Poprzedni temat «» Następny temat
#4 trick or treat
Autor Wiadomość
Lexy Cotterman


Lexy Cotterman

MIESZKA W HOGWARCIE, STUDIUJE I ROBI ZA SEKRETARKĘ RAFANELLIEGO

listen to your heart Before you tell him goodbye


23

Wysłany: 2018-11-03, 22:35   #4 trick or treat
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancymon, Ancymama


Jeszcze nie tak dawno był sierpień, wakacyjne upały dobiegły końca, a Lexy wprowadzała się do nowego domu z pomocą Rivera. Minęło naprawdę dużo czasu - w końcu był już koniec października, a ona nie wprawiła parapetówki. Miała swoje powody, które z biegiem czasu ustępowały organizacji wielkiego przyjęcia - parapetówki Lexy połączonej z Halloween - nawet fajnie się złożyło. Lubiła halloween, choć miała z nim odrobinę przykrych wspomnień to jednak nie wracała do nich każdego roku. Rozdział z psychopatą uznała za zamknięty. W tym roku chciała też odciąć się od święta zmarłych na tej hmmm duchowej płaszczyźnie i nieco się zabawić. Przystrojenie domu rodem z horroru, szalone stroje i straszne potrawki były istna okazją do napicia się i zabawy - pierwszy raz od początku wakacji? Cóż, niedługo po jej przeprowadzce i snuciu planów o parapetówce pożegnała dobrego znajomego z grupy wsparcia i zwyczajnie nie w myśl było jej imprezowanie. Musiało minąć trochę czasu, a ona zajęła się pracą i studiami. W końcu jednak poczuła, że to już dobry moment by pójść dalej. River pewnie już zdążył stwierdzić, że albo go nie zaprosiła, albo totalnie olała sprawę, ale w końcu dostał zaproszenie rodem z horroru na najlepszą zabawę w mieście podczas tegorocznej nocy duchów. Znajomi z uczelni nie zawiedli jej i razem dokonali totalnej przemiany tego uroczego domku w jakim obecnie mieszkała w nawet całkiem straszna rezydencje. W domu ukrytych było wiele psikusów mających na celu pobudzenie serca do szybszej pracy czy sprawdzenie skali głosu poszczególnych osób. Co najważniejsze kostiumy miały królować na tych salonach tego wieczoru. Pośród tłumu ludzi witała przelotne swoich znajomych, poznawała nowych gości nawet jeśli w kolejnej sekundzie już nie pamiętała ich imienia tłumie dostrzegła też Rivera i od razu się z nim przywitała, ale widać było, że do wrzucenia na luz jeszxze sporo jej brakowało. Lexy jako ta zorganizowana (o czym River już zdążył się przekonać podczas przenoszenia jej pudeł) musiała wszystkiego dopilnować w stu, a nawet dwustu procentach, w rezultacie czego od paru dni jeszcze nie zdołała się rozluźnić i wskazana była tu interwencja kogoś bliskiego, ale tak się złożyło, że jej chłopak postanowił właśnie po paru głębszych wyrzucić jej (po raz kolejny, bo nie pierwszy i już właściwie wychodziło jej to bokami), że już wyżej pokoju sobie nie mogła wybrać - tak jakby celowo utrudniała mu życie, pf - a w dodatku postanowił dobić ja, że ta impreza to w ogóle jest za wcześnie po starcie ich przyjaciela. No oczywistym było, że swoje mu wygarneła nie przejmując się do końca tym, że w punkcie centralnym imprezy się z nim poklociła, bo tak naprawdę w sposób zaskakujący jednak jej pomógł. Przestała się spinać w jednej chwili, odwróciła się, poszła do kuchni, zgarnęła tequile i ponownie wróciła na miejsce wydarzenia mijając pod schodami Theo i w tej całej złości wspięła się po schodach na górę, nawet się nie odwracając, po czym dołączyła do znajomych z akademika i serwują im kolejkę tequili, a resztę butelki zgarniając dla siebie po której będzie straszyć. Jutro. Kacem.


| kostium - https://pbs.twimg.com/media/CwQNC98WAAAb8M_.JPG go go Power Rangers!
_________________
 
