Poprzedni temat «» Następny temat
Łączka
Autor Wiadomość
ophelia sinclair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-03, 17:53   

Ale przecież to w kuchni dzieje się cała magia! Po co siedzieć za ścianą - w domu, w restauracji, wszystko jedno - i czekać, aż ktoś podstawi ci pod nos ozdobiony talerz z gotową potrawą, skoro możesz siedzieć parę metrów bliżej i obserwować, jak ona powstaje? Widzieć, jak Gillian dodaje imbir do gorącej czekolady, by uczynić deszczowy, jesienny poranek w Anglii nieco bardziej znośnym, zamiast zastanawiać się nad magicznym składnikiem już na kanapie, wciąż mając na sobie polarową piżamę (wiadomo, kiedy już się widziały, starała się być jak najbardziej sexy). Przesiadywała po turecku na kuchennej szafce i jako pierwsza próbowała sosu, który później będzie podany na kolacji gościom i to do Ofelki należał decydujący głos w sprawie tego, czy powinien być nieco bardziej pikantny. Próbowała się przydać i pokroić oliwki do sosu, gdy Gill gotowała makaron na szybki obiad, a walizka już stała spakowana w korytarzu i czekała, aż Ophelia wrzuci ją do bagażnika taksówki i pojedzie na lotnisko. A kiedy wracały głodne z jakiejś imprezy dla sztywniaków, bo koreczków roznoszonych przez kelnerów było tyle, co kot napłakał, pilnowała, by nie zabrakło im wina i wybierała płytę, której słuchały, gdy Gill szykowała im jakieś puste kalorie. Wniosek jest jeden - strasznie dziwni ci Angole!
- Wciąż biorę leki, których nie mogę mieszać z alkoholem, ale nie myśl, że musisz pić tylko sok przez wzgląd na mnie - poprosiła, bo naprawdę jej to nie przeszkadzało - wielokrotnie musiała już odmawiać alkoholu podczas większych kolacji czy wieczornych spotkaŃ ze znajomymi, bo następnego dnia miała trening o świcie, bo zbliżał się dzieŃ ważenia albo dlatego, że wylatywała o piątej rano. A kiedy ten jeden raz nie powiedziała nie, uznając, że przecież nic złego się nie stało... wylądowała na wózku i żeby normalnie funkcjonować, nadal musiała łykać silne tabletki przeciwbólowe. Na szczęście przywiózł je tu kierowca, a ona chętnie zobaczy Gillian po wypiciu butelki wina.
Gdy telefon Mayfair zaczął dzwonić, uśmiechnęła się do niej lekko, by zasygnalizować, że nie ma nic przeciwko i bardzo chętnie posiedzi tutaj sama. Położyła się na kocu, wpatrując się w niebo, a kiedy Gill wróciła, przypomniała jej: - Nie jestem twoim klientem, dostawcą ani współpracownikiem. Poza tym... znam cię, więc nie musisz się martwić, bo nie uważam cię ani za złą, ani za nieodpowiednią. Albo przynajmniej znałam cię - dodała po chwili, żeby nie przypisywać sobie zbyt dużych zasług.
Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc o tej imprezie ojca i ponownie usiadła, przyglądając się Gillian. - Nie wiem - przyznała, wzruszając lekko ramionami. - To znaczy... na razie się nie wybieram, a kiedy tata mnie o to spyta, zamierzam być twarda i oznajmić, że nie będę ani robiła za ludzki posąg, ani nie będę atrakcją wieczoru, pokazując gościom moje dzikie akrobacje na wózku. Problem w tym, że kiedy tata rzeczywiście będzie chciał o tym porozmawiać, przyjdzie do mojego pokoju, zacznie głaskać mnie po głowie i nazywać mnie Ellie, a wtedy nie będę potrafiła odmówić - wyjaśniła. - A ty i twoi rodzice przyjdziecie? - spytała.
 
 
Gillian N. Mayfair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-04, 20:52   

