Poprzedni temat «» Następny temat
Aventine
Autor Wiadomość
Jane Wu


Wysłany: 2016-10-17, 14:56   

Jane znana była ze swojego zamiłowania do siedzenia na kanapie z kieliszkiem wina (oczywiście mówiąc "kieliszkiem" mam na myśli kieliszek litrowy), więc opcja takiego spotkania z przyjaciółką była bardzo kusząca, ale też całkowicie do przewidzenia. Kiepsko jednak popadać w rutynę, więc może dobrze im zrobi znalezienie się w nieco innej sytuacji. Tym bardziej, że Jane od momentu wprowadzki do nowego mieszkania unikała siedzenia na kanapie przed telewizorem, a raczej unikała kontaktów ze swoimi współlokatorami. Co prawda z Basilem upiła się szampanem i poczuła się miło przyjęta, ale za każdym razem gdy wchodziła w drogę Ethanowi i próbowała go zagadać, wyczuwała chłód z jego strony. KoŃczyły jej się pomysły na zagadywanie w stylu "gdzie kupiliście stół" albo "mleko się koŃczy", więc nowym planem działania było zamykanie się w pokoju i czekanie aż współlokatorzy sami zapukają do drzwi i zaproponują wspólny wieczór z planszówkami, co niestety wciąż nie następowało. Wizyta Kathleen pewnie jeszcze wszystko by skomplikowała. Ach, wygląda na to, że obie przyjaciółki mają problemy z młodziakami... He he he. W każdym razie los chyba nie był zadowolony z tego, że plany zostały zmienione w ostatniej chwili i postanowił zemścić się na biednej Wu, a przecież to nawet nie była jej wina! Po prostu gdy Harper dała jej znać o zmianie miejsca, nasza Chinka była jeszcze w totalnej rozsypce i siedziała w dresie, wciągając żelki i oglądając śmieszne filmiki z kotami. Była przekonana, że ma jeszcze mnóstwo czasu zanim przyjaciółka ją odwiedzi i zdąży się ogarnąć, ale nagle się okazało, że musi czym prędzej wychodzić z domu i dojechać do wskazanego baru. W pośpiechu doprowadziła się do porządku i w obawie, że spóźni się na spotkanie, złapała pierwszy autobus jaki zobaczyła, nie sprawdzając jego numeru i dopiero po dłuższej podróży zaczęła się orientować, że jedzie w inną stronę niż powinna. Żeby dotrzeć do Aventine z drugiego koŃca miasta musiała złapać dwa kolejne autobusy, a kiedy w koŃcu zaszczyciła Kathleen swoją obecnością, była już do tyłu o parę kieliszków. Nie fair!
- Kiedyś uda mi się wyjść z domu i dotrzeć do celu bez żadnych przeszkód, zobaczysz. - rzuciła na przywitanie, żeby je obie przekonać do czegoś, w co sama nie wierzyła. Zrzuciła z siebie płaszcz i klapnęła na krzesełko, szybko obrzucając zazdrosnym spojrzeniem kieliszek Kathleen. Odwróciła się w stronę baru i wskazała na wino przyjaciółki, licząc na to, że czym prędzej nadrobi zaległości. Zasłużyła sobie. Obie zasłużyły. - Ugh! Mieszkam z jakimiś studentami. Nawet nie wiem dokładnie, czy są studentami, bo oczywiście jestem dla nich babcią, z którą nie chcą rozmawiać, bo boją się, że zadzwonię na policję, że jarają trawę albo coś takiego. - zaczęła marudzić i wyolbrzymiać trochę. Kathleen nie pozna punktu widzenia pozostałych mieszkaŃców, więc równie dobrze Jane może przedstawić siebie jako tą pokrzywdzoną.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-18, 19:38   

