Poprzedni temat «» Następny temat
Sorellina Restaurant
Autor Wiadomość
BostoŃczyk


BostoŃczyk

Wysłany: 2015-05-29, 13:13   Sorellina Restaurant


Sorellina Restaurant

 
 
Danka Linda
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-14, 15:51   

/ już długo po innych grach

Danka naprawdę nie ma pojęcia co zrobiła źle, że akurat ją Spencer oddelegował do osobistego zapraszania co ważniejszych osobistości na jego brunch. Oczywiście Cohen i inni pracownicy traktowali to jako wyróżnienie, ale nie Danuta - dla niej pozostanie w cieniu i bycie jak najmniej kojarzoną z Vox Populi było najważniejsze - bo przecież w jej pracy ważna jest anonimowość. No przynajmniej Lindzie się tak wydawało. Kiedy dostała pokaźną skrzynkę z zaproszeniami przeglądnęła każde by przekonać się, czy "jego" też musi zaprosić. Oczywiście że już na wierzchu sterczała kartka zaadresowana do wielmożnego pana Warrena Michaelsona. Danka na widok tej koperty siarczyście sobie zaklęła pod nosem i odsunęła kopertę na bok - no jeszcze tego brakowało by Riley się dowiedział kim jest i domyślił co knuje! Wzięła więc kolejną kopertą zaadresowaną do Leonarda Ackermana. Widząc nazwisko sama się do siebie uśmiechnęła bo kilka razy miała mieć przyjemność w rękach jego dzieło i uważała że wcale nie jest na tę książkę za stara. Nie czekając więc długo zadzwoniła do jego menadżerki, prosząc o umówienie ją na spotkanie. Sama wybrała czas i miejsce - padło na Sorellina Restaurant, bo przecież powaga miejsca i sytuacji musiała zostać zachowana.
Danusia dnia, kiedy wypadło spotkanie wbiła się w wyjściową małą-czarną, by godnie reprezentować Cohena i ruszyła swym samochodem w umówione miejsce. Musiała być znacznie przed czasem, bo miała tendencję do spóźniania się a nie wypada by gość czekał. Kiedy dotarła na miejsce, usiadła we wskazanym przez kelnera miejscu, zamówiła dla siebie kawę i oczekiwała swego gościa.
 
 
Leo Ackerman
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-18, 17:38   

/ po modliszce

Leonardo nie spodziewał się, że zostanie zaproszony na restauracji. Po wyjeździe do Szwecji cieszył się z czasu wolnego (czyli siedzenia w domu i nadrabiania Kardashianek), nawet nie dopisał za dużo do swojej nowej książki, ale hej, miał jeszcze czas! Tak mu się wydawało, bo skoro Heather zgodziła się na jakieś spotkanie to na pewno w grafiku miał jeszcze sporo wolnych dni przed sobą. Czym bardziej, że nic z nim nie uzgadniała tylko zadzwoniła z samego rana i poinformowała go, że ma ruszyć tyłek do Sorelliny, a co gorsze nie dała mu nawet odmówić, bo zaraz po przekazaniu informacji się rozłączyła. Ackerman niezbyt zadowolony z tego telefonu następnego dnia pokonał swojego wewnętrznego lenia, ubrał się całkiem przyzwoicie (bo w garnitur) i udał się o wyznaczonej godzinie w miejsce spotkania. Lancaster pokrótce opisała mu z kim konkretnie ma się spotkać, ale oczywiście Leonardo zapomniał cały opis i musiał pytać kelnera gdzie siedzi pani Linda. Myślał, że skoŃczy się na odpowiedzi, ale nie, kelner nalegał, że go odprowadzi, więc nie protestował tylko podążył za młodym mężczyzną do wyznaczonego stołu. Gdy tylko znalazł się przy nim jego lekko zarośniętą twarz wykrzywił szeroki uśmiech, bo primo dziewczyna była ładna, a po drugie jakoś tak dobrze jej z oczu patrzyło i nadal liczył, że to nie będzie kolejne nudne spotkanie.
- Witam - kultura musi być, prawda. I tak był z siebie dumny, że się nie spóźnił, bo zwykle bez ciągłego upominania Heather, że musi się spieszyć spóźniał się i to dobre kilkanaście minut. - Przedstawiłbym się, ale skoro dzwoniła Pani do mojej menadżerki to pewnie doskonale zna Pani moje imię - zażartował zapewne już po całym podaniu sobie ręki (przy czym zapewne jak na dżentelmena przystało pocałował wierzch dłoni Danki). A, no i oczywiście usiadł w koŃcu na wolnym miejscu, bo co tak stać będzie jak kołek, prawda.

