Poprzedni temat «» Następny temat
Aventine
Autor Wiadomość
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-26, 11:48   

Kathleen zdecydowanie wolała życie w samotności, a przynajmniej przez tak wiele lat swojego życia skutecznie to sobie wmówiła i nie widziała tego w takim świetle jak Jane. W głowie Harper nie przewijały się wizje otyłości i niemożności wstania z łóżka, bo zajadałaby samotność w towarzystwie wielkiego grona kotów czy innych zwierzaków. Widziała uciekające lata jako możliwość dokształcania się, stania się kimś, a krzyżówki rozwiązywane podczas samotnych wieczorów jako ćwiczenie na pamięć, która z wiekiem lubi płatać figle. Ona w odróżnieniu do wiele kobiet nie wyobrażała sobie mężczyzny u boku, gromadki dzieci i wnuków - choć zapewne było by to wspaniałe doświadczenie to do tej całej reszty potrzeba właśnie tego jedynego mężczyzny, a tutaj u Kathleen zaczynały się schody.
- Właściwie to już został do rana i nie przypalił jajecznicy – tak w ramach wytłumaczenia się, że to nie była nocna ucieczka, a rankiem nie została sama. - Takie, że jestem prawie o dekadę starsza, że on woli otaczać się gronem pięknych, młodych i długonogich kobiet, a ja jestem całkowicie inna. Ja się przywiązuję, dla mnie parę razy w łóżku to nie tylko przygoda i nie mogę w tym wieku pozwolić sobie na takie małe uniesienia - miłosne? Może po prostu się postarzała , a może zwyczajnie bała się mu zaufać, może jak każdy człowiek chciała uniknąć zranienia. - Ja nie chcę wyciąć go ze swojego życia, zapomnieć i uciec, ale to zdecydowanie lepsze od tkwienia tu. To niepoprawne, ja byłam nastolatką, a on jeszcze dzieciakiem... a teraz – ta chwila... moment! Chyba Kathleen zabrakło argumentów. To oczywiście powód do tego, aby Jane właśnie przeszła przemianę i chodziła dumna ze swojego życia jak nikt inny, bowiem nikt jeszcze nie sprawił, ze w takim stopniu zabrakło jej rozsądnych argumentów. - Nie wiem Jane... - westchnęła.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2016-12-26, 16:23   

Jane właściwie też nie potrafiła sobie wyobrazić głośnego domu z gromadką dzieci i mężem czytającym książkę wieczorem, leżąc obok niej w łóżku. Wizja ta wydawała jej się nierealna, bo nigdy nie była w dłuższym związku (z kimś, kto nie był gejem), nie umiała w dzieci i wciąż mieszkała ze współlokatorami - nawet teraz, przeprowadzając się, zamiast wylądować na swoim, znowu trafiła do gromadki nieznajomych niczym totalnie niedojrzała i niedostosowana do dorosłego życia zagubiona dziewczynka, którą była i... która potrzebowała faceta choćby z tego jednego powodu, że mógłby się nią zaopiekować i ją ogarnąć.
- Okej, czyli ten czarny scenariusz odpada. - skomentowała od razu. Nie przypalił jajecznicy, a Kathleen jeszcze narzeka?! Przecież nawet Jane przypaliłaby jajecznicę, a przed nią Harper nie chciała uciekać z kraju. - A on was traktuje tylko jako przygodę? Powiedział ci tak? - przyglądała się przyjaciółce. Trzeba stawić czoła faktom, jeśli dla Tylera to przygoda, a Kathleen żadnych przygód nie chce, rozwiązanie jest proste. Sprawa się komplikuje, jeśli Tyler też nie chce traktować tego jako przygody albo Kathleen zaczyna ryzykować i jednak skłaniać się ku przygodzie. I mówienie, że ona była nastolatką, a on dzieciakiem brzmi dość... podejrzanie. Czyżby w Harper kryła się twarz seksualnej predatorki, z której nie zdawałam sobie sprawy? Jane na pewno będzie z siebie dumna, ale lepiej, żeby Kathleen zapisywała sobie gdzieś na kolanie dawane przez Wu rady, bo może będzie musiała kiedyś wykorzystać je na niej i wtedy Chinka będzie mogła sprawdzać, na ile są skuteczne. - Kto ma wiedzieć jak nie ty? Zresztą... zrobiłam wiele więcej wiele głupszych rzeczy i jeszcze nie uciekłam. Gdybym miała uciekać za każdym razem, gdy zrobię coś bez namysłu, skoŃczyłyby mi się miejsca na świecie do życia. Pamiętasz, raz przespałam się z facetem z biura, a potem okazało się, że obraca wszystkie dziewczyny z piętra. Zrobiło się kiepsko, ale potem go wywalili, ja dostałam jego rejon i premię i wszystko się dobrze skoŃczyło. - zaczęła paplać bez sensu i w tym momencie chyba zepsuła swoją dobrą passę dawania rad i zaczęła opowiadać historię, która nijak nie odnosiła się do problemu Kathleen i mogła tylko całe myślenie skomplikować. Cóż, od Jane nie można aż tak dużo wymagać. Może jeszcze trochę wina? To rozwiąże wszystkie problemy lepiej niż Wu i Harper razem wzięte.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2016-12-29, 20:52   

