Poprzedni temat «» Następny temat
Salon sukni ślubnych
Autor Wiadomość
BostoŃczyk


BostoŃczyk

Wysłany: 2015-05-29, 13:58   Salon sukni ślubnych


salon sukni ślubnych
 
 
Alexander Lancaster


Alexander lancaster

Ambitny ARCHITEKT i

przyszły pan młody


34

Wysłany: 2018-08-15, 10:23   
   Multikonta: jc jf
   Nazywaj mnie: kejt


Alexander nigdy by nie pomyślał, że ślub może być taki trudny. A dokładnie sama część organizowania go. Ojciec w rozmowie telefonicznej, przed przyjazdem, wtrącił, że z matką wszystko załatwią, jednakże Vanessa wtrąciła, że to akurat para młoda powinna mieć na wszystko wgląd. A z racji pięknego uśmiechu nikt nie miał "ale" i Lancaster został wkopany do codziennego łażenia po jakiś salonach i miejscach. A przecież Boston miał być jego miejscem do odpoczynku i odstresowania, a ten ślub coraz bardziej działał mu na nerwy. W pewnym momencie miał tak dość, że rozważał zerwanie zaręczyn, ale ojciec chyba wyrzuciłby go z domu na zbity pysk, a raczej tego nie chciał.
I ten dzieŃ wcale nie był inny - stał o dziewiątej, zjadł śniadanie, wysłuchał porannych narzekaŃ matki, która zawsze musi zacząć jakiś temat, gdy pakuje wszystkie potrzebne rzeczy do pracy, przywitał się z ojcem, dowiedział się co dziś będzie robić i głośno zaklął, aż dostał skarcony przez przyszłą żonę. Wow, przyszła żona. Mówiąc to, czy myśląc o tym, nie czuł takich motyli w brzuchu jak trzynaście lat temu, gdy myślał, że jego żoną będzie Ste-. Nieważne. Umówił się z Vanessą, że ta spotka się z organizatorką ich ślubu i pójdzie z nią na przymiarki, dogadując jakieś głupoty, a Alexander pojedzie z ojcem do firmy, by załatwić jakieś ważne sprawy i dołączy do nich. Tak też zrobił, dopisując kolejne minusy tego dnia, wręcz wściekając się nie mogąc znaleźć żadnego wolnego miejsca na parkingu. Ostatecznie zaparkował ulicę dalej i zrobił sobie krótki spacerek do Rafanelli Events, gdzie podobno była jego narzeczona. Po widoku budynku już był pewien, że się zgubi i będzie musiał pytać ludzi o drogę. Po dziesięciu minutach błądzenia po korytarzach, wszedł do jasnego pomieszczenia wypełnionego sukienkami, które w jego oczach wyglądały identycznie.
- Hej kochanie, tutaj! - Dobiegł go krzyk, na który lekko się skrzywił, ale zaraz uśmiechnął, by nie dać po sobie tego poznać. Vanessa była denerwująca, cholernie, i rozpieszczona, ale była też wyjątkowa w jego oczach. Ona i jej konto. Zresztą, nie chciał zrezygnować z tego, co już jest.
- Myślałem, że nie znajdę Cię. - Westchnął i pocałował ją w policzek, zaraz przyglądając się do sukni, której paradowała. - Już wybrałaś? - spytał ostrożnie, nie wiedząc, czy nagle nie krzyknie na niego, że jest ignorantem bo przecież pokazywała mu jakieś sukienki w domu, ale nie zwracał większej uwagi.
- Tę, co Ci pokazywałam na zdjęciu. - A nie mówiłem.. -Ale Stella mi pomaga i właśnie czekam by oceniła tę którą mam na sobie. Wyszła za telefonem i jeszcze nie wróciła, nie widziałeś jej na zewnątrz?
 