Poczuła się strasznie głupio, że nie wiedziała o tabletkach branych przez Ophelie. Z jednej strony, niby skąd mogła posiadać tą wiedzę? Z drugiej, była na tyle mądra by się domyślić i nie robić z siebie głupka proponującego alkohol dla kogoś, kto nie mógł go pić z ważnego powodu. Nie żeby poprzednie razy były mniej istotne, bo zawsze, gdy Ophelia odmawiała to na pewno miała w zanadrzu ważny argument. Raczej nie była osobą, która tworzyła problem z niczego a jeżeli miała bardzo zły humor i chrzaniąc wszystko sięgała po alkohol, chociaż następnego dnia miała wspomniane ważenie albo ważną próbę z samego rana to Gillian znajdowała inne sposoby na odreagowanie. Przynajmniej robiła to wtedy, kiedy miały siebie pod ręką, co niestety w pewnym momencie stało się bardzo rzadkim elementem jej życia. Czasami czuła się głupio tak bardzo tęskniąc za jedną osobą, ale gdy były razem to szybko ta myśl przemijała lub po prostu jej przytakiwała, bo wtedy za nic w świecie nie podmieniłaby Ophelii na kogo innego. Tylko, że życie na dostawkę, od wizyty do wizyty, jej nie zadowalało i tak oto pojawiła się nienawidząca zapachów z kuchni Jennifer. Poza tym była naprawdę świetną kobietą.
Odetchnęła z ulgą, chociaż podświadomie wiedziała, że Sinclair nie będzie miała jej niczego za złe. Mimo wszystko chciała traktować ją (i zachowywać się przy niej) inaczej.. tak jak kiedyś, kiedy jeszcze studiowała albo dzięki bratu mogła nieco odpuścić zaznajamianie się z firmą.
- Kiedyś myślałam, że będę odbierać telefony od swoich pacjentów albo ze szpitala. – stwierdziła jakby smutno a jednak prychnęła ni to z rozbawieniem ni z pogardą dla własnych marzeŃ. Było minęło. Nie zamierzała się rozczulać. – I że będą takie momenty, kiedy powiem ‘To tylko ból brzucha Brian. Jesteś rezydentem, podaj pacjentowi co trzeba i nie przeszkadzaj mi w randce’. – nie żeby z góry zakładała ignorowanie pacjentów, ale każdy wiedział, że bywały momenty, kiedy ktoś niepotrzebnie zawracał ci dupę. Gill wydawało się, że prowadząc firmę miała ich o wiele więcej niż gdyby pracowała w szpitalu.
Zamiast szklanki dla brunetki to wyjęła dwa kieliszki. Nie brała niczego więcej, z góry zakładając, że alkohol się nada, ale przecież inne napoje też można było pić z ów szkła prawda? Trochę zaleciało romantyzmem. Uh.
Nalewając sok spojrzała na Ophelie z niemym pytaniem ‘dlaczego?’, ale nie wypowiedziała go na głos, bo znała odpowiedź. Co gorsza, za żadne skarby świata nie powinna śmiać się z towarzyszki, ale na jej wspomnienie o ‘akrobacjach na wózku’ uaktywnił się dawny czarny humor Mayfair, która nie potrafiła powstrzymać uśmiechu.
- Twój ojciec zawsze miał dar przekonywania. – nie tylko wobec własnej córki, ale także innych; pacjentów lub inwestorów takich jak ITM. – Nie chciałabym mówić za rodziców, ale zapewne się pojawią, bo o dziwo posiadają kogoś takiego, jak przyjaciele. – którymi bez wątpienia był pan Sinclair i jego nowa żona. – Ja zapewne też przyjdę. Chciałabym powiedzieć ‘o ile ty także tam będziesz’, ale nie chcę cię szantażować, bo znów wyskoczysz z kodeksami prawnymi i coś czuję, że niedługo faktycznie po takowy sięgniesz by nie być gołosłowną. – ciągle się uśmiechając podała kobiecie kieliszek z sokiem a sobie nalała wina. Nie ma to jak wolne popołudnie z dala od firmy i z wyłączonym telefonem. – Miło byłoby posiedzieć na tarasie i jak kiedyś rozważać, czy już pora wracać do gości, co zawsze trwało około godziny, o ile ktoś wcześniej nas stamtąd nie wygonił. – gdy Gillian pierwszy raz trafiła do domu Sinclair to obie przesiedziały na tarasie co najmniej trzy godziny i nikt się nimi nie przejmował, bo ‘były za młode na dorosłe rozmowy’ czy coś w tym rodzaju. Po prostu rodzice mieli ważniejsze sprawy niż one dwie. – Przyjdę. – stwierdziła pewnie. – Założę też jakąś seksowną kieckę byś nie zastanawiała się czy warto się tam pojawić. – nie powinna tego mówić. Flirt nie był jej mocną stroną, ale definitywnie nie powinna rzucać podobnych tekstów swojej ‘byłej’ szczególnie, że w Anglii ciągle kogoś miała. Tylko, że z Ophelią przeżyła sporo a ich relacja choć niestała miała swoje podwaliny w każdym spotkaniu po długich przerwach. Pomiędzy zawsze coś musiało się dziać, ale gdy Gillian miała u swego boku Ophelię to nie myślała o nikim innym. Bez wątpienia teraz można posądzić ją o zdradę (zdradę w głowie).
 
 
ophelia sinclair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-05, 22:17   

To głupie, ale Ophelia była naprawdę zachwycona, gdy Gillian wykazała się nietaktem i zaproponowała jej wino. Pewnie, mogła się domyślić, biorąc pod uwagę, że wciąż musiała jeździć na rehabilitację, poruszała się na wózku i miała spore problemy z kontuzjowaną nogą, ale... nie domyśliła się i to było takie super. Ofelka była bardzo przewrażliwiona na punkcie własnego kalectwa - krępowało ją wyjście do parku, bo była przekonana, że wszyscy będą się gapić, jak jest przerzucana z wózka na koc i z powrotem, z niezadowoleniem reagowała na propozycję spędzenia czasu z Gillian, bo wiele rozrywek odpadało z powodu jej wózka (albo tylko ona tak sądziła), zamykała się w pokoju gościnnym, gdy znajomi ojca wpadali na kolację albo nie odbierała telefonu od starych znajomych, bo wydawało jej się, że jakikolwiek kontakt z tymi ludźmi byłby naznaczony dużą porcją litości, współczucia, którego wcale nie chciała i od którego próbowała uciec. Na palcach mogła policzyć starych znajomych, z którymi nawiązała kontakt po powrocie do Bostonu, ponieważ była zbyt dumna, by przyznać się do porażki (tak, ten wypadek i kalectwo uważała za nic innego jak porażkę), poza tym panicznie bała się ich współczujących spojrzeŃ, obchodzenia się z nią jak z jajkiem, specjalnego traktowania, urywania zdania w połowie, gdy ktoś zda sobie sprawę, że dwuznaczność żartu była tak niefortunna, że Ophelia mogłaby poczuć się urażona... A teraz Gillian oferuje Sinclair wino, bo nie przyszło jej do głowy, że nie może go pić. Czego chcieć więcej?
Przekręciła głowę, by spojrzeć na Gill i spytała: - Lubisz swoją pracę, pani prezes? - to, że wyobrażała sobie swoją przyszłość inaczej, kiedyś marzyła o innej ścieżce kariery nie musiało jeszcze oznaczać, że nie jest zadowolona czy spełniona, realizując inny scenariusz. Gdyby jej nie znała, natychmiast uznałaby, że Gillian pasuje do swojej posady, ale... znała ją, więc mogła podejrzewać, że jest inaczej. Pytanie tylko, czy w tym przypadku "inaczej" oznaczało "gorzej".
I oczywiście, że ta cała Jennifer mogła być świetną kobietą, nikt tego nie kwestionował (ciesz się, póki możesz, to znaczy - póki Ofelka nie wie o jej istnieniu). Jestem pewna, że Sinclair także zdarzało się spotykać różne świetne dziewczyny, które zapraszała na randkę - mogły być naprawdę sympatyczne, inteligentne, dużo podróżować, czytać książki i być świetne w łóżku, ale... co z tego, skoro nie częstowały ją sokiem nalanym do kieliszka do czerwonego wina ani nie zaczynały się głupio uśmiechać, gdy Ophelia ironizowała w temacie swojego inwalidztwa?
- Spokojnie, mam braki w wykształceniu, więc nawet jeśli wkrótce sięgnę po ten kodeks, trochę mi zajmie, zanim cokolwiek zrozumiem i znajdę, za co mój adwokat może się do ciebie dobrać - zauważyła dość beztrosko, ale przecież to, że ukoŃczyła liceum z dobrymi wynikami było zasługą hojności pana Sinclaira nie było żadną tajemnicą. Skoro wiedziała, że wiąże swoją przyszłość z baletem, a nie matematyką, pod koniec szkoły średniej poświęcała się już temu pierwszemu, od czasu do czasu opuszczając lekcje albo nie odrabiając pracy domowej. - No i muszę sobie znaleźć adwokata - dodała, by Gillian jeszcze przez jakiś czas mogła czuć się bezpiecznie. Przyjęła kieliszek z sokiem i wzruszyła ramionami: - Spoko, w razie czego możesz mnie zrzucić z wózka, gdyby ktoś pytał, co my tam robimy tyle czasu, wyjaśnisz, że spróbujesz posadzić mnie z powrotem - oprócz tego, że wydrapałaby jej oczy, gdyby Mayfair naprawdę to zrobiła...
Uniosła brew na wieść o tej seksownej kiecce, po czym uśmiechnęła się - trochę zaczepnie, a trochę złośliwie. - Ale wiesz, że żeby dobrze wyglądać w seksownej kiecce, musisz wypluć ten kij? - spytała. Podejrzewała, że na bardziej oficjalnej kolacji w większym gronie Gill nie będzie leżeć na trawce ani polewać wina.
 
