Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki
Autor Wiadomość
Leah McCallister
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-20, 16:38   

Wydaje mi się, że filtr tutaj dużo zdziałał <3

Gdyby byli rodzeŃstwem tej samej płci, to wydaje mi się, że rozmowy na temat swoich wybranków, czy przyszłych wyborów, byłyby naturalne. A tutaj jednak byli bratem i siostrą i raczej inaczej na siebie patrzyli. Leah o niego się martwiła i była zatroskana, próbowała mu trochę pomóc, więc nawet umówiła go z Giną. A Nate z kolei pilnował, by żaden palant nie skrzywdził jego młodszej siostrzyczki. Raczej w tym wypadku byli od takich ról niż od plotkowania na temat ich życia uczuciowego. Blondynka uśmiechnęła się na jego myśl, bo wiedziała, że dobrze myślała i trafiła w sedno.
- Z tego co mi opowiadała, to najpierw była na akademii sportowej. Grała w drużynie siatkarskiej i nawet ich drużyna odnosiła duże sukcesy! Ale tak w połowie akademii stwierdziła, że chyba chce być policjantką – zaśmiała się na samo wspomnienie, jak Gina jej o tym opowiadała. – Wcześniej studiowała i pracowała w Nowym Jorku. A tutaj pracuje od ponad pół roku jakoś. Nie pamiętam dokładnie – powiedziała, marszcząc brwi i starając sobie przypomnieć, jaki okres czasu dokładnie podała jej Goran.
- Jest detektywem, z tego co mi mówiła często chodzi na siłownię. No i wiem o bliźnie, ale jak to się stało to już nie bardzo. Ale mam wrażenie, że to odcisnęło straszne piętno na niej. Bo mimo że mi ją pokazała, to widziałam, że dalej nie jest pogodzona z tymi wydarzeniami. Co nie zmienia faktu, że jest bardzo ciepłą osobą – dodała jeszcze na koniec. Gina jej nie zbyła, a wręcz przeciwnie. Chętnie z nią rozmawiała. Leah nawet się dziwiła, że i tak wiele o sobie jej powiedziała. Przecież w koŃcu nie znały się tak dobrze.
Oh, dzisiaj byłaś u babci, zrobiłaś mi fotkę? <3 Nie widziałam takich rzeczy, a byłam nad morzem XD> Fajne to!
- Teraz chyba tego bym nam mama nie powiedziała, co? W koŃcu mamy swoje lata, a Ty to już tym bardziej – zaśmiała się, bo te ostatnie słowa powiedziła specjalnie, nawet podkreślając jego wiek. Ale Leah już taka była, lubiła podpuszczać swojego braciszka.
- Rozejrzeć… Ja już znam to Twoje „rozejrzeć się” – odparła, przymykając lekko oczy, by go przejrzeć na wylot. – Z resztą wiesz, jaki ja mam teraz stosunek do tych spraw – odparła, przypominając mu w sumie w ten sposób o swoich przekonaniach, że straciła swój urok i żaden nie będzie chciał kaleki.
Owszem, będą mieli siebie zawsze. A kiedy będą potrzebować pomocy, na pewno będą mogli liczyć na siebie nawzajem. W koŃcu byli kochanym rodzeŃstwem.
- I to jak – odparła przez śmiech. – Nie myślałam, że faktycznie weźmiesz tyle coli – dodała, kręcąc i nie dowierzając w ten widok.
 
 
Nathaniel McCallister
[Usunięty]

Wysłany: 2015-09-24, 01:19   

Całkiem możliwe i wgl trochem siem rozpisałam :omygy:

Pewnie gdyby Nate urodził się jako dziewczyna, sam dzwoniłby do Leah żeby pogadać o chłopakach, wymienić swoje opinie na temat artykułów w Cosmopolitanie czy też Glamour, chodzić na zakupy i w ogóle. No ale tak się nie stało i środkowy dzieciak McCalisterów jest chłopakiem. Zresztą może to i nawet lepiej? Gdyby nie daj Bóg coś zagrażałoby blondynce, Nate miałby jak ją ochronić, za to ona była lepsza w wyborze garnituru (czy innych ubraŃ) i wiedziała jaki prezent będzie dla innej kobiety najlepszy (chociaż to z ostanie działało akurat w dwie strony). Taki duet idealny. No i dzięki temu że Leah miała Nate'a jako starszego brata nie musiała się martwić, że ten podbierze jej kosmetyki (taką opinią rzuciła wczoraj moja siostra po przyjściu do domu xd).
Słuchał uważnie słów siostry, co jakiś czas kiwając głową. Przez chwilę Gina przypominała mu jego samego - podobnie jak Nathaniel, ona również trochę pobłądziła zanim w koŃcu zdecydowała się na ostateczny zawód. No, może kobieta nie zmieniała tyle zdania co on, przynajmniej tak mu się wydawało na podstawie słów siostry.
- Siatkówka - powtórzył po Leah. - Fajnie - stwierdził i uśmiechnął się. On może nie był mistrzem w tej dyscyplinie, jednak jakoś sobie w niej radził.
No i proszę. Wyszło, że łączy ich jeszcze siłownia. Znaczy się Nate wolał iść poćwiczyć do parku, po przebywać trochę na świeżym powietrzu, zamiast przebywać cały czas w jednym miejscu, jednak co jakiś czas lubił udać się do siłowni.
Nathaniel wiedział, że takie wydarzenia nie przechodzą przez życie człowieka nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Zostają z nim, czasem nawet i do koŃca życia, jednak nie powiedział tego na głos. Nie chciał, by Leah zaczęła nagle rozmyślać o swoich bliznach. Nie po to tutaj byli. Zresztą rozdrapywanie starych ran nie jest dobre, sami jakiś czas temu to zrobili i nie było zbyt kolorowo.
- Wierzę Ci na słowo że taka jest - odpowiedział i uśmiechnął się do siostry.
Przez chwilę myślałam, że jednak nie pojadę do babci, ale pojechałam i mam obiecane zdjęcia - w oddali i w przybliżeniu, jeśli można to nazwać przybliżeniem. Ogólnie działa jak pies, tylko mniej łebkiem chybocze. No i nie jest tak słodki xd.
- Po niej to ja się już wszystkiego mogę spodziewać -zaśmiał się, zaczynając stukać palcami w kolano. - Ty sobie uważaj na słowa, młoda panno - powiedział niby poważnym tonem, grożąc jej przy tym palcem. - Pogadamy za sześć lat, kiedy już czas Cię trochę dopadnie, wtedy też będziesz tak stara i wymęczona jak Twój brat - postraszył ją trochę. A to, że aż tak źle jak mówił, zachował dla siebie. Milutko z jego strony, co nie?
Nate pochylił głowę do przodu, gdy Leah spojrzała na niego spod przymrużonych oczu. Gdy przeszła do sedna sprawy, położył obie dłonie na stole.
- Leah, Leah, Leah - zaczął sygnalizując początek przemówienia. - Doskonale go znam, jednak tak samo jak Ty w moim przypadku, uważam się mylisz. Jesteś tak samo piękna jak zawsze i zasługujesz na coś więcej i dobrze o tym wiesz. Kule? To tylko czasowe rozwiązanie, jak tak dalej pójdzie pozbędziesz się ich na stałe. Blizny? - Miał o nich nie wspominać, jednak wyszło jak wyszło.- Możesz je usunąć lub ewentualnie zmniejszyć ich widoczność. A jeśli pieniądze są problemem, masz przecież nas. - Na moment spauzował, by nabrać powietrza i kontynuować dalej. - Zresztą tu nawet nie o to chodzi. Wiem, że wygląd jest dla Ciebie ważny, jednak prawdziwemu mężczyźnie nie będzie przeszkadzać to, że używasz kul, tak jak nam nie zależy czy nasza dziewczyna jest blondynką, brunetką czy też rudą. Dla niego ważniejsze będzie to, co pod tym wszystkim się kryje. A wiesz co tam się kryje? Piękna, młoda kobieta, nastawiona pozytywnie do świata, nawet mimo tego, co ją spotkało. Zawsze się troszczy o bliskich i gdyby ktoś z nich zadzwoniłby do niej o trzeciej w nocy, dam sobie uciąć głowę, że nie zbyłaby tej osobami słowami że jest środek nocy, tylko wysłuchałby tej osoby, a nawet próbowałaby to tej osoby dojechać. I chyba mi nie powiesz, że gdzieś tam głęboko ona nie chce mieć przy sobie kogoś takiego, do którego będzie mogła się przytulić czy też zasnąć podczas oglądania komedii romantycznej, prawda? - I tym o to pytaniem zakoŃczył swój wywód. Jak na razie.
W razie czego mogą zamieszkać na tym samym osiedlu, najlepiej po drugiej stronie ulicy, dzięki czemu doskonale będą wiedzieć kiedy te drugie będzie w domu by wpaść z niezapowiedzianą wizytą i domowym ciastem. Chociaż w przypadku Nate'a z pieczeniem domowego ciasta może skoŃczyć się wizytą straży pożarnej. Ale na to miał jeszcze czas, więc kto wie?
- Wziąłbym więcej, ale wtedy już bym jej nie dał rady jej tu przynieść - zażartował, a następnie uśmiechnął się złośliwie. - No, McCallisterowe ząbki, szykujcie się na atak jakże szkodliwego cukru prostego. I wiesz co, Leah? Nie współczuję im tego. - Coś mi się wydaje, że ten cały McCallister tylko teraz tak się wymądrzał. Zobaczymy czy będzie miał taki sam ubaw jak przyjdzie mu pójść na wizytę kontrolną u stomatologa.
 
 
Leah McCallister
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-08, 13:56   

Zapomniałam o tym poście :x

Owszem, pod względem rodzeŃstwa wszystko było idealne. Pomimo tego, że Leah była najmłodsza, wcale jej to nie przeszkadzało, bo widziała same plusy. Bracia traktowali ją jak małą księżniczkę. Ba, czasami nawet spełniali jej zachciankę! Nie ukrywajmy, mała blondynka była ich oczkiem w głowie. Kiedy podrosła i jej dokuczano, to właśnie oni stawali w jej obronie i psocili za nią. Miała takich swoich prawdziwych rycerzy jak nic!
I tak, uzupełniali się w byciu rodzeŃstwem. Jeśli Nate potrzebował pomocy w dobraniu outfitu na jakąś okazję, to jego siostra zawsze służyła pomocą. A on pilnował, by jej nikt nie skrzywdził. Czasami aż za bardzo, ale to przecież urok bycia starszym bratem, prawda?
- Lubi sport z tego co widzę – stwierdziła, przytakując sama sobie. – W każdym bądź razie na pewno się dogadacie braciszku. Nie widzę innej opcji. I się tylko nie przejmuj jak zaliczysz jakąś wpadkę! Pierwsze randki są najgorsze! – odparła i się zaśmiała. Czyżby właśnie zasugerowała, że to nie będzie tylko pierwsza i ostatnia randka? Owszem, miała właśnie taką nadzieję! Nawet gdyby nic takiego miało z tego nie wyjść, to miała nadzieję, że będą chociaż prawdziwymi przyjaciółmi. A wiadomo, że przyjaźŃ damsko-męska prędzej czy później zamienia się w coś poważniejszego hihi.
Fajny ten żółwik wiesz? <3
- Jaaaaasne. Mnie starość tak szybko nie dopadnie. Teraz nawet nie wyglądam na swoje lata, więc wybacz braciszku, ale w tej kwestii nie masz racji – uśmiechnęła się cwanie. Często dawali jej dużo mniej lat niż w rzeczywistości miała. Czasami ją to irytowała, ale też to lubiła. Bo wiecie, jak będzie miała 30 to jej tyle nie będą dawać. W każdym wieku to się w sumie będzie sprawdzało.
Umilkła kiedy jej brat zaczął swoje „przemówienie”. Nie spodziewała się, że tymi słowami, że tak powiem, rozbudzi go do takiego wywodu. Z resztą Nate od samego początku jej powtarzał, że przecież się nie zmieniła. Prędzej czy później pozbędzie się kul, a jeśli nawet nie, to przecież nie jest to koniec świata. Prawda jest taka, że jej pewność siebie cholernie spadła. Dlatego, że ten cały wypadek odbił się na jej wyglądzie. Zimą czy jesienią nie było problemu, żeby zakryć blizny na nodze i ręce. Blizna na policzku to też był mały pikuś, bo wystarczył mocniejszy makijaż, by ją przykryć. Ale latem? Nie dało się, bo by przecież się ugotowała w długim rękawie. Wszystko wychodziło na jaw, a ludzie potrafili być okrutni. Już nie wspominając o mężczyznach.
- Czasami żałuję, że jesteś moim bratem. Nie mogę się w Tobie zakochać – odparła z lekkim uśmiechem na twarzy. A w rzeczywistości w jej oczach pojawiły się łzy. Nate zawsze był obok niej i ją wspierał, bo widział dni, kiedy Leah była całkowicie załamana. A kiedy indziej potrafiła być pewna siebie jak przed wypadkiem.
- Jak widać trafiam na samych palantów – powiedziała, wzruszając ramionami. Owszem, miał rację. Chciała mieć kogoś, przy kim mogłaby zasnąć podczas oglądania filmu. Przytulić się, pośmiać. A jej wieczory póki co były bardzo samotne.
- Idź już po te zamówienie – dodała, popędzając go, a sama wzięła głęboki wdech, co by się uspokoić i przypadkiem nie rozpłakać się. Nie wypadało. Dopiero by to popsuło ich wyjście. Dlatego też, kiedy wrócił, uśmiechnęła się szeroko.
- Hej, raz na jakiś czas możemy poszaleć – zaśmiała się. A przecież o to chodziło prawda? Poczuć się jak dawniej.
- Kocham Cię Nate, wiesz? – spytała z uśmiechem, spoglądając na niego. Cieszyła się, że ma takiego brata. Naprawdę.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-03, 16:27   

