkim sprawiał, że nie czuł jakiegoś spokoju, ani z bycia bratem, a tym bardziej ojcem. Pewnie to on się czul tylko w szpitalu i na torze. Tracił grunt pod nogami można powiedzieć. Kiedy wszelakie rozmyślania przerwał mu znajomy głos uśmiechnął się ciepło. Jego mała Sophie. – Cześć łobuzie. – Przytulił ją do siebie gdy tylko się pochyliła i odrobinę nie chciał zwolnić uścisku, ale ileż można. Pozwolił jej zająć miejsce i zaatakowała go. Cholera, była szybsza. Bezlitośnie rzucił. – Mam siedmioletniego syna. – I upił swoje piwo, czy co on tam miał. Zdecydowanie to było największym prob… nie, syn nie był problemem, ale rozmyślania jak tą sytuację rozwikłać już stały się wyzwaniem. Nie wiedział czego chce, nie wiedział co będzie słuszne i nie chciał zranić uczuć tego małego mądrali, a miał wrażenie, że nie nadaje się w zupełności na ojca. – Tak, to chyba tyle. – Bo pewnie ją trochę zamurowało.
 
 
Sophia Lorenzo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-31, 19:54   

Fakt, tę kwestię też dość bardzo zaniedbała.. Zapomniała o nadwrażliwości swojego brata i w rezultacie przestała powiadamiać go o tym, że wszystko w porządku. To by wyjaśniało, dlaczego przez całą drogę do pubu zaczynała coraz bardziej tego żałować. To znaczy tego, że tak bardzo schrzaniła sprawę! W koŃcu hey, trochę słabo nie wiedzieć, co się dzieje u brata.. Zwłaszcza, że sama nie czuła się teraz najlepiej. Potrzebowała rozmowy, bliskości drugiego człowieka. I rzeczywiście, ulgę poczuła już w momencie, gdy go ujrzała i również wcale nie miała ochoty się odsuwać.. Przytulanie to bardzo fajna rzecz, wiadomo. - Jaki łobuz, jestem grzeczna. Okay, ostatnimi czasy trochę mniej. - przyznała bez bicia, wzruszając lekko ramionami, ale taka właśnie była prawda.. Informacja, jaką ją obdarował, dotarła do niej dopiero po kilku idiotycznie długich chwilach. - Siedmioletniego syna? - otworzyła szerzej oczy, zmarszczyła lekko brwi i przekręciła nawet głowę na bok o kilka centymetrów, przez co musiała wyglądać dość komicznie. - Uhm, wow.. Cóż.. Jak to się stało? Znaczy, tak, to pytanie zabrzmiało dość idiotycznie, ale wiesz, o co mi chodzi. - zamurowało ją. Nawet nie wiedziała, co powinna o tym myśleć. Bo hey, jakby chodziło o dwulatka czy jakoś w tym przedziale wiekowym, potrafiłaby to jakoś zrozumieć, ale.. Dowiadywać się o czymś takim siedem lat po fakcie? To całkiem dużo czasu.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Boston


44

chirurg

już nie kawaler

Wysłany: 2015-06-02, 20:09   
  

  
  
  
  
  

  
  
Love me tender, love me sweet, never let me go.