Dla Kathleen to była jakaś totalna abstrakcja, bo niby jak miałaby mieć dom pełen dzieci, a w późniejszym czasie wnuków i przy tym nie zwariować? Tak naprawdę pewnie miała w sobie wielkie pokłady mocy i byłaby cudowna w tej roli, ale ona sama tak nie uważała. Nawet nieszczególnie się nad tym zastanawiała, dopiero w momencie gdy Tyler żartował sobie z posiadania dzieci z nią zdała sobie sprawę, że to iście szalona wizja przyszłości, ale szybko wykurzyła ją z myśli.
- Masz jeszcze w zanadrzu jakieś inne czarne scenariusze? - zapytała całkiem poważnie, a przecież było ich wiele, ale jak na złość Kathleen nie potrafiła snuć w tym temacie wywodów, bo Tyler trochę namieszał jej w głowie i ciężko jej było zebrać myśli w całość... w jedną sensowną całość. - Nie mam pojęcia, ale czego mogę się spodziewać po chłopaku, który kobiet w życiu miał po dziurki w nosie, a związków unika jak ognia – podobnie jak Kathleen, tylko mają ku temu różne powody – nie mam bladego pojęcia jak powinnam rozumieć to, że czasami czuje się jak lep na muchy, a on jest niczym jedyna mucha która wokół niego lata - porównanie, które nie miało wcale jakiegoś wielkiego sensu, a Harper się nie popisała, ale jak już wspomniałam, to wina Evansa. - Jest taki uparty i zdeterminowany, wielokrotnie się pchał do mojego domu jak go nie wpuściłam drzwiami to próbował oknem... metaforycznie rzecz jasna, ale chodzi mi o to, że nigdy nie odpuszczał, chociaż na siłę próbowałam go gdzieś zepchnąć na czysto sąsiedzką relację... i widzisz jak się skoŃczyło -westchnęła lekko - ja nie wiem co to jest, ale mam dziwne przeczucie, że to właśnie ta niedostępność jest dla niego atrakcyjna, a jak dostanie do czego chce to nagle moja osoba przestanie być interesująca. Wolę po prostu tego uniknąć - dlatego uciekała. Ona po prostu nie chciała być zraniona.
Gdyby Kathleen tak naprawdę chciała uciekać to byłaby już w innej części świata, na innym kontynencie, albo już by się szkoliła w NASA żeby lecieć na księżyc. Ona chciała wiedzieć o co w tym jego zachowaniu chodzi i czemu akurat upatrzył sobie ją, czemu akurat z nią został na śniadanie jak od każdej innej uciekał i czemu żartował sobie o posiadaniu dzieci i pierścionku zaręczynowym właśnie z nią. To było po prostu zbyt zabawne, zbyt przyjemne i zbyt pokręcone by mogła uwierzyć, że to nie pryśnie niczym baŃka mydlana. - Nie mam pojęcia co zrobić. Rozsądek podpowiada, że ucieczka nic nie da, a to nim zawsze starałam się kierować - westchnęła lekko. - I wiesz, prawdę mówiąc ty miałaś z tego jakiś korzyści - roześmiała się na wspomnienie o awansie i premii.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2017-01-02, 20:13   