 
Gillian N. Mayfair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-07, 15:13   

- Czy lubię? - powtórzyła musząc się poważne nad tym zastanowić. - Zastąpiłam ratowanie ludzi na masowe zwolnienia. - ot, drobny przykład różnicy między dwoma zawodami. Takich na pewno znalazłoby się wiele, ale nie chciała myśleć o szczegółach, które ją w życiu ominęły. Całą sobą, gdy tylko dowiedziała się, co chciała robić, kierowała myśli oraz edukację w stronę medycyny. Nieraz w wyobrażeniu przyszłości widziała siebie w kiltu a w marzeniach dostawała nagrodę, która w dziedzinie medycyny była odpowiednikiem Oscara. Wiele godzin poświęciła na to by dostać się na najlepszą uczelnię. Uczyła się w bibliotece, parku i w domu, a gdy w żadnym z tych miejsc nie mogła się skupić (bo było za cicho, za duszno albo padał deszcz) to chodziła na salkę treningową zaszywając się z książkami w kącie od czasu do czasu zerkając na zadyszane baletnice. - Nie jest najgorzej, chociaż nadal czuje się jak zbuntowana nastolatka, którą niezmiernie dene... wkurza, że skoŃczyła tak, jak chcieli tego rodzice. - nie było źle. Dawała radę w zawodzie, którego unikała przez całe życie, ale kiedyś miała zupełnie inne plany i marzenia. - Lubię świadomość, że coś ode mnie zależy i ta praca zaspokaja moją potrzebę kontroli. Dzięki temu w domu mogę sobie odpuścić, ale momentami mam tak dużo na głowie, że jedyną rzeczą, o której marze to ciepła kąpiel, kieliszek wina i cisza. Niestety w takich chwilach święty spokój to luksus, na który nie mogę sobie pozwolić. Telefon za telefonem, myśl goni myśl i aż głupio się przyznać, ale momentami zamykam się w toalecie i gram w sudoku. Raz asystentka zaczęła się martwić o moje problemy z żołądkiem. - rozgadała się koŃcząc jednak wszystko lekko wstydliwą acz zabawną anegdotką. Poczuła się dziwnie, gdy asystentka podrzuciła jej numer do gastrologia, ale po jej wyjściu z biura Gillian zaczęła się śmiać. Oto jej żałosne życie prawie na szczycie wielkiej korporacji, w której musi chować się po kiblach by mieć dla siebie skromne pięć minut. Z dala od telefonów, asystentki i czekających w biurze dokumentów.
- Czuję się pod..ekscytowana twoimi groźbami. - powstrzymała się przed użyciem słowa 'podniecona', bo to zakrwawiałoby nie tylko o dziwne fetysze, ale również podteksty, których nie powinna rzucać. Tajemnicą jednak nie było, że Mayfair uwielbiała potyczki słowne z Ophelią. Wszelkie ironizowanie, zaczepki, droczenie się lub grożenie miało swój urok zwłaszcza, że obie dobrze wiedziały, kiedy druga mówiła na poważnie a kiedy nie. Chociaż w sumie, nawet gdy Ophelia była śmiertelnie poważna to Gillian w duchu wiedziała, że tamta tego nie zrobi.
- To trochę zajmie zważając na fakt, że będziesz przy tym strasznie wybredna. - jeden się nie spodoba, bo był za miękki, drugi za uczciwy, trzeci za bardzo przypominał drania a czwarty miał zakola. Nie powinna tego robić tak samo, jak wcześniej czuć rozbawienie przy wzmiance o akrobacjach na wózku, a jednak zaśmiała się krótko, bo choć nadal trzymały się tematy 'kalectwa' to upozorowanie ów sceny na rzecz wyjaśnienia, czemu tak długo siedziały na tarasie było zacne. - Proponuję stwierdzić, że zablokowały ci się kółka i za chiny ludowe nie wiemy jak je odblokować. - przynajmniej ta wersja nie zakładała bezczelnego zrzucania kogoś z wózka. Drgnęła jakby ktoś ukuł ją igiełką. - Auć. - udawała, że to zabolało i odwróciła za siebie szukając domniemanego kija odstającego spomiędzy pośladków. - Nie wiem, o czym mówisz. - udawała, ale dobrze wiedziała, że gdyby teraz była 'w towarzystwie' to nie zachowałaby w ten sposób. - Zresztą, przy tym towarzystwie nie muszę wyglądać seksownie. - wzruszyła ramionami, bo akurat flirty w trakcie rozmów biznesowych, do których na pewno dojdzie, nie było koniecznie czymś, co lubiła stosować. - Ale wyjmę go, jeżeli ty będziesz milsza. - układ?
 