później niż wcześniej (po wszystkim?)

Po wielu ciężkich tygodniach wypełnionych pracą, pracą i jeszcze większą ilością pracy w godzinach po pracy Maya uważała, że zdecydowanie zasłużyła na odpoczynek. Nie przypuszczała wcześniej, że kiedyś znajdzie się w momencie swojego życia, w którym będzie marzyła o przynajmniej chwili oddechu i wolności od myślenia o poważnych, ciężkich i męczących rzeczach. Jakby nie było, od dziecka przyzwyczajona była do posiadania praktycznie każdej minuty swojego dnia jakimiś zajęciami, spotkaniami czy rozrywkami. Potem zresztą sama chętnie oddawała się pracoholizmowi, nieustannie coś rysując, czytając czy doskonaląc swoje umiejętności gotowania lub na własną rękę ucząc się sposobów tworzenia grafiki komputerowej. Uwielbiała robić kilka rzeczy na raz i trwała w swoim radosnym chaosie, nieustannie dokądś biegnąc, coś robiąc i chwytając się czegoś zupełnie nowego... I może właśnie to stanowiło problem przez tych ostatnich parę miesięcy? Projekt, jakim się zajmowała, wymagał bezwzględnego skupienia się tylko i wyłącznie na nim, a Maya nie była najlepsza w skupianiu się na jednej rzeczy. Jej system operacyjny nie działał w ten sposób i najzwyczajniej w świecie się przegrzewał, gdy był zmuszany do funkcjonowania wbrew sobie.
Teraz mogła w koŃcu odpocząć. Oczywiście na swój własny sposób - zamiast siedzieć na tyłku, biegać po mieście, gotować i przede wszystkim nadrabiać cały ten czas, którego nie spędziła ostatnio z przyjaciółmi. Zakupy i pizza z Baśką (pieszczotliwie nazywaną przez Mayę Bobby lub Bashą, bo "ś" to jednak trudna litera do wymówienia) brzmiały jak genialny plan. No bo od czasu do czasu można sobie pozwolić na pizzę, a potem to wybiegać, tak? Kiedyś...
- Nie wiem dlaczego ludzie nie chcą wierzyć w to, że porwali mnie kosmici i ostatnie trzy miesiące spędziłam na Saturnie. Jestem przekonana, że tak było! Tylko potem kosmici wsadzili do mojej głowy inne wspomnienia - pokiwała głową, opowiadając z pełnym przekonaniem i podekscytowaniem swoją radosną historię, którą próbowała wciskać innym jako oficjalną wersję tego, co robiła przez ostatnie trzy miesiące. To była najciekawsza rzecz, którą miała do opowiedzenia, kiedy czekały obie na swoje jedzenie. Rysowanie, rysowanie, inwentaryzacje, rysowanie nie brzmiały choćby w jednej dziesiątej tak pasjonująco...
 