Jane wolała nie myśleć o tym, że kiedyś miałaby mieć dzieci i unikała wszelkich spotkaŃ ze znajomymi, którzy się nich dorobili, bo wszyscy rodzice zawsze próbowali jej wciskać swoje potomstwo i myśleli, że trzymanie go na rękach jest największym zaszczytem świata. Czy oni nie zdawali sobie sprawy z tego, że Jane nie ma pojęcia jak się toto trzyma i co się z tym robi, a przede wszystkim, że to złowieszcze stworzenie od razu wyniucha jej strach i wykorzysta przeciw niej?!
- Zgaduję, że ty masz ich dużo, inaczej nie miałybyśmy tej rozmowy. - spojrzała na nią poważnie. Albo po prostu ta rozmowa wyglądałaby trochę inaczej, plotkowałyby o zdolnościach/penisie Tylera, a nie planowały ucieczkę Kathleen z kraju. Jane przedstawiła swoje czarne scenariusze, ale jej zdaniem żaden nie był na tyle czarny, by nie zaryzykować. Tyle że Jane mogła sobie tak gadać, bo nie była w sytuacji Harper. Gdyby sama się w niej znalazła, nie wiadomo, jak by na całą sprawę patrzyła. Wysłuchała wywodu przyjaciółki, kręcąc kieliszkiem w dłoni i obserwując pływające w nim wino. Kiedy rozmówczyni skoŃczyła i oczekiwała jakiejś sensownej odpowiedzi/porady ze strony Jane, ta przygryzła wargę. Spojrzała na Kathleen. - Wiesz, ja się nie znam na tym za bardzo i... w ogóle... ale myślę, że jeśli chodzi o damsko-męskie kontakty, to nie można za dużo analizować. Faceci zawsze myślą inaczej, my myślimy inaczej, a potem tworzą się tylko głupie nieporozumienia. Jeżeli myślisz, że Tyler przestanie się tobą interesować, to dlaczego w ogóle o tym rozmawiamy? Nie będzie się do ciebie odzywał, nie będzie problemu, nie będziesz nawet musiała się starać go unikać. Czy może nie o tym rozmawiamy, Kathleen? - spojrzała na nią i chyba teraz to ona za dużo analizowała, a może po prost gadała co jej ślina na język przyniosła, no bo własnie: nie znała się na tym za bardzo, więc jak miała doradzać przyjaciółce, skoro obie były związkowo ułomne? Się dobrały... - No tak. Ale na początku był wielki bałagan i nie zapowiadało się na to, że dobrze się to skoŃczy. - przypomniała jej. - To chyba pasująca historia... nie? Złota myśl jak w filmach normalnie. - dodała dumna z tego, że jej anegdotka jednak dopasowała się do sytuacji.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-13, 22:16   

Po prostu wolała unikać tego co przerażające, a najwyraźniej wizja posiadania dzieci była straszna na równi z psychopatami i mordercami, a martwe ciała na stole w pracy i samotne wieczory były dla niej normalne. Musze to w koŃcu stwierdzić - Kathleen ma nie równo pod sufitem.
- Niekoniecznie dużo, ale kilka pewnie by się znalazło - stwierdziła wzruszając bezradnie ramionami. Nie jej wina, że myśli nieco odmiennie w odróżnieniu od reszty ludzi którymi się otacza i takie przygody są dla niej czymś, co może się skoŃczyć tylko źle.
- Jak to nie można analizować? - zapytała jakby ktoś właśnie wprawił ją w wielki szok. Właściwie Jane to zrobiła. Harper przez chwilę przyglądała się jej ze sporym zdziwieniem i nie bardzo rozumiała co chciała jej przekazać. - Właśnie dlatego powinno się wszystko przeanalizować zanim pojawią się nieporozumienia – czy to nie logiczne? Dla Kathleen to jedyne słuszne wyjście, ale co ona tam wie w tych sprawach, skoro od najmłodszych lat wszystko analizowała. Dopiero po chwili, gdy dotarły do niej pytania przyjaciółki poczuła ten kubeł zimnej wody spuszczony jej na głowę i nie kryła zaskoczenia swoim odkryciem. Westchnęła lekko nieco zła na samą siebie, że pozwoliła sobie na taką głupotę i stwierdziła jednocześnie wyjaśniając przyjaciółce. - Najwyraźniej jakaś zafajdana część mnie nie chce dopuścić do takiej sytuacji, na szczęście mój rozsądek góruje nad wszystkim – a przynajmniej wciąż się jej wydaje, że jest w stanie kontrolować wszystko, nawet uczucia.
- Nie wiem, póki co widzę jedynie wielki bałagan i szukam sposobu jak się z niego ulotnić - ale może Jane miała trochę racji, może to Kathleen panikowała przesadnie. Zamiast unikać może lepiej byłoby, gdyby żyła normalnie, a jeśli los znów napatoczy na jej drodze Evansa, nie powinna uciekać.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2017-01-16, 22:34   