I to był błąd ze strony Sophie, ale miała takie szczęście, ze Felix ostatnio miał młyn i nie dobijał się do niej każdego dnia kilka razy, bo po prostu się nie odzywała! Tylko to ją wyratowało, ale koniec koŃców musieli się spotkać. Jakaś troska i tęsknota, w połączeniu z niewiedzą wzięła górę. Spojrzał na nią z niepewnością, zmarszczył brwi i zastanowił się, by wkrótce powiedzieć. – Co masz na myśli, że ostatnimi czasy trochę mniej? – Hey! Co to ma znaczyć? Czyżby jego mała, spokojna siostrzyczka coś narozrabiała, lub co gorsza nie jednorazowo, a po prostu rozbrykała się? Znaczy się rozumiał dorastanie i te spawy… ale jego mała Sophie?! Nie ma takiej opcji, a temat syna nagle zszedł na dalszy plan. – Co zrobiłaś? – Yup, był bardzo ciekawski, no ale wiedział, że nie wykopie się prędko spod sterty jej pytaŃ jakimi go obdarowała. – Tak, mam syna, ma siedem lat i nie miałem o tym bladego pojęcia. Wpadłem na jego matkę w Bostonie, kiedyś się z nią spotykałem. Kolejnym razem spotkałem ją z synem, później on przyszedł do mnie sugerując, ze może mógłbym być jego ojcem co wtedy wyparłem, a później zrozumiałem, ze to jednak jest możliwe i jak się okazało miałem rację. Chyba to na tyle…. – Bo nawet nie podjął żadnych kroków by cokolwiek w kwestii syna zrobić. Nie wiedział co i jak i gdzie, czy powinien mu powiedzieć czy trzymać się na dystans. Myślał cały czas co powinien, a nie czego sam chce. – On jeszcze nie wie, że jestem jego ojcem… a teraz wróćmy do tego co narozrabiałaś?
 
 
Sophia Lorenzo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-13, 23:50   

Trochę umarłam przez Twój podpis. Koniec spamu. Wiadomo, jakieś priorytety musiały być, rodzeŃstwo zawsze musiało się w koŃcu spotkać i wiedzieć chociaż, co ogólnie się dzieje w życiu. Czy coś. Tego wieczoru zamierzała odświeżyć informacje, uzupełnić wszystko i znów być na bieżąco. - Nic poważnego, a ty już się zaczynasz martwić! Nigdy Ci to nie przejdzie, prawda? - rozumiała go, mimo wszystko. W koŃcu sama zamartwiała się absolutnie wszystkim i wszystkimi dookoła. I chyba tutaj wpieprzyłam bardzo nieładne powtórzenie, moje serce, mózg i dusza humanistyczna właśnie cierpią, ale cóż, nie chce mi się tego zmieniać. - Potem. Najpierw Twoja kolej, staruszku. - oczywiście, że nie zamierzała dać za wygraną. - Wiesz, że powinieneś mu powiedzieć? Ja twierdzę, że byłbyś świetnym ojcem.. Ale jak zamierzacie to rozwiązać? Znaczy się, opiekować będzie się nim ta kobieta, w sensie matka, tak? Czy jak? - znów zasypała go pytaniami, ale hey, właśnie, zmartwiła się. Nowość. - Chyba wpakowałam się w związek. - krótko i zwięźle przedstawiła swoją sytuację, wzruszając delikatnie ramionami. Wciąż gdzieś tam głęboko obawiała się, że związki i tak nie były dla niej. Niestety.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Boston


44

chirurg

już nie kawaler

Wysłany: 2015-06-16, 19:48   
  

  
  
  
  
  

  
  
Love me tender, love me sweet, never let me go.


Wdech, wydech. Nie umieraj. Ja tylko powiem tyle, ze odpisuję dziś i do wtorku pewnie nic nie napiszę. Felix trochę nie rozumiał czemu się tak mało do niego odzywa, ale jeśli zamierza wrócić do swojego trybu bycia na bieżąco to nie powinien się martwić na zapas. Może potrzebowali chwili dla siebie by znów być przykładnym rodzeŃstwem. – A jak się mam nie martwić skoro mówisz jesteś mniej grzeczna niż zazwyczaj? – Spojrzał na nią podejrzliwie i pokiwał lekko głową z niezadowoleniem. – Ja Ci dam z tym staruszku. – Pogroził jej paluchem i westchnął lekko wzruszając bezradnie ramionami. Co jej mógł powiedzieć. Wiele się działo, a zarazem stał w miejscu. – Nie ja o tym decyduje. Nie podejdę do niego z tekstem ‘Hej! Wiem, że ostatnio zaprzeczyłem, ale jednak okazuje się, ze serio jestem twoim ojcem. Dobry będzie z Ciebie detektyw!’ – Spojrzał na siostrę trochę chcąc ją sprowadzić na ziemię. – Nie wiem, nawet z nią poważnie nie rozmawiałem, nie mam pojęcia co robić Sophie. Ona jest nastawiona anty do mnie, choć w sumie to jej wina, że wychowywała go sama nic mi nie mówiąc. Nie wiem jakby to wyglądało, jakbyśmy to pogodzili, nic nie wiem. –Mówiłaś coś o powtórzeniach? Ćśśśś. Jasne, że trochę go to przerastało. Nawet bardzo! – Czekaj, co? Kim on jest? – Od razu zmienił ton, z tego przerażonego na troskliwy.
 
