Poprzedni temat «» Następny temat
Scena
Autor Wiadomość
BostoŃczyk


BostoŃczyk

Wysłany: 2015-05-29, 12:55   Scena


scena
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2018-09-19, 16:46   
   Nazywaj mnie: Wera


#4 | przed wyjazdem do Miami + outfit
Ciężko było wyprowadzić Elizabeth z równowagi, rzadko zdarzało się, by odczuwała palącą złość. Niestety w dniu dzisiejszym komuś udało się tego dokonać. Informacja na koniec dnia o przegraniu pierwszej części przetargu i bardzo konkurencyjnej ofercie architektki, z którą od początku swojej kariery rywalizowała, wpłynęła na jej złe samopoczucie. Nie dość, że napracowała się nad tym, spędzając wiele nadgodzin na dopracowywaniu najmniejszych detali, to jeszcze poniosła klęskę. Coś musiała zrobić stanowczo nie tak. Właściwie to potrafiła jakoś znieść swój błąd, lecz najgorszy dla niej był widok triumfującej koleżanki po fachu. Zacisnęła jednak zęby, nie chcąc dać jej satysfakcji, że czuła się przegrana i zła, że nie wypadła lepiej. Miała już dość tego dnia. Czuła nadmiar emocji, przede wszystkim złości, rozgoryczenia i zmęczenia, wiedziała, że nie zdoła tego długo tłumić.
Kiedy Christian podjechał w ustalone wcześniej miejsce, przybrała na twarz jak najbardziej neutralny wyraz i wsiadła do samochodu.
- Witaj, Christianie - powiedziała na powitanie. Od czasu spotkania na wybrzeżu nie dane im było często się widywać, aczkolwiek nawet wtedy zwykle zajęta projektem, nie miała czasu na jakąkolwiek pogawędkę. Nie sądziła, by od tamtej pory coś zmieniło się w ich relacjach pracodawca-pracownik, lecz mimo to nie potrafiła zdobyć się na oschłość, jak wcześniej jej się to zdarzało. Tym razem też nie była zajęta pracą, nie wisiała na telefonie czy nie pracowała na laptopie. Nie była jednak pewna, czy była skora do rozmowy. Znów przypomniała sobie o wydarzeniach z dzisiejszego dnia i zacisnęła nerwowo szczęki. Nie, wolała nie wracać jeszcze do pustego mieszkania. Kto wie, co mogłaby zrobić, gdy puszczą jej hamulce? Z jednej strony potrzebowała samotności i dać upust emocjom, z drugiej zaś czułaby się bezpieczniej, gdyby ktoś jej towarzyszył, by sobie podświadomie nie zrobić krzywdy.
Powoli zaczynało zmierzchać. Spojrzała na zegarek na nadgarstku - wskazywał godzinę dziewiętnastą. Mogła zdążyć. - Zawieź mnie na Cambridge St - zakomenderowała. Miała nadzieję, że podjęła dobrą decyzję.
Gdy dotarli na miejsce, zawahała się. Centrum Kultury w czasach dzieciŃstwa i młodości był jej drugim domem. Lubiła tu przyjeżdżać na warsztaty muzyczne i wiele z nich wyniosła. Co prawda, nie zrobiła kariery w tym kierunku, ale bardzo przyjemnie wspominała spędzony tu czas. W tej chwili już niewiele osób się kręciło w pobliżu. Właściwie dla członków poszczególnych warsztatów gmach budynku był zamknięty, pozostała jeszcze ochrona i sprzątaczki. Od zewnętrznej strony nie świeciło się żadne światło. Nie wyglądało to zbyt zachęcająco. Sięgnęła po klamkę od drzwi i zastygnęła na moment w bezruchu.
- Możesz tu poczekać… a możesz ze mną pójść, jeśli chcesz - zaproponowała z nutą tajemnicy w głosie, a na jej twarzy pojawił się śmiały uśmiech. Czuła w sobie energię, którą musiała odpowiednio spożytkować. Nie oczekiwała, że Christian rzeczywiście to zrobi, choć przecież lubił wyzwania. Właściwie sama nie wiedziała, czego ma oczekiwać, ale jakoś szczególnie się tym nie przejmowała. Nie czekając na odpowiedź, pewnie ruszyła w stronę budynku.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

zakochany w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-10-04, 18:26   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Chris nie miał ostatnio szczęścia, by widywać Elizabeth. Zawsze gdzieś umykała, nie prosiła o pomoc, no i w ogóle zaszyła się u siebie tak, że spotkanie było niemożliwe. Doskonale wiedział, jak potrafi pochłonąć ją praca, lub - co gorsze - spędzała czas ze swoim facetem. Baker nie znał go, ale to nie przeszkadzało mu go nie lubić. Każdy, kto był przed nim w kolejce do serca Beth, był jego wrogiem. Może i jego szanse nie były największe i mógł sobie o niej pomarzyć, ale to wcale go nie zniechęcało. Szukał momentów, które mogli spędzić razem. Tylko, że ona najwidoczniej nie chciała szukać jego towarzystwa. Ale wybaczał jej to. Po prostu był w niej zakochany i wybaczał jej wszystko. Może i był nikim, ale miał dobre serce i szczere zamiary.
Kiedy w końcu się doczekał i otrzymał wiadomość od kobiety, oczywiście pospieszył do niej. Jego dobry humor był jeszcze lepszy, kiedy dowiedział się, że jest potrzebny. I nie kazał jej długo na siebie czekać.
- Witaj - powiedział do niej opanowanym głosem. Oboje nie chcieli zdradzić swoich emocji. Z tym, że Chris był po prostu zadowolony. Wysłuchawszy polecenia, natychmiast i nie zadając pytań, odpalił samochód i pojechali pod wskazany przez Elizabeth adres.
Przez całą drogę milczeli. Baker nie miał odwagi przerwać panującą ciszę. Widział, że tym razem panna Covington ma chyba kiepski dzień i nie chciał na starcie zarobić minusa w swoim kajeciku. Nie odważył się nawet włączyć radia. Ale czasami cisza była dobra.
Gdy dojechali, mężczyzna znalazł miejsce parkingowe i wysiadł z pojazdu, po czym otworzył drzwi Elizabeth. Gdy wysiadła, zamknął samochód i włączył alarm. Później zostało mu już tylko iść za kobietą, która wydawała mu się bardzo tajemnicza. Nie mówiła w jakim celu przybyli pod centrum kultury, ale mógł się domyślać, co jej chodziło po głowie. Miejsce było opuszczone i chyba mogli liczyć na spokój. O ile ktoś ich nie wygoni.
- Pójdę z nieukrywaną chęcią - odpowiedział, odwzajemniając uśmiech. To było też dobre miejsce dla niego. Kto wie, jak spędzą tam czas i jakie słowa padną? Baker był zdecydowany i nie cofnie się.
- Jestem bardzo ciekawy tego, co wymyśliłaś - przyznał. Pamiętał, że będąc z nią sam na sam może mówić jej po imieniu, więc nie krępował się już w ogóle.
- Ale to dobre miejsce i dla mnie- przyznał.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2018-10-08, 17:44   
   Nazywaj mnie: Wera