 
Basia Remarczyk
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-05, 21:57   

rozdziewiczamy Basię, yup

Całe szczęście u Remarczyk ostatnie miesiące nie przebiegły tak intensywnie jak u Mayi, bo chociaż, że lubiła mieć ręce cały czas zajęte, to gdzieś w głębi serca poczuwała się do bycia łóżkowym leniwcem, wesoło odsypiającym życie. Więc korzystając z wolnych chwili, padała jak długa i tak też było fajnie. W koŃcu spanie to spanie, tak? Oczywiście zrywała się na nogi o piątej rano, żeby pobiegać, a niektórymi popołudniami przejmowała Ofelkę by zapewnić jej super chwile z jeszcze lepszą ciocią, bądź zjawiała się u Rafanelliego z wesołą nowiną, że może zostać jego pracownicą na dzieŃ – jednak drzemała sobie pomiędzy wierszami, później ochoczo opowiadając o historiach, które się jej śniły. Naprawdę, miała wielkie szczęście do zapamiętywania snów. I za to osoby czekające na zrobienie przez nią makijażu do jakiejś sesji, nagraŃ, pokazu, chyba bardzo ją lubiły. Zawsze stanowiła rozgadaną jednostkę, po prostu za ciszą nie przepadała, także wolała jej zapobiegać. Właśnie! W kwietniu miała trzy wyjazdy służbowe, z czego jeden poza granice kraju i jako wisienkę na torcie można zaliczyć wzięcie udziału w wywiadzie do pisemka z Seattle. Mimo tego, wylot na kilka dni na Lazurowe Wybrzeże zdecydowanie był najciekawszy, bo, kurczę no, Francja! Za możliwości wielu ciekawych podróży równie mocno kochała bycie wizażystką, jak za fakt, że poznawała masę ciekawych ludzi. Wspomniano już, że pewnie kupiła na Riwierze ogrom pamiątek? Nie? Więc mówi się teraz. Spokojnie, dla pani architekt też coś znajdzie.
Miała ogromny wyszczerz na twarzy, odkąd zobaczyła sms'a przyjaciółki z pytaniem czy nie chce gdzieś się wyrwać. Pf, pytanie. Dawno jej nie widziała, stęskniła się, także nie widziała innej opcji, jak poparcie propozycji. Poza tym, zakupy samoistnie przyciągały Baśkę (która nadal dzielnie walczy ze znajomymi i próbuje nauczyć ich perfekcyjnie wymawiać ś), była tylko kobietą. Za to pizza idealnie zwieŃczała pomysł na spotkanie, przecież na taką z pieczarkami, szynką, kurczakiem i kukurydzą miała ochotę od bardzo, bardzo dawna. Czyżby Harlowe czytała jej w myślach? Kosmici obdarowali ją taką zdolnością?
Wysłuchała uważnie tego, co miała do powiedzenia, jednocześnie z troską lokując wokół siebie torby z zakupami. Już nie umiała się doczekać momentu, w którym wszystkie nowo nabyte rzeczy rozlokuje w mieszkaniu. – Uwierz mi, sama nie mam pojęcia, dlaczego nie chcą ci wierzyć. To, że NASA tymi swoimi łazikami nie dotarła jeszcze na Saturn, nie udowadnia, że nie ma tam jakichś zielonych ludzików z czułkami. Nie pamiętasz, jak wyglądali? – spojrzała na nią ze ściągniętymi brwiami, bo zainteresowała się kwestią jej porwania. Przyjaźniły się, raczej kiepsko byłoby, gdyby zlała temat. – Ej, ale dali ci tam trochę popracować nad tym wielkim projektem czy odwalili wszystko za ciebie? Kto wie, może zrobiłaś z nich swoich służących na każde zawołanie? – gdybać nikt nikomu nie zakaże. Uśmiechnęła się szeroko, czekając na dalsze sprawozdanie.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-06-30, 19:54   

Nie spała zbyt wiele. Tak już miała, że nie lubiła przesypiać połowy swojego życia i nie potrafiła wylegiwać się długimi godzinami w łóżku, przytulając się do swojej kołdry i obserwując, jak czas płynie. Tego typu rozrywka ani bierne formy odpoczynku nie były dla niej. Leżenie plackiem i myślenie o egzystencji czy nad innymi filozoficznymi kwestiami zdawało się męczyć ją znacznie bardziej niż bieganie przez cały dzieŃ po mieście, załatwiając tysiąc różnych spraw i ogarniając po drodze milion rzeczy. Zresztą, jedną z bardziej przydatnych rzeczy, jakich Maya nauczyła się na swoich studiach, było to, że trzy godziny snu to w zupełności wystarczająca ilość do tego, żeby żyć i normalnie funkcjonować, podczas gdy pięć godzin zakrawa już o nadmierny luksus. Do tej pory działało, jej organizm nie wysypał się gdzieś po drodze (pomijając pewne rzekome uszczerbki na psychice Mayi, ale one mogły być po prostu spowodowane upadkiem na główkę w dzieciŃstwie - wszystko jest możliwe) i generalnie wszystko było w porządku, tylko że taka ilość snu nie sprzyjała powstawaniu czy zapamiętywaniu snów. Może to zresztą lepiej dla Mayi, że ich nie pamiętala. Jeszcze zaczęłyby jej się mieszać z rzeczywistością i byłaby trochę jak jedna z tych babeczek, które są bliskie mordu na swoim mężczyźnie, bo przyśniło im się, że je zdradził. Z tą różnicą, że Maya nie miała swojego mężczyzny. No pechowo!
Mimo swoich licznych talentów (z których większości nadal nie odkryła) nie potrafiła czytać w myślach i nie sądziła, żeby pobyt na statku kosmitów miał przynieść jej nabycie takiej umiejętności. Ba! Nawet nie chciałaby jej posiadać. Czytanie w myslach mogłoby być bardziej problematyczne niż przydatne. Czasami lepiej jest nie wiedzieć. Ten traf z pizzą był natomiast po prostu zwykłym przeczuciem albo może raczej pokrewieŃstwem myśli, bo sama Maya miała w tamtym momencie ochotę na pizzę. Najwidoczniej obie z Baśką chciały tego samego w tym samym momencie. Tego typu telepatia jest zdecydowanie znacznie bardziej użyteczna niż umiejętność zaglądania do czyjejś głowy po to, by przekonać się, co w niej siedzi.
- OCZYWIŚCIE, ŻE NIE UDOWADNIA! - podniosła od razu głos i nawet chciała uderzyć pięścią w stolik dla podkreślenia swoich słów, ale zamiast przywalić w blat zatrzymała się w połowie gestu. To nie byłoby mądre. Bolałoby. Poza tym mogłyby im pospadać sztućce lub nawet przewrócić się napoje. Lubiła chaos, ale wywoływanie balaganu, który ktoś inny musiałby posprzątać, nie było w jej stylu. - I nie wiem, jak wyglądali. Mam tylko nadzieję, że byli przystojni i robili mi przyjemne masaże - oparła łokieć na blacie stolika, a brodę podparła na dłoni, wzdychając i zamyślając się na kilka chwil. Dobrze że wyobraźnia i marzenia nic nie kosztują, bo Maya byłaby po uszy w długach mimo fortunki swojej rodziny. - O. M. G. Myślisz, że pozaziemska cywilizacja skontaktowała się z naszą planetą tylko po to, żeby wyręczyć mnie w pracy? To by było takie świetne! To znaczy ja naprawdę lubię swoją pracę i uważam, że jest super i wykonuję ją bardzo chętnie, ale... O. M. G. Ciekawe co jeszcze mogliby za mnie zrobić! Przydałby mi się ktoś do umycia okien. Myślisz, że wszyscy ludzie, którzy myją dla kogoś okna w ramach pracy, to tak naprawdę kosmici? - wyrzuciła z siebie dość długi słowotok. Nie jej wina, Basia ją sprowokowała. Tak to było, kiedy Mayi podrzucało się do głowy szalone myśli, które mogła rozwijać, tworząc jeszcze bardziej skrzywione historie.
 