 
Sophia Lorenzo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-27, 16:30   

Odzywała się rzadziej, bo najzwyczajniej w świecie przestała nadążać za własnym życiem. A każda kolejna próba zmiany tego stanu koŃczyła się najczęściej porażką.. Mimo tego nie zamierzała się tak po prostu poddać. Fakt, odwiedzała częściej pieprzone bary, bywając tam dosłownie za często, aczkolwiek to wcale nie przekreślało jej wygranej, prawda? Każdemu może kilka razy powinąć się noga. - Może po prostu doszłam do wniosku, że jestem za grzeczna? - odbiła pałeczkę, próbując tak właściwie trochę obrócić kota ogonem. Przecież nie chciała, żeby się zamartwiał, nigdy jej na tym nie zależało.. - Nie pogodzisz się ze starością, prawda? Dobra, żartuję, masz dopiero czterdziestkę na karku, całe życie jeszcze przed Tobą! - rzuciła bardzo entuzjastycznie i naprawdę, całkowicie szczerze. Czasem nawet wątpiła, że egzystencja ludzka jest taka, jak ją piszą, czyli w gruncie rzeczy krótka i nudna.. Albo po prostu nie lubiła pesymizmu. - Okay, zagiąłeś mnie. Wiesz, nawet jeżeli jest do ciebie nastawiona negatywnie, to i tak nie masz za bardzo innego wyjścia. Musisz z nią porozmawiać, prędzej czy później chłopiec się dowie, kłamstwa krótko żyją. - stwierdziła pewnie i szczerze. Oj tam, powtórzenia też mają swoje zastosowanie w języku polskim, więc na pewno nie powinnyśmy tego tutaj traktować jako błędy, prawda. - O co mnie dokładnie pytasz? Nie krzycz na mnie, ale jest sześć lat młodszy. Tak wyszło. Adwokat, człowiek z problemami, chociaż bardzo troskliwy i opiekuŃczy, taki biedny mops. - jej ton również zmienił się momentalnie - teraz był przepełniony czułością, może pewnego rodzaju tęsknotą, o której ruda nie miała jeszcze pojęcia. Cóż, tak to jest, gdy ma się zerowe doświadczenie w sprawach miłosnych. Jej też zaraz stuknie czterdziestka, żadnych kochanków, romansów, męża też nie ma, o dzieciach nie wspominając. Niereformowalna kobieta.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Boston


44

chirurg

już nie kawaler

Wysłany: 2015-06-27, 19:04   
  

  
  
  
  
  

  
  
Love me tender, love me sweet, never let me go.


