Poprzedni temat «» Następny temat
Salon
Autor Wiadomość
Lili Hartley


LILI HARTLEY

Kelnerka i początkująca modelka

Wzdycha sobie do takiego jednego...


26

Wysłany: 2018-11-23, 10:10   Salon
   Multikonta: Był Jason, ale umarł :c
   Nazywaj mnie: Bianka



_________________

Lili Hartley
I miss you around, And all that I want is to be with you; You kept me breathing under the water, You were the light that shone through the darkness.
 
 
 
Jenna Wilkinson


Jenna Wilkinson

tancerka baletowa i musicalowa

Coffee, Tea or me?


29

Wysłany: 2018-12-07, 10:54   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Adam, Chris, David
   Nazywaj mnie: Aga


/jakoś kilka dni po Jeremy'm


Jenna wróciła z próby zmęczona, ale zadowolona. Tym razem jednak nie miała czasu na odpoczynek, nie teraz. Odetchnie będąc u przyjaciółki, bo tam się wybierała. Nasze panie nie miały okazji ostatnio się spotkać, dlatego też Wilkinson cieszyła się z tego, że wkrótce pomówią i wymienią się nowościami.
Jen wzięła prysznic, by potem przebrać się w jakieś bardziej wyjściowe ciuchy, przy okazji na tyle eleganckie, by nadawały się na wyjścia.
W domu miała jeszcze końcówkę czekoladowego ciasta, więc zapakowała je do torebki. Nie wypadało przychodzić z pustymi rękami. Ubrała się ciepło i wyszła z domu, będąc w bardzo dobrym humorze. Wsiadła do taksówki, podała adres kierowcy i puściła Lili strzałkę, by wiedziała, że Jenna jest w drodze.
Kiedy w końcu dojechała na miejsce, zapłaciła taksówkarzowi i ruszyła pod dobrze znany jej adres.
Nie musiała długo dobijać się do drzwi. Zadzwoniła tylko raz i w drzwiach pojawiła się przyjaciółka.
- Witaj, kochana - gdy Jenna weszła do środka i zdjęła okrycie, uściskała dziewczynę serdecznie. Po tym krótkim powitaniu wyjęła z torebki zawiniątko, które szybko podała pannie Hartley.
- Sama piekłam - powiedziała wesoło, po czym obie przeszły dalej, w głąb domu.
Jenna rozgościła się w salonie, gdzie zajęła miejsce na kanapie. Kiedy Lili wróciła (zapewne z czymś w rękach), uśmiechnęła się.
- Siadaj i opowiadaj, co tam u ciebie - wiadomość sprawiła, że Jenna była bardzo ciekawa, co też kryło się za jej słowami. Gotowa była wysłuchać całej opowieści i na swój sposób pomóc, jeżeli to było możliwe.
- Cieszę się, że udało nam się spotkać. Ostatnio nie jest nam po drodze, ale średnio u mnie z wolnym czasem, szczególnie teraz. Na szczęście nie jest na tyle źle, by nie mieć go w ogóle. Dla przyjaciół zawsze znajdzie się chwila na rozmowy. Myślę, że i mnie dobrze zrobi wizyta u ciebie - była pewna, że sama zacznie też opowiadać o sobie i o tym, co się działo w jej życiu.
_________________

<tbody></tbody>
Jenna Wilkinson
Won't you take me by the hand, take me somewhere new?
I don't know who you are, but I... I'm with you...
[mru]
 
 
Lili Hartley


LILI HARTLEY

Kelnerka i początkująca modelka

Wzdycha sobie do takiego jednego...


