Poprzedni temat «» Następny temat
Mingus Lovell
Autor Wiadomość
Mingus Lovell


Mingus Lovell

za mną nie było już nic

spaliłem wszystkie mosty i nic mnie nie trzymało


25

Wysłany: 2017-12-07, 16:22   Mingus Lovell
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: patka szmatka



Mingus Lovell

Biografia
Rodzina Lovellów była rodziną wielodzietną, mieszkającą w ładnym domku z białym płotkiem, a Mingus był jednym z ostatnich dzieci w tejże rodzinie. Pomimo dużej ilości starszego rodzeŃstwa nie czuł się niezauważany czy pomijany, wręcz przeciwnie, wszyscy się wspierali i wzajemnie sobą opiekowali. Zwłaszcza, że już od najmłodszych lat wymagał trochę większej opieki – tuż po urodzeniu zdiagnozowano u niego wadę serca. Nie był pierwszym chorym na serce dzieckiem w rodzinie, miał jednak tyle szczęścia, że jego wada była operacyjna. Mimo to, a może właśnie dlatego, od zawsze wolał pozostawać w cieniu. Zajmował się swoimi sprawami, nie dzielił się tym, co zdarzyło się w szkole, jeśli nie pociągnięto go za język, i właściwie trochę nie wpasowywał się w głośny, energiczny i pełen życia klimat jego rodzinnego domu. Nie stronił od przebywania z rodziną, jednak rzadko zbierał głos. Posłusznie pomagał ojcu w ogrodach czy matce w kuchni, czasem wręcz kosztem swoich zajęć. Nigdy nie był dobry w przedmiotach ścisłych, kochał jednak całym sercem literaturę, sztukę i język francuski. Odkąd pamiętał chciał odwiedzić Paryż i swego czasu wydawał mu się on być miastem jego marzeŃ.

O wyjeździe do Paryża zaczął myśleć na poważnie, odkąd na początku swojej nauki w liceum pojechał tam na szkolną wycieczkę. Nie udało mu się wyjechać na wymianę, robił jednak wszystko, co w jego mocy, by dostać się tam na studia. Jego plan nie został wyjątkowo chętnie przyjęty przez rodzinę. Były to przecież spore koszty, a do tego skok na bardzo głęboką wodę. Mingus postawił jednak na swoim. Uzbierał na pierwsze miesiące życia w Paryżu, łapiąc się dorywczych prac, zdał koŃcowe egzaminy najlepiej, jak potrafił, przebrnął samodzielnie przez cały proces rekrutacji i… dostał się. Wyjechał studiować literaturę, pełen entuzjazmu i pełen planów, zupełnie sam, w wielki świat, na Stary Kontynent, gotów odkrywać i chłonąć wszystko tak bardzo, jak tylko będzie potrafił. Zwiedzał, szkicował, robił zdjęcia, poznawał nowych ludzi, pisał – przede wszystkim pisał, co zresztą robił, odkąd pamiętał – i powoli wsiąkał w środowisko paryskiej bohemy. Na początku mieszkał w akademiku, a pomiędzy studiami łapał się dorywczych prac. Pisał wiersze i artykuły, które czasami udało mu się sprzedać do podrzędnych czasopism, wiele rzeczy napisał także do szuflady. Miał styczność z innymi artystami, głównie na uczelni, ale nie tylko. Rozmawiali o sztuce, polityce czy literaturze, poruszali tematy filozoficzne, próbowali zgłębiać psychikę człowieka. Omawiali swoje twórczości, wskazywali błędy, krytykowali z pełną szczerością, a koŃczyli na wspólnym oddawaniu się przyjemnościom wśród chłodnych, pachnących, paryskich nocy.

Wśród tego towarzystwa pojawił się chłopak, którego przez jakiś czas Mingus nazywał miłością swojego życia. Studiował malarstwo i był malarzem. Malował Mingusa, najpierw na zajęciach, wśród innych studentów, ale zaczęli się także umawiać na prywatne sesje, bo Lovell był dla niego modelem wręcz idealnym. Mingus nie czuł się z tym dobrze, nie na początku i nie na koŃcu. Chłopak pozwolił mu poznać własne ciało, odkryć jego piękno, dostrzec je w zupełnie innym świetle, w jakim Mingus nigdy nie potrafił siebie zobaczyć. Jeden malował, drugi pisał, czyniąc drugiego punktem centralnym swojej twórczości. Przez pewien czas byli niemal nierozłączni. Mingus przeprowadził się do swojego kochanka, do małego mieszkanka, niezbyt elegancko urządzonego, w którym ich pozostali przyjaciele czasami się schodzili – spotykali się, by dyskutować, by tworzyć, być się odurzać. Lovell oddał się temu całym sercem. Przyjaciołom, związkowi i swojej twórczości. Kiedy koŃczył studia, większość jego utrzymania stanowiły prace literackie, tuż po otrzymaniu dyplomu udało mu się zyskać także posadę edytora w jednym z paryskich czasopism. Pragnął zostać tu na zawsze, żyć tak już zawsze. Paryż jednak przestał być miastem jego marzeŃ.