/ wiem, że krótko i trochę chaotycznie, przepraszam!
 
 
Danka Linda
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-22, 22:24   

Linda tylko kilka razy spojrzała na wyświetlacz swego telefonu, więc podejrzewam że zbyt długo nie czekała na swego gościa. Poza tym, nawet jeśli miałby zamiar spóźnić się godzinę to jej obowiązkiem jest tu siedzieć i czekać - bo w koŃcu szef jej zaufał i tak jakby jej za to płaci. Zresztą - rzadko kiedy wychodzi do takich ładnych restauracji - zazwyczaj koŃczy się na jedzeniu w pudełku albo na kawie na wynos. Danka nie jest typem człowieka który ma czas siedzieć i pić kawusię czy degustować potrawy - jej tryb życia jest tak napięty, że ledwo zdąży iść siku. A w przypadku kobiet czas przeznaczony na toaletę jest częstszy niż u mężczyzn. Ja nie wiem gdzie ta matka natura popełniła błąd, ale niech już jej będzie.
Kiedy Leo się już pojawił Danka wstała, przy okazji lekko rozprostowując sobie sukienkę. Uśmiechnęła się do mężczyzny szeroko i ochoczo uscisnęła jego dłoŃ.
-Witam, tak tak, doskonale znam pana nazwisko panie Ackerman. Powiem, że książkę też przeczytałam - odparła - Ja za to nazywam się Danuta Linda i jestem wysłanniczką Spencera Cohena - wyjaśniła swoją tożsamość, przy okazji lekko dygając. Trochę ją ciekawiło, czy jej nazwisko spowoduje jakąś reakcję u jej gościa, gdyż ludzie reagowali różnie na nazwisko powiązane ze słynną seksaferą. Niektórzy nawet pytali się jej, czy to czasem nie ona była uczestniczką tychże zdarzeŃ. Po chwili pojawił się przy nich kelner, podając karty. -Na co ma Pan ochotę? - zapytała, rozkładając swoje menu. Oczywiście że do zaproszeŃ dołączona była solidna kwota na ugoszczenie zapraszanych, więc Danka też miała zamiar sobie dzisiaj godnie pojeść.
 
 
Leo Ackerman
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-25, 16:17   

Leonardo podziwiał takich ludzi. Był cierpliwy, ale chyba nie wytrzymałby czekania na jakiegoś palanta, który się spóźnia godzinę. Ot, podczas spotkaŃ biznesowych grunt to być punktualnym i pokazać, że się szanuje drugą osobę, nie? Tak przynajmniej uczy Helena z Żon Hollywood. Ackerman może i czasami się spóźniał, ale nigdy nie przekraczało to spóźnienie kilku minut, a potem za nie kulturalnie przepraszał. Na szczęście odkąd zaczął pracować z Heather nie zdarzało mu się przychodzić nie na czas, nie wspominając już o zapominaniu terminów czy nawet urodzin członków własnej rodziny - Lancaster mu pomagała ze wszystkich i chwała jej za to. Gdyby nie ona to pewnie nie dotarłby na dzisiejsze spotkanie!
- Co Pani czytała? Przygody Dinozaura? - zapytał rozbawiony w kwestii przeczytanej książki. Ot, zwykle i dorośli i dzieci najlepiej znali go z właśnie tej serii. - Cohena? - rzucił prędzej do siebie niż do niej. - Miło mi Panią poznać - dodał jeszcze zanim usiadł przy stoliku. O aferze słyszał, ale uważał, że to nie jest temat do rozmowy w restauracji, ba, to w ogóle nie była jego sprawa, także nie wypadało nawet o tym wspomnieć. Tak czy siak, przyjął kartę od kelnera i szybko przeskanował zapisane w niej potrawy. - Nie jestem wybredny, także ja poproszę cokolwiek mi pan zaproponuje - uśmiechnął się do kelnera, który zapewne zaraz wymienił jakieś dania dnia. - No to brzmi świetnie, to ja to poproszę, a do picia zieloną herbatę. A Pani co zamawia? - pytał z czystej ciekawości. Szczerze powiedziawszy Leonardo i tak planował zapłacić za siebie, dziwnie by się czuł pozwalając Dance płacić za całe jedzenie.
 