26

Wysłany: 2018-12-18, 14:03   
   Multikonta: Był Jason, ale umarł :c
   Nazywaj mnie: Bianka


#1
Outfit

Dziś Lili pracowała jak to ostatnio miała w zwyczaju. Czyli taka tam szara, nudna rzeczywistość. Jej myśli uporczywie krążyły głównie wokół jednego chłopaka, mianowicie Anthony'ego, za którym strasznie tęskniła. Co tu dużo mówić, brakowało jej jego towarzystwa, uśmiechu, przystojnej twarzy, tych jego niebieskich hipnotyzujących oczu... ach no i znowu zaraz się biedna rozmarzy i popadnie w większego dołka! Zdecydowanie potrzebowała napić się jakichś procentów, coby chociaż odrobinę mniej się na tym wszystkim skupiać. Wprawdzie utrzymywali ze sobą kontakt, acz jedynie telefoniczny. To nie było to samo... Póki co nie wiedziała, że niedługo chłopak pojawi się w Bostonie. Był daleko i mimo wszystko dopingowała mu mocno i pragnęła, aby był szczęśliwy i spełnił swe marzenia. Na to też liczyła, nawet jeśli miałaby już go nigdy nie spotkać, choć ta wizja ściskała ją mocno za serce... Z tego względu wewnętrznie cierpiała, starając się to jak najlepiej ukrywać, aby inni się o nią przypadkiem nie martwili, ani nie obrzucali jej niewygodnymi pytaniami.
Po skończeniu zmiany, spakowała co trzeba i przerzuciła torbę przez ramię ze swoimi rzeczami, po czym pożegnała się miło jak zawsze z innymi pracownikami i szefem. W końcu wyszła z kawiarni, kierując się powoli prosto do domu. Przyjechała swym autem i podjechała bezpośrednio do garażu, w którym zamknęła brykę, a sama powędrowała do środka. Zostawiła zbędny bagaż w pokoju. Nagle doszła do wniosku, że może umówi się z przyjaciółką, albo paroma. Zależy, która będzie miała dla niej czas. Pierw skrobnęła do Jenny. Idealnie się złożyło - mogła się z nią spotkać, także zgadały się, że ta do niej przyjdzie. Przebrała się szybko w jakiś bardziej imprezowy strój, w razie gdyby zdecydowały wyjść później do jakiegoś klubu i czekała na nią cierpliwie. Po otrzymaniu od niej strzałki, wiedziała już, iż się zbliża, dlatego znajdywała się niemal przy wejściu. Dzięki temu istotnie po pierwszym dzwonku otworzyła jej drzwi z szerokim uśmiechem na ustach.
- No cześć kochana! - powitała ją równie entuzjastycznie i odwzajemniła serdeczny uścisk. Odsunęła się lekko, bo ta coś wyciągała, a Lili z zainteresowaniem przyglądała się jej poczynaniom. Po odebraniu od niej zawiniątka, które jej wręczyła, zajrzała do środka, a tam ujrzała apetycznie wyglądające ciasto. - Och, dziękuję. Prezentuje się wyśmienicie! Chętnie skosztuję. - oznajmiła wesoło, okazując wdzięczność za tę zacną słodycz. Wcale nie musiała nic jej dawać, ale nie mogłaby nie