Jego chłopiec coraz rzadziej dysponował trzeźwym umysłem. Zaćmiły go środki odurzające, podobnie jak Mingusa zaćmiła miłość. Ich związek był coraz bardziej toksyczny, do czego blondyn nie potrafił przyznać się przed samym sobą. SiŃce, krzyki, znikanie na całe noce i coraz gorszy stan psychiczny Mingusa nic nie znaczyły dla niego samego. Przecież wciąż go kochał, nic innego się nie liczyło. Może był stworzony do tragicznej miłości. Może nawet nie zasługiwał na inną. Trwał przy swoim mężczyźnie tak długo, jak tylko mógł, ten był jednak coraz bardziej nieobliczalny. Mingus zaczął się go bać, a on potrafił wyczuć strach, co więcej, potrafił go wykorzystać. Którejś nocy wrócił ze źrenicami szerokimi jak lufa pistoletu, którą przystawił Mingusowi do skroni. W ostatniej chwili przed naciśnięciem spustu zmienił kierunek strzału. Kula utkwiła w podłodze. Kilka chwil później Lovell leżał tuż obok niej – samotny, opuszczony, przerażony, ogłuszony, zapłakany. Tej nocy stracił miłość swojego życia.

Tej nocy jego ukochany kogoś zabił. Mingus nie widział go już więcej. Składał zeznania, jednak nie pojawił się na rozprawie. Nie mógł pozbierać się, przebywając samotnie w ich mieszkaniu, nie potrafił już podążać ich starymi ścieżkami. Wkrótce okazało się, że nie może już zajmować tego mieszkania, musi się wynieść, nie zdecydował się jednak na pozostanie w Paryżu. Musiał uciec jak najdalej, nie chciał już wracać, zerwał więc umowę z wydawnictwem i kupił bilet na samolot, a kilka tygodni później, kiedy jego umowa ostatecznie wygasała, był już spakowany wraz ze swym całym, niewielkim dobytkiem i gotowy do powrotu do Bostonu. Nie był pewien, czy jeszcze miał prawo nazywać to miejsce domem, nie wiedział, czy zostanie tam przyjęty, ani czy nawet zostanie tam na dłużej. Była to jednak jedyna myśl, jaka kołatała mu się w głowie – wrócić.

Wrócił. Zastały go oświetlony na święta ganek i matka krzątająca się w kuchni, widoczna zza szyby kuchennego okna. Stojąc przed wejściem usłyszał krzyki dochodzące z piętra, nie rozróżniał jednak słów. Słowa zawsze wiele dla niego znaczyły. Teraz nie miał jednak pojęcia, jakich powinien użyć, gdy już ktoś otworzy mu drzwi. Otworzyła mu matka i zamiast mówić cokolwiek, wpadli sobie w ramiona. Na wszystkie rozmowy przyjdzie czas później. Najważniejszym teraz było to, że wrócił do domu.
Charakter
Wrażliwy młodzieniec, z głową pełną chaosu, z ustami pełnymi miłości, dłoŃmi pełnymi czułości, oczami pełnymi strachu. Widzi to, co dla niektórych jest niedostrzegalne, czuje mocniej, kocha intensywniej, żyje pełniej. Nie zawsze potrafi ubrać w słowa to, co by chciał, ale kiedy już to robi, używa słów pięknych i wzniosłych. Nie zawsze lokuje uczucia w odpowiednich osobach, ale kiedy już to robi, ciężko mu przestać. Nie zawsze potrafi rozmawiać, ale zawsze potrafi słuchać. Nie zawsze rozumie powagę sytuacji, ale zawsze dotrzymuje sekretów. Nie zawsze potrafi zapanować nad emocjami, często emocje panują nad nim, nie czyni jednak komuś celowych złośliwości, nie pragnie zemsty, nie przepada za konfliktami i intrygami. Chłonie sobą cały świat, jednocześnie pozostając dla niego w większości niewidzialnym. Pragnie odkryć każdą tajemnicę, jednocześnie nie odkrywając się przed nikim.
Dodatkowe
•Jego imię zostało mu nadane na cześć Charlesa Mingusa, muzyka jazzowego.