 
River Hill Baker


River Hill Baker

rozwożę kwiaty

i podrywam twoją dziewczynę


27

Wysłany: 2018-11-25, 00:59   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: Patka


kostium

Baker nie byłby sobą, gdyby na Halloween założył zwyczajny kostium. Po co być Michaelem Myersem, skoro można zostać policjantem z Reno i wpaść na imprezę bez spodni? Otóż to, tak właśnie było. Przez całą domówkę u Cotterman Baker świecił swoim młodym, jędrnym tyłeczkiem - a gdy tylko znajdzie się odpowiednia chętna, to pokaże jej dużo więcej. Kostium zobowiązuje, a ten nadawał się tak na Halloween, jak i na striptiz. Na to drugie nawet chyba bardziej.
Część ludzi na imprezie znał, a część dopiero miało poznać, ale River był duszą towarzystwa, więc akurat z tym nie miał żadnych problemów. Przyniósł też dla Lexy prezent, tyle tylko, że jej przywitanie trwało mgnienie oka i już po chwili znów zniknęła mu w tłumie. Oczywiście Baker nie był dzieckiem, nie trzeba było go niańczyć, rozumiał też, że jako gospodarz mogła czuć się odpowiedzialna za wszystko, więc postanowił nadrobić to później. Zwłaszcza, że kiedy chciał uciszyć swoje szczątkowe wyrzuty sumienia i spróbować w czymś jej pomóc, dostrzegł ją kłócącą się z Theo - w to jednak w żaden sposób nie zamierzał się wtrącać. Zamiast tego taktycznie się wycofał i uznał za odpowiednie znalezienie większej ilości alkoholu. Nie ma mowy, aby przeżył taką imprezę na trzeźwo. Zapowiadał się sztos, Lexy się postarała! Wraz z alkoholem odnalazł też poprzednią współlokatorką Lexy - czy też właściwie to ona go znalazła, niemal od razu obejmując go na przywitanie. Nie pamiętam jej imienia (w ogóle jakieś miała?), ale River przypomniał je sobie całkiem szybko, zwłaszcza, że dobrze wspominał tych kilka pojedynczych spotkań z dziewczyną. Nic zobowiązującego, ale dobrze się razem bawili, może nawet w większym gronie. Tak może będzie też dzisiaj, bo dziewczyna zaprosiła go do grona znajomych z akademika, którzy zaszyli się w którymś z pokoi, które stały odłogiem i grali w pijackie gry. Ponieważ impreza się dopiero rozkręcała, River nie miał nic przeciwko temu, by się przyłączyć. Zdąży jeszcze rozkręcić tę bibę, niech tylko ludzie wypiją więcej, a gdy pierwsza laska po kolejnym szocie pójdzie rzygać, on wycofa się na dół, coby nie musieć trzymać jej włosów. Po raz kolejny - taktyczne zagranie.
Usadowił się na podłodze wraz ze studentami i, jak się okazało, jego starym kumplem Steve'm, który miał dzianych rodziców i po raz trzeci czy czwarty powtarzał rok. Pewnie zaczynali je razem, yup. Steve był super, więc wspólnie uraczyli towarzystwo jakąś porąbaną historią z ich studenckich czasów, a potem zaczęli picie na całego, co jednocześnie sprawiało, że ex-współlokatorka Lexy coraz odważniej przystawiała się do Bakera. Kiedy po raz kolejny wlał alkohol do gardła, gdy przyszło mu pić w odpowiedzi na nigdy nie pływałem w publicznej fontannie, a niech-będzie-tymczasowo-Tana pisnęła śmiechem, to pokoju wparowała Lexy z butelką tequili. Takie goszczenie to Baker rozumiał!
Ochoczo wypił szota, zagryzając cytrynką, którą ktoś nagle magicznie wyczarował i poczęstował wszystkich wokół, a potem strzepnął z uda rękę Tany i sięgnął gdzieś do tyłu, gdzie wcześniej machnął prezent dla Lexy, by nikt go nie zgniótł. Gdyby Lexy się tu nie pojawiła, pewnie by o nim zapomniał i go tu zostawił, na szczęście - tak się nie stało.
- Cotterman, mam coś dla ciebie. Takie reguły parapetówek - i tak pewnie mało kto prócz niego coś przyniósł, o ile ktokolwiek. - Słyszałem, że nie potrzebujesz tu sztućców ani szklanek, więc przyniosłem coś innego, bez czego twoje życie będzie definitywnie beznadziejne - podniósł się z podłogi i rozwinął plakat, na którym nawet trzasnął własny autograf. Zaprezentował go wszystkim obecnym, a potem wyciągnął w stronę Lexy, by go przejęła. - Powieś sobie nad łóżkiem, niech zsyła ci same erotyczne sny - posłał buziaka w jej kierunku. - Mogę ci nawet pomóc - dodał, ochoczo oferując swą pomoc, choć tego wieczora pewnie nie udałoby się mu zrobić tego dobrze. Nieważne. Lexy chyba się cieszy, no nie? Cóż mogłoby prezentować dobitniej zakochanie Bakera w sobie samym, jak nie rozdawanie ludziom plakatów ze swoją klatą. Może to jakaś rekompensata za ten walentynki kalendarz sprzed prawie roku, huh. Tak, to by miało sens.
_________________