 
Danka Linda
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-29, 20:06   

Niestety, praca dziennikarza wymaga wyćwiczenia w sobie pewnych cech. Danka żyje w ciągłym biegu i wiecznie brak jej czasu - ale kiedy na czymś jej zależy, albo musi wykonać polecenie przełożonego to musi uzbroić się w cierpliwość - chociaż ma świadomość, że w danym czasie mogłaby na przykład skoŃczyć poprawiać artykuł na przyszły tydzieŃ. Tak, ona była tym typem człowieka, który wiecznie robił coś do przodu - zaczynam się obawiać dnia, kiedy się okaże że wyczerpała limit na przyszłe 2 lata i szef nie ma jej nic do zaoferowania - wtedy chyba z nudów zacznie strugać ołówki w biurze. Ten typ człowieka już tak ma - jak nie robi nic, to umiera.
Na szczęście Leo nie dał na siebie zbyt dlugo czekać. przez co zaplusował w oczach Danki. Słyszała o nim wiele, ale dopiero teraz miała okazję go poznać i pobyć z nim trochę sam na sam. Jak widać nawet wielkie gwiazdy zachowują się całkiem normalnie, chociaż Danka w swym krótkim żywocie miała przyjemność poznać kilka "gwiazd" przez duże G i duże ego, chociaż były mniej znane od Ackermana. No ale są ludzie i taborety. I czasem nawet klamki.
Danka roześmiała się uroczo. -Tak, i naprawdę nie żartuję! Przeczytałam i powiem Panu, że czekam na kolejne części. Mimo tego, że mam już trochę lat - tu trochę wywróciła oczetami, bo przecież kobietom się wieku nie wypomina -to gdy mam chandrę często wracam do przygód dinozaura. - odparła zgodnie z prawdą. Oj w jej biblioteczce mieszczą się dziwne rzeczy i naprawdę można tam znaleźć wszystko (poza 50 twarzami i serią o przystojnym Wampirze). A niektóre rzeczy nawet w kilku egzemplarzach i w kilku językach - to nic, ze nie zna włoskiego ale okładka Władcy Pierścieni we włoskim wydaniu jest taka ładna? Ostatnio upycha też pod łóżkiem kolejne wydania "Skandali minionej dekady" gdzie cały rozdział poświęcony jest jej rodzinie - Danka wmawia sobie, ze jak wykupi cały nakład to ludziom się nie przypomni. No cóż, niektórzy wierzą w świętego Mikołaja.
-Tak, Spencer Cohen właściciel Boston News. Był Pan kiedyś u nas w jednym z programów - wyjaśniła po krótce tożsamość swego szefa. Dziennikarze z VP często wędrowali do Telewizji i na odwrót - przecież wszyscy tam są jedną wielką rodziną.
Danka także zamówiła dla siebie jakieś tam danie dnia (nie chce mi się wyszukiwać jakichś wykwintnych homarów w sosie pieczarkowym). -I to do tego jeszcze poproszę podwójne espresso. Czeka mnie dziś długi dzieŃ, a dzieŃ bez kawy to dzieŃ stracony - odrzekła Linda z uśmiechem i oddała kelnerowi kartę.
-To skoro jedzenie zamówione, to pozwolę sobie przejść do częsci oficjalnej - odparła, siegając do torebki za zaproszeniem, które następnie położyła przed Ackermanem. - W imieniu Spencera Cohena i całej ekipy The Boston News mam zaszczyt zaprosić Pana na brunch z okazji Święta Dziękczynienia - wyrecytowała piękną formułkę, uśmiechajac się przy tym ciepło. -Tak między nami - - Danusia ściszyła głos i pochyliła się nieco konspiracyjnie nad stołem - to proszę coś zjeść przed przyjściem, bo na tym brunchu to się Pan nie naje - wyszeptała, po czym puściła mu oczko i wyprostowała się.
 
 
Santa Claus


santa claus

Wysłany: 2016-02-12, 00:21   


Zajęcia z degustacji wina i czekolady!




Zwykła restauracja, zwykła kolacja… to za mało? Chcesz czegoś więcej? Udaj się do Sorellina Restaurant - przytulna atmosfera jaka panuje w lokalu idealnie nadaje się na kolację we dwoje. Nim jednak zasiądziecie do stolika możecie wziąć udział w zajęciach z degustacji wina i czekolady. Dla każdej pary przewidywane są upominki w postaci wina i czekoladek.