 
Stella Rosenberg


Stella Rosenberg

organizuję śluby

i matkuję nastolatce


32

Wysłany: 2018-08-15, 11:56   

-1-

To miał być dzieŃ jak co dzieŃ.
Stella obudziła się ze względnie dobrym humorem. Zrobiła śniadanie dla siebie i córki, które zjadły razem, oglądając jakiś program w telewizji. Całe szczęście Stella nie musiała się śpieszyć do pracy, z racji ruchomych godzin roboczych. Jej praca była o tyle fajna, że obejmowała nie tylko spotkania z klientami, o bardzo ludzkich porach, a nie przykładowo w takim środku nocy, zwanym potocznie szóstą rano. To jeszcze, część jej obowiązków spokojnie mogła wykonywać z domu. Zbierała bowiem wcześniej wywiady z parą młodą, lub samą panną młodą, w zależności od tego, kto w jakim stopniu chciał być w ślub zaangażowany, a potem szukała odpowiednich miejsc, ludzi lub rzeczy w internecie, lub dowiadywała się od zaznajomionych już osób konkretnie o wykonanie danych usług. Pracowanie w firmie zajmującej się stricte organizacją różnego rodzaju eventów zdecydowanie miało swoje plusy, bo baza współpracujących firm i osób była naprawdę imponująca i znacznie ułatwiała jej robotę.
Tego dnia, na początek czekało ją spotkanie w salonie sukien ślubnych z jej najnowszą klientką, Vanessą. Pierwszy raz zdarzyło jej się, że ktoś nawiązał z nią współpracę przez telefon, ale niedługo po tym, kobieta pojawiła się w Bostonie. Nie zdążyła jeszcze poznać pana młodego, ale z tego co mówiła jej przyszła panna młoda, był bardzo zapracowany, więc jej to nie dziwiło. Pojawiła się na miejscu trochę wcześniej i przygotowała kilka modeli, które mogłyby spodobać się Vanessie, bo były w podobnym stylu, który wcześniej zdążyła jej już pokazać. Akurat była w trakcie czekania na jej wyjście z przymierzalni, gdy dostała pilny telefon od szefa, więc na chwilę przeprosiła klientkę i udała się do gabinetu szefa. Spędziła tam dobre dziesięć minut, ale wreszcie wracała już do salonu, gdy ujrzała, że przyszła panna młoda nie jest już sama. Pewnie narzeczony - pomyślała, podchodząc bliżej. Stanęła zszokowana, gdy mężczyzna odwrócił się w jej kierunku, zapewne gdy Vanessa pouczyła go, że ona już podchodzi i zobaczyła z kim przyjdzie jej mieć do czynienia. Alexander...? To nie mógł być on. Tylko nie on... Przez chwilę nie mogła wydusić z siebie ani słowa, co wyglądało zapewne na zamyślenie. Przynajmniej taką miała nadzieję. Gdy jednak Vanessa odezwała się do niej po raz kolejny, szybko odgoniła od siebie wspomnienia.
- Wyglądasz świetnie - rzuciła, maskując wcześniejsze zaskoczenie spotkaniem byłego faceta. - A to pewnie narzeczony? - zagadnęła, siląc się na neutralny głos. - Stella, miło mi - wyciągnęła do niego rękę. Nie miała zamiaru robić scen przy klientce, bo Rafanelli chyba by ją zabił, gdyby stracili to zlecenie. Byli zbyt bogaci i płacili im zbyt dużo, by firma mogła sobie pozwolić na oddanie komuś tego ślubu. Poza tym, nie miała zamiaru pokazywać Vanessie, że zna jej przyszłego męża, bo gdyby kobieta dowiedziała się, co ich kiedyś łączyło, na sto procent poszukałaby innych organizatorów.
 
