Poprzedni temat «» Następny temat
Przedpokój
Autor Wiadomość
Victoria Parker


Victoria PArker

Architekt

ziemniak


Wysłany: 2018-11-24, 21:10   Przedpokój
   Nazywaj mnie: J.


 
 
Lyelle Paddington


Lyelle Paddington

I just wanna give out a toast

and rip off my clothes


28

Wysłany: 2018-11-25, 02:15   
   Multikonta: Arthur, Bazyl, Cal, Eileen, Jack, Lucille, Mingus, River
   Nazywaj mnie: Kaczuszką!
   Urlop: próbuję w życie do końca roku


/po wszystkim + ciuszek

Akcja zaadoptuj indyka weszła pannie Paddington zdecydowanie zbyt mocno. Ze swoim indykiem, który wciąż nie miał imienia, zdążyła już odwiedzić Jasona, niestety ten nie pomógł jej za bardzo w tej jakże patowej sytuacji. Nie tylko nie powiedział jej, co powinna zrobić z indykiem, ani jak go poprawnie wychować, ale nawet nie podpowiedział jej, co takie indyki jedzą. Na szczęście, indyk nakarmił się trochę sam, kiedy pospacerował po ogrodzie i podziubał coś w trawie czy ziemi. Na dłuższą metę to pewnie nie zda egzaminu i pewnie jak zwykle sytuację będzie musiała ratować reszta rodziny Paddingtonów, a przynajmniej jeśli nie rodzeństwo Ly, to jej ojcowie, ale póki co żyli oni jeszcze w błogiej nieświadomości. Za to Jason, jeśli nie wiedzą, to podzielił się chociaż zielskiem, które też całkiem dobrze weszło Ly. Właśnie dlatego stała teraz przed drzwiami Victorii, której nawet nie znała, była jednak święcie przekonana, że to mieszkanie jednej z jej koleżanek. Pewnie tamta miała identyczne drzwi. Właśnie dlatego Lyelle wciskała dzwonek, jakby się paliło. Musiała przy tym utrzymać w ramionach indyka, więc proszę jej szybko otworzyć, okej?
- Shaaa - rooon? - zawołała blondynka przeciągle, nachylając się i celując ustami w zamek. Poprawiła uchwyt wokół indyka, który, choć z początku zestresowany, chyba coraz mniej się bał. Nie dziobał jak opętany ani się nie wyrywał. Może też nawdychał się oparów z tego, co palili Jason i Ly, i przeżywał swój własny odlot w indyczej głowie? Ly nie zamierzała mu w tym przeszkadzać. Jeszcze nie. - Sharon, wiem, że jesteś, widziałam światło - dodała, wciąż nachylając się do dziurki w zamku, choć pewnie za nic nie potrafiłaby stwierdzić, które okna należą do Sharon (czy też Victorii, whatever), a potem wyprostowała się i nosem po raz kolejny wcisnęła dzwonek. Czy Sharon mieszkała w tym budynku? Ciężko powiedzieć. Może kiedyś Ly byłaby w stanie podać jej adres i nawet tam trafić, ale dziś dla niej Sharon mogła mieszkać drzwi obok, trzy piętra wyżej, albo nawet w innej dzielnicy. Szkoda, bo ktoś mógłby opanować jej sytuację z indykiem, niż ojcowe Paddingtonowie się za to zabiorą. Przydałoby się chociaż zwierzaczkowi nadać imię. No bo jak miałaby do niego mówić? Panie Indorze? Szanowny Kalakutasie? Dobre sobie. Indyk musiał mieć wypasione imię.
 
 
Victoria Parker


Victoria PArker

Architekt

ziemniak


Wysłany: 2018-11-25, 10:39   
   Nazywaj mnie: J.