 
ophelia sinclair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-10, 21:08   

Roześmiała się, bo sudoku nie było najbardziej wstydliwą rzeczą, jaką Gillian mogła zajmować się w łazience w godzinach pracy. - Naprawdę musisz się tym wszystkim zajmować? - spytała z naiwnością laika. - Nie możesz zrzucić części obowiązków na swoich podwładnych? Zawsze wydawało mi się, że to szef wychodzi z biura jako pierwszy i wychodzi na trzygodzinne lunche, by spotkać się z kochanką, a jego podwładni siedzą w biurze do wieczora, zawaleni papierkową robotą - mówiła to z lekkim rozbawieniem, które wynikało ze świadomości, że Ophelia całą wiedzę dotyczącą pracy w korporacji czerpie z marnych filmów, w których asystentka zakochuje się w swoim szefie. I okej, chyba właśnie w takich filmach ich miłość rodzi się wieczorami, gdy muszą zostać po godzinach w pustym biurze, ale nie podejrzewała Gillian o romanse z własnymi sekretarkami. Po chwili ostrożnie przekręciła się na bok, podpierając głowę na dłoni, dzięki czemu mogła wpatrywać się w Mayfair. - Wiem, że nie tak wyobrażałaś sobie przyszłość, ale gdybyś została lekarzem, wszystko mogłoby wyglądać inaczej, niż sobie wymarzyłaś. Dorastałam z kardiochirurgiem, pamiętasz? Kiedy do niego w trakcie pikniku dzwoni telefon, pakuje koszyk i jedzie do szpitala, zamiast wyłączyć telefon i pić wino w parku - dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie powinny łoić wina w miejscu publicznym. Ale nieważne, ważne było to, że rzeczywistość nie zawsze pokrywa się z naszymi marzeniami. Nieważne ile książek przeczytałaby Gillian, ile sezonów Ostrego Dyżuru by nie obejrzała albo jak silnego poczucia misji nie miała, idąc na medycynę - jej wyobrażenie o pracy chirurga i tak było trochę wypaczone, dokładnie jak Ofelka mogła tylko gdybać, jak wygląda życie zawodowej baletnicy, dopóki uczyła się w szkole i "jedynie" chodziła na treningi w szkółce baletowej.
- Tylko podekscytowana? Następnym razem postaram się bardziej - obiecała. Pewnie, że nie zadzwoniłaby do żadnego prawnika i nie wyrzucałaby kasy w błoto, kupując jakieś kodeksy. Przecież chciała dla niej jak najlepiej; chciała, żeby była szczęśliwa, mogła pić wino na trawie i choć chwilowo odpocząć od pracy, a użeranie się z adwokatami miało niewiele wspólnego ze szczęściem. Nawet jeśli faktycznie znalazłaby go dopiero w przyszłym roku, bo piąty nosiłby niedopasowane garnitury, szósty byłby za mało rozgarnięty, siódmy kazałby jej czekać pięć minut, a ósmy miałby mniejsze jaja niż Ofelka. Te mentalne jaja.
Uniosła brwi, zerkając na Gill z (dość udawanym) powątpiewaniem: - Chcesz powiedzieć, że nie wzięłabyś mnie na barana i nie wniosła do domu, żeby uchronić mnie przed śmiercią? Co, gdyby dzikie zwierzęta zabiły mnie we własnym ogrodzie? - spytała, jakby zapomniała, że jedynymi dzikimi zwierzętami w ogrodzie Sinclairów były plastikowe flamingi, które kupiła matka, ale zniknęły po dwóch tygodniach w niewyjaśnionych okolicznościach. - Dlaczego mam być miła? - spytała, sprawiając wrażenie szczerze zaskoczonej. Chyba przegapiła kilka lekcji.
 
 
Gillian N. Mayfair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-10, 22:08   

- Moje lunche to głównie spotkania biznesowe, co nieraz jest powodem kłótni z paroma osobami. – bo ani przyjaciele w Anglii ani Jennifer nie potrafili zrozumieć, czemu przynajmniej raz w miesiącu nie miała na nich czasu w trakcie dnia. Chcąc nie chcąc w tygodniu każdy lunch poświęcała pracy, bo choć wtedy jadła (głównie niewiele) to zazwyczaj przy okazji podejmowała ważne decyzje, zawierała transakcje tudzież współpracę z kimś, na kogo polowała od miesięcy. Czasami też trzeba było się pokazać z kimś ważnym by drugi ‘ważniak’ poczuł się zagrożony albo zazdrosny i zechciał mieć to samo podpisując kontrakt. Dobrze, że nikt nie był zazdrosny o to, co robiła w toalecie, nawet jeśli mowa tu o mało wstydliwej grze w sudoku. To przynajmniej było ‘jej sudoku’. – Chciałabym by ktoś wykonywał za mnie pracę, ale wtedy okaże się, że istnieje ktoś, kto mógłby mnie zastąpić i wtedy stałabym się zbędna. Codziennie podejmuje tyle decyzji, że tęsknie za porankami, kiedy jedynym pytaniem było to, co chce zjeść na śniadanie. – teraz nie dość, że prawie ich nie jadła to codziennie wstała z myślą, z którą poszła spać i głównie obrała się ona wokół pracy. Remont budynku, kolejne spadki na giełdzie, złe wyniki działu z dziesiątego piętra, dyrektor ds. marketingu posądzony o mobbing, spotkanie z inwestorem, kolejna telekonferencja, zapoznanie się i ewentualna korekta planów na przyszły kwartał.. codziennie coś się działo. – To chyba lepsze od całowania tyłka kolejnemu potencjalnemu inwestorowi. – była świadoma tego, że życie lekarza również nie należało do najłatwiejszych i na pewno zarabiałaby mniej niż teraz. Tylko, że ona miała się poświęcać by ratować ludzi a nie po to by zadowolić kogoś skokiem na giełdzie, ale doceniała fakt, że Sinclair w ten sposób chciała ją jakoś ‘pocieszyć’.
Po pierwsze, one nie łoiły wina tylko degustowały, z czego to w kieliszku Ophelii było zbyt pomaraŃczowe a Gillian była na tyle bogata by mieć głęboko w poważaniu wszelkie prawa stanowe. Uznajmy, że para lesbijek w parku nie rzuca się w oczy zwłaszcza, gdy jedna to inwalidka a druga miała nierozwiązane sprawy z prostownicą i kijem w tyłku. Na takie nie wypada się gapić. To bardzo niegrzeczne!
- Nie tylko. – czuła się sprowokowana do tej odpowiedzi, ale nadal daleko jej było do wyjawienia swego podniecenia i tęsknoty za takim a nie innym stanem rzeczy. Siedząc opierała jedną rękę za sobą a drugą podtrzymywała kieliszek stojący na niestabilnym kocu. Nie kładła się. Możliwe, że nie była do tego zdolna w miejscach publicznych, bo już zapomniała jak to jest być ‘swobodnym’. Czy ktoś widział vice prezesa wielkiej korporacji leżącego na trawie? Cud, że w ogóle wpadła na pomysł z piknikiem. Ok, sam pomysł nie był cudem, ale jego zrealizowanie już tak.
- Mówisz o flamingach, które porwało ufo? – tym razem to ona uniosła brew jakby podejrzewała brunetkę o zaniki pamięci albo tworzenie nowej rzeczywistości, w której po jej ogrodzie biegają dzikie tygrysy. – Gdyby jednak faktycznie były tam dzikie zwierzęta to oczywiście, że bym cię stamtąd zabrała a gdybym z jakiś powodów nie mogła tego zrobić to zostałabym razem z tobą. – taka była szalona, durna albo swego czasu zakochana. Może nadal jest? – Bo to coś trudnego dla ciebie tak, jak dla mnie wyjęcie kija, więc układ musi być sprawiedliwy. – kiedyś nie była taką sztywniarą, ale z czasem po prostu do tego przywykła i naprawdę trudno będzie rozluźnić się przy innych poważnych ludziach zgromadzonych na przyjęciu. Przecież nawet teraz miała problem z doborem pozycji wybierając tą naturalną z nogami wyciągniętymi przed siebie i ręką opartą z tyłu. Gdyby się teraz położyła pewnie wyglądałaby jak testerka bardzo niewygodnego materaca, którą zjadają mrówki, bo ciągle by się wierciła.
 
