Poprzedni temat «» Następny temat
Brzeg
Autor Wiadomość
Valerie Griff
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-12, 13:59   

Przemyślenia, huh? Bywały męczące. Szczególnie, jeżeli każdy doszukiwał się w nich czegoś, czego znaleźć nie umiał, co stawało się irytujące i męczące. Sama Valerie czuła się okropnie z faktem, że nie mogła zrobić niczego, co w jakikolwiek sposób zmieniłoby bieg wydarzeŃ. Jako kilkuletnie dziecko nie mogła mieć wpływu na wypadek rodziców, katastrofę lotniczą i ich śmierć. Owa wiadomość spadła na nią i siostrę niczym grom z jasnego nieba, a obie były wystarczająco duże, aby zrozumieć powagę sytuacji i to, co się wydarzyło. Zostały bowiem sierotami pod czujnym okiem babci i chociaż kobieta kochała je ponad życie, to jednak nie mogła zastąpić im obojga rodziców. Sama śmierć staruszki również zdawała się być czymś nadzwyczajnym, mimo iż kobieta miała już swoje lata i z pewnością zrobiła w swoim życiu wszystko, aby zapewnić wnuczkom odpowiednie i dostatnie życie, za co Valerie, jak również i jej starsza siostra, były jej ogromnie wdzięczne. Strata była więc o tyle bolesna, iż pozostawiła trwałą dziurę w sercu, której nic nie potrafiło zacerować, a przynajmniej nie w sposób, jakiego chciałyby dziewczyny, szczególnie młodsza Griff, która ostatecznie musiała zmierzyć się również z zakoŃczeniem dziewięcioletniego związku. A przecież wcale nie chciała robić akurat tej jednej rzeczy i być może to właśnie owe wydarzenie sprawiło, że obecnie stała nad brzegiem wody, wpatrując się w intensywne fale, które raz po raz uderzały o piasek, obmywając z niego jej nogi. Uniosła nieznacznie dłoŃ, na której do niedawna widniał zaręczynowy pierścionek, kwitując to cichym westchnięciem rezygnacji i bezradności, bo przecież obiecała sobie, że nie będzie wracać do tego, co miało miejsce w Nowym Jorku, a tym czasem wracała do tego nieustannie, intensywnie, nadzwyczaj chętnie, jak gdyby lubiła się owymi wspomnieniami katować.
Niemal podskoczyła w miejscu, kiedy tylko wyrósł obok niej mężczyzna, jak gdyby z samych podziemi. - Co... ja nie rozu.. - zaczęła zdezorientowanym tonem, kiedy tylko zwróciła się przodem do niego. Nie powiedziała jednak nic więcej, bo całą jej uwagę przykuł jeden z butów, które trzymała w dłoni za pasek, a ten wyślizgnął się, kiedy tylko dotarł do niej dźwięk głosu nieznajomego. - Mój but! - pisnęła przerażona, gdy zobaczyła, jak fale poniewierały jej obuwiem na wszystkie strony świata. Valerie niemal natychmiast zareagowała, odsuwając się od nieznajomego mężczyzny i ruszyła w tamtym kierunku, w głąb wody, byle tylko znaleźć swoją zgubę, która wirowała nieustannie, jak gdyby na złość kobiecie, byle tylko ona nie mogła go odnaleźć. Nie zwracała uwagi na to, że znalazła się w wodzie niemal po same łydki, a jej spodnie powoli stawały się wilgotne, tak samo, jak drugi z butów i torebka, kiedy tylko nachylała się, by chwycić z dna niesforne obuwie. - To nie jest zabawne! - jęknęła żałośnie, gdy zorientowała się, że mężczyzna jest ewidentnie rozbawiony jej postawą, kiedy tak raz po raz przemieszczała się w wodzie, próbując złapać buta, który uciekał wręcz złośliwie, czego ona nie była w stanie znieść. Wiedziała, że spodnie były wręcz przemoczone, a włosy rozwiane na wszystkie strony świata, ale nie zwracała na to uwagi, kiedy błądziła między falami, byle tylko odzyskać to, co należało do niej, a co zgubiła tylko i wyłącznie przez niego.
 