To, że odzywała się rzadziej może by zauważył, gdyby sam nie postępował podobnie i wpadł w wir własnego życia, a sporo się działo, nie ma co ukrywać. Będzie działo się jeszcze więcej skoro siostrunia wpadła do Bostonu, yup. Tego jednak jeszcze nie wiedzą oboje i póki co priorytetem Felixa jest naprostowanie młodej Sophie, która najwyraźniej dopiero teraz przechodzi jakiś okres buntu. Dlatego ze zmartwieniem zmarszczył brwi i wlepił w nią niepewne spojrzenie. To tylko braterska troska, zrozumie. – I to jest największy plus… dobra masz ich masę, ale to jeden z nich – powiedział pewnie, przytakując jeszcze do tego wszystkiego. – Więc nie mów mi, ze masz zamiar teraz odbijać sobie okres buntu, bo Cię nie przypilnuję, a przypomnij sobie jak to się skoŃczyło w przypadku Bee. Oboje wiemy, ze nic dobrego z tego nie wynikło – pogroził, z czystej troski. – Jestem w kwiecie wieku, nie wiem o co się wszystkim rozchodzi z tą starością? Ja dopiero życie zaczynam – odparł z entuzjazmem i uśmiechnął się szeroko. – Wiem, że musze z nią porozmawiać. Wiem, że Henrik powinien wiedzieć, choć na dobrą sprawę nie ja go okłamałem, a kiedy wyparłem się ojcostwa to dlatego, ze byłem święcie przekonany, ze nie mam syna – tłumaczył się. Znalazł się na dobrą sprawę w kropce. – Muszę to wszystko jeszcze przemyśleć, chłopak może żyć własnym życiem, bez ojca, bez większych rozczarowaŃ, które mu mogę zaserwować jak się nie sprawdzę w roli ojca – bo bał się tego jak cholera. – Nie krzyczę na Ciebie! – Zaprzeczył od razu i westchnął lekko, kiedy zdał sobie sprawę z tego, ze podnosi głos. – Spotykam się z dekadę młodszymi kobietami wiec akurat wiek to nic takiego, nawet w Twoim przypadku. Z problemami? – Zapytał, znów z nieukrywaną troską.
 
 
Sophia Lorenzo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-07-07, 19:51   

Czasem zwyczajnie nie było innego wyjścia. Trzeba było się zatrzymać, skupić chociaż raz na sobie i zastanowić się ogólnie nad swoim życiem. Sophia definitywnie tego potrzebowała. Okres buntu chyba ją ominął, na pewno w wieku nastoletnim, bo przecież zawsze zachowywała się jak prawdziwy aniołek. No, przynajmniej się starała, wiadomo. Każdy miał zalety, każdy miał wady, nikt nie był idealny i takie tam. - Uważaj, bo się zarumienię. - odparła całkiem beztrosko i, jak na trzydziestosześcioletnią dojrzałą kobietę przystało, pokazała bratu język. Hey, podobno każdy miał w sobie duszę dziecka! Tylko w niektórych budziła się ponownie czasem za wcześnie, a czasem za późno.. - Spokojnie. Na okres buntu już dawno za późno w moim przypadku, zresztą, chyba tylko tego brakuje do prawdziwej tragedii. - naprawdę niepotrzebnie się zamartwiał. A może Sophia po prostu źle się wyraziła? - Bardzo dobre podejście, to się chwali. - odparła, znów całkowicie szczerze. Taka prawda! - Po pierwsze, nie wierzę, że mógłbyś nie sprawdzić się w roli ojca. Po drugie, to właśnie powinieneś mu powiedzieć - wyparłeś się ojcostwa, bo byłeś przekonany, że on nie może być Twoim synem. Po trzecie, tu już nie ma nad czym się zastanawiać. - wytłumaczyła mu na spokojnie, próbując nawet na moment nie podnosić głosu, bo kłótni też im nie było potrzeba. O takich rzeczach trzeba było rozmawiać spokojnie. I tak, Henry był mężczyzną z problemami. Nie ujmując mu w żaden sposób, oczywiście, przecież nie o to chodziło.. - Wydaje mi się, że jest po prostu nie szczęśliwy. I z tym wiążą się wszystkie jego problemy. Stracił kilka ważnych dla siebie osób, a teraz, cóż, bardzo się do siebie zbliżyliśmy. No i mówię, wpakowałam się w związek. Ale nie musisz się martwić. To dobry człowiek. Tyle że ja wciąż nie jestem pewna, czy się nadaję.. - odwieczny problem Lorenzo, znany już chyba całemu światu. Zawsze była święcie przekonana, że nie nadaje się na żadne związki, małżeŃstwa, nie wspominając już o macierzyŃstwie. Z drugiej strony, umieranie w samotności średnio jej się podobało.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Boston


44

chirurg

już nie kawaler

Wysłany: 2015-07-09, 20:31   
  

  
  
  
  
  

  
  
Love me tender, love me sweet, never let me go.