Na jej ustach zawitał jeszcze bardziej łobuzerski uśmiech, gdy tylko usłyszała jego potwierdzenie. Nie wiedział, na co się pisał, a ona uwielbiała zaskakiwać.
- Hmm, niedługo się przekonasz - odparła tylko. Miała plan i teraz już nie było odwrotu. Musiała go zrealizować.
Ominęła główne wejście i skierowała się w lewy róg budynku, za którym znajdował się mały chodnik prowadzący do bocznych drzwi. Przez szybę zauważyła światło w kanciapce i zapukała w okienko swoim specjalnym kodem. Po chwili coś w środku się poruszyło, usłyszała szczęk otwieranych drzwi, które się uchyliły i wyjrzała zza nich znajoma jej twarz.
- Dobry wieczór, dawno panienki u nas nie było - przywitał się trochę zdziwionym głosem starszy, siwy, nieco pulchny pan w uniformie strażnika.
- Dobry wieczór. Niestety ostatnio brakowało mi czasu, ale nie zapomniałam o centrum - wytłumaczyła z uśmiechem, czując po wzroku mężczyzny, że nieco powinna. Zaraz jednak ten wzrok, jeszcze bardziej zaskoczony, padł na jej towarzysza. Odchrząknęła cicho, przypominając sobie o manierach. - To jest Christian, mój... znajomy. A to jest pan Firley, przyjaciel rodziny - wyjaśniła, odczekując chwilę na ich uścisk dłoni. Właściwie rzecz biorąc, to był szczególnie jej przyjaciel, ale na razie wolała nie wchodzić w niepotrzebną dyskusję. - Czy możemy jeszcze wejść? Obiecuję, że będziemy grzeczni - zapytała, uśmiechając się przyjaźnie, najszczerzej jak potrafiła.
Przez chwilę oczekiwała na odpowiedź, kiedy starszy mężczyzna patrzył to na nią to na Christiana. Musiało to być dla strażnika dziwne i może podejrzane, dlatego że wcześniej nikogo ze sobą nie przyprowadzała. Ale wiedział, że ona dotrzymywała danego słowa.
- Dobrze, ale nie kręćcie się zbyt długo, niebawem kończę zmianę - powiedział w końcu i wpuścił ich do środka.
Na korytarzach było zupełnie pusto, a półmrok dodawał jedynie tajemniczości, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Ich kroki odbijały się echem od ścian. Odpowiadała jej cisza, nieprzerywana żadnymi słowami, co pozwalało wczuć się w wyjątkowość sytuacji. Mimo woli po jej ciele przebiegły przyjemne dreszcze. Dawno już nie odczuwała takiej beztroskiej ekscytacji. Po chwili byli na miejscu. Ostrożnie pociągnęła za klamkę i zajrzała do ciemnego środka, po czym machinalnie sięgnęła dłonią do odpowiedniego włącznika światła. Przed nimi ukazała się duża sala z rzędami foteli, a w oddali znajdowało się główne centrum zainteresowania.
Dopiero teraz obejrzała się na mężczyznę i uśmiechnęła się przelotnie.
- Byłeś tu kiedyś po oficjalnym zamknięciu budynku? - zapytała niezobowiązująco, domyślając się odpowiedzi. - Centrum, zwykle pełne ludzi, wydaje się zdecydowanie bardziej intrygującym miejscem, kiedy wszyscy już go opuszczą. Masz pewność, że jesteś sam, nie skupiasz na sobie publiczności i możesz robić, co tylko chcesz - mówiąc to, ruszyła po schodkach w kierunku sceny, na środku której znajdował się czarny fortepian. Tu zawsze czuła się absolutnie swobodnie. To było jej takie sekretne miejsce, o którym praktycznie nikt nie wiedział, a którym postanowiła podzielić się z Christianem, choć sama nie wiedziała, co nią kierowało.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

zakochany w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-10-09, 11:46   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Chris był naprawdę ciekaw do czego dążyli, ale nie zadawał pytań. Wiedział, że dowie się wszystkiego w swoim czasie. Dlatego też szedł za kobietą krok w krok i myślał nad tym, co też chodziło jej po głowie. To była dziwna pora na odwiedziny takiego miejsca. Było przecież zamknięte i zapewne strzeżone. Co więc robili w takim miejscu?
Odpowiedzi na wszystkie pytania znajdą się w swoim czasie. A teraz zostało mu się przyglądać i słuchać tego, co miała do powiedzenia jego towarzyszka i przewodniczka. Widział zapalone światło i jak się domyślał ktoś tam był. Ale co oni tam robili?
Kiedy doszli do małego pomieszczenia dla stróżów, Elizabeth zapukała - i to nie tak zwyczajnie - w okienko, a po chwili zobaczyli jak pojawia się w drzwiach postać starszego mężczyzny. Christian z zaciekawieniem przysłuchiwał się wymianie zdań między strażnikiem, a Beth. Kiedy ich sobie przedstawiono, Baker wyciągnął rękę i panowie wymienili uściski dłoni.
- Bardzo mi miło pana poznać - powiedział szczerze Kanadyjczyk. Szofer posłał dziewczynie znaczące spojrzenie i powstrzymał się przed puszczeniem do niej oczka.
Spryciula! Wszędzie masz znajomych? - mówiło jego spojrzenie. Uśmiechnął się i do niej i do starszego pana, który ostatecznie przepuścił ich dalej.
Kiedy odeszli, Chris w końcu się odezwał:
- Naprawdę jesteś dobra! - przyznał. Później nie odzywali się do siebie, aż do chwili, gdy znaleźli się w głównym pomieszczeniu, tym ze sceną.
Baker wiele razy wyobrażał sobie, że siedzi tam z gitarą w ręku i śpiewa. Albo wraz z zespołem gra, tym razem waląc z mocą w perkusję. Uśmiechnął się do swoich myśli. A z zamyślenia wyrwała go panna Covington.
- Nie, nigdy- odpowiedział, chociaż dobrze wiedziała, co powie. - Za to nocowałem kiedyś z kumplami w zamkniętej szkole. I bardzo miło to wspominam - stare dzieje. Ale było wesoło.
Zeszli na dół, a kiedy kobieta skierowała kroki na scenę, Chris zdjął marynarkę, poluzował krawat i usiadł w pierwszym rzędzie i czekał na występ dziewczyny, bo domyślił się, co chce zrobić.
Przypatrywał się jej ruchom z ciekawością i z podziwem. Była dla niego ideałem, nie tylko piękna, ale i inteligencji. Gdyby tylko mógł, codziennie witałby ją bukietem świeżych kwiatów, szeptał do ucha czułe słowa i śpiewał stworzone przez siebie piosenki, których nikt nigdy nie słyszał. Siedząc w tym miejscu zastanawiał się, czy aby kolejna osoba nie minęła się z powołaniem. Artystyczna dusza jaka ukazała się jego oczom sprawiła, że dostrzegł w niej coś więcej i kolejna cecha go do niej przyciągała. Bardzo chciał do niej podejść, złapać w ramiona i zatańczyć, do nucącej spontanicznie piosenki. A potem... a potem dotknąłby jej policzka, kciukiem obrysował linię jej warg, a potem złożył na tych cudownych ustach delikatny, ale i czuły pocałunek.
Westchnął głęboko i wrócił myślami do tego, co się działo. I chociaż uśmiechał się, jego oczy były smutne. Podobało mu się miejsce, cała magia, która ich otaczała i to, że mogli przez chwilę być kimś innym, ale mimo wszystko wiedział, że ten wieczór się w końcu skończy i znów będzie rozmyślać o kobiecie, która była dla niego marzeniem. Pragnął mieć ją obok siebie, budząc się rano i patrzeć w jej piękną twarz. Serce bolało go, gdy myślał o tym, że inny mężczyzna był przy niej i robił to, o czym Chris nie śmiał myśleć. W czym Baker był gorszy? Może i nie miał dobrego wykształcenia, ani nie spał na pieniądzach, ale był uczciwy, pracowity i godzien zaufania i tym się szczycił. Czy to nie było ważne?
Nie śmiał przerywać kobiecie, czekał, aż zakończy swoją rolę w tym przedstawieniu. Miało to być najlepsze show w jego życiu. Bo czy nie jest piękne to, co robiła? Widać było, że muzyka jest dla niej ważna. Zaczął się zastanawiać, czy gdzieś tam w pomieszczeniu przy scenie nie ma innych instrumentów. Może znajdzie się jakaś gitara dla niego? Usiadłby wtedy na stołku, centralnie na środku sceny i spełnił jedno z marzeń, które dawno temu pogrzebał. Dla niej mógłby wystąpić. Jeśli tylko zechce...
Znów pogrążył się w myślach. Dlaczego go tam zabrała? Czemu wybrała właśnie jego, by podzielić się z nim tym wszystkim? Czy to możliwe, by czasem o nim myślała? Doceniał fakt, że byli tam razem, naprawdę. Ukradzione minuty cichego szczęścia. Tylko ona i on. I muzyka ciszy....
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2018-10-17, 17:15   
   Nazywaj mnie: Wera