 
Jake A. Walker
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-12, 21:14   

Przemyślenia były męczące, niepotrzebne i tak dalej. Jednak one zawsze wracały, bez względu na cokolwiek. Nie dało się od tego uciec, ludzie zawsze przejmowali się tym co było i będą się przejmować. Można sądzić, że to wszystko już jest za nimi, że uda się zacząć wszystko od nowa. Mimo wszystko to takie łatwe nie będzie, choć Jake nie ma w swoim życiu takich sytuacji, które chciałby zmienić. Może jedynie swoje podejście do życia, ciekawiło go jakby jego życie wyglądało gdyby nie żył w tak "lekki" sposób. Może teraz już byłby żonaty, miał gromadkę dzieci i swoją kancelarię? Jak tylko o tym pomyślał to uśmiech sam ciskał mu się na twarz. Teraz jak tak o tym myślał to nie wiedział czyby się odnalazł w tym całym, normalnym życiu. Może dlatego, że przyzwyczaił się do tego i nie widział siebie jako przykładnego męża, ojca czy ogólnie człowieka. Nadal jednak nie odpuszczał sobie i zastanawiał się nad tym gdy tylko siedział na plaży. Ba, na chwilę nawet położył się na ten ciepły piasek i przymknął oczy patrząc w niebo. Ta cisza, spokój, która tu panowała była dość przyjemna - o ile można tak to określić. Walker nie pamiętał kiedy ostatnio było mu spędzać czas w takiej sytuacji. W koŃcu jednak trzeba było wziąć się za siebie, nie mógł tak tu leżeć cały dzieŃ, nawet jakby chciał. Westchnął pod nosem i powoli zaczął wstawać, otrzepał się z piasku, który znajdował się prawie wszędzie. Pokręcił głową na boki bo nawet tam znajdował się piasek, wtedy też zauważył nieznajomą kobietę. Stwierdził, że też chyba wzięło ją na jakieś przemyślenia i tu przyszła. Postanowił się przekonać i powoli do niej podszedł, nie wiedział, że aż tak zareaguje na jego słowa. Jakby tego było mało zgubiła buta, wydawało się to trochę śmieszne, ale.. Spoglądał tak na nieznajomą, jak męczy się by odzyskać swoją zgubę. Może to była po części wina Jake'a, ale on jakoś tego nie odczuwał. Stał tak w miejscu z rękoma założonymi na klatce piersiowej. Powinien jej pomóc, i zamierzał to zrobić, ale na razie patrzył jak nieznajoma się z tym wszystkim męczy, ha. - Ale przecież nikt się nie śmieje.. - Uśmiechnął się szeroko i po chwili sam wszedł do wody w poszukiwaniu buta. On w przeciwieŃstwie do kobiety nie bał się zmoczyć, dlatego twardo siedział w wodzie dopóki w jego ręce nie trafił zaginiony but. Po dłuższej chwili w koŃcu mu się to udało, normalnie był bohaterem damskiego obuwia. - Proszę, to chyba Twoje.. - Zaśmiał się pod nosem wręczając kobiecie jej zgubę.
 
 
Valerie Griff
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-12, 22:30   

Valerie z natury nie była osobą płochliwą. Nie lubiła jednak sytuacji takich, jak ta, kiedy ktoś zakradał się do niej lub pojawiał tak, jak gdyby wyłonił się spod ziemi. Nie spodziewała się więc, że tuż obok zjawi się nieznajomy mężczyzna i jak gdyby nigdy nic rozpocznie rozmowę, na którą ona zareagowała tak gwałtownie. Nic więc dziwnego, że obecnie bardziej skupiona była na swoim bucie dryfującym się gdzieś pomiędzy falami aniżeli na przystojnym nieznajomym. Nie widziała niczego złego w nawiązywaniu nowych kontaktów, ale śliczne buty piechotą nie chodziły, a ona nie mogła sobie pozwolić na stratę jednego ze swoich wielu cudownych bucików. Błądziła więc za nim w lodowatej wodzie, pozwalając, by wielkie fale uderzały w nią z impetem, mocząc jej całe spodnie i torebkę, zaś wiatr, który szalał nad samym brzegiem, skutecznie sprawił, że włosy, które upięte były w koczka na czubku głowy, dość szybko wymsknęły się spod gumki i przysłaniały jej widok na całą okolicę. - Widzę Twoją minę, okej?! - jęknęła żałośnie, gdy na moment uniosła wzrok, by utkwić spojrzenie na twarzy znajomego, nie mogąc zrozumieć, dlaczego szczerzył się do niej w ten sposób w chwili, w której katastrofa na miarę tej światowej wisiała w powietrzu, a zagrożone było jej obuwie. Obuwie, w którym ona była zakochana niemal tak samo jak w kotach i samym narzeczonym, toteż była to miłość bezgraniczna i bezwarunkowa, którą ona za moment miała stracić.
Miotała się tak w wodzie przez dłuższą chwilę, gdy w koŃcu dotarło do niej, że miała towarzystwo, a owym kompanem był nieznajomy mężczyzna, który dość szybko uratował jej zgubę. Spojrzała na niego zaskoczona, gdy wyciągnął w jej stronę czarnego sandałka, a następnie zaśmiała się cicho na jego słowa, jak gdyby z niedowierzaniem dla własnej głupoty i paniki z powodu jednego buta. Czułaby się jednak głupio, gdyby musiała wracać do domu przez miasto tylko w jednym. - Dziękuję. - mruknęła cicho, wyciągając rękę po swoją zgubę, a gdy dzierżyła ją w dłoniach, raz jeszcze skierowała swoje błyszczące spojrzenie na mężczyznę.
- Chociaż w sumie to trochę.. Twoja wina. Nie zachodzi się tak ludzi. - poinstruowała go szybko, a następnie pisnęła, gdy kolejna intensywna fala uderzyła w nią tak mocno, by Valerie natychmiast skierowała się w kierunku brzegu, czując, że niemal cała dygotała z zimna.
- Lubię te buty. - krzyknęła jeszcze do niego, gdy znalazła się na miękkim, gorącym piasku i zorientowała się, że on nadal stał w wodzie. Nie odchodziła jednak, a czekała, aż on zjawi się obok, bo przecież chyba powinna była się jakoś odwdzięczyć za pomoc, a nie lubiła mieć jakichkolwiek długów.
 