Hm, każdy ma swoje dziwactwa. Po prostu niektórzy mają zdecydowanie większe niż inni.
- Chcesz mi o nich opowiedzieć? - Jane odbije je rozsądnymi argumentami, które zaprezentują Kathleen niedorzeczność sytuacji... albo Harper przekona ją do swojego postrzegania sprawy i będzie pozamiatane, wspólnie ulotnią się z kraju, bo do tego Jane też zaraz przekona, chociaż Wu nie miała absolutnie żadnych powodów do ucieczki. - Okej. To przeanalizujmy. - o, już jej potakiwała, już sprawa przegrana, to znaczy przegrana dla Tylera (dla Kathleen też, bo już nie będzie mogła się cieszyć jego ciałkiem), bo one się będą dobrze bawić w Rosji. Mhm. - Ale co mamy analizować, skoro nawet nie rozumiesz jego zachowania, a co dopiero swojego? - rozłożyła ręce. Naprawdę chciała pomóc, ale dobre rady i Jane nie chodziły w parze. Kathleen wiedziała do kogo się zgłaszała! No, chyba że nie wiedziała, bo nigdy wcześniej nie miała takich problemów, żeby potrzebować wsparcia przyjaciółki i dopiero teraz się przekonywała, że lepiej by wyszła na tym, gdyby pogadała sobie do rozciętych ciał w prosektorium. - Och! Odwieczna walka między sercem a rozumem. - odstawiła kieliszek na stół trochę zbyt stanowczo, tym bardziej zbyt stanowczo, że tak naprawdę niczego co tu opowiadała nie była pewna. Już chciała dodać jakieś mądre motto na temat serca i rozumu i patrzyła na przyjaciółkę intensywnie, ale ostatecznie nic nie wymyśliła, więc oparła się bardziej na krzesełku. Podrapała się po oku, nachyliła po wino, które nieopacznie chwilę wcześniej odstawiła, a przecież cały czas w jej łapce się przydawało. - Zawsze się ulatniasz, kiedy robi się bałagan? - spojrzała na Harper. Po prostu pytała, bez zamierzenia wylewania kubła wody na przyjaciółkę. Wszystkie uświadamiania Kathleen błędnego zachowania wychodziły jej raczej przypadkiem.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-17, 21:22   

Miałam już wczoraj to napisać - masz piękny profil!
Nigdy tak naprawdę nie pomyślała, że jej dziwactwa istnieją, a tym bardziej, że są na tyle sporych rozmiarów, że aż izolują ją od społeczeŃstwa, a szczególnie tej męskiej części. I można pomyśleć, że mogłaby mieć normalną rodzinę, a nie być samotną i obcująca z trupami kobietą po trzydziestce.
- Może lepiej nie, nie chcę się nakręcać - stwierdziła dodając po chwili – ale jak sobie pomyślę, że to tylko kwestia jednorazowego odświeżenia pamięci, albo po prostu zakreślenie jakiegoś punku z listy do zrobienia, to mnie mdli, chociaż wcale... - chociaż uważała, ze to wcale nie tak, że chce go zatrzymać tylko dla siebie, a zarazem nie chciała być przygodą jakich miał wiele. Po prostu sobie nie zdawała spawy z tego, że nigdy nią nie będzie, bo miał zawsze od Kathleen pewnego rodzaju sentyment, ale cóż, taka już ta panna Harper. - Po prostu nie chcę być wkręcona, wolę być pierwszą która zrobi krok w przeciwną stronę - bo tak było po prostu bezpieczniej.
Przytaknęła zgodnie Jane i nawet lekko się uśmiechnęła, jakby w koŃcu była zadowolona, że przyjaciółka załapała o co jej chodzi, ale szybko okazało się, że jednak dała ciała. Nawet słowa Jane trochę ugodziły ją i zabrakło jej słów. - A jak mogę zrozumieć swoje zachowanie? - było przecie takie proste. Zasada 'trzymać się z dala od mężczyzn' raz złamana zawirowała całym światem Harper. Nawet straciła swoją moc analizowania!
- Jakim sercem? Mojego serca do tego nie mieszaj – jeszcze tego brakowało żeby tam się wkradł Tyler. Właził już do niej drzwiami i oknami, ale co jak co chyba starała się go do serca nie dopuścić. Chyba nie zdawała sobie sprawy, że na to już za późno i nawet zaczęły powstawać Evansowe przerzuty do jej rozsądku.
I choć wydawać by się mogło, że Jane już bardziej nie może zbić Kathleen z tropu i jej dobić to teraz własnie to zrobiła. - Wcale nie uciekam gdy robi się bałagan! - też mi coś. I brawo, pewnie z racji tego stwierdzenia nici z wyjazdu Kathleen do Europy. W koŃcu ona nie ucieka gdy robi się bałagan.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2017-01-23, 17:21   