W tej kwestii poróżniała je jedynie wielkość kieliszka, z którego pochłaniały wino. Kathleen preferowała jednak standardowe rozmiary szkła i dolewki, ale zamiłowanie do picia tego trunku i siedzenia na kanapie podzielała. Co prawda nie robiła tego całymi dniami, bo miała swoje obowiązki związane z wychłodzonymi ciałami, które traktowała skalpelem, ale po takich czynnościach wino było istnym zbawieniem. Ostatnio jednak ten rodzaj alkoholu oszukał jej logikę i zaprowadził ją do łóżka z o siedem lat młodszy sąsiadem, którego nie znała od dziś. Ich relacja opierała się na długotrwałym unikaniu, bo już kiedyś mieszkali po sąsiedzku i już kiedyś mieli podobny epizod razem. Chyba powinna przestać ufać alkoholowi, który miał być napojem spokoju, bo właśnie do życia Kathleen wkradł się chaos i w głównej mierze dlatego, że odczuwała jakby większe szczęście z tego zdarzenia, a nie powinno tak być. To wszystko komplikuje! Mężczyźni są źródłem komplikacji i burzą to co budowała od wielu lat żyjąc w celibacie – spokój. Zwyczajnie tego co zaszło nie rozumiała, tak po prostu. Dlatego bez chorobliwych staraŃ, ale mimo wszystko starała się uniknąć zetknięcia sam na sam z Tylerem, a dodatkowo starała się nie myśleć, bo za każdym razem gdy wracała do tego zdarzenia miała to dziwne uczucie w podbrzuszu i łapała się na uśmiechu, jakby co najmniej wspomnienia wprowadzały ją w jakiś dziwny stan szczęścia. WTF? Była dorosłą, poważną patolog w BPD dzielącą dach z żółwiem i zwiastującą sobie spokojną przyszłość. Lubiła spokój, ceniła sobie go bardziej niż każde inne odczucie. Dlaczego tak bardzo zależało jej na spokoju i kontroli? Bo już raz je utraciła. Miała wtedy siedemnaście lat i wszystko co odczuwała to paniczny strach – depresja i zaburzenia lękowe spowodowały, że utknęła w łóżku w obawie przed światem i przyszłością. Wyszła tego i zbudowała sobie życie na tym, że była samotna, miała dobre wykształcenie i pracę, przez co nie potrzebowała większych uniesieŃ. Bała się ich, a teraz te zupełnie nowe dla niej odczucia powodowały strach i dlatego tak szybko pochłaniała kieliszki wina czekając na przyjaciółkę, bo pozwalały jej zagłuszyć myśli o tym co zaszło i jakie wiążą się z tym uczucia.
Zaśmiała się lekko słysząc przywitanie. - Zacznij od niewielkich dystansów jak na przykład wynoszenie śmieci, dojście na przystanek, do sklepu... a może kto wie, z czasem wyrobisz się w unikaniu przeszkód? - uwielbiała to w Jane chyba najbardziej. Była trochę przeciwieŃstwem Kathleen i czasem jej tego zazdrościła.
Spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem. - Babcią? Lepsze to niż bycie obiektem westchnieŃ młodziaków - stwierdziła uśmiechając się wymownie. - Poza tym w koŃcu się przełamią, daj im trochę czasu. Musisz ich jakoś przekonać do siebie... i chwila... jarają trawkę? - jak mówiłam, pracuje w BPD.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-10-21, 22:17   

Jane była zbyt leniwa, by co chwilę dolewać sobie wina do kieliszka, skoro mogła za jednym razem opróżnić całą butelkę i zalegnąć na kanapie w jednej pozycji bez potrzeby ruszania się. Oczywiście też miała swoją pracę i obowiązki, ale po to istnieje praca, żeby istniał też po niej odpoczynek i z tego drugiego Jane uwielbiała korzystać, tym bardziej z kieliszkiem na kanapie. W swoim nowym mieszkaniu, w którym wciąż czuła się jak gość, w dodatku niechciany, przez co chodziła na paluszkach, zamiast odprężać się na kanapie w salonie, rozkładała się w łóżku z butelką (nawet nie kieliszkiem, bo trzeba by było potem iść do kuchni i go umyć, a nie wiadomo, czy komuś by przypadkiem tym samym nie przeszkodziła). W jej przypadku alkohol nie doprowadzał do żadnych głupich sytuacji, których potem miałaby żałować. Z jednego prostego względu: na trzeźwo przytrafiały jej się głupsze momenty, przypadkowe lub wywołane przez nią, które analizowała potem przez kilka lat i żałowała, ale nie było sensu zwalać winy na alkohol, skoro tak oczywiste było, że winić należy los - niesprzyjający zawsze i wszędzie. Nie znała pojęcia "spokoju" w takim samym sensie jak odczuwała go na co dzieŃ Kathleen. Sama Jane nie zadręczała się też aż tak bardzo swoimi życiowymi porażkami - owszem, myślała przed snem o tym, że mogła coś powiedzieć, zrobić inaczej i że na pewno wszyscy mają ją za idiotkę i pamiętają o tej jej nieistotnej wypowiedzi sprzed ośmiu lat, ale... Takie sytuacje były codziennością i nauczyła się też śmiać z siebie i podchodzić do życia z trochę większym dystansem, bo i tak wszystko pójdzie nie tak. Chyba nie nadawała się na osobę pocieszającą taką Kathleen albo dającą jej rady. Zdecydowanie różniły się od siebie.
- Opowiedziałabym ci co mi się raz przytrafiło jak wyrzucałam śmieci, ale może jednak nie, bo i ty stracisz we mnie wiarę. - zaśmiała się. Miała historię na każdą okazję... chociaż większość rzeczywiście lepiej przemilczeć. Tu akurat nie było czego Jane zazdrościć. Nie sądzę, by Kathleen cieszyła się, gdyby musiała nurkować w śmieciach, bo przypadkowo wyrzuciła klucze do kontenera. - Teraz są te wszystkie MILFy, może i babcie im się podobają. - machnęła ręką. Nawet by nie przyszło jej do głowy, że może być obiektem westchnieŃ młodziaków. Albo kogokolwiek. Albo żeby Kathleen była obiektem westchnieŃ młodziaków. Swoją drogą, siedem lat młodszy sąsiad? Tyler taki młody, że mam wrażenie, że jest wampirem (hehe) i w ogóle się nie starzeje. Ej, okej, nie wiem czemu ja to wam mówię, ale według kart jest między nimi pięć lat różnicy... Dagna szpieg. - Nie wiem, skąd mam wiedzieć? W nic mnie nie włączają. - wzruszyła ramionami. Może i nie była szczególnie chętna do jarania trawy z młodziakami, ale miło by było, gdyby chociaż poczuła się zaproszona do ich życia. W koŃcu już była w pewien sposób z nimi związana, czy tego chcieli czy nie.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-26, 21:13   