Ten dzień z pewnością należał do tych gorszych. Złe wiadomości przygniotły ją, choć musiała ukryć to pod maską profesjonalizmu. Przed Christianem również nie chciała zdradzać, co tak naprawdę ją gryzło, przyjmując pozę opanowanej, pewnej siebie dziewczyny z nutą tajemnicy w tle. Wolała uniknąć ewentualnych niewygodnych pytań, a jednocześnie potrzebowała towarzystwa. Ciężko było radzić sobie z nadmiarem emocji, nie mogły być tłumione w nieskończoność. I doskonale wiedziała, jak sobie z tym poradzić. Muzyka stanowiła nieodłączny element jej życia. Wierzyła, że była także lekarstwem na psychikę człowieka i dzięki niej można było wyzwolić z siebie dławiące uczucia.
Decyzja Elizabeth o zaproszeniu mężczyzny do środka wyszła bardzo spontanicznie, sama nie wiedziała dokładnie co miało to na celu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się przyprowadzać kogoś na własne, prywatne sesje. Nigdy nie była zbyt ufna, ale Chris dziwnym sposobem wydawał jej się niegroźny. Nawet jeśli mogłaby mieć wobec niego jakieś podejrzenia o niecnych planach, to wszystko odbijało się w jego oczach. A w nich dostrzegała więcej, niż chciała przyznać przed samą sobą. I prawdopodobnie właśnie to skłoniło ją do złożenia propozycji. Uchylenie przed nim rąbka tajemnicy wydawało się nie być zbyt szkodliwe w skutkach.
Z tą salą wiązało się wiele wspomnień, które wprawiły na jej twarz delikatny uśmiech. Tym razem fortepian szczególnie przyciągał ją niczym magnes, wręcz nie mogła oderwać od niego wzroku. Była bardzo zdeterminowana, by osiągnąć to, po co tu przybyła. W mgnieniu oka znalazła się przy instrumencie, idąc wzdłuż niego, przesunęła palcami po jego pokrywie, po czym usiadła na krzesełku i dotknęła klawiszy, wydając parę dźwięków. Był nastrojony, więc niedawno ktoś musiał jeszcze na nim ćwiczyć. Zanim jednak zaczęła, zerknęła na Christiana, który zdążył wygodnie usiąść w jednym z foteli pierwszego rzędu.
- Zwykle nie gram dla publiczności, proszę o wyrozumiałość - ostrzegła łagodnie. Tak naprawdę nie czuła tremy. Odczuła natomiast po raz kolejny przyjemne dreszcze, gdy jej palce ponownie zetknęły się z klawiszami. Zamknęła oczy i w tym momencie to emocje zaczęły nią kierować. Jej instynktowne ruchy stworzyły improwizowaną melodię, która w pewnym momencie przeistoczyła się w dobrze znany współcześnie utwór. Z całej palety znanych jej kompozycji wybór padł właśnie na Imagine Dragons, który doskonale oddawał to, co czuła w środku. Cała agresja, złość i stres ulatniała się wraz z kolejnymi dźwiękami. Gniewne i pewne stukania o klawisze z każdym najmniejszym ruchem wyzwalały buzujące się w niej emocje. Zupełnie się w tym zatraciła, zapominając gdzie i z kim jest. Na tę chwilę wszystko inne przestało mieć znaczenie. Gdy utwór dobiegł końca, czuła się już o wiele spokojniejsza, ale tym samym napędziło to ją do zagrania kolejnej piosenki. Nadal w tych samych rytmach, ale już trochę delikatniej, z wyczuciem i czystym uśmiechem, rozpoczęła Radioactive. Dopiero po ostatnich wydanych charakternych dźwiękach na sali nastąpiła cisza. I wtedy też uprzytomniła sobie, że nie była tu całkiem sama. Spojrzała na Christiana z niepewnym uśmiechem. Chciała przeprowadzić mały eksperyment. Przygryzła wargę z wahaniem, ale nie znalazła żadnych argumentów przeciw.
- Co powiesz na duet? - zapytała w końcu. - Ja zagram, a Ty mógłbyś zaśpiewać? Wystarczy, że wybierzesz utwór, a ja postaram się znaleźć w głowie odpowiednie nuty - zaproponowała, gestem zapraszając go do siebie. Z tego co pamiętała, ostatnio wspominał o grze na gitarze, pisaniu piosenek i śpiewaniu, więc miała nieprzepartą chęć poznać go z tej strony. Ona wykonała już swój popis, teraz była kolej na niego.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