Dziękuję! Też się zajarałam, bo znalazłam gifki, których jeszcze nie widziałam (a to się rzadko zdarza) i odkryłam, że ona ma jeszcze więcej gifów z winem. To co ma teraz to taka typowa awkward Jane na randce.
To je różniło, Jane zdawała sobie sprawę ze swoich dziwactw. W obu przypadkach ich dziwactwa na swój sposób doprowadzały do ich samotności, jednak obie tak naprawdę potrzebowały facetów, którzy dostrzegając ich dziwactwa właśnie za nie je polubią. Nie musiały mieć wielkiego powodzenia, wystarczyłby im taki jeden, ale prawdziwy adorator.
- Och, no okej. Może masz rację. - poddała się. SkoŃczyły jej się argumenty, słaba była w te klocki i nie będzie dłużej dyskutować z Kathleen i przekonywać ją do czegoś, o czym sama nie miała pojęcia. Harper się wygada, Wu pokiwa głową, napiją się wina i spotkanie będzie sukcesem. A co się wydarzy w przyszłości, to się zobaczy. Jane i tak nie uważała, by miała jakikolwiek wpływ na decyzje i przyszłość przyjaciółki. Sama tymczasem wolała, kiedy to inni podejmowali decyzje za nią, więc naprawdę nie była w tym momencie odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku, znaczy się stanowisku doradczyni Kathleen. - A czytałaś horoskop? - wypaliła w koŃcu. Skoro zdrowy rozsądek Harper nic jej nie podpowiada, może po prostu powinna wybrać się do wróżki i wszystko będzie jasne? Najwyżej uzna, że to kupa bredni i przynajmniej poukłada sobie w głowie, co z tych wypowiedzianych przez wróżkę bzdur jej odpowiadało, a co nie. Inna sprawa, że Jane naprawdę wierzyła w horoskopy. - Miałam na myśli twoje drugie serce i ono już jest w to zamieszane. - zakręciła w powietrzu parę kółek ręką w kierunku kathleenowych części intymnych. Z taką logiką trudno dyskutować. - Przed chwilą chciałaś uciekać. Czy może coś źle zrozumiałam? - wytknęła jej, tak naprawdę upewniając się, że nie pomieszała czegoś. Z tym Kathleen też nie mogła się kłócić, a przecież znowu wyszło przez przypadek.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-27, 22:44   

Uwielbiam wszelakie gify z winem, propsuję! I nie wiem jak ten post będzie wyglądać, bo mój brzuch postanowił zadawać mi nieustanny ból ignorując przeciwbólowe suplementy diety. Jezu, chyba przesadziłam z lekami bo pieprzę.
Tylko takich to szukać jak igły w stogu siana, serio. Kathleen raczej nigdy nawet nie myślała o szukaniu mężczyzny, a wręcz przeciwnie - starała się unikać komplikacji z nimi związanymi jak ognia, ale wiadomo, że to rzecz właściwie niewykonalna i w koŃcu przyplątał się taki jeden już lata temu i po dzieŃ dzisiejszy to robi, ale trafne tutaj będzie stwierdzenie: pod latarnią najciemniej, Harper!
Trochę zdziwiła się, kiedy Jane przyznała jej rację, ale szybko to zostało ugaszone przez taki mały problem Kathleen – ona uwielbiała mieć rację. Dość szybo przyjęła słowa przyjaciółki do wiadomości i ochoczo przytaknęła, bo no właśnie, miała rację! Nie chciała zostać zraniona, wycofanie się odpowiednio wcześnie było najlepszym pomysłem, bezpiecznym pomysłem i należało walić to, że mieściło się w kryteriach ucieczki.
- Przepraszam, ale co? - spojrzała na nią jak na wariatkę po czym uśmiechnęła się trochę ironicznie. - Nie dowierzam takim sprawom w nawet jednym procencie - stwierdziła i machnęła na to ręką. Kiepski pomysł.
Spaliła się właśnie ze wstydu i rumieŃce pojawiły się na jej policzkach. - Jane! - to było trochę piskliwe. - Tego serca też do tego nie mieszaj, po winie zbłądziło już się wyleczyło - gówno prawda, ale wmawianiu sobie takiej oto prawdy była mistrzynią. - Wakacyjny wyjazd, wczasy, ferie... to brzmi lepiej niż ucieczka – tyle, że na stałe, albo na bardzo długo. Na tyle by mogła się wyleczyć z szaleŃstwa jakie ogarnęło ją po oswojeniu się z Evansem w swojej sypialni i... i dumy, bo takowa nawet rozpierała ją na myśl, że on skłonny był do pozostania u niej na całą noc i to jeszcze ze śniadaniem!
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2017-01-28, 21:16   

