Poprzedni temat «» Następny temat
Sala szpitalna #3
Autor Wiadomość
Basil Hightower


basil hightower

concord


28

nauczyciel

próbuje być tatą

Wysłany: 2017-10-08, 19:00   
  

  
  
  
  
  

  
  
say my name if no one is around you


Przekichane z tym niemyciem dzieci, młodzi rodzice zazwyczaj nie umieją robić takich rzeczy i się nawet boją, a panie położne zamiast pomóc, co jest ich zasranym obowiązkiem, zostawiają ich samych sobie. Jak mnie mama urodziła, to jej pani wszystko wytłumaczyła, jak się z dzieckiem robi, a jak mojego brata, to już się musiała prosić, a poniekąd zmienianie pieluszki trochę się różni, kiedy między nogami jest coś innego, no i skok cywilizacyjny przeskoczył z pieluszek tetrowych na jednorazowe pampersy. Bazylowi też trzeba będzie wszystko wytłumaczyć, przecież on z żadnym dzieckiem nie miał nigdy do czynienia, nikt by nawet żadnego nie dał, a teraz to on nikomu swojego dziecka oddawał nie będzie. No i z Foxem też tak szybko mu nie pójdzie, raczej nieśpieszno mu było do zapładniania Julki po raz kolejny. Po pierwsze - już wiedział, że z tego są dzieci; po drugie - mało brakowało, by jej ten dzieciak przed chwilą nie rozerwał na pół; po trzecie - może nie będzie teraz między nimi tak niezręcznie, jak przez praktycznie całą ciążę, ale chyba wciąż pozostaną na stopie bardziej przyjacielskiej, niż romantycznej. Tak mu się wydawało. Wciąż był zdania, że o ile będzie starał się być ojcem, o tyle Julka tak naprawdę zasługiwała na kogoś znacznie lepszego od niego. I nie zmienią tego żadne słowa, jakie właśnie między nimi padły, choć Bazylowi też napłynęły do uczy łzy. Przez dłuższą chwilę mogli się rozkoszować tym momentem, ale w koŃcu Julka zamierzali wywieźć gdzieś indziej, razem z dzieckiem, a Bazyl nie chciał przeszkadzać, więc na szybko znalazł jakiś automat, w którym kupił wodę za drobniaki, które mu zostały po tym, jak zapłacił za taksówkę. Na co dzieŃ niestety nie nosił w piżamie pieniędzy. Przemknęło mu przez myśl, że mógłby wrócić na chwilę do siebie, przebrać się czy umyć zęby, ale jakoś w koŃcu się na to nie zebrał. Zamiast tego czatował przy łóżku Julki, co jakiś czas lekko przymykając oczy, ale czas i tak mijał mu powoli.
_________________
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2017-10-09, 19:25   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Właściwie to większość to przekichana sprawa, ale ja się cieszę, że mam wokół siebie ludzi, którzy są na bieżąco z tym wszystkim, bo sama pewnie już bym ześwirowała ze strachu. Julka miała przestraszonego Basila i matkę na odległość, ale ona to zupełnie inny typ osoby więc zapewne sobie poradzi, ja jestem bardziej nieporadna i strachliwa. Moja ciocia jak usłyszała, że jestem w ciąży to wpierw tak się ucieszyła, że prawie z fotela spadła, a potem spojrzała na mnie i zapytała: Anka, ale Ty się wszystkiego boisz, to jak Ty urodzisz? To było takie szczere i prawdziwe :lol:
