Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-01-25, 12:38   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


On osobiście nie nazwałby tego winą, ale to z jego winy wciąż był sam, a co najważniejsze - lubił ten stan, wręcz uwielbiał. Jako kawaler w Bostonie czuł się jak ryba w wodzie. Właściwie gdziekolwiek by nie podążył to tak właśnie się czuł, bo nigdy nie miał parcia do zobowiązaŃ, związków i tworzenia bliższych relacji. Wolał niezobowiązujące romanse, bo słabość do kobiet to on posiadał i to sporą, ale to by było na tyle. Teraz też trzeba przyznać, że niewiele myślał po kątem tego co ona mogłaby do niego poczuć, a raczej zatracił się w fascynacji jej osobą, gubiąc po drodze to co najważniejsze. Nie myślał nad tym w co się pakuje, a raczej skupił na tym czego pragnie – jak zwykle. Czy to przyniesie ze sobą kolejne złamane serce? Bardzo możliwe, byle niedosłownie, bo Saskia ma naprawdę kruche serducho. Trudno na daną chwilę było stwierdzić cokolwiek, bo nie czarujmy się - dopiero wchodzili w coś cholernie pokręconego i nieodpowiedniego, ale zarazem tak fascynującego, że nie mieli czasu dokładać do tego głosu rozsądku. Zatracił się w chwili i to podobało się mu najbardziej. Nagle Saskie zmieniła się z zbyt młodej pacjentki poza jego zasięgiem, w zakazany owoc, po który odważył się sięgnąć. Teraz w niczym nie sprawiała wrażenia młodej dziewczyny nieporadnie walczącej z brakiem prądu, czy ciężko chorującej pacjentki. Nagle zmieniła się w cholernie atrakcyjną kobietę, której nie potrafił się oprzeć i nie chciał jednocześnie gubiąc w sobie rozsądek odpowiedzialnego lekarza, zamieniając w ogłupiałego kobiecym urokiem wygłodniałego kawalera. Samo życie.
W danej chwili przestała być taka niewinna obdarzając go tymi zawadiackimi uśmieszkami, zachęcającymi zarazem do dalszych poczynaŃ, a jednocześnie wciąż sprawiała wrażenie delikatnej, podatnej na zranienia, choć Felix wydawał się nie mieć z tym problemu i świetnie sobie radził jednocześnie nie obchodząc się z nią jak z jajkiem.
Nie rozumiał czemu w danej chwili wydawało się to bardziej odpowiednie niż kiedykolwiek. Całował ją wcale nie czując nad sobą jakiegoś poczucia, że postępuje niewłaściwie... wręcz przeciwnie. Odnosił wrażenie jakby to nie był wcale pierwszy raz, tylko coś naturalnego. Czuł, jak majstruje przy jego koszuli i odpowiadało mu ta niecierpliwość pomieszana z determinacją, by odpiąć je wszystkie, przy jednoczesnym rozpraszaniu pocałunkami, aż zrobiło się gorąco... - Trzeba coś z tym zrobić - odparł wprost w jej ucho, całkiem poważnie, po czym przygryzł lekko jego płatek, a jego ręce znalazły się nie na jej golfie, lecz na spodniach. Guzik szybko odpiął, nietrudno też było unieść lekko jej pośladki, by szybkim ruchem zsunąć z nich spodnie, które wciąż pozostały na jej nogach znacznie utrudniając jej ponowne oplecenie nimi Felixa, ale jemu znacznie ułatwiło to zdjęcie jej golfa. Swoimi lekko szorstkimi dłoŃmi odsłaniał coraz to bardziej to co kryło się pod ubraniem, nie spiesząc się, powoli celebrując chwile jednocześnie doprowadzając ją do zniecierpliwienia, aż w koŃcu skoŃczył te męki i zdjął z niej zbyt ciepły golf, a spojrzeniem zlustrował to co kryło się pod nim. W zupełnie inny sposób niż wtedy, gdy przyglądał się w swoim gabinecie.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-01-25, 19:56   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia na razie też nie myślała o konsekwencjach działaŃ, których się podejmowali. Nie była świadoma – bądź nie chciała po prostu być – tego, że tym wszystkim bardziej sobie szkodziła, niż w jakikolwiek sposób pomagała czy umilała życie. Na razie nie docierało to do jej świadomości, chciała wyciągnąć z tej nocy jak najwięcej. Dać się ponieść emocjom i pragnieniom, bez gdybania i rozmyślania, co powinna, a co nie. Zdrowy rozsądek został kompletnie z niej wyparty i wypełniony przez porządnie. Lovell od dłuższego czasu była sama, choć jej wcześniejszy partnerzy nie do koŃca wiedzieli, jak z nią się obchodzić. Instynktownie lgnęła więc do Felixa, wierząc, że ten da jej poczucie bliskości, którego tak bardzo pragnęła. Saskia była kobietą, która miała swoje potrzeby, które dotychczas nie zostały zaspokojone, a gdy nadarzyła się okazja, bez zastanowienia rzuciła się w ten wir. Zwłaszcza, że Felix miał w sobie coś, co ją do niego ciągnęło od samego początku. Był dojrzałym, ale i przystojnym mężczyzną i coś jej podpowiadało, że się na nim nie zawiedzie. O tym mówiło chociażby jej serce, które biło niczym szalone, gdy tylko był bliżej. I gdy w koŃcu pokonali granicę, która ich dzieliła, nie chciała się wracać. Ani dziś, ani nigdy. I najgorsze w tym całym obłędzie było to, że Lovell nie widziała w tym nic złego, wręcz przeciwnie, a to tylko jeszcze bardziej ją nakręcało i dodawało pewności siebie. Chciała by Felix widział w niej kobietę, a nie zagubioną we mgle młódkę z mlekiem pod nosem.
Każdy gest miał znaczenie – ona o tym doskonale wiedziała. Podsycała umyślnie atmosferę między nimi, tak by nie było już odwrotu. Chciała, by Felix w tej chwili myślał tylko i wyłącznie o niej, by jej pragnął z każdą minutą coraz bardziej. Chciała by ją dotykał, całował i uwielbiał. Łaknęła Felixa i jego adoracji jej osoby. Być może to egoistyczne i narcystyczne, ale rzadko kiedy czuła się stuprocentową kobietą, a pełen pożądania wzrok Lorenzo skutecznie podnosił jej pewność siebie i ocenę własnej osoby. Nie zamierzała jednak być mu dłużna, co to to nie!
Azjaci wierzą, że dwoje ludzi jest ze sobą powiązanych czerwoną nicią przeznaczenia, przez co są dla siebie stworzeni. Mogą przejść wcześniej wiele, mieć za sobą bardziej lub mniej udane związki, ale koniec koŃców i tak odnajdą swoją pokrewną duszę. W każdej legendzie podobno jest ziarno prawdy – kto wie, może właśnie dlatego czuli się tak naturalnie, że pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz to bardziej namiętny? Jednocześnie Saskia miała wrażenie, że nie był on pusty, czy przesiąknięty zwykłym, fizycznym pożądaniem. Miała wrażenie, że miał w sobie coś.
Nie opierała mu się w nawet najmniejszym stopniu, pozwalając na zdjęcie spodni, a dopiero później golfu. Zamruczała z zadowoleniem, gdy poczuła jego dłonie na swojej skórze. Delikatna, aczkolwiek odczuwalna różnica temperatur sprawiła, że wzdłuż kręgosłupa blondynki przeszedł dreszcz. Jednocześnie brak pośpiechu Lorenzo działał jej trochę na nerwy – wiedziała, że się z nią droczy, „mszcząc” się na niej w ten sposób. W koŃcu jednak golf wylądował w bliżej nieokreślonym miejscu, a Felix miał ją przed sobą w prawie pełnej krasie. Mimo tych czterech dodatkowych kilogramów, wciąż wydawała się być bardzo delikatna, ale widok, jaki Felix ujrzał, był zdecydowanie lepszy niż ten, który zapamiętał z gabinetu. Choć zapewne dodatkowe kilogramy były do radości, to w tej chwili co innego cieszyło oko. Drobna pierś Saskii była przykryta pod cienką warstwą koronkowego biustonosza z zabudowanym dekoltem. Miała również na sobie figi do kompletu - również koronkowe. Czy na pewno taki zestaw ubiera studentka, która idzie się uczyć do koleżanki?
Trzeba jednak przyznać, że to było trochę niesprawiedliwe, że Saskia nie miała na sobie już golfu, a Felix koszulę jeszcze tak. Lovell nie czekała zbyt długo i poprawiła ten stan rzeczy. Koszula wylądowała na podłodze i teraz to ona mogła napawać się jego widokiem. Mógł zobaczyć, z jakim zachwytem na na niego patrzyła, jednocześnie wodząc drobną ręką po ramionach i klatce piersiowej Felixa, badając każdy najmniejszy mięsieŃ. Z jednej strony sprawiała zapewne wrażenie pewnej siebie kusicieli, ale w tym wszystkim było nutka niewinności, jak gdyby po raz pierwszy w życiu widziała półnagiego mężczyznę.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-02-01, 18:42   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Myślenie w ostatnim czasie najwyraźniej nie było ich mocną stroną, skoro właśnie zdzierał ciuchy ze swojej pacjentki, a ona nie miała nic przeciwko. Już dawno powinien załączyć się im jakiś alarm, instynkt samozachowawczy, cokolwiek... sygnalizujący, że należy przestać, a oni powinni być na tyle mądrzy i dojrzali by przerwać to co właśnie poczynają. Problem w tym, że to było silniejsze od nich i zmagali się z tym tak długo, że gdy w koŃcu się wydarzyło, nie potrafili przestać. Przynajmniej on nie potrafił, nie chciał i już nawet o tym nie myślał. Rozmyślanie o konsekwencjach nigdy nie było jego mocną stroną, więc czemu teraz miałoby się cokolwiek zmienić? No właśnie, podążał ślepo za tym czego ona pragnęła, bo pokrywało się to w dużym stopniu i z jego pragnieniami. Był zafascynowany tym jak lgnęła do niego, choć przecież był o wiele starszy i w zasadzie nie miał wiele do zaoferowania, a z drugiej strony wcale jej o tym nie uprzedził, z tym, że na obecną chwilę oczekiwania miał daleko za sobą, bo liczyło się tylko ich dwoje w tej kuchni. Sam nie wiedział czemu tak bardzo zależy mu akurat na niej, bo przez tyle lat była sąsiadką, tak wiele lat nie łączyła ich relacja lekarz-pacjent, a teraz... teraz chyba głównym bodźcem stało się to co zakazane i nieodpowiednie. Nigdy nie potrafił wchodzić w normalne relacje – gdyby tak było miałby już zonę wiele lat i gromadkę dzieci, które odwoziłby co rano do szkoły i odkładał na ich studia. Jego jednak ciągnęło albo do tego co nieodpowiednie, albo do tego co niestałe. To jednak nieistotne, bo z chwili na chwilę (sam nie wiedział, kiedy) odciął się od postrzegania jej jako chorej na serce młodej pacjentki, a zaczął dostrzegać coś zupełnie innego. Widział w niej kobietę i teraz bardzo chciał, żeby była jego, żeby została chociaż na tę jedną noc, do rana. Mieli sporo czasu, a to sprawiało, że nie chciał szybko odbębnić to czego oboje pragnęli... wręcz przeciwnie. Chciał się tym nacieszyć na spokojnie, bo przecież mieli przed sobą całą noc... obiecała mu, że zostanie, a on nie da jej już teraz uciec. Z jednej strony chciał pospiesznie zrzucić z niej każdy skrawek materiału, a z drugiej cieszył się powoli odsłaniając jej golf, który ściągnął również bez pospiechu. Miał ją teraz przed sobą w bieliźnie seksowniejszej niż mógłby sobie wyobrazić, a swoim spojrzeniem lustrował ją ostentacyjnie ukazując swoje pożądanie. Nie zamierzał jednak ukrywać tego jak bardzo chce ją mieć, tylko dla siebie. Podobało się mu to, ale jeszcze bardziej odpowiadało mu to, że nie pozostawała mu dłużna i swoimi delikatnymi dłoŃmi sunącymi p torsie przyprawiała go o niemałe dreszcze rozchodzące się jakby pod jego skórą. Już dawno nie czuł się tak dobrze pod dotykiem kobiety i już dawno nie miał takiej frajdy widząc jej pewność mieszającą się z niewinnością. Kuchnia już przestała być dla niego odpowiednim miejscem... przez żołądek do serca, ale to nie ta bajka. Chcąc zmienić otoczenie pozbył się całkiem jej spodni i zostawiając jej ubrania wraz ze swoją koszulą na kuchennej posadzce wziął ją na ręce dając jej możliwość ponownego objęcia go nogami i pokierował swoje kroki przez kuchnię, korytarz i klatkę schodową prosto do swojej sypialni. Droga ta była nad wyraz spokojna, bo zamiast namiętnych pocałunków i obijania się o ściany nie mógł oderwać swojego spojrzenia od jej oczu. W koŃcu mógł opuścić ją na chłodną i jasną pościel swojego łóżka, na której to wyglądała za dobrze, o wiele za dobrze. Nagle to spokojne delektowanie się całą noc wydawało się mu dręczeniem i chciał mieć wszystko w jednej chwili. Nic dziwnego, że pochylił się nad nią, nagle przerwał ten spokój jaki towarzyszył im całą drogę i pocałował namiętnie.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-02-02, 02:11   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia miała raczej uporządkowane życie, bez większych ekscesów. Skupiała się na studiach oraz swoim zdrowiu. Jeżeli nie było jej podczas zajęć to nie tak, że postanowiła sobie dłużej pospać – siedziała w szpitalu na badaniach. Lovell nigdy, ale to przenigdy nie pozwoliła sobie na opuszczenie wykładów z głupiego „widzimisię”, bo doskonale wiedziała, że wystarczająco dużo zaległości miała przez same rutynowe kontrole, nie chciała dokładać sobie jeszcze pracy w postaci większej ilości materiału do nadrobienia. Życie towarzyskie Saskii do jakiś specjalnie bogatych nie należało – zwykle spotykała się z Lexy, czasem z Willem, gdy miała ochotę pogrzeszyć (ale od bury, którą zebrała od Felixa była grzeczna!). Może po prostu miała dość tego wiecznego bycia tą ułożoną i potulną Lovell, która odmawiała sobie wielu rzeczy, bo studia, zdrowie i brak czasu? Za niedługo stuknie jej dwadzieścia siedem lat, a czuła się czasem jakby miała co najmniej siedemdziesiąt dwa. Zasługiwała na odrobinę szaleŃstwa, nieodpowiedzialności i braku rozmyślania i gdybania. Choć w jej przypadku szaleŃstwo w sferze bardziej intymnej oznaczało kompletnie co innego niż w przypadku większości ludzi – mimo wszystko pamiętała o swoich ograniczeniach i zdecydowanie wolała przeżyć z Felixem cudowną noc z nim w łóżku, a nie na intensywnej terapii podpięta do tlenu z obrzękiem płuc. Jedyne, czego oczekiwała od Lorenzo, to jego bliskości i dotyku. Nic więcej nie potrzebowała do szczęścia. Nie zastanawiała się, czemu akurat teraz zaczęli coś do siebie czuć, a nie rok czy dwa lata wcześniej. Przeszłość i przyszłość nie miały dla Saskii najmniejszego znaczenia. Liczyło się tu i teraz. Liczyły się szorstkie dłonie sunące po jej skórze, wywołując przy tym dreszcz. Liczył się jego gorący oddech, serce, które dudniło w jego piersi. Lgnęła do niego, napawając się całą osobą Felixa – zapachem, ciepłem i dotykiem. Nie śpiesząc się przy tym ani trochę – noc była jeszcze młoda, a ona się nigdzie nie wybierała. Felix chciał, by Saskia była jego tej nocy – i to pragnienie się spełni. Blondynka w momencie uściśnięcia jego dłoni i powiedzenia tego krótkiego, ale jakże ważnego zostanę, oddała mu całą siebie. Już wtedy to wiedziała. Tak samo jak to, że ta noc zdecydowanie zmieni ich relację. Choćby sobie próbowała wmawiać, że to tylko jedna i niezobowiązująca noc, Lovell nie będzie w stanie spoglądać na Lorenzo jak na tylko lekarza. Biorąc jeszcze pod uwagę to, w jaki sposób się z nią obchodził. Każdy dotyk mężczyzny był przepełniony czułością i namiętnością jednocześnie. Saskia dostawała od Felixa to, czego nigdy wcześniej nie dostała od żadnego innego mężczyzny – przez co tylko mieszał jej w głowie i tylko komplikował całą sytuację. Ale myśleć o tym będzie jutro, jak już ich drogi się rozejdą. Tymczasem…
Uśmiechnęła się do niego szeroko w momencie, w którym to wziął ją na ręce. Objęła go nogami w pasie, a drobne dłonie zaś na jego policzkach, wpatrując się w niego zafascynowaniem i iskierkami w błękitnych oczach. Nie wierzyła, że to wszystko działo się naprawdę – wydawał się być ułudą, pięknym snem, który za niedługo się skoŃczy i zamiast jego silnych ramion będzie miała stertę książek z anatomii…
Och... – zdążyło się jej jedynie wymknąć, gdy wylądowała na miękkiej pościeli. Zaraz potem Felix ruszył do „ataku” na jej usta, a ona nie miała siły by się nawet opierać, od razu wywiesiwszy białą flagę i poddając się tym wszystkim pragnieniom, które w nich siedziały. Serce Saskii biło szalenie szybko, z trudnością łapała dech pomiędzy pocałunkami (aczkolwiek Felix w tym wypadku nie miał powodów do zmartwieŃ). Chciała go. Tu i teraz, a czekanie doprowadzało ją do szaleŃstwa. I nim Lorenzo zdążył się zorientować, sprawne dłonie młódki dobrały się do spodni Felixa i zaczęły przy nich majstrować. Szybko uporała się z niedogodnościami w postaci między innymi skórzanego paska. Nie zdjęła jednak z niego spodni od razu. Wpierw oderwała się na chwilę od niego, chcąc zaczerpnąć trochę powietrza i pozwalając sercu nieco się uspokoić. – Felix... – wyszeptała i ujęła w swoje dłonie jego twarz, po raz kolejny tego wieczoru. Jeżeli myślał, że zaraz powie coś w stylu: nie powinniśmy albo na pewno tego chcesz, to się mylił. I to bardzo. – Take me. I’m all yours.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-02-05, 18:36   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Tym razem będzie krótko, bo dziś mi coś rozpisywanie się nie wychodzi. :lofek: Dopadło mnie jakieś chwilowe bezwenie, ale zależy mi na tym by dziś odpisać na wszystko co zaległe, więc wybacz. :medit:
Dwadzieścia siedem lat to nie mało, a jednak większość i tak postrzegała ją jako małą dziewczynkę, chorującą i potrzebującą opieki. Długi czas on sam żył w takim przekonaniu, a przecież wkrótce stuknie jej trzydziestka, to nie głupi wiek... więc czemu postępują w tak głupi sposób? Na to nie znał odpowiedzi, ale wiedział, że on wcale nie jest dobrym wyborem do realizacji jej chęci szaleŃstwa, nieodpowiedzialności i braku rozmyślania. Nawet jeśli mieli wypracowane to odpowiednie zdanie na ten temat to i tak oboje postanowili postąpić wręcz przeciwnie, totalnie nie odpowiednio. Teraz jednak nie bil się z myślami, że może nie powinien, a także nie czuł się źle robiąc z Saskie coś od czego wzbraniał się już dłuższy czas. Było zbyt przyjemnie, aby to psuć, a w dodatku wydawało się to być tak nieprawdopodobne i ulotne, że nie chciał marnować każdej cennej sekundy tej nocy na myślenie jakie to złe. Na to będzie miał czas po fakcie, gdy ich drogi się rozejdą o świcie. Może się oszukiwać, że jest świetny w odcinaniu się od innych, a po wszystkim będzie w stanie traktować ją jako swoją pacjentkę, ale to tylko złudne oszustwo. Nie sposób będzie zapomnieć o tej delikatnej skórze jaką czuł pod swoimi szorstkimi dłoŃmi, o zapachu jaki ją otaczał, a obrazy jakie teraz miał przed oczami ciężko będzie wyprzeć z pamięci. Może próbować, ale tylko przekona się jaki jest przy wspomnieniach tej nocy bezbronny.
Wieczór jeszcze był bardzo młody, a pomimo tego zdawał się uciekać zbyt szybko. Miał wrażenie, że w chwili, gdy złapała go za dłoŃ uświadamiając, że zostaje, czas nabrał przyspieszenia i jak on tak i oni nie potrafili zwolnić. Z jednej strony chciał się delektować, bo miał ją całą noc dla siebie w sposób w jaki nawet nie śmiał sobie wcześniej wyobrażać, a zarazem chciał wszystkiego w jednej chwili jakby bał się, że tego czasu mu nie wystarczy. Trwał w jakimś dziwnym przeświadczeniu, że ograniczają się tylko i wyłącznie do jednej nocy, jakby nic poza nią nie miało prawa się wydarzyć, jakby musieli wykorzystać ją całkowicie.
Trust Me, I'm a Doctor – tylko tyle się może nasunąć w przypadku zmartwieŃ odnośnie rytmu jej serca. Dobrze wiedział jaka sama w sobie jest krucha i na co powinno się zwracać uwagę, ale było to raczej jako coś oczywistego, co nie musiało mu wcale zaprzątać myśli nieustannie, psując całą zabawę jaką teraz mieli. Po prostu było, ale niczego nie utrudniało i może właśnie dlatego to on był zdolny dać jej przyjemność jakiej od innych nie była w stanie otrzymać?
Czuł jej dłonie majstrujące przy zapięciu spodni, czuł też rosnące pożądanie i miał wrażenie jakby nie mógł się powstrzymać. Chciał więcej, a zarazem chciał zwolnić. Dopiero gdy nieco oddaliła się od niego zaczerpnęli powietrza, co nie sprawiło, że nagle zaczął trzeźwo myśleć, ale... zwolnił. Wyszeptanie jego imienia było dobrą zagrywką, a dosłowne oddanie się mu jeszcze lepszą. Przez jego twarz przemknęła fascynacja, lekkie niedowierzanie i ostatecznie pożądanie sfinalizowane delikatnym łobuzerskim uśmiechem.
Pochylił się, lecz teraz nie składał namiętnych pocałunków na jej usta, lecz tylko delikatnie musnął płatek jej ucha, schodząc pocałunkami na jej szyję, dochodząc do dekoltu. Jej skóra pachniała tak przyjemnie i była tak delikatna, że nie mógł z nią postępować inaczej. Dobrał się do koronkowej mielizny zsuwając ramiączka i odkrywając nowe tereny, a na jej drobnych piersiach skupił się nad wyraz długo, jakby był koneserem sztuki, a w jego ręce wpadło znakomite dzieło. Dopiero gdy doprowadzało ja to do zniecierpliwienia zaczął sunąć pocałunkami niżej, w dół, przez jej delikatną skórę brzucha, aż ponownie napotkał koronkową przeszkodę.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-02-09, 23:33   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Wybacz, jeżeli ten post będzie stekiem lania wody, ale chyba będę chora i mi mózg się wyłączył.
Wszystko wydawało się być ulotne, niczym muśnięcie motylich skrzydeł. Czas działał na ich niekorzyść – nieubłaganie płynął i za nic nie chciał zwolnić. Nie mieli wyjścia, jak tylko dać się porwać przez jego nurt, czerpiąc z tej nocy jak najwięcej – bo oboje wiedzieli, że nie mieli prawa jej powtórzyć, oszukując się, że uda się im od tego odciąć i znów zejść na stopę lekarza i pacjentki, wymazując z pamięci obrazy, które teraz pochłaniały ich oczy, zapachy, którymi się napawały ich nosy, smak słodkich ust i dotyk ocierających się o siebie ciał. Z jednej strony Saskia chciała w to wierzyć, z drugiej… w głębi serca pragnęła, by znów móc poczuć pocałunki Felixa. Pomimo tego, że to było jedynie preludium do czegoś więcej, dostawała od niego więcej niż od kogokolwiek wcześniej. Czuła się przez Lorenzo wręcz ubóstwiana, adorowana… Co zdecydowanie się jej podobało i nie chciała tego zmieniać. Taki stan rzeczy jej jak najbardziej odpowiadał. Nie w głowie jej teraz było zastanawianie się nad konsekwencjami swoich czynów – kompletnie odrzucając rady swojej najlepszej przyjaciółki, zamiast się odciąć od tej relacji, jeszcze bardziej w nią brnęła, wbrew wszelkiej logice i zdrowemu rozsądkowi. Była kompletnie bezbronna, oddając się Felixowi w całości – dosłownie i w przenośni.
Serce biło jak szalone, powodując szumienie w uszach, przyśpieszony oddech i rumieŃce na buzi Saskii. Z każdą chwilą było jej coraz to goręcej, nie przerywając szalonego taŃca, wręcz jeszcze bardziej go pogłębiając i sprawiając, że stawał się coraz to bardziej namiętny. Musieli jednak zwolnić. Zaczerpnąć trochę powietrza i pójść po rozum do głowy – złudne nadzieje! Może i trochę zwolnili, ale nie zaczęli myśleć trzeźwo nawet w najmniejszym stopniu. Wpatrywali się w siebie z zachwytem, pożądaniem i pragnieniem czegoś więcej. Saskia wiedziała doskonale, czego chciała, będąc jednocześnie świadomą konsekwencji, które jednak nie grały teraz dla niej najmniejszej nawet roli. Były tylko przytłumionym echem przyszłości, która ją nie obchodziła. Nie teraz. Nie w jego sypialni.
Gdyby stała, nogi ugięłyby się pod wpływem jego uśmiechu. Był kompletnie rozbrajający, czuła się wobec niego taka bezbronna i miała wrażenie, że z każdym kolejnym coraz bardziej pragnęła, by uśmiechał się tylko i wyłącznie dla niej. Egoistycznie chciała by Felix w całości należał tylko do niej, choć to nie było możliwe. Ani teraz, ani w przyszłości. Lorenzo miał jednak w sobie coś, co sprawiało, że Saskia po prostu do niego wręcz instynktownie lgnęła, pragnąc jego dotyku i adoracji.
Szyja należała do wyjątkowo erogennych miejsc na ciele kobiet – i Lovell nie była tu wyjątkiem. Nic więc dziwnego, że zamruczała niczym kotka pod wpływem pocałunków składanych na niej przez Felixa. Nie była skąpa w okazywaniu swojego zadowolenia – do uszu Felixa cały czas docierały ciche pojękiwania i pomruki, a także mógł poczuć paznokcie wbijające się bezczelnie w jego plecy, zwłaszcza, gdy postanowił pozbyć się jej stanika i skupić całą uwagę na drobnych piersiach Saskii.
Gdzieś w tym wszystkim pojawiała się jednak pewna obawa – czy będzie w stanie sprostać oczekiwaniom Felixa? Czy będzie dla niego wystarczająco dobra? Samoocena Lovell to najlepszych nie należała, przez co pojawiały się w jej głowie pytania, na które odpowiedzi nie znała i brała się je zadać na głos. Starała się je zrzucić gdzieś na bok, pozbyć się ich, wierząc, że wszystko będzie dobrze. Była jednak beznadziejną aktorką. Felix zapewne zauważył nerwowe spięcie mięśni i jakby chwilową nieobecność Saskii, związaną właśnie z tymi obawami, które pojawiły się w jej głowie.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-02-18, 14:47   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Pewnie skrócę tego posta, ale to dlatego, że gra się nam dłuży tutaj i wiele fajnych okazji nam ucieka sprzed nosa (w wakacje kurde będziemy odgrywać walentynki :lol: ) z mojej winy, więc no - sprężam się i piszę!
Nie myślał trzeźwo dając się ponieść tej chwili i w rezultacie teraz za każdym razem będzie miał problemy z trzeźwym myśleniem przy Saskie. Właściwie będzie to niemożliwe, bo kogo chcą oszukać? Takich chwil nie dało się wymazać z pamięci nawet gdyby się tego chciało, a śmiem wątpić czy Felix chciałby się dopuścić czegoś tak strasznego. Nie po to pozwolił sobie na to, aby zaraz po wszystkim za wszelką cenę chcieć zapomnieć. Gdyby tak to miało wyglądać nie byłoby między nimi tej pasji, przez którą to dali się ponieść tego wieczoru.
Przyjemne dreszcze przeszyły jego ciało, a po nich nastąpiła fala ciepła przyprawiając go o lekkie zawroty głowy, które jednak nie przeszkadzały w kontynuacji tego co zaczęli. Wyjście z tego stanu było wręcz niemożliwe, czuł się jak oderwany od rzeczywistości oddając się temu szaleŃstwu z Lovell, bo to niewątpliwie zasługiwało na miano szaleŃstwa. Wariackie pragnienie posiadania jej tutaj i teraz rozrywało go powolutku, z chwili na chwilę coraz bardziej i choć dobrze wiedział, że tej nocy Saskie jest jego to jakby nie potrafił w to uwierzyć do koŃca. Miał ciągłe wrażenie, że zaraz umknie z jego dłoni i nie będzie mógł jej zatrzymać, że zaraz pojawi się jakieś 'ale', którego nie da się wyminąć. Nie mylił się... koniec był coraz bliżej. KoŃcem był poranek i choć nie myślał o tym nieustannie to gdzieś w powietrzu wisiał pośpiech, jakieś ponaglenie, że nagle wszystko się skoŃczy. Wręcz zachłannie, a zarazem z czułością starał się nacieszyć gorącą Lovell na swojej chłodnej i jeszcze nie zmiętej pościeli dając jej to czego ona oczekiwała - całkowitą adorację.
Celebrował każdy milimetr jej ciała z lekkim zniecierpliwieniem, a zarazem z niebywałą czułością, a jej ciche pomruki i drobne pazury tylko go napędzały. Już miał pozbyć się kolejnej koronkowej przeszkody muskając ustami jej podbrzusze, gdy poczuł jakby opór choć wcale go nie odepchnęła. Jakby miał jakiś radar informujący, że coś jest nie tak. Uniósł lekko głowę spoglądając na nią i dostrzegając lekkie spięcie, więc powrócił do góry wbijając teraz spojrzenie w jej trochę nieobecne oczy i po prostu zapytał. - Co się dzieje? - a jego dłoŃ przemknęła lekko po jej policzku, odgarniając kosmyk blond włosów za jej ucho.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-02-19, 00:19   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia podobno w rodzeŃstwie uchodziła za tę ambitną i odpowiedzialną córkę, która starała się myśleć przyszłościowo. Nigdy nie sprawiała problemów swoim rodzicom, którzy chuchali i dmuchali na nią jak się tylko dało, by biedna nie złapała jakiegoś choróbska, bo to z którym żyła na co dzieŃ to było za dużo. Wychowywali ją praktycznie pod kloszem, dbając, by nie wpadała w złe środowisko, które nie sprzyjałoby leczeniu (alkoholowi i używkom mówimy stanowcze nie), pilnowali, by przypadkiem się przemęczała, jadła zdrowo i wiele, wiele innych rzeczy. W życiu Saskii po prostu nie było miejsca na szaleŃstwo i nieodpowiedzialność. Aż do dzisiaj. Miała dość bycia wiecznie poukładaną, robiącą to, czego od niej oczekiwano. I zapewne powinna zapomnieć o wszystkim co między nimi zaszło i zajdzie jak najszybciej. Jednakże tego też nie chciała i nie zamierzała tego robić. I choć zarówno pamiętanie jak i wyrzucenie tej nocy z pamięci było skrajnym masochizmem, wolała cierpieć wiedząc, jak smakują usta Felixa, jak to jest czuć dotyk jego szorstkich dłoni i ciepły oddech na nagiej skórze. Jak to mówi klasyk nad klasykami – lepiej żałować, że coś się zrobiło niż potem pluć sobie w brodę, że nie miało się na tyle odwagi, by coś zrobić.
Wolała nie patrzeć na zegarek, który nieubłaganie odmierzał czas, który był im przeznaczony. Minuta po minucie im uciekała i choćby chcieli, nie byli w stanie spowolnić biegu czasu. Wolała nie wiedzieć, ile im zostało do świtu, który wydawał się być najgorszym wyrokiem z możliwym za czyny, które popełnili dzisiejszej nocy. Wszystko wymykało się spod palców, a Saskia z każdą chwilą pragnęła Felixa jeszcze bardziej, nie bacząc na konsekwencje – przecież, jak to wyjdzie na jaw, to zaszkodzi przede wszystkim Lorenzo. I jeżeli jej na nim zależy, powinna jak najszybciej to zakoŃczyć. A mimo to egoistycznie w to brnęła, napawając się każdym pocałunkiem mężczyzny, wyginając drobne ciało w łuk pod wpływem jego pieszczot i racząc jego uszy pomrukami niewątpliwego zadowolenia…
Oboje pragnęli jednego – siebie nawzajem, zanurzonych w miłosnym uścisku, by w koŃcu stać się jednością. Była jednak rzecz, która sprawiała, że w głowie Saskii pojawiała się blokada – i wcale nie było to powiązane z różnicą wieku między nimi, czy relacją, jaka ich łączyła. Lovell po prostu się bała, że ograniczenia spowodowane jej chorobą będą wystarczającą przeszkodą, by sprostać oczekiwaniom, które z każdą sekundą wzrastały. Zapominając, że ma do czynienia z dorosłym i doświadczonym mężczyzną, a nie chłopcem, czuła swego rodzaju obawy, które zostały szybko rozwiane, po tym, jak Felix na nią spojrzał i pogłaskał po policzku, interesując się tym, że coś było nie tak. Co w tym mężczyźnie było, że wystarczyło jedno spojrzenie, żeby wszystkie troski poszły w niepamięć?
Brak wiary w samą siebie – odpowiedziała, spoglądając prosto w oczy. Wzięła głęboki wdech, starając się uspokoić. – Po prostu chcę byś mnie zapamiętał z jak najlepszej strony – dodała po chwili z nadzieją, że zrozumie. Nie była dobra w wyrażaniu własnych uczuć, a zwłaszcza tak intymnych. Saskia wbrew pozorom raczej była amatorką, a taki facet jak Felix zapewne miał niejedną partnerkę w swoim życiu. Ona już teraz mogła mu powiedzieć, że jest najwspanialszym mężczyzną, jakiego spotkała na swojej drodze. I chciałaby, by mógł o niej powiedzieć podobne słowa.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-02-22, 14:03   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Biorąc pod uwagę jego wiek i doświadczenia życiowe, a przede wszystkim też jego zawód, zamiast być kimś kto zwodzi Saskie powinien być głosem rozsądku jak jej rodzina. Niestety był też mężczyzną dość podatnym na kobiece wdzięki, a młoda Lovell w pewnym momencie przestała być dla niego niedojrzałą pacjentką, a stała się kobietą i nie potrafił się jej oprzeć, choć naprawdę starał się długi czas jednocześnie kusząc odrobinę los tymi prezentami, kanapkami i wiadomościami. Ostatecznie sam nie wiedział czego chce, do dzisiaj. Spędzając z nią ten wieczór, tą krótką noc (bo czym jest jedna noc) wiedział, aż za dobrze czego chce i jednocześnie to dostawał. Miał przed oczami jeszcze tą chwilę, gdy za oknami było jasno, a on zabierał się za przyrządzanie posiłku. Miał wrażenie jakby to było parę sekund temu, ktoś pstryknął palcami i działo się coś czego nawet sobie nie wyobrażał, bo wiedział jakie byłoby to ryzykowne. Teraz jednak ryzyko nie grało roli w ogóle nie myślał o swoim zawodzie i o tym jakie może mieć to konsekwencje w przyszłości, nie zastanawiał się nad tym jakie problemy wynikną z tego zbliżenia po świcie, właściwe o świcie myśleć nie chciał. Miał przed sobą Saskie, która właściwie samym pozostaniem w jego domu i złożeniem obietnicy pozostania w nim do ranka spełniła jego oczekiwania. Nie potrafił wytłumaczyć tego stanu, tego w jakie go wprawiła tym krótkim zapewnieniem, bo on nigdy nie potrafił w uczucia. Chciał się tym nacieszyć, cokolwiek by to oznaczało i trochę w bezmyślny sposób nie myśląc o tym do jakich problemów może to doprowadzić. Zdając sobie jednak sprawę z jakiejś niepewności jaka targnęła nią, nie mógł tego zignorować. Nie miał pojęcia czym się niepokoi, bo gdyby wiedział o tym wcześniej już dawno przestałoby to być jej zmartwieniem. Po pierwsze - było to niepotrzebne, po drugie – mieli zbyt mało czasu by marnotrawić go na bezpodstawne zmartwienia.
- Zapamiętam. Nie mam co do tego wątpliwości, Ty też nie powinnaś - stwierdził całkowicie poważnie, przyglądając się jej spokojnie i czekając na jakąś zmianę. Nie chciał brnąć w to dalej, jeśli ona miałaby mieć wciąż wątpliwości, więc chwilę tak nad nią zawisnął czule gładząc jej policzek jakby chciał przegonić wszelkie zmartwienia.
W koŃcu się mu udało i nie ważne czy trwało to raptem kilka sekund czy leżeli tak parę godzin, co miało się wydarzyć to się wydarzyło. Nim nastał świt poniosło ich ten jeden raz, ale niewątpliwie było to coś czego nie dało się wyrzucić z pamięci. Poniosło ich jeden raz za dużo, ale to jeszcze nie był czas na rozpatrywanie tej nocy. SłoŃce dopiero wschodziło, ale wciąż było ciemno. Nie zmrużył oka tej nocy, jakby nie chciał stracić ani jednej sekundy spędzonej z Saskie tej nocy. Nawet teraz leżał przyglądając się jej gdy spokojnie spała, a coraz to jaśniejsze niebo nie poprawiało mu humoru, jakby czuł, że zbliża się granica, którą przekroczyli i teraz muszą wrócić na stare śmieci, ale nic już nie będzie takie samo.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-02-23, 23:52   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Mogłoby się wydawać, że mieli dla siebie dużo czasu – całą noc, tyle godzin! Mijały jednak nieubłaganie, jedna po drugiej, nie mając nawet zamiaru zwolnić. A oni próbowali się z nim ścigać, walcząc o każdą wspólną minutę i chcąc wyciągnąć z tego wieczoru jak najwięcej, nie przejmując się tym, co będzie jutro, gdy już zastanie ich dzieŃ, gdy za oknem będzie świecić słoŃce. Jutro nie istniało. Saskia cieszyła się tym, że miała Felixa teraz tylko i wyłącznie dla siebie, kompletnie nie przejmując się słowami swojej przyjaciółki, że Lorenzo mógł podchodzić do tego wszystkiego zupełnie inaczej niż ona. Mógł po prostu wykorzystywać fakt, że młoda i ładna dziewczyna czuje do niego miętę, a jaki facet by nie wykorzystał sytuacji? No właśnie. Gdzieś na początku pojawiały się w niej takie obawy, ale szybko minęły. Wystarczyło, że na nią spojrzał, dotknął… I traciła grunt pod nogami, jednocześnie chcąc wierzyć, że te wszystkie gesty, którymi ją obdarzał nie były puste, że jednak coś się za nimi kryło. Nie miała zielonego pojęcia, czym mogło być te owe tajemnicze coś, ale Felix mógł być pewny, że za słowami i czynami Saskii było w nich coś więcej niż zwykłe, fizyczne pożądanie.
Jesteś cudowny – szepnęła jedynie, odpowiadając na jego słowa i uśmiechając się do niego ciepło. Podniosła się też odrobinę, by złożyć na jego ustach krótki pocałunek, aczkolwiek powinien być on dla Felixa jasnym znakiem na to, że te wątpliwości, które nią jeszcze przed chwilą targały, ulotniły się. A ona dała się ponieść temu, co było nieuniknione od momentu, w którym postanowiła zostać i złożyć obietnicę, że dotrzyma mu towarzystwa do samego rana.
Dali się ponieść – jeden raz i o jeden za dużo. Zasypiając w ramionach Lorenzo, w pełni spełniona – jak nigdy! – nie miała jeszcze żadnych wyrzutów sumienia. Była szczęśliwa i Felix mógł to zobaczyć na jej twarzy, jak się uśmiecha. Poczuć, z jaką ufnością wtula się w niego i z jakim spokojem bierze każdy wdech podczas snu, z którego nie została ani razu wyrwana przez atak duszności. Tak dobrze nie spała już od dawna.
Leniwie otworzyła oczy, a gdy zobaczyła, że za oknem było już jasno, niemal od razu je zamknęła, jeszcze bardziej wtulając się w Felixa. Nie chciała dopuszczać do swojej świadomości, że dziś przyjdzie im wrócić na stare śmieci, mimo że nic już nie będzie takie jak dawniej. Na samą myśl o tym miała ochotę się rozpłakać. Przede wszystkim dlatego, że z takim szacunkiem jak Felix nie potraktował jej żaden mężczyzna. Nie mogła jednak wiecznie udawać, że jeszcze śpi. Westchnęła ciężko.
Felix... – szepnęła, nie mając jeszcze ani siły, ani motywacji na wstawanie. Chciała mu coś powiedzieć, ale nie potrafiła kompletnie ubrać tego w słowa. Bała się jednocześnie, że jak powie coś więcej, to usłyszy, jak drży jej głos i że po prostu mu się tu rozpłacze niczym dziecko.
Nic jednak nie mogło trwać wiecznie i Saskia doskonale o tym wiedziała. Felix zapewne także. Dlatego musieli w koŃcu zebrać się z łóżka, ogarnąć się i ubrać. I z każdą chwilą coraz bardziej docierało do nich, że to, co między nimi zaszło, w ogóle nie powinno mieć miejsca. Ale czy Lovell żałowała? Ani trochę. Wychodząc jednak od Lorenzo czuła, że zejście z drogi, na którą wkroczyli nie będzie łatwe i przyjemne. O ile w ogóle było możliwe...

[z/t]
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-12-25, 00:14   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


/ stylówka
Prawie cztery miesiące – tyle czasu minęło od wypadku Felixa we Francji. Można powiedzieć, że stosunkowo szybko. Po powrocie do Bostonu Felix został poddany rehabilitacji pod okiem najlepszych fachowców w całym Bostonie. Saskia starała się go w tym wspierać jak tylko mogła, choć rzeczywistość nie była bajką i po części wrócili do starego układu, sprzed wyjazdu do Francji. Starała się jednak nie narzekać – wiedziała, że ta sytuacja była wyjątkowa i w tej chwili były ważniejsze rzeczy niżeli jej egoistyczne pobudki, dlatego dzielnie trwała. Przychodziła do Lorenzo z obiadem, na korepetycje – co by nie zapomnieć wiedzy i być jeszcze lepiej przygotowaną do egzaminu, do którego nie podeszła w tym roku – albo by razem spędzić czas w zaciszu jego domu… Wciąż nie zebrała w sobie wystarczająco dużo odwagi, by wyznać Felixowi to, co czuła… Cały czas zwlekała, czekając na odpowiedni moment, jednakże ten nie chciał nastąpić. Miała mu powiedzieć we Francji, po zakończonym sezonie. Zamiast tego wylądował w szpitalu… teraz nie chciała narzucać mu dodatkowego ciężaru na głowę, wzbudzać na nim kolejnej presji… Bała się, że te wyznanie zepsuje wszystko. Dlatego starała się tłumić te uczucia jak najbardziej.
Dziś był wyjątkowy dzień dla Saskii. Minął dokładnie rok od tego… jak się wszystko zaczęło. Pamiętała ten dzień jak dziś. Miała wpaść tylko na chwilę z ciastem w ramach podziękowań za pomoc, by następnie pójść na umówione spotkanie z koleżanką ze studiów – miały wkuwać anatomię na najbliższe kolokwium. Wyszło tak, że została u Felixa nie tylko na obiad, ale również i na śniadanie. Wtedy część barier, które były pomiędzy nimi opadły, choć starali się z tym walczyć – był przecież jej lekarzem! Teraz tego nie było… A i tak ich relacja była daleka od tej, którą Lovell z Lorenzo chciałaby mieć. To nie oznaczało jednak, że pomysł świętowania ich małej „rocznicy” bardzo się jej spodobał. Napisała do niego esemesa, czy może wpaść i po uzyskaniu twierdzącej odpowiedzi, wzięła ze sobą blachę sernika i poszła do niego. Zapukała, czekając aż otworzy.
Cześć skarbie – powiedziała, wchodząc do środka i całując go w policzek na powitanie. – Przyniosłam małe co nieco w ramach tuczenia mnie. Co Ty na to? – Uśmiechnęła się szeroko, rozbierając się z kurtki, szalika i butów. Pewnie dostanie się jej po głowie za brak czapki, ale z drugiej strony – daleko do przejścia nie miała, więc może jej się upiecze?
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2019-01-07, 17:32   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


To nie był byle jaki wypadek, nic dziwnego więc, że Felix potrzebował sporo czasu by dojść do siebie. Wciąż miał pod górkę, a fakt, że nie może wrócić do pracy - którą tak bardzo kochał - czy też realizować się w swoim hobby - którym były wyścigi - sprawiał, że czuł się uwięziony we własnym domu. Wciąż był na etapie tkwienia w nim bez celu, nie znalazł sobie innego zajęcia, a jedynie myślał, kiedy będzie mógł wrócić do dawnego trybu życia. To zapewne nie ułatwiało sprawy, ale lekarz na zwolnieniu lekarskim to naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Lovell nie miała przy nim łatwo, powinien to docenić chyba, ale on nie ogarniał jakim wrzodem na tyłku potrafił być. Niejednokrotnie dał jej pewnie w kość swoim naburmuszeniem, niechęcią, a cała ta otoczka tylko cofała ich postępy jakie poczynili w Europie. Znów ich relacja wracała na dawne tory i on nawet szczególnie się tym nie przejmował. Coś go gryzło, ale nałożył się na to wypadek, rehabilitacja, brak pracy i hobby – w tym wszystkim trudno było mu pojąć fakt, że to czego najbardziej potrzebuje wciąż ma przecież przy sobie. Niewątpliwie radość sprawiały mu korepetycje, była to w końcu jakaś namiastka tego co uwielbiał i choć wcale szczególnie tego nie okazywał odwiedziny Saskie sprawiały mu ogromną przyjemność.
Ten dzień jednak był zupełnie inny niż wszystkie dotychczas od powrotu do Bostonu. Felixa coś tknęło, rankiem nawet wstał z werwą na tyle na ile mógł, udało się mu wyciągnąć zeszłoroczną choinkę ze strychu i ozdoby. Było już południe, kiedy w końcu choinka była ubrana, a względny bałagan został uprzątnięty. Po tym zaszył się w kuchni, bo naszło go na zapiekankę makaronową z warzywami, a gdy ona dochodziła w piekarniku otrzymał wiadomość od Lovell. Idealnie.
- Też mam coś dla Ciebie... w ramach tuczenia – akurat tak się wpasowała w jego kulinarne zabawy. - Tym jednak też nie pogardzimy. Wygląda smakowicie - uśmiechnął się lekko, a gdy już pozbyła się wierzchniego ubrania złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie, przejmując zwinnie blachę z ciastem i odsuwając ją na bok, by nie stanęła między nimi. - Zapomniałaś chyba o czapce - stwierdził, bo to nie mogło mu przecież umknąć tak po prostu, a z kolei pocałował ją delikatnie w usta uznając, że należy się mu coś więcej niż całus w policzek.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2019-01-07, 23:46   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Nie było im obojgu łatwo tak naprawdę. Saskia starała się być silna dla niego, trwać przy nim i pomagać, jak tylko mogła, aczkolwiek nie była w stanie zrobić wszystkiego. Widziała jaką frustrację wywoływało u niego to, że był uziemiony w domu, niezdolny do pracy czy wykonywania swojego hobby (choć po tym co się stało, Saskia miała nadzieję, że wybije sobie to z głowy – na próżno). I zapewne nie raz dostało się jej przez to rykoszetem. Nie skarżyła się jednak, cały czas starając się jakoś mu urozmaicać ten czas. Dawanie jej korepetycji trochę pomagało, więc czasem przychodziła do niego z tematami, które doskonale rozumiała, byle tylko z nim spędzić trochę czasu i dać mu namiastkę pracy, którą przecież tak kochał. Wiadomo, to nie zastąpi Felixowi szpitala, pacjentów – aczkolwiek wciąż to było za mało. Saskia miała jednak wtyki u rehabilitantów, wiedziała niemalże wszystko i Lorenzo wcale nie musiał jej mówić o przebiegu leczenia. Ona po prostu była na bieżąco, aczkolwiek się tym nie chwaliła. I specjalnie nie pytała też Felixa – bo to był dosyć drażliwy temat i jak chciał się z nią czymś podzielić, to robił to sam, nie ciągnęła go w żaden sposób za język.
Wiele razy myślami wracała do Europy, sprzed wypadku oczywiście. Tak bardzo brakowało jej tego, czego tam przeżyli. Tej wylewności, tej magii, która między nimi była. Wtedy czuła, że to nie jest tylko jednostronne uczucie, że Felix też coś do niej żywi i tratuje ją poważnie. Teraz ich relacja wróciła na stare tory. Niby się spotykali, robiąc przy tym z tego tajemnicę poliszynela, co znów sprawiało, że czuła wewnętrzną frustrację i zmęczenie. Duszenie tych uczuć do Lorenzo sprawiało Lovell coraz więcej trudu. Tak bardzo chciała mu powiedzieć te dwa magiczne słowa, a jednocześnie bała się, że to jeszcze za wcześnie…
Właśnie czuję, że coś zmajstrowałeś… Uwielbiam jak gotujesz. – Do dziś nie mogła zapomnieć tego spaghetti sprzed roku. Choć na tym oczywiście nie skończyło się dokarmianie Felixa. Lorenzo dbał cały czas o to, żeby Saskia przybierała te kilogramy, które były tak ważne w jej leczeniu. – Sernik z bezą – wyjaśniła, co to za pyszności ze sobą przyniosła. Może nie jakieś bardzo zdrowe, ale od kawałka serniczka jeszcze chyba nikt nie umarł, prawda? – Mam tylko kilkanaście metrów do przejścia... – mruknęła, próbując się jakoś wytłumaczyć, choć pewnie była od razu na straconej pozycji. Gdy poczuła jego usta na swoich, zamruczała z zadowoleniem, oddając pocałunek.
Pozbyła się w końcu płaszcza. Oczywiście, tak jak zawsze, miała na ręce bransoletkę, którą od niego dostała we Francji. Była dla niej cholernie ważna.
Mam coś dla Ciebie – powiedziała i wyciągnęła z torebki niewielki pakunek, gdy już byli w salonie. W środku znajdowała się najnowsza edycja deluxe „The White Album” od Beatlesów, wydana z okazji pięćdziesięciolecia albumu. Ciekawe, dlaczego akurat Beatlesi? – Wesołych Świąt, Felix. – Uśmiechnęła się, by następnie stanąć na palcach i go pocałować.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2019-01-09, 17:43   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Czasami (a właściwie przeważnie był bucem, bucem wobec kobiet) żył według własnych zasad, nie potrzebował zobowiązań i wiążącymi się z nimi problemów. Wydawało się mu, że nie potrzebuje tak naprawdę nikogo, a przynajmniej bezpieczniej było żyć w pojedynkę. Teraz jednak łapał się na tym jak go to ograniczyło, utknął sam w domu i miał jedynie młodą Lovell, a nawet pomimo tych przebłysków świadomości starał się ją cichaczem odpychać - bo jak inaczej określić jego niechęć, gburowate podejście w niektórych dniach i sprzeczki raz większe, a raz mniejsze, kiedy to doskwierało mu to wszystko co teraz się działo? Jednak ona uparcie wciąż przy nim była, ze stertą swoich książek i notatek, ambicją, pięknym ciałem i zapałem za nich dwoje. Nie wiedział co o tym wszystkim myśleć, ale miał wprawę w wypieraniu pewnych faktów, więc na tym poprzestawał, bo tak było wygodniej - cały Felix!
- O kilkanaście za wiele - odparł spoglądając na nią wymownie, akurat w tej kwestii nie próbował jej odpuścić. - Ten sernik jednak mnie dziś udobruchał - wybaczy jej to zapomnienie, ale na powrót do domu pewnie jej wciśnie na głowę swoją czapkę. Kiedy odparła, że ma coś dla niego zainteresował się od razu, prawdę mówiąc ciekawość go zżerała. Kiedy otworzył prezent nie mogła nie zauważyć, że był odrobinę poruszony, a po chwili szczerze się uśmiechnął. - Jest świetny, dziękuję - i pocałował ją dość namiętnie, chyba wyczuł w powietrzu nutę Beatlesów. - Też coś dla Ciebie mam - wskazał ręką gdzieś w głąb domu – ale to za chwilę, teraz zapraszam do kuchni, skoro tak uwielbiasz, jak gotuję. - Wkuchni rozbrzmiewała muzyka lat pięćdziesiątych, typowe. Jedzenie tak naprawdę już prawie było gotowe, więc parę wymienionych zdań później już się nim zajadali, a po tej obiado-kolacji przeszedł do salonu, który udało się mu dziś przystroić świątecznie. Kiedy ona siedziała na kanapie i sączyła bezalkoholowe wino, w które zaopatrzył się tylko z racji Saski i jej alkoholowego zakazu, on zapuścił w tle nowy prezent i zniknął na chwilę by wrócić z sernikiem i prezentem. W opakowaniu znajdowały się unikatowa kolekcja dzieł Tolkiena, które jak sama kiedyś wspomniała - uwielbiała. Były to jedne z pierwszych wydań w dodatku w pięknej szacie graficznej, zdecydowanie wyszukany prezent. - To taka odskocznia od książek kręcących się wokół medycyny, w których ostatnio utknęłaś - stwierdził i napił się też wina, ale w jego przypadku oprocentowanego.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2019-01-10, 14:04   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia wytrzymywała jego gburowatość, narzekanie, sprzeczki, zrzucając winę nie na samego Felixa, a frustrację związaną z stanem, w którym się znalazł. Rozumiała, że obecna sytuacja nie była dla niego łatwa, dlatego starała się nie eskalować problemów, nie zrzucać na niego jeszcze własnych i po prosto próbowała jak najszybciej te kłótnie puszczać w niepamięć. Lorenzo może i upierał się, że lepiej było mu samemu, ona jednak wiedziała swoje. I wcale nie było po niej widać tego, że powoli się męczyła, że powrót do starego układu wcale jej nie pasował i nie takiego chciała życia. Frustracja w końcu weźmie górę, ileż można stąpać po kruchym lodzie, nie wiedząc tak naprawdę, na co ma liczyć?
Sugerujesz, żebym się do Ciebie przeprowadziła? – Odwróciła nieco kota ogonem, żartując. Uśmiechnęła się do niego zawadiacko, przygryzając przy tym dolną wargę. – Na mój sernik nie ma mocnych – odpowiedziała, zupełnie przekonana o swojej racji. Był zupełnie inny niżeli tradycyjny sernik nowojorski. Na kruchym spodzie, na twarogu kupionym w jednym z polskich sklepów, a nie na serku typu philadelphia, z puszystą bezą i kruszonką. Przepis dostała właśnie od znajomej Polki, z którą to studiowała.
Wiedziała, że Felixowi przypadnie do gustu. Nie odpowiedziała na jego podziękowania, a jedynie się uśmiechnęła i zatraciła na chwilę w jego ustach. W takich momentach jak ten, właśnie te wszystkie… zmartwienia, smutki i niedogodności znikały. Gdy miała go blisko, na wyciągnięcie dłoni. Mogłoby tak już być do końca.
Saskia jadła tę zapiekankę, aż się jej uszy trzęsły i poprosiła nawet o dokładkę – co zapewne Felixa cieszyło – bo tak jej zasmakowało. Jednocześnie wspominała w umyśle tamten wieczór sprzed roku, gdy wszystko się zaczęło. Nie wierzyła, że tak szybko to minęło. Jednocześnie trochę frustrowało ją to, że minął rok, a oni dalej tkwią niemalże w tym samym, co byli.
Bezalkoholowe wino – dla wielu zapewne byłaby czysta profanacja, ona przywykła do tego. W sumie odkąd dostała tę burę od Felixa, alkoholu nie tknęła. Sylwestra, nieoczekiwanie, w zeszłym roku spędzili razem, Lorenzo więc ją pod tym względem pilnował, nawet we Francji nie pozwolił jej na małe grzeszki. No cóż. Zachciało się jej mieć faceta – lekarza, który na dodatek robi specjalizację z kardiologii i doskonale wie, z jakimi problemami Saskia się borykała.
Lovell odpakowała prezent i nie była w stanie uwierzyć własnym oczom. Była zachwycona do tego stopnia, że przez chwilę nie wiedziała, co w ogóle powiedzieć.
Boże, Felix. Przecież Ty na to fortunę wydałeś. – Saskia doskonale wiedziała, po ile chodzą takie perełki i nie zdziwiłaby się, gdyby wydał na to więcej niżeli na bransoletkę, którą dostała od niego we Francji. – Dziękuję – powiedziała i przytuliła się do Lorenzo.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
California Paxton
Najlepszy Świąteczny Profil
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 6