Poprzedni temat «» Następny temat
WILLIE SHOEMAKER
Autor Wiadomość
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


35

Wysłany: 2017-03-26, 11:34   WILLIE SHOEMAKER
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon



Willie Shoemaker

Biografia
Urodził się w Westwood głównie dlatego, że jego mama panicznie bała się szpitali i wolała mieć zorganizowaną opiekę położnej, która przyjęła poród w rodzinnym domu. Willie z czasem szczerze nienawidził tego wyboru, w koŃcu opowieści na temat tego w którym dokładnie miejscu przyszedł na świat serwowane wszystkim gościom przy każdej możliwej okazji zdążyły się mu przejeść i często wprawiały młodego chłopaka w zażenowanie. To, że był pierwszym dzieckiem paŃstwa Shoemaker nie ułatwiało sprawy, ponieważ wszelkie historyjki na temat tego, gdzie miały miejsce przeróżne 'pierwsze razy' dotyczyły właśnie małego Williego. Pani Shoemaker przystopowała dopiero w chwili, gdy przy jednej z kolacji wtrącił się z poirytowaniem, ale i satysfakcją informując, że w pokoju nad garażem miał miejsce inny pierwszy raz, o którym chyba mama wolała sama nie wiedzieć o swoim nastoletnim synu. Wracając jednak do jego dzieciŃstwa - nie wychowywał się sam, od rodziców dostał jeszcze dwie siostry i brata, którzy byli zaciętymi rywalami w kowbojskich walkach o Western City, w którym tradycyjnie spędzali każdą wiosenną i letnią niedzielę. Właściwie walczyli o wszystko, o to jaką bajkę powinni oglądać na dobranoc, o to kto chce daną zabawkę, o to co mama powinna przyrządzić na deser – zawsze działali na przekór sobie, ale gdy przyszło się im zmierzyć z decyzjami podjętymi przez rodziców - łączyli siły i działali razem. Rodzice dorobili się pieniędzy na prowadzeniu własnego pensjonatu w Westwood i choć nie pływali w milionach nigdy niczego im nie brakowało. Na obrzeżach miasta uczęszczał do przedszkola i z wielkim Bostonem miał dopiero codzienną styczność, gdy przyszło mu pójść do podstawówki. Dla Williego jako dzieciaka samotne dojazdy do szkoły były męczące, ale gdy dołączyła do niego reszta rodzeŃstwa było weselej. Nie był piątkowym uczniem, ale zawsze sobie jakoś w tej szkole radził, a kombinować uczył się od najmłodszych lat i dobrze, bo przydało się mu to w liceum, w którym większość czasu spędzał uganiając się za koleżankami. Jako nastolatek nie miał jakiś większych ambicji, grywał z kolegami w piłkę, chodził do szkoły, gdzie nauka wcale nie zajmowała pierwszego miejsca w rankingu, w koŃcu przyjaźnie i dziewczyny czasami były ważniejsze niż zadanie z matematyki. Zdarzało się mu pójść na wagary, ale informacje o tym, że Will nie pojawił się danego dnia w szkole szybko trafiały do rodziców, więc miał przerąbane nim jeszcze wrócił do domu, ale poza drobnymi wyskokami typowymi w okresie dorastania nie sprawiał rodzicom większego problemu. Pod koniec nauki w liceum miał mały mętlik w głowie, co powinien robić dalej w życiu. Rodzice niejednokrotnie wpierali mu, aby szedł na coś co wyszkoli go na biznesmena, coś co pozwoli otworzyć własny biznes bo na czyimś nigdy się nie dorobi, ale brzmiało to tak nudnie, że zawsze na wzmiankę o tym przekręcał oczami, a na pytanie poirytowanego ojca: 'To co chcesz w życiu robić, synu?' zatrzaskiwał drzwi, wsiadał na rower i wybywał do pobliskiej stadniny. To właśnie tam zrodził się pomysł, aby pójść na weterynarię, a już na pierwszym roku studiów wiedział, że to jest dobra droga. Nie był najlepszym studentem na roku i nie dawał z siebie dwustu procent, ale w koŃcu trafił na cos co naprawdę lubił, więc to samo wpłynęło na