No tak, Kathleen też ma z winem. Najlepiej. I w ogóle ostatnio zauważyłam, że zawsze zaczynasz swoje posty od tłumaczenia się, dlaczego Twój post będzie słabej jakości, a potem dalej jest normalny. :lol: Zawsze takie małe wprowadzenie do tego, co się u Ciebie dzieje, jestem na bieżąco. To ja powiem, że muszę iść sobie zrobić herbatkę, ale ogólnie mam ładną muzyczkę w tle i bardzo nie chcę się uczyć, więc chyba ładnie napiszę, heheh.
Westchnęła, kiedy pomysł z horoskopem upadł. Ona tam twierdziła, że skoro same nie mogły rozwiązać sprawy, to powinny się spytać gwiazd, które wiedzą najlepiej, ale okej, jeżeli Kathleen nie chce, to będą tu siedzieć i rozkminiać całą sprawę aż obie uschną ze starości, a wciąż nie wpadną na żadne rozwiązanie. Harper uparcie nie chciała ulegać przekonaniom przyjaciółki, przez co ta sama zwątpiła w swoje argumenty i nie miała już żadnych asów w rękawie, więc dotarły do momentu, w którym mogły co najwyżej wypić tyle wina, by Kathleen zdecydowała się na pijacki telefon do Tylera i to, co by wybełkotała, byłoby tym, czym powinna się kierować. Aktualnie wyglądała jednak tak, jakby oczekiwała od Jane jakiegoś bardziej sensownego rozwiązania i doradztwa niż upijanie się i ośmieszanie przez tego typu telefony. Biedna Wu bezradnie pacnęła się w czoło.
- No nie wiem, Kathleen. Co mam ci powiedzieć, czego ode mnie oczekujesz? - westchnęła, bo już naprawdę nie miała pomysłów na rady i liczyła na to, że przyjaciółka podpowie jej, co chciałaby usłyszeć i po wypowiedzeniu tego przez Jane, wyszłaby na najlepszą doradczynię/pocieszycielkę/przyjaciółkę. Najlepszy układ. - Skoro to wszystko wina wina (haha) to go po prostu nie pij w pobliżu Tylera, hm? - kolejna drogocenna rada Wu. Powinna swoje złote myśli oprawić albo w książce wydać. "Jak nie doradzać. Poradnik dla opornych". - Wakacje, wczasy... Jak dla mnie to po prostu brzmi, jakbyś potrzebowała relaksu. Za bardzo się tym wszystkim stresujesz. Na stres dobry jest masaż. Albo... - ugryzła się w język. Seks.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-30, 22:15   

Czasami już tak mam, że czuje potrzebę wytłumaczenia się, bo choć nie pisze na siłę odpowiedzi to i tak czasami jestem tak wyrąbana, że mam wrażenie, że nic się nie trzyma kupy, ale dobrze, że według Ciebie są one normalne. Dzisiaj był spoko dzieŃ, więc w sumie narzekać nie mam na co, oprócz tego, że zaraz powinnam iśc spać jak chce jakoś przeżyć jutro w pracy.
Dla niej horoskopy były bujdą dla niecierpliwych, które podsuwały rozwiązania często gorsze, ale ludziom nie chciało się poświecić trochę czasu na myślenie, oraz brakowało cierpliwości w oczekiwaniu na lepsze rozwiązania, logiczne i zgodne z nimi samymi, a nie wymyślone przez jakieś wróżki od siedmiu boleści na podstawie układu gwiazd, które już latami pewnie nie świecą.
Pijacki telefon do Tylera – to coś... nowego? Kathleen sama w sobie pewnie by na to nie wpadła, ale skoro w jej pobliżu znajduje się i wino, i przyjaciółka z tego typu genialnymi pomysłami i telefon - można stwierdzić jedno – wszystko jest możliwe.
- Sama nie wiem! - powiedziała unosząc głos, ale bynajmniej nie dlatego, że się na nią złościła, ale głównie dlatego, ze dostawała szału, bo po raz pierwszy w życiu nie potrafiła rozgryźć problemu. - Że bredzę, że raz w życiu mogę nie mieć racji, że to nic złego - że znała go od dzieciaka, że jest o wiele lat młodszy, niedojrzały, miał wiele kobiet, a dodatkowo znalazł się pomiędzy jej nogami (dwa razy!) i że nie ma nic złego w tym, że teraz podobało się jej to za bardzo i, że mieszało jej to w głowie. - Nawet sobie nie zdajesz sprawy jakie to trudne – to taka reakcja wiązana, kiedy zjawia się on, ona ucieka od wina, które później i tak prowadzi ją do niego.
- Normalnie uciekłabym do pracy, ale nie jestem na tyle okrutna, aby życzyć innym śmierci, więc w obecnej sytuacji chyba pozostaje mi jakieś spa – tak, na taki masaż pójdzie, na ten drugi chyba nie.
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2017-02-01, 12:49   