 
Basia Remarczyk
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-16, 22:04   

To może z niej jakiś robot był? Taki precyzyjny, mocno udoskonalony od poprzednich form, ale... robot? Tutaj powstał właśnie konflikt jednostronny, ponieważ sen piękną rzeczą dla Remarczyk był i trzy godziny to jakaś drzemka, a nie wyspanie się (co z tego, że często sama musiała tyle przesypiać)! Serio, w jej mniemaniu sto procent ludzi miało też takie dni, podczas których leżało się i leżało, tuląc właśnie kołdrę, z którą lepiej myślało się nad sensem życia, zanim nie poszło się znowu spać. Okay, niezbyt obiektywna to opinia, skoro z niej taki ukryty-nie-ukryty śpioch był i reklamowała ochoczo osiem godzin (jak nie dziesięć!) snu, bo tak podobno najzdrowiej jest, dużo artykułów na ten temat powstało, w większości pisze tak, nie inaczej, więc coś w tym musi być, nie? Basia lekarzem nie była, nie znała się na fazach mózgu, kiedy ten bywał najbardziej wypoczęty, a kiedy jeszcze wykoŃczony, dlatego ufała specjalistom i ich publikacjom, o, dostosowując się do tych wszystkich rad. Poniekąd. Na swój trochę zmodyfikowany sposób. Dobra, nie oceniajmy, każdy sposób jest w porządku, dopóki przed snem nie popala sobie ziółek!
Spoko, skoro umiejętność czytania w ludzkich umysłach nie odpowiadała Mayi to zawsze pozostawał ogrom innych, różnych zdolności, które mogli jej kosmici na Saturnie wszczepić do mózgu, a które jeszcze się nie ujawniły. Taki scenariusz też był możliwy, bo jeśli rozchodziło się o pannę Harlowe to nagle wszystkie niemożliwe rzeczy przestawały takimi być – pozostawało zgadywać, że ta po prostu rozsiewała wokół siebie magiczną, szaloną aurę, która połączyła się z jej radosną i śmieszkową, dzięki czemu nawiązały swoją nić porozumienia, umożliwiającą takie fajne triki jak ochota na pizzę w tym samym momencie. Co z tego, że każdy czas był dobry na pizzę, której Baśka chyba nigdy nie będzie miała dosyć, bo halo, to jedzenie istną poezją było. Prawda?
- TY TO WIESZ, JA TO WIEM, DLACZEGO KRZYCZYMY? – nie mogła pozwolić, żeby przyjaciółka samotnie podnosiła głos, zwracając na siebie uwagę reszty klientów restauracji, w grupie raźniej, jak się to mówi. Tylko nie rozumiała po co te dodatkowe decybele, ale prawdopodobnie nawet nie próbowała tego zrozumieć, po co niby? Za to chwyciła jedną swoją dłonią jej pięść, w asekuracyjnym geście, gdyby Mayi zachciało się dokoŃczyć uderzenie w ich stolik. Trzymając ją, mogła temu zapobiec, w razie czego! – Jeśli upewnisz się, że byli przystojni i będziesz chciała się do nich ponownie zabrać, weź mnie ze sobą. Może przystojni kosmici są lepsi od przystojnych facetów? Pod względem charakteru, przynajmniej – co prawda nawet nie próbowała stworzyć jakiegoś związku na Ziemi, bo ten nie taki był, tamtemu czegoś brakowało, więc kto wie czy nie znalazłaby tego jedynego w kosmosie? Sama przez to się zamyśliła i odrobinę zamarzyła, ale z tego zawiasu szybko została wyrwana potokiem słów pani grafik. Ta to prędko nawijała! – To wszystko jest prawdopodobne, wiesz? Zawsze twierdziłam, że specjalna z ciebie osoba, a teraz ta specjalność by się potwierdziła jeszcze większą specjalnością, O. M. G. Chrzanić, za przeproszeniem, twoją pracę na razie, pomyśl o tych wszystkich uprzywilejowaniach, które na ciebie czekają, skoro już zwrócili na ciebie uwagę! Jezusiczku, to się dopiero nazywa coś. Jednak wątpię, że ci zmywacze okien to kosmici, bo takie osoby są zatrudniane przez burżuazyjnych snobów, a te zielone ufoludki raczej za snobami nie przepadają. No, tak mi się wydaje, nie myślisz tak samo? – zerknęła w jej stronę, nachylając się w dodatku, bo nie powinny o takich sprawach rozmawiać głośno. Nigdy nie wiadomo czy w drugim boksie nie siedzi agent FBI z archiwum X, który podkradnie im ich kosmitów. Nie mogą do tego dopuścić!
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-21, 22:19   