 
Jake A. Walker
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-12, 23:24   

Jakby nie patrzeć to chyba nikt nie lubił takich sytuacji. Co poradzić na to, że Jake jest jaki jest i lubi tak sobie żartować z innych, nawet tych nieznajomych. Mógł trochę pomyśleć zanim tak podszedł i zagadał jakby nigdy nic, ale po co? To nie byłoby w jego stylu, lubił zaskakiwać innych na różne sposoby. Tak samo było chyba w przypadku kobiety, choć raczej nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przyglądał tak się jej jak goniła, szukała tego buta pośród fal, które chyba dosyć mocno dawały jej w kość. Woda raczej nie była zbyt ciepła żeby tak stać tam cały czas i tak sobie coś robić. Całe szczęście, że Walker nie był kobietą czy też innym typem faceta. Nie widział siebie przed lustrem wybierając ubranie czy też dobierając parę butów w których będzie mu ładnie. Prawdę mówiąc nigdy nie myślał za bardzo nad swoim ubiorem. Zakładał to co miał pod ręką i było wyprane, wyprasowane. Cieszył go też fakt, że nie musiał z żadną kobietą chodzić na zakupy to jest dopiero katorga. Siedzieć kilka godzin w sklepach, a na koŃcu i tak niczego nie kupić. - Przecież to jest normalna mina. - Wzruszył ramionami, tak jakby nie wiedział o co może jej chodzić. Może była za bardzo przewrażliowona całą tą sytuacją? Nie wiedział, ale chyba na to wyglądało, ach te kobiety. Nikt ich nigdy nie potrafił zrozumieć, i raczej to nigdy nie nastąpi. Jednak jak na dżentelmena przystało, nie powinien zostawić kobiety w potrzebie. Dlatego też sam wszedł do wody by uratować zaginionego bucika. To wszystko wyglądało jak w kopciuszku tylko, że w jakieś nowoczesnej, odnowionej wersji. Po dłuższej chwili bawienia się w tej jakże zimnej wodzie udało się Walkerowi wyłowić obuwie nieznajomej. Westchnął cicho pod nosem i spojrzał się na nią z delikatnym uśmiechem wręczając zgubę. Usłyszał podziękowanie z jej strony, a następnie radę, którą słyszał nie raz. Potem tylko można było usłyszeć jego śmiech, kobieta poleeeciała jak struna na brzeg. On jakoś nie odczuwał by ta woda była aż tak zimna, ale co tam. Powoli ruszył w stronę brzegu, tam gdzie znajdowała się nieznajoma. - Zapamiętam. - Powiedział jeszcze gdy tylko usłyszał o jej butach, normalnie teraz czuł się jak jakiś superbohater. Chyba zostanie takowym, będzie ratować damskie obuwie, tak to jest dopiero super zajęcie.
 