 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

krupier | samotny ojciec

you taught me how to love


32

Wysłany: 2018-09-25, 22:56   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


/przed Maeve

Momentami Arthur nie dowierzał, jak dobrze zaczęło mu się życie układać. Przez ponad trzydzieści lat swojego życia trochę jednak przeszedł, a od jakiegoś czasu wszystko było aż... za dobrze. Oczywiście, wcale mu się w dupie od tego nie przewracało (choć pewnie jego siostra powiedziałaby, że owszem) i bardzo chciał, aby dalej było tak dobrze, ale jak wiadomo, na pewno rzeczy nie ma się zbyt dużego wpływu. Przynajmniej się starał, tak? Właśnie dlatego dzisiejszego wieczoru wylądowali tutaj. Arthur oddał Angelinę pod opiekę Babci Norrington (znowu), zorganizował sobie wolny wieczór i następny dzieŃ, zarezerwował stolik dla dwóch, a potem odpicował się w jakąś koszulę i marynarkę, w której wyglądał, zdaje się, całkiem seksownie. Zaprosił Laylę na kolację, i to zresztą nie byle jaką. Może nie trafił idealnie w datę, bo przecież mieli pracę i inne swoje sprawy, ale to chyba nie było istotne, skoro świętowali drugą rocznicę ich związku, prawda? Nie znajomości, ale związku, i choć Woodhouse słyszał, że w takich dniach warto wracać w miejsca, w których się poznało ale gdzie całe te ważne sprawy się stały, to chyba on wolał postawić na elegancką kolację, niż na zoo albo jakiś bar. Do baru czy zoo chodzili przecież w innych okolicznościach, to znaczy, do barów nie chodzili już prawie wcale, bo życie, a do zoo zawsze warto było zabrać jego córkę, bo chyba miała z tego największą frajdę. Teraz jednak miało być inaczej.
Tego wieczora był prawdziwym dżentelmenem, chociaż na co dzieŃ też nie można mu było tego odmówić, więc zabrał ją taksówką do restauracji (niestety, na limuzynę nie mógł sobie jednak pozwolić, ale może nie warto też było przesadzać), a już wkrótce siedzieli przy tym swoim stoliku, pałaszowali smaczne i nie aż takie tanie dania, kosztowali wino, a Arthur nie mógł przestać wpatrywać się z uśmiechem w blondynkę. Była tu z nim, po takim czasie i po rzeczach, które razem przeżyli, i skradła jego serce tak bardzo, że nawet nie wiedział, co miałby jej teraz powiedzieć. Rozmawianie o błahych rzeczach i codzienności wydawało mu się niestosowne. Uśmiechał się więc tylko i milczał, i to mogło być trochę creepy, ale co miał poradzić na to, że naprawdę cieszył się, że są tu teraz? To miał być ich wieczór, idealny, i Arthur zamierzał doprowadzić ten plan do skutku.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

początkująca dziennikarka

arthurowe dziewczę


25

Wysłany: 2018-09-30, 16:43   
   Multikonta: Jeremy
   Nazywaj mnie: Izabela
   Urlop: Obecna


Layla pojęcia nie miala gdzie podziały się te dwa lata, ale te jednak minęły i to strasznie szybko. Zazwyczaj miała dobrą pamięć do dat, ale kiedy ta szczególna data się zbliżała we łbie nie mieściło jej się, że nie zauwazyła, że to już dwa lata. Wszystko tak dobrze się układało, że blondynka sama sobie nie dowierzała w tym szczęściu, a jej podświadomość wciąż wypatrywała jakiś katastrof. Nie mogła tego powstrzymać choć chodziła parę metrów na ziemią. Kolacja w eleganckiej restauracji wydawała się być idealnym pomysłem. Prezent dla Arthura schowany w torebce Layli, czekał na odpowiedni moment, a ona sama mimo wszystko troszeczkę się denerwowała. Miała tylko nadzieje, że nie dawała po sobie tego poznać.
Mimo to w tej restauracji promieniała szczęściem. To był pierwszy wieczór od dawna, kiedy żadne nie musiało się skupiać na pracy czy na dziecku, które wymagało coraz więcej uwagi. Mogli za to skupić się tylko i wyłącznie na sobie. Te błahe tematy dyskusji były dziwne, a uśmiech Arthura... No własnie.
Odstawiła kieliszek z winem na stolik wciąż się uśmiechając.
- Gdybym cię nie znała, to pomyślałabym, że siedzisz na bombie - oznajmiła jednocześnie odgarniając samotny lok włosów z twarzy - Ale i tak chce ci podziękować za tą kolację
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