Julka miała o tyle lepiej, że już obyła się z dzieckiem Candy, którego była chrzestną matką, ale i tak strach ją zjadał na samą myśl, że teraz będzie miała takie maleŃstwo pod opieką cały czas. To wszystko zmieniało, ale przecież musiało jakoś się ułożyć i ona uparcie w to wierzyła, a przynajmniej chciała wierzyć. I zdecydowanie nie planowała teraz drugiego dziecka, bo z jednym będzie im cholernie ciężko - nie miała pracy, nie miała narazie perspektyw na znalezienie jakiejś, a 500+ to coś co istniało tylko w jakimś zakamarku Europy, a nie w Bostonie, więc drugiemu dziecku mówiła stanowcze nie. Z resztą nawet o nim nie myślała, bo halo! Właśnie trzymała małą Emily na świecie i jej myśli mocno się teraz zmagały z tym jakim cudem wyszło to z niej, oraz z tym jakie słowa zamieniła z Basilem, które w przypływie emocji przyprawiły o lekkie łzy, ale nie wprawiły w wielkie przemyślenia. Julka tak naprawdę potrzebowała to usłyszeć, bo od dłuższego czasu nie potrafiła rozgryźć ich relacji, która lekko się skomplikowała i zdawała sobie sprawę, że to wynikało po części z jej głupiej odmowy i nie do koŃca przemyślanych zaręczyn, ale zdawała sobie sprawę jeszcze z jednej rzeczy - że naprawdę do Basila czuła coś co o wiele przerastało przyjacielskie relacje i w ciągu tej całej ciąży nie pomyślałaby o tym by zamienić go na inny model. Jedyne o czym potrafiła myśleć prócz całego przerażenia związanego z ciążą i porodem to to, co on do niej czuje. I nawet jeśli teraz dał się ponieść chwili i te słowa spowodowane były tymi emocjami panującymi na sali to i tak, nie zmieniało to faktu, że zrobiło się jej cieplej na sercu i choć teraz głównie zamierzała skupić się na dziecku to raczej wątpliwe, by tak jak on chciała zostać na stopie przyjacielskiej, ale przez najbliższy czas ich największym zmartwieniem będą kupki niemowlaka, karmienie i nocne wstawanie, więc Green ma czas.
Będąc na innej sali zasnęła dość szybko, ale nic dziwnego, skoro wcześniej nieźle się napracowała. Wyspać się nie wyspała i nie zrobi tego przez najbliższe naście lat, ale przebudziła się raz kiedy Emily przywieźli do karmienia, a teraz ponownie… samoistnie. Mała nie była z nimi cały czas, bo musiała przejść wszystkie podstawowe badania, ale gdy uchyliła oczy zobaczyła Basila i uśmiechnęła się lekko. - Powinieneś jechać do domu na chwilę, przespać się, cokolwiek… przecież nie spędzisz tu całego dnia - przyjechała na ostatnią chwilę rodzić, więc nad ranem już miała Emily w swoich objęciach, teraz pewnie dochodziło południe. - A potem wpadniesz na kolację i przywieziesz mi tą świetną sałatkę z kurczakiem, no wiesz…. wiesz skąd… zamawialiśmy ją kilka razy, ulotka jest gdzieś koło telefonu w salonie… i jakiś dobry sok, hm? I ciasto, kup mi kremówkę - była głodna, cholernie głodna i miała ochotę na wszystko. W sumie pamiętam jak mąż wiózł kuzynce pizzę i frytki do szpitala bo miała ochotę po porodzie zjeść porządnego fast fooda, a w szpitalu to porcje są wiemy jakie… - a teraz idź się prześpij - stwierdziła przykładając mu dłoŃ do policzka i uśmiechając się lekko. Pewnie gdyby myślała nie będąc tak zaspaną i zmęczoną (i gdyby widziała siebie w lustrze od porodu) to pewnie poprosiłaby też o swoja torbe z kosmetykami, no ale to innym razem, a kto wie… może na drugi czy trzeci dzieŃ już wrócą do domu. W koŃcu i tak wszystko jest w najlepszym porządku.
 