 
Valerie Griff
[Usunięty]

Wysłany: 2015-08-13, 20:40   

Valerie zdecydowanie nadawała się do własnej, bostoŃskiej wersji Kopciuszka, szczególnie, że uwielbiała ową bajkę i zapewne tak samo mocno lubiła do niej powracać, dzięki czemu wracała do czasów dzieciŃstwa, tak bardzo bezproblemowego. Nie skomentowała jednak faktu miny nieznajomego mężczyzny, bo miała wrażenie, że ewidentnie się z niej naśmiewał, a ona nie mogła z tym zrobić absolutnie nic. Puściła więc jego uwagę mimo uszu, jak gdyby o wiele bardziej chciała skupić się na odzyskanym bucie aniżeli dyskusji ze swoim wybawicielem, którym w jej oczach niewątpliwie był, skoro uratował jeden z jej największych skarbów, a jednocześnie sprawił, że nie musiała wracać do domu w jednym bucie lub całkowicie bez nich.
Stała więc spokojnie na brzegu, na miękkim, gorącym piasku, który zdawał się dawać jej jakieś ukojenie po tej lodowatej wręcz kąpieli, zupełnie nieplanowanej i zupełnie niepotrzebnej, gdyby nie mężczyzna. Wpatrywała się jednak uważnie w jego sylwetkę, jak gdyby oczekiwała, że podejdzie bliżej, bo mimo podziękowaŃ, chciała mu się jakkolwiek odwdzięczyć. Nie miała jednak pomysłu, w jaki sposób mogłaby to zrobić, toteż gdy podszedł bliżej, obdarzyła go subtelnym uśmiechem. - Jestem Valerie. - przedstawiła się, wyciągając w jego kierunku dłoŃ, która niemal do szpiku kości zdążyła przesiąknąć lodowatą wodą. Po chwili jednak rozejrzała się po okolicy, jak gdyby chciała stwierdzić, co właściwie ich otaczało. Dopiero po krótkim momencie powróciła spojrzeniem do jego twarzy, uśmiechając się nikle. - A co do Twojego pytania... to tak. Na rozmyślenia. - przytaknęła krótko, przypominając sobie jego pytanie, które, w gruncie rzeczy, było prowokatorem całej tej, dość nietypowej, ale jakże zabawnej sytuacji z butem w wodzie. Nie chciała wchodzić w szczegóły, bo zdawało się być ich aż za dużo, toteż postanowiła nieco zmienić tor owego tematu. - Rozumiem, że nie jestem wyjątkowa i to typowe miejsce do przemyśleŃ? - zagaiła i uniosła wymownie brew, bo przecież plaża wcale nie była zaludniona.
 
 
BostoŃczyk


BostoŃczyk

Wysłany: 2017-11-11, 10:13   



 
 
BIANCA WALTERS


Bianca Walters

śpiewała ludziom na rejsach, a teraz

prowadzi rozgrywki bingo w domu starców


25

Wysłany: 2018-09-05, 06:10   

Blair była w ostatnim czasie bardzo zapracowana, a brak towarzystwa siostry doskwierał Biance bardziej niż kiedykolwiek. Kiedy pływała na rejsach to było coś zupełnie innego - owszem, tęskniła za rodzina, ale wiedziała, że zobaczy ich za określony czas bo dzielą ich szerokie wody. Teraz jednak miała wrażenie, że wszyscy są bardzo blisko, a jednak czas bardzo ich ograniczał. Musiała w koŃcu jakoś się spiąć, znaleźć cały dzieŃ wolny taki który pasował jej samej, ale i Blair po czym wyciągnęła ją na miasto.
Trajkotały jak opętane, a przynajmniej Bianca to robiła musiała streścić siostrze nieudana randkę, gdy to facet uciekł z restauracji pod pretekstem ‘wybrania pieniędzy’ i zostawił ją z otwartym rachunkiem o nie małej sumie. Zaciągnęła ja do wielu lumpeksów bo szukała jakiś szałowych ubraŃ do swoich występów w domu starców, a później do zwykłych sieciówek bo lubiła robić zakupy - po prostu. Zainwestowała nawet w dwie podobne sukienki różniące się jedynie kolorystycznie po czym jedna wpakowała w ręce Blair, bo to świętość by bliźniaczki miały chociaż jedną parę podobnych ciuchów na wspólne wyjścia. Ostatecznie po długim maratonie sklepowym na mieście wylądowały na obiedzie, a później wyciągnęła jeszcze siostrę na kawę do knajpki w pobliżu plaży z widokiem na otwarta wodę. Tęskniła trochę za rejsami i nie kryła się z tym. Uważała, że zbyt pochopnie wróciła do domu, ale teraz całkiem dobrze czuła się w domu starców i prawdę powiedziawszy gdyby wyjechała to znów by jej tego brakowało. Nie było złotego środka. -... I wyobraź sobie, że byłam cała w błocie, więc z mojej randki wyszło wielkie nic i musiałam uciec do Davida bi wyglądałam jak prosię - streściła ostatnia historię jaka ja spotkała i jak wylądowała u brata - swoją drogą brat wpadł jak śliwka w kompot, totalnie zakochał się w Emmie i chyba sobie nie radzi z wyznawaniem uczuć, mówił że się do Ciebie odezwie - stwierdziła i wepchnęła sobie kawał ciasta do buzi przyglądając się wodzie. - Czemu tak dużo pracujesz? - ostatnio miała wrażenie, że naprawdę Blair większość czasu spędzała w barze, albo tylko tak się jej wydawało. Była ciekawa, musiała zapytać.
_________________
Bianca Walters
Thank you for the music The songs I’m singing. Thanks for all the joy They’re bringing. Who can live without it?
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-09-11, 20:31   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