Felix i tak uważał, że jego siostry to po prostu anielice, grzeczne istoty, które nigdy nie zaznały młodzieŃczego buntu czy też nie nabrały złych nawyków. Może nigdy nie chciał dostrzegać, że każdy w życiu popełnia błędy, wiec jego siostry również. Człowiek powinien uczyć się na własnych błędach, wiec Sophie zamiast być grzeczną też powinna parę popełnić. Mimo wszystko, nie z nim te rozmowy, w koŃcu był ich bratem, nie widział tego złego. – Nic nie szkodzi – odparł z rozbawieniem. RumieŃce są urocze, wypięty język też. – To dobrze, jeszcze brakowało bym teraz musiał to przechodzić z Tobą – dzieci ponoć szybciej się uczą, a bunt w takim wieku mógłby być niebezpieczny. – Czekaj, tragedii? – Tutaj się zmartwił. – No bo taka prawda, życie dopiero się zaczyna, wcześniej to była taka rozgrzewka – zaśmiał się lekko i liczył, ze siostra podziela to zdanie na własnym przykładzie. Wsłuchał się jednak w następne słowa siostry i lekko się uśmiechnął. – Myślisz? – No on by taki pewny tego nie był, że się sprawdzi w roli ojca, ale takie słowa pokrzepiające! – Pewnie tak zrobię, jak inaczej miałbym się tłumaczyć – wzruszył lekko ramionami. – Skoro tak mówisz, wierzę na słowo – licząc, ze nie spotyka się z jakimś dziwnym typkiem co by ją skrzywdził. Wtedy byłoby nieciekawie. Dopiero po chwili do niego dotarło co powiedziała. – Czemu miałabyś się nie nadawać? – Zapytał, nie rozumiejąc.
 
 
Sophia Lorenzo
[Usunięty]

Wysłany: 2015-07-28, 13:59   

Przez całe życie popełniała głównie jeden, ale za to bardzo poważny błąd. Pokładała wiarę w ludziach, będąc po prostu bardzo naiwną istotą, która dawała się wykorzystywać przez swoje dobre serce. Uczyła się na własnych błędach, chociaż czasem jej to najzwyczajniej w świecie nie wychodziło i potykała się o ten sam kamieŃ. Pomimo dojrzałego wieku, dużej wiedzy o życiu, wciąż zdarzały jej się pomyłki. W koŃcu nadal pozostawała tylko zwykłą kobietą, prawda? Przewróciła teatralnie oczami, widząc rozbawienie brata z powodu jej narzekania na rumieŃce. Nie lubiła, po prostu. - Boże, Felix, zawsze byłeś bardzo opiekuŃczy, ale bez przesady. Albo ja jestem teraz zwyczajnie wredna.. Tak czy siak, nie będzie żadnej tragedii. - zapewniła go spokojnym tonem, dodając do tego przyjaznego całusa w policzek. Skinęła lekko głową, na razie woląc po prostu nie przyznawać się do tego, że jego zdania nie podzielała całkowicie.. Sama uważała, że miała już trochę lat na karku i powinna chociaż spróbować się jakkolwiek ustatkować. Szkoda, że coś jej nie wychodziło. - Oczywiście, że tak! Jesteś wspaniałym mężczyzną, cholera by Cię, naprawdę. Za dużo myślisz. Poradzisz sobie, a w razie czegoś i tak nadal masz mnie. - tak, pomoc otrzymałby zawsze, o każdej porze dnia i nocy. - Chyba muszę to po prostu przemyśleć. Nie nadaję się, bo wiesz, wolę żyć sama, zachować swoją niezależność, którą przecież bardzo cenię, ale.. Z drugiej strony czuję się cholernie samotnie. Muszę pomyśleć, po prostu. - wzruszyła lekko ramionami, a jako że ta gra się nam już trochę ciągnie, pozwolę sobie tutaj zakoŃczyć. Na pewno pogadali jeszcze na milion innych tematów, trochę sobie wypili i było bardzo sympatycznie. Tak.