 
ophelia sinclair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-11, 21:05   

Może dlatego udawało im się tak dobrze funkcjonować przez te wszystkie lata? Kiedy ktoś jest tak bardzo skupiony na własnej pracy jak Ophelia, nie może mieć pretensji o siedzenie w biurze po godzinach albo lunche biznesowe, w których uczestniczyła Gill. I z pewnością próbowały spotykać się tak często, jak tylko mogły, ale przecież kiedy przebywały w innych miastach albo nawet paŃstwach, to naturalne, że funkcjonowały inaczej - Gillian mogła spędzać wieczory zawalona papierkową robotą, bo po drugiej stronie łóżka nie leżał nikt, komu by to przeszkadzało (a przynajmniej mam taką nadzieję...), a wymiana kilku smsów nad papierami czy rozmowa na Skypie przy porannej kawie, żeby w ogóle wiedziała, w jakim mieście jest teraz Ofelka, były o wiele łatwiejsze niż zastanawianie się, czy uda jej się znaleźć te dwie godziny w ciągu dnia, by wyjść na obiad z Sinclair albo czy zdąży skoŃczyć ze wszystkimi dzisiejszymi obowiązkami do osiemnastej, żeby potem, gdy Ophelia zaśnie, nie musiała włączać laptopa i wracać do pracy. Poza tym chyba łatwiej znaleźć jeden weekend w miesiącu, gdy możesz mieć trochę więcej wolnego albo wychodzić z pracy przez te kilka dni o normalnej porze, gdy wiesz, że następne tygodnie znowu możesz pracować na pełnych obrotach, zamiast żyć tak w każdy weekend, w każdy dzieŃ roboczy, bo twoja druga połówka tego wymaga.
– Nie byłabyś zbędna - zaprotestowała łagodnie, niemal z rozbawieniem. - Nie mówię o szukaniu sobie pomocnika, który będzie wszystko robił za ciebie, ale o przekazaniu części obowiązków podwładnym, żebyś ty mogła to tylko zatwierdzać. - wyjaśniła. Tak, sama była urodzoną jedynaczką (w sensie – miała mnóstwo cech typowych dla jedynaków) i nie przepadała za pracą zespołową, ale w teorii przekazywanie obowiązków brzmiało przecież dość łatwo.
Nie wytrzymała i roześmiała się, gdy Gillian wspomniała o tych flamingach. - Nie śmiej się, od pięciu lat próbuję ci wytłumaczyć, że to była PRAWDZIWA wojna. Kosztowało to nas ze cztery butelki whisky, które wyłoiła matka, twierdząc, że to z nerwów, ofiarami w ludziach były nasza sprzątaczka, a kucharka została ranna, bo potem ojciec zatrudnił ją z powrotem, flamingów nigdy nie odnaleziono, a rodzice rozwiedli się osiem miesięcy później. W ostatnie Święto Dziękczynienia mama przyjechała do nas, a kiedy już odessała się od butelki wina, zrobiła aferę, krzycząc na ojca, że wie, że to on wyyrzucił flamingi - streściła tę długoletnią wojnę (o flamingi, chociaż równie dobrze możemy w ten sposób nazwać całe małżeŃstwo Sinclairów) i, jak zwykle, w rozmowie z Gill nie zamierzała ukrywać, że jej matka ma lekkie problemy z alkoholem. Pewnie sama zresztą zdążyła się zorientować – pani Sinclair niepokojąco często można było spotkać przed południem, jak pałętała się po domu w jedwabnym szlafroku, z filiżanką, do której nalewała whisky dla niepoznaki. - Próbujesz mi powiedzieć, że nie jestem miła? - spytała ze zmarszczonym czołem, udając zdziwienie. We własnej głowie Ophelia była bardzo sympatyczna. Serio.
 