to, że nie wagarował już tak bezmyślnie jak w liceum i przykładał się do egzaminów całkiem poważnie, ale zazwyczaj kumulowało się to w okolicach sesji. Na ostatnim roku studiów odbył praktyki w klinice na Bennington Street i bardzo często odwiedzał położone po sąsiedzku schronisko dla zwierząt. Problem pojawił się wtedy, gdy po studiach i odbytych stażach nie mógł znaleźć pracy w zawodzie. Klinika miała full zespół, w zoo urzędował jakiś gościu i krążyły plotki, że po nim w dalekiej przyszłości rządy obejmie córka, a reszta miejsc to typowi prywaciarze. Postanowił wrócić do Westwood, zamieszkać w pokoju nad garażem i zatrudnić się w położonej na obrzeżach miasta fabryce. Praca na produkcji była bardzo odległa od jego marzeŃ, ale za coś trzeba było żyć, a raczej musiał mieć z czego odkładać na przyszłość, w której zamierzał otworzyć własną przychodnię weterynaryjną. W międzyczasie, a właściwie jeszcze na studiach poznał dziewczynę, a jego późniejsze podróże do centrum miasta były spowodowane właśnie spotkaniami z nią. Nie wiedząc kiedy spędzał tam czas do świtu po którym jechał prosto za miasto do fabryki. Bywał wyczerpany, ale jak młody głupiec wydawało mu się, że miłością da się żyć i nie potrafił się z nią rozstać o rozsądnej porze. Spędzali razem wolne dnie i noce, pomieszkiwali razem trochę tu i trochę tam, wyjeżdżali do swoich rodzin, poznawali się coraz lepiej i zakochiwali się w sobie jeszcze mocniej. Po dwóch latach takie życie przeplatane pracą w fabryce, ciągłymi dojazdami stały się jednak wyczerpujące. Musiał coś zmienić, ale rzecz jasna nie partnerkę. Mając dwadzieścia sześć lat oświadczył się jej proponując jednocześnie, aby przeprowadziła się za miasto i aby właśnie w Westwood ułożyli sobie życie. Była zachwycona, a jego propozycja bardzo szybko zaczęła być wcielana w życie. Po roku czasu już stali przed swoimi rodzinami i składali sobie przysięgę, po której mieli być razem na dobre i złe, a złe... przyszło dość szybko. Może nie tak od razu, ale szybko. Willie zamieszkał wraz z żoną w miejscu gdzie dorastał, co wcale nie było kłopotliwe, bo rodzeŃstwo i tak uciekło do miasta, a rodzice wyremontowali poddasze całego pensjonatu przerabiając je na kącik dla siebie, co ułatwiało im zarządzanie tamtym miejscem. Ostatecznie wraz z żoną mieli coś fajnego już na starcie i postanowili trochę odświeżyć dom, ale to nagle przerodziło się w zbyt wielkie remonty. Ciągnęły się one miesiącami i chyba żadne z nich nie tak planowało spędzić pierwszych wspólnych chwil po ślubie, ale trudno rozgrzebali, był syf i nie było komu sprzątać. Pewnego dnia pojechał do pracy i wrócił po kilku godzinach oznajmiając, że fabryka po prostu została zamknięta. Upadła, a pracownicy stali się z dnia na dzieŃ bezrobotnymi. Ostatnimi latami żył tylko tą pracą na produkcji i, w chwili gdy został tak właściwie z niczym nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, więc tygodnie gdy siedział w domu i miał zbyt wiele czasu dla siebie poświęcał na remonty, które przeplatały się z nerwami o wszystko. Potrafili wykłócać się o najdrobniejsze sprawy i to się kumulowało. W koŃcu ona postanowiła poprosić o pomoc ojca i to on zaoferował mu pracę w wielkim biurowcu, która polegała na odnalezieniu się w papierkowym bałaganie o którym tak naprawdę nie miał bladego pojęcia, więc początkowo był przydupasem szefa, który ma znajomości i nikt za nim szczególnie nie przepadał. Wcześniej nawet nie interesował się tym czym zajmuje się jej ojciec, a teraz sam stał się częścią biura rachunkowego i to tylko przez