#3

Blair nie chciała mówić rodzeŃstwu o swojej sytuacji z wielu powodów. Po pierwsze, po ludzku się wstydziła, że wpakowała się w takie gówno, bo tak, powinna być mądrzejsza i wiedzieć, że nie pożycza się pieniędzy od nieznajomych klientów baru. Nieważne, czy są dla Ciebie mili i nie wyglądają podejrzanie. Gdy ktoś, proponuje Ci pożyczenie kasy z własnej woli, musi mieć w tym jakiś ukryty motyw. Po drugie, nie chciała mieszać ich w tą sprawę, dostrzegając to, że nie uda jej się zbyt łatwo z tej sytuacji wykręcić. To ona naważyła sobie piwa, więc sama musiała je teraz wypić. Była na tyle samodzielna w działaniu, że chciała też sama się z tego wyplątać. No, na tyle na ile da radę. I po trzecie, nie chciała ich niepokoić. Każdy z nich miał swoje życie i problemy, mimo że byli rodziną, nie chciała im tego zwalać na głowę. Jakoś będzie musiała sobie poradzić.
Blair oczywiście również tęskniła za swoją siostrą bliźniaczką. Cieszyła się z tego, że wreszcie uda im się spotkać, choć obawiała się, że Bianca wyciągnie z niej prawdę. W koŃcu jednak dała za wygraną, a że tego dnia miała wolne, bo musiała udać się na rutynowe badania krwi, postanowiła spotkać się z siostrą.
- Ty to masz zawsze jakieś szalone przygody - skomentowała, śmiejąc się z historii siostry. Nie to, że wyglądanie jak prosię było śmieszne, ale już sam sposób w jaki Bianca to mówiła był przezabawny. Zawsze potrafiła poprawić jej humor. - No nareszcie się przyznał! Już myślałam, że nigdy tego nie zauważy - przewróciła oczami. - Jeszcze ze mną nie rozmawiał, a w czym konkretnie ma problem? Zresztą, nieważne, sama z nim pogadam i wszystkiego się dowiem - obiecała, kiwając głową na potwierdzenie swoich słów. Ktoś musiał pomóc bratu w potrzebie. Blair co prawda nie była mistrzynią w związkach, ale swego czasu oglądało się różnego rodzaju filmy, a do tego miała sporo pomysłów, więc pewnie coś ciekawego wymyśli, by wspomóc Davida.
- To się nazywa dorosłość, siostro. Zresztą, wydaje Ci się. Praca w barze jest po prostu na tyle specyficzna, że w dzieŃ śpię, a nocą pracuję. Jestem trochę jak sowa - odpowiedziała z przekonaniem, choć dobrze wiedziała, że siostra ma rację i nie do koŃca o to pyta. Blair faktycznie dużo czasu spędzała w barze, brała każdą możliwą zmianę, a dniami odsypiała tyle, ile się dało.
 