 
Basil Hightower


basil hightower

concord


28

nauczyciel

próbuje być tatą

Wysłany: 2017-10-13, 13:14   
  

  
  
  
  
  

  
  
say my name if no one is around you


Bazyl wciąż trochę nie rozumiał swoich uczuć względem Julki i potrzebowałby jakiegoś podręcznika, encyklopedii uczuć, aby móc to rozgryźć. Tylko że do tego byłby mu potrzebny jeszcze czas, spokój, a teraz nie będą tego mieli, będą mieli za to dziecka, więc cała ich uwaga skupi się na nim, nie za ich relacji, która, mimo wszystko, wciąż stała odrobinę pod znakiem zapytania. Hightower czuł się trochę winny całej tej sytuacji. Zupełnie tak, jakby to on ciągle popełniał wszelkie faux pas... Okej, tak było - on zapłodnił Julkę, on przed nią klęknął, on był niezdecydowany, wszystko on. Aż mu szkoda było, że akurat Julce się trafiło to wszystko, przecież zasługiwała na coś lepszego.
Słysząc głos Green, Bazyl uniósł powoli powieki i przekręcił głowę, by spojrzeć na leżącą w łóżku przyjaciółkę. Siedział teraz opierając się na krześle, z głową gdzieś na ścianie, choć na zdjęciu widzę wypasione fotele, to może przysunął sobie jakiś do łóżka?
- Jutro muszę iść do pracy, więc dziś mogę tu posiedzieć - pewnie dzwonił rano i uprzedzał, ze się nie pojawi, bo poniekąd nadzwyczajna sytuacja się stała, ale niestety nikt mu nie pozwoli na siedzenie przy Julce w nieskoŃczoność. Przysunął się do Julki razem z krzesłem i odrobinę do niej nachylił. Wcale nie chciał jej zostawiać. - Okej - pokiwał skwapliwie głową. - Mogę zrobić zakupy - uśmiechnął się słabo. Był zmęczony, ta noc dla niego też była wymagająca, nawet, jeśli nie tak, jak dla Julki, to ona potem dostała łóżko, on nie. Mimo to twierdził, ze wcale nie musi spać. Musi stanąć na wysokości zadania i się nimi zaopiekować, przez sen na pewno mu się to nie uda. - Nie będę spać, wyspałem się, jak ty spałaś - jasne. Wzruszył ramionami. Według niego, Julka wcale nie potrzebowała kosmetyków. Prędzej szczoteczki do zębów i grzebienia, ale rozumiał, że to nie takie proste, zresztą, ogarnie się, jak wróci do domu, w szpitalu miała prawo wyglądać jak na szpital przystało. - Przywieźć ci coś jeszcze? - może pół mieszkania, co z tego, że prawdopodobnie za dzieŃ, maksymalnie dwa, będą musieli zabierać wszystko z powrotem.
_________________
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2017-10-13, 22:49   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Julka zdążyła już się połapać powoli w tym wszystkim co się zadziało między nimi, ale tak naprawdę przez całą ciążę było dziwnie więc komplikowanie tego jeszcze bardziej niż wtedy, kiedy nie powiedziała tak nie było na miejscu. Teraz jednak Emily przyszła na świat i chyba pojawił się w jej myślach jakiś cieŃ nadziei, że wszystko w koŃcu się zmieni. To trochę tak jak małżeŃstwa, które są w rozsypce myślą o dziecku jak o ratunku. Tak naprawdę miała spore nadzieje na to, że chociażby odzyska przyjaciela, gdy już opadną emocje z tym wszystkim związane, ale z drugiej strony co jej po przyjacielu, gdy wiadomym jest, że czuje się coś więcej. To takie błędne koło nad którym oboje nie mieli czasu się zastanawiać, bo mieli na głowie ważniejsze sprawy. Pewnie by się zaśmiała mu w twarz, gdyby usłyszała stwierdzenie, że zasługuje na kogoś lepszego, bo ona na to spogląda zupełnie inaczej. Nie czarujmy się, zawsze spotykała dupków i egoistów, zawsze kręcili się gdzieś wokół niej tacy, którzy liczyli na jedno, mało odpowiedzialnych osób w jej otoczeniu i nikt z kim mogłaby się postawić w podobnej sytuacji, w której znalazła się z Basilem. To on był zawsze w mniemaniu Julki tym z rodzaju ‘dobrych’, tych z którymi można byłoby mieć dziecko (tu się nie myliła, nie zwiał, wykazał się), ułożyć sobie życie i nawet jeśli wtedy wcale siebie nie stawiała obok niego, to teraz wcale nie byłaby taka pewna, czy mogłaby lepiej trafić. Chyba by się z nim nie zgodziła. Może byli nieco w czarnej dupie, bo on z pracą miał pod górkę na początku, musiał wielu rzeczy się wyrzec, ona też łatwo nie miała, ale jeśli z kimś miałaby się znaleźć w beznadziejnej sytuacji to z nim.
- Tym bardziej powinieneś się przespać - w pracy przecież nie utnie sobie drzemki, a teraz miał ostatnią szansę na sen nie przeplatany płaczem niemowlaka - ale na siłę nie będę Cię wyganiać - bo prawda jest taka, że nie lubiła tak siedzieć samotnie, a zostawienie jej samej z dzieckiem też odrobinę przerażało. Nie wiedziała jak to wszystko ogarnąć.
- Przepraszam - bo dobrze wiedziała, że ta gonitwa po sklepach nie do koŃca była może na rękę zmęczonego Basila, a z drugiej strony no halo, przepchała z siebie ponad trzy kilogramowego klocka, jest obolała i głodna - ale muszę zjeść tą sałatkę - cóż, wzruszyła bezradnie ramionami i nie mogło obejść się bez spełnienia tej zachcianki - i właśnie widzę jak się wyspałeś - uśmiechnęła się wymownie. Szczoteczkę i grzebieŃ raczej miała już spakowane jako podstawowe wyposażenie do szpitala, w koŃcu każda przyszła mama przygotowuje sobie torbę do porodu dla siebie i dla niemowlaka. - Nie, wszystko powinnam mieć w torbie co najważniejsze, a przywożenie niepotrzebnych rzeczy to tylko darmowa przejażdżka dla wszelkich wirusów ze szpitala prosto do naszego domu… znaczy się do mieszkania, mojego mieszkania - i jego w sumie też, ale halo, w swoim nie chciała teraz zostawać sama zaraz po porodzie. Przecież sobie nie poradzi - w którym w sumie też będziesz jak mieszkaniec, prawda?
 