wzgląd na znajomości, więc głównie pilnował kalendarza szefa i zakładał teczki osobowe ludzi, a z czasem przychodziła reszta. Jechał o świcie do miasta, by znaleźć się w John Hancock Tower i siedział tam do późnego wieczora, każdego dnia będąc przeszkalany przez ludzi tam pracujących. Gdy wracał do domu padał na twarz więc ich sytuacja małżeŃska nie poprawiła się wcale na lepsze. Były nawet sytuacje w których nie opłacało się mu wracać do domu i zostawał na noc w mieście. Kłótnie o to, że dom jest w rozsypce, o to, że prawie się nie widują i o to, że jeszcze nie mają dzieci potęgowały nerwówkę i zwyczajnie już tego nie wytrzymał. W koŃcu pokłócili się dopuszczając do siebie słowa, że to wszystko było błędem i, że za szybko podjęli decyzję o ślubie, po czym on wyjechał do pracy, ona została sama sobie i nie miał zamiaru wracać na noc do domu, ale coś jednak go tchnęło, że za szybko się poddają i może da się to wszystko wyprostować. Zmienił zdanie gdy wrócił do domu, a jej nie było... była po drugiej stronie ulicy, widział ją przez szybę - całującą się z sąsiadem - i jedyne co mógł zrobić to wziąć wielki kamieŃ i rozwalić mu to okno, ale to nawet w małym stopniu nie wyrażało jego złości, gdzie dwoił się i troił dla niej, pod jej naciskiem pracował w mieście i zwyczajnie starał się. Miała kilka dni na wyniesienie się z jego rodzinnego domu, dni które on spędził w mieście wynajmując na szybko jakiś mały pokój hotelowy w centrum. W tym czasie złożył rezygnację w biurze jej ojca i upijał się w miejskich barach na całego. Gdy wrócił do Westwood nie było jej już w domu, został tylko wielki burdel który musiał teraz jakoś ogarnąć. Pierwsze tygodnie bez pracy polegały na tym, że bawił się w złotą rączkę chcąc jak najwięcej zrobić w tym domu samodzielnie, bez ponoszenia większych kosztów. Miał wtedy wiele czasu na zastanowienie się nad tym co chciałby właściwie robić i zdał sobie sprawę, że może teraz będzie mu łatwiej znaleźć pracę w tym co zawsze lubił jako młodziak. Ściany w domu nabrały nowych kolorów podłogi zostały odświeżone, a on w koŃcu przyciął włosy i ogarnął swoją menelską brodę wyruszając na podbój miasta. Miał dwadzieścia dziewięć lat, gdy w koŃcu dostał się do zoo i miał wielkie szczęście, bo starszy gościu poszedł na emeryturę, córka zaciążyła i kogoś musieli znaleźć do pracy. Początkowo bywał tam codziennie, aby jakoś wkręcić się w życie w tym miejscu, poznać zwierzaki i dowiedzieć się jakie stawiają przed nim obowiązki. Wynajął też niewielką kawalerkę, bo wynajmowanie hotelu nie było opłacalne, dojazdy również. Po kilku miesiącach w zoo bywał tylko około trzech dni w tygodniu, a przez resztę czasu pozostawał w kontakcie telefonicznym i wracał do Westwood by w koŃcu uporać się do reszty z domem. Minął grubo ponad rok odkąd rozstał się z żoną, ale udało się mu wyjść na prostą - dom w koŃcu był miejscem, gdzie można spokojnie mieszkać nie potykając się o puszkę z farbą czy listwy przypodłogowe, a folia nie była stałym elementem dekoracji każdego pokoju. Miał też pracę, która go cieszyła, ale brakowało mu czegoś gdy spędzał czas poza miastem i właśnie wtedy zrodził się pomysł własnego gabinetu. Garaż wraz z pokojem na górze był miejscem idealnym na utworzenie małej przychodni weterynaryjnej, ale brak funduszy na otwarcie pieniędzy zmusił go do staraŃ o kredyt na własną działalność. Jak to mówią - coś się koŃczy, coś zaczyna - pojechał do miasta, wręczył żonie dokumenty rozwodowe do podpisania, po czym sam podpisał kilka papierków na koniec otrzymując kredyt i wrócił do Westwood