 
Gillian N. Mayfair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-11, 22:00   

- Samo zatwierdzanie to całe trzy godziny z mojego porannego życia. – wyjaśniła dając do zrozumienia, że nawet jakby chciała to już nie miała co komu przydzielać, bo nie zostało nic, czym ktokolwiek inny prócz niej mógłby się tym zająć. A przecież nie była sama. Nad sobą miała jeszcze ojca, który podejmował kluczowe decyzje w całej firmie i zebrania z nim też musiała ‘odbębnić’, co zabierało czas. Każdy robił co mógł i chcąc nie chcąc praca w korporacji miała to do siebie, że nie ważne, na jakim stanowisku by człowiek harował to i tak miał od groma roboty. Aż dziw bierze, że Gillian nie wpadł do głowy wspomniany wcześniej (przez Ciebie) romans z asystentką. Przynajmniej wtedy jej życie nie byłoby takie smutne i w firmowej toalecie nie grałaby w sudoku tylko robiłaby brzydkie rzeczy ze świeżo upieczoną absolwentką.. pff, doktorantką (która parzyłaby jej kawę).
- Nie śmieje. – ale rozbawienie Ophelii wpłynęło również na nią i z ledwością powstrzymywała się od wybuchu radości. To okropne, że rodzinna wojna Sinclair je tak bawiła. Były straszne śmiejąc się z czyjejś tragedii, która przecież wtedy naprawdę nią była, bo nawet ona zaczynała się denerwować tylko wysłuchując całej historii przekazanej przez Ophelie podczas rozmowy telefonicznej. – Bawi mnie jednak fakt, że ty naprawdę niczego nie pamiętasz. – zarzekała się, że nie wypala i nie będzie wspominać ów wieczoru, ale najwyraźniej musiała by uświadomić biedną Ofelkę, co tak naprawdę zaszło. – Złożyłam ci obietnicę, ale najwyraźniej muszę ją złamać i nie krzyw się, bo wracam do tego dnia, gdy miesiąc przed zaginięciem flamingów, akurat obie byłyśmy w Bostonie i miałaś bardzo kiepski humor po nieudanym przesłuchaniu. – wyjaśniła do czego wraca przy okazji robiąc niewinną minę, bo naprawdę nie chciała wspominać tamtego dnia. Przynajmniej potem Sinclair prosiła by już nigdy nie rozmawiały o nieudanej próbie zdobycia akurat tamtej roli (może pierwszej ważnej?) – Powiedziałaś, że chcesz się upić a ja niemądra puściłam cię wolno pozwalając na wszystko. Najpierw był pub, potem klub a na koniec kręgielnia, w której spotkałyśmy twoich znajomych z liceum i gdzieś między popisowym rzutem kulą na tor obok.. właściwie dwa tory dalej a drzemką na moich kolanach wyznałaś swojemu koledze, że nienawidzisz ‘różowych żyraf w swoich ogrodzie’ i jeżeli on się ich pozbędzie to zapłacisz za cały dzisiejszy wieczór. – o którym najwyraźniej zapomniała i teraz z bólem serca Gill musiała jej wszystko przypomnieć przy okazji sugerując, że choć z pewnym opóźnieniem to być może wspomniany znajomy wywiązał się z obietnicy. To była naprawdę szalona noc, bo po drzemce Sinclair dostała kopa energii i była gotowa do dalszej zabawy. Mayfair nie narzekała i o dziwo nawet nie miała żalu do brunetki o to, że choć spędziły razem tylko jeden wieczór to ten skupiał się na pilnowaniu nietrzeźwej baletnicy. Oh, gdyby mogła (gdyby nie Jennifer szepcąca jej do ucha, a raczej głos sumienia) to wypomniałaby Ophelii, że jest jej dłużna jeden nieodbyty seks.
- Mogę teraz nie odpowiadać na to pytanie, bo coś czuję, że to cię zdenerwuje i na tym się skoŃczy nasze wspólne popołudnie? – jeżeli już miały się kłócić lub sprzeczać to niech to zrobią później, w drodze do domu albo następnym razem, gdy Mayfair zdecyduje się na uprowadzenie byłej baletnicy. – Czyli jak? Będziesz na przyjęciu? – chciała wiedzieć czy faktycznie ma się wciskać w seksowną kieckę czy nie starać i włożyć coś, co pasowało do kija w tyłku. – Wiesz przecież jak bardzo lubię denerwować swoich rodziców. Mojej matce dalej wyskakuje żyłka na czole, jak pomyśli, że prowadzę się tak a nie inaczej. – bo z ust wspomnianej kobiety nigdy nie wyszło określenie ‘umawiasz się z kobietami’. Gillian ‘się prowadzała’ i jak tylko wyszło na jaw, że mimo wygnania do Anglii ona wciąż utrzymywała kontakt z córką paŃstwa Sinclair to aż sam diabeł się chowa przy gniewie tej kobiety.
To był w sumie tylko pretekst, bo nawet gdyby jej rodziców nie było na przyjęciu to chciała by Ophelia się pojawiła. Nie ma to jak w wieku trzydziestu jeden lat dalej ucierać nosa swoim rodzicom.
 
 
ophelia sinclair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-13, 21:51   

Ostrzeżenie Gillian na nic się nie zdało - gdy tylko jej o tym przypomniała, Ophelia zmarszczyła czoło i spojrzała na nią lekko nachmurzona. Wolała, żeby nie wspominała o tamtym castingu już nigdy, z bardzo prostego powodu - bardziej od przyznawania się do poniesionych porażek nienawidziła tylko, gdy ktoś inny jej o nich przypominał. Wiedziała, że nie robi tego złośliwie, nie zamierza wbijać Sinclair szpil przez to, że nie wzięli jej do jakiejś głupiej roli parę lat temu i, szczerze mówiąc, zdążyła już niemal zapomnieć o tamtym przesłuchaniu, ale... i tak coś ją zakuło, gdy przypomniała sobie głupie uśmiechy tamtych ludzi, którzy zapewniali, że do niej zadzwonią, ale - niespodzianka! - nie oddzwonili.
Przyglądała się Gillian przez chwilę, próbując przypomnieć sobie szczegóły ich wielkiego wyjścia. Następnego ranka, gdy miała siłę jednie leżeć pod kołdrą i oglądać Piękną i Bestię, zarzekała się, że niczego nie pamięta - w rzeczywistości kojarzyła całkiem sporo, jednak czuła się zwyczajnie głupio, więc łatwiej było udawać, że alkohol wyczyścił jej pamięć. Jak można się było spodziewać, parę lat później szczegóły ich pijackiej eskapady wyleciały jej z pamięci i choć wyjście na kręgielnię uważała za całkiem prawdopodobne, choćby bardzo chciała, nie potrafiłaby wymienić nawet jednego tematu, na który rozmawiali. Nie zamierzała więc ponosić odpowiedzialności za to, że ktoś zapamiętał więcej niż ona i, co gorsza, postanowił wziąć to na poważnie!
- Wkręcasz mnie - stwierdziła wreszcie, uważnie przyglądając się Gillian. - Pamiętam, że spotkałyśmy Jude'a i... i kogoś jeszcze, ale przecież flamingów pozbył się mój ojciec - powiedziała, patrząc na Gill bez śladu zrozumienia. Od kilku lat żyła w kłamstwie, na początku może być dziewczynie trudno, okej? Pan Sinclair wciąż szedł w zaparte i twierdził, że nie ma z tym nic wspólnego, ale Ofelka odruchowo założyła, że nie przyznał się nawet córce, by zwyczajnie nie mieszać jej w - kolejny - konflikt rodziców, ale przez te wszystkie lata nie przyszło jej do głowy, że tata od początku mówi prawdę i rzeczywiście nie wie, co się stało z tymi flamingami. Nigdy nie przyszło jej do głowy, że najbardziej poszkodowany w tym konflikcie mógł być pan Sinclair, a nie, jak sądziła do tej pory, oskarżana o kradzież, wywalona z pracy kucharka (którą potem tata zatrudnił ponownie) - nie dość, że żona była przekonana o jego winie, to jeszcze biedakowi skradziono coś z własnego ogrodu, mimo tych milionów monet, jakie wydawał na alarmy antywłamaniowe czy monitoring (tak, posiadali).
- Co, że nie jestem miła? Bzdura, przecież jestem bardzo miła! - oburzyła się, patrząc na Gillian jak na kogoś, kto wygaduje straszne głupoty. Co to za pomówienia w ogóle? Zaraz potem przestała się oburzać i chmurzyć, zamiast tego uśmiechnęła się lekko (co było chyba najlepszym dowodem na to, że spora część jej fochów i burmuszenia się jest czysto teatralna). - Jeśli ty będziesz, to ja też - obiecała jej.
 