 
Basil Hightower


basil hightower

concord


28

nauczyciel

próbuje być tatą

Wysłany: 2017-10-18, 00:12   
  

  
  
  
  
  

  
  
say my name if no one is around you


Bazyl bardzo chciał być przy niej i zdecydowanie nie myślał o dziecku jak o ratowaniu małżeŃstwa. Wolałby, aby ich przyjaźŃ wciąż trwała, co oczywiście sam uniemożliwiał swoim zachowaniem, ale jakoś ciężko mu było to sobie uświadomić. Nigdy nie chciał, żeby Julka straciła w nim przyjaciela. Chciał z nią być na dobre i złe. Chociaż niekoniecznie dobre dla jednego oznaczało to samo dla drugiego. Jakby mu Julka powiedziała kiedyś te wszystkie ładne rzeczy, to by się chyba popłakał ze wzruszenia. Chciał przecież dla niej jak najlepiej, dla niej i ich córeczki, która jeszcze była czerwonym glutem, ale już niedługo jej zapewne przejdzie. Sam wciąż był przeświadczony o tym, że nie uda mu się stanąć na wysokości zadania, nieważne, jak by się starał, choć starać zamierza się z całych sił.
- W porządku, przywiozę ci ją - i nie zamierzał z tego robić żadnego problemu. Meh, dobrze wiedział, ze sam by nie podołał, więc przynajmniej jeszcze przez jakiś czas Julka będzie dla niego mistrzynią świata. Zanotował też w głowie, że nic więcej nie trzeba, ale ostatnie słowa trochę go zdziwiły. Zmarszczył brwi i potrząsnął głową. - Nie, ja... przecież mieszkam z Ethanem i Jane - i zupełnie nie rozumiał, czego Julka od niego chciała, ale zapewne zostawili tę kolejną trudną dyskusję na kiedy indziej, a zamiast tego Bazyl się zebrał do kupy i wybył po zamówienie dla matki jego dziecka. Wrócił z nim niedługo, więc Green mogła się najeść, a wieczorem zebrał się do mieszkania - tego z Jane, Ethanem i Filemonem - a kilka dni później wracali już wspólnie na Chelsea Street.