planując wszystko szczegółowo. Minął kolejny rok, a garaż zamienił się w małą przychodnię dla zwierzaków, a Willie stał się samotnym rozwodnikiem po trzydziestce mieszkającym w wielkim domu, dorywczo pracującym w mieście i w koŃcu czuł, że żyje. Ostatnie cztery lata mógł nazwać najspokojniejszymi i najbardziej uporządkowanymi w swoim życiu, miał klientów w gabinecie w Westwood, miał znajomych w mieście oraz pracę, która zawsze go interesowała. Uporał się też z rozwodem więc nie był w nic uwikłany, oprócz kredytu, który i tak w większości spłacił, a z rodzicami doszedł już do względnego porozumienia po tym całym szaleŃstwie jakie przeszedł z byłą żoną - bo jak można się domyślać, zadowoleni nie byli. W międzyczasie przygarnął też dwa psy do siebie, do których zaglądają znajomi z sąsiedztwa, gdy ten bywa kilka dni w mieście i mając trzydzieści pięć lat wygląda na to, że jest szczęśliwy żyjąc tak pomiędzy Westwood, a wielkim miastem.
Charakter
Całkiem optymistycznie zapatruje się na życie, ale teraz wydaje się to być proste skoro już sobie je uporządkował. Nie jest typem samotnika i lubi otaczać się ludźmi, szczególnie wygadanymi i znającymi się na żartach, ale życie potoczyło się tak, że póki co prowadzi je sobie w pojedynkę. No dobra, ma dwa psy, którym wyznawanie uczuć przychodzi bardzo łatwo, ale poza tym nic więcej. Zawsze był rodzinny i opiekuŃczy, zawsze też widział siebie w roli ojca, ale nie jest to coś co traktuje jako osobistą porażkę - nie wyszło mu to, ale wciąż był przecież jeszcze młody. Nie jest typem zadręczającym się myślami typu: co mógł zrobić inaczej, raczej brnął przed siebie. Willie wcale nie ma trudnego charakteru, nie licząc chwili, gdy znajduje się w samochodzie i musi przemknąć przez miasto – wtedy bez względu na to czy jest sam, czy z pasażerem nie panuje nad nerwami, przeklina, podnosi głos, wydziera się na innych, traktuje klaksonem, wszędzie wcina się w ruch na siłę, co świadczy poniekąd o jego niecierpliwości. Jednak nie sprawdza się to w każdym aspekcie życia, spokojna głowa. Po prostu gdy znajduje się za kierownicą wszyscy ludzie zyskują plus sto punktów do umiejętności irytowania go. Poza samochodem jest całkiem nieszkodliwym osobnikiem o ile ktoś nie stara się zmienić go na siłę. Żył przez kilka lat starając się postępować tak, aby dogodzić osobie którą kochał - bo taki właśnie jest Willie, gdy naprawdę na kimś mu zależy. Zapędził się jednak za bardzo i przez kilka lat był zbyt skupiony na innych, a niewiele poświęcał na to, by robić to co uszczęśliwi jego samego. Nawet zdążył pogubić się w tym czego naprawdę chce, a powrót do rzeczywistości był bolesny kiedy okazało się, że starał się na marne, bo osoba dla której to wszystko robił puszczała się z sąsiadem. Zmarnował kilka lat i ciężko było mu to przełknąć, ale nigdy nie miał skłonności do użalania się nad sobą, więc szybko zaczął działać, aby coś zmienić. Aktualnie żyje tak jakby te kilka zmarnowanych lat go nie dotyczyło, jest po prostu Williem jakim większość go znała za nastolatka tylko trochę bardziej odpowiedzialnym, wciąż wesołym i tylko niekiedy nerwowym.
Dodatkowe
» Zna Western City lepiej niż ktokolwiek w Bostonie, ponieważ rodzice mieli obsesję na punkcie niedzielnych pikników tam organizowanych - na tyle wielką, że zabawy w Indian mu zbrzydły, a gdyby chciał mógłby zostać zawodowym kowbojem i kto wie, może nawet wygrałby w Built Ford Tough Series. SkoŃczyło się jednak na zamiłowaniu do jazdy konnej i kolekcji kowbojskich kapeluszy, którą gromadzi od najmłodszych lat . #cowboy