Kathleen chyba wolała pracować, ale to z jednej strony, bo z drugiej wcale nie chciała ludziom życzyć śmierci tylko dlatego, żeby ona miała co rozcinać w pracy. Logiczne. Siedzenie w domu też było przyjemne, ale musiała mieć pewną równowagę i choć nadmiar pracy przyjmowała z otwartymi ramionami, tak większa ilość wolnego czasu zaczynała ją w pewnym momencie irytować, bo zwyczajnie nie wiedziała co z sobą zrobić. Była dziwakiem, ale tylko trochę. Lubiła pracować, chodziła spać w okolicach dwudziestej pierwszej lub dwudziestej drugiej, wstawała o świcie no i jako ścieżkę kariery wybrała krojenie trupów, a nie ratowanie chorych, ostatnio uprawiała seks pierwszy raz od kilku dłużących się lat, widziała w mężczyznach potencjalnych psychopatów i wcale nie była odważną, pewną siebie kobietą sukcesu. Pomimo tego była rozsądna i przekonywała wszystkich (razem z sobą), że spokój to rzecz święta i jest szczęściarą, że w jej życiu taki panuje. Właściwie panował. Po pierwsze – seks z sąsiadem. Po drugie - poszła do baru. Z czasem będzie po trzecie i czwarte, aż pewnego dnia obudzi się i będzie krzyczeć w poduszkę: dlaczego i kiedy jej życie się skomplikowało.
- Dlatego musisz zaczynać od małych kroczków, skoro w drodze na śmietnik już przydarzają się dziwne sytuacje - zaśmiała się lekko. - I nie martw się, ja tak łatwo wiary nie tracę - łatwo, toż to pewnie zabrzmiało jak komplement.
Wcale nie poczerwieniała lekko i wcale nie zakaszlała lekko krztusząc się winem. - Przepraszam, za duży łyk - a raczej za duża różnica wieku. Była plotka, która dotyczyła jej i MILF, a biorąc pod uwagę ostatnie zdarzenia... cóż, westchnęła lekko. W karcie jest wiek i data: patrz na wiek, a nie na datę, to wtedy jest prawie siedem. Kathleen ma już prawie 33 lata, o zgrozo. Zabawne, że miała zaledwie osiemnaście lat jak poznała Tylera, jeszcze dzieciaka... a teraz takie cuda się dzieją.
Zaśmiała się lekko. - Kto by się dzieciakami przejmował! Ważne, że masz gdzie spać - stwierdziła dość optymistycznie, że aż dziwnie.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-11-04, 19:59   