/zt.
_________________
 
 
Lexy Cotterman


Lexy Cotterman

Boston


24

studentka

podobno kocha

Wysłany: 2019-06-27, 12:53   
  

  
  
  
  
  

  
  
you will always have a special place in my heart


| z odległej czasoprzestrzeni.

Miała wrażenie, że jej życie zupełnie legło w gruzach. Chwila, to nie tylko wrażenie, a cała prawda. Miało to miejsce parę tygodni przed nowym rokiem, więc od pół roku próbowała znaleźć stabilny grunt pod nogami i zupełnie jej to nie wychodziło. Z większością swoich znajomych nie widziała się od pamiętnej imprezy Halloweenowej, którą stała się jedynie mglistym wspomnieniem (i to nie z powodu ogromnej ilości alkoholu jaki wypiła, choć miał on w tym swój udział), pewnie dlatego, że wtedy była wyluzowaną studentką, która miała przed sobą wiele wspaniałych chwil i ogrom możliwości... a teraz? W danej chwili nic nie miało większego sensu, a wszystko zdawało się być jakimś koszmarem. Mimo to wtaczała się właśnie na wielkie szpitalne łóżko ignorując utrudniającą wygodne leżenie aparaturę i wtuliła się do umęczonej klatki Theo, która jeszcze była ciepła i poruszała się sygnalizując, że jeszcze oddycha. Ze wszelkich sił próbowała sobie wyobrazić, że znajdują sobie w dawnym salonie jej rodzinnego domu na Clevland lub na Hawajskiej plaży przy domku jej dziadków, czy też w akademickim pokoju jednocześnie wmawiając sobie, że musi być dobrze. Niestety wszyscy “mądrzy” ludzie uświadamiali ich, że tak nie będzie. Do mądrych zaleczali się niezliczeni lekarze, którzy choć chcieli pomóc rozkładali ręce, nie widząc już kolejnej szansy u Theo. Raptem kilkanaście minut wcześniej toczyła się tutaj ostra batalia beznadziejnie wierzącej w cud Lexy, z pogodzonym (nie wierzyła w to) ze swoim losem Theo i lekarzem, który miał czelność przyjść i ogłosić, że nic już nie da się zrobić, ale znaleźli miejsce w hospicjum, który zadba o niego do ostatnich drzwi. To był pogrom, a Cotterman była na zupełnie innym krańcu niż oaza spokoju, by po całym wybuchu wybiec ochłonąć i wrócić - z podpuchniętymi oczami, nową dawką spokoju i w dalszym ciągu z beznadziejna ilością wiary o cud - położyć się obok i udawać, że musi być dobrze.
 