 
Gillian N. Mayfair
[Usunięty]

Wysłany: 2017-09-14, 16:55   

- Gdybym chciała cię wkręcić to wiesz, że wymyśliłabym coś innego zamiast wspominać o tamtym wieczorze. - w koŃcu obiecała nie wracać do dnia, kiedy Ophelia nie dostała super roli i choć swego czasu Gillian bywała troszkę wredna to nigdy nie łamała danego słowa. Przynajmniej nie robiła tego względem Sinclair, którą choć nie z własnej woli zostawiła w Stanach, to przecież nigdy oficjalnie nie zdradziła. Wcześniej żyły razem, potem już oddzielnie, ale w układzie 'jesteśmy w tym samym mieście, więc tylko dla siebie'. Na odległość nie było co się męczyć, więc po prostu żyły bez rozdrapywania tego co było, nawet jeśli chodziło o jeden z gorszych dni po kiepskim przesłuchaniu. Mayfair nie wróciłaby do niego gdyby nie uważała, że to coś ważnego. - Dobrze pamiętam różowe żyrafy. - po nich przez pięć minut musiała tłumaczyć chłopakowi, że chodziło o flamingi, co nie było łatwe, bo koleś nie do koŃca rozumiał czym są ów zwierzęta i musiał sprawdzić je w google (wpisywał flaleme, flume, flamuny itp. zanim udało mu się wstukać odpowiednie słowo) - Chociaż nie dam sobie ręki uciąć, że to on. - wzruszyła ramionami a jednak była na tyle osobą analityczną i racjonalną, że nie robiła niczego bez przyczyny. Jak na jej nos (mimo iż nie była inspektorem gadżetem) to wspomniany znajomy musiał maczać w tym palce. - Napisz do niego. Na pewno masz go w znajomych. - na jakimś portalu społecznościowym, gdzie kiedyś Mayfair sama posiadała konto, ale potem musiała usunąć by przypadkiem na jaw nie wyszły niewygodne fakty na temat vice-prezesa ITM. Ojciec by ją zabił i to dość dosłownie, bo wiele razy dawał do zrozumienia, że firma była ważniejsza od niej. Przynajmniej tak się działo jeszcze przed śmiercią brata Gill, bo po nieszczęśliwym wypadku pan Mayfair nie miał wyboru i musiał przekazać obowiązki córce. Obcemu by nie dał. Wszystko, co w rodzinie to musi w niej pozostać (khe wnuki khe).
Byłaś. Cisnęło się na usta, ale skoro chciała zakoŃczyć temat to i ów słów już nie komentowała. Czuła, że ta dyskusja i wylewanie żali, bo ciągle czuła się zraniona po tym jak tamta jej 'nie poznała', było mało przyjemnym scenariuszem na ów popołudnie.
- W takim razie jesteśmy umówione. - na przyjęcie w domu Sinclair. Mało romantycznie, ale nie o to w tym wszystkim chodziło, chociaż miło będzie uciec od całego towarzystwa i porozmawiać z Ophelią na tarasie. Teraz nawet by jej do głowy nie wpadło, że Jennifer nagle przyleci do Bostonu. Peszek. - A teraz jedz zanim oskarżysz mnie o złe taktowanie podczas uprowadzenia. - teraz chyba ich każde spotkanie będzie określone 'porwaniem'. - Uh, nie mogłabym mieć dzieci. - rzuciła niespodziewanie kiwnięciem głowy wskazując na matkę z dwójką rozpłakanych dzieciaków, które ciągały ją za ręce i nogawki od spodni. Zapewne tym rozpoczęła ich kolejną dyskusję o marności byciu matką, a przynajmniej tak to postrzegała Mayfair, która nigdy nie potrafiła wyobrazić siebie w tej roli.
KoŃczymy?
z/tx2
 
 
Willoughby Winchester


Willoughby Winchester

boston


31

too young to die

too old to love

Wysłany: 2019-06-24, 20:53   
  

  
  
  
  
  

  
  