So next Christmas I'm not all alone boy
 
 
Lexy Cotterman


Lexy Cotterman

MIESZKA W HOGWARCIE, STUDIUJE I ROBI ZA SEKRETARKĘ RAFANELLIEGO

listen to your heart Before you tell him goodbye


23

Wysłany: 2018-11-28, 08:17   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancymon, Ancymama


Dla niego może zapowiadał się sztos, ale Lexy miała chwilowy kryzys, bo impreza trochę zboczyła z kursu, ale właściwie dotyczyło to tylko jej małych prywatnych problemów przez które nie zamierzała zepsuć całej reszty. Całkiem miło więc, że w oczach innych pozostawała wciąż dobrą imprezą, w końcu do tego momentu chodziła jak na szpilkach by wszystko ze sobą grało i każdemu się podobało, by nie zabrakło chipsów i alkoholu, no i żeby pan z pizzą przyjechał na czas, ale w pewnym momencie musiała powiedzieć dość i wyżalić się butelce tequili.
Spojrzała na Rivera lekko zaskoczona. - Naprawdę? - oczywiście wiedziała, że na parapetówkach przeważnie daje się jakiś upominek na start, ale to nie była typowa parapetówka, a raczej wielka halloweenowa impreza przysłaniająca motyw nowego lokum Cotterman. Poza tym od własnego chłopaka na dobry początek dostała garść pretensji, więc tym bardziej nie spodziewała się niczego od Rivera. Kiedy jednak usłyszała o mocy tego prezentu wysunęła swoją dłoń. - No pokaż ten mój talizman - który miał ją uchronić przed beznadziejnym losem, ale Baker postanowił go wpierw zaprezentować wszystkim obecnym. Gdy w końcu jednak trafił w jej ręce stwierdziła krótko - Wow! Ty to naprawdę się uwielbiasz - odparła z rozbawieniem - będę go strzec jak oka w głowie - wciąż ją lekko bawiło to samouwielbienie Rivera, ale w końcu zapytała - skoro zsyła erotyczne sny to robi też za łapacz koszmarów? - ta druga funkcja by się jej bardziej przydała. Raczej wątpliwe, że faktycznie rozwiesi sobie go nad łóżkiem, ale jedno jest pewne - ten prezent ją dzisiaj rozbawił i z pewnością sobie go gdzieś zachowa na pamiątkę studenckich czasów. - Ja wiem, że Ty jesteś skory do pomocy, ale – tutaj dodała konspiracyjnym szeptem – Tana - uśmiechnęła się wymownie – jest bardziej chętna do zrealizowania swoich erotycznych snów, a ja zamiast dzielić się łóżkiem podzielę się z Tobą tequilą... jeśli chcesz oczywiście - tyle mogła mu zaoferować, reszta była poza jego zasięgiem cokolwiek sobie myślał. - Na marginesie, spodnie pierwsza klasa - kąciki ust powędrowały do góry, a ona wzięła się za nalanie im kolejki.
_________________
 
 
River Hill Baker


River Hill Baker

rozwożę kwiaty

i podrywam twoją dziewczynę


27

Wysłany: 2018-12-12, 17:33   
   Multikonta: Lyelle paddington
   Nazywaj mnie: Patka


Zazwyczaj tak jest, że organizator wypruwa sobie flaki, a pijani studenci wcale nie potrzebują tak wiele, by dobrze się bawić. Najważniejsze, to by nie zabrakło alkoholu, a to chyba tu nie groziło? Jej osobistymi sprawami w związku ze zrzędzącym chłopakiem też nikt się nie przejmował i nikt pewnie nawet o tym nie wiedział. Może to lepiej? Każdy się dobrze bawił, zamiast się nad nią użalać, oby i jej się to udzieliło.
River przechylił głowę i spojrzał na nią z powątpiewaniem. Jak śmiała w niego wątpić? Przecież jej chyba coś obiecał - co prawda, sam nie do końca wiedział, co, ale przy odrobinie szczęścia jego prezent zatuszuje ten mały, zupełnie nieistotny fakap.
- Też powinnaś - wzruszył ramionami. Ale hej, kto nie uwielbia Bakera? Tana pisnęła i zachichotała na widok plakatu, choć pewnie potem będzie chciała taki sam, a ktoś inny parsknął śmiechem, ale wszystko było w pozytywnej atmosferze. Zdecydowanie wszyscy uwielbiali Bakera, co nie zmieniało faktu, że Lexy powinna też pomyśleć o uwielbieniu dla samej siebie. Trochę słabo organizować imprezę roku i zamiast się na niej bawić, to słuchać pretensji, na które kompletnie się nie zasługuje. River pokiwał głową. - Totalnie. Wszystkie koszmary zamienia w sny erotyczne - przesunął dłonią w powietrzu, jakby próbował jej zaprezentować, jak cudowne sny ją czekają. Kiedy jednak zaczęła mu podsyłać sugestie konspiracyjnym szeptem, odsunął się od niej natychmiast, zerkając na nią spod ściągniętych brwi. - Nie bądź obleśna, nie zamierzam się wtrącać do twoich erotycznych snów! Chciałem ci pomóc w wieszaniu - wyprostował dłońmi swoją koszulkę polo, udając zniesmaczenie. To znaczy, gdyby kiedyś zmieniła zdanie, to River nie tylko nie miałby nic przeciwko, ale byłby też na jej pierwsze zawołanie - tyle tylko, że nie zamierzał na siłę wtrącać się tam, gdzie go nie chcą. Skoro chciała użerać się z Theo, to niech się użera. Z drugiej strony, ich życiowe cele i wizje związku chyba znacznie się różniły. Właściwie, Baker nie chciał żadnego związku, więc o czym tu w ogóle mówić. Kiedy Lexy już zmieniła temat, River jeszcze przez chwilę mierzył ją urażonym wzrokiem, ale zaraz błysnął szerokim uśmiechem, a potem odwrócił się, wypiął tyłkiem do tłumu i poruszał swoimi kształtnymi pośladkami. Zdaje się, że Tana znów pisnęła ze szczęścia, a kiedy ktoś inny klepnął Bakera w tyłek, ten skończył z przedstawieniem i zajął swoje poprzednie miejsce na podłodze. - Dawaj tej tequili - machnął ręką w stronę Lexy, a kiedy już przejął swój kieliszek, podniósł go w geście toastu. - Za najlepszego organizatora imprez w mieście - zarządził, po czym stuknął swoim szkłem o kieliszki towarzyszów i na raz opróżnił naczynie z alkoholu. Zapił colą, którą skombinował sobie wcześniej, bo nikt tu się nie przejmował tym, jak powinno się pić alkohole, a chodziło tylko o to, by wypić jak najwięcej. Nie byli starymi prykami, mieli się tu przecież bawić. Swoją drogą, znalazłam kostium Tany.
_________________


So next Christmas I'm not all alone boy
 
 
Lexy Cotterman


Lexy Cotterman

MIESZKA W HOGWARCIE, STUDIUJE I ROBI ZA SEKRETARKĘ RAFANELLIEGO

listen to your heart Before you tell him goodbye


23

Wysłany: 2018-12-13, 14:47   
   Multikonta: Caroline
   Nazywaj mnie: Ancymon, Ancymama