Życie Jane też toczyło się raczej monotonnym rytmem. Rutyna: chodzenie do pracy, robienie z siebie idiotki publicznie, nieudane randki, marudzenie z koleżankami, oglądanie seriali. Każdy dzieŃ niby był inny i przynosił nowe, zaskakujące sytuacje, a jednak po pewnym czasie można było już przewidzieć jak kolejny dzieŃ się potoczy i jak bardzo wszystko pójdzie nie tak. Jane przyzwyczajona była do takiego rytmu, jednak nie czuła się w nim bezpieczna czy spokojna. Wolałaby, aby wydarzyło się coś szalonego, co wywróciłoby jej świat do góry nogami... ale tylko w dobrym sensie, tak. Nie potrzebowała wielkich pechów i zawalania się życia, wystarczyły jej małe pechy, przez które powinna zasłużyć na duże szczęście.
- Nie wiem jakie są jeszcze mniejsze kroczki. Spacer z pokoju do kuchni, żeby wyrzucić śmieci? - wymyśliła po dłuższym zastanowieniu, tak jakby to była bardzo ważna kwestia. Sama uważała, że nie potrzebuje małych kroczków, bo to nic nie da, ale skoro Kathleen twierdziła inaczej, trzeba było się z nią zgodzić. Spojrzała podejrzliwie na przyjaciółkę, kiedy ta się zakrztusiła, ale w spokoju upiła łyk wina. - Ale serio, wyobrażasz sobie? Być obiektem westchnieŃ młodziaków? To właściwie całkiem niezły komplement, oni zazwyczaj są wybredni. Chociaż nie, ja bym nie chciała być z młodszym. Czułabym się właśnie jak taka babcia. - kontynuowała temat jak gdyby nigdy nic. Zdawała sobie sprawę z nieszczęsnego finału znajomości Kathleen z innym młodziakiem, ale najwyraźniej minęło na tyle dużo czasu, że uważała, że może się na ten temat beztrosko rozgadywać bez przywoływania przykrych wspomnieŃ. Dobrze, że rozkminia ten temat, w przyszłości jej się przyda, hehe. I wiedziałam, że na Bostonie jest zaburzona czasoprzestrzeŃ, ale teraz to już zupełnie się pogubiłam i nie wiem jak czas płynie. Moje postacie się starzeją, a Ty mi mówisz, że nie powinny. Każdy BostoŃczyk jest na innym etapie i w innej czasoprzestrzeni, ups. - To prawda. - pokiwała energicznie głową.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-09, 22:47   

To były piękne czasy, kiedy Kathleen miała styczność z monotonnym rytmem. Praca, jakiś trup do pocięcia, powrót do domu, obiad, krzyżówki, programy naukowe, kąpiel, wino, spanie. Chciała to jednak kontynuować w tej posiadłości, która była prezentem od rodziców i tak jej spokój został zakłócony. Sąsiedzi... a raczej jeden konkretny.
Zaśmiała się lekko. - W Twoim wypadku może właśnie lepiej zacząć od takich, jak się sprawdzi będziesz miała z tego radość, a ona zawsze wpływa pozytywnie na dalsze poczynania, więc kolejna dłuższa tym razem trasa może być udana i tak z czasem będzie lepiej. Zobaczysz - była pewna.
Dzielnie znosiła słowa przyjaciółki, nawet przytakiwała z poważnym wyrazem twarzy i upiła łyka wina. Takiego łyka, że aż opróżniła kieliszek, a odstawiając go strzeliła dość mocno (na szczęście się nie rozbił) i powiedziała niespodziewanie. - Stop, stop, STOP. Przepraszam. Nie mogę - wyjaśniła i westchnęła ciężko spoglądając na przyjaciółkę wymownie. - Spałam z Tylerem... wiesz którym, ten młody chłopak - a widząc znajomą minę musiała się wytłumaczyć, ze wcale nie wracają do wspomnieŃ sprzed wielu wielu lat - jakiś czas temu – bo dobrze wiedziała, że w pierwszym momencie przyjaciółka pomyślała o sprawie sprzed lat, z którą była zaznajomiona. Szybko spojrzała na barmana i poprosiła o dolewkę. Głupio jej było słuchać o tym wszystkim nie uświadamiając jednocześnie przyjaciółki, ze w sumie znajduje się trochę w takim położeniu i wcale nie czuła się jak babcia... czuła się wspaniale. No może gdyby odjąć Tylerowi jeszcze pięć lat... nie. Wtedy pewnie też czułaby się wspaniale. Oni też się starzeją, ale tam w karcie jest błąd, ale w sumie nie wiem jak to w prosty sposób wytłumaczyć, bo po winie które właśnie wypiłam wszystko komplikuje.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-11-14, 22:08   