zakochany w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-10-18, 12:08   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Christian nie wątpił w to, że stanie się świadkiem bardzo dobrego występu. Gdyby panna Covington nie czuła się pewnie, nie wystąpiłaby nawet przed nim. Nieczęsto zdarza jej się pokazywać ludziom z tej strony i bardzo doceniał fakt, iż to on był godnym obejrzenia tego wystąpienia. Muzyka ich w pewien sposób łączyła. Czasem piosenka, także bez słów, potrafiła przekazać więcej, niż słowa. Baker czekał, aż otoczyła ich magia miejsca.
- Bez obaw, wiem, że będzie dobrze – odparł.
Podczas gdy ona grała, on zatracał się w myślach, które dotykały jego umysłu pod wpływem muzyki. Nie musiał się wysilać, by zrozumieć wszystkie emocje, które targały właśnie Elizabeth. Ciemne oczy mężczyzny dokładnie śledziły ruchy kobiety. Jej dłonie płynnie i zapalczywie przesuwały się po klawiszach, sprawiając, iż w eter płynęły kolejne zaklęte w melodii uczucia. Chris zastanawiał się, czy w którymś elemencie gry zawarte były emocje, które żywi wobec niego. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Sam nie był pewien, co ich łączyło. Znał tylko to, co czuł. Mocne bicie serca samo mówiło o tym, co się z nim działo. Ich obecność w tym miejscu i muzyka sprawiały, że zawisło nad nimi jakieś głębokie, intymne i elektryzujące napięcie.
Baker czekał na koniec występu, by zaklaskać i wstać z miejsca. I tak zrobił to dopiero po chwili, gdyż ocknął się z tego transu jaki wywołała grą. Miał świadomość miejsca i występu, jednak część jego własnego ‘ja’ utknęło gdzieś w niebycie. Błądził myślami w marzeniach, które miały jedno imię: Elizabeth.
Ciągle stał i uśmiechał się, gdy napomknęła o wspólnym występie.
- Naprawdę tego chcesz? - zapytał, ale nie musiała mu udzielać odpowiedzi. - Dobrze, niech będzie. Ale nadal jestem pod wrażeniem twojej gry. Poznałem cię właśnie z innej strony, która… - miał powiedzieć, że też mu się bardzo podoba, ale szybko zmienił zdanie - … jest bardzo interesująca. Masz talent – był szczery. Naprawdę mu się podobało, nie musiał oszukiwać.
- Widać, że muzyka ma na ciebie dobry wpływ – mówił, po czym ruszył ku schodkom prowadzącym na scenę. Stanął naprzeciwko widowni i zatracił się w marzeniach. Kiedyś występował w zespole szkolnym i było to coś fantastycznego. Teraz patrzył na to z perspektywy lat, ale coś się nie zmieniło: naprawdę lubił przekazywać emocje poprzez dźwięk i głos.
- Chyba już coś wymyśliłem – powiedział nagle i podszedł bliżej dziewczyny.
Zaczął cicho śpiewać:
- Say something, I'm giving up on you. I'll be the one, if you want me to… - przepadał za tą piosenką, chociaż była dość przygnębiająca. Ale taka prawdziwa. Część słów odnosiła się do jego własnych uczuć, ale wiedział jedno: on nie odpuści i będzie walczyć. Słowem, gestem, milczeniem, cokolwiek mógł zrobić. Ale czy mógł o niej myśleć na poważnie? Bardzo chciał. Teraz, gdy dzieliło ich tak niewiele, walczył ze sobą, by nie podejść bliżej i musnąć jej wargi swoimi. Spojrzał tylko na nią, z miłością w oczach i mógł śpiewać dalej. Kiedy skończyli: ona grać, wczuwając się w rolę, on śpiewać, nastała cisza, której nie śmiał przerwać. Odszedł więc w stronę zaplecza, które na szczęście było otwarte i znalazł tam gitarę. Wrócił z nią i znalazł stołek, na którym usiadł. Ktoś musiał wypełnić ciszę, więc postanowił zrobić to osobiście.
- Zagram coś, co jest moim własnym tworem. Nie jest to może nic specjalnego, ale jeśli jesteśmy dzisiaj otwarci na muzykę, dlaczego mam się nie podzielić? - uśmiechnął się do Elizabeth.
Zaczął grać, a potem zaczął śpiewać*:

Śpi na mej piersi ukochana
Mocno i bez zmartwień
Ten spokojny uśmiech na twojej rumianej twarzy
został powierzony pod moją opiekę

Jak oboje nagle odeszliśmy
Jak byliśmy szczerze wykończeni,jak mieliśmy dość
Jeśli kiedyś jeszcze czarnym chmurom zdarzy się nadejść

Proszę,niech nikt wtedy nie opuszcza tego domu
Niech nikt nie opuszcza tej opowieści po raz kolejny
Niech to nie będzie szczęśliwe zakończenie
Niech to będzie nigdy niekończące się szczęście
Niech me modlitwy otulą nas oboje
Żeby żadna tęsknota nie odzywała się w nas zimnem

Och śmierci,jesteś takim kłamstwem
To ta rozłąka jest trudna
Więc jeśli kiedykolwiek ten mężczyzna sprawi ci ból
Niech to on zapłaci jego cenę


Kiedy skończył śpiewać, zaczął gwizdać i przeszedł do końca melodii. To było krótkie, ale własne i był z tego dumny. Kolejny raz okazał swoje uczucia, ale nie przejmował się tym. Niech wie, niech to zauważy i ta myśl jej nie opuszcza. Był ktoś, kto na nią czeka i czekać będzie.
Odłożył na bok gitarę i zapytał:
- A tańczyć potrafisz tak dobrze jak grasz? - wyciągnął z kieszeni telefon i włączył jedną z bardziej lubianych piosenek**. - Dasz się namówić na jeden taniec? - poruszył brwiami i uśmiechnął się do niej tym specjalnym i jedynym w swoim rodzaju uśmiechem, zarezerwowanym tylko dla niej. Sam tekst piosenki wiele mówił, widać tego dnia to muzyka miała mówić za niego. Może to i dobrze?




*piosenka zalinkowana w podpisie pod hasłem: głos
** też zalinkowana, pod hasłem: piosenka dnia
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2018-11-12, 14:29   
   Nazywaj mnie: Wera


/w końcu się udało, przepraszam za tak długi okres oczekiwania, ale już wracam <3
Skinęła głową z delikatnym uśmiechem, choć przeczuwała, że nie mógłby jej odmówić. Właściwie rzadko spotykała się z jakąkolwiek odmową, więc gdyby opierał jej się dłużej, na pewno tak szybko by się nie poddała. Naprawdę chciała się przekonać, co skrywa w sobie ten chłopak, a teraz miała ku temu niepowtarzalną okazję.
Jego słowa o talencie, a raczej szczerość, która biła od nich, nieco ją onieśmieliła, przez co nie potrafiła powstrzymać rumieńców wstępujących na swoją twarz. W żadnym razie nie miała zamiaru się popisywać, w końcu to wszystko stało się za sprawą emocji, które przemówiły dzięki oddaniu się grze. Zatracając się w tym, zupełnie nie myślała o zaimponowaniu, więc nie spodziewała się komplementu. Łagodnie wzruszyła ramionami, nie chcąc stracić rezonu, jakby nic takiego się nie stało.
- Gry na fortepianie uczyłam się od dziecka, zależnie od okoliczności zdarza mi się wykonać na prośbę rodziny mały performance. - Najbliższa taka okazja to na pewno będą święta. Spotkanie przy fortepianie po kolacji i wspólne śpiewanie kolęd to była ich tradycja.
- Muzyka jest lekarstwem dla duszy - przyznała cicho. Bez niej nie potrafiła żyć. Mimo że nie pragnęła kariery muzycznej to melodie stanowiły nieodłączny element jej życia. Dzięki nim można było wyrazić swoje uczucia lepiej, niż jakiekolwiek słowa. Wyzwolić ukrywane emocje, zrelaksować się czy poprawić sobie humor. Dziś dokonała właściwie wszystkie z tych rzeczy, jak również udało jej się przerobić złą energię na pozytywną. Ukoiło to ją, przy czym co zaskakujące, nawet nie odczuła negatywnych skutków publiczności, czyli jakiegokolwiek stresu lub niepewności. Zaakceptowała Christophera, czując się przy nim na tyle swobodnie, by sobie pozwolić na odsłonięcie znacznie intymniejszej części siebie. Była mu wdzięczna, że traktował to z szacunkiem i doceniał, nie starając się tego wykorzystać w żaden niewygodny dla niej sposób. Przynajmniej na razie.
Zaintrygował ją wybór piosenki, który płynnie podłapała, delikatnie wodząc palcami po klawiaturze. Wraz z każdym kolejnym taktem okazywało się, że nie tylko ona na tej sali potrafiła oddać emocje w muzyce. Głos Chrisa był bardzo poruszający i nie potrafiła się nadziwić, jak potrafił się z tym ukrywać. Jeszcze nie spotkała się z tak dobrym partnerem do duetu. Chłonęła słowa jak zaczarowana, z równym oddaniem mu akompaniując. Wydawało jej się, że każda nuta łączyła ich niewidzialnymi nićmi. Po zakończeniu piosenki miała wrażenie, że powietrze jakby zgęstniało od nadmiaru emocji, czego również nie potrafiła przerwać jakimkolwiek komentarzem. Zwyczajnie zabrakło jej słów, by mógł jej się nasunąć osąd.
Gdy Christopher na moment opuścił scenę, odetchnęła głęboko i potrząsnęła głową, nie bardzo pojmując, co się działo. Słyszała o tym, że muzyka potrafiła także łączyć ludzi, ale to co odczuwała, było naprawdę niezwykłe. Zamknęła pokrywę i próbując opanować mętlik w głowie, odwróciła się w stronę mężczyzny, który w międzyczasie znalazł gitarę i usadowił się na krzesełku.
- Be my guest - odparła, uśmiechając się z aprobatą i wygodniej oparła się o fortepian. Nie była pewna, czy będzie gotowa na przyjęcie kolejnej takiej dawki uczuć, która ją wręcz obezwładniała, ale z drugiej strony musiała zaspokoić ciekawość.
I tym razem się nie zawiodła, choć ten utwór był o wiele głębszy i bardziej poetycki, co ją o ile to możliwe jeszcze bardziej ujęło. Nagle wszystko stało się takie spersonalizowane i sama odczuwała zaszczyt, że poznawała go od tak osobistej strony. Nie spodziewała się, że dzisiejszy wieczór będzie tak pełen wrażeń, ale na pewno nie żałowała, że zaprosiła tu Chrisa. Doznała tu tak wielu różnych emocji, że granice między nimi same zaczęły się zacierać, wystarczyło dać temu pewien impuls. Nie śmiała pomyśleć, kto mógłby być adresatem tej liryki. Wraz z ostatnimi nutami, które zastygły w ciszy, westchnęła. Tym razem musiała coś powiedzieć.
- To było… niesamowite - wyznała, będąc pod pełnym wrażeniem wykonania. - Nie powinieneś się ukrywać przed całym światem, to taka strata talentu - zarzuciła mu. Z jednej strony była zaszczycona, że należała prawdopodobnie do nielicznych osób, przed którymi się uzewnętrznił i pokazał swój własny utwór, dzięki czemu chciała go mieć tylko dla siebie. Z drugiej strony jednak naprawdę nie rozumiała, czemu pisał tylko do szuflady, nie chcąc spróbować sił w tym, co wykonuje naprawdę dobrze.
- Słyszałam, że całkiem dobrze, lecz nie mnie to oceniać - uśmiechnęła się filuternie. Na jego propozycję na moment się zawahała, ale jego magiczny uśmiech rozwiał wszelkie obawy. - Dobrze, choć muszę postawić jeden warunek - zagryzła wargę, zastanawiając się nad jego reakcją. - Jesteś wirtuozem liryki, w dodatku wspaniale grasz na emocjach. Musisz pokazać światu, co masz do zaoferowania. Nie możesz się tak marnować. I nie mówię tu o ulicznych występach, bo myślę, że zdecydowanie stać Cię na więcej, tylko nie rozumiem, czego się obawiasz - przyznała, wstając i podchodząc do niego, po czym spojrzała na niego z iskierkami w oczach. Nie mogła pozwolić, by jego talent się marnował i musiała podjąć choćby próbę zapalenia w nim tej nadziei. Wyciągnęła do niego rękę. Gdyby tylko chciał, była tu i mogła mu pomóc.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