To prawda, sporo badaŃ mówiło o tym, że osiem godzin snu faktycznie było najlepsze i najzdrowsze dla takiego przykładowego człowieka. Niektóre wspominały też, że sześć to jest minimum, jakie wypada organizmowi dostarczyć każdego dnia. Maya sama nie znała się na tego typu sprawach, biologia nigdy nie była jej najmocniejszą stroną i nie leżała w kręgu jej zainteresowaŃ, chowając się w cieniu fizyki, rysunku czy architektury. Wiedziała jednak, że jak do tej pory udawało jej się przeżyć w tym swoim szalonym trybie życia. Jakoś. Nie wnikała, nie próbowała tego ogarnąć ani zrozumieć, nie dopisywała do tego żadnych filozofii na wyrost i nie tworzyła swojej prywatnej wersji nauki. Może to była kwestia przyzwyczajenia organizmu i przestawienia go na inny tryb funkcjonowania? Podobno dało się ciało ludzkie przyzwyczaić do różnych rzeczy, więc dlaczego też nie do tego? Może liczyło się to, że odsypiała, kiedy tylko miała nieco więcej czasu? A może faktycznie już od dawna była robotem i o tym nie wiedziała? Ale jeśli tak... To po co jej był w ogóle jakiś sen?! Bez sensu! Mogłaby przecież tyle zrobić, gdyby tylko nie musiała marnować czasu na niepotrzebne spanie!
Z drugiej strony gdyby nie potrzebowała snu, to pewnie też nie potrzebowałaby jedzenia, a to już byłoby dość smutne. Życie bez pizzy? Brzmiało strasznie, bo faktycznie pizza była jedną z lepszych rzeczy stworzonych przez człowieka! Najlepsza kosmiczna umiejętność, jaką Maya mogłaby sobie wyobrazić? NieskoŃczenie pojemny żołądek i nieskoŃczona ilość pizzy na zawołanie. Brzmiało genialnie.
- BO WIĘKSZOŚĆ LUDZI ZDAJE SIĘ TEGO NIE WIEDZIEĆ I NIE WIERZĄ W TO, ŻE ZOSTAŁAM POR... - zaczęła udzielać wyjaśnienia tak samo podniesionym tonem co wcześniej i prawdopodobnie nie uważałaby tego za cokolwiek złego czy niepokojącego, gdyby gdzieś w międzyczasie jej trochę nie poniosło. Omal nie powiedziała tym wszystkim ludziom spożywającym sobie jak gdyby nigdy nic pizzę, że została porwana przez kosmitów! Co oni by sobie wtedy mogli pomyśleć? Czy byli gotowi na tę informację? Pewnie w większości nie. Poza tym co jeśli to była jakaś tajemnica i Maya nie powinna o tym rozpowiadać? Nieważne, że powiedziała praktycznie wszystkim swoim znajomym i przyjaciołom. Chyba nie była najlepsza w dotrzymywaniu tajemnic odnośnie tego, co dotyczyło jej samej. - No wiesz - zakoŃczyła konspiracyjnym szeptem, pochylając się nad stolikiem, a potem kilka razy wymownie podnosząc oczy ku górze, chcąc nimi wskazać na sufit. Tam był kosmos. Tam mieszkali kosmici i ich statki. - Obiecuję zabrać cię następnym razem albo o tobie wspomnieć, to będziesz mogła sama się przekonać - korzystając z tego, że Basia trzymała jej rękę, Maya położyła na jej dłoni też drugą swoją i ją poklepała, przyklepując tym samym umowę, jaką właśnie zawierały. W koŃcu były różne gusta. Jednym się podobał Ryan Gosling a innym Eddie Redmayne. Maya pewnie brałaby obu, gdyby ją ktoś zapytał, ekhm...
- Ale... Ja jestem burżuazyjnym snobem... - powiedziała cicho, zwieszając nieco nos. - To znaczy niby nie jestem... Chyba... Ale mam krew burżuazyjnych snobów. I czasami trochę jestem. Lubię drogie szpilki. I drogi sprzęt graficzny. I taksówki lubię. I restauracje... Myślisz, że w związku z tym mogli mnie tak naprawdę wcale nie lubić, tylko porwali mnie z tego braku sympatii i teraz wykorzystają mnie jako tajną broŃ przeciwko całej ludzkości? - faktycznie z panną Harlowe wszystko było jak najbardziej możliwe. Szczególnie w jej własnym małym świecie - tym mającym miejsce w jej szalonej główce. I faktycznie jak się rozgadała, to potrafiła wyrzucać z siebie zdecydowanie zbyt dużo słów ze zdecydowanie zbyt dużą prędkością. Jak tu z taką żyć?
 
 
Julien Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-05-02, 23:41   

Powiedzmy sobie wprost - bycie nieporadnym, nieogarniętym chłopczykiem z czapką na głowie, którego ktoś bardziej doświadczony musi prowadzić przez życie za rączkę było dla Julka naprawdę... wygodne. To przecież nie tak, że chłopak zupełnie nie potrafił o siebie zadbać. Skoro poradził sobie, dorastając z agresywnym ojcem - pijakiem i wyniósł się z domu zaraz po skoŃczeniu liceum, naprawdę mógł sobie poradzić z zamówieniem jedzenia albo ustawić przypomnienie w telefonie, by nie zapomnieć o opłaceniu rachunków. Mógłby sam pamiętać o terminach, których powinien przestrzegać i zobowiązaniach, których się podejmował, mógłby przejąć większą kontrolę nad swoim życiem, ale... po co? Przecież mógł to zrobić, owszem, ale... nie musiał. Większość osób w jego otoczeniu - zaczynając od menadżera, przez ludzi z wytwórni Olivera, koŃcząc na matce jego córki oraz sąsiadach - uważali Julka za nieporadnego debila, któremu wszystko trzeba pokazać palcem oraz przypilnować, a pan Potter... skwapliwie z tego korzystał. Po co sam miał się czymś przejmować, skoro inni chcieli to robić za niego, hm? Szanujmy się.
Oprócz tego, że był leniwym, chytrym skurwysynem istniała także jeszcze druga opcja. Być może Julien Potter faktycznie był debilem, na którego trzeba było uważać.
Po niemal dwóch latach (w dużej mierze spędzonych na wydawaniu hajsu i piciu, zamiast na rzetelnej pracy) materiał na kolejną płytę był wreszcie ukoŃczony, a oni mogli z czystym sumieniem przekazać go dalej. I choć wciąż byli zaangażowani w dalsze prace ludzi z wytwórni, podejmowali ostateczne decyzje, dyskutowali nad okładką i strategią promocyjną, mieli zdecydowanie więcej czasu niż wtedy, gdy zamykali się w studiu nagraniowym i wychodzili po kilku dniach (pewnie gdy zaczynali tak śmierdzieć, że nie mogli wytrzymać w swoim towarzystwie...).
W związku z tym postanowił nadrobić trochę znajomości, które przez płytę zaniedbał i wszedł o godzinie piętnastej do pizzerii - wesolutki, po trzech piwach, w ogóle nie zdawał sobie sprawy, że był umówiony dwie godziny wcześniej. Dosiadł się do pierwszego stolika z brzegu i zaczął gadać: - Cześć, przepraszam za spóźnienie! Bo chyba się trochę spóźniłem, co? Ale po drodze widziałem takiego ładnego psa, był super, czarny, ale taki jaśniejszy i... hej, jak sądzisz, jaki kolor marynarki powinienem mieć? W przyszłym tygodniu mamy sesję zdjęciową - paplał beztrosko, jeszcze nie zwracając uwagi na to, że dosiadł się do kogoś obcego.
No i zagadka się wyjaśniła. Po prostu był debilem.
 