 
BIANCA WALTERS


Bianca Walters

śpiewała ludziom na rejsach, a teraz

prowadzi rozgrywki bingo w domu starców


25

Wysłany: 2018-10-06, 20:15   

Bianca nie musiała się za bardzo starać by rozbawić towarzystwo - wystarczyło, że streściła parę swoich ostatnich wydarzeń i już było z czego się pośmiać. Ostatnio gdzie by nie poszła, coś się jej przytrafiło, ale chyba taki już urok tej Walters - z kogoś trzeba się śmiać podczas rodzinnych spędów. Choć jej życie było usłane śmiesznymi historiami, czasami żenującymi, a czasami takimi, które złamał jej serce na dzień lub dwa, a czasami więcej to i tak ostatecznie wszystko było dobrze. Bawiła się, cieszyła, pracowała w fajnych miejscach, które poniekąd dostarczały jej też rozrywki… Układało się jej po prostu dobrze czego nie można powiedzieć o Blair. Nieświadomość Bianki niestety nie pomagała, bo jak wiadomo siostra nie wyparłaby się na problemy Blair, tym bardziej wiedząc z kim ma do czynienia. Z drugiej, strony znając naturę Bianki może lepiej, że nic nie wiedziała. Jeszcze by się wpakowała na chatę Balamonte robiąc scenę rodem z jakiegoś filmu komediowego, a biorąc pod uwagę ta różne do śmiechu by jej ostatecznie nie było i jeszcze narobiła by sobie problemów, podwajając przy tym te siostry.
- Wiem! - przytaknęła dość emocjonalnie do tego podchodząc. Z resztą ona dość emocjonalnie podchodziła do wszystkich swoich wypowiedzi, mimika twarzy i gesty działały na pełnych obrotach. - Chciałabym odrobiny spokoju, ale zawsze w chwili gdy już ją praaaaaawie mam, dzieje się coś nieoczekiwanego - westchnęła i wzruszył bezradnie ramionami. Taki chyba już jej urok. - Musiałam mu trochę pomóc i dać do zrozumienia, że już od dawna wszyscy to widzą, oprócz nich samych - uśmiechnęła się delikatnie - miłość to potrafi ogłupić człowieka - coś o tym wiedziała, jak tylko ktoś miał zbyt ładne oczy wpadła jak śliwka w kompot, zawsze powiedziała coś głupiego i rozpoczynała lawinę wpadek bo zwyczajnie głupiała na czyimś punkcie, ale tyczyło się to przelotnych zauroczeń, a tych dwoje się kochało i tracił czas jaki mogli poświęcić na bycie razem. W końcu trzeba było im pomóc, lata uciekały. - Musisz mu coś doradzić sensownego, by w końcu się zeszli - ona na tyle na ile mogła już pomogła.
- Hmmm, więc to jest swoje totemiczne zwierzę… Sowa! - odparła żartobliwie. - No ale chyba nie pracujesz tylko w nocy, nie? - zdziwiła się bo przecież cały czas jechać na nockach to niezły kosmos. - Chyba bym tak nie potrafiła, za bardzo cenię sobie możliwość wtulenia się do poduszki o zmroku i budzenia o świcie - podziwiała, ale sama by tak nie chciała.
_________________
Bianca Walters
Thank you for the music The songs I’m singing. Thanks for all the joy They’re bringing. Who can live without it?
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-10-08, 18:40   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


Między innymi dlatego Blair nie chciała wspominać siostrze o swoich problemach. Ani jej, ani reszcie rodziny. Kochała ich i zdawała sobie sprawę z tego, że chcieliby wiedzieć i jej pomóc. Martwiła się jednak, że tym samym wpakowałaby ich w jakieś kłopoty, a tego by sobie nie darowała. To ona popełniła głupotę i teraz musiała sobie z nią radzić. Sama. Tym bardziej, że zdążyła się już zorientować, że nie ma do czynienia z niewinną osobą, bo taką Marcus zdecydowanie nie był. A jego pokrewieństwo z Josephem tylko ją w tym przekonaniu utwierdziło.
- Poważnie nie zdawał sobie sprawy z tego jakie to oczywiste? Przecież w święta robił do niej taaaakie maślane oczka - odparła, przewracając teatralnie oczami. Tak bardzo oczywiste. No, ale tak to już bywa jak ktoś tkwi tak głęboko w przyjaźni, że nie zauważa, że uczucie już dawno samą przyjaźnią nie jest. Bywa i tak. - Ja? Dlaczego właśnie ja? Naprawdę sądzisz, że singielka jest dobrym materiałem na doradcę w sprawie związków? - rzuciła do siostry z lekkim rozbawieniem. Blair od dłuższego czasu nie miała faceta, bo zwyczajnie nie miała czasu na randkowanie. Najpierw miała te swoje wygórowane ambicje osiągnięcia sukcesu w życiu, a jak wszystko poszło się gonić, pozostała jej tylko praca i spłacanie długów... Naprawdę nie miała teraz czasu na miłość. Nie uważała się za dobrego doradcę w sprawach damsko-męskich, no ale jeśli trzeba, spróbuje coś pomóc, bo czemu by nie. - Spróbuję - obiecała. Oczywiście dobrze życzyła bratu i Emmie, więc jeśli tylko da radę, to pomoże.
- No nie tylko, ale wiesz, najwięcej klientów zjawia się w barze koło 19 czy 20, więc typowo w dzień nie pracujemy. Nikt nie przychodzi się upić w środku dnia - wzruszyła lekko ramionami. Mieli pewnie jakieś zmiany, może od 16 do 24 i od 20 do 4 w nocy. Tak mi się wydaje, że to brzmiałoby sensownie w kontekście pracy w barze, ale co ja tam mogę wiedzieć.
- Nieźle płacą, to nie mam co narzekać - skwitowała. Pewnie, że wolałaby normalną pracę w dzień. Tyle, że w barze miała szansę na duże napiwki, które były jej teraz bardzo potrzebne. Ale tego już nie dodała na głos...
- Widziałaś się może ostatnio z Theo? - zagadnęła, chcąc jakoś zepchnąć rozmowę na inny temat.
 