zakochany w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-11-13, 12:31   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Cieszę się, czekałam :lofki:


Jej słowa o występie sprawiły, że poczuł się mile zaskoczony. Nie powiedział, że piosenka napisana była dla niej, ani tego, że niejeden twór mógłby ujrzeć światło dzienne. Za to posłał jej tylko uśmiech. Christian dobrze czuł się na scenie. Kto wie, może gdyby nie porzucał tej drogi byłby teraz kimś innym? Możliwe, ale nie poznałby Elizabeth. Byłaby pewnie jakaś inna kobieta, ale zapewne tylko dlatego, że mu się w życiu powiodło. Beth zaś mogła go lubić nie za to co miał, ale za to jakim człowiekiem był. To było o wiele cenniejsze.
- Sam nie wiem - odparł w końcu. Pewnie, że fajnie byłoby występować, ale nie narzekał na swoje życie. Potrafił na siebie zarobić i cieszył się z małych sukcesów. Nie potrzebował poklasku, sławy i wianuszka kobiet, które chciałyby mieć swoje pięć minut, pokazując się z nim. Pragnął jedynie miłości, o którą musiał zawalczyć. Wierzył, że nie jest na pozycji straconej, ale był świadom tego, że może nie wygrać tej walki. Mimo wszystko chciał zaryzykować i podjąć się zadania.
- Muzykowanie to raczej hobby, pisanie do szuflady to próba wyrażenia emocji. Każdy ma jakiś sposób na odreagowanie, ja robię coś w ten sposób - o wiele bardziej chciałby o tym powiedzieć, ale nie mógł. Bał się, że straci ją na zawsze, jeśli zrobi jakieś głupstwo. Musiała dać mu coś więcej, jakiś znak, że może działać. Inaczej nie śmiałby nawet się narzucać. Powinien powiedzieć o tym, co jest w jego sercu, ale bał się utraty szansy na jej widywanie. Było jeszcze za wcześnie. Ale kiedyś to zrobi. Jeżeli zostanie odrzucony, wyjedzie w siną dal i tak skończy się historia zakochanego szofera i jego pracodawczyni.
Ucieszył go jednak fakt, że nie odrzuciła propozycji tańca. W innych okolicznościach nie mógłby jej o to poprosić. Ale byli sami i nikt nie patrzył na to z dezaprobatą.
- Chciałabyś mieć życie, nad którym do końca nie panujesz? - zapytał. Równocześnie ujął jej dłoń, zaś druga ręka powędrowała ku biodrze dziewczyny. Zaczęli nieśpiesznie tańczyć w rytm muzyki. Ale Chris nie zrezygnował z rozmowy.
- Kariera wiąże się często z samotnością, napiętym grafikiem i innymi sprawami. Nie powiem, że nie chciałbym zagrać w jakiejś miłej knajpce, ale występy dla większych tłumów mnie nie pociągają. Widzisz, moja twórczość to coś osobistego. A i tak grywam czasem dla innych na ulicy. Od czegoś są covery, prawda? Nie wiem, czy byłbym gotów na odsłonięcie się przed innymi. Tylko wyjątkowe chwile sprawiają, że chcę coś wyrazić piosenką. Występy dla rodziny czy przyjaciół to najlepsze wyjście - zrobił krok do tyłu, po czym okręcił Elizabeth wokoło. Następnie znów przyciągnął ją do siebie. Widząc jej spojrzenie, w końcu się poddał.
- Nie wiem, może i spróbuję się gdzieś wkręcić, ale jest wielu lepszych ode mnie. Łatwo nie będzie - Christian uważał, że poszukiwano raczej młodszych od niego, więc z góry mógł przewidzieć porażkę. Ale to nieistotne. Jego odbiorcą i tak byli ci, na których mu zależało.
- Chciałbym pozostać sobą, robiąc to, co lubię. A tak łatwo nie jest zachować siebie i być wiernym swoim ideałom. Poza tym gdybym rzucił swoją pracę i zaczął muzykować na poważnie, kto by był na twoje wezwanie, co? - oczywiście zażartował sobie trochę. Nigdy nie wypominał jej żadnych momentów, gdy był potrzebny, nawet o późnych godzinach. Z Elizabeth każdy wyjazd był niespodzianką. Zupełnie jak teraz.
Co ciekawe tańczyli sobie, ale nie zauważyli, że piosenka się skończyła. A przynajmniej Baker tak się wczuł, że jakoś mu to umknęło. Najchętniej nie wypuszczałby jej z ramion. Zamknąłby ją w czułym i ciasnym uścisku, mając twarz przy twarzy i chłonąc zapach jej włosów i skóry. Bolało go bardzo to, że poza tymi chwilami, gdy byli sami, musieli się zachowywać poważnie, stwarzając pozory i relację pracodawca-pracownik. Kanadyjczyk chciał być po prostu Chrisem; zwykłym facetem, który podkochuje się w pięknej kobiecie i ma u niej jakieś szanse. Pragnął, by nie wstydziła się go przed światem. Czy nie zasługiwał na to? Czy status majątkowy musiał decydować o wszystkim? W czym był gorszy od bogatych?
Uchwycił jej spojrzenie. Przystanął w końcu, kiedy spostrzegł, że muzyka się skończyła. Jego zamyślenie dobiegło końca. Wracała rzeczywistość.
- Dziękuję za taniec - powiedział cicho, z uczuciem. Nie puścił jej ręki, tylko pocałował jej dłoń. Tak powinien zrobić dżentelmen. Tak zrobił i Chris. Jedno, krótkie muśnięcie wargami, a wyrażało więcej niż słowa. Tego dnia Christian Baker naprawdę zrozumiał, jak bardzo pragnął tej kobiety. Zakochiwał się w niej coraz bardziej. I nie żałował tego, bo miłość była piękna, nawet taka...
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2018-11-14, 00:07   
   Nazywaj mnie: Wera