Jane powiedziałaby, że Kathleen powinna się cieszyć. Lepiej przespać się z sąsiadem niż bać się zajmować łazienkę przez dłużej niż pięć minut, żeby współlokatorzy jej totalnie nie znielubili. Ech, utrzymywanie relacji z ludźmi, pośród których się mieszka takie trudne...
- O. Dzięki. To dziwnie... motywujące. - stwierdziła, przyglądając się przyjaciółce podejrzliwie. Była dziwnie radosna, namawiała Jane do pozytywnego nakręcania się i tak dalej. Zwykle było odwrotnie, ale na tym spotkaniu nie zdążyły jeszcze do tego dojść, bo Jane nie skoŃczyła jeszcze etapu narzekania. Harper wyprzedzała fakty i zaburzała porządek spotkania. Kiedy wyskoczyła ze swoimi rewelacjami, Chinka przygryzła wargę. - Okej, wiem, pamiętam, ale tak jak mówisz, to było jakiś czas temu i zupełnie nie miałam na myśli ciebie i jego... Tak tylko sobie gadam, nie musisz tego brać na poważnie i w świetle moich słów oceniać swojego zachowania sprzed stu lat. - zaczęła się od razu tłumaczyć, jednak całe jej tłumaczenie oparło się na fakcie, że słowa "jakiś czas temu" można różnie zinterpretować. I dawne i nowe "jakiś czas temu" pasowało do sytuacji, a Jane najwyraźniej nie posądzała Kathleen o takie szaleŃstwo, choć jej przejęcie się głupotami paplanymi przez Wu było co najmniej zastanawiające. A widząc, że przyjaciółka już załatwia sobie dolewkę, choć i tak jest do przodu o te parę kieliszków, Jane też czym prędzej opróżniła swój.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-19, 23:04   

To podejrzliwe spojrzenie przyjaciółki wcale nie było fajne, bo od razu w rezultacie tego Kathleen zaczęła się głowić na tym czy jest jakaś inna, czy mówi niewyraźnie, czy coś się zmieniło? Może faktycznie była zbyt radosna, optymistyczna, mało racjonalna i nie do koŃca była tą Kathleen co zazwyczaj. W sumie to nic dziwnego, skoro po tylu latach trafiła z kimś w koŃcu do łóżka... w dodatku z nie byle kim tylko Tylerem. To naturalne, że zachowywała się trochę dziwacznie. Na słowa przyjaciółki tylko uśmiechnęła się, nieco bezradna.
Już na samym wstępie wiedziała, że zawaliła sprawę i wypowiedziała się dość nieporadnie i niedokładnie na dany temat, ale dała przyjaciółce skoŃczyć myśl, aby wziąć głęboki oddech i wyjaśnić. - Używając słów 'jakiś czas temu' nie miałam na myśli zachowania sprzed stu lat lub dekady, jak kto woli – bo Harper uznała za przesadę to całe sto lat, phi i szybko dodała - tylko chodziło mi o ten rok – i to by było na tyle. Siedziała i czekała na reakcję przyjaciółki, pewnie gdyby chodziło o zdarzenie, które miało miejsce gdy studiowała to nawet nie przerwałaby jej w połowie zdania, ale gdy rozmawiały na takie tematy dotyczące relacji między mężczyznami, a kobietami (co już było dla niej sporym wyzwaniem i były u niej źródłem skrępowania) i poniekąd dotyczyły one jej samej to po prostu po dwóch już, a może nawet trzech lampkach wina nie potrafiła się pohamować. Musiała się wygadać.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-11-27, 17:10   

Jane też zawsze zachowywała się dziwacznie, więc się dobrze dobrały i raczej nie sądzę, by miały w zwyczaju analizować siebie nawzajem. Lekka zmiana w zachowaniu Kathleen była widoczna na pierwszy rzut oka, ale Jane jeszcze się w to nie zagłębiała. Jeszcze. Zresztą nie musiała się długo nad całą sprawą głowić, bo za chwilę Harper sama już jej wszystko wypaplała i zagadka się rozwiązała.
- O ten rok? - powtórzyła za nią. - Nic mi nie mówiłaś wcześniej. - zauważyła ze zdziwieniem. Przyjrzała się przyjaciółce badawczo, a widząc jej pełne poczucia winy spojrzenie, zaczęła mruzyć oczy i analizować ją tym bardziej. - Czekaj... - powiedziała bardziej do siebie, wskazując na Kathleen. - Pochłaniasz wino szybciej ode mnie. Cała promieniejesz. Kathleen Angelo Harper! Uprawiałaś seks! - rozdziawiła buzię z pewną dozą dumy i radości, ale nie z powodu zaskoczenia, że niby przyjaciółce nigdy w życiu nie mogłoby się to zdarzyć, tylko raczej dlatego, że ta zawsze pozostawała dość wstrzemięźliwa, nawet w dyskutowaniu na takie tematy, a teraz Jane poskładała wszystko w jedną całość i przyłapała ją na gorącym uczynku... no prawie. Nie chciałaby jej dosłownie przyłapywać na gorącym uczynku, zrobiłoby się niezręcznie. Wystarczy, że swoich dawnych współlokatorów przyłapywała i przez to kazali jej się wynieść z mieszkania.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-11-30, 21:09   