przyjąć takiego prezentu! Taka radosna, powędrowała pierw do kuchni, by położyć czekoladowy twór na jakimś talerzu i pewnie chwyciła odruchowo jakąś butelkę dobrego wina. Nie widziała sensu w piciu czegoś mocniejszego na wstępie, więc to wydało jej się najlepszym wyborem! Tak obładowana, pojawiła się wreszcie w salonie i rozstawiła to wszystko na stoliku. Pokroiła ciasto i wzięła sobie kawałek na pusty talerz, siadając tuż obok Jenny na kanapie. Nie odpowiedziała od razu na jej pierwsze pytanie, stąd wolała przejść do kolejnej wypowiedzi, a tym zajmie się później. - Ja również się cieszę, naprawdę! Aż taka zalatana jesteś? Mam nadzieję, że u ciebie przynajmniej lepiej się układa. Oj tak, z pewnością! - potwierdziła, w międzyczasie wlewając trunek do dwóch sporej wielkości kieliszków, który im tutaj przytachała. Spróbowała też wypieku. - Mmm, pyszności, istne niebo w gębie! - nie omieszkała się tego pozytywnie skomentować! I nadeszła ta chwila, gdzie Lilka potrzebowała procentów, aby łatwiej jej przyszło o tym mówić. Cicho westchnęła. Była gotowa przyznać się do tego, co ją w zasadzie od dawna gnębi. Nie miała przed nią niczego do ukrycia. Zresztą i tak prędzej czy później by to z niej wyciągnęła. Dłuższa zwłoka nie miała tu najmniejszego sensu. - Jak jeszcze mieszkałam w Concord, wyjechałam na studia do innego miasta, nie? Towarzyszyłam tam Anthony'emu, nieważne że jako przyjaciele... cieszyłam się każdą chwilą z nim spędzoną. - zaczęła, ściskając usta w wąską linię, jednocześnie upijając kilka porządnych łyków wina. Tak po prostu wtuliła się w dziewczynę, ponieważ przyszła pora na najtrudniejsze. - On chyba nie zdaje sobie sprawy, że czuję do niego coś więcej... kiedy ojciec kazał mi wrócić, cierpiałam, bo musiałam go tam zostawić. Nie wiem, czy kiedykolwiek go zobaczę... i czy w ogóle. - kontynuowała, czując jak napływają jej łzy do oczu, co było silniejsze od niej. Chciało jej się ryczeć, a miało być wesoło, w związku z czym starała się powstrzymywać, aby całkowicie nie rozkleić i nie rozpłakać. Z jej ust wydobył się nieco głośniejszy szloch, który nie trwał zbyt długo. - Ja bez niego nie wytrzymam, będę umierać za nim z tęsknoty... może to głupie... ja nie chcę nikogo innego, poza nim... i to jest mój problem. - udało jej się dokończyć ledwo co, ale i tak to był spory postęp! Wyrzuciła to, co leżało jej na sercu i sprawiało, że chodziła taka przybita i smutna przez cały ten czas. Chciała już wiele razy się tym podzielić, jednak nie miała na to dotychczas odwagi, aż do teraz. Wierzyła w to, że przyjaciółka pomoże jej jakoś przez to przejść.
_________________