krupier | samotny ojciec

you taught me how to love


32

Wysłany: 2018-10-27, 19:45   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


przepraszamprzepraszamprzepraszam

- Przecież nie masz za co dziękować. Wszędzie bym cię zabrał, gdzie byś tylko chciała - i choć nie był pewien, czy Layla chciała akurat tego, to właściwie wystarczyło jedno jej słowo, by wyjść i zaszyć się gdzieś indziej. Miał jednak nadzieję, że jej się podobało, trochę nad tym myślał, jak to wszystko zorganizować. Kiedy ją poznawał, to nawet nie wiedział, czym są takie uczucia i wówczas nigdy by nie pomyślał, że mógłby kogoś takimi obdarzyć, że w ogóle byłby do tego zdolny. A tu proszę, jak go wyprowadziła z błędu. Przez dwa lata tworzyli sobie taką małą rodzinkę. Opieka nad dzieckiem, coraz starszym, była ciążącym obowiązkiem, więc czasami przydawał im się taki wieczór wytchnienia, ale sprawiał im też mnóstwo radości... no, przynajmniej Arthurowi, chociaż on może spędzał z małą ledwie połowę swojego czasu, bo prawie utrzymywał cała ich trójkę, ale wciąż wydawało mu się, że jego Angelina jest najwspanialszym stworzeniem świata i oddałby za nią wszystko. I to nawet nie tak, że uważał tę ich rodzinkę za niekompletną - wcale nie. Nie był typem, które potrzebował wielkich deklaracji czy papierowych świstków, nigdy. Jeśli coś czuł i w coś wierzył, to mu to wystarczało. I choć niektórzy twierdzili, że z babami jest inaczej, to też nie o to mu chodziło. Wydawało mu się, że ślub to pewien symbol, i... i właściwie to sam nie do końca wiedział, co go do tego popchnęło, ale tak się jednak stało i chyba już nawet nie chciał się nad tym dłużej zastanawiać. Jakiś czas temu jego siostra bliźniaczka odciągała go od tego pomysłu, więc Arthur odsunął go w czasie, ale teraz Piggy nie suszyła mu głowy (bo pewnie nic jej nie powiedział), a zamiast tego wybrał się na poszukiwania pierścionka, który teraz bezpiecznie leżał w wewnętrznej kieszonce jego marynarki, i który już za chwilę miał ujrzeć światło dzienne. - To ja ci powinienem podziękować. Tyle czasu, nigdy nie myślałem, że ktoś ze mną tyle wytrzyma - zaśmiał się lekko i potrząsnął głową. Opuścił ją na chwilę, wbijając wzrok w swój niemal pusty już talerz. Mnóstwo rzeczy jej chciał jeszcze powiedzieć, ale wydawały mu się takie patetyczne, albo zwyczajnie nieodpowiednie, i choć pewnie układał sobie tę sytuację w głowie już po kilka razy, to jak wiadomo, w odpowiedniej chwili to nigdy nie wychodzi tak, jak by się chciało. I wszystkiego się zapomina. I wszystko wydaje się być nie takie. W końcu Arthur postanowił nie mówić już nic, żadnego sflaczałego wstępu, a po prostu wstał, by obejść stolik i uklęknąć zaraz obok Layli. Nie mogłoby się obejść bez jakiegoś fakapu, więc przy okazji trącił łokciem jej widelec, który spadł z brzękiem na podłogę. Arthur zaraz go podniósł, kładąc gdzieś na serwetce, jego twarz przybrała już piękny, rumiany kolor, i poczuł, że robi mu się gorąco od stóp do głów. Wyjął jednak pudełeczko, otworzył je i wystawił w stronę blondynki. Potrzebował chwili, by się zmusić do powiedzenia czegoś - w gale urosła mu wielka gula i z początku jakby stracił głos. W końcu jednak wydukał - wyjdziesz za mnie? - i z ogromną niecierpliwością wpatrywał się w swoją dziewczynę. Wiele stresujących sytuacji w życiu przeżył, ale ta była chyba jedną z większych. Pewnie mógłby ją porównać do tych momentów, kiedy wyszło wielkie zamieszanie z dzieckiem, albo kiedy rodzice jego najlepszego przyjaciela oskarżali go o jego śmierć. Kto by pomyślał, że pod pewnymi względami takie przykre rzeczy mogą stać niemal na równi z czymś tak pięknym. No cóż, Layla - teraz Twój ruch.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

początkująca dziennikarka

arthurowe dziewczę


25

Wysłany: 2018-10-30, 19:17   
   Multikonta: Jeremy
   Nazywaj mnie: Izabela
   Urlop: Obecna


nie ma za co ;)