 
Alexander Lancaster


Alexander lancaster

Ambitny ARCHITEKT i

przyszły pan młody


34

Wysłany: 2018-08-17, 09:19   
   Multikonta: jc jf
   Nazywaj mnie: kejt


Pokręcił głową, by dać odpowiedź do pytania, że nie widział nigdzie żadnej kobiety. W sumie nie wiedział nawet jak będzie wyglądać, ale nie urywał swojego chwilowego bólu serca po usłyszeniu imienia Stella. Starał się cały czas zapominać, przysiągł sobie, że ułoży sobie życie, bo przecież miłość nie jest wieczna. Zresztą, pewnie to było jakieś głupie, nastoletnie zauroczenie, a nie miłość na całe życie. Powinno to się jakoś rozróżniać, prawda?
- O, już idzie. - Vanessa skinęła głową w kierunku drzwi, a Alexander westchnął i odwrócił się w tym kierunku, by zmierzyć wzrokiem wchodzącą do pomieszczenia kobietę i lekko uniósł brew. Ale zaraz sam siebie skarcił, całkowicie ignorując złe przeczucie. Nie może popsuć wszystkiego ze względu na swoje uczucia, które już dawno przestały się liczyć. Musiał pokazać ojcu, że może załatwić chociaż jedną rzecz, bez psucia interesów i łamania serca.
- I jak wyglądam? - zagadnęła blondynka do nowoprzybyłej, odwracając się w kierunku lustra, by przeprostować sukienkę w okolicy bioder. Alexander jedynie westchnął. - A może lepiej było w tamtej poprzedniej? Cholera, sama nie wiem. A jak, w koŃcu znalazłaś kolor dodatków do sali? Może powinnam mieć jakieś takie akcenty.. Sama nie wiem. - Lancaster wyłączył się w trakcie, mierząc wzrokiem organizatorkę jego ślubu, która nurtowała go niemiłosiernie, ale nie chciał dopuścić do siebie jednej, pewnej myśli. Pewnie ze strachu.
- Alexander, mi również miło - odpowiedział, podając rękę. Uśmiechnął się, zaraz puszczając jej dłoŃ i odwracając się do ukochanej.
- Tak, to ten mój zapracowany narzeczony. Trzeba też będzie poszukać mu garnituru, ale myślę, że będziemy mogli załatwić to później, prawda Stello? To nie zajmie nam dużo czasu, haha, faceci nie zajmują dużo czasu! - Zaśmiała się nadzwyczaj uroczo, można wręcz rzec, że zachichotała i posłała uśmiech w kierunku Stelli.
 
 
Stella Rosenberg


Stella Rosenberg

organizuję śluby

i matkuję nastolatce


32

Wysłany: 2018-08-17, 14:17   

Nie mogła wręcz uwierzyć w swojego pecha. Ze wszystkich miast świata, ba, krajów świata, Alexander Lancaster musiał przyjechać wziąć ślub akurat do Bostonu i wybrać akurat firmę, w której ona pracowała. Choć to raczej zbyt wiele powiedziane, bo jak zdążyła zauważyć, Alex, jak większość facetów, miał gdzieś przygotowania ślubne, wszystko było na głowie jego przyszłej małżonki (i organizatorki), a on sam planował się pewnie tylko pojawić. Typowe. Pewnie gdyby Rafanelli Events należało do niej, mogłaby podrzucić organizację tego wesela komuś innemu, ale że była tylko "zwykłym" pracownikiem, nie chciała przepuścić tego zlecenia. Nie dość, że zapowiadało się huczne wesele, para planowała wydać kupę kasy, to jeszcze prawdopodobnie parę zdjęć z wesela ma szansę trafić do gazety (jak to w wyższych klasach bywa). Stella nie chciałaby oddać tak korzystnego zlecenia którejś z koleżanek, zwłaszcza, że za dobrze wykonaną robotę na pewno dostanie fajną premię. Musiała więc udawać, że nie zna Alexa i jakoś przetrwać te spotkania. To przecież nic trudnego, prawda? Lancaster już nic dla niej nie znaczył, a przynajmniej tak jej się wydawało.
- Hm, w obu wyglądasz świetnie, ale ta powinna wyglądać lepiej na zdjęciach. Decyzja należy do Ciebie, to przede wszystkim Ty powinnaś się w niej dobrze czuć - w koŃcu to nie Stella będzie ją nosiła przez całe wesele, tylko Vanessa. To ona wyjdzie za Alexandra, nie Stella.
- Ostatnio modne są motywy kwiatowe, typu lawenda, czy inny kwiat. A tak poza tym, kolory są zawsze na czasie. Masz może jakiś ulubiony? Panny młode najczęściej decydują się na róż, brudny róż, coś w tych klimatach, ale to jest już takie oklepane, więc myślę, że lepiej byłoby wybrać jakiś oryginalniejszy kolor. Wtedy kwiaty w tym odcieniu, dodatki na sali, typu zdobienia krzeseł, świece... - wyjaśniła, bo taka była jej praca - doradzać i proponować. Ostateczna decyzja i tak należała do Vanessy, bo to jej miało wszystko odpowiadać.
- Innym razem, zdecydowanie - kiwnęła od razu. Dzisiaj i tak była w zbyt wielkim szoku pojawieniem się swojego byłego faceta, by móc się skupić na jego ubieraniu. I patrzeniu się na niego dłużej niż to konieczne. Już teraz miała ochotę uciec, ale musiała dokoŃczyć spotkanie z Vanessą. Bez względu na Alexa. Już miała zaproponować jej jakiś dodatek do sukni, gdy kobieta odebrała telefon, który dzwonił już któryś raz. Jak się okazało, było to chyba coś ważnego, bo przeprosiła, że musi skrócić spotkanie, przebrała się i cała trójka wyszła na zewnątrz. Vanessa pożegnała się ze Stellą, a potem z Alexem i szybko odjechała. Gdy tylko kobieta zniknęła z zasięgu jej wzroku, odjeżdżając tylko jej wiadomo gdzie, Stella od razu utraciła wcześniejszy, dość udawany, uśmiech, bez słowa obróciła się na pięcie i zaczęła iść w kierunku budynku z sukniami ślubnymi. Nie miała zamiaru z nim gadać i udawać, że wszystko było dobrze.
 