Lili Hartley
I miss you around, And all that I want is to be with you; You kept me breathing under the water, You were the light that shone through the darkness.
 
 
 
Jenna Wilkinson


Jenna Wilkinson

tancerka baletowa i musicalowa

Coffee, Tea or me?


29

Wysłany: 2019-01-08, 16:53   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Adam, Chris, David
   Nazywaj mnie: Aga


- Niestety aż tak - odpowiedziała i od razu pośpieszyła z wyjaśnieniem.
- W sumie powinnam się cieszyć, bo nadchodzi premiera nowego przedstawienia - gdzie Jen miała tańczyć w głównej roli, ale nie chciała się na wstępie chwalić. Pewnie, przyjaciółki są od tego, by się wygadać, być ze sobą szczere i tak dalej, ale na pewno jeszcze dojdą do tego momentu gdy Wilkinson coś tam napomknie o owym wydarzeniu. A może przyjaciółka już o tym wiedziała? Możliwe, chociaż Jen nie chwaliła dnia przed zachodem słońca, a przynajmniej niezbyt często.
- Gorzej, że źle się czuję od jakiegoś czasu - splotła ze sobą dłonie i zaczęła się kołysać w przód i w tył. Nie chciała o tym mówić, ale bóle głowy wracały coraz częściej i należało się chyba wybrać w końcu do lekarza.
- Mam silne bóle głowy. Szybko przechodzą, ale niestety zawsze wracają i leki nie pomagają - powiedziała zmartwiona. - Nie mogę sobie teraz pozwolić na chorowanie. To nie wchodzi w grę - dodała, uprzedzając myśl, jaka pewnie przyszła Lili do głowy.
- Nie teraz, muszę dać sobie z tym radę sama - westchnęła i przestała mówić, skupiając się teraz wyłącznie na opowieści dziewczyny, która siedziała obok. Gdy ta się przytuliła, Jenna otoczyła ją ramionami w opiekuńczym geście. I właśnie to było to, co lubiła najbardziej: szczerość w wyrażaniu emocji. Wysłuchawszy jej, w końcu zabrała głos:
- Wiesz co, ja wierzę, że przyjaciele nigdy do końca się nie oddalą od siebie. Po jakimś czasie bywa, że to wraca. Z resztą myślę, że może powinnaś zacząć go szukać. Może zostawia ślad w sieci, albo ktoś wie, co się z nim dzieje? Nie pytałaś wspólnych znajomych? - zapytała zaciekawiona.
- Szczęściu należy pomagać - uśmiechnęła się słabo, ale pocieszająco.
- I ja wiem, co czujesz - zapewniła. - Znasz moją historię i przygodę miłosną, która mi się przydarzyła. Przez długi czas nie chciałam słyszeć o nikim innym, nawet jeśli okazał się draniem. Moje serce ciągnęło do jednej osoby, ale w końcu nauczyłam się żyć bez tego i teraz czuję się wolna. Jasne, nasze historie są inne, bo ciebie nikt nie oszukiwał, ale mimo wszystko rozumiem, jakie to wszystko jest trudne. Ale tym bardziej zachęcam cię do poszukiwań. Jeśli się nie spotkacie, wszystko stanie w miejscu. Ani ty nie ruszysz dalej, ani on nie powie ci, co czuje i jak widzi całą sytuację. Musicie jakoś się spotkać. Wiesz, jeśli mu zależy nadal na tobie, nieważne w jaki sposób, to i tak nie stracisz przyjaciela.
_________________