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 2019-07-21, 20:12   

Theo nie rozumiał, dlaczego te wszystkie złe rzeczy przytrafiają mu się wciąż i wciąż. Jeszcze kiedyś próbował szukać w tym wszystkim pozytywów. Owszem, miał raka, ale koniec końców z niego wyszedł, przy okazji znajdując fantastyczną dziewczynę, w której zakochał się po uszy. I która też wyszła ze swojego nowotworu. I mieli zacząć żyć niemal dosłownie od nowa, i wszystko już miało się układać. Jako dzieciak stracił przyjaciela, ale jakoś się z tego podniósł. Miał problemy z ojcem, ale i z tym jakoś dawał sobie radę. Ale potem miał ten paskudny wypadek, po którym został w połowie sparaliżowany i nieważne, jak bardzo nie przykładał się do rehabilitacji, ona i tak już nie dawała efektów. W którymś momencie jego ciało powiedziało, że już wystarczy, więcej nie osiągniesz, Emerson. Miał tego dosyć. Jego nogi kompletnie odmawiały mu posłuszeństwa, wciąż nie mógł nauczyć się żyć z wózkiem, no i dobrze wiedział, że to tylko kwestia czasu, aż Lexy znajdzie sobie chłopaka, który będzie w stanie nosić ją na rękach, albo chociaż podać jej coś z górnej półki. W tej chwili to ona jego musiała wyręczać. Był wybrakowany już do końca życia i chyba nawet wolałby, aby Cotterman zostawiła go szybciej, niż później. Między innymi to dlatego był coraz bardziej nieprzyjemny. Nie celowo, ale to samo przychodziło. Zasługiwała przecież na kogoś lepszego, niż on.
Już wtedy, na imprezie halloweenowej, wiedział, że jego niby to wyleczony rak tak naprawdę wyleczony nie był. Ostatnia wizyta kontrolna obarczona została łzami jego matki nad złymi wynikami. Nawrót choroby to jedno, ale niekontrolowane przerzuty to już nieco gorzej. Poszedł tam chyba tylko po to, by dać Lexy w kość. Chciał, żeby się rozstali i żeby nie musiała przechodzić jego choroby razem z nim, a jednocześnie przez czystą, niewytłumaczalną złośliwość chciał jej choć w niewielkim stopniu zepsuć imprezę. Nie wiedział, czy się udało, bo Cotterman uciekła na piętra, a on nie mógł za nią gonić z wiadomych powodów, więc po prostu skończył imprezę, ulatniając się. I choć bardzo chciał więcej się z nią nie spotkać, to ona nie dała za wygraną, a pani Potter nie miała najmniejszych oporów, by wszystko jej opowiedzieć, nawet bez zgody Theodore'a. Właśnie dlatego teraz tutaj była, wiedziała o wszystkim i niemal nie chciała odstąpić go na krok, a on już ledwo zipał, będąc otumanionym lekami przeciwbólowymi, których końskie dawki i tak nie były w stanie stłumić całego bólu, jaki czuł. Był chudy i blady, praktycznie szary, z widocznymi wszystkimi żyłami. Nie chciał całej tej aparatury, skoro miał umrzeć, to wolał załatwić to szybko, a nie tylko bez sensu czekać. Nie miał jednak jeszcze serca, by zrobić to pani Emerson i swojemu bratu. Dobrze jednak wiedział, że niedługo będzie musiał, bo inaczej straci wszystkie siły, będzie warzywem, a oni będą go na siłę tutaj trzymać. Po co to wszystko?
Lexy pakująca się na łóżko obudziła go. Przesypiał już większość czasu, nie miał sił na robienie czegokolwiek innego, zresztą jego ciało było w tak paskudnym stanie, że za nic nie chciałoby z nim współpracować. O wyjściu do toalety mógł zapomnieć. Srał pod siebie, w pampersy, a kiedy próbował napić się wody, ta rozlewała się wszędzie wokół. Naprawdę, tak mieli go zapamiętać najbliżsi? Odwrócił odrobinę głowę w jej stronę, ale i tak ledwo widział na oczy. Z trudem otworzył usta, spróbował wykrzywić je w uśmiech. Nie chciała dać sobie spokoju, to teraz będzie miała jeszcze gorsze atrakcje. Tak naprawdę było mu jednak bardzo szkoda Lexy. Chciał ją przecież przed tym wszystkim uchronić, to ona się zaparła.
- Wody - wydusił tylko z siebie, a jego głos był zachrypnięty i ciężko go było zrozumieć. Nie był już jednak w stanie mówić wyraźniej. Uniósł jeszcze rękę i palcem wskazującym dotknął ust, mając nadzieję, że to także będzie dla Lexy wskazówką, a ona zechce spełnić jego życzenie. No cóż, jemu już nic więcej nie zostało na tym świecie. Nawet z jedzenia nie odczuwał satysfakcji. Praktycznie każdy najmniejszy posiłek kończył się torsjami, więc Theo po prostu próbował jeść jak najmniej. Może powinien się zagłodzić, zanim jego przerośnięte nowotworem z przerzutów płuca odmówią posłuszeństwa i sprawią, ze się udusi. Kiedyś słyszał, że śmierć przez uduszenie jest niezbyt przyjemnym doznaniem.
_________________
Login: UNIVERSAL PERSON
Hasło: boston
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 6