 
Alexander Lancaster


Alexander lancaster

Ambitny ARCHITEKT i

przyszły pan młody


34

Wysłany: 2018-08-20, 09:28   
   Multikonta: jc jf
   Nazywaj mnie: kejt


Nie podobała mu się sama idea ślubu, powrotu do Bostonu, bo niefajnie jest wracać na stare śmieci, z których w koŃcu się uciekło, prawda? W koŃcu Lancaster zaczął kojarzyć fakty - gładką dłoŃ, którą mógł przed chwilą poczuć, miły dla ucha głos, który w ogóle się nie zmienił, piękne blond włosy i uroczą twarzyczkę, która jedynie trochę się zestarzała z biegiem czasu, ale była cały czas tak samo czarująca. I zrozumiał, że mylił się myśląc, że dużo osób w tym mieście ma na imię Stella. Znaczy się, może tak było, ale tym razem nie była to jakaś przypadkowa, a właśnie ta, o której chciał zapomniać i jednocześnie naprawić kontakt. Męczarnia.
- Może coś z brązem? - zarzuciła Vanessa, wysłuchując tego, co powiedziała Stella. - Ewentualnie.. hm, może jakaś czerwieŃ? Co o tym sądzisz? Jakieś kwiaty dałoby się podpasować? - Uśmiechnęła się do Alexandra, który od razu odwzajemnił gest, chcąc odwrócić swoje myśli od Rosenberg, która stała nieopodal. Doprawdy, że mieli takie szczęście..
- Skoro innym razem, kochana, to dobrze, bo ja muszę lecieć bo ważna sprawa mnie goni - mruknęła i spojrzała wymownie na Lancastera, który jedynie westchnął i pokiwał głową. Zgodził się na jej szybki odjazd, zostając sam na sam z byłą dziewczyną i milionem myśli na minutę. Uniósł brew ku górze, kiedy odwróciła się na pięcie i prędko chwycił ją za rękę, by nigdzie nie uciekła, jednocześnie wchodząc do budynku. Lepiej było rozwiązywać takie sprawy w środku niż na zewnątrz.
- Stella, porozmawiajmy - powiedział i dopiero po fakcie zorientował się jakie to było głupie, bo.. o czym mieli rozmawiać? O tym, że spierdolił? Kiepski temat. - Pójdziemy gdzieś na kawę by dogadać resztę ślubnych kwestii, zgoda? - mruknął, mierząc wzrokiem przechodzącego obok pracownika Rafanelli Events, i uśmiechnął się niezbyt pewnie do Stelli. Przecież mogła go łatwo zbyć i raczej więcej nie doszłoby do takiego spotkania, ale chciał chociaż rozmowy.
 