<tbody></tbody>
Jenna Wilkinson
Won't you take me by the hand, take me somewhere new?
I don't know who you are, but I... I'm with you...
[mru]
 
 
Lili Hartley


LILI HARTLEY

Kelnerka i początkująca modelka

Wzdycha sobie do takiego jednego...


26

Wysłany: 2019-02-10, 07:14   
   Multikonta: Był Jason, ale umarł :c
   Nazywaj mnie: Bianka


Lilka głośno westchnęła, słysząc potwierdzenie ze strony Wilkinson odnośnie bycia okropnie zalataną. Położyła jej na chwilkę dłoń na ramieniu, tak żeby lepiej mogła odczuć jej wsparcie.
- Współczuję... Ja z kolei nie wiem co ze sobą zrobić. - absolutnie nie chciała jej dobijać faktem, iż ona w przeciwieństwie do niej miała teraz większe luzy. Ot, taki był stan rzeczy, dlatego też nie było sensu ani tego ukrywać, ani temu przeczyć! Kolejne słowa Jenny miały już zdecydowanie pozytywniejszy wydźwięk. Z tego względu obdarowała ją nieco szerszym uśmiechem. - No proszę! A jakiego? - zagaiła z wyraźnym zainteresowaniem i choć istotnie miała dużo mniej na łepetynie od niej, była trochę niedoinformowana. Wnioskując więc po tym krótkim pytaniu które jej zadała, od razu można było się zorientować, że najwyraźniej nic nie wiedziała o tym konkretnym wydarzeniu. Musiało to panience Hartley jakoś umknąć, ale trzeba jej to wybaczyć! Tak to jest, gdy się wiecznie buja w obłokach! Szczerze, nie miała nic przeciwko, aby się jej pochwaliła swoim osiągnięciem. Poza tym po to się spotkały, aby nadrobić wszelkie zaległości, czyż nie?
Usłyszawszy jej problemy dotyczące bólów głowy, poważnie się tym zaniepokoiła. Nim jakkolwiek zdążyła zareagować, ta ciągnęła dalej, na co jej naturalnie pozwoliła, nie chcąc przerywać, ani wcinać się w pół zdania. Skoro i tak już się do niej przytuliła, przygarnęła ją do siebie odrobinę mocniej, starając się ją pocieszyć najlepiej jak mogła. Obie tego bezsprzecznie potrzebowały.
- Uważam, że mimo wszystko nie powinnaś tego lekceważyć. A co jeśli jednak sama nie dasz rady i ci nie przejdzie...? Wtedy będziesz musiała pójść do tego lekarza... - zauważyła, mówiąc to niezwykle przejętym głosem, gdyż zmartwiła się o swoją przyjaciółkę. Nikt nie lubił chodzić na wizyty do przychodni, tym bardziej szpitala. Jednak jeśli jest to konieczne i nie ma innego wyjścia, lepiej się tam wybrać dla świętego spokoju. W przeciwnym razie może to się kiepsko w skutkach skończyć, zwłaszcza gdy dana przypadłość jest na tyle uciążliwa, by nie chcieć ustąpić. Tym razem to Lili się jej wyżaliła wreszcie z tego, co zaś ją od dłuższego czasu dręczy, wprawiając w głęboki smutek. Ona zawsze stawiała na szczerość, nienawidziła kłamstwa. Co za tym idzie była w porządku wobec innych i nikomu nie wciskała kitów. Nie widziała w tym najmniejszego sensu. - Wiesz, ja cały czas utrzymuję z nim kontakt i czasem rozmawiamy przez telefon, lecz to nie to samo... On wyjechał głównie po to, aby spełniać swe marzenia... - uściśliła, lepiej precyzując jak się sprawa ma. Dotarło do niej, że pominęła parę szczegółów i zabrzmiała tak, jakby zupełnie już nie wiedziała, co się z nim dzieje. A doskonale wiedziała. Tylko nie chciała być powodem, przez który zaprzepaściłby drogę do upragnionej kariery. Dopingowała mu z całego serduszka i wierzyła, że jak dopnie swego, być może kiedyś do niej wróci. Chwilowo żyła w tej okrutnej nieświadomości, że tak naprawdę nic mu nie wyszło i niedługo pojawi się w Bostonie dla niej. W ten czy inny sposób była kompletnie zagubiona; tęskniła i wciąż trwała w tej niepewności, czy kiedykolwiek odwzajemni jej skrywane uczucia... W tym tkwiła najgorsza zagwozdka. - Jasne, pamiętam. Trudno się z tobą nie zgodzić. Czekam na jakiś znak od niego i zależnie od tego, jak się to skończy... będzie łatwiej cokolwiek zdziałać. - skwitowała, godząc się z jej słowami, niemniej musiała dodać pewne brakujące informacje. W innym wypadku Jenna byłaby w dalszym ciągu przekonana, że są od siebie całkowicie odcięci. Teoretycznie mogliby się umówić, ale odległość ich dzieląca to obecnie uniemożliwiała. Owszem, było to dla niej trudne, aczkolwiek nie traciła nadziei, szczególnie że w końcu się usamodzielniła. Może właśnie dzięki temu uda jej się chociaż odwiedzić Tony'ego? Pozostawało jej być cierpliwą...
Okazywała Jennie wdzięczność za rady i było po niej widać, jak wiele jej obecność dla niej znaczy. Napiła się znów wina i się nim delektowała. Powolutku procenty zaczynały krążyć po jej żyłach i uderzać silniej w ten biedny, bardzo podatny na alkohol, do tego rozkojarzony łeb. - Kurde, koniec tego! Odpalmy jakąś muzykę i potańczmy, może zrobi nam się lepiej! Co ty na to? - oświadczyła nagle, wpadając na jakże olśniewający pomysł, który zaproponowała przyjaciółce. To nie mogło zakończyć się beznadziejną stypą. Wypadałoby natychmiast zmienić kierunek, w którym szła ich wspólna impreza! Miały szaleć, a nie popadać w okrutną rozpacz.
_________________

Lili Hartley
I miss you around, And all that I want is to be with you; You kept me breathing under the water, You were the light that shone through the darkness.
 
 
 
Jenna Wilkinson


Jenna Wilkinson

tancerka baletowa i musicalowa

Coffee, Tea or me?