Wole dni mają ten plus, że... Są wolne. Nie trzeba się stroić i/lub malować, można siedzieć cały dzień w dresie i pić piwo binge'ując kolejne sezony seriali na Netflixie zagryzając to wszystko Cheetosami. Włosy spięte w luźnego koka, by nie przeszkadzały w przewalaniu się po raz setny wzdłuż kanapy nie były gotowe na przyjęcie gości, szczególnie o tak wczesnej porze jak któratamjestnasta. Dźwięk dzwonka do drzwi ją zaskoczył, że prawie wypadł jej chrupek z palcy. Otrzepała się z okruszków, wstała i umyła ręce zanim ruszyła do drzwi. Czy to pizza? Oooo, to mogłaby być pizza. Taka zabłąkana, ktoś zapomniał odebrać już zapłaconą czy coś. Bo przecież nie zamawiała nic jeszcze. A dzisiaj raczej miała ochotę na azjatyckie. Zabłąkane sushi? Spojrzała przez wizjer i zobaczyła kobietę, która namiętnie pokrzykiwała jej w drzwi. Złapała za klamkę i otworzyła.
- Tak? W czym mogę pomóc?
Zapytała grzecznie lustrując dziewczynę uważnie. Czemu do cholery miała indyka pod pachą? To jakiś rodzaj powitania w tej dzielnicy? Wciskasz ludziom żywe zwierzę?
 
 
Lyelle Paddington


Lyelle Paddington

I just wanna give out a toast

and rip off my clothes


28

Wysłany: 2018-11-27, 00:28   
   Multikonta: Arthur, Bazyl, Cal, Eileen, Jack, Lucille, Mingus, River
   Nazywaj mnie: Kaczuszką!
   Urlop: próbuję w życie do końca roku


Na dźwięk otwieranych drzwi, Lyelle się wyprostowała i po raz kolejny poprawiła indyka pod pachą, aby ten się przypadkiem nie wystraszył nowego człowieka w otoczeniu, kiedy jednak z powiększającej się szpary wyjrzała głowa Victorii, blondynka otworzyła szeroko oczy ze zdziwienia.
- Ty nie jesteś Sharon - rzuciła na wejście, z początku ignorując pytanie tamtej, ale zaraz zebrała się do kupy i, uznając, że to bardzo niekulturalne, postanowiła jednak odpowiedzieć. - Szukam Sharon, jest może? - na tym jednak jej kultura się skończyła, bo zamiast czekać na odpowiedź, na siłę wpakowała się do środka, choćby miało to oznaczać rozpychanie się łokciami, wbijając je w Victorię. - Mam indyka i Sharon musi mi pomóc. Możesz zamknąć drzwi? Puszczę go, niech sobie trochę pobiega - wzruszyła ramionami. Rozejrzała się po mieszkaniu - powoli zaczynała się też orientować, że coś jej tu nie do końca pasuje, ale cóż, dawno nie była u Sharon, a przecież tamta miała pełne prawo zrobić sobie przemeblowanie. Potem jej wzrok znów spoczął na Victorii. Lyelle bez najmniejszych oporów zmierzyła ją wzrokiem. - Sharon nie mówiła, że ma takie ładne koleżanki - trochę się zasępiła, bo #zazdrość, ale to tak tylko na chwilę. Już zaraz znów uśmiechała się szeroko do panny Parker. - Ja jestem Lyelle - to przecież wszystko wyjaśniało, prawda?
 
 
Victoria Parker


Victoria PArker

Architekt

ziemniak


Wysłany: 2018-12-01, 15:38   
   Nazywaj mnie: J.


Dziewczyna weszła jak do siebie, a zszokowana Victoria zamknęła zgodnie z prośbą drzwi tuż za nią. Mierzyła uważnie dziewczynę wzrokiem zastanawiając się czy nie jest w jakiejś ukrytej kamerze czy innym dziwnym show. To się dzieje naprawdę? Kim do cholery jest Sharon?
- Brawo za spostrzegawczość, Sharon ze mnie żadna.
Ruszyła za dziewczyną, która po zaatakowaniu jej łokciem uznała, że zrobi jej przegląd mieszkania. Mama zawsze jej powtarzała, że nie ważne jaki gość by przyszedł, trzeba go zawsze miło przyjąć bo to złe wibracje, gdy kogoś nie szanujemy. Na wzmiankę o byciu ładnym opuściła lekko wzrok.
- Ty też jesteś niczego sobie.
Rzuciła spokojnie, upewniając się że się nie zarumieniła po tym jakże przypadkowym komplemencie od przybyszki.
- Victoria.
Rzuciła szybko.
- Nadal nie wiem co tutaj robisz, zwłaszcza że żadna Sharon tu nigdy nie mieszkała.
Dodała kierując się ponownie na kanapę i chwytając miskę z Cheetosami.
 