Cotterman miała ten problem, że lubiła wszystko dopinać na ostatni guzik i mieć wszystko pod kontrolą, gdy już coś organizowała (nie mylić z kontrolowaniem innych, bo to zupełnie nie jej bajka), więc gdy coś zaczynało się walić ona musiała temu sprostać. Tutaj wybrnęła żaląc się do butelki tequili jednocześnie nie przedstawiając wszystkim imprezowiczom, że coś poszło nie po jej myśli. Okay, kto widział jej sprzeczki ten widział, ale większość nawet tego nie zarejestrowała. Lexy również nie będzie już do tego wracała, niech tylko bardziej zbliży się z oprocentowaną butelką.
- Jesteś uwielbiany przez szerokie grono kobiet, ja zostanę przy tym, że Cię lubię - po prostu i o dziwo. Baker wyróżniał się spośród jej znajomych, bynajmniej nie tym, że nie ma raka, ale całym sobą. Chyba raczej otaczała się “grzecznym” gronem, a on wprowadzał do jej życia coś zupełnie innego. Dopiero po chwili załapała, że nie do końca to miał na myśli. - Och, mówisz, żebym uwielbiała samą siebie? Uwierz mi... uwielbiam! - starała się brzmieć tak przekonująco, by chyba oszukać samą siebie. To nie tak, że miała ze sobą jakiś problem, bo nie miała. Lubiła się, ale do samouwielbienia to daleka droga i nie wiedząc czemu postrzegała to jako przesadę akceptacji siebie. Trzeba to jej wyperswadować. Chyba.
Roześmiała się lekko i wzruszyła bezradnie ramionami. - Wybacz, źle Cię zrozumiałam - odparła wciąż śmiejąc się z jego zniesmaczonej miny, ale po chwili przymrużyła oczy i spojrzała na niego jakby z pretensją - choć Twoja reakcja mi nie schlebia. To zniesmaczenie - jakby co najmniej było z nią coś nie tak. Pokiwała głową bez przekonania i machnęła na niego ręką. Faktycznie mogła nie być do końca w jego stylu, ma trochę świętoszkowaty styl, a poza tym zdała sobie sprawę, że zupełnie jej na tym nie zależy. Nie była jedną z tych co kręcą się wokół facetów niby jako kumpele z zamiarem “mam chłopaka, ale zarwij do mnie”. Często popełniała gafy i jeśli dawała jakieś mylne sygnały to była to tylko i wyłącznie wielka gafa. Była zbyt dobrą dziewczyną na to, przez to często naiwną i nawet jeśli jej związek miałby się okazać przyjacielską wtopą z przywiązania, a nie miłością życia, nie zamierzała mizdrzyć się do innych, bo ma jakieś kłopoty w “raju” z Theo. Była przekonana, że darzy gościa szczerym i głębokim uczuciem, ale w ostatnim czasie zastanawiała się, czy to uczucie to na pewno miłość i musiała do tego na spokojnie dojść, ale z pewnością nie podczas imprezy. To nie czas na tego typu myśli, a skoro porzuciła też spinanie dupy w sprawie organizacji pozostał jej jedynie czas na picie i zabawę do białego rana.
Polała Bakerowi tequilę, a słysząc toast wykonała paro sekundowy taniec zwycięzcy i wypiła kieliszka razem z nimi na koniec kłaniając się lekko. - Zagrajmy w coś! - nigdy przenigdy może być lub inne pijackie gry o których ona niewiele wiedziała.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Pośród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników czeka na Was moc świątecznych niespodzianek i atrakcji. Udekorowane stoiska kuszą ozdobami i jest w czym przebierać: ozdoby choinkowe, upominki, rękodzieła, zabawki, ręcznie wykonane czapki, szaliki, swetry i wiele innych. Z pozostałych miejsc dochodzą również aromatyczne zapachy, a wśród smakołyków nie może zabraknąć oczywiście grzańca i pierniczków. Lady uginają się pod ciężarem świątecznych przekąsek, bakalii, kołaczy, przypraw, herbaty, słodyczy, nalewek, a to tylko początek tej apetycznej przygody. Czujecie już ten bajecznie świąteczny klimat?
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6