29

Wysłany: 2019-02-10, 14:39   
   Multikonta: Adrienne, Iris, Adam, Chris, David
   Nazywaj mnie: Aga


- I pewnie pójdę, ale w ostateczności. Nie chcę o tym myśleć, a wiem, że nie skończy się na jednej wizycie. Może to nic poważnego, taką mam nadzieję, ale na pewno zostawią mnie w szpitalu na kilka dni. I na to nie mogę się zgodzić - była uparta i chyba rzeczywiście powinna coś z tym zrobić, ale na pewne cechy charakteru nie ma lekarstwa. Prędzej zasłabnie na scenie, niż da się zaprowadzić ot tak do specjalisty.
Jenna wysłuchała dalszej części opowieści przyjaciółki i odpowiedziała:
- Niech spełnia te marzenia, ale ty też nie rezygnuj z siebie. Musisz dać mu do zrozumienia, że potrzebujesz go tutaj, tylko nie chcesz mu się równocześnie narzucać. Nie powinien czuć się osaczony. Ja myślę, że zrozumie i przynajmniej da ci jasną odpowiedź na czym stoicie - życzyła jej, by sytuacja stała się jasna i coś się poukładało. Musiało. Ale czasem trzeba się było przełamać. Ktoś musiał zrobić pierwszy krok. Jakby sama potrafiła powiedzieć człowiekowi, który ją zainteresował, że coś jest na rzeczy.
- Będzie dobrze, wszystko się prędzej czy później wyjaśni - powiedziała z przekonaniem. - Ale nie trać wiary. Za dużo nad tym myślisz i za bardzo się przejmujesz. Jak mówiłam, nie stracisz prawdziwego przyjaciela. Może być tylko lepiej - oczywiście będzie ją wypytywać o postęp w relacjach. Była ciekawa jak się to wszystko skończy i czy Lili wygra. Życzyła im wszystkiego najlepszego i oby stali się dla siebie bliżsi. Przyjaciółka miała swoje obawy, ale powinna przede wszystkim wierzyć w dobry finał. Kobiety są silne i potrafią wiele przetrwać. A sama Jenna wierzyła, że prędzej czy później, dobry człowiek i tak trafi na osobę, która będzie znaczyła dla niej więcej niż cały świat. Czy tej dwójce jest to pisane? Zobaczymy. Miała nadzieję, że tak.
- Myślę, że ten pomysł jest doskonały - odpowiedziała. Wyrzuciły z siebie to, co było poważne i je dręczyło, więc musiało być lepiej. - Napijemy się, powygłupiamy i zrobi nam się lepiej - uśmiechnęła się Jenna.
- Mogłyśmy nawet pójść do jakiegoś klubu, ale tu też jest dobrze. U Ciebie nie brakuje przestrzeni - rzeczywiście, willa Lili była doskonałym miejscem na małe imprezy dla przyjaciół. A we dwie na pewno będą się dobrze bawić. Kiedy Lili włączyła muzykę, Jen od razu zaczęła się bujać do rytmu. Kochała taniec całą sobą. W końcu jednak zaczęła mówić o czymś istotnym. Ach te nowości.
- Nie mówiłam ci jeszcze, ale mam zamiar brnąć dalej w karierze. Będę się starać o główną rolę w nowym musicalu i dlatego będę ćwiczyć głos. Tańczenie i śpiewanie to dobre połączenie. Tego jeszcze nie próbowałam, najwyższy czas - Jen zrobi wszystko, by dopiąć swego, ale oczywiście nie będzie grała nieczysto. Co to, to nie. Musiała zaufać swojemu talentowi i rozwijać swoją pasję.
- Wiem też, że zostanę tu na dłużej. Praca to jedno, ale mam nowego przyjaciela - musiała w końcu o tym powiedzieć. - Przystojnego przyjaciela - dodała, by nie było nieporozumień. Lubiła go, nawet bardzo. Był uczciwy, miły i dobrze czuła się w jego obecności.
_________________

<tbody></tbody>
Jenna Wilkinson
Won't you take me by the hand, take me somewhere new?
I don't know who you are, but I... I'm with you...
[mru]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Elizabeth
Chris
COVINGTON
Baker
Lexy
River
COTTERMAN
BAKER
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7