Poprzedni temat «» Następny temat
Francja
Autor Wiadomość
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-11-26, 09:03   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Wyobraźnia potrafi płatać figle, a złudzenia mogą być takie mylące. Ulotne chwile jakie miał z nią, kiedy zapadł w śpiączkę były bardzo odległe od rzeczywistości. Jego umysł płatał mu figle, najprawdopodobniej zbyt mocno się uderzył, a pobudka po tym długim śnie mogła być jedynie kolejnym rozczarowaniem dla młodej Lovell. Saskia w jego sennym wyobrażeniu wyglądała jakoś inaczej. Jakoś to zarazem kiepskie określenie, ale w tym wypadku najlepsze, bo naprawdę nie sposób było ubrać to w słowa. Wszystko co dotyczyło jej było takie samo, ich historia, jej życie, choroba i to co ich określało, to kim byli. Przede wszystkim jego uczucia dotyczyły tej Lovell którą znał przed wypadkiem, ale ten wygląd... wygląd się tu nie zgadzał, a w rezultacie jego przebudzenie wprowadziło jedynie zamęt. Spojrzał na nią niepewnie, wsłuchał się w jej słowa, w jej głos znajomy tak bardzo, a jednak jakiś element układanki mu tutaj nie pasował. Nie potrafił nic powiedzieć, a jedynie w myślach układały się mu odpowiedzi na jej słowa. Była tutaj. Wrócił do niej. Czuł się źle. Ze zdenerwowaniem spojrzał na jej dłoń, która spoczywała na jego dłoni i nie rozumiał. Parę chwil wcześniej ktoś powiedział mu, że przyjdzie ona i przyszła, więc dlaczego czuł się taki zdezorientowany. - Ja... ja przepraszam, ale... - wpadł chyba w jakiś stres pourazowy, bo nagle aparatura zaczęła pokazywać przyspieszenie akcji serca i znów wszystko stanęło pod znakiem zapytania. Ponownie zjawili się lekarze, ponownie towarzystwo wyproszono z sali, a po krótkim szaleństwie i rozmowie z doktorem jasnym stało się, że Felix potrzebuje czasu dla siebie. To był poważny uraz, ale ucierpiało nie tylko ciało. Lekarz wyjaśnił reszcie, że potrzebuje czasu by ułożyć sobie w głowie to co się stało, kim był, kto jest kim dla kogo. Śpiączka namieszała mu w głowie, ale nie nieodwracalnie, a przynajmniej trzeba było mieć nadzieje. Po tym zamieszaniu i chwili jaką przeznaczył na odpoczynek po przebudzeniu leżał w swoim łóżku i wpatrywał się w okno. Za wszelką cenę próbował przywołać wspomnienia sprzed wypadku, sekunda po sekundzie. Wiedział, że ta Saskia z nim była, że spędzali wspaniałe chwile, że czuł do niej coś czego nawet w słowa nie potrafił ubrać (ale to nic nowego akurat, to takie typowe dla niego), więc czemu w swoim złudzeniu z taką łatwością przychodziło mu rozmawianie z nią i wyznawanie swoich uczuć, a teraz nawet nie był pewien czy to na pewno ona. Kiedy ponownie zjawiła się w sali posilił się na uśmiech, trochę bezradny. - Nie wiem co powinienem powiedzieć... przepraszam – nie chciał jej ranić, nie chciał jej dołować, wręcz przeciwnie. Chciał ją uszczęśliwić, ale nie potrafił na tą chwilę.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-11-26, 13:45   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Saskia nie była głupia, wiedziała, że po takim wypadku to z psychiką Felixa mogło stać się wszystko… Sam fakt, że o niej jednak pamiętał, że nie doznał amnezji, sprawiał, że czuła się nieco lepiej. Powinna była podejść do tego bardziej na chłodno, ale nie potrafiła – emocje i uczucia dały górę… Lorenzo miał prawo być rozkojarzony, w szoku, miał prawo nie do końca kojarzyć, co się z nim dzieje… Lovell się o niego martwiła, tyle czasu był w śpiączce, nikt nie był w stanie jej powiedzieć dlaczego. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak ważny dla niej Felix był. Takich uczuć jak do niego nie żywiła jeszcze nigdy do żadnego innego mężczyzny, tego była pewna. I przede wszystkim – doskonale wiedziała, jak te uczucia nazwać i tak długo już zwlekała z tym, żeby mu o tym powiedzieć. W obecnej sytuacji będzie musiała jeszcze poczekać, nie chciała mu mieszać w głowie, bo to w żaden sposób by mu nie pomogło.
Felix, spokojnie, nic się nie dzieje... – Próbowała go uspokoić, jednakże na nic się to zdało i została wyproszona z sali. To nie było dla niej łatwe. Ani trochę. Zamiast się cieszyć, że się obudził, to płakała jak w pierwsze dni po wypadku. Miała wrażenie, że coś było z nią nie tak, że Felix nie patrzył na nią jak wcześniej. Nie miała pojęcia, o co w tym chodziło, ale powoli to wszystko zaczynało ją przerastać. Była z dala od rodziny, bliskich… zupełnie sama w obcym kraju, a jedyna osoba, której mogłaby oddać swoje smutki, leżała w szpitalnym łóżku i nie miała prawa w żaden sposób go niepokoić.
Koledzy z ekipy próbowali ją namówić, żeby pojechała do hotelu, odpoczęła. Nie zamierzała jednak tego robić. Ogarnęła się w szpitalnej toalecie, maskując ślady po łzach pod makijażem. Musiała być silna. Dla niego. Nie mogła mu pokazać, jak bardzo było jej ciężko.
Siedziała w jego sali, gdy spał, Wpatrywała się jak spokojnie oddychał, wsłuchiwała się w pikającą aparaturę. Tak bardzo chciałaby być z nim w ich pokoju hotelowym, leżeć wtulona w jego ciało… Westchnęła ciężko, wstając z krzesła. To nie był czas na fantazjowanie. Wyszła na chwilę, idąc do bufetu po kolejną kawę, z którą to wróciła do Felixa. Ku jej zaskoczeniu, nie spał.
Och, obudziłeś się – powiedziała, uśmiechając się do niego. Tak jak to zwykle miała w zwyczaju. Choć oczy wcale nie wydawały się być takie radosne. Usiadła na krześle obok łóżka. – Felix, daj spokój. Nie masz za co mnie przepraszać. Ledwo co się obudziłeś, masz prawo mieć mętlik w głowie. To minie. – Posłała mu kolejny uśmiech. Tym razem jednak nie pozwoliła sobie nawet na minimalny dotyk. Czuła, że Lorenzo ma z nim problem.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-11-29, 10:37   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Kiedy weszła do sali naprawdę starał się uśmiechnąć, zrobić dobrą minę do nienajlepszej gry (a w tym naprawdę był dobry), a jednak mu nie wychodziło. Ona wydawała się być taka opanowana, również starała się uśmiechać, była przy nim, ale on znajdował się w jakimś chorym punkcie, gdzie wiele rozumiał, wiele wiedział, a zarazem miał taką pustkę, której nie potrafił zapełnić. Ta luka i senne złudzenia powodowały, że zamknął się na obecną tutaj Saskię. Nigdy nie był jakoś szczególnie otwarty i wylewny, jeśli chodzi o swoje uczucia, ale teraz było inaczej. Kiedyś gesty wiele mówiły za niego, a teraz nawet one były jakieś nienaturalne. Była u niego ekipa, z którą współpracował, rozmawiali wiele o wyścigu, o tym co się wydarzyło, a nawet próbowali mu nakreślić sytuację z Lovell, bo wiele widzieli przed wypadkiem i nie rozumieli, jak mógł ją wołać przy przebudzaniu do rzeczywistości, a ostatecznie jej nie rozpoznać. To jak z Saskią spędzali razem czas we Francji przed wypadkiem też było jakieś stłamszone, niewyraźne. Pragnął jedynie zapełnić jakoś te brakujące wspomnienia, dopasować do nich Lovell, chciał by wszystko wróciło do normy. Przynajmniej psychicznie chciał wydobrzeć, bo fizycznie nie było to możliwe, nie tak prędko po wypadku. Czekała go długa rehabilitacja, by móc wrócić nie tyle do względnej formy, ale do pracy. Teraz nie był w stanie ustać na nogach, więc do wielogodzinnych operacji daleka droga. To też było dla niego ciężkie, jego praca go napędzała, a teraz był odcięty od pracy, od hobby i do tego wszystkiego nie mógł umiejscowić jej w swoim życiu. - Nie rozumiem, jak możesz być taka spokojna – i to niezrozumienie z jego strony go irytowało. - Utknęłaś tu ze mną, nawet nie mogę wstać i nie potrafię zrozumieć, dlaczego jesteś dla mnie taka ważna - jakby miał wyrzuty nie tyle do niej, co do samego siebie. Irytowało go to uczucie pustki, to, że coś się nie zgadzało, a ona w tym wszystkim potrafiła robić dobrą minę do złej gry. Kiedy jednak usiadła na krześle i znalazła się bliżej niego dostrzegł wszystko na jej twarzy. - Jak długo tutaj jesteś? Powinnaś się przespać, odpocząć... wyglądasz na zmęczoną - instynktownie troszczył się o nią. Przyjemny zapach kawy roznosił się w małej sali. Pewnie w innych okolicznościach dostałaby niezłe kazanie od Felixa na temat jej zdrowia i nadmiaru kawy jaki spożywa, byleby tylko wysiedzieć przy nim. Na to też przyjdzie czas, miejmy nadzieję.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-12-12, 21:04   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