Kathleen chyba analizowała wszystko i wszystkich, ale aktualnie była pod wpływem działania ostatniej sytuacji w jakiej się znalazła więc mogła nie zauważyć dziwactw Jane, która z reguły była dość roztrzepaną osóbką. Harper nie była jedną z tych, które zwierzają się z każdego szczegółu życia swoim przyjaciółką, bardziej wsłuchiwała się w problemy innych, starała się je rozwiązać, wspierała, a własną osobę i problemy zostawiała na koniec jeśli starczyło czasu. Dzisiaj jednak była inna, jak przez kilka ostatnich dni. Po prostu świat jej trochę zawirował, bo w koŃcu dała się komuś przelecieć i chyba zapomniała jakie to fajne i nie potrafiła już sklecić sensownego powodu dlaczego tego unikała, ale mniejsza.
Westchnęła lekko. - Przecież mówiłam, a nawet jeśli to w sumie kiedy miałam Ci powiedzieć - wzruszyła bezradnie ramionami. Przyjęła to całkiem spokojnie, że az sama Harper uśmiechnęła się od ucha do ucha... przedwcześnie. Dopiero widząc jak przyjaciółka na nią wskazuje zdała sobie sprawę z tego, że ta dopiero co poskładała wszystkie fakty w całość i w efekcie na jej twarzy szybko pojawiły się wypieki, a to nie często się zdarza. Jednak wino, ciepło, iiii WSTYD. Tym bardziej gdy Jane wykrzyczała to tak głośno, a Kathleen skrzywiła się lekko jakby co najmniej była dzieciakiem i słowo 'seks' wywoływało u niej nieprzyjemne dreszcze. - Głośniej, bo bezdomny grzebiący w koszu na rogu Cię nie usłyszał - stwierdziła, ale szybko się uśmiechnęła. - Tak jakoś wyszło, piliśmy wino i wiesz... - spojrzała na swój kieliszek, a potem na przyjaciółkę i poruszała znacząco brwiami. - Strzeż się, dzisiaj tez piję wino – nawet takie żarty z ust Harper nigdy nie wychodziły. Trzeba dorwać Evansa i zapytać co zrobił z Kathleen?! Cholibka!
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-12-05, 19:41   

Jane też nie będzie mogła pojąć, czemu u licha Kathleen unika swojego seksownego sąsiada, z którym wylądowała w łóżku? Po pierwsze, czemu nie chciałaby widzieć kogokolwiek, kto jest tak przyjemny dla oka, a po drugie, tym bardziej, jeśli można mieć z tego korzyści?! Po trzecie, znowu!, można patrzeć na kogoś takiego bez koszulki. Jak Kathleen nie chce, to Jane chętnie się z nią zamieni. Ją tylko znowu matka swatała, a na tejże ustawionej randce dostawała zatrucia pokarmowego i spędzała wieki w łazience nieznajomego faceta. Serio, ten jeden raz niech to Harper zacznie od swoich opowieści, bo Wu zdecydowanie nie chciała wspominać swoich.
- O matko, ty przez "jakiś czas" temu masz na myśli "ostatnio". - nadal nie mogła wyjść z podziwu jak to Kathleen nią zręcznie zmanipulowała, no normalnie jak twórcy "Szóstego zmysłu", do ostatniej chwili nie domyślała się zakoŃczenia i nie mogła złożyć układanki w jedną całość. - Masz rację, niech usłyszy, to wielkie wieści! - stwierdziła z rozbawieniem. Przyjaciółka niepotrzebnie poczuła wstyd, przecież Jane w tym momencie nie mogła się bardziej rozpromienić. Najwyraźniej kibicowała Kathleen i temu, żeby się trochę rozruszała w łóżku... Nie poświęcała temu wcześniej więcej czasu do namysłu, ale skoro już się zdarzyło, to przecież trzeba się cieszyć i kibicować. Na żart przyjaciółki od razu się roześmiała i złapała za cycki, żeby je chronić. - Ode mnie się trzymaj z daleka, ale wiem, kto inny powinien się strzec! Albo właśnie nie strzec... - zaczęła się zastanawiać. Lepiej się napije więcej wina. Spojrzała badawczo na rozmówczynię. - To co teraz? - rzuciła tak po prostu. Była trochę zagubiona w radosno-wstydliwych reakcjach przyjaciółki, więc musiała się dopytać, jak sprawy stoją.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-08, 22:19   

