Poprzedni temat «» Następny temat
Sala szpitalna #6
Autor Wiadomość
jack daniels


jack daniels

boston


32

bussinessman

twice divorced

Wysłany: 2019-02-13, 14:15   
  

  
  
  
  
  

  
  
I SOLD MY SOUL FOR MONEY


Petunia wyszła za mąż po raz drugi, kiedy już otrząsnęła się po starym Danielsie, i wtedy trafiła zdecydowanie lepiej, więc część młodszego rodzeństwa Jacka miała ojca. Pan Franklin sprawdził się bardziej w tym temacie, ale Jack, jako najstarszy z rodzeństwa, nigdy go w pełni nie zaakceptował i nie traktował jak ojca. Nie walczyli, ale nie mieli też prawdziwej relacji, jaka mogłaby pojawić się między ojcem i synem. Zwyczajnie nie umiał w takie rzeczy, a teraz traciły na tym jego dzieci. Tym bardziej, Helena też powinna postawić na lepszy model. Odpowiedź pojawiłaby się wtedy sama, wszyscy byliby względnie zadowoleni.
- No to nie trafiło wam się najlepiej - choć nie podniósł głosu, to powiedział to trochę ostrzej, niż zamierzał. Ostatnie, czego teraz chciał, to wdawać się z Heleną w jakąś sprzeczkę, to zupełnie nie było na miejscu. - Co ty byś chciała jej powiedzieć? Czego chcesz ode mnie? - podniósł głowę i wbił swoje przenikliwe spojrzenie w jej twarz. Nieczęsto pytał o takie rzeczy, ale może przyszedł na to najwyższy czas. Może powinien przestać wierzyć w swoje pieniądze wszystko załatwią, a zamiast tego posłuchać też innych. Ba, może jak złoży to do kupy, to w jakiś sposób uda mu się naprawić relację z tymi wszystkimi ludźmi, których powinien nazywać swoją rodziną? Nie łudził się, że Julie zrezygnuje z rozwodu, Helena też była zamkniętym już rozdziałem, ale miał jeszcze dzieci, a w ojcostwie w ogóle nie potrafił się odnaleźć. Informacja o chorobie Zoey spadła na niego jak grom z jasnego nieba i coś poruszyła, gdzieś tam w środku, ale tego też jeszcze nie potrafił w pełni zrozumieć. Co więcej, nie było chętnych, by mu w tym pomóc - nic dziwnego, skoro wcześniej przez tyle czasu był odporny na wszelką pomoc. Twardo tkwił w swoich błędnych przeświadczeniach, a wszystko odbijało się od niego jak groch od ściany. Nikt nie był człowiekiem, który zasługiwałby na niezliczoną liczbę kolejnych szans, a już na pewno nie on. Kiedyś zostanie całkiem sam i dopiero wtedy coś może do niego dotrze.
_________________

Everywhere I go I got a million different people tryna' kick it but I'm still alone in my mind.
 
 
Hella Daniels


Hella Daniels

Boston


29

aRCHITEKT

rOZWÓDKA

Wysłany: 2019-03-22, 21:49   
  

  
  
  
  
  

  
  
lala


Helena nie potrafiła się jakoś przełamać i zacząć po prostu spróbować żyć na nowo, spróbować sobie kogoś znaleźć… Gdzieś w niej tkwiło jednak uczucie, że przecież kto by chciał rozwódki z dzieckiem, na dodatek chorym na białaczkę, które w każdej chwili może umrzeć i z baby zostanie tylko wrak w żałobie? No właśnie. I wiedziała doskonale, również po sobie, że nikt, ale to nikt nie zastąpi ojca – owszem, Petunia wyszła drugi raz za mąż, aczkolwiek nigdy nie widziała w ojczymie ojca. I w tym tkwił sens. Nie chciała, by jej córka przechodziła przez to samo. Miała nadzieję, że chociaż Zoey będzie miała lepiej, aczkolwiek nic na to nie wskazywało i po reakcji Jacka widziała, że nie powinna była zaczynać tego tematu. Westchnęła ciężko.
Co jest złego w tym, że nie chce, by nasza córka wychowywała się bez ojca tak jak my? – zapytała, spoglądając na niego. I to nie tak, że Hella chciała Danielsa do czegokolwiek przymusić, nie. Jej zależało właśnie na tym, by on sam wyszedł z inicjatywą, by mu zależało na kontakcie z małą. Bo na siłę nigdy nic się nie wskóra. – Nie wymagam od Ciebie niczego, Jack. Nie zamierzam zmuszać do kontaktu z Zoe. – Nie wiedziała, co miała tak naprawdę powiedzieć. Chyba to, co najbardziej chciał usłyszeć. – Jeżeli zostaniesz dawcą, to po przeszczepie znikniemy z Twojego życia, wrócimy do starego układu. Tak chyba będzie najlepiej. – Wcale tak nie uważała, ale chyba nie było innego wyjścia. Uśmiechnęła się tak blado, zastanawiając się co teraz. I całe szczęście nieręczną ciszę przerwał lekarz, który wszedł do sali i poprosił Hellę na rozmowę. Doskonale wiedziała jaką. Ukradkiem jeszcze spojrzała na Jacka, ze wzrokiem pełnym nadziei, a następnie wyszła z sali, zostawiając Danielsa sam na sam z córką.
 
 
jack daniels


jack daniels

boston


32

bussinessman

twice divorced

Wysłany: 2019-04-06, 22:06   
  

  
  
  
  
  

  
  
I SOLD MY SOUL FOR MONEY


Owszem, Jack miał spory problem z tym, by zaakceptować ojczyma, przynajmniej na początku, ale nie rozumiał, że to ojciec był tym złym, który zostawił Petunię, a widział w nim bardziej wzór, którym bardzo chciał, by stary Daniels dla niego był. Z czasem to się jednak zmieniło, ostatecznie pan Franklin był całkiem w porządku gościem, Daniels senior odciął się od swoich dzieci z pierwszego małżeństwa, a Jack po prostu dorósł i co nieco zrozumiał. Nie potrafił tego oczywiście przenieść na swoją rodzinę. W tym temacie ojciec wciąż pozostawał do niego wzorem, choć zdecydowanie nie pozytywnym.
- Nie jestem dobrym ojcem - zazwyczaj nie rzucał słów na wiatr, ale tym razem stwierdził dokładnie to, co wszyscy wokół niego świetnie wiedzieli. Szkoda tylko, że on sam nie zorientował się wcześniej, zanim zaczął rzucać swoimi plemnikami na lewo i prawo. Nie uważał, aby coś złego było w tym, że Helena chce dla córki ojca, ale on nawet nie miał pojęcia, jak miałby spędzać z Joey czas. Jest za mała, aby zabrać ją na kawę, nie weźmie jej też do pracy, nie miał pojęcia, co lubiła robić, więc spędzanie z nią czasu było dla niego abstrakcją.
Nie wiedział, jak byłoby najlepiej, niestety nie dostał żadnej instrukcji do życia i momentami, jeśli chodziło o te wszystkie rzeczy dotyczące rodziny, to kompletnie nie potrafił się w tym połapać. Skoro jednak Helena tak twierdziła, to niech tak będzie. Milczał, nie zareagował w żaden sposób, nawet ruchem głowy. Bo co miałby powiedzieć? Tak, zniknijcie? Czy nie, nie znikajcie, co wiązałoby ze sobą konsekwencje, którym nie potrafiłby podołać?
Nie musiał się dłużej nad tym zastanawiać, Helena wyszła razem z lekarzem, a on został z Zoey, która, na szczęście, wciąż spała. Pozwolił sobie spocząć na jakimś taborecie po ścianą, właściwie nie zostało mu nic innego, jak czekać. Zerkanie na dziewczynkę nie pomagało, więc wbił wzrok w podłogę. Od dobrych kilkunastu lat tego nie zrobił.
Kiedy drzwi ponownie się otworzyły, od razu wstał i posłał wchodzącej Helenie wyczekujące spojrzenie. Przecież też chciał wiedzieć. Nie musiał znać całej sytuacji, jakie miał do tego prawa, ale ta jedna rzecz - czy mógł zostać dawcą - dotyczyła także jego, więc czekał, aż przekaże mu wieści.
_________________

Everywhere I go I got a million different people tryna' kick it but I'm still alone in my mind.
 
 
Hella Daniels


Hella Daniels

Boston


29

aRCHITEKT

rOZWÓDKA

Wysłany: 2019-05-08, 14:55   
  

  
  
  
  
  

  
  
lala


Nie jestem dobrym ojcem – Helena słyszała te słowa wiele razy. Zarówno ze strony własnego ojca (choć to akurat było prawdą) jak i Jacka. Sęk w tym, że miała wrażenie, że Daniels nigdy nie spróbował nim być. Nie wiedziała, jak wygląda jego aktualna sytuacja rodzinna z drugą żoną i synem, nie wypytywała Petunii o takie szczegóły, aczkolwiek pamiętała jak to wyglądało w ich przypadku. Jack za specjalnie się nie starał, myśląc, że pieniądze załatwią wszystko – skoro masz z dzieckiem za co żyć, to co jeszcze narzekasz? Hella nigdy nie doświadczyła miłości od ojca – jedyne, co miała to krzyki, awantury i libacje alkoholowe z udziałem ojca i jego kumpli. Matka, kochana Alda, starała się jak mogła, ale to nie było to samo. Mała Helenka patrzyła ze zazdrością na dzieci, które szły na spacer ze swoimi rodzicami.
Nigdy nie próbowałeś nim być, Jack – odpowiedziała, nieco z wyrzutem, trzeba przyznać. Starała się nie komentować wyborów byłego męża, aczkolwiek teraz, w takim a nie innym momencie… nie potrafiła ugryźć się za język. Musiała stać się tragedia w postaci choroby Zoey, żeby ten choć na chwilę się nią zainteresował. To bolało. A jeszcze bardziej bolało to, że gdy już będzie po wszystkim, Jack najprawdopodobniej znowu wróci do starych przyzwyczajeń.
Gdzieś w kobiecie była nadzieja, że jednak zareaguje, zaprzeczy – że skoro już nawiązali znowu kontakt, to może spróbują go utrzymać, jakoś małej wyjaśnią to wszystko i będzie lepiej. Zamiast tego dostała uderzenie prosto w mur. Westchnęła ciężko, by następnie wyjść na rozmowę z lekarzem.
Rozmowę, która ponownie obudziła w niej nadzieję.
Weszła do sali zapłakana, aczkolwiek z wielkim uśmiechem na twarzy. W porywie chwilowego szczęścia, ulgi – zwał jak zwał – po prostu przytuliła się do Danielsa, jak na początku ich znajomości, wtedy na tej imprezie, na której to się poznali. Dopiero po chwili się zorientowała, że w sumie nie powinna – jest przecież żonaty, a mała może w każdej chwili się obudzić – więc czym prędzej się odsunęła, ocierając łzy szczęścia z policzków.
Wybacz – odchrząknęła – możesz zostać dawcą dla naszej córki, Jack. Będziesz musiał podpisać dokumenty, operację trzeba wykonać jak najszybciej, biorąc pod uwagę fakt, że wyniki małej są nieco lepsze. – Nie do końca w to jeszcze wierzyła, ale taka była prawda. To była, tak naprawdę, jedyna szansa dla małej. Gdyby Jack nie mógłby zostać dawcą… na szukanie kolejnego mogłoby być za późno.
 
 
jack daniels


jack daniels

boston


32

bussinessman

twice divorced

Wysłany: 2019-07-01, 22:08   
  

  
  
  
  
  

  
  
I SOLD MY SOUL FOR MONEY


Z jednej strony, Jack nigdy nie próbował być ojcem, bo dobrze wiedział, że takie próby nie miałyby najmniejszego sensu, a z drugiej - nie wiedział nawet, od czego zacząć. Nie krzyczał i nie bił dzieci, ale też ich nie przytulał, nie głaskał po głowie, nie mówił, że jest z nich dumny. Właściwie, to w ogóle mało co do nich mówił. Zoey miała lepsze życie bez niego, a James i tak nic nie rozumiał. Po co więc próbować?
Nie odpowiedział nic na przytyk ze strony Heleny. Przecież oboje wiedzieli, że miała rację. Nie zamierzał zaprzeczać. Niekoniecznie poczuwał się jednak do tego, by robić coś w kierunku zmiany. Nie twierdził, że było dobrze tak, jak było, czego zresztą najlepszym dowodem była ledwo żywa dziewczynka leżąca w stojącym obok szpitalnym łóżku, ale nie rozumiał, jak miałby zmienić ten stan rzeczy. To znaczy, poza faktem, że chciał jej oddać szpik i zapewnić najlepsze leczenie, jakie tylko było możliwe.
Nie zamierzał się wtrącać, skoro nie uzyskał zaproszenia, został więc w sali, po cichu mając nadzieję, że Zoey się nie przebudzi i nie będzie zmuszony do interakcji z nią. Tak się nie zdarzyło. W milczeniu doczekał powrotu Heleny do sali. Ostatnie, czego się spodziewał to uścisków czy jakiegokolwiek innego kontaktu fizycznego, ale z braku lepszego pomysłu, niepewnie poklepał ją dłonią po plecach. Helena w końcu się odsunęła, a on spojrzał na nią wyczekująco, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać. Zrozumiał jednak, że wieści, które przyniósł lekarz, były dobre. Skinął głową.
- Jestem gotowy w każdej chwili, więc wszystko zależy od lekarzy - sam był sobie szefem, a przez jeden dzień bez niego hotel nie runie... chyba. Do uścisku nie odniósł się w żaden sposób. Może nie znał się wybitnie na kobietach, ale rozumiał, że zbyt często dawały ponieść się emocjom i takie odruchu nie były dla nich niczym dziwnym. Kurczę, miał dwie żony, trochę się ich nauczył, nawet, jeśli ich obsługa wciąż była dla niego abstrakcją. - Czy teraz jest coś jeszcze do załatwienia? - mówiła coś o dokumentach, jeśli one miały coś opóźniać, to może faktycznie lepiej iść tam teraz. Gdyby wskazała mu drogę, to mógł nawet udać się tam sam, a on mogła zostać z Zoey. Może potrzebowały chwili sam na sam? Może chciała cieszyć się tylko z nią, bez niego stojącego im nad głowami? To miałoby sens.
_________________

Everywhere I go I got a million different people tryna' kick it but I'm still alone in my mind.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6