To nie tak, że Saskia była spokojna… bo ona wciąż się strasznie o niego martwiła, to ile nocy nie przespała to sam Bóg chyba tylko wie. Wystarczająco jednak dużo się wypłakała przy jego łóżku, gdy leżał jeszcze nieprzytomny. Teraz musiała być silna, dla niego. Nie mógł się martwić jeszcze o nią – miał wystarczająco na głowie. Po wypadku minie sporo czasu, nim wszystko wróci do normalności, była tego pewna… tak samo jak tego, że między nimi również będzie tak jak było, a może i lepiej. Wszystko to tylko kwestia czasu – to sobie powtarzała na okrągło, starając się nie dobijać. Jednakże widząc, jak Felix reagował na jej osobę, serce rozpadało się na tysiące małych kawałeczków. Co miała jednak zrobić? Wpędzać Lorenzo w poczucie winy? Wiedziała, że to nie zależało od niego. Była przecież studentką medycyny, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, czym był szok pourazowy. Dlatego musiała się uzbroić w cierpliwość, czy tego chciała, czy nie. Starała się grać dobrą minę do złej gry, aczkolwiek nie było to takie łatwe. Po prostu była już zmęczona tą niepewnością o jego stan, była zmęczona brakiem odpowiedniej ilości snu… jedyne czego teraz chciałaby, to po prostu zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. By ją dotknął, pogłaskał po policzku, uśmiechnął się zawadiacko, jak to miał w zwyczaju. O nic więcej nie prosiła.
Już swoje się namartwiłam – odpowiedziała, siląc się na uśmiech. – Nie obwiniaj się o nic, Felix. Daj sobie czas na ułożenie sobie wszystkiego w głowie. – Innej opcji na chwilę obecną nie widziała. Starała się go jakoś pocieszyć, podnieść na duchu – choć zapewne z marnym skutkiem. Nie wiedziała jednak, co mogła więcej dla niego zrobić. Nie ryzykowała z dotykiem… Widziała, że czuł się z tym nieswojo. Dlatego trzymała odpowiedni dystans, tak by czuł się bardziej komfortowo. – Przespałam całą noc, przyjechałam dziś później niż zwykle. O mnie się nie masz co martwić. Dbam o siebie – powiedziała, by następnie upić łyk kawy. Mówiła jedno, a zmęczenie na jej twarzy, sińce pod oczami spowodowane niewyspaniem mówiły drugie.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-12-13, 06:48   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