 
Lyelle Paddington


Lyelle paddington

boston


28

sprzedaję bilety

wychowuję indyka

Wysłany: 2017-05-07, 20:41   
  

  
  
  
  
  

  
  
I JUST WANNA GIVE OUT A TOAST AND RIP OFF MY CLOTHES


/po wszystkim!

Po raz kolejny Paddington musiała spędzić w łóżku więcej czasu, niż tego chciała, dochodząc do siebie. Połamanie kości skacząc z dachu, to jedno. Nie było aż tak wysoko, no i na ulicach leżało mnóstwo śniegu, więc żyła i miała się dobrze, a przy okazji odwiedziła Nibylandię, wszystko było w jak najlepszym porządku. Problem pojawił się wtedy, kiedy udało jej się czmychnąć spod opieki ojców Paddingtonów i z nie do koŃca jeszcze sprawnymi koŃczynami wybyła w celu wypicia jednego głębszego. SkoŃczyło się na więcej, niż kilku, musiała przecież jakoś uspokoić nerwy po tym, jak nagle odkryła, że jej psiapsia jest dilerem, a życie jest podłe i jakieś laszpry w klubach okładają ją łokciami. Biodro odmówiło jej posłuszeŃstwa po raz kolejny, znów wielką zagadką było dla niej to, jak się dostałą do domu ani co się właściwie stało. Pamiętała jedynie, że nastawianie biodra bolało zdecydowanie za bardzo, mimo tego, że dostała wcześniej jakieś medykamenty, a do tego znów musiała odpoczywać. Odpoczywać, niby po czym? Tylko się dobrze bawiła. Przecież chodzenie po płaskim nie męczy.
Ostatecznie przeleżała prawie miesiąc, sikając na leżąco, wciąż nie mogąc zapalić sobie skręta, a już na pewno nie wychodząc z domu. Kolejne kilka tygodni była zmuszona do rehabilitacji, którą sobie właściwie sama przerwała, ale przyszedł maj, zakwitły kasztany, a ona mogła wybrać się na pierwszy spacer w celu ojebania kremówki rozciągnięcia zastałych mięśni. Jasne, że znów chciałaby iść potaŃczyć, ale kiedy pomyślała sobie, że miałaby leżeć kolejne dwa miesiące w łóżku - skręciła do pizzerii. Tyłek jej oklapnie od tego leżenia.
Usiadła przy stoliku, zamówiła jakąś małą pizzę i oparła czoło na stoliku, ignorując resztę lokalu. Do czasu, aż nie dosiadł się do niej Julek. Wcale nie spodziewała się Julka, nie widziała go chyba lata, a jednak poznała ten głos od razu, przecież nie dało się nie poznać. Zresztą, zbyt wiele czasu spędzili w jednym tour busie (też lata temu), aby miała go z kimś pomylić.
- Złoty, zawsze dobrze ci było w złotym - podniosła głowę i zmierzyła go wzrokiem. No dobra, może srebrny lepiej by mu pasował, ale nie będzie już mąciła, zresztą jej i tak wszystko jedno, a on nie zauważy różnicy, ważne, że będzie się błyszczał. Pewnie jak znajdowali się na jednej scenie i Julek nie tylko błyszczał, ale odbijał też swoimi marynarkami całe światło, które powinno padać na pozostałych członków zespołu wcale nie uważała, że dobrze mu w złotym, ale serio, teraz było jej wszystko jedno.
_________________

we go where nobody knows,
we've guns hidden under our petticoats
 
 
Julien Potter
[Usunięty]

Wysłany: 2017-05-12, 11:53   

Jedno jest pewne - gdyby Julek dowiedział się o sytuacji zdrowotno-nożnej (tak) Lyelle, totalnie by jej współczuł. Jasne, kiedy miał gorszy dzieŃ, potrafił spędzić cały dzieŃ w łóżku, rozczochrany, zwinięty w kłębek, ze wzrokiem wbitym w telewizor, z opóźnieniem reagując na wszelkie bodźce z zewnątrz - nieważne, czy to Alicja przysiadała na skraju materaca, by pogłaskać go po głowie i upewnić się, że niczego nie potrzebuje, czy Boyd z Seanem depczącym mu po piętach, którzy próbowali wyciągnąć Julka z łóżka, bo przecież już godzinę temu powinni wyjechać z tego hotelu, żeby zdążyć na następny koncert. Kiedy jednak znajdował się na górze, roznosiła go energia. Często był zwyczajnie wkurwiający w tej swojej nieustannej radości i dziecięcym podekscytowaniu światem, gdy wydawało się, że jego dobrego humoru nikt nie jest w stanie zepsuć. Roznosiła go energia, chciał jak najwięcej zrobić i zobaczyć, najchętniej wszystkiego by dotknął, spróbował i doświadczył, nieraz ciężko było za nim nadążyć i potrafił być naprawdę irytującym wrzodem na tyłku, jeśli ktoś potrzebował chwili ciszy i spokoju - nie nadawał się ani do ciszy, ani do spokoju. I jestem przekonana, że gdyby to on znalazł się na miejscu Lyelle (co nie jest specjalnie nieprawdopodobne, z okna już prawie skakał, czemu nie z dachu), zachowywałby się bardzo podobnie - wymykałby się ludziom, którym na nim zależy, by robić to, na co Julek miał ochotę, przekonany, że najlepiej wie, co jest dla niego dobre i czego potrzebuje jego noga; oczywiście wbrew temu, co mówią lekarze. Po co leżeć w łóżku, skoro można w tym czasie zdobywać świat i osiągać szczyty? Szkoda tylko, że w świecie Julka im lepsza, bardziej euforyczna była góra, w tym gorszy dół potem wpadał.
Kiedy Ly podniosła głowę i okazało się, że wcale nie z tą blondynką się dziś umówił, spojrzał na nią z zaskoczeniem, ale już po chwili uśmiechnął się szeroko: - O rety, cześć! Wszystko w porządku, co u ciebie? Oprócz tego, że najwyraźniej wciąż fantazjujesz o mnie w złotych marynarkach - spytał, wciąż szczerząc zęby w szerokim uśmiechu. Naprawdę się ucieszył, że ją spotkał.
 