 
Stella Rosenberg


Stella Rosenberg

organizuję śluby

i matkuję nastolatce


32

Wysłany: 2018-08-20, 15:11   

Stella uwielbiała śluby. Przygotowania, piękne dekoracje, ubrania, ale przede wszystkim miłość, która biła z oczu osób, które miały stanąć razem na ślubnym kobiercu. Cieszyła się z tego, że może pomagać tym parom sprawić, by ich najważniejszy dzieŃ w życiu wypadł tak, jak to sobie wymarzyli - idealnie. Trzeba przyznać, że blondynka była w tym świetna, miała dobre oko, wyczucie, świetnie planowała wszystko i bardzo dobrze dogadywała się z parami młodymi. Nic dziwnego, że szybko stała się ulubienicą par.
Po tylu latach Stella sądziła, że już nigdy nie zobaczy Alexandra. Owszem, tęskniła za nim i tuż po jego wyjeździe liczyła, że wróci i że całe to jego zniknięcie okaże się tylko strasznym snem, głupim nieporozumieniem. Że znów będą razem. Kiedy jednak Lancaster nie wracał, nie odzywał się, a jej brzuch rósł, Rosenberg z każdym dniem wyzbywała się złudzeŃ. W niecałe dziewięć miesięcy po jego zniknięciu, gdy była już na sali porodowej, trzymając swoją córeczkę na rękach rozpłakała się. Zdała sobie sprawę, że Alexander nie ma zamiaru wrócić i została z córką całkiem sama. Wspomnienia zaczęły do niej wracać, gdy tylko go zobaczyła. Kiedy więc Vanessa odjechała, miała zamiar jak najszybciej wrócić do pracy, żeby uniknąć konfrontacji z Lancasterem.
Zaśmiała się gorzko, słysząc jego "porozmawiajmy". - Umierasz? Potrzebujesz nerki? Płuca? - zaczęła wymieniać, spoglądając na niego. - Minęło trzynaście lat, musisz mieć chyba ważny powód do rozmowy - rzuciła sarkastycznie. Minęło tyle czasu, a nagle zebrało mu się na chęci do rozmowy. Jeśli chciał gadać, mógł ją znaleźć dawno temu, a nie teraz, gdy spotkał ich przypadek i jego przyszła żona.
- Dobrze, co chcesz wiedzieć? - skrzyżowała dłonie na piersiach. - Zespół już wybrany, fotograf też. Vanessa chciała też pokaz fajerwerków i sushi, tym dopiero się zajmę. Koniecznie musicie się zdecydować na jakiś kolor przewodni, ale stanowczo odradzam brązowy, bo krzesła będą wyglądać jak kupa. I brązowy, poważnie? Większej głupoty nie słyszałam - skwitowała, przewracając oczami. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie chodziło mu dosłownie o ślubne sprawy, ale nie miała ochoty rozmawiać z nim na inne tematy.
 
 
Alexander Lancaster


Alexander lancaster

Ambitny ARCHITEKT i

przyszły pan młody


34

Wysłany: 2018-08-23, 09:05   
   Multikonta: jc jf
   Nazywaj mnie: kejt


Alexander sądził, że nie zobaczy Stelli. Po wyjeździe zorganizowanym przez matkę, studiach, myślał, że wszystko jest już na przegranej pozycji (i najprawdopodobniej było). Miał wrażenie, że Rosenberg sobie ułożyła już z kimś życie, a jeśli nie, to na pewno ma jakiegoś partnera. Jeśli nie jednego, to kilku. Po prostu miał wrażenie, że u niej się powiedzie, nieważne co, nieważne jak będzie tęsknić. Zaczął zapominać i było mu z tym dobrze, do tych momentów, w których nagle dopadała go melancholia, bo pomyślał o nich razem.
- Chcę porozmawiać o Tobie. Jak się czujesz? - zaczął pewnie, czując się jak ostatni dureŃ. I dobrze. Przecież zostawił swoją miłość dla kariery i pieniędzy. Nawet nie miał zamiaru przepraszać Stelli, bo czy to by coś zmieniło?
- Tak, pogadam z nią o zmianie koloru, ale nie o to mi chodzi. - Spojrzał na nią poważnie i pokręcił głową, chcąc wyrzucić od siebie totalnie głupie, w tym momencie, myśli. Nie byli już parą zakochanych nastolatków, a raczej nieznajomymi z wyboru, których kiedyś coś może łączyło.
- Chodźmy do jakiejś kawiarni, albo coś. Chce na spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć, jeśli będziesz chciała wysłuchać. To nic nie zmieni, mam tego świadomość, ale obydwoje będziemy się z tym lepiej czuć i- - przerwał, gdy poczuł dzwoniący telefon w kieszeni i przeklął kiedy na wyświetlaczu pojawił się napis "Vanessa". Odłożył komórkę z powrotem, ignorując narzeczoną całkowicie. Nie chciał jej, a Stelli.
- Proszę. - Spróbował ponownie, prostując się. - Jeśli nie dziś to kiedyś indziej. Podam Ci mój numer i napiszesz, gdy będziesz gotowa.
 
 
Stella Rosenberg


Stella Rosenberg

organizuję śluby

i matkuję nastolatce


32

Wysłany: 2018-08-23, 20:29   

Z wyjazdu Alexandra najbardziej zabolało ją to, że nie odważył się nawet z nią spotkać i powiedzieć jej tego prosto w twarz. Że wyjeżdża i, przede wszystkim, dlaczego to robi. Cały czas gdy ze sobą byli Stella była przekonana, że jest im razem dobrze, że do siebie pasują. Wiedziała, że jego rodzice za nią nie przepadali, ale nie sądziła, by mógł dać się namówić na zerwanie z nią kontaktów i wyjazd bez słowa. Długi czas zastanawiała się dlaczego Alex ją zostawił, trochę ją to dręczyło aż pojawiła się na świecie ich córka. Stella przelała na Isabelle całą swoją miłość i poświęciła jej całą uwagę, aby wychować ją jak najlepiej.
Już nie czuła się taka samotna.
- Jak się czuję? - powtórzyła po nim i znów się zaśmiała. Bynajmniej nie był to jednak wesoły śmiech, była poirytowana. - Tylko na tyle Cię stać po tylu latach? - Stella nie liczyła na przeprosiny, bo one i tak niczego by nie zmieniły. Nie cofnęłyby cierpienia, które jej sprawił, tego, że musiała samotnie wychowywać córkę i przez trzynaście lat zastanawiać się co skłoniło Lancastera do takiej decyzji. Może gdyby nie Isabelle, szybciej by się z tym uporała. Niebieskie oczy córki nie dały jej jednak zapomnieć o Alexandrze.
- Dlaczego teraz? - spytała, oczekując szczerej odpowiedzi, choć raczej była pewna, że ją zna. Cokolwiek by powiedział. - Miałeś trzynaście lat na to, by mnie odnaleźć i spokojnie porozmawiać, ale zebrało Ci się na to dopiero teraz, gdy przypadkiem się spotkaliśmy - ciągnęła. - Przyznaj, gdyby nie ten zbieg okoliczności ze ślubem, nawet byś nie próbował ze mną porozmawiać - rzuciła, spoglądając na niego wyzywająco. Znała odpowiedź, ale chciała to usłyszeć od niego. Minęło tyle lat, ale chyba dalej ją to bolało.
- Daruj sobie. Zaraz muszę wracać do pracy - dodała jeszcze.
 
 
Alexander Lancaster


Alexander lancaster

Ambitny ARCHITEKT i

przyszły pan młody


34

Wysłany: 2018-09-02, 08:55   
   Multikonta: jc jf
   Nazywaj mnie: kejt


Lancaster też dużo rzeczy nie mógł przewidzieć. Nie miał pojęcia, że matka nie pozwoli na żaden kontakt, ani że ich stosunek zakoŃczy się ciążą Stelli. Nie mógł nic poradzić na to, że ponosił więcej niż całą odpowiedzialność. Co mógł teraz zmienić? Prawdopodobnie nic, stało się to się stało. Mógł jedynie smęcić pod nosem, zwracając na siebie uwagę. Ale w koŃcu będą musieli porozmawiać i Rosenberg nie uniknie tego, bo jeszcze zostały im dwa miesiące przygotowywania do tego ślubu. Dwa miesiące widzenia się przynajmniej trzy razy w tygodniu.
- W porządku - odpowiedział jedynie spokojnie na jej cały wywód, wiedząc, że nie wszystko stracone. Zatrzymał ją drugi raz w ten sam sposób, wyciągając z kieszeni wizytownik, a z niego wizytówkę, ze swoimi danymi oraz numerem telefonu.
- Jeśli jednak chciałabyś się dowiedzieć czegoś o mnie, powiedzieć coś o sobie, albo zainicjować rozmowę zadzwoŃ, będę czekać, Stella - mruknął o wiele ciszej i puścił jej dłoŃ, chowając etui do kieszeni, a wyciągając kluczyki do samochodu.
- To do zobaczenia. - Uśmiechnął się i ostatni raz zmierzył ją spojrzeniem, zapamiętując by wziąć od Vanessy numer telefonu blondynki. Odwrócił się i wyszedł z budynku, zaraz wsiadając do samochodu, i kierując się do domu, by rozwiązać podobno bardzo ważną sprawę, niecierpiącą zwłoki, jak to było napisane w smsie od ojca.

z/t
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7