- Co, jeśli nic się nie poukłada? - zapytał wprost mając wrażenie, że to tak zagmatwane, że nie ma szans poskładać tego w całość. Nic dziwnego, miał niezły bałagan w głowie i logicznym jest, że czuł się zagubiony. Saskia próbowała go prowadzić, ale prawda była taka, że mogła go tylko trzymać za rękę, kiedy on sam znajduje do tego drogę. - To chyba pierwsza taka noc - bo gdyby miała za sobą więcej przespanych nocek w całości pewnie wyglądałaby na odrobinę mniej zmęczoną. - Nie jestem tego taki pewien, wyglądasz na przemęczoną - wzdychając lekko, bo miał świadomość, że tak naprawdę to wszystko była jego wina. To on ją zabrał do Francji, to on wziął udział w wyścigu, a teraz ona musiała tutaj z nim tkwić. Instynktownie troszczył się o nią, nawet jeśli teraz w jego oczach nie była tą Saskią.
Mijały kolejne dni, a jego stan nie poprawiał się. Fizycznie powoli nabierał sił, czekało go spotkanie z rehabilitantem i próba wstania na nogi. Psychicznie jednak wciąż brakowało jakiegoś elementu, który poskładałby wszystko w całość. Kiedy Saskia do niego przychodziła próbowali się dotrzeć rozmowami, a jednak się mijali. Poprzedniego dnia Lorenzo nie wytrzymał, brak tej cząsteczki zlepiającej wszystko i stres w związku ze zbliżającym się podejściem wstania na nogi chyba skumulował się w Felixie, bo ich rozmowa zakończyła się wielką kłótnią, którą zakończyło jego oschłe - wyjdź - i do tej chwili jej nie widział. Za parę minut miał mieć rehabilitację, a on jedyne o czym myślał to o sprzeczce. W głębi brak jej obecności wiercił mu dziurę w brzuchu, ale wypadek nawet nie był w stanie zniszczyć tego samozaparcia Felixa i jak uparł się, że do niej nie zadzwoni to tego nie zrobił. Nie miał jednak czasu dłużej się tym zamartwiać, bo rehabilitant przyszedł godzinę wcześniej i Felix z trudem zapakowany na wózek pojechał z nim na odpowiednią salę. Pomimo słów prowadzącego, który powtarzał je w kółko: gdyby coś było nie tak, zwolnij, przestań, powiedz mi... Felix próbował dać z siebie wszystko. Był upartym osłem, który był lekarzem nie potrafiącym postawić siebie w roli pacjenta. Nie doszli nawet do połowy ćwiczeń, które z czasem miały się przysłużyć mu do swobodnego wstania na nogi, gdy ten odpłynął. Przesadził pomimo zaleceń rehabilitanta i ponownie wylądował na swojej sali. Czuł gorycz porażki i w normalnych warunkach chciałby być sam, ale tutaj wszystko było inne i z mocno popaprane, więc jedyne co chciał to by tutaj przyszła.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-12-13, 20:30   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


