Poprzedni temat «» Następny temat
BISTRO DU MIDI
Autor Wiadomość
Massachusetts


Massachusetts

Wysłany: 2017-11-09, 12:46   BISTRO DU MIDI


bistro du midi



 
 
Laura Salinger


Laura Salinger

boston


29

psychiatra

nie ma czasu

Wysłany: 2019-05-07, 19:19   
  

  
  
  
  
  

  
  
wszyscy mamy źle w głowach


#3

Sobotnie wieczory były zwykle dla Laury czasem odpoczynku po długim tygodniu pracy; ostatnio coraz częściej przyłapywała się na tym, że wolała ów dzień spędzić w domu: wysprzątać każdy zakamarek i tak pustego mieszkania, a w późniejszych godzinach zalec przed telewizorem z kieliszkiem czerwonego wina i oczyszczającą maseczką na twarzy. Jeśli wychodziła, to przeważnie na drinka z koleżankami - niezupełnie dlatego, że była domatorką, chociaż istotnie daleko jej było do typowej imprezowiczki. Mimo iż nawet ona lubiła się odstresować i zwyczajnie rozluźnić, nierzadko przy pomocy odpowiedniej dawki procentów. W soboty jednak... ludzie chodzili parami, a Laura, zwyczajnie, w którymś momencie swojego życia uznała za bezcelowe umawianie się z kolejnymi mężczyznami, którzy nawet nie wydawali jej się interesujący. Za bardzo szanowała swój czas, by trwonić go w taki sposób. I tak została dwudziestodziewięcioletnią panną, która nieuchronnie zbliżała się do granicy końca młodości, a ostatnio poważniej zaczynała rozważać adopcję zwierzaka, jaki stanowiłby lekarstwo na samotność. A od tego nie byłoby już odwrotu.
Dzisiejszy wieczór można zatem uznać za wyjątek; jakże potrzebny w tej jałowej codzienności Laury Salinger. Być może nowa znajomość - niezależnie od tego, czym właściwie miała być - ukróci w jakimś stopniu panowanie tej monotonii.
Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, wysłała Josephowi swój adres (tym samym dając mu tę przewagę, że teraz wiedział zarówno, gdzie pracowała, jak i gdzie mieszkała, a ona wciąż posiadała mocno ograniczone informacje na jego temat... co, dziwnie, chyba nawet jej nie przeszkadzało), pod którym mężczyzna pojawił się punktualnie. Był to ewidentny plus po jego stronie; zresztą Laura także nie kazała mu na siebie czekać. Bo, po pierwsze, nie zwykła tego robić, a po drugie, czekała na nich rezerwacja w restauracji, jaką okazała się być serwująca francuskie dania Bistro du Midi. Po tym, jak zostali odprowadzeni do swojego stolika, zamówili wino i jedzenie.
- Jaką czarną magią się posłużyłeś, żeby zdobyć ten stolik? - zapytała, rozglądając się po sali, zanim powróciła spojrzeniem do twarzy bruneta. Sądząc po zagęszczeniu klientów, domyślała się, że zarezerwowanie tu stolika w weekendowy wieczór nie było taką łatwą sztuką. Niewykluczone zatem, iż nazwisko Balamonte otwierało w tym mieście więcej drzwi, niż Laura mogła sobie wyobrazić. Wprawdzie to - pieniądze lub wpływy - nie wystarczało, by jej zaimponować, ale o tym Joseph chyba dobrze już wiedział. Gdyby było inaczej, pewnie też bardziej zależałoby jej na tym, by wyglądać jak przysłowiowy milion dolarów (chociaż prostoty i klasy nie sposób wycenić) - zamiast tego Laurie postawiła na naturalny makijaż i białą sukienkę przed kolano (nieskromnie uważała, iż jasne kolory były dla niej bardziej łaskawe) uzupełnioną cielistymi szpilkami, zaś włosy, sięgające zaledwie ramion, upięła w niskiego koka, odsłaniającego jej smukłą szyję i niepozorne, złote kolczyki. Niezmiennie natomiast towarzyszył jej klasyczny, delikatnie kwiatowy zapach perfum Chanel.
 
 
joseph balamonte


JOSEPH BALAMONTE

BOSTON


31

kieruje barem

stolen

Wysłany: 2019-05-13, 23:16   
  

  
  
  
  
  

  
  
IF YOU WERE DEAD OR STILL ALIVE, I DON'T CARE. JUST GO AND LEAVE THIS ALL BEHIND.