 
Lyelle Paddington


Lyelle Paddington

I just wanna give out a toast

and rip off my clothes


28

Wysłany: 2018-12-04, 16:59   
   Multikonta: Arthur, Bazyl, Cal, Eileen, Jack, Lucille, Mingus, River
   Nazywaj mnie: Kaczuszką!
   Urlop: próbuję w życie do końca roku


Skoro kobieta zamknęła drzwi, Ly nie miała już dłużej oporów i postawiła indyka na ziemię, by ten mógł sobie swobodnie podreptać... gdziekolwiek. Blondynki nie interesowało to, że prawdopodobnie ptak zaraz załatwi się w jakimś niezbyt pożądanym miejscu, zgubi pióra, a może nawet coś podziobie. No cóż, była pewna, że Sharon nie miałaby nic przeciwko, nawet, jeśli dopiero co urządziła sobie mieszkanie na nowo.
- To widzę - pokiwała głową, zgadzając się z ciemnowłosą, bo tak się złożyło, że akurat swoją przyjaciółkę potrafiłaby rozpoznać. To znaczy, oczywiście tamta mogłaby przefarbować włosy, albo mogliby ją porwać (pożyczyć?) kosmici i zrobić jej operację plastyczną, która miałaby ją do nich upodobnić, wtedy mógłby być z tym drobny problem. Tyle tylko, że Sharon prawdopodobnie poinformowałaby Lyelle o zaistnieniu takich okoliczności. O ile farbowanie włosów mogłoby nie zapaść dziewczynie w pamięci, o tyle ta druga kwestia już byłaby do tego zdolna. - Dzięki - Ly uśmiechnęła się do Victorii i poruszyła brwiami - dla niej miał to być znaczący gest, coś w tylu mogę być cała twoja, jeśli tylko zechcesz. W rzeczywistości pewnie nie była wcale zachęcająca, a raczej żenująca, może nawet obleśna, czy też, w najlepszym przypadku, odrobinę zabawna. - Victoria! - powtórzyła z zachwytem w głosie. - Znaczy zwycięstwo - yup, miała w swoim życiu trochę takiego czasu, kiedy z braku zajęcia oglądała seriale Disneya. Jak dobrze, że on już minął. Temat jednak zaraz uległ zmianie, a kolejne słowa dziewczyny, która minęła ją w korytarzu i podreptała wgłąb mieszkania, by usadowić swoją zgrabną pupcię na kanapie, na której najwidoczniej zalegała, nim Ly zaczęła zawracać jej tyłek, strąciły Ly z pantałyku. Jak to - Sharon tu nie mieszkała? - Nie? To kto tu mieszka, jak nie Sharon? - zmarszczyła brwi, bo połączenie tych kilku faktów... czy też właściwie jednego, było trochę ponad jej siły. Zwyczajnie nie chciała przyjąć ich do wiadomości. - Szukam Sharon Blythe, naprawdę jej tu nie ma? - otworzyła szeroko swoje przekrwione od marihuany oczy i wbiła je w Victorię. Co teraz?!
 
 
Victoria Parker


Victoria PArker

Architekt

ziemniak


Wysłany: 2018-12-04, 20:33   
   Nazywaj mnie: J.


- A Lyelle znaczy... No pewnie coś tam znaczy fajnego.
Odparła. Na pewno nie znaczy nic fajniejszego od "Victoria", ale może próbować. Może to nazwa jakiegoś kremu na odciski czy... zupy? W sumie brzmi trochę jak jakieś włoskie danie. "Poproszę Lyelle z serem i salami." Chