Poprzedni temat «» Następny temat
Scena
Autor Wiadomość
BostoŃczyk


BostoŃczyk

Wysłany: 2015-05-29, 12:55   Scena


scena
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


27

Wysłany: 2018-09-19, 16:46   
   Nazywaj mnie: Wera


#4 | przed wyjazdem do Miami + outfit
Ciężko było wyprowadzić Elizabeth z równowagi, rzadko zdarzało się, by odczuwała palącą złość. Niestety w dniu dzisiejszym komuś udało się tego dokonać. Informacja na koniec dnia o przegraniu pierwszej części przetargu i bardzo konkurencyjnej ofercie architektki, z którą od początku swojej kariery rywalizowała, wpłynęła na jej złe samopoczucie. Nie dość, że napracowała się nad tym, spędzając wiele nadgodzin na dopracowywaniu najmniejszych detali, to jeszcze poniosła klęskę. Coś musiała zrobić stanowczo nie tak. Właściwie to potrafiła jakoś znieść swój błąd, lecz najgorszy dla niej był widok triumfującej koleżanki po fachu. Zacisnęła jednak zęby, nie chcąc dać jej satysfakcji, że czuła się przegrana i zła, że nie wypadła lepiej. Miała już dość tego dnia. Czuła nadmiar emocji, przede wszystkim złości, rozgoryczenia i zmęczenia, wiedziała, że nie zdoła tego długo tłumić.
Kiedy Christian podjechał w ustalone wcześniej miejsce, przybrała na twarz jak najbardziej neutralny wyraz i wsiadła do samochodu.
- Witaj, Christianie - powiedziała na powitanie. Od czasu spotkania na wybrzeżu nie dane im było często się widywać, aczkolwiek nawet wtedy zwykle zajęta projektem, nie miała czasu na jakąkolwiek pogawędkę. Nie sądziła, by od tamtej pory coś zmieniło się w ich relacjach pracodawca-pracownik, lecz mimo to nie potrafiła zdobyć się na oschłość, jak wcześniej jej się to zdarzało. Tym razem też nie była zajęta pracą, nie wisiała na telefonie czy nie pracowała na laptopie. Nie była jednak pewna, czy była skora do rozmowy. Znów przypomniała sobie o wydarzeniach z dzisiejszego dnia i zacisnęła nerwowo szczęki. Nie, wolała nie wracać jeszcze do pustego mieszkania. Kto wie, co mogłaby zrobić, gdy puszczą jej hamulce? Z jednej strony potrzebowała samotności i dać upust emocjom, z drugiej zaś czułaby się bezpieczniej, gdyby ktoś jej towarzyszył, by sobie podświadomie nie zrobić krzywdy.
Powoli zaczynało zmierzchać. Spojrzała na zegarek na nadgarstku - wskazywał godzinę dziewiętnastą. Mogła zdążyć. - Zawieź mnie na Cambridge St - zakomenderowała. Miała nadzieję, że podjęła dobrą decyzję.
Gdy dotarli na miejsce, zawahała się. Centrum Kultury w czasach dzieciŃstwa i młodości był jej drugim domem. Lubiła tu przyjeżdżać na warsztaty muzyczne i wiele z nich wyniosła. Co prawda, nie zrobiła kariery w tym kierunku, ale bardzo przyjemnie wspominała spędzony tu czas. W tej chwili już niewiele osób się kręciło w pobliżu. Właściwie dla członków poszczególnych warsztatów gmach budynku był zamknięty, pozostała jeszcze ochrona i sprzątaczki. Od zewnętrznej strony nie świeciło się żadne światło. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco. Sięgnęła po klamkę od drzwi i zastygnęła na moment w bezruchu.
- Możesz tu poczekać… a możesz ze mną pójść, jeśli chcesz - zaproponowała z nutą tajemnicy w głosie, a na jej twarzy pojawił się śmiały uśmiech. Czuła w sobie energię, którą musiała odpowiednio spożytkować. Nie oczekiwała, że Christian rzeczywiście to zrobi, choć przecież lubił wyzwania. Właściwie sama nie wiedziała, czego ma oczekiwać, ale jakoś szczególnie się tym nie przejmowała. Nie czekając na odpowiedź, pewnie ruszyła w stronę budynku.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

Podkochuje się w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-10-04, 18:26   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Chris nie miał ostatnio szczęścia, by widywać Elizabeth. Zawsze gdzieś umykała, nie prosiła o pomoc, no i w ogóle zaszyła się u siebie tak, że spotkanie było niemożliwe. Doskonale wiedział, jak potrafi pochłonąć ją praca, lub - co gorsze - spędzała czas ze swoim facetem. Baker nie znał go, ale to nie przeszkadzało mu go nie lubić. Każdy, kto był przed nim w kolejce do serca Beth, był jego wrogiem. Może i jego szanse nie były największe i mógł sobie o niej pomarzyć, ale to wcale go nie zniechęcało. Szukał momentów, które mogli spędzić razem. Tylko, że ona najwidoczniej nie chciała szukać jego towarzystwa. Ale wybaczał jej to. Po prostu był w niej zakochany i wybaczał jej wszystko. Może i był nikim, ale miał dobre serce i szczere zamiary.
Kiedy w końcu się doczekał i otrzymał wiadomość od kobiety, oczywiście pospieszył do niej. Jego dobry humor był jeszcze lepszy, kiedy dowiedział się, że jest potrzebny. I nie kazał jej długo na siebie czekać.
- Witaj - powiedział do niej opanowanym głosem. Oboje nie chcieli zdradzić swoich emocji. Z tym, że Chris był po prostu zadowolony. Wysłuchawszy polecenia, natychmiast i nie zadając pytań, odpalił samochód i pojechali pod wskazany przez Elizabeth adres.
Przez całą drogę milczeli. Baker nie miał odwagi przerwać panującą ciszę. Widział, że tym razem panna Covington ma chyba kiepski dzień i nie chciał na starcie zarobić minusa w swoim kajeciku. Nie odważył się nawet włączyć radia. Ale czasami cisza była dobra.
Gdy dojechali, mężczyzna znalazł miejsce parkingowe i wysiadł z pojazdu, po czym otworzył drzwi Elizabeth. Gdy wysiadła, zamknął samochód i włączył alarm. Później zostało mu już tylko iść za kobietą, która wydawała mu się bardzo tajemnicza. Nie mówiła w jakim celu przybyli pod centrum kultury, ale mógł się domyślać, co jej chodziło po głowie. Miejsce było opuszczone i chyba mogli liczyć na spokój. O ile ktoś ich nie wygoni.
- Pójdę z nieukrywaną chęcią - odpowiedział, odwzajemniając uśmiech. To było też dobre miejsce dla niego. Kto wie, jak spędzą tam czas i jakie słowa padną? Baker był zdecydowany i nie cofnie się.
- Jestem bardzo ciekawy tego, co wymyśliłaś - przyznał. Pamiętał, że będąc z nią sam na sam może mówić jej po imieniu, więc nie krępował się już w ogóle.
- Ale to dobre miejsce i dla mnie- przyznał.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


27

Wysłany: 2018-10-08, 17:44   
   Nazywaj mnie: Wera


Na jej ustach zawitał jeszcze bardziej łobuzerski uśmiech, gdy tylko usłyszała jego potwierdzenie. Nie wiedział, na co się pisał, a ona uwielbiała zaskakiwać.
- Hmm, niedługo się przekonasz - odparła tylko. Miała plan i teraz już nie było odwrotu. Musiała go zrealizować.
Ominęła główne wejście i skierowała się w lewy róg budynku, za którym znajdował się mały chodnik prowadzący do bocznych drzwi. Przez szybę zauważyła światło w kanciapce i zapukała w okienko swoim specjalnym kodem. Po chwili coś w środku się poruszyło, usłyszała szczęk otwieranych drzwi, które się uchyliły i wyjrzała zza nich znajoma jej twarz.
- Dobry wieczór, dawno panienki u nas nie było - przywitał się trochę zdziwionym głosem starszy, siwy, nieco pulchny pan w uniformie strażnika.
- Dobry wieczór. Niestety ostatnio brakowało mi czasu, ale nie zapomniałam o centrum - wytłumaczyła z uśmiechem, czując po wzroku mężczyzny, że nieco powinna. Zaraz jednak ten wzrok, jeszcze bardziej zaskoczony, padł na jej towarzysza. Odchrząknęła cicho, przypominając sobie o manierach. - To jest Christian, mój... znajomy. A to jest pan Firley, przyjaciel rodziny - wyjaśniła, odczekując chwilę na ich uścisk dłoni. Właściwie rzecz biorąc, to był szczególnie jej przyjaciel, ale na razie wolała nie wchodzić w niepotrzebną dyskusję. - Czy możemy jeszcze wejść? Obiecuję, że będziemy grzeczni - zapytała, uśmiechając się przyjaźnie, najszczerzej jak potrafiła.
Przez chwilę oczekiwała na odpowiedź, kiedy starszy mężczyzna patrzył to na nią to na Christiana. Musiało to być dla strażnika dziwne i może podejrzane, dlatego że wcześniej nikogo ze sobą nie przyprowadzała. Ale wiedział, że ona dotrzymywała danego słowa.
- Dobrze, ale nie kręćcie się zbyt długo, niebawem kończę zmianę - powiedział w końcu i wpuścił ich do środka.
Na korytarzach było zupełnie pusto, a półmrok dodawał jedynie tajemniczości, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Ich kroki odbijały się echem od ścian. Odpowiadała jej cisza, nieprzerywana żadnymi słowami, co pozwalało wczuć się w wyjątkowość sytuacji. Mimo woli po jej ciele przebiegły przyjemne dreszcze. Dawno już nie odczuwała takiej beztroskiej ekscytacji. Po chwili byli na miejscu. Ostrożnie pociągnęła za klamkę i zajrzała do ciemnego środka, po czym machinalnie sięgnęła dłonią do odpowiedniego włącznika światła. Przed nimi ukazała się duża sala z rzędami foteli, a w oddali znajdowało się główne centrum zainteresowania.
Dopiero teraz obejrzała się na mężczyznę i uśmiechnęła się przelotnie.
- Byłeś tu kiedyś po oficjalnym zamknięciu budynku? - zapytała niezobowiązująco, domyślając się odpowiedzi. - Centrum, zwykle pełne ludzi, wydaje się zdecydowanie bardziej intrygującym miejscem, kiedy wszyscy już go opuszczą. Masz pewność, że jesteś sam, nie skupiasz na sobie publiczności i możesz robić, co tylko chcesz - mówiąc to, ruszyła po schodkach w kierunku sceny, na środku której znajdował się czarny fortepian. Tu zawsze czuła się absolutnie swobodnie. To było jej takie sekretne miejsce, o którym praktycznie nikt nie wiedział, a którym postanowiła podzielić się z Christianem, choć sama nie wiedziała, co nią kierowało.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

Podkochuje się w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-10-09, 11:46   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Chris był naprawdę ciekaw do czego dążyli, ale nie zadawał pytań. Wiedział, że dowie się wszystkiego w swoim czasie. Dlatego też szedł za kobietą krok w krok i myślał nad tym, co też chodziło jej po głowie. To była dziwna pora na odwiedziny takiego miejsca. Było przecież zamknięte i zapewne strzeżone. Co więc robili w takim miejscu?
Odpowiedzi na wszystkie pytania znajdą się w swoim czasie. A teraz zostało mu się przyglądać i słuchać tego, co miała do powiedzenia jego towarzyszka i przewodniczka. Widział zapalone światło i jak się domyślał ktoś tam był. Ale co oni tam robili?
Kiedy doszli do małego pomieszczenia dla stróżów, Elizabeth zapukała - i to nie tak zwyczajnie - w okienko, a po chwili zobaczyli jak pojawia się w drzwiach postać starszego mężczyzny. Christian z zaciekawieniem przysłuchiwał się wymianie zdań między strażnikiem, a Beth. Kiedy ich sobie przedstawiono, Baker wyciągnął rękę i panowie wymienili uściski dłoni.
- Bardzo mi miło pana poznać - powiedział szczerze Kanadyjczyk. Szofer posłał dziewczynie znaczące spojrzenie i powstrzymał się przed puszczeniem do niej oczka.
Spryciula! Wszędzie masz znajomych? - mówiło jego spojrzenie. Uśmiechnął się i do niej i do starszego pana, który ostatecznie przepuścił ich dalej.
Kiedy odeszli, Chris w końcu się odezwał:
- Naprawdę jesteś dobra! - przyznał. Później nie odzywali się do siebie, aż do chwili, gdy znaleźli się w głównym pomieszczeniu, tym ze sceną.
Baker wiele razy wyobrażał sobie, że siedzi tam z gitarą w ręku i śpiewa. Albo wraz z zespołem gra, tym razem waląc z mocą w perkusję. Uśmiechnął się do swoich myśli. A z zamyślenia wyrwała go panna Covington.
- Nie, nigdy- odpowiedział, chociaż dobrze wiedziała, co powie. - Za to nocowałem kiedyś z kumplami w zamkniętej szkole. I bardzo miło to wspominam - stare dzieje. Ale było wesoło.
Zeszli na dół, a kiedy kobieta skierowała kroki na scenę, Chris zdjął marynarkę, poluzował krawat i usiadł w pierwszym rzędzie i czekał na występ dziewczyny, bo domyślił się, co chce zrobić.
Przypatrywał się jej ruchom z ciekawością i z podziwem. Była dla niego ideałem, nie tylko piękna, ale i inteligencji. Gdyby tylko mógł, codziennie witałby ją bukietem świeżych kwiatów, szeptał do ucha czułe słowa i śpiewał stworzone przez siebie piosenki, których nikt nigdy nie słyszał. Siedząc w tym miejscu zastanawiał się, czy aby kolejna osoba nie minęła się z powołaniem. Artystyczna dusza jaka ukazała się jego oczom sprawiła, że dostrzegł w niej coś więcej i kolejna cecha go do niej przyciągała. Bardzo chciał do niej podejść, złapać w ramiona i zatańczyć, do nucącej spontanicznie piosenki. A potem... a potem dotknąłby jej policzka, kciukiem obrysował linię jej warg, a potem złożył na tych cudownych ustach delikatny, ale i czuły pocałunek.
Westchnął głęboko i wrócił myślami do tego, co się działo. I chociaż uśmiechał się, jego oczy były smutne. Podobało mu się miejsce, cała magia, która ich otaczała i to, że mogli przez chwilę być kimś innym, ale mimo wszystko wiedział, że ten wieczór się w końcu skończy i znów będzie rozmyślać o kobiecie, która była dla niego marzeniem. Pragnął mieć ją obok siebie, budząc się rano i patrzeć w jej piękną twarz. Serce bolało go, gdy myślał o tym, że inny mężczyzna był przy niej i robił to, o czym Chris nie śmiał myśleć. W czym Baker był gorszy? Może i nie miał dobrego wykształcenia, ani nie spał na pieniądzach, ale był uczciwy, pracowity i godzien zaufania i tym się szczycił. Czy to nie było ważne?
Nie śmiał przerywać kobiecie, czekał, aż zakończy swoją rolę w tym przedstawieniu. Miało to być najlepsze show w jego życiu. Bo czy nie jest piękne to, co robiła? Widać było, że muzyka jest dla niej ważna. Zaczął się zastanawiać, czy gdzieś tam w pomieszczeniu przy scenie nie ma innych instrumentów. Może znajdzie się jakaś gitara dla niego? Usiadłby wtedy na stołku, centralnie na środku sceny i spełnił jedno z marzeń, które dawno temu pogrzebał. Dla niej mógłby wystąpić. Jeśli tylko zechce...
Znów pogrążył się w myślach. Dlaczego go tam zabrała? Czemu wybrała właśnie jego, by podzielić się z nim tym wszystkim? Czy to możliwe, by czasem o nim myślała? Doceniał fakt, że byli tam razem, naprawdę. Ukradzione minuty cichego szczęścia. Tylko ona i on. I muzyka ciszy....
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


27

Wysłany: 2018-10-17, 17:15   
   Nazywaj mnie: Wera


Ten dzień z pewnością należał do tych gorszych. Złe wiadomości przygniotły ją, choć musiała ukryć to pod maską profesjonalizmu. Przed Christianem również nie chciała zdradzać, co tak naprawdę ją gryzło, przyjmując pozę opanowanej, pewnej siebie dziewczyny z nutą tajemnicy w tle. Wolała uniknąć ewentualnych niewygodnych pytań, a jednocześnie potrzebowała towarzystwa. Ciężko było radzić sobie z nadmiarem emocji, nie mogły być tłumione w nieskończoność. I doskonale wiedziała, jak sobie z tym poradzić. Muzyka stanowiła nieodłączny element jej życia. Wierzyła, że była także lekarstwem na psychikę człowieka i dzięki niej można było wyzwolić z siebie dławiące uczucia.
Decyzja Elizabeth o zaproszeniu mężczyzny do środka wyszła bardzo spontanicznie, sama nie wiedziała dokładnie co miało to na celu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się przyprowadzać kogoś na własne, prywatne sesje. Nigdy nie była zbyt ufna, ale Chris dziwnym sposobem wydawał jej się niegroźny. Nawet jeśli mogłaby mieć wobec niego jakieś podejrzenia o niecnych planach, to wszystko odbijało się w jego oczach. A w nich dostrzegała więcej, niż chciała przyznać przed samą sobą. I prawdopodobnie właśnie to skłoniło ją do złożenia propozycji. Uchylenie przed nim rąbka tajemnicy wydawało się nie być zbyt szkodliwe w skutkach.
Z tą salą wiązało się wiele wspomnień, które wprawiły na jej twarz delikatny uśmiech. Tym razem fortepian szczególnie przyciągał ją niczym magnes, wręcz nie mogła oderwać od niego wzroku. Była bardzo zdeterminowana, by osiągnąć to, po co tu przybyła. W mgnieniu oka znalazła się przy instrumencie, idąc wzdłuż niego, przesunęła palcami po jego pokrywie, po czym usiadła na krzesełku i dotknęła klawiszy, wydając parę dźwięków. Był nastrojony, więc niedawno ktoś musiał jeszcze na nim ćwiczyć. Zanim jednak zaczęła, zerknęła na Christiana, który zdążył wygodnie usiąść w jednym z foteli pierwszego rzędu.
- Zwykle nie gram dla publiczności, proszę o wyrozumiałość - ostrzegła łagodnie. Tak naprawdę nie czuła tremy. Odczuła natomiast po raz kolejny przyjemne dreszcze, gdy jej palce ponownie zetknęły się z klawiszami. Zamknęła oczy i w tym momencie to emocje zaczęły nią kierować. Jej instynktowne ruchy stworzyły improwizowaną melodię, która w pewnym momencie przeistoczyła się w dobrze znany współcześnie utwór. Z całej palety znanych jej kompozycji wybór padł właśnie na Imagine Dragons, który doskonale oddawał to, co czuła w środku. Cała agresja, złość i stres ulatniała się wraz z kolejnymi dźwiękami. Gniewne i pewne stukania o klawisze z każdym najmniejszym ruchem wyzwalały buzujące się w niej emocje. Zupełnie się w tym zatraciła, zapominając gdzie i z kim jest. Na tę chwilę wszystko inne przestało mieć znaczenie. Gdy utwór dobiegł końca, czuła się już o wiele spokojniejsza, ale tym samym napędziło to ją do zagrania kolejnej piosenki. Nadal w tych samych rytmach, ale już trochę delikatniej, z wyczuciem i czystym uśmiechem, rozpoczęła Radioactive. Dopiero po ostatnich wydanych charakternych dźwiękach na sali nastąpiła cisza. I wtedy też uprzytomniła sobie, że nie była tu całkiem sama. Spojrzała na Christiana z niepewnym uśmiechem. Chciała przeprowadzić mały eksperyment. Przygryzła wargę z wahaniem, ale nie znalazła żadnych argumentów przeciw.
- Co powiesz na duet? - zapytała w końcu. - Ja zagram, a Ty mógłbyś zaśpiewać? Wystarczy, że wybierzesz utwór, a ja postaram się znaleźć w głowie odpowiednie nuty - zaproponowała, gestem zapraszając go do siebie. Z tego co pamiętała, ostatnio wspominał o grze na gitarze, pisaniu piosenek i śpiewaniu, więc miała nieprzepartą chęć poznać go z tej strony. Ona wykonała już swój popis, teraz była kolej na niego.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

Podkochuje się w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-10-18, 12:08   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Christian nie wątpił w to, że stanie się świadkiem bardzo dobrego występu. Gdyby panna Covington nie czuła się pewnie, nie wystąpiłaby nawet przed nim. Nieczęsto zdarza jej się pokazywać ludziom z tej strony i bardzo doceniał fakt, iż to on był godnym obejrzenia tego wystąpienia. Muzyka ich w pewien sposób łączyła. Czasem piosenka, także bez słów, potrafiła przekazać więcej, niż słowa. Baker czekał, aż otoczyła ich magia miejsca.
- Bez obaw, wiem, że będzie dobrze – odparł.
Podczas gdy ona grała, on zatracał się w myślach, które dotykały jego umysłu pod wpływem muzyki. Nie musiał się wysilać, by zrozumieć wszystkie emocje, które targały właśnie Elizabeth. Ciemne oczy mężczyzny dokładnie śledziły ruchy kobiety. Jej dłonie płynnie i zapalczywie przesuwały się po klawiszach, sprawiając, iż w eter płynęły kolejne zaklęte w melodii uczucia. Chris zastanawiał się, czy w którymś elemencie gry zawarte były emocje, które żywi wobec niego. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Sam nie był pewien, co ich łączyło. Znał tylko to, co czuł. Mocne bicie serca samo mówiło o tym, co się z nim działo. Ich obecność w tym miejscu i muzyka sprawiały, że zawisło nad nimi jakieś głębokie, intymne i elektryzujące napięcie.
Baker czekał na koniec występu, by zaklaskać i wstać z miejsca. I tak zrobił to dopiero po chwili, gdyż ocknął się z tego transu jaki wywołała grą. Miał świadomość miejsca i występu, jednak część jego własnego ‘ja’ utknęło gdzieś w niebycie. Błądził myślami w marzeniach, które miały jedno imię: Elizabeth.
Ciągle stał i uśmiechał się, gdy napomknęła o wspólnym występie.
- Naprawdę tego chcesz? - zapytał, ale nie musiała mu udzielać odpowiedzi. - Dobrze, niech będzie. Ale nadal jestem pod wrażeniem twojej gry. Poznałem cię właśnie z innej strony, która… - miał powiedzieć, że też mu się bardzo podoba, ale szybko zmienił zdanie - … jest bardzo interesująca. Masz talent – był szczery. Naprawdę mu się podobało, nie musiał oszukiwać.
- Widać, że muzyka ma na ciebie dobry wpływ – mówił, po czym ruszył ku schodkom prowadzącym na scenę. Stanął naprzeciwko widowni i zatracił się w marzeniach. Kiedyś występował w zespole szkolnym i było to coś fantastycznego. Teraz patrzył na to z perspektywy lat, ale coś się nie zmieniło: naprawdę lubił przekazywać emocje poprzez dźwięk i głos.
- Chyba już coś wymyśliłem – powiedział nagle i podszedł bliżej dziewczyny.
Zaczął cicho śpiewać:
- Say something, I'm giving up on you. I'll be the one, if you want me to… - przepadał za tą piosenką, chociaż była dość przygnębiająca. Ale taka prawdziwa. Część słów odnosiła się do jego własnych uczuć, ale wiedział jedno: on nie odpuści i będzie walczyć. Słowem, gestem, milczeniem, cokolwiek mógł zrobić. Ale czy mógł o niej myśleć na poważnie? Bardzo chciał. Teraz, gdy dzieliło ich tak niewiele, walczył ze sobą, by nie podejść bliżej i musnąć jej wargi swoimi. Spojrzał tylko na nią, z miłością w oczach i mógł śpiewać dalej. Kiedy skończyli: ona grać, wczuwając się w rolę, on śpiewać, nastała cisza, której nie śmiał przerwać. Odszedł więc w stronę zaplecza, które na szczęście było otwarte i znalazł tam gitarę. Wrócił z nią i znalazł stołek, na którym usiadł. Ktoś musiał wypełnić ciszę, więc postanowił zrobić to osobiście.
- Zagram coś, co jest moim własnym tworem. Nie jest to może nic specjalnego, ale jeśli jesteśmy dzisiaj otwarci na muzykę, dlaczego mam się nie podzielić? - uśmiechnął się do Elizabeth.
Zaczął grać, a potem zaczął śpiewać*:

Śpi na mej piersi ukochana
Mocno i bez zmartwień
Ten spokojny uśmiech na twojej rumianej twarzy
został powierzony pod moją opiekę

Jak oboje nagle odeszliśmy
Jak byliśmy szczerze wykończeni,jak mieliśmy dość
Jeśli kiedyś jeszcze czarnym chmurom zdarzy się nadejść

Proszę,niech nikt wtedy nie opuszcza tego domu
Niech nikt nie opuszcza tej opowieści po raz kolejny
Niech to nie będzie szczęśliwe zakończenie
Niech to będzie nigdy niekończące się szczęście
Niech me modlitwy otulą nas oboje
Żeby żadna tęsknota nie odzywała się w nas zimnem

Och śmierci,jesteś takim kłamstwem
To ta rozłąka jest trudna
Więc jeśli kiedykolwiek ten mężczyzna sprawi ci ból
Niech to on zapłaci jego cenę


Kiedy skończył śpiewać, zaczął gwizdać i przeszedł do końca melodii. To było krótkie, ale własne i był z tego dumny. Kolejny raz okazał swoje uczucia, ale nie przejmował się tym. Niech wie, niech to zauważy i ta myśl jej nie opuszcza. Był ktoś, kto na nią czeka i czekać będzie.
Odłożył na bok gitarę i zapytał:
- A tańczyć potrafisz tak dobrze jak grasz? - wyciągnął z kieszeni telefon i włączył jedną z bardziej lubianych piosenek**. - Dasz się namówić na jeden taniec? - poruszył brwiami i uśmiechnął się do niej tym specjalnym i jedynym w swoim rodzaju uśmiechem, zarezerwowanym tylko dla niej. Sam tekst piosenki wiele mówił, widać tego dnia to muzyka miała mówić za niego. Może to i dobrze?




*piosenka zalinkowana w podpisie pod hasłem: głos
** też zalinkowana, pod hasłem: piosenka dnia
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


27

Wysłany: Wczoraj 14:29   
   Nazywaj mnie: Wera


/w końcu się udało, przepraszam za tak długi okres oczekiwania, ale już wracam <3
Skinęła głową z delikatnym uśmiechem, choć przeczuwała, że nie mógłby jej odmówić. Właściwie rzadko spotykała się z jakąkolwiek odmową, więc gdyby opierał jej się dłużej, na pewno tak szybko by się nie poddała. Naprawdę chciała się przekonać, co skrywa w sobie ten chłopak, a teraz miała ku temu niepowtarzalną okazję.
Jego słowa o talencie, a raczej szczerość, która biła od nich, nieco ją onieśmieliła, przez co nie potrafiła powstrzymać rumieńców wstępujących na swoją twarz. W żadnym razie nie miała zamiaru się popisywać, w końcu to wszystko stało się za sprawą emocji, które przemówiły dzięki oddaniu się grze. Zatracając się w tym, zupełnie nie myślała o zaimponowaniu, więc nie spodziewała się komplementu. Łagodnie wzruszyła ramionami, nie chcąc stracić rezonu, jakby nic takiego się nie stało.
- Gry na fortepianie uczyłam się od dziecka, zależnie od okoliczności zdarza mi się wykonać na prośbę rodziny mały performance. - Najbliższa taka okazja to na pewno będą święta. Spotkanie przy fortepianie po kolacji i wspólne śpiewanie kolęd to była ich tradycja.
- Muzyka jest lekarstwem dla duszy - przyznała cicho. Bez niej nie potrafiła żyć. Mimo że nie pragnęła kariery muzycznej to melodie stanowiły nieodłączny element jej życia. Dzięki nim można było wyrazić swoje uczucia lepiej, niż jakiekolwiek słowa. Wyzwolić ukrywane emocje, zrelaksować się czy poprawić sobie humor. Dziś dokonała właściwie wszystkie z tych rzeczy, jak również udało jej się przerobić złą energię na pozytywną. Ukoiło to ją, przy czym co zaskakujące, nawet nie odczuła negatywnych skutków publiczności, czyli jakiegokolwiek stresu lub niepewności. Zaakceptowała Christophera, czując się przy nim na tyle swobodnie, by sobie pozwolić na odsłonięcie znacznie intymniejszej części siebie. Była mu wdzięczna, że traktował to z szacunkiem i doceniał, nie starając się tego wykorzystać w żaden niewygodny dla niej sposób. Przynajmniej na razie.
Zaintrygował ją wybór piosenki, który płynnie podłapała, delikatnie wodząc palcami po klawiaturze. Wraz z każdym kolejnym taktem okazywało się, że nie tylko ona na tej sali potrafiła oddać emocje w muzyce. Głos Chrisa był bardzo poruszający i nie potrafiła się nadziwić, jak potrafił się z tym ukrywać. Jeszcze nie spotkała się z tak dobrym partnerem do duetu. Chłonęła słowa jak zaczarowana, z równym oddaniem mu akompaniując. Wydawało jej się, że każda nuta łączyła ich niewidzialnymi nićmi. Po zakończeniu piosenki miała wrażenie, że powietrze jakby zgęstniało od nadmiaru emocji, czego również nie potrafiła przerwać jakimkolwiek komentarzem. Zwyczajnie zabrakło jej słów, by mógł jej się nasunąć osąd.
Gdy Christopher na moment opuścił scenę, odetchnęła głęboko i potrząsnęła głową, nie bardzo pojmując, co się działo. Słyszała o tym, że muzyka potrafiła także łączyć ludzi, ale to co odczuwała, było naprawdę niezwykłe. Zamknęła pokrywę i próbując opanować mętlik w głowie, odwróciła się w stronę mężczyzny, który w międzyczasie znalazł gitarę i usadowił się na krzesełku.
- Be my guest - odparła, uśmiechając się z aprobatą i wygodniej oparła się o fortepian. Nie była pewna, czy będzie gotowa na przyjęcie kolejnej takiej dawki uczuć, która ją wręcz obezwładniała, ale z drugiej strony musiała zaspokoić ciekawość.
I tym razem się nie zawiodła, choć ten utwór był o wiele głębszy i bardziej poetycki, co ją o ile to możliwe jeszcze bardziej ujęło. Nagle wszystko stało się takie spersonalizowane i sama odczuwała zaszczyt, że poznawała go od tak osobistej strony. Nie spodziewała się, że dzisiejszy wieczór będzie tak pełen wrażeń, ale na pewno nie żałowała, że zaprosiła tu Chrisa. Doznała tu tak wielu różnych emocji, że granice między nimi same zaczęły się zacierać, wystarczyło dać temu pewien impuls. Nie śmiała pomyśleć, kto mógłby być adresatem tej liryki. Wraz z ostatnimi nutami, które zastygły w ciszy, westchnęła. Tym razem musiała coś powiedzieć.
- To było… niesamowite - wyznała, będąc pod pełnym wrażeniem wykonania. - Nie powinieneś się ukrywać przed całym światem, to taka strata talentu - zarzuciła mu. Z jednej strony była zaszczycona, że należała prawdopodobnie do nielicznych osób, przed którymi się uzewnętrznił i pokazał swój własny utwór, dzięki czemu chciała go mieć tylko dla siebie. Z drugiej strony jednak naprawdę nie rozumiała, czemu pisał tylko do szuflady, nie chcąc spróbować sił w tym, co wykonuje naprawdę dobrze.
- Słyszałam, że całkiem dobrze, lecz nie mnie to oceniać - uśmiechnęła się filuternie. Na jego propozycję na moment się zawahała, ale jego magiczny uśmiech rozwiał wszelkie obawy. - Dobrze, choć muszę postawić jeden warunek - zagryzła wargę, zastanawiając się nad jego reakcją. - Jesteś wirtuozem liryki, w dodatku wspaniale grasz na emocjach. Musisz pokazać światu, co masz do zaoferowania. Nie możesz się tak marnować. I nie mówię tu o ulicznych występach, bo myślę, że zdecydowanie stać Cię na więcej, tylko nie rozumiem, czego się obawiasz - przyznała, wstając i podchodząc do niego, po czym spojrzała na niego z iskierkami w oczach. Nie mogła pozwolić, by jego talent się marnował i musiała podjąć choćby próbę zapalenia w nim tej nadziei. Wyciągnęła do niego rękę. Gdyby tylko chciał, była tu i mogła mu pomóc.
  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6