Niby jego wypowiedź brzmiała zwyczajnie, jednak kobiety potrafiły czytać między wierszami i zajmować się ich analizą. Jego teksty niesamowicie wyrażały emocje, ten zabieg zdecydowanie mu się udał. Musiała mu sprzyjać wena. Tylko dzięki przeżywaniu głębokich uczuć można było stworzyć tak znakomite dzieło. A cóż mógłby chcieć odreagować, jeśli nie coś, co chowa w głębi siebie i przelewa to na papier? Ona dobrze wiedziała, jak to jest coś skrywać. Niektóre rzeczy dobrze było czasem wyrzucić z siebie. Zupełnie nie dała po sobie poznać o swoich przemyśleniach.
- Nie każde takie odreagowywanie można przerobić na coś tak produktywnego - stwierdziła, unosząc brew i uśmiechając się przelotnie. Nie chciała jednak naciskać, ponieważ z drugiej strony dobrze rozumiała, że często osobiste sprawy nie były wygodnym tematem do upublicznienia.
Dotyk jego delikatnych, ciepłych dłoni sprawił, że złagodniała. Chwilę zastanowiła się nad jego pytaniem.
- Zależy, co masz na myśli. Można panować nad chaosem, a równie dobrze życie może uciekać między palcami ułożonego harmonogramu. To oczywiste, że wolałabym być panią swego losu, ale wbrew pozorom nie zawsze można zapanować nad swoim życiem. Czasem wydawać by się mogło, że nawet można mieć coś dopięte na ostatni guzik, a jednak nie wszystko wychodzi zgodnie z planem. - Przykładu nie trzeba było szukać daleko, ponieważ wspominała o samej sobie i jej dzisiejszej porażce na tle zawodowym. To ciekawe, że myśląc o tym w tej chwili wcale nie odczuwała już złości na przeciwnika czy na samą siebie. Moc tego miejsca i Christian zupełnie odwrócił jej uwagę od tych negatywnych emocji. Jakimś sposobem mężczyzna potrafił poprawić jej humor. - Ale też nie można całkowicie zaplanować sobie życia i podążać zgodnie ze schematem. Gdzie w tym miejsce na spontaniczność? Panowanie nad wszystkim jest przereklamowane - odparła zadziornie. Trzeba było przyznać, że sama lawirowała na krawędzi.
- Czyżbyś uznał mnie właśnie za przyjaciółkę? - podłapała z łobuzerskim uśmiechem, nie potrafiąc ugryźć się w język. Dobrze wiedziała, że igrała z losem. - Chyba nie jestem na nią odpowiednim materiałem - powiedziała, przypominając sobie o tym, jakie były początki ich znajomości i jak go traktowała. Nie powinien jej ustanawiać kimś ważnym. Obrót wytrącił ją z zamyślenia, a gdy Christian ponownie przyciągnął ją do siebie, spojrzała mu w oczy. - Doskonale sobie z tym poradzisz. Na początek wystarczyłyby właśnie kameralne występy w knajpce, a potem na spokojnie zobaczyłbyś, w jakim kierunku to pójdzie. Najważniejsze, by sprawiałoby Ci to przyjemność i w dodatku czerpałbyś z tego pewne profity. - To był dobry start, wierzyła, że przekonałby się w końcu, czy to jest miejsce dla niego, a może by coś zaskoczyło?
- Oj tam, zaraz rzucał pracę, może najpierw byś się przekonał, czy to na pewno Twoja bajka, zanim pochopnie postąpisz? - zawtórowała mu śmiechem, ale po chwili spoważniała i rozważyła wszystkie za i przeciw. - A tak poważnie, z wielkim trudem i smutkiem przyjęłabym stratę Ciebie, aczkolwiek mną się nie musisz przejmować, ja sobie poradzę. Najważniejsze byłoby to, że się spełniasz - wyznała szczerze. Życzyła mu jak najlepiej, choć dotarło do niej, że w takiej sytuacji musiałaby sobie zrobić casting i wyszkolić następnego kierowcę do jej usług, a i tak ciężko byłoby go zastąpić.
Elizabeth kiedyś nie zwracała uwagi na osoby, które ułatwiały jej życie, jak kucharz czy szofer. Po prostu ludzie ją otaczający robili swoje za odpowiednią pensję, dając jej to, czego oczekiwała i nigdy nie wnikała w to, co sobie o niej myśleli. Gdy jednak rodzice zatrudnili nowego kierowcę, nie mogła nie zauważyć jego młodzieńczego uroku i optymistycznego nastawienia. Stwarzając pozory obojętności, ukradkiem przyglądała się jego profesjonalnemu podejściu do pracy, wychwytując przy tym jego unikalne cechy. Po czasie również zrozumiała, że był inny od całej reszty mężczyzn, jakich dotychczas poznała. Zawsze miał do niej niezwykłą cierpliwość, choć nie raz zachowywała się chłodno w stosunku do niego, albo go wykorzystywała do swoich niecnych planów. Na początku zastanawiała się, jak długo z nią wytrzyma, ale nic nie było w stanie doprowadzić go do granic. Zaskakiwał ją fakt, że nie krył do niej żadnej urazy i niestrudzenie wykonywał swoje obowiązki. Wtedy dostrzegła jego lojalność i oddanie, co poniekąd zaintrygowało ją bardziej. Przede wszystkim nie traktował jej jak kolejną bogatą dziewczynę do zdobycia czy wzgardzania pod nosem. To odkrycie przystopowało jej zapędy, a kiedy przestała zachowywać się aż tak podle, okazało się, że jego towarzystwo wcale nie było takie złe. Wręcz przeciwnie, za każdym razem odkrywała coraz więcej plusów.
Ostatnio nawet każde spotkanie z Chrisem było odkrywaniem tej części siebie, którą skrywała głęboko przed wszystkimi, nawet przed samą sobą. Może właśnie to tak zaczęło przyciągać ją do tego chłopaka? Pociągała ją ta odrobina niebezpieczeństwa, w jaką do pewnego czasu lubiła się wplątywać. Starała się tym nasycić i poznać bliżej całkiem nową sytuację. Spędzając czas z Christianem notorycznie czuła, jakby wybierała się na nieznane wody. I nie widziała w tym nic złego. Choć może niekoniecznie spodobałoby się to jej najbliższym, jednak w końcu robiła coś dla siebie, a nie według ustanowionych w hierarchii reguł.
Zupełnie straciła poczucie czasu, więc gdy mężczyzna przystanął i podziękował za taniec, Elizabeth wyrwała się z zamyślenia i delikatnie skinęła.
- Ja również dziękuję - odpowiedziała niskim, łagodnym tembrem głosu. Zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen. W tym momencie żadne granice nie miały dla niej znaczenia. Czuła się nadzwyczaj swobodnie, co zdarzało się rzadko ostatnio, zwłaszcza w towarzystwie. Grając, częściowo otworzyła się przed nim, a i tak to zdecydowanie więcej, niż przed kimkolwiek innym od długiego czasu. Starała się nie robić z tego czegoś wielkiego, mimo to czuła, że po opuszczeniu sali ciężko jej będzie powrócić do relacji sprzed godziny. Aczkolwiek budowanie tej całkiem nowej relacji zaczęło się znacznie wcześniej, bo na wybrzeżu postanowiła zaufać mu po raz pierwszy. Mogła mieć tylko nadzieję, że intuicja jej nie zawiedzie.
Nagle drzwi do sali zaskrzypiały i wyjrzał zza nich znajomy wartownik. Muśnięcie ust Chrisa i ciepły oddech jeszcze chwilę utrzymywały się na jej skórze, gdy cofnęła rękę. Delikatnie speszona odchrząknęła i pokiwała głową, gdy ich pospieszył do wyjścia. Na dworze robiło się ciemno i chłodny wiatr przypominał o kalendarzowej jesieni. Naprzeciwko znajdowała się mała restauracyjka fast food, co przypomniało jej o tym, że od lunchu nic nie jadła, a serwowane tu jej ulubione hot dogi przypominały jej o dzieciństwie.
- Tym razem ja stawiam - powiedziała i spojrzała na niego wzrokiem nie przyjmującym odmowy. Wcale nie musieli jeść na miejscu, równie dobrze mogli wziąć jedzenie na wynos.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