I nigdy tego nie pojmie. Kathleen była specyficzną osobą od zawsze. Cholera wie kim są jej biologiczni rodzice skoro wyrosła na tak nierozgarniętą psychicznie, a zarazem na geniusza, który świetnie potrafi to ukryć. Wszystkie pytania Jane można podsumować faktem, że Harper przez długie lata zamiast - jak przystało na normlaną kobietę - zgodzić się na kolację na którą zapraszał ją przystojny mężczyzna, ale ona wolała mu podsunąć pod nos kartkę ze skierowaniem na badania psychiatryczne i ewentualnie mogła się zgodzić. To wyjaśnia czemu tak długo nie uprawiała seksu. Drugą sprawą jest Tyler, specyficzna osoba, do której w tej kwestii miała mniejsze opory, ale z drugiej strony znała go chyba lepiej niż inni i mogła mieć swoje obawy. Po części też chciała go chronić, ale złym pomysłem jest zagłębianie się w to skąd się to wzięło, naprawdę. To zabawne, że z jednej strony Kathleen chce go unikać, a z drugiej wydrapałaby oczy konkurencji, która lgnie do niego.
Przytaknęła lekko i uśmiechnęła się niepewnie. Trochę nie ogarniała podziwu z tej sytuacji, przecież nie dostała nobla, ani nie dokonała jakiegoś zjawiskowego odkrycia w dziedzinie sekcji zwłok, tylko przespała się z chłopakiem odrobinę młodszym, ale wystarczająco by kobiety w sąsiedztwie po wypłynięciu tej informacji mogły spoglądać na nią z pogardą, pod którą ukrywać będą zazdrość. - Tak kochana, ostatnio – no co miała powiedzieć? Tylko uciszała ją, kiedy ta prawie poinformowała cały bar, że zaliczyła. - Jane - syknęła cicho ale nie złośliwie. Kathleen była bardziej zmieszana sytuacją. - Nikt się strzec nie musi, uwierz mi – to zabrzmiało jak przysięga celibatu na wieki, taka poważna. - Jak to co teraz? Znalazłam świetne oferty. Wiesz, że w Europie patolog to nie oblegane stanowisko? Mogę się pakować i jechać spontanicznie - *głośny śmiech widowni* Kathleen i spontaniczność? Też mi coś! Mimo wszystko zaszycie się gdzieś na jakiś czas byłoby dobrą opcją.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-12-11, 13:12   

Trzeba było cieszyć się z małych osiągnięć. Niektórzy nie byli na tyle inteligentni, by kiedykolwiek mieć możliwość dostać Nobla albo nawet wyróżnienie na dyplomie zakoŃczenia szkoły, więc jeśli pojawia się takie osiągnięcie jak wylądowanie w łóżku z najprzystojniejszym sąsiadem albo zakoŃczenie Business Run, nawet jako ostatnia, ale zakoŃczenie i nie zabicie się po drodze, to trzeba świętować i już. Inaczej Jane już dawno by zwariowała, no ale z drugiej strony nie miała też większych ambicji, by rzeczywiście coś godnego osiągać. Aktualnie dla niej nawet dobry seks nie był za bardzo w zasięgu ręki, bo im była starsza, tym trudniej spotkać było normalnego mężczyznę, który w dodatku by od niej nie uciekł. Może własnie dlatego tak zainteresowała się sytuacją Kathleen, w koŃcu "życiem osobistym innych interesują się ci, którzy sami go nie mają", ewentualnie historia przyjaciółki dawała jej nadzieję na to, że i jej pewnego dnia się poszczęści.
Zmarszczyła nosek i przyglądała się chwilę Harper pełna konsternacji. O czym ta dziewczyna do cholery opowiadała? Jakim cudem przeszły od tematu seksu do wyjazdu do Europy? Jane miała wrażenie, że przegapiła jakąś istotną część rozmowy.
- Nie mówiłaś nic o planach wyjazdu z Bostonu... tym bardziej do Europy. - odparła nieco zagubiona. Pewnie dlatego takie plany nazywają się "spontaniczne". No ale tak, nie spodziewała się, by Kathleen z dnia na dzieŃ miała się spakować i wylądować gdzieś na drugim koŃcu świata. Zaraz połączyła jedno z drugim, trochę jej to zajęło, no ale można jej chyba wybaczyć. - Od kiedy seks jest powodem, żeby uciekać na inny kontynent? Był aż tak zły? - musiała poznać powody, dla których przyjaciółka chciała ją opuścić.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-13, 21:57   