Nie pamiętał, kiedy był na jakiejś kolacji z kobietą, która mogła w jakikolwiek sposób być otagowana przez kogokolwiek jako #randka. Nie przez niego, on z góry miał narzucony cel tego spotkania i choć nie chciał się rozpraszać musiał mimo wszystko stwarzać pozory. Stąpał po cienkiej linie poprzez nacisk ze strony ojca i jak większość jego poleceń, nie było mu to na rękę. Nauczył się jednak przetrwania z tym nieustannym poczuciem frustracji wynikającej z przymusu rodziny, pod którym nie chciał żyć, a musiał. Fakt, że początkowe i zupełnie przypadkowe spotkania z Laurą nie miały ukrytego celu, a mimo to powtarzał je nie ułatwiały sprawy. W końcu wychodziło na to, że zaskoczyła go w pozytywny sposób, a teraz nie miał już okazji by przekonać się do czego by to doprowadziło, gdyby ukryty cel nie istniał.
Jego życie w sobotnie wieczory były istną monotonią kręcącą się wokół prowadzonego przez niego baru. To tam spędzał czas; nieważne, czy było to doglądanie interesu, picie ze znajomymi, czy też może jednonocny podryw. Relaksował się na swój sposób, ale w jego planach nigdy nie przewijała się kolacja, która w taki zwykły sobotni wieczór była masowo uznawana za randkę. Postanowił zbyt wiele o tym nie myśleć, bo samo analizowanie tego drobnego faktu mogło zepsuć mu plany. Założył na siebie białą koszulę, w której czułby się nieswojo, gdyby nie dwa guziki odpięte od góry. Do tego wybrał ciemno granatowe spodnie, które przy gorszym oświetleniu i tak sprawiały wrażenie czarnych. Nie było to nic wyszukanego, gdyby postawił na bardziej elegancki look nie czułby się komfortowo. W dodatku jego szafa mieściła sporo t-shirtów, a koszule można było zliczyć na palcach jednej ręki. Ciepłe wieczory jakie nastały w Massachusetts ułatwiły też ostatnią kwestię, nie musiał sięgać po marynarkę. Za jego punktualnością stała poprawa pogody, bo gdyby przyszło mu przejechać pół miasta do rodzinnej posiadłości, aby poszukać czegoś elegantszego w swojej dawnej szafie, z pewnością zrobiłby kiepskie wrażenie na Salinger i nawet wyszukana restauracja nie zniwelowałaby tej wpadki na wejściu.
- To zbyt ciemna strona mocy, by w to wnikać - odparł niby żartobliwie, o czym świadczył jego lekki uśmiech, ale było w tym sporo prawdy. Posłużył się w końcu kontaktami wynikającymi z rodziny stojącej twardo po tej stronie granicy, gdzie przelewa się czyste zło. Nie chciał jednak rozwlekać tego tematu. - Czeka mnie wieczór, podczas którego musze przekonać Cię, że całkiem nieźle komponuje się w tym zestawieniu, a nie tylko z kawą. Wypijmy za to - powiedział unosząc znacząco kieliszek z winem.
 
 
Laura Salinger


Laura Salinger

boston


29

psychiatra

nie ma czasu

Wysłany: 2019-05-19, 12:10   
  

  
  
  
  
  

  
  
wszyscy mamy źle w głowach


Laura nie była kobietą, której oczekiwania po jednym spotkaniu (bo preferowała to, raczej neutralne określenie, od nazwania owej kolacji randką, przynajmniej na głos) poszybowałyby w górę, stawiając Josepha w niekomfortowej sytuacji; nie była natarczywą desperatką, która pragnęła upolować porządnego faceta i gotowa byłaby ustatkować się z kimkolwiek, byle nie być sama. Nie. Laura podchodziła do dzisiejszego wieczoru ze sporym dystansem - chociaż nie można powiedzieć, by jakaś jej część nie chciała wiedzieć, czego powinna się spodziewać ze strony Josepha - właściwie, chociaż zwykle tego nie robiła, tym razem postanowiła po prostu poddać się biegowi wydarzeń. Po tych kilku rozmowach przy kawie, zdążyła zorientować się, że Joseph Balamonte był człowiekiem, który panował nad sytuacją; którego cechowało zdecydowanie i umiejętność podejmowania decyzji - więc to właśnie pozwoliła mu robić. Kierowała nią zwykła ciekawość - jeśli nie ludzka, to z pewnością zawodowa.
- Może wolę ciemną stronę - rzuciła tajemniczo, przechylając lekko głowę i dopiero po chwili unosząc kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Choć i ona nie mówiła tego zupełnie poważnie, nie kusiło jej to, co złe i niewłaściwe (a może sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę); a jednak, któż lepiej niż psychiatra właśnie, znał ciemną stronę ludzkiej natury? W jakimś sensie zatem ów mrok był przy niej zawsze, otaczał ją, niby miękki szal, który w każdej chwili mógł zacisnąć się na jej szyi.
Może to ciemna strona wolała ją.
- Odnoszę wrażenie, że masz już na to plan... I jeśli uwzględnia on napojenie mnie winem, to chyba nieźle zacząłeś - przyznała z rozbawieniem i uniosła do ust kieliszek, z którego wypiła niewielki łyk wina. Ale mężczyznę podobno ocenia się po tym, jak kończy, a nie zaczyna, więc na to jeszcze przyjdzie pora. Tak naprawdę jednak Laurie nie przypominała sobie, by kiedykolwiek zdarzyło jej się upić do tego stopnia, że urwałby jej się film albo zrobiłaby coś, czego musiałaby później żałować. Nie pijała mocnych alkoholi, nie podejmowała pochopnych decyzji, nie traciła nad sobą kontroli, nie wymiotowała na własne buty ani nie lądowała w łóżku z przypadkowo poznanymi w barze facetami. Chociaż czasami pewnie przydałoby jej się po prostu poluzować hamulce. Uwolnić się od sztywnych ram rozsądku.
Ta sobota wydawała się być idealnym dniem, by to zrobić.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się majowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 7