Ja wolę nie zaczynać marudzenia, bo potem okazałoby się, że zamiast sensownego posta wysyłam esej na temat mojej niedoli, hehe. Ale spoko, jutro mam ostatni egzamin, trochę kosa, ale i tak jestem wyprana po całym semestrze i już nie mam siły się uczyć, więc oglądam seriale i czekam na półtorej tygodnia wolności.
Horoskopy były konstruowane na takiej zasadzie, że jakby się uprzeć, to do wszystkiego można je dopasować. Jane na początku każdego tygodnia czytała horoskopy, nie tylko dla Ryb, ale też dla Bawoła, którym była według zodiaków chiŃskich (jakaś tam łączność z ojczystą kulturą, co nie). Czasami horoskop totalnie się nie sprawdzał, czasami twierdziła, że wszystko totalnie było przewidziane, ale tak naprawdę codziennie ktoś mógłby jej pisać, że "dzisiaj coś pójdzie nie tak" i okazywałoby się, że to prawda. Szokujące. Na szczęście nie wydawała fortuny na wróżki, nie była aż tak pokręcona.
- Bredzisz i raz w życiu możesz nie mieć racji, to nic złego. - powtórzyła po niej mało przekonującym tonem, bo przecież Harper wszystko to sama mogła sobie powiedzieć, a właściwie tak też zrobiła. Szkoda, że żadna z nich nie wydawała się w te słowa wierzyć. - Rozumiem, Kathleen... - westchnęła, bo co mogła jej powiedzieć w sytuacji, w której przyjaciółka sugeruje, że Jane nie ma pojęcia co ta przeżywa? Może tak było, w koŃcu gdyby potrafiła postawić się w butach Kathleen, nie byłaby taka słaba w doradzaniu jej. - W takim razie pójdziemy do spa. Ale nie dzisiaj, bo nie jestem pewna, czy wstanę po tym kieliszku. - zaśmiała się pod nosem, oczywiście cały czas sącząc wino. - Jak zrezygnujesz z Tylera, to dasz mi jego numer? Szkoda, żeby się marnował. - wypaliła.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-10, 20:49   

Bosze ile wolnego, będę totalnie zazdrościć. Ja się cieszę z wolnego dnia dzisiaj i dwóch po weekendzie. Liczyłam, że dziś będę mieć więcej czasu na Boston, ale prasowanie i sprzątanie za bardzo mnie wciągnęło.
Nie była typem osoby, która bezmyślnie wierzy w napisane przez kogoś kilka snów pod znakiem zodiaku. Dla niej to było na tyle pokręcone, że wolała się ku temu nie skłaniać, choć jak na osobę która zajmuje się trupami, siedzi sama w domu i jest święcie przekonana, że chce żyć w pojedynkę coś takiego pokręconego jak horoskop przydałoby się jej.
- Nie przekonałaś mnie, ale mniejsza. Napijmy się - stwierdziła sięgając ponownie po wino, a jak wiadomo to się musi źle skoŃczyć. Genialne pomysły Jane z telefonem do faceta są całkiem na miejscu, prawda? Nic dziwnego, że Harper wywinie taki numer, tak to spoiler i tak, już wywinęła. - Czasami odnoszę wrażenia, że picie wina przy nim jest niemożliwe, a to oznacza, że nie powinnam się do niego zbliżać na zbyt długo bo popadnę w alkoholizm! - ależ znalazła wymówkę na poczekaniu, wow, zdolna Kathleen.
- Jutro tez nie, nie jestem pewna czy wstanę z łóżka, ale po jutrze jak najbardziej – o ile o tym nie zapomni, kiedy przesadzi z winem ma luki w pamięci, ale najwyraźniej to jej nie przeszkadzało w dalszym sączeniu go z kieliszka. Prawie go jednak wypluła słysząc pytanie przyjaciółki. - Wybacz, ale nie – pierwsze co się jej nasunęło to 'NIE' ale powstrzymała się przed nagłym zaprzeczeniem i dodała łagodne 'wybacz, ale...'
 