Being me can only mean feeling scare to breathe


ciuszek

Powrót do Bostonu wydawał mu się nierealny. Rok temu nie wyobrażał sobie życia gdzie indziej, a teraz nie wyobrażał sobie, że znów tu zamieszka. Oczywiście, mógł zamieszkać gdzie indziej, ale niekoniecznie chciał tkwić w Europie, skoro jego kontrakt się skończył, a brat ze swoją rodziną żyli własnym życiem. Uznał więc za odpowiednie wrócić do Bostonu. Przynajmniej na chwilę. Przez cały ten rok jego kontakt z rodzicami był przecież jedynie telefoniczny. Jeszcze zanim wyjechał, znów się do nich odezwał. Po wielu latach milczenia pojawił się w domu państwa Winchester, jednocześnie zrzucając na nich dość sporą, acz niezbyt przyjemną nowinę. Jakiś czas później jego kariera modela - o którą przecież nigdy by siebie nie podejrzewał - nabrała tempa, co poskutkowało rocznym kontraktem i wyjazdem. I zniknął. Spakował siebie i Ciapę, i niemal nie pozostał po nim ślad w tym mieście. Potrafił znikać i zaszywać się przed wzrokiem tych, którzy mieli go nie odnaleźć. A jednak teraz, kiedy wrócił, miał wrażenie, jakby wracał tu z czystą kartą. Całkowicie oderwał się od swojego życia. Nie miał styczności z narkotykami, o uprawianiu seksu w ogóle nie było mowy, jedynie kiedy w jego polu widzenia pojawiały się płonące świeczki, na chwilę się zawieszał. Chyba trochę mu tego brakowało, ale jednocześnie za bardzo się bał, by całe to jego życie nie zgasło tak, jak on kiedyś potrafił gasić małe kulki ogni w dłoni.
Spacery z Ciapą wciąż były nieodłącznym elementem jego życia. Nie wiedział, co miałby ze sobą zrobić, ale na szczęście, na razie nie musiał się nad tym usilnie zastanawiać. Miał na koncie sporo pieniędzy, pomieszkiwał u rodziców i chyba tak naprawdę powinien czegoś poszukać tylko po to, by się nie zanudzić na śmierć. To był dla niego bardzo intensywny rok. Owszem, należał mu się odpoczynek, ale co za dużo to niezdrowo, to chyba oczywiste.
Tego popołudnia odpoczywał. Pożyczył od mamy piknikowy koc, wziął psa i kiedy ten już się wybiegał, rozłożyli się oboje na trawie. Ciapa dostała kawałek koca, który znajdował się w cieniu, natomiast twarz Willoughby'ego była delikatnie muskana przez świecące słońce. Słyszał głosy ludzi i szum drzew, ale przymknął oczy, nie chcąc się na tym skupiać. Musiał na nowo poczuć, czym jest Boston, i jednocześnie spróbować nie znienawidzić tego miasta. Spędził tu prawie całe życie, tak najlepsze, jak i najgorsze lata swojego życia. Teraz miał już ponad trzydzieści lat i... nawet nie wiedział, co o tym życiu sądzić.
_________________
Into the sunrise falling away now, and we
feel it all

 
 
Philemon McLuck


Philemon Mcluck

Boston


26

nie ma

wolny

Wysłany: 2019-07-01, 23:26   
  

  
  
  
  
  

  
  
...


Philemon nadal nie znalazł nowej pracy i był w takim punkcie swojego życia, w którym naprawdę nie wiedział co powinien dalej zrobić. Jak się okazało miał niewiele znajomych, nie mówiąc już nawet o przyjaciołach. Tych których miał nagle zabrakło i ostatnio czuł się samotny. W końcu jego życie na początku tutaj polegało na puszczaniu się i odsypianiu potem całymi dniami, więc nie poświęcał wiele czasu na normalne życie. Potem swoje życie spędzał z Brianem i wtedy był naprawdę szczęśliwy, nawet zaczął studia i wydawało mu się, że będzie już tak jak być powinno. Potem Briana zabrakło, wrócił do klubu, rzucił studia i tyle było z jego normalnego życia. Teraz zorientował się że nagle nie został mu nikt, a najczęściej rozmawiał ze swoją fretką. Jason też gdzieś zniknął i mimo, że Lemon wziął się w garść, rzucił pracę i szukał czegoś ''normalnego'' to nie miał tak naprawdę nikogo obok siebie. Szukanie nowej pracy też nie szło mu najlepiej bo nawet nie wiedział czego szuka i co chciałby robić. Myślał o tym żeby wrócić na studia ale miał wrażenie, że w tym to już naprawdę się nie odnajdzie.
Właśnie wracał ze sklepu, w którym postanowił zakupić trochę alkoholu, ten niby miał mu pomóc w spędzeniu wieczoru przed laptopem i przy przeglądaniu ofert pracy. Zawsze uważał, że picie w samotności jest mało fajne i trochę dziwne, ale w tym momencie właśnie to planował zrobić. Miał ze sobą Pluma, więc postanowił wrócić przez park i umilić ten dzień przynajmniej fretce, która o dziwo była już przyzwyczajona do takiego typu wycieczek z Lemonem. Plum nauczył się nawet chodzić na smyczy, przez co Lemon mógł go puszczać bez obawy, że gdzieś zwieje. Trzymał go na rękach i już miał dopiąć do szelek smycz, kiedy nagle podbiegły do niego jakieś dzieciaki i zaczęły zachwycać się szczurem na jego rękach, Plum nie znosił dzieci, w ogóle mało kogo znosił oprócz Lemona, nie był zbyt wylewnym zwierzątkiem, a na przytulanki przychodził wtedy kiedy miał ochotę. Prychnął do dziewczynki, która (nie wiadomo po co) nagle wyciągnęła do niego rękę, dziewczynka zapiszczała, a Plum niewiele się zastanawiając wyskoczył blondynowi z rąk i pobiegł przed siebie. Philemon mało co nie zabił tego gówniarza, naprawdę, to nie był dobry dzień na kontakty z dziećmi. Od razu pobiegł za fretką, bo przecież nie mógł jej zgubić.
Jakby atrakcji było mało Plum biegł centralnie na Willa z Ciapą, choć Lemon nie miał pojęcia kto to jest, to widział jedynie psa i najgorsze scenariusze w swojej głowie.
-Plum! do cholery.- krzyknął kiedy fretka przebiegła Willowi po brzuchu i chyba nie miała zamiaru w ogóle się zatrzymać. Nie wiedział czy pies, który był z mężczyzną w ogóle ich zobaczył ale Plum schował się pod najbliższym krzakiem, a Lemon przeklinając pod nosem musiał paść na trawę i czekać aż fretka łaskawie do niego wyjdzie. -Chodź tutaj, ty mały parszywcu...- mruknął nachylając się nad krzakiem.
_________________
Lemon
McLuck
I’ll be your temporary fix You control me.. Even if it’s just tonight..
[mru]
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 7