zt. x2
 
 
Marcus Vael
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-15, 01:49   

Marcus ostatnio miał się świetnie. Jego życie ruszyło się do przodu odkąd poznał Jeanne, a teraz pędziło jeszcze szybciej. Głównie swój czas dzielił między pracą, Jeanne i Malakayem, oraz swoim psiakiem. Jednakże, nie mógł także zapomnieć o innych ludziach których znał, to by było nie fair, tak więc tego pięknego dnia umówił się z Jeremym. Trochę się już nie widzieli, ale wiadomo, każdy z nich miał jakieś tam swoje życie, swoje sprawy, był zajęty, ale najważniejsze jest to, że im się udało jakoś to spotkanie zorganizować. Umówili się na wieczór w jednym z BostoŃskich pubów, dziś padło to na 'Aventine', jakoś tak wyszło, że Marcus tutaj wcześniej nie był i uznał, że chętnie pozna to miejsce. Jeremy nie miał nic przeciwko, więc po prostu mieli się tam spotkać na miejscu. Vael jak zawsze po pracy zajął się psem, później napisał do Jeanne, że idzie z kumplem na piwko no i o umówionej porze stawił się w lokalu. Jak to on, był trochę przed czasem, bo był zdania, że nie wolno się spóźniać, bo ktoś kto się spóźnia nie szanuje czasu drugiej osoby. Jednak przyjaciołom zawsze wybaczał jak się spóźniali, taki typ. Siadł przy jednym ze stolików na zewnątrz bo wieczór był ciepły, zamówił dwa zimne piwka i czekał na towarzysza dzisiejszego spotkania.
 
 
Jeremy Juliard
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-15, 11:47   

/Po wszystkich grach

W życiu Jeremiego w ostatnim czasie również naprawdę sporo się działo. Dużo pracy w klubie, rozmowa o pracę w Cannon Design, wypadek Taissy, wprowadzenie się do jego mieszkania kuzynki Isabelli, a to i tak jeszcze nie wszystko. Jeszcze kilka rzeczy można by było wymienić, ale trzeba, bo to i tak już jest dużo.
Od jakiegoś czasu nieco więcej uwagi poświęca swojej przyjaciółce Taissie, dziewczyna tymczasowo wylądowała na wózku, a on nie miał serca zostawić jej z tym wszystkim samej. Z drugiej strony też ona czasami pewnie miała dosyć jego troski, dlatego na przykład dzisiaj postanowił jej dać odpocząć od swojej osoby. Dzisiejszego wieczoru miał wolne w pracy, to aż dziwne, bo od początku wakacji chyba przez wszystkie weekendy pracował. Jutro już idzie do pracy, ale dziś jeszcze ma wolne, dlatego chętnie umówił się na piwo z przyjacielem, z którym nie widział się już od jakiegoś czasu, właśnie ze względu na to jak wiele ostatnio dzieje się w jego życiu. U Marcusa chyba też nie wieje nudą, bo on również nie skontaktował się z Jeremym.
Jako środek transportu wybrał taksówkę, w niej jest jednak o wiele mniej bakterii i zarazków niż w autobusie czy metrze. Samochód zatrzymał się pod samym pubem, a Jeremy wysiadając z taksówki dostrzegł przyjaciela siedzącego przy jednym ze stolików w ogródku. Zapłacił taksówkarzowi i podszedł do kumpla. On również był kilka minut przed czasem, bo wyznaje tę samą zasadę do Marcus.
- Cześć stary. - przywitał się i wyciągnął dłoŃ do przyjaciela. - Co słychać? - zapytał siadając na wolnym krześle przy stoliku.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8