- Cicho bądź i przyjmuj wyrazy wdzięczności
Uśmiechnęła sie i sięgnęła po kieliszek by upił łyczek wina.
Serio, te dwa lata zleciały nie wiadomo kiedy. Z jednej strony tyle się działo, nie zawsze dobrych rzeczy, a z drugiej, miłość, która kwitła w najlepsze. Arthur i Angie to najlepsze co mogło się w laylowym życiu przytrafić.
Teraz na szczęście, kiedy zaczęła już pracę, i ona mogła się przyłożyć jakąś cegiełką do tej ich małej rodziny. Nie były to niewadomo jak duże pieniadzę bo przecież pracę dopiero zaczęła, ale do rachunków się dokładała. Wreszcie.
Ich rodzina była, jaka była i serio, Layla nie potrzebowała papierków na to by to potwierdzić. Nie to żeby uważała małżeństwo za coś złego tylko dlatego, że miała przyklad w postaci swoich rodziców bo przecież widziała całą masę par, którym świetnie się wiodło. Po prostu dla niej sprawa była prosta. Kochała, była kochana i tyle.
- To dlatego, że masz zimne stopy. Ktoś już ci to mówił? - parsknęła śmiechem widząc jego minę. Starała się go jakoś rozbawić bo wyglądał, jakby faktycznie na tej bombie siedział - Co jest?
Zdziwiona odłożyła widelec bo jego zachowanie było tak nie arthurowe, że zacżęła się niepokoić. Nawet do głowy nie przyszło jej to, że się chciał oświadczyć i nawet kiedy wstal nie kumała. Dopiero kiedy ukląkł, serce jej stanęło, a potem tak głośno i mocno zaczęło bić, że tylko je słyszała.
Patrzyła jak zaczarowana na pierścionek bo nie spodziewała się, że jedno pytanie, jakże konkretne może wzbudzić w niej tyle radości, niepohamowanej niczym niezmąconej radości. Milczała chyba trochę za długo, ale i jej gardło się zacisnęło, więc energicznie pokiwała głową
- Tak - udało jej się wreszcie wydusić to jedno słowo. Nie mogła udzielić innej odpowiedzi. Po prostu nie mogła, najłatwiejsze "tak", jakie w życiu powiedziała.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