Kathleen Harper po prostu wymyślała, bo bała się podzielić swoje życie na to dla siebie i na to dla kogoś. Wolała sobie żyć, snuć konkretne plany i spełniać każdy punkt, by potem kłaść się w swoim łóżku z uczuciem jakiegoś spełnienia bez zbędnych komplikacji po drodze. Seks to zawsze komplikacje, a w dodatku z jednym z przystojniejszych sąsiadów podwójnie utrudnia pewne sprawy. Zbyt szybko się gubiła ostatnio, była rozkojarzona i sporą ilość czasu poświęcała na wracanie pamięcią do tego wieczoru, w którym tak dobrze się bawiła i była zupełnie inna Kathleen niż na co dzieŃ. Jednocześnie było to przyjemne, ale też bardzo irytujące. Teraz już nie miała wpływu na to wszystko, bo Tyler Evans niewątpliwie wszedł butami w jej życie i prędko się go nie pozbędzie... tak właściwie pewnie nawet tego nie chce, ale należy do upartych osób i na pewno długo będzie walczyć z przyznaniem się do tego. Zarazem choć sprawiała wrażenie twardej kobiety łatwo było ją złamać, a ona bała się zranienia, które mogłaby otrzymać z jego strony.
Widząc zdziwioną minę przyjaciółki przekręciła oczami i westchnęła lekko. - Zwieje nim dopadną mnie konsekwencje mojego postępowania - powiedziała całkiem poważnie. - Właśnie nie... - powiedziała cicho. - Był, aż tak dobry... na tyle dobry, że aż polubiłam tamtą siebie... ale przywiązałam się do aktualnej siebie... nie lubię zmian, nie lubię kiedy on ma rację i ugh – nawet nie wiedziała co jej nie pasuje. Nie pasowało jej to, że namieszał jej w głowie.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-12-16, 23:03   

Jane miała inne podejście. Chciała znaleźć sobie kogoś, ale jednocześnie zaakceptowała możliwość, że może umrzeć w samotności na swoim łóżku, z którego od piętnastu lat nie będzie mogła wstać, bo będzie ważyć za dużo kilogramów. Pogodzenie z samotnością nie oznaczało, że zwariowałaby gdyby do jej życia wkroczył ktoś, komu zachciałoby się wywrócić je do góry nogami. Wręcz przeciwnie, przyjęłaby go z otwartymi ramionami. W żadnym wypadku by od niego nie uciekała do Europy czy Chin. No, chyba że wyjątkowo by jej się nie podobał. Ale chyba Kathleen tego o Tylerze powiedzieć nie może?
- A jakie to będą konsekwencje, hm? - spojrzała na nią poważnie. - No dalej, powiedz mi, co najgorszego może się stać. Wylądujecie jeszcze parę razy w łóżku? Fajna sprawa, nie widzę w tym nic złego. Zostanie kiedyś do rana i spali jajecznicę? No, rzeczywiście, straszne, lepiej uciekaj. - Jane zazwyczaj dopasowywała się do rozmówcy i przytakiwała mu nawet jeżeli uważała inaczej, ale tym razem nie zamierzała odpuszczać, bo wyglądało na to, że Kathleen sama nie wiedziała czego chce i właśnie nieogarnięta Jane musiała jej to powiedzieć. - Albo nigdy więcej się nie prześpicie i nigdy więcej nie będziecie musieli ze sobą rozmawiać i do tego wracać? Powiedz mi, który z tych scenariuszy sprawia, że chcesz uciec z kraju. - rozłożyła ręce, ciągle wpatrując się w przyjaciółkę, naprawdę oczekując od niej odpowiedzi, bo może jednak okaże się, że Harper ma jakiś istotny powód, a Jane zjebała przyjacielski pep talk. - Nikt nie lubi zmian. Zmiany są przerażające. Ale jeżeli nic nie będziesz zmieniała w swoim życiu, pewnego dnia obudzisz się i stwierdzisz, że coś jest nie tak, ale będzie już za późno. - dodała i opróżniła kolejny kieliszek. Kelner!
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 8