•Sam Mingus od jazzu woli rock, ale jego cichym guilty pleasure jest Adele.

•Nie słyszy na lewe ucho, odkąd jego były już chłopak strzelił w podłogę, trzymając broŃ tuż obok jego głowy.

•Nieźle gotuje, ale robi to tylko okazyjnie, sam dla siebie nie lubi zbyt długo przesiadywać w kuchni.

•Urodził się z wadą serca, niedomykalnością zastawki mitralnej, która z czasem się powiększała i została zoperowana w pierwszych latach jego życia. Dziś jego serce w teorii jest zdrowe – w praktyce jest dość słabe, ale może to kwestia tego, że nigdy nie był typem sportowca. Po operacji pozostała mu długa blizna ciągnąca się wzdłuż całego mostka, a także mniejsza trochę niżej.

•Blizny go krępują, podobnie jak pieprzyki – najbardziej lubi gładką, delikatną skórę, która w jego mniemaniu nie powinna być niczym oszpecona. Sam takiej nie posiada, toteż nie przepada za obnażaniem się i pokazywaniem swojego ciała.

•Mimo to w trakcie studiów dorabiał sobie jako model dla studentów malarstwa, czasem robił także akty.

•Lubi swetry i swoje jasne loki. Jedni nazywali go przez nie greckim bogiem, inni aniołem, a jemu tak wiele brakuje do każdego z nich, że uważa te porównania za coś intrygującego.

•Jako edytor zawsze pracował zachowując trzeźwy umysł. Kiedy pisał własne teksty, nie trzymał się tej zasady, chociaż lubił przeczytać ostatni raz coś, co miało ukazać się w druku, tuż przed wysłaniem.

•Nieźle taŃczy, ale rzadko to robi. Potrzebuje do tego odpowiedniej atmosfery i odpowiedniego towarzystwa.

•Miłośnik starych maszyn do pisania.

•Utożsamia się z pokoleniem Beat Generation.

•Ma za sobą nieudaną próbę samobójczą.

•Woli noc od dnia, wschód od zachodu, lato od zimy. Gorące letnie noce, które koŃczą się w najmniej spodziewanych momentach i miejscach to część jego życia. W trakcie nich można tak wiele osiągnąć, a jednocześnie tak wiele stracić. Można tak wiele się o sobie dowiedzieć i tak wiele zyskać. Może nie zrobić też nic, poza siedzeniem i wpatrywaniem się przed siebie. Deszcz też jest dobry. Oczyszcza miejskie ulice, podobnie jak umysł.

•Miewa problemy ze snem. Czasami nie śpi przez wiele dni, a jego umysł i ciało zachowują się wówczas na przemian jak na głodzie narkotycznym i jak w trakcie odurzenia. Jego postrzeganie rzeczywistości staje się inne, bardziej płynne, a słowa łatwiej do niego przychodzą i układają się w pełną treść. Podobno najgłębsze myśli przychodzą do głowy o trzeciej nad ranem, największe dzieła tworzy się o piątej.


Data urodzenia: 28.11.1993
Miejsce urodzenia: Boston
Zawód: Pisarz, poeta
Grupa: Myself
Wygląd: Neils Schneider
_________________

      Była to Noc Paryża; a ja tylko umierałem.


 
 
Caroline Collier


Caroline Blanco-Collier

poślubiła cholernego zazdrośnika

Prowadzi własną cukiernię w Brighton.


30

Wysłany: 2017-12-20, 19:05   
   Multikonta: Julka, Arizona, Lexy, Bianca, Nathan, Seth, Felix, Willie, Joseph
   Nazywaj mnie: Ancymon


Akceptacja!
Witamy na Hello Boston! Cieszymy się, że wybrałeś akurat nasze forum, mamy nadzieję, że będziesz się u nas dobrze czuł i zostaniesz z nami na dłużej. Zapraszamy do założenia podstawowych tematów jak relacje i telefon, a następnie do gry.
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Pośród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników czeka na Was moc świątecznych niespodzianek i atrakcji. Udekorowane stoiska kuszą ozdobami i jest w czym przebierać: ozdoby choinkowe, upominki, rękodzieła, zabawki, ręcznie wykonane czapki, szaliki, swetry i wiele innych. Z pozostałych miejsc dochodzą również aromatyczne zapachy, a wśród smakołyków nie może zabraknąć oczywiście grzańca i pierniczków. Lady uginają się pod ciężarem świątecznych przekąsek, bakalii, kołaczy, przypraw, herbaty, słodyczy, nalewek, a to tylko początek tej apetycznej przygody. Czujecie już ten bajecznie świąteczny klimat?
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 8