 
Jane Wu


Wysłany: 2017-02-20, 20:40   

Hehehe, nasze tempo takie słabe, że teraz mogę tylko napisać, że już jestem dawno po wolnym i wróciłam do normalnego trybu.
- No! Napijmy się! Tyle mogę zrobić. - pokiwała głową ochoczo, podnosząc kieliszek do góry, tak jakby miały co świętować i za co podnosić toast. "Za kolejny rok, w którym byłyśmy totalnymi amebami uczuciowymi. Brawa dla nas! Jest chujowo, ale stabilnie". Widziałam co Kathleen wywinie i w serduszku jestem z niej dumna, choć wiem, że nie powinno się czuć dumy z powodu pijackich telefonów, ale mniejsza z tym. Taki wybryk pokazuje, że Harper może się przełamać i zrobić coś totalnie niekontrolowanego! Co też nie zawsze jest dobrą rzeczą, ale patrzmy na pozytywy, okej. Inaczej wyszłoby, że Jane jest najgorszą przyjaciółką na świecie. - Zawsze możesz pić wino przed lub po spotkaniu z nim, najlepiej po, na rozładowanie, ale nigdy w trakcie. - tak, kolejna drogocenna rada w wykonaniu Jane Wu. - Okej. To jesteśmy umówione. - zapowiedziała, choć też może o tym zapomnieć albo zrezygnować z pomysłu, który na trzeźwo już nie wydawałby się tak samo "epicki" jak teraz. - Wybacz, że nie umiem ci doradzić tak, jakbyś tego potrzebowała. Sama nie mam doświadczenia z facetami, którym mogłabym się pochwalić, chyba że miałoby zostać przedstawione w poradniku "czego nie robić". - westchnęła, opróżniając kieliszek i już starając się zarzucić Kathleen wymówkami i przeprosinami, które uzasadniłyby jej kiepski poziom porad i nie zmieniłyby postrzegania przez przyjaciółkę. - Okej. Myślałam, że to nie będzie miało znaczenia, z kim będzie się spotykał, jeśli to nie będziesz ty. - wzruszyła ramionami. Odwrócona psychologia, do takich tanich sztuczek zaczęła się uciekać.
_________________
 
 
Kathleen Harper
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-25, 18:38   

Wiem, to ja tu prędkością odpisywania się nie popisałam ostatnio, ale wciąż staram się wyjść na czysto i wszyscy mi to utrudniają haha. Jest dobrze, mam jeszcze kilka postów do nadrobienia i będę mogła zająć się ładnymi rzeczami.
- Och, możesz zrobić więcej niż się tylko ze mną napić - bo taka była prawda! Samo to, że siedziała i próbowała zrozumieć paplaninę Kathleen, a przy tym wszystkim wyrażała chęć pomocy to już wiele. To, że ich metody działania trochę się różniły nie umiała dokładnie pomóc Harper w podejmowaniu decyzji wobec Tylera to zupełnie inna sprawa. I nie ważne czy 'przez nią' czy 'dzięki niej' ale mimo wszystko wykonała telefon do Tylera, który do najmądrzejszych nie należał, ale podjęła się jakiegokolwiek działania, a nie uciekła do środkowej Europy.
- To jest jakiś plan - miał pewnie swoje wady, ale zawsze to jakieś rozwiązanie. - Obawiam się, że częściej będzie picie 'przed' spotkaniem z nim, bo on lubi zjawiać się niespodziewanie – jakby co najmniej spadał z nieba. - I przecież wiesz, że nie mam tego Tobie za złe? Po prostu musiałam się komuś wygadać, niekoniecznie szukając pomysłu na uporanie się z tym wszystkim. Już mi o wiele lepiej - choć pewnie to spora zasługa wina w tym wszystkim.
Tym prostym stwierdzeniem jednak potrafiła zagiąć Harper. Spojrzała na nią lekko zaskoczona i wzruszyła bezradnie ramionami. - Też tak myślałam - ale odmowa przyjaciółce przyszła jej z taką łatwością, że teraz sama się sobie dziwiła. - Ale chyba się... - tak ciężko się jej do tego przyznać - myliłam? - odparła nie kryjąc zaskoczenia.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9