 
BIANCA WALTERS


Bianca Walters

śpiewała ludziom na rejsach, a teraz

prowadzi rozgrywki bingo w domu starców


25

Wysłany: 2018-10-20, 06:14   

Najgorsze było to, że została ze swoimi problemami sama, a one nie ograniczały się już do zwykłego zadłużenia. Wplątała się w jakieś bagno i teraz ciężko było samej się z niego wykaraskać, a beztroska Bianka zupełnie nie miała o tym pojęcia. Jeśli to wpłynie w późniejszym czasie na pewno będzie mieć trochę za złe siostrze, że trzymała ją od tego z daleka, no bo co z ich bliźniaczą więzią! Chociaż jej mogła powiedzieć. Gorzej jak kiedyś sama spotka Marcusa i weźmie ją za Blair.
Zaśmiała się lekko. - Oj tak… Robił! Tylko wiesz jak to jest, najciemniej pod latarnią - westchnęła. Może i Dave kochał Emme długi czas, ale dopiero gdy mógł ją stracić, bo znała a sobie faceta, uświadomił sobie czego chce. Typowe. - Bo zawsze byłaś ta rozsądniejszą, wiesz że mi wystarczy jak facet się do mnie ładnie uśmiechnie i sprzeda bajer, a Emma raczej na to nie poleci, więc jak mam mu doradzić - westchnęła lekko. Może przesadziła, ale prawda była taka, że niewiele potrzebowała do zachwytu, nie umiała w takie normalne randki w ogóle, a już tym bardziej kiedy starasz się nie zepsuć przyjaźni wyznając komuś miłość. Tu bardziej nie chodziło o to ile ma się czasu na randki czy w ilu związkach się było, ale o to jakie ma się do tego podejście, a Bianka jest po prostu trochę inna.
Przytaknęła. - To fakt - jakoś nigdy nie zastanawiała się nad pracą w barze i zmianami jakie tam obowiązują - Tak szczerze… Nie jest Ci ciężko? Mi by było - a to tylko biorąc pod uwagę pracę, gdyby tak dołożyć jej problemy to w sumie nie dziwne, że tak pracuje, Biance też spędzały sen z powiek.
Uśmiechnęła się lekko. - Znowu sobie coś wymyślił. Szuka siebie w Europie - przekrecilam wymianie oczami. Pewnie zalicza Europejki no ale co jej do tego. - Ważne jest to, że zostawił dom w Concord pod moją opiekę - uśmiechnęła się szeroko jak małe dziecko, które dostali górę prezentów pod choinkę. - Bianka sama w domu! - zażartowała licząc, że będzie mieć z tego dobra zabawę, a nie włamanie.
_________________
Bianca Walters
Thank you for the music The songs I’m singing. Thanks for all the joy They’re bringing. Who can live without it?
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-11-07, 22:46   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