Nie myśl tak. Na pewno wszystko się poukłada. – Chciała w to wierzyć, naprawdę. Choć tak naprawdę nie potrafiła nawet samej siebie przekonać, że tak się stanie. Nie mogła jednak mu tego pokazywać. Miała być dla niego podporą, zwłaszcza, że on sam tyle razy przy niej był i ją wspierał. Zasługiwał na to samo, nie mogła mu dorzucać zmartwień. – Felix, ska… – Tu się ugryzła w język. Te „skarbie” niemal samo się jej nasuwało, ale w końcu się powstrzymała. – Skup się teraz na sobie – powiedziała jedynie. Nie musiał się o nią martwić, potrafiła o siebie zadbać, wbrew pozorom. Widząc, że kończą się jej tabletki, poszła do wizytę do lokalnego kardiologa, któremu przyniosła swoją całą dokumentację medyczną i bez problemu przepisał jej receptę, dzięki czemu zaopatrzyła się w zapas lekarstw na najbliższy miesiąc.
Z każdym kolejnym dniem, zamiast być coraz lepiej, było coraz gorzej. Saskia nie przesypiała nocy, piła coraz to więcej kawy, by być w stanie funkcjonować, aczkolwiek frustracja spowodowana całą sytuacją rosła. Tak samo jak i w Felixie. Bolało ją strasznie to, że nie potrafili do siebie dotrzeć. Miała wrażenie, że mówili słowa, ale nie układali je w zdania, by obydwie strony zrozumiały, o co chodzi. Gwoździem do trumny była kłótnia, która sprawiła, że oboje wybuchli. Oschłe wyjdź, które skierował ku niej Felix sprawiło, że wyszła. Z płaczem, trzaskając drzwiami, zamierzając pojechać do hotelu, spakować swoje rzeczy i wrócić najbliższym możliwym samolotem do Stanów. Miała dość. Po prostu była zmęczona. Z każdym kolejnym dniem miała wrażenie, że jej serce rozpadało się na kolejne kawałeczki, by koniec końców nie zostało z niego nic, tylko rozszarpane cząstki. Czy cokolwiek będzie w stanie złożyć je na nowo?
Jadąc do hotelu trochę ochłonęła i zamiast bukować lot do Bostonu, przedłużyła rezerwację pokoju o kolejne dwa tygodnie. Chwyciła za swój laptop i zaczęła szukać jakiegoś ośrodka spa, masażu tajskiego, czegokolwiek, co pomogłoby się jej choć na chwilę odciąć od Felixa, od zadręczających ją myśli. Chciała wyczyścić swój umysł. Po prostu. W końcu znalazła jakąś horrendalnie drogi ośrodek z wolnym terminem na wieczór. Miała trochę oszczędności przy sobie, więc nie zamierzała sobie żałować. Jeżeli to miało jej pomóc nie popaść w obłęd, nie zamierzała oszczędzać. Saskia przeszła przez całą serię różnych zabiegów. Masaże, kąpiele w błocie, nakładanie różnych maseczek i tego typu rzeczy. Potem jeszcze pozwoliła sobie na kolację na mieście. Wracając do hotelu była… jak nowa, naprawdę. I zasnęła niczym dziecko.
Wstała późnym rankiem, by w hotelowej restauracji zjeść śniadanie, a następnie pojechać prosto do szpitala. Wyglądała… lepiej, po prostu. Nie było śladu po tym chronicznym zmęczeniu, niewyspaniu. Miała na sobie zamiast tego delikatny makijaż, włosy spięła w koka, tak by było jej wygodnie. Po drodze wskoczyła do lokalnego spożywczaka, by kupić ogromną czekoladę (w ramach przeprosin!), a potem skierowała swoje korki w stronę sali Felixa. Miała dość tej żałoby, która między nimi panowała i choćby nie wiedzieć co, zamierzała wnieść w to wszystko trochę radości.
Cześć skarbie – powiedziała, wchodząc do jego sali, posyłając mu ciepły uśmiech. W porównaniu do niego, nie zamierzała unosić się dumą. – Przepraszam za wczoraj – dodała po chwili, by wyciągnąć zza pleców wcześniej wspomnianą czekoladę. Postawiła krzesło przy jego łóżku i usiadła na nim. – Jak poszło? – Miała oczywiście na myśli rehabilitację.
 