zakochany w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-11-16, 14:35   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Chris mógł powiedzieć tylko jedno:
- Na wszystko masz odpowiedź. Podoba mi się to - uśmiechnął się. - Cóż, nie powiem 'nie' i zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie. Jeśli nie będę zadowolony, zostawię to za sobą i wrócę do starego życia, które nie jest wcale takie złe - w gruncie rzeczy był zadowolony z tego, co miał. Ale dawne marzenia i cele też czasami dawały o sobie znać. Pewnie dlatego chodził z gitarą do parku, czy na nabrzeże i grywał dla innych. Także uświetniał występami spotkania rodzinne. Ale rodzina Bakerów była bardzo żywiołowa i lubiła zabawę. Chris robił to chętnie, ale występy na poważnie, to stara bajka, która się nigdy nie ziściła. A oprócz gry na gitarze umiał też porządnie walić w perkusję. Tylko z tym było gorzej, bo rzadko na niej grywał. Za to gitara była jego najlepszą przyjaciółką.
- No wiesz, mam mało wolnych chwil i przez cały dzień jestem pod telefonem, byłoby ciężko dograć wszystko, mój dzień wolny jest ruchomy, ale jeśli udałoby się skrócić godziny pracy w weekendy, to może by coś z tego było - on nie chciał rzucać pracy, ale jeśli by się coś udało i potrzebowałby czasu na ćwiczenia i dopieszczanie piosenek, to musiałby mieć mniej obowiązków. Tyle, że on naprawdę lubił siedzieć za kierownicą.
Wiedział, że ona dałaby sobie radę. Za to on nie bardzo. Była nie tylko w jego myślach, ale i w sercu i cieszył się każdą ukradzioną chwilą, którą razem spędzali. Nawet jeśli jechała na jakieś spotkanie i przez całą drogę się nie odzywała, czuł jej obecność i to było dobre. Mógł jej życzyć miłego dnia, owocnej rozmowy, czy po prostu uśmiechnąć się do niej życzliwie. Mimo iż bywała oschła, czy źle go potraktowała, on nie chował urazy. Wiedział, że jest w niej coś więcej niż to, co pokazywała. I z kolejnym momentem, w którym byli sami, utwierdzał się w przekonaniu, że miał rację.
- Wiesz, masz w sobie coś, czego nie potrafię rozgryźć, ale wiem, że możesz być dobrą przyjaciółką - wrócił do jej słów sprzed chwili. - Chyba po prostu nie każdy w to wierzy, widzi, czy odczuwa cię w ten sposób - on cenił w niej siłę, zdecydowanie, inteligencję, zaradność, ale i delikatność i wrażliwość, jaką przejawiała wtedy, gdy nikt jej nie widział. Nie okazywała słabości, co było bardzo pociągające. Baker kochał w niej wszystko - była po prostu sobą. Chciał częściej wyciągać z niej pewne cechy. Ale musiała mu na to pozwolić.
Kiedy wyszli z budynku, poszli - chyba w dobrych humorach - do knajpki tuż obok.
- Nie będę się kłócić - zapewnił, gdy wspomniała o tym, że sama zapłaci za jedzenie. - Ale mam warunek - powiedział jak najbardziej poważnie.
- Pozwolisz się zabrać w pewne miejsce bez zadawania pytań. Korzystajmy z pogody, póki jeszcze nie jest źle - no właśnie. Zapowiadano śnieg za kilka dni, więc raczej nie będzie już sprzyjających momentów do wycieczek po mieście. A skoro już byli na zewnątrz i mieli czas i dobre humory...
- Nie wiem, czy uda mi się zrealizować plan, ale zaraz się zobaczy - wyciągnął telefon i napisał kilka zdań do kolegi, który mógł mu w czymś pomóc. Czekał chwilę na odpowiedź, ale kumpel zadzwonił i powiedział, że to o czym myśli może zostać zrealizowane. Potrzebowali tylko jakieś pół godzinki czasu.
- Wiem, że masz niedługo urodziny -powiedział do Elizabeth, gdy już zakończył rozmowę telefoniczną.
- Chciałbym ci życzyć wszystkiego, co najlepsze w jakimś fajnym miejscu i skorzystać z chwili, w której masz dla mnie czas. Później nie będziesz go miała - nie dla mnie - pomyślał.
- Zapytasz skąd to wiem? - uprzedził jej pytanie. - Wasza kucharka mi powiedziała - czasem przesiadywał na kawie w ich kuchni, więc co nieco usłyszał. Wiedział też, jakie są jej ulubione kwiaty, ale wielki bukiet otrzyma anonimowo w swoje urodziny (z karteczką z napisem: Uśmiechnij się : ) ).
- Co odpowiesz? - miał nadzieję, że nie odmówi. Ale zrozumie, jeśli skończy się tylko na hot dogach, które mieli zaraz zjeść. Bo i Chris był głodny, więc skorzysta z okazji do napełnienia żołądka.
_________________
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2018-11-25, 21:48   
   Nazywaj mnie: Wera


- Mogę uznać taką odpowiedź - przytaknęła nieco rozbawiona. W zasadzie z jednej strony na pewno czułaby zadowolenie, jeśli rzeczywiście by tak postąpił i pewnie kibicowałaby mu w spełnianiu marzeń. - Wierzę, że każdy ma prawo marzyć i nie bać się sięgać po swoje. Wszystko jest w zasięgu, czasem wystarczy spróbować swoich sił i zwyczajnie nie lękać się konsekwencji. Nawet jeśli, powtarzam, jeśli by nie wyszło to zawsze jest to jakaś przygoda do późniejszego wspominania. - Naprawdę lepiej było spróbować niż pluć sobie w brodę, że tego się nie zrobiło. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, jak głębokie, dwuznaczne słowa to mogły być. Nim wypełniły ciszę, pochwyciła jego kolejne słowa.
- To Cię martwi? Z pewnością dałoby się coś z tym zrobić - uśmiechnęła się tajemniczo. Dla niej problem z małymi zmianami w harmonogramie pracy kierowców wcale nie stanowił problemu. I na pewno nie pozwoliłaby na to, żeby Chris całkowicie stracił pracę. Dopiero na własne życzenie jej rodzina pozwoliłaby mu na odejście, przy tym oczywiście z należytą odprawą. Był dla nich ważny.
Zastanowiła się chwilę nad tym, co powiedział o trudnościach w rozgryzieniu jej. Lubiła roztaczać w sobie aurę tajemniczości, z resztą naprawdę niewielu osobom pozwala się poznać bliżej, więc taki stan rzeczy bardzo jej odpowiadał.
- Wiesz, odkrywając już na początku wszystkie swoje karty, nie ma żadnej zabawy - spojrzała na niego zadziornie, ale zaraz przygryzła wargę, rozważając stosowną odpowiedź. - Nie każdemu pozwalam na ocenianie mnie w ten sposób - odparła ostrożnie, aczkolwiek odważnie wpatrując się w jego oczy. Była bardzo wymagająca względem służby czy nawet znajomych, ale prawdę mówiąc czasem jej serce topniało i łagodniała. Zdarzało się to tylko wśród jej najbliższych, bo tylko dla nich była w stanie poświęcić część siebie i czas. Nieoczekiwanie Chris również dołączył do grona osób, które potrafiły wpłynąć na nią. Tego dnia między innymi dzięki niemu udało jej się odprężyć po ciężkich chwilach w pracy.
- Warunek, powiadasz? - rzuciła nieco rozbawiona. Do tej pory to ona zwykle stawiała warunki. Wyczuła jednak powagę sytuacji i z zaintrygowaniem przysłuchiwała się jego wypowiedzi. Udało mu się ją zaskoczyć i wahała się, co powinna zrobić. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy nie ma w tym żadnej pułapki. Nie sądziła, by chciał ją uprowadzić, wręcz była przekonana, że nie mógłby tego zrobić. Poza tym na samą myśl o nieznanym przeszedł ją dreszcz. Mogła zaoponować, ale jedno jego spojrzenie wystarczyło, by się poddała.
- Jesteś okropny, że tak mnie podpuszczasz - westchnęła ciężko i z udawanym żalem. Postawił ją w sytuacji, której nie mogła kontrolować i z jednej strony delikatnie ją to irytowało, a z drugiej czuła przedziwną ekscytację i otwarcie na nieznane.
Wspomnienie o urodzinach kompletnie zbiło ją z tropu. Z trudem wydukała “Dziękuję”, od tej chwili tym bardziej nie będąc pewną, co Christian kombinował. Kucharka… one to mają długie języki. Gdy mężczyzna zadał ostateczne pytanie, ponownie się zawahała. Niewinny wyraz jego twarzy skłaniał ją do podjęcia tylko jednej decyzji.
- Niech będzie - uśmiechnęła się nieznacznie. Musiała przyznać, że bardzo ją zaintrygował, dzięki czemu udało mu się ją do tego nakłonić. Na pewno wiedział, że lubiła przygody, więc znakomicie ją podszedł. - Najpierw chodźmy coś zjeść. - Dopiero będąc w pełni nasyconym można było podbijać świat.
 
 
Chris Baker


Christian Baker

Prywatny kierowca

zakochany w Elizabeth


32

Wysłany: 2018-11-27, 10:20   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Jenna, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Elizabeth się zgodziła na jego warunek, co też sprawiło mu wielką radość. Improwizował w najlepsze, ale to było fajne i mu się podobało. Nie zawsze zaplanowane działania były tymi, które można uznać za właściwe. Chris od dawna podążał tą drogą i nie było mu w życiu źle. Z resztą nutka spontaniczności zostawiała niezłe pole do popisu.
W planach nie miał niczego złego, przeciwnie. Chciał, by się uśmiechnęła. Szykował coś specjalnego, ale nie wiedział, czy zostanie to dobrze odebrane.
Kiedy zjedli, a zrobili to prawie w milczeniu, wsiedli do samochodu i Chris włączył radio i czasem cicho coś sobie podśpiewywał. Nie mówił nic, co by miało związek z jego niespodzianką. Ale kumpel napisał mu jeszcze jedną wiadomość, zapewniając, że może przyjechać.
- Myślałem o czymś innym, ale niestety nie da się tego zorganizować o tej porze - nie wszędzie miał znajomości. Ale tak to już bywa, gdy się jest prostym człowiekiem, prawda?
- Ale myślę, że to też może ci się spodobać - na realizację kolejnego pomysłu jeszcze przyjdzie pora, a przynajmniej taką miał nadzieję. Wybierze kiedyś dzień, w którym kobieta będzie smutna, zrezygnowana i bez sił. Wtedy sprawi, że się uśmiechnie. Taki miał cel: chciał być jej pocieszeniem.
- Na miejscu będziemy za kilka minut - jechali do mniej zaludnionej części Bostonu, tam, gdzie jest bardziej zielono i można odpocząć od hałasu.
Zaparkował samochód na podwórku u znajomego. Teraz zostało im tylko udać się przez ogród na niewielki pagórek za tymże domem.
Był tam już kolega Chrisa i... teleskop. Pogoda była świetna do obserwacji gwiazd, ale był w tym jakiś cel.
- Zajrzyj na niebo i wybierz sobie jakąś gwiazdę - polecił zapewne dość zaskoczonej wyborem miejsca i czynności Elizabeth. - Tu przynajmniej je widać - no właśnie. Za miastem było można zatracić się w marzeniach i patrzeć w gwiazdy.
- A może jakaś spadnie, wtedy pomyśl życzenie - mrugnął do niej. Pewnie, że nie wierzył w coś takiego, ale... no właśnie, nic nie było bezcelowego w tym wypadzie. I przekona się o tym już niedługo.
Jak się okazało, dobrze, że wybrał ten dzień. Kilka dni później pogoda się popsuła, zrobiło się zimno i spadł śnieg. W dodatku Elizabeth miała wyjechać. Ale Chris zrobił coś, co miało być zapamiętane: nie tylko wysłał jej ulubione kwiaty z podpisem: Uśmiechnij się : ) Do bukieciku dołączył mały rulonik. Po jego rozwinięciu ukazał się tekst z pieczątką autentyczności. Elizabeth dostała od Chrisa gwiazdę. Własną gwiazdę. Jeśli więc mowa o tym, że Chris dałby jej wszystko, nawet gwiazdkę z nieba, tym razem dosłownie tak się stało. Panna Covington miała swój własny punkt na niebie. Teraz ich wizyta za miastem i patrzenie w wieczorne niebo nabrało głębszego sensu.


/zt x2 (i zacznę nową grę jakoś :) )
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Pośród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników czeka na Was moc świątecznych niespodzianek i atrakcji. Udekorowane stoiska kuszą ozdobami i jest w czym przebierać: ozdoby choinkowe, upominki, rękodzieła, zabawki, ręcznie wykonane czapki, szaliki, swetry i wiele innych. Z pozostałych miejsc dochodzą również aromatyczne zapachy, a wśród smakołyków nie może zabraknąć oczywiście grzańca i pierniczków. Lady uginają się pod ciężarem świątecznych przekąsek, bakalii, kołaczy, przypraw, herbaty, słodyczy, nalewek, a to tylko początek tej apetycznej przygody. Czujecie już ten bajecznie świąteczny klimat?
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 6