krupier | samotny ojciec

you taught me how to love


32

Wysłany: 2018-11-23, 23:19   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Mogłoby się zdawać, że dwa lata to wcale nie tak długo, ale faktycznie, trochę już przecież razem przeżyli. Tak dobrych, jak i złych rzeczy, ale te nie tylko ich od siebie nie oddaliły, a wręcz sprawiły, że jeszcze bardziej chcieli się troszczyć o siebie nawzajem i że tylko bardziej się do siebie zbliżali. Arthurowy wypadek przy pracy, śmierć sióstr Layli, czy choćby wizyta jej matki. Zdarzyło się też kilka innych, mniej istotnych sytuacji, ale po części z nich musieli podnosić się trochę dłużej. Najważniejsze jednak, że udało im się i teraz mogli tu siedzieć, we dwójkę, uśmiechnięci i pełni miłości do siebie nawzajem. No i do małej istotki, której dziś tu z nimi nie było, ale przecież wciąż tkwiła w ich głowach.
Temat zimnych stóp poruszy pewnie kiedy indziej, jak już sobie przypomni, o ile to w ogóle nastąpi. Teraz to do niego niemal nie docierało, no i serio, było najmniej istotne ze wszystkiego. To, co miał do zrobienia, to klęknąć i zadać pytanie, wydawałoby się - tak proste, a jednak jedno z trudniejszych w jego życiu, huh. (Jeszcze nie wiedział, co oznaczało wypytywanie nastolatki o chłopaków, seks i dojrzewanie.)
Milczenie Layli wcale mu się nie podobało, miał wrażenie, ze nie oznacza niczego dobrego, ale w końcu się zgodziła i mało brakowało, a Arthur odetchnąłby z ulgą. Nie zrobił tego jednak, uśmiechnął się tylko szeroko, przysunął trochę bliżej niej, wciąż nie podnosząc się z kolan i sięgnął po jej dłoń. Skoro już wszystko jasne i klarowne, to chyba mógł założyć jej ten pierścionek, tak? Trochę się na niego wykosztował, pewnie podkradał jej biżuterię, by ktoś pomógł mu się zorientować w rozmiarze, no i spędził mnóstwo czasu na wyborze, ale miał to już za sobą - teraz efekt mógł widnieć na jej dłoni.
Wsunął pierścionek ostrożnie, by o nic nie zahaczyć i by nie zrobić blondynce krzywdy. Pewnie i tak nie leżał idealnie, ale to się nadrobi później. Teraz najważniejsze było to, że mógł tam tkwić. No a Arthur w końcu mógł podnieść się z klęku i wrócić na swoje miejsce. Nie było jak w filmach - nikt nie kibicował, pozostali goście nie bili brawo, właściwie nikt specjalnie się nimi nie zainteresował, ale przynajmniej dla niego było to niesamowite i podniosłe przeżycie. I pełne nerwów. Teraz, sam nie wiedział, czy ze szczęścia czy dlatego, bo było już po wszystkim, do jego oczu napłynęły łzy, ale mimo tego on nie mógł przestać się uśmiechać. Patrzył tak na Laylę, która już nie była jego dziewczyną, ale narzeczoną, i znów (wciąż?) nie wiedział, co powiedzieć. Mógłby tak patrzeć na nią w nieskończoność. No i naprawdę, chyba nie ma odpowiednich słów na taką okazję. On przynajmniej ich nie znał.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

początkująca dziennikarka

arthurowe dziewczę


25

Wysłany: 2018-12-03, 17:52   
   Multikonta: Jeremy
   Nazywaj mnie: Izabela
   Urlop: Obecna


Czasami te najgorsze wydarzenia w ludzkim życiu potrafią ludzi oddalić, ale Arthura i Layle wzmoniły, a już na pewno wzmocniły ich związek. Dawali sobie wzajemne wsparcie i wszystko inne. Razem się śmiali, milczeli i tak dalej i jakoś udało im się stworzyć z tego chaosu związek oparty na szczerym uczuciu. Trochę to było zaskakujące.
Blondynka wlepiła oczka w pierścionek, który Arthur wsuwał na jej drżący palec. Oczywiście nie pasował idealnie. Był lekko za duży, ale wszystko się przecież da naprawić. Dla Layli był najpiękniejszy na świecie i w ogóle nie było tematu. Przełknęła ślinę zdając sobie sprawę, że gardło ma wysuszone na wiór. Naprawdę, zaskoczył ją jak diabli. Przez myśl jej nie przeszło, że ten wieczór może się tak zakończyć.
Kiedy Arthur usiadł na krześle spojrzała na niego wilgotnymi oczami i pochyliła się nad stołem, chwyciła go za krawat (bo pewnie jakiś tam miał) i przyciągnęła go by go pocałować. Grzeczny pocałunek to to wcale nie był. Obiecywał, ze ciąg dalszy nastąpi jak już będą w domu sami, ale Layla przelała w niego wszystkie te emocje, które się w niej nagromadziły. Puściła go po chwili i usiadła na krześle jak gdyby nigdy nic.
- Potrafisz człowieka zaskoczyć - powiedziała cicho sięgając po kieliszek wina.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Pośród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników czeka na Was moc świątecznych niespodzianek i atrakcji. Udekorowane stoiska kuszą ozdobami i jest w czym przebierać: ozdoby choinkowe, upominki, rękodzieła, zabawki, ręcznie wykonane czapki, szaliki, swetry i wiele innych. Z pozostałych miejsc dochodzą również aromatyczne zapachy, a wśród smakołyków nie może zabraknąć oczywiście grzańca i pierniczków. Lady uginają się pod ciężarem świątecznych przekąsek, bakalii, kołaczy, przypraw, herbaty, słodyczy, nalewek, a to tylko początek tej apetycznej przygody. Czujecie już ten bajecznie świąteczny klimat?
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7