 
Felix Lorenzo


Felix Lorenzo

Will you whisper in my ear those three words I wanna hear?

Tell me that you love me.


43

Wysłany: 2018-12-15, 10:17   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancy


Troszczył się o nią, więc skupienie się tylko na sobie w ogóle nie wchodziło w grę. Miał gdzieś zakodowane, że musi o nią dbać, a teraz odnosił wrażenie, że jedynie dokłada jej problemów. Chyba dlatego desperacko próbował stanąć na nogi podczas rehabilitacji, jego organizm jednak nie był na to gotowy. Poniósł porażkę i nie mógł się z tym pogodzić, a leżenie samotnie w łóżku wcale mu w tym nie pomagało. Zapewne cisnął czymś w przestrzeń przed sobą, gdy jeszcze był sam i przeklinał wielokrotnie pod nosem, bo bezradność dawała się mu we znaki. Przez całe życie miał zakodowane, że to on może troszczyć się o innych (głównie dotyczyło to rodzeństwa, ale Saskia jakimś sposobem też wpadła w to sidło), a o siebie on sam się zatroszczy najlepiej. Z jednej strony duma mu nie pozwalała, a z drugiej nie chciał być dla kogoś problemem. Teraz cierpiała jego duma i stał się uciążliwy dla niej - on tak uważał, a że był uparty jak osioł to próby przekonania go, że tak nie jest były spalone na starcie. To powodowało spięcia, przyczyniło się też do ich ostatniego. Nie wiedział czego się spodziewać, gdy przyjdzie i czy w ogóle przyjdzie, ale miał taką nadzieję. Kiedy zobaczył uśmiech na wejściu ulżyło mu, a lekko zaskoczony jej przeprosinami nie czekał i wtrącił się. - To ja przepraszam... nie powinienem wyżywać się na Tobie tylko dlatego, że coś mi się poprzestawiało w głowie - przyznał, a na jej pytanie westchnął ciężko i pokiwał przecząco głową. - Nie chcę o tym mówić, najlepiej byłoby zapomnieć o dzisiejszym spotkaniu z rehabilitantem - nie musiał mówić jej od razu, że odpłynął i jakie są tego efekty, prawda? W końcu sama się zorientuje. Gdy tylko znalazła się przy jego łóżku złapał ją za rękę stwierdzając. - Dobrze wyglądasz - wiedział, że to nie jego zasługa, ale coś co zrobiła w ostatnim czasie dla siebie zdecydowanie zadziałało na jej korzyść. Był przybity swoim odlotem po zajęciach, ale jednocześnie chciał, jak i ona, zakopać tą żałobę między nimi. Odsunął się trochę na swoim łóżku robiąc miejsce i odsunął kołdrę wskazując znacząco na wolne miejsce. - Wskakuj - był w stanie ją przekonać nawet jeśli miałaby jakieś opory, ale czemu miałaby je mieć? Zbyt długo był od niej odseparowany wypadkiem, popapranymi wspomnieniami i cały ranek czekał tak naprawdę, aż zjawi się tutaj nie po to by siedzieć obok siebie i próbując zrozumieć to co się wydarzyło. Gdy tylko dostosowała się do roli małej łyżeczki objął ją swoim ramieniem i wtulił twarz w jej włosy, które przyjemnie pachniały. Dłonią odnalazł jej nadgarstek, na którym znajdowała się bransoletka od niego, a parę sekund później splótł ich dłonie razem i odetchnął z przyjemną ulgą. Brakowało mu tego. To z pewnością była jego Saskia.
_________________
 
 
Saskia Lovell


Saskia Lovell

I will love you till the end of time

Promise you'll remember that you're mine


28

Wysłany: 2018-12-22, 01:17   
   Multikonta: Stefa, Vincent, Ariel, Hella, Maeve
   Nazywaj mnie: Marta


W tym momencie musiał myśleć o sobie – jeżeli chciał stanąć na nogi i wrócić do siebie, Saskia nie widziała innej opcji. Oczywiście, to było miłe, że i o nią się martwił. To dawało Saskii nadzieję, że jednak wszystko będzie dobrze i odzyska swojego starego Felixa, trochę nadopiekuńczego, rugającego ją za to, że piła stanowczo za dużo kawy, że za mało spała i przez ten cały stres straciła cenne kilogramy, które udało się jej przybrać. Była jednak pewna, że wszystko z nią okej i nie musi sobie nią zawracać głowy – doskonale da sobie radę sama. Prawda była jednak nieco inna. To wszystko powoli zaczynało ją przerastać i nie wiedziała, jak „ugryźć” temat. Nie miała tu nikogo bliskiego. Byli chłopcy z teamu Felixa, ale oni też mieli swoje problemy, nie mogła wiecznie im płakać w koszulki. Pisanie esemesów z Lexy nie było wystarczające. Miała poczucie bycia ze wszystkim samą… i zamiast się polepszać, to z dnia na dzień było tylko gorzej. Im bardziej się starała, tym bardziej wszystko się sypało. Nie potrafiła dojść z Lorenzo do porozumienia, a to eskalowało do kłótni i chęci wrócenia do Bostonu pierwszym możliwym samolotem. Całe szczęście udało się jej ochłonąć i zamiast tego poszła do spa, co zdecydowanie dobrze jej zrobiło.
Zapomnijmy po prostu o tym – powiedziała, uśmiechając się do niego. Na następne jego słowa przytaknęła głową. Nie musieli na ten temat rozmawiać, najwidoczniej nie wszystko poszło po jego myśli I Lovell nie zamierzała naciskać.
Trzeba przyznać, że zaskoczył ją tym gestem – niby zwykłe chwycenie za rękę, jeszcze przed wypadkiem niemalże codziennie chodzili dłoń w dłoń, spacerując po Paryżu czy La Mans. Minęło tak niewiele czasu, a tak dużo się zmieniło. Felix nie musiał jednak długo czekać na reakcję z jej strony. Niemalże od razu zacisnęła swoje palce.
Zaszalałam trochę – odpowiedziała tajemniczo. Zdecydowanie potrzebowała trochę czasu dla siebie, by móc wszystko sobie poukładać w głowie, odpocząć, zresetować baterie. A ten wypad do spa, mimo że paskudnie drogi, był czymś, co dało jej powera i możliwość przyjścia do niego z uśmiechem na twarzy. Felix nie musiał też namawiać Saskii na to, by do niego dołączyła. W teorii nie powinna siadać nawet na jego łóżku, nie wspominając o leżeniu, ale kto by się tym przejmował? Na jej ustach pojawił się wielki uśmiech i niemal od razu zajęła miejsce obok Lorenzo, wtulając się w niego. Nagle wszystkie troski odeszły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tego było jej potrzeba – bliskości. – Felix... – szepnęła, nie mówiąc jednak nic więcej. Była jednak pewna że zrozumie, co chciała mu powiedzieć. Jak bardzo tęskniła. Jak bardzo się o niego martwiła. Jedno słowo, a było pełne emocji, które od tak dawna w niej siedziały, które w sobie trzymała, by w końcu pozwolić im ujść. Wtuliła się w mężczyznę jeszcze bardziej, pozwalając jednocześnie łzom spłynąć po jej policzkach.

[z/t x 2]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
California Paxton
Najlepszy Świąteczny Profil
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6