» Jest beznadziejnym kierowcą, choć to nie do koŃca tak, że nie potrafi jeździć samochodem - potrafi! Tylko jest bardzo narwany za kierownicą, wszyscy kretyni na drodze go irytują, non stop na nich narzeka, jest niecierpliwy, wszędzie się wpycha, parkuje czasem za zakazach, gdy ma "szybką" sprawę do załatwienia, albo gdy nie chce mu się szukać drobnych na parking w określonym miejscu. Jego samochód przez to przeżył wiele stłuczek i odholowaŃ, ale to i tak niczego go nie nauczyło.

» Uwielbia zwierzęta, a przebywanie z nimi daje mu wiele radości, dlatego rzucił w cholerę wszystko co toksyczne i w co się wpakował żeby zaimponować byłej żonie, teściowi i poniekąd ojcu, po czym postanowił otworzyć własny gabinet weterynaryjny i żyć po swojemu.

» Nie ma już żony, nigdy nie miał dzieci, ale ma dwa cudowne psy i to mu póki co wystarcza do szczęścia.

» Wielbi ciasta, ciasteczka, czekolady - ogólnie słodycze, jeśli go nimi dokarmisz jest w stanie zgodzić się prawie na wszystko, ale trzeba się spieszyć zanim zdąży wszystko zjeść.

» Każdego ranka zaraz po przebudzeniu idzie umyć zęby... ale chwila, to przecież normalne! Właśnie w tym rzecz, że jest zwyczajny, nie ma jakiś niezdrowych odruchów, dziwacznych upodobaŃ i przyzwyczajeŃ, choć starsze sąsiadki lubią snuć przeróżne domysły na temat jego życia w pojedynkę. Wielokrotnie słyszał, że z pewnością jest gejem i dlatego nie udało się mu z żoną, był też przez pewien czas psem na baby bo wychodził późno wieczór, wracał wcześnie rano, no i był też kryminalistą jak policja podjechała pod dom, choć to był tylko jego znajomy.

» Uwielbia mieszkać w Westwood, bo każdego ranka listonosz rzuca mu gazetę na trawnik, po którą wychodzi witając się ze swoimi uzależnionymi od plotek sąsiadkami, wypuszcza psy na ogród, odwraca tabliczkę informacyjną, że gabinet jest już otwarty i idzie sobie zrobić poranną kawę przy której zaczytuje się w bostoŃskich wiadomościach.

» Nie jest osobą stworzoną do życia w mieście, bo gdyby tak było już dawno przeniósłby się do Bostonu na stałe, a nie dojeżdżał do niego z Westwood.

» Jego prywatny gabinet na obrzeżach miasta otwarty jest od trzech do czterech dni w tygodniu, resztę czasu spędza pracując jako weterynarz w zoo, w koŃcu to całkiem miła odmiana, gdy ma się styczność z egzotycznymi zwierzakami.


Data urodzenia: 16 czerwca 1982
Miejsce urodzenia: Westwood
Zawód: Weterynarz
Grupa: Job
Wygląd: Bradley Cooper
 
 
Caroline Collier


Caroline Blanco-Collier

poślubiła cholernego zazdrośnika

Prowadzi własną cukiernię w Brighton.


30

Wysłany: 2017-12-05, 21:47   
   Multikonta: Julka, Arizona, Lexy, Bianca, Nathan, Seth, Felix, Willie, Joseph
   Nazywaj mnie: Ancymon


Akceptacja!
Witamy na Hello Boston! Cieszymy się, że wybrałeś akurat nasze forum, mamy nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuł i zostaniesz z nami na dłużej. Zapraszamy do założenia podstawowych tematów jak relacje i telefon, a następnie do gry.
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Pośród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników czeka na Was moc świątecznych niespodzianek i atrakcji. Udekorowane stoiska kuszą ozdobami i jest w czym przebierać: ozdoby choinkowe, upominki, rękodzieła, zabawki, ręcznie wykonane czapki, szaliki, swetry i wiele innych. Z pozostałych miejsc dochodzą również aromatyczne zapachy, a wśród smakołyków nie może zabraknąć oczywiście grzańca i pierniczków. Lady uginają się pod ciężarem świątecznych przekąsek, bakalii, kołaczy, przypraw, herbaty, słodyczy, nalewek, a to tylko początek tej apetycznej przygody. Czujecie już ten bajecznie świąteczny klimat?
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6