 
Lyelle Paddington


Lyelle paddington

boston


28

sprzedaję bilety

wychowuję indyka

Wysłany: 2017-05-16, 00:19   
  

  
  
  
  
  

  
  
I JUST WANNA GIVE OUT A TOAST AND RIP OFF MY CLOTHES


Może gdyby chodziło o kogoś innego, to i Paddington znalazłaby w sobie jakieś resztki empatii i współczucia, ale chodziło o nią, więc sprawy miały się całkiem inaczej. Nie obchodziła jej noga ani biodro, a już na pewno nie to, że korzystając z nich bez pozwolenia pana doktora może sobie zrobić większą krzywdę i być może już nigdy nie odzyskać w nich pełnej sprawności. Przecież takie gadanie jest dla frajerów, którzy pozwalają na trzymanie siebie w zamknięciu, czy po prostu szukają dobrej wymówki do nic nie robienia. Ona nie chciała, żeby wszyscy koło niej skakali, ona chciała zdobywać świat! Czasami jej świat ograniczał się do najbliższego monopolowego, ale to i tak całkiem nieźle w porównaniu do jej pokoju trzy na pięć. Musiałam spojrzeć na zdjęcie, nie wygląda nawet na taki mały, nie wiem, co jej niby przeszkadzało w otrzymywaniu posiłków do łóżka i bezkarnym spędzaniu całych dni w internecie. Wracając do rzeczy - sobie nie współczuła ani trochę, wolała po prostu wyjsć i ruszyć przed siebie, choćby miało się skoŃczyć na klubie i pijanej Dżesica, której trzeba sprawić lanie, albo pizzerii, w której na pizzę czeka już od dwudziestu minut.
- Złote świeciły się najbardziej. Nie lubię mieć koszmarów, więc musiałam cię zamienić na porno sny - wzruszyła ramionami, zaskoczona trochę jego radosną reakcją, ale ostatecznie też się uśmiechnęła. Może i trochę ją bolało, że ją olali i nagrywali we dwójkę, chociaż wciąż gdzieś z tyłu głowy kołatało jej się, że rzeczywiście tworzą teraz z Seanem duet country, no i zwalała winę na niesfornych internautów, którzy swego włamali się na jej konto, żeby poobrażać sobie wszystkie Cycki po kolei... Ale dobra, właściwie walić to, i tak przecież nigdy by się nie przyznała, było - minęło, teraz mają swoje życia. Ona siedzi w teatrze, oni najwyraźniej nie odeszli z muzyki. Krzyżyk na drogę. Całe życie miała mieć wylane, więc i niech teraz tak będzie. - Właściwie już mi się nie śnisz, dawno cię w żadnej nie widziałam - zrobiła niezadowoloną minę, a mi właśnie przed oczami stanął Brendon tylko w złotej marynarce, ale takie zdjęcie już chyba kiedyś widziałyśmy, więc podejrzewam, że Ly miała takie widoki za sobą. Ale w ogóle dawno go nie widziała. Nawet za bardzo nie tęskniła. No i nie, nigdy jej się nie śnił.
_________________

we go where nobody knows,
we've guns hidden under our petticoats
 
 
Julia Amanda Watson
[Usunięty]

Wysłany: 2017-12-26, 21:29   

Wieczorową porą, Julia otwierając drzwi wchodzi do lokalu siadając na jednym z wolnych miejsc. Jej wyraz twarzy jest delikatnie ponury i nie oddający żadnych emocji. Po chwili, odłożyła małą torebeczkę na bok otwierając menu pizzeri. Za chwilę przyszedł kelner prosząc o zamówienie.
- Poproszę taką normalną pizzę, z pieczarkami, serem, szynką i z sosem czosnkowym - jedynie westchnęła i gdy kelner odszedł, odłożyła menu na swoje miejsce finalnie wgapiając oczy w pobliskie obrazy. Po pół godzinnym czekaniu, kelner przynosi oczekiwane zamówienie.
- Dziękuje bardzo, zapłacę przy wyjściu - po tych słowach, kelner przytaknął głową wchodząc do kuchni. Dziewczyna wpatrując się w posiłek, zaczęła go dość powoli konsumować i wgapiając się w telefon, który wyjęła podczas oczekiwania na zamówienie. Gdy zjadła posiłek, wytarła twarz poprzez chusteczkę i płacą przy kasie, wychodzi z pizzerii ciągle z pochmurną miną.
 
 
Ibbie Branwell
[Usunięty]

Wysłany: 2018-03-02, 14:09   

/po wszystkim

Ibbie zawsze lubiła orientalne rzeczy. Orientalne ozdoby, orientalną kuchnię, orientalne herbatki. Miała w domu całą kolekcję smakowych mieszanek z zieloną herbatą i ciągle dokupowała nowe. Kawę jednak miała zwykle jakąś klasyczną, dostępną we wszystkich marketach, bez specjalnych dziwactw. Aż do teraz. Sama nie wiedziała co ją podkusiło, ale kupiła i postanowiła akurat dzisiaj tą kawę przetestować, w koŃcu miała jeszcze dwie marki zwykłej, normalnej kawy. Zaryzykowała i odpłynęła. Dosłownie, z nosem w naleśniku którego miała na śniadanie. Kawa zamiast pobudzić ją do działania i zmotywować do życia uśpiła ją, tak na amen! A jak padła, tak obudziła się po dwunastej, spóźniona na śniadanie, spóźniona na lunch, prawie spóźniona do pracy. Szybko naleśnika wytarła z twarzy, wskoczyła w czyste ubranie, złapała klucz i telefon i już była w biegu, już wsiadała (oczywiście na gapę, bo portfel przecież został w domu) do autobusu i po kilkunastu minutach była na miejscu, zziajana i zdyszana, rozglądając się za osobą, z którą umówiła się na pizzę!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 9