I tu był właśnie pies pogrzebany. Bo przez jedną, nie do końca przemyślaną i zdecydowanie głupią decyzję Blair wpakowała się w coś gorszego niż zwykły dług. Wtedy jeszcze w swej naiwności nie pomyślała z czym to mogło się wiązać, czego jej "pożyczkodawca" mógł zażądać w zamian. Nie podpisywała z nim w końcu żadnej umowy, to wszystko prawnie nie istniało. Długi wpędziły ją jednak w taki dołek, że nie trudno się dziwić Walters, że złapała się pierwszej okazji do pożyczki, która się nadarzyła. A niestety za głupotę trzeba płacić. Jej rodzina jednak nic tutaj nie zawiniła, dlatego nie chciała ich w to wplątywać, to chyba jasne. Musiała uporać się z tym sama. Choć chyba powoli przestała nad tym panować i to przerażało ją najbardziej.
- Pytanie tylko, czy Emma zdaje sobie sprawę, że też go kocha. Bo kocha go, nie? - tak jej się zdawało, ale co ona tam mogła wiedzieć o miłości. Sama jej nie przeżyła. - Jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, może być trudniej. Słabo byłoby ją wystraszyć - czasami nadmiar informacji szkodzi. Nie każdy z dnia na dzień dowiaduje się, że twój najlepszy przyjaciel się w tobie kocha. Pół biedy, jeśli miłość jest odwzajemniona. Gorzej byłoby, gdyby dała Dejwowi kosza z tych wrażeń. Albo ogólnie kosza.
- Ale dobra, pogadam z nim i spróbuję coś pomóc - bo miała rację, Bianca była beznadziejna w miłość. - Czasami trochę jest, ale przywykłam - odparła, siląc się na neutralny głos. Praca sama w sobie była znośna, Blair dobrze sobie radziła za barem, z klientami też zazwyczaj nie miała większych problemów. Za to miała je w nieco innej postaci... - Życie sowy nie jest takie złe - zażartowała, puszczając oko do siostry. Miało to swoje plusy i minusy. Po skończonej zmianie mogła robić zakupy, omijając wszelkie kolejki w sklepach. Trzeba szukać pozytywów nawet w beznadziejnej sytuacji.
- O raaaany, ale nam się trafili bracia - pokręciła głową z uśmiechem. Sama chętnie by gdzieś wyjechała, ale nie miała za co. - OMG, SERIO? Zostawił Ci dom i wyjechał? A jesteś pewna, że ma zamiar wrócić? Wiesz, może zostawił Ci go do dobicia? - rzuciła z rozbawieniem, pokazując siostrze język. - To kiedy mam wpaść? Poczułam się zaproszona - a co! - Możemy zrobić mu jakiś kawał i okleić jego pokój w zdjęcia Nicholasa Cage'a. Dosłownie cały pokój - dodała, poruszając brwiami. To był doskonały pomysł!
 
 
BIANCA WALTERS


Bianca Walters

śpiewała ludziom na rejsach, a teraz

prowadzi rozgrywki bingo w domu starców


25

Wysłany: 2018-11-12, 08:41   

Bianka nie potrafiła prawić kazań, ale pewnie i tak dałby jakiś popisowy wywód słysząc na jak głupi pomysł wpadła Blair. Raczej nikt z rodziny nie byłby w stanie powiedzieć “rozumiem” gdyby przedstawiła okoliczności sytuacji i tak naprawdę dlatego, że nigdy się w takiej sytuacji “bez wyjścia” nie znaleźli. Oczywiście, że miała wyjście, bo miała rodzinę, która byłaby jej w stanie pomóc, nawet jeśli Blair nie chciałaby ich obciążać, ale trzeba było wziąć pod uwagę to, że biedna zamotała się w to wszystko tak bardzo, że mogła nie do końca myśleć trzeźwo, bo zwyczajnie ja to przytłoczyło.
Wzruszyła lekko ramionami jakby nie była pewna. - Wydaje mi się, że kocha, ale nie wiem czy ona o tym sama wie - bo czasami tak jest, że nie do końca zdajesz sobie sprawę że swoich uczuć, a gdy się orientujesz może być za późno. - Nie chce jej wystraszyć. Lubię ją - miała nadzieję, że Dave w końcu weźmie się do tego jak należy i kolejne święta spędza już z Dave i Emma jako parą. - Powodzenia! - odparła uśmiechając się wesoło i licząc, że jej rozmowa bardziej się przyda braciszkowi.
Bianka dobrze tolerowała wieczorne zabawy i nocne życie, ale tylko w imprezowy klimacie, kiedy mogła jeść, pić i bawić się do białego rana. Praca w takim trybie zwyczajnie by ją powaliła i za bardzo lubiła dnie, by je przesypiać. Podziwiała nawet trochę siostrę, że tak sobie z tym radzi, ale miała jedynie cząstkę tego z czym się zmaga i zero wiedzy o jej problemach.
Zaśmiała się lekko. - Na bank mo go nie zostawi, pewnie wkrótce wróci zadowolony z siebie i będzie marudził, że rozstawiam swoje ciuchy po domu zamiast chować je w szafie - w tej kwestii była odrobinę bałaganiarą, ale to dlatego, że często zbierała się szybko, a przed wyjściem kilkanaście razy zmieniała outfit, bo nie mogła się zdecydować. Roześmiała się na propozycje siostry i przytaknęła zachęcona jej szalonym pomysłem. - Kiedy tylko chcesz! Biedny Theo, będzie długo doprowadzały pokój do porządku - zaśmiała się pod nosem na samą myśl.
_________________
Bianca Walters
Thank you for the music The songs I’m singing. Thanks for all the joy They’re bringing. Who can live without it?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 7