Poprzedni temat «» Następny temat
Sala szpitalna #5
Autor Wiadomość
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

And you're always in my head...


32

Wysłany: 2018-11-29, 12:23   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Christian nie był świadomy tego, że miał gościa. Odpoczywał pogrążony we śnie i miało tak zostać jeszcze jakiś czas. Ale czy na pewno? Próba zmiany pozycji, czy zwykły atak kaszlu powodował u niego ostry ból. Wystarczyła chwila i mógł się obudzić. Tak też się stało. Panna Covington zdążyła już wycofać rękę od jego dłoni i patrzyła gdzieś w bok zamyślona.
Chris patrzył na nią uważnie, całkowicie odrzucając sen, który jeszcze czaił się, by pochwycić go w swe ramiona. Baker nie chciał spać. Nie w tej chwili. Było mu trochę niewygodnie, ale nie chciał się poruszyć. Nowa fala bólu przeszyłaby jego ciało, a nie chciał, by go takim widziała.
- Witaj, księżniczko - powiedział cicho, w końcu zabierając głos. - Miło, że przyszłaś - starał się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to najlepiej. Był obolały i rana na głowie też dawała o sobie znać. Potrzebował kolejnej dawki środków przeciwbólowych, ale nie chciał jeszcze wzywać pielęgniarki. Znów odpłynąłby w niebyt i przegapił szansę na rozmowę z Beth.
- Jeśli potrzebujesz kierowcy, niestety tym razem nie będę mógł ci pomóc - starał się zażartować, ale nawet próba śmiechu była bolesna. Syknął, odruchowo sięgając ręką do klatki piersiowej. Miał szczęście, że nie zakończyło się to gorzej. Mogło dojść do uszkodzenia narządów wewnętrznych i mógłby się pożegnać ze zdrowiem na długi czas. A tak pewnie wypiszą go za kilka dni, a od nowego roku może wróci do pracy, o ile go nie zwolnią wcześniej.
- Teraz to ja będę potrzebować szofera - mruknął. No tak, nie wróci sam do mieszkania, bo będzie potrzebował wsparcia. Musiał sobie znaleźć kogoś do pomocy, miał nadzieję, że ktoś z rodzeństwa przyjdzie i zajmie się nim przez pierwsze dni po wyjściu ze szpitala. Tak, myślami już był w swoich czterech ścianach, bo miał dość szpitala. Ale musiał jeszcze trochę wytrzymać.
- Nie martw się, dojdę do siebie jakoś i jeszcze pójdziemy razem na karaoke - chciał, by i ona się uśmiechnęła i nie martwiła. Chris był twardy i nie da się tak łatwo pokonać. - Ktoś musi nad tobą czuwać, prawda? - jakby nie patrzeć, to właśnie Christian był przy niej, gdy miała zły humor, coś nie szło po jej myślach, czy odbierał ją, gdy chciała się odprężyć w jakimś lokalu ze znajomymi. Mimo wszystko zawsze był na jedno jej słowo. Gdyby tylko zechciała, byłby przy niej zawsze i wszędzie. Byłby przyjacielem, kochankiem, wspólnikiem w niewinnych żartach, towarzyszem podróży. I pierwszą zasadą byłoby jedno polecenie, które właśnie powiedział na głos:
- Uśmiechnij się - to samo widniało na karteczce przyczepionej do bukietu kwiatów, który od niego dostała. Życzył jej samych radosnych chwil. Smutek do niej nie pasował. Mimo wszystko cieszył się, że wyglądała na przejętą. Choćby chciała to ukryć, widział jakiś smutek w jej oczach.
- Nawet nie wiesz jak tu marnie karmią - o niezbyt zdrowych przekąskach mógł zapomnieć. czekały go byle jakie zupy i niezbyt apetycznie wyglądające dania. - Siostra przemyca mi słodycze - tylko nie miał bardzo jak je ukrywać, musiał jeść od razu. Ale to nie było takie łatwe, gdy się leży i nie ma sił podnieść. Baker zachowywał jednak pogodę ducha, tak dla siebie właściwą. Cieszył się, że żył, bo zawsze mogło być gorzej. Udało mu się, miał szczęście po prostu. Dojdzie do siebie niedługo i zapomni o wszystkim. Patrzył w przyszłość i nie rozpamiętywał tego, co się działo wcześniej.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-07, 22:01   
   Nazywaj mnie: Wera


Głos Chrisa wyrwał ją z zamyślenia. Uśmiechnęła się delikatnie w jego stronę.
- Przepraszam, nie chciałam Cię obudzić - odparła wymijająco, nieco stropiona. Nadal nie była pewna, czy dobrze zrobiła, wchodząc do niego, ale z drugiej strony musiała się upewnić, czy wszystko było w porządku. W każdym razie nie powinna przerywać mu wypoczynku, za co była trochę zła na siebie, jednocześnie jednak przebudzenie Chrisa przyniosło jej swego rodzaju… egoistyczne ukojenie i promyk radości.
Na jego żart miała ochotę przewrócić oczami, ale zamiast tego syk bólu przyspieszył jej tętno nieomal do galopu. Zmarszczyła brwi z niepokojem. Ciężko jej było patrzeć na to, jak wysilał się dla niej.
- Nie miałam zamiaru wykorzystywać Cię w takim stanie - powiedziała ni to żartobliwie, ni to poważnie. Nawet jeśli miał to być niewinny żart, to mimowolnie ją zakuło. Nigdy nie posunęłaby się do tyranizowania ludzi w taki sposób i wolała, by nie myślał o niej jako o despotce. W tej chwili postanowiła jednak schować dumę do kieszeni i nie okazywać niczego po sobie. Chciała, żeby mimo wszystko dobry nastrój nie zniknął Chrisowi, więc choć samej jej było trudno go w sobie utrzymać, zrobiła to, co wychodziło jej najlepiej - zaczęła grać, by nieco poprawić atmosferę. - Chyba chcesz mnie przyprawić o zawał - westchnęła, mrużąc oczy i udając oburzenie. Miała na myśli całą tą sytuację, w jakiej się znalazł. Karał ją za całe zło, jakie względem niego uczyniła i teraz musiała być świadkiem jego cierpienia. Nie widziała w tym żadnej innej opcji.
- Choć uważam, że jeżdżę całkiem nieźle, to jestem zdecydowanie gorszym kierowcą od Ciebie. - W tej kwestii ciężko byłoby na nią liczyć. Ale w każdej innej mogła zapewnić mu wszystko, czego potrzebował do odzyskania pełnego zdrowia. - Czy jest coś, co mogłabym dla Ciebie zrobić? - zapytała, przygryzając wargę. Pomijając porządną opiekę zdrowotną i ubezpieczenie, które zdążyła już załatwić. W końcu był ważny dla niej i jej rodziny.
- Teraz najważniejsze jest, byś odpoczywał i doszedł do pełni sił. Karaoke nie ucieknie. - Kąciki ust zadrżały jej w uśmiechu. Cieszyła się, że mimo wypadku nie tracił pogody ducha i zawsze potrafił poprawić jej humor. Widziała, jak walczył z bólem i musiała stwierdzić, że był bardzo dzielny. - Do tego czasu postaram się być twarda - odpowiedziała rozbawiona. Nie wątpiła w fakt, że dawała sobie radę z całym światem, mimo że ostatnio trochę zwalił jej się na głowę. Ale to co powiedział, zawierało prawdę. Był dla niej takim aniołem stróżem, który przybywał zawsze wtedy, gdy tego potrzebowała. W najbliższym czasie niestety nie będzie to możliwe.
Gdy mężczyzna wypowiedział swoją prośbę, natychmiast przypomniała sobie o karteczce, którą otrzymała wraz z bukietem kwiatów na swoje urodziny. I tak, zrobiła to dla niego, uśmiechnęła się, możliwie najlepiej, jak w tej chwili potrafiła.
- Temu da się zaradzić. - No tak, szpitalne jedzenie było straszne. Jak mogła o tym zapomnieć? Może dlatego, że sama nie korzystała z tych usług, mając pod ręką własnego kucharza. I tu Chris podsunął jej dobry pomysł. - Na słodyczach daleko nie zajedziesz - rzuciła mu karcące spojrzenie i pokręciła głową w rozbawieniu. - Masz o siebie dbać, jeśli zamierzasz szybko wrócić do pracy. - zakomenderowała. - Chyba nie każesz mi na siebie zbyt długo czekać? - Uniosła wysoko brew. Chciała, by szybko do niej wrócił. Nie przyznałaby tego nawet przed samą sobą, ale tak, naprawdę potrzebowała go.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

And you're always in my head...


32

Wysłany: 2019-01-08, 17:58   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


- W końcu musiałem iść na chorobowe. Ile czasu można się cieszyć doskonałym zdrowiem - wolałby jednak brać więcej godzin w pracy, niż leżeć w szpitalu. Wiadoma sprawa. Ale musiał jakoś przeżyć to, że przez kilka tygodni będzie niedysponowany. Gorzej, jeśli przez ten czas Covingtonowie znajdą sobie kogoś na jego miejsce i go odprawią. Z wiadomych względów nie chciał ich zostawiać. Przynajmniej tak mógł być blisko Elizabeth i w jakiś sposób czerpać z tego siłę.
- Nie słodź mi tak bardzo, bo popadnę w samozachwyt - wywrócił oczami. Jasne, był dobrym kierowcą, miał doświadczenie i tak dalej, ale jakoś słuchanie o tym krępowało go nieco. Był zadowolony, gdy ktoś zauważał, że wie, co robi, ale czuł się dziwnie będąc chwalonym. On po prostu robił to, co kochał.
- Ktoś musi mnie budzić w środku nocy, prawda? Mam nadzieję, że do tego szybko wrócę - nie był w takim złym stanie, po prostu musiał swoje odczekać.
- Nie wiem, chyba wystarczy, jeśli czasem mnie odwiedzisz. Wyjdę stąd niedługo, ale mogę przyjmować gości u siebie. Wpadnij czasem - zdał sobie sprawę z tego, że nigdy nie była w jego mieszkaniu, ale trudno się temu dziwić. Co miałaby robić w domu kierowcy, prawda? Poczuł się trochę głupio po tym, jak zareagował na jej uwagę. Może za szybko powiedział to, czego pragnął.
- Oczywiście jeśli nie będzie ci to przeszkadzać. Nie chcę się narzucać, po prostu lubię towarzystwo - a najbardziej jej własne. Ostatnimi czasy trochę lepiej się poznali i chciał zobaczyć, do czego jeszcze może to doprowadzić. Na ile się do siebie zbliżą. O ile to możliwe.
Chris nie miał zamiaru odpuścić, ale równocześnie nie chciał, by skreśliła go na samym początku. Zapraszał ją do siebie, może zrobił głupio, ale z drugiej strony co miałoby się wydarzyć? On po prostu nie będzie zbyt często wychodzić z mieszkania i dlatego przyda mu się towarzystwo.
- Naprawdę jest kiepskie jedzenie - westchnął. - Na takim to ja długo nie pociągnę - zmarszczył czoło. Żarty się go trzymały, chociaż odczuwał ból i nie mógł temu zaprzeczyć. Ale jak zawsze widział coś dobrego w tym, co się działo. Bo przecież żył, to najważniejsze.
- No wiesz, gdyby to ode mnie zależało, już byłbym u was w domu - oznajmił szczerze. - Ale mogę sobie pomarzyć. I Sylwestra też mam z głowy, zanudzę się w czterech ścianach, chociaż znając moją matkę, nie wypuści mnie po świętach tak szybko z domu - no właśnie, byli przed świętami i końcem roku, a on miał spędzić je obolały i słaby. Trochę smutna perspektywa.
- Ale w nowym roku będzie lepiej. Tak, to będzie dobry rok - odparł z namysłem. Miał kilka planów na przyszłość i chciał się tego trzymać. Życie samo pisało scenariusze, ale dobrze było mieć coś w zanadrzu. Z pewnością myśl o realizacji celów będzie działała motywująco.
- Jakoś to będzie.
Zawsze jakoś było, nie powiedział nic nowego. Ale może miała rację kiedyś, gdy namawiała go do spełnienia marzeń. Może to było dla niego. I zrobiłby jakiś krok do przodu.
- O czym myślisz? - zapytał prosto z mostu. Nie krępował się, chciał wiedzieć, co jej chodziło po głowie.
_________________
  
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-10, 23:10   
   Nazywaj mnie: Wera


Sama nie przepadała za szpitalami. Obecność w takich miejscach zawsze kojarzyła jej się z niepokojem i tak po prostu… źle. Może to przez fakt, że odwiedzała tu tylko najbliższe osoby, a jeśli wylądowały one w tym miejscu, to musiały się znaleźć w beznadziejnym stanie. Leżenie w szpitalu jest swoją drogą strasznie nudne, nie potrafiłaby tak długo wytrzymać bez pracy, więc doskonale rozumiała, co w głębi siebie może przeżywać Chris, nawet jeśli tak frywolnie żartował o zwolnieniu. Pokręciła na to tylko głową.
- Tobie to nie grozi - zaśmiała się cicho. Poznała go już na tyle, by zauważyć, że zawsze był skromny i pewnie dziwnie było mu słuchać komplementów. Zwykle to ona lubiła je otrzymywać.
Jego propozycja nieco ją zaskoczyła, ale pozytywnie, w żadnym razie nie odebrała tego jako narzucanie się. Po chwili namysłu przytaknęła.
- Z miłą chęcią. Pod warunkiem, że znajdę czas. A z tym ostatnio bywa u mnie ciężko. Zdecydowanie ciężej niż jeszcze do niedawna. - Prawdę mówiąc, od wyjazdu na Florydę naprawdę rzadko znajdowała czas dla siebie. Podwójna praca wymagała poświęcenia całej jej uwagi. Nie miała czasu na spotkania towarzyskie, święta mogłyby być jedynym okresem, w którym mogłaby odetchnąć i zwyczajnie zaczynała tego wyczekiwać. W jej życiu nadchodziły zmiany i, choćby zapierała się przed nimi rękami i nogami, z czasem coraz bardziej docierało do niej, że nie mogła na to nic poradzić. Nie wiedziała, jak sobie z tym wszystkim dać radę i zaczynała odczuwać zmęczenie. Ale wiedziała, na co się pisze i prędzej czy później musiała to ogarnąć.
- Ciekawe, co powiedziałby szpitalny kucharz na taką opinię - rzuciła rozbawiona. W więzieniach podobno zniewaga kucharza groziła jeszcze gorszymi odpadkami, niż podawane zwykle resztki.
- Nie przejmuj się, posada zostanie dla Ciebie zatrzymana, chyba nie byłabym w stanie znaleźć nikogo równie odpowiedniego na Twoje miejsce. - Nawet nie chciała brać pod uwagę takiej opcji. Casting na nowego szofera nie wchodził w grę, nie była sobie w stanie wyobrazić, jak by to wyglądało. Najpewniej ponownie wkręci się w wir pracy i może nie odczuje tego braku tak bardzo.
Myśl o nowym roku wprawiła ją w zadumę. Wiedziała, że zbliża się nieuniknione i nie potrafiła określić z taką pewnością jak Chris, czy wyjdzie jej to na dobre czy nie. Nie chciała wybiegać tak daleko w przyszłość, ale wiedziała, że jej dziadek prędzej czy później będzie górą i będzie musiała ulec. Chris od września nie miał pojęcia, co się u niej działo, bo i kto miał mu powiedzieć, jeśli nie ona? Ale nie chciała go tym obarczać. Nie na niej powinna skupić się ta wizyta.
Dlatego na jego pytanie westchnęła cicho i odwróciła wzrok gdzieś w bok.
- Ostatnio mam dużo na głowie i też przydałby mi się taki odpoczynek od wszystkiego. Będąc szczera, trochę Ci zazdroszczę. - Oczywiście nie samego stanu zdrowia, ale tyle wolnego. Wolałaby rzucić wszystko i wyjechać gdzieś daleko, żeby się zregenerować trochę. Ale w najbliższym czasie było to niestety niemożliwe.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

And you're always in my head...


32

Wysłany: 2019-01-12, 14:41   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


- Na pewno nie dałabyś rady znaleźć kogoś, kto bez marudzenia o pieniądze będzie cię woził gdzie chcesz. Ja nie zwracam uwagi na wypłatę - no właśnie, przyjął taką stawkę jaką mu dawano i bez mrugnięcia okiem się tym zgodził. Nie zależało mu na kasie. Zależało mu na jednym: na Elizabeth.
- No dalej, powiedz co cię trapi - zachęcił. - Ulży ci trochę - czy nie wymieniali się przyjacielskimi momentami, w których pokazywali swoją inną twarz? Chris chciał poznać ją lepiej i upewnić się, że naprawdę coś między nimi jest. Gdy tak się wylegiwał w szpitalu, nieustannie myślał o tym, co ona robi, co czuje, jak jej się układa w pracy i w życiu prywatnym. Martwił się jako przyjaciel i jako zakochany w niej mężczyzna. Ale co on mógł? Był nikim, człowiekiem z gminu i nie miał wstępu do wyższych sfer. Co by ludzie powiedzieli? Jak on mógł się oszukiwać, że pewnego dnia coś się zmieni? Był marzycielem, pozytywnie nastawionym do życia gościem, który we wszystkim widział coś dobrego. Ale jednego nie chciał: mianowicie bycia piątym kołem u wozu. Chciał kochać i być kochanym. I pragnął pokazać jej piękno świata, kolorowe barwy życia i zarazić optymizmem.
- Coś się stało? - zapytał ciekawy, gdy nie odpowiedziała. - Tylko nie mów, że ktoś cię zasmucił, bo obiję mu szczękę. No, gdy już wydobrzeję - dodał z westchnięciem, ale pożałował tego szybko, bo poczuł znajomy ból w klatce piersiowej i nieco się skrzywił.
- Gdzie się podziała tamta tajemnicza dziewczyna, która pokazała mi swój talent muzyczny? Hmm? - nagle zrobiło mu się jakoś tak smutno. Jakby i jego coś dotknęło.
- Już wiem dokąd cię zabiorę w nowym roku. I nie powiesz mi nie. Odmowy nie będzie - a może wszystko się zmieni i nie będą mieć takich wspólnych chwil? Dlaczego to było takie trudne. Dlaczego musiała mieć kogoś? Chciałby tak wiele jej powiedzieć, ale nie mógł. Nie miał prawa.
Patrzył na nią uważnie i wyczekująco.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-14, 19:52   
   Nazywaj mnie: Wera


- Dlatego bardzo starannie dobieramy naszych szoferów. Kierowcy na zmianie mają obowiązek wozić nas gdziekolwiek chcemy, w końcu za to im płacimy. Bez grymaszenia, że daleko albo że trzeba zboczyć z wyznaczonej trasy. Zresztą, doskonale wiesz, o czym mówię - mrugnęła do niego. Na samym wstępie ustalane były zasady, więc to od potencjalnego pracownika zależało, czy podejmował się takiej pracy, czy wolał szukać gdzieś indziej. - Poza tym wydaje mi się, że wynagrodzenie i dodatkowe premie są odpowiednio dostosowane do naszych wymagań, chyba że chciałbyś podzielić się jakimiś uwagami na ten temat? - zapytała z zainteresowaniem, delikatnie mrużąc przy tym oczęta. Byli Covingtonami, praca dla nich dawała zdecydowanie więcej korzyści niż w zwykłej taksówce. Doceniali pracownika, darząc go odpowiednim wynagrodzeniem, ubezpieczeniem, ale i zaufaniem. Jeśli jednak Christian miał wobec tego jakieś zastrzeżenia, była otwarta na wszelkie negocjacje.
- To skomplikowane. Nie jestem pewna, czy zrozumiesz. - Westchnęła i ostrożnie przycupnęła na skraju łóżka. Mimo wszystko żyli w dwóch różnych światach, gdzie obowiązywały nieco odmienne zasady. Zupełnie inaczej rozmawiało jej się o marzeniach, wspomnieniach, nawet o własnych uczuciach, a innym tematem była rozmowa o jej rodzinie. Nie lubiła poruszać tego rodzaju problematyki. Sprawiało jej to zdecydowanie wiele trudu. Widząc jednak zaniepokojoną twarz mężczyzny, poczuła, że może warto było mu zaufać. Odwagi, Elizabeth!
- Pewnie zauważyłeś, że bardzo rzadko odwiedza nas dalsza część rodziny, zwykle święta spędzamy we trójkę i w sumie jest nam z tym dobrze. To wszystko przez powstanie konfliktu między tatą a dziadkiem, jeszcze zanim poznał moją mamę i przeprowadził się do Bostonu. Dziadek miał wizję swojej firmy i starannie przygotowywał swojego pierworodnego do objęcia imperium Covingtonów. Niestety w paru kwestiach nie zgadzali się ze sobą i w pewnym momencie ojciec nie wytrzymał tego; wyczuł okazję, podkradając ważnego kontrahenta i uciekł z Florydy do Bostonu, założył własną firmę i rodzinę. Jak można się domyślić, cała rodzina stanęła za dziadkiem, który zaczął nieoficjalną rywalizację z tatą, stawiając na jego miejsce swojego młodszego syna, pozostałego w rodzinnych stronach. - Nie trzeba było dodawać, że to tylko zaogniło ich konflikt i ochłodziło stosunki. Do tej pory rodzina wujka odnosiła się do nich z wyższością. - Niedawno ojciec wpadł na genialny plan, bym to ja, pod pretekstem przyjazdu na wesele mojej kuzynki na Florydzie, poprosiła dziadka o możliwość podjęcia wspólnych interesów z jego znajomym w branży, na zasadzie polecenia nas. Po pertraktacjach ostatecznie zgodził się, ale miał jeden warunek. To ja miałam stać się koordynatorką tego projektu, pośredniczyć we wszystkim. I nie miałam innego wyjścia. - Wzruszyła ramionami, spuszczając wzrok. Postawili ją między młotem a kowadłem i musiała wyjść z tego obronną ręką. - Nie potrafiłam jednak do końca zrezygnować z bycia architektem, więc… już wiesz, czemu ostatnio nie mam na nic czasu. Do tego odnoszę coraz większe wrażenie, że to tylko mała część planu dziadka - skwitowała na koniec. Zastanawiała się, jakiej reakcji powinna się spodziewać po takiej historii. Obawiała się, że Chris jako zwykły facet, posiadający kochającą się rodzinę, która skoczyłaby za sobą w ogień, może nie zrozumieć tych wszystkich relacji, z jakimi musiała się mierzyć i nie zaakceptować jej. W jednej chwili zrozumiała, że jego zdanie bardzo się dla niej liczyło i odczuwała coraz większe napięcie. I w momencie, kiedy naprawdę odkrywała przed nim całą siebie, mogła zostać odrzucona. A wtedy na pewno nie będzie już żadnych wspólnych wycieczek.
- Przepraszam, nie chciałam zadręczać Cię swoimi problemami - pokręciła głową, nie patrząc w jego stronę. Mógł się poczuć przytłoczony tym wszystkim. Chyba najlepiej było jej się wycofać.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

And you're always in my head...


32

Wysłany: 2019-01-15, 16:18   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Jak zawsze profesjonalna - pomyślał Chris. Nie miał zamiaru wdawać się z nią w dyskusje o zaletach i wadach pracy, oraz o warunkach. Poza tym jemu nie przeszkadzało to wszystko. Warunki pracy były dobre, zapłata uczciwa i w ogóle było ok. Gdyby mu coś nie pasowało, na pewno by nie brał tej fuchy od początku. Ale że wszystko grało i nie było na co narzekać, podpisał umowę bez mrugnięcia okiem. Poza tym ta praca miała swoje bonusy, ale o nich nie mówił na głos, nie przy każdym znaczy. Oczywiście pewnego dnia powie, co czuje, ale musi wiedzieć, że nie zostanie źle zrozumiany czy odrzucony na starcie. Może i był osobą, która myślała pozytywnie, ale on też miał siłę do pewnego czasu. Co zrobi, jeśli mu tego zabraknie? Może być źle. Jak więc skończy się ta historia?
- A dziękuję, nie narzekam - odpowiedział w końcu. - Sam się dziwię, że nikt mi nie zabrał tej roboty - ale może chodziło im o człowieka, który ma doświadczenie i chęci? I nie marudził. Ale Christian taki był, bardzo cierpliwy i wyrozumiały. Może nawet za bardzo i to się na nim odbijało. Ale takie stany pokazywał bardzo rzadko. Pokazywał to, co było lepsze, a w samotności było już inaczej.
Gdy Elizabeth podjęła opowieść, Baker słuchał jej uważnie, starając się wszystko dobrze zrozumieć. Nie przerywał jej, nie poganiał, by doszła do sedna sprawy, tylko powoli analizował jej słowa. Przynajmniej dowiedział się czegoś więcej o jej rodzinie.
Jako, że nie mógł gestykulować, bo to sprawiało mu ból, mógł tylko westchnąć:
- Poważnie? - nie zazdrościł Beth jej położenia w tej sprawie.
- Postawili cię pod ścianą, co? - podsumował. - Współczuję. Bo wiesz, ja zawsze mówię, że trzeba robić to, co się lubi, a nie to, czego inni od nas chcą. Nie próbowałaś się przeciwstawić? To trudne i męczące mieć na wszystko oko. Nie, żebyś sobie nie poradziła. Nie o to mi chodzi - wyjaśnił, by być dobrze zrozumianym.
- Jak się z tym czujesz? - zapytał, martwiąc się o nią. Czy ktoś w ogóle się tym przejmował, co ona czuje? - Bo wydaje mi się, że pewna radość z ciebie uleciała, co wcale mi się nie podoba. Czy nie bierzesz na siebie zbyt wiele? - spojrzał na kobietę uważnie. Kiedy jednak skwitowała tym, że niepotrzebnie go zadręcza swymi problemami, Chris się trochę oburzył.
- Jak możesz tak mówić, co? - zapytał. - Wydawało mi się, że jesteśmy przyjaciółmi - albo czymś podobnym, bo ich relacja była skomplikowana, chociaż z radością Kanadyjczyk stwierdził, że ma na nią dobry wpływ. Uśmiechała się, gdy byli razem i mogli pogadać sobie o czymś, o czym normalnie się nie rozmawiało. Miał czasem wrażenie, że zagląda w głąb jej duszy. I powoli się w tym zatraca.
- Nie przepraszaj, nie masz za co - powiedział szczerze.
- Martwię się o ciebie - dodał, nie spuszczając z niej wzroku. Bardzo chciał złapać ją za rękę, ale nie był nawet w stanie tego zrobić. Przeklinał swoją niemoc w tej chwili.
- Wróć do mnie - odparł cicho. Tęsknił za ich przekomarzaniem się, jazdą po mieście, patrzeniu w gwiazdy, czy po prostu wspólnym milczeniem. Nie chciał, by uginała się pod ciężarem obowiązków i nie miała czasu dla siebie. - Wiem, że wytrwasz i nie dasz się pokonać, ale czasem można odpuścić, zaryzykować, czy coś zmienić. Możesz coś z tego wybrać?
Miała poukładane życie. Dobra rodzina, facet ze świetnym zawodem, praca dająca satysfakcję. A co miał Chris? Nic. I tak wiele zarazem. Pragnął otoczyć ją swymi ramionami i nie wypuścić zbyt szybko. Chciał jej powtarzać, że wszystko będzie dobrze, muskając jej włosy palcami. I patrzeć w oczy, odkrywając kolejne kawałki jej osoby. To bolało, ta niemożliwość uczynienia ją szczęśliwą.
Użyj swojej iluzji i wejdź w moje sny - przypomniały mu się słowa z piosenki, którą lubił.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-15, 23:09   
   Nazywaj mnie: Wera


- Zwyczajnie trafiłeś do nas we właściwym momencie i czasie - zauważyła, nonszalancko wzruszając ramieniem. Można było to nazwać przypadkiem, ale z doświadczenia wiedziała, że przypadki nie chodziły po ludziach. I teraz zdecydowanie bardziej doceniała fakt, że był dla niej taki pobłażliwy i miły, choć na początku zupełnie na to nie zasługiwała. Albo musiał mieć naprawdę dobre serce, albo… powstrzymywał się ze względu na utrzymanie posady. Nie wiedziała czemu, ale do końca nie potrafiła go rozgryźć.
Słowa wypowiedziane przez nią na głos zawisły w powietrzu i mimo obawy przed reakcją Chrisa, zrobiło jej się nieoczekiwanie lżej. Z uwagą przysłuchiwała się jego słowom, które wcale nie brzmiały osądzająco, wręcz przeciwnie i poczuła pewną ulgę.
- To nie jest takie proste. Jestem swego rodzaju pomostem między nimi. Najtrudniejsze podczas składania propozycji Jamesowi było to, że nie mogłam postawić się po żadnej ze stron, bo oboje są dla mnie ważni, rozumiem ich postępowanie, jestem z nimi w dobrych relacjach i po prostu żadnego z nich nie chciałam zawieść. Tata doskonale wiedział, co robi, wrabiając mnie w to zadanie. Bardzo mu na tym zależało, więc byłam do tego idealną kandydatką. Liczył, że dziadek wysłucha mnie i spojrzy na sprawę przychylniejszym wzrokiem. Nie spodziewałam się tylko, że będzie oczekiwał w zamian, żebym to ja miałabym pośredniczyć w całym przedsięwzięciu. - Jadąc tam, miała dokładnie przemyślany plan, który wliczał w to partię brydża, ulubioną grę Jamesa. Elizabeth chciała pokazać, że można na niej polegać, poręczyła za tatę. Rzuciła wyzwanie, że jeśli wygra, dziadek zgodzi się na propozycję. Nie przewidziała jednak, że stanie się tego ofiarą. Z biegiem czasu zaczęła dostrzegać, że poszło jej stanowczo zbyt dobrze.
- Myślę, że dzięki mnie i mojemu poświęceniu z czasem w końcu się pogodzą. Mam nadzieję, że podczas świąt będzie widać tego pierwszy efekt - podczas spotkania biznesowo-towarzyskiego organizowanego u nas w posiadłości. W każdym razie chciałabym, żeby to się jakoś ułożyło i jestem skłonna wytrzymać ten nawał pracy, by nie rozczarować żadnej ze stron. - Westchnęła ciężko. Odczuwała już zmęczenie całą tą sytuacją, ale miała w sobie jeszcze trochę samozaparcia. Poza tym nie należała do tych łatwo poddających się, stawiała czoła wyzwaniu. Ale poczuła się mile zaskoczona, kiedy zapytał o jej samopoczucie. Od tamtej pory właściwie nikt nie zadawał jej tego typu pytań.
- Źle się czuję z faktem, że znów rozmawiamy o mnie, kiedy jedyne co powinno Cię interesować w tej chwili to odpoczynek i powrót do zdrowia, a nie niepotrzebnie się niepokoić - wyznała, marszcząc brwi. Jak zwykle wyszła na egoistkę, która nie potrafiła wytrzymać bez opowieści o sobie samej.
Ostatnie słowa Chrisa odrobinę ją zakuły. Doskonale wiedziała, o czym mówił, ale nie mogła mu powiedzieć, że właśnie to chciała dziś zrobić i od rana szukała okazji do spędzenia czasu właśnie z nim. Niestety informacja o wypadku zupełnie pokrzyżowała jej plany. Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak to ona martwiła się o niego, przez co tym silniej zaczęła odczuwać zmęczenie.
- Heej, ale przecież jestem tu, więc zwolniłam - obdarzyła go cieplejszym uśmiechem i w zamyśleniu delikatnie położyła swoją dłoń na jego. Wiedziała, że nie przekona go to do końca, ale wyczynem było już poświęcenie czasu, by tu się dostać i zajrzeć do niego. Zwykle nie przekładała spotkań, choć tym razem musiała zrobić wyjątek. Musiało upłynąć parę dobrych sekund zanim zorientowała się, co zrobiła i powoli, bez gwałtownych reakcji cofnęła rękę z powrotem na swoje udo. - Jeśli Cię to jakoś pocieszy, to obiecuję znaleźć też czas na odwiedzenie Cię po wyjściu stąd, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście starasz się wracać do formy. Kto wie, może wolne będzie Ci służyć i nie będziesz chciał tak szybko wrócić do kierowania? - Uniosła brew zadziornie. Styczeń był na to odpowiednim okresem.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

And you're always in my head...


32

Wysłany: 2019-01-16, 16:38   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


- Racja, ale uważam, że to i tak nie w porządku. Powinnaś iść własną drogą, a nie ulegać innym. Boję się, że możesz przedobrzyć. To nie jest łatwe zadanie. Jak mówiłem, wierzę w ciebie, ale martwię się, że przypłacisz to wszystko zdrowiem. Jesteś idealną ofiarą tego planu, ale chyba nie pomyślano o tobie, co ty o tym sądzisz i jak się z tym czujesz. To wygląda tak, jakby po prostu chciano ci zaplanować życie. Ja lubię wyzwania i rozumiem, że można się sprawdzić w czymś takim, ale chyba co za dużo, to nie zdrowo - Chris martwił się wyłącznie o stan Elizabeth. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że kobieta jest doskonałym typem do tej pracy, bo przecież jest solidna, godna zaufania i dobrze wie, co robi. Ale była druga kwestia: jej życia prywatnego, zdrowia i nastroju. W dzisiejszym świecie łatwo zwariować i poddać się tempu życia, które pędziło z zawrotną szybkością. Nie chciał, by straciła oddech i zatraciła w tym siebie.
- Będę trzymać kciuki za powodzenie twojej misji i wiesz, gdybyś chciała odreagować, daj znać. Coś wymyślimy - no przecież nie zostawi jej samej. Oczywiście najpierw musiał dojść do zdrowia, bo obolały i przykuty do łóżka nic nie zrobi, ale czas mijał szybko, ani się obejrzy, a nadejdzie nowy rok i znów zacznie się odliczanie. Nie był aż tak poszkodowany, mogło być gorzej, o wiele...
- Wiesz, dla mnie jesteś ważna i interesuje mnie to, co się dzieje. Nie mów, że nie powinienem martwić się o siebie. Ja się nie potrafię zająć tylko sobą. Taki już mam charakter, ktoś inny zawsze będzie ważniejszy. A ja powoli dojdę do siebie. Przynajmniej mama się ucieszy, że będzie mogła się mną trochę zająć. Szukajmy czegoś dobrego w tym zdarzeniu. Odpocznę trochę i skupię się na czymś innym niż prowadzenie samochodu. Miła odmiana. Może nawet napiszę jakąś piosenkę? Będę miał dużo czasu na to - i w sumie dobrze, ale gdyby to od niego zależało, wolałby pracować i widywać Covingtonów. Bo nawet jeśli nie spotkał się z Elizabeth, słuchał rozmów pracodawców i wyłapywał co nieco dla siebie. Mówili o córce i to nieraz.
Gdy położyła swoją dłoń na jego dłoni, poczuł jakby przeszył go prąd. Bliskość Elizabeth była dla niego czymś, co sprawiało, że czuł się naprawdę żywy. Chciał, by ta chwila trwała dłużej, ale dziewczyna cofnęła rękę. Christian nie skomentował tego czynu, ale jego spojrzenie, pełne pozytywnych uczuć wobec niej, mogło mówić więcej niż słowa. Nie wyprze się uczuć wobec niej. Bo miłość to coś dobrego, nawet jeśli przepełniała serce tylko jednej strony. A on nie wiedział, co czuje ona wobec niego. Rozumieli się, lubili, ale czy mógł liczyć na coś więcej? Zdawał sobie sprawę z tego kim był i w jak trudnym położeniu się znajdował. Ale pragnął tylko jednego: odwzajemnienia uczuć. Potem byłby tym, kim by chciała aby był. Mógł się uczyć, poznawać świat, którego nie znał jeszcze zbyt dobrze i podniósłby swoje kwalifikacje. Byłby kimś więcej, gdyby tylko to miało być dobrze widziane. Ale czy nie lepiej być sobą? Gdyby nie zatracił siebie w tym wszystkim, nie mogłoby być źle. Ale wiedział, że jest kiepskim materiałem na partnera dla kogoś takiego jak Elizabeth. Był tylko średniozamożnym człowiekiem pochodzącym z Kanady, kierowcą, niespełnionym muzykiem. Ale gdyby chciała zaryzykować i spróbować jego życia, postarałby się, by poznała barwne kolory wolności. Bo to miał na własność i nikt mu tego nie zabierze.
- Hmmm? - oderwał się od myśli. - Nie zapomnij o mnie, to mi wystarczy - odparł szczerze.
- I nie dam się łatwo wygryźć z pracy. Wrócę, mam nadzieję będąc w dobrej kondycji. Chociaż kto wie, czy aby się nie rozleniwię. Wiesz, kuchnia mamy, leżenie i nuda - uśmiechnął się.
- Będę czekać na wiadomość od ciebie. Daj znać gdy zechcesz przyjść. Upewnię się, że zastaniesz mnie w mieszkaniu. Gdy mnie dopadną Bakerowie, nie będzie łatwo im uciec. Ale dam radę, niech się tylko trochę podkuruję.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: Wczoraj 16:34   
   Nazywaj mnie: Wera


- Wiesz, chcąc nie chcąc, mam udziały w firmie ojca, to moje zabezpieczenie na przyszłość. I tak jestem pod wrażeniem, jak długo ustępował mi w spełnianiu własnych marzeń, ale niestety nie posiada innego dziedzica i mimo wszystko, jak zawsze powtarza, tak dobrze prosperująca firma musi zostać w rodzinie. Nie powiedział tego otwarcie, ale myślę, że dzięki mojemu wyjazdowi jego chytry plan wdrażania mnie w to w końcu ruszył. - Pod wpływem Chrisa z wielu stron zaczęły napływać do niej wątpliwości. Prawdę mówiąc, nie spodziewała się takiego ruchu ze strony taty, który do tej pory pozwalał jej się spełniać i robić to, na co miała ochotę. Nie rozumiała też, czemu nagle miało jej się to ukrócić. Może chodziło o wiek i czas na zmiany w życiu, stabilizację i nakierowanie na właściwy tor. Czas zacząć podejmować dojrzałe decyzje. Mimo to powinien otwarcie to przyznać, a nie knuć przed nią intrygi. - Obawiam się, że niedługo będę musiała z czegoś zrezygnować i raczej to nie będzie rodzinna firma. - To wyznanie z wielkim trudem przeszło jej przez gardło i zdawało jej się, że te słowa echem odbijały się od ścian pomieszczenia. Nie wierzyła, że powiedziała na głos myśli, które ostatnio coraz częściej ją nachodziły, lecz do tej pory je zbywała. Skrzywiła się na samą myśl, że mogłaby porzucić pracę w Cannon Design. Daleko zaszła jako architekt, lubiła się tym zajmować, w końcu stanowiło to jej pasję. Ale w obliczu ostatnich wydarzeń, chcąc wyrwać się z pułapki, w jaką sama się wpędziła, nie będzie miała innego wyjścia.
- Jesteś zbyt dobry - wyszeptała cicho, a jej kąciki ust uniosły się w łagodnym uśmiechu. Czemu on zawsze musiał stawiać innych ponad siebie? Zwłaszcza dla osób, które dokonały wobec niego wiele złego - takich jak ona. Był jej zupełnym przeciwieństwem. I to ją do niego w jakiś tajemniczy sposób przyciągało. Choć ona dla najbliższych też była w stanie zrobić naprawdę wiele, ale nie okazywała tego publicznie. Nie czuła więc potrzeby poinformowania go, że zadbała o wszelkie udogodnienia dla niego. Tym samym dyskretnie pokazała, że również jej na nim zależało. Ale im mniej wiedział, tym lepiej dla niego.
To dziwne, ale przy nim czuła się bardziej sobą, niż kiedykolwiek i bardzo jej to odpowiadało. Nawet rozmowy o trudnych dla niej problemach okazywały się mniej bolesne, za to bardziej pokrzepiające, niż się spodziewała. I mimowolnie otwierały jej oczy na sprawy, na które wcześniej sama nie zwracała uwagi. Poza tym bała się, że zostanie niezrozumiana, ale w zamian o dziwo otrzymała nie tylko zrozumienie, lecz także ktoś po raz pierwszy od dłuższego czasu zwyczajnie się o nią martwił. Było to niezwykle zaskakujące i zarazem miłe.
Z każdym spotkaniem z Chrisem odczuwała z nim coraz większą więź, za czym tęskniła, nie będąc w stanie wyrwać się z więzów obowiązków. I wiedziała, że znów upłynie pewien czas, zanim ponownie będą mogli się spotkać. Nowy rok również i dla niej szykował zmiany i nie sposób było tego uniknąć. A wtedy na pewno będzie potrzebowała wsparcia.
- Nie zapomnę - obiecała, uśmiechając się pogodnie. - Dobrze, odezwę się, gdy tylko znajdę czas. - Teraz, gdy powiedziała to na głos, nie mogła pozwolić, by zostały z tego puste obietnice. Honor by na to jej nie pozwolił. Skrycie miała też nadzieję, że stanie się to już niedługo. Nagle jej telefon zabrzmiał dwukrotnie i niepostrzeżenie się wzdrygnęła. Odczytała wiadomość i marszcząc brwi, powiedziała: - Przepraszam, muszę już iść, zwołali nagłe zebranie zarządu, coś musiało się stać. - Wstała i na odchodne rzuciła mu jeszcze jeden, pełen ciepła uśmiech. - Do zobaczenia niebawem - pożegnała się i zniknęła za drzwiami.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

And you're always in my head...


32

Wysłany: Wczoraj 17:20   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


- Naprawdę byłabyś w stanie zrezygnować z tego, co kochasz i w czym się sprawdzasz? - zapytał, ale po prostu dał jej do myślenia. Jeszcze do tego wrócą, na pewno na tym się nie skończy. Chris za bardzo się tym przejmował, by tak po prostu odpuścić. Było to zupełnie nie w porządku, że musiała poświęcać się dla innych.
- Eee, wydaje ci się - odparł na jej uwagę. On się wcale nie uważał za dobrego. Był po prostu sobą i nie udawał nikogo, w lepszym i gorszym sensie. Na pewno miał swoje wady i zdawał sobie z tego sprawę, ale z nimi walczył, bo dobrze mieć jakiś cel i tego się trzymać. Praca nad sobą też była ciekawą opcją. Chris był człowiekiem, który zawsze widział w innych dobro, nawet jeśli trzeba walczyć o to, by je pokazać. Mimo przykrości jakie sprawiła mu Elizabeth, nie miał jej niczego za złe. Przełknął rozczarowanie i wrócił do swojego optymistycznego patrzenia na życie. Chciał, by to co dobre jaśniało coraz bardziej, bo ona była dobra, wrażliwa, ale nie była też słaba i nie chciała odsłaniać pewnych cech, by przez to nie oberwać. Tak ją widział i dlatego walka o nią była dla niego wyzwaniem, które podjął z chęcią. Nie zrezygnuje z niej tak łatwo. Nie zniechęci się tak łatwo.
- Nie uratuję cię tym razem, ale może ty uratujesz mnie - uśmiechnął się. Miał na myśli choćby to, że jej wizyta zmieni na lepsze jego dzień. Bo czekały go trochę nudne tygodnie. Ale kto wie, co się wydarzy. Może nie będzie tak źle, gdy nagle znajomi przypomną sobie o nim i odwiedzą go. Ale najbardziej będzie czekać na Elizabeth. Jak zawsze z resztą.
- Nie daj się im - powiedział na pożegnanie. I odprowadził kobietę wzrokiem.
Gdy już panna Covington zniknęła mu z oczu, westchnął i skrzywił się, gdy starał się poprawić na łóżku. Wszystko go bolało, ale musiał do tego przywyknąć. Gorszy był ból rozstania z ukochaną. Nie wierzył, że szybko znajdzie dla niego czas. Ale może to i dobrze. Gdy się zobaczą będzie w nieco lepszej formie. A przynajmniej taką miał nadzieję.
W końcu postanowił, że się prześpi. Na ile było to możliwe. Przed zaśnięciem postanowił podumać nad tym, co usłyszał. Wcale mu się to nie podobało. Wcale...

Czas mijał i leżenie w szpitalu miało też swój kres. Chris wyszedł wtedy, gdy stwierdzono, że nie dojdzie już do żadnych komplikacji zdrowotnych. Swoje odleżał w końcu. Pewnie trafił do domu rodzinnego, gdzie mogła nad nim się poznęcać matka, atakując go swoją opiekuńczością. Nie bronił jej tego, ale tęsknił do swojego mieszkania i spokojowi. Ale był cierpliwy, w różnych kategoriach...

/ztx2
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
California Paxton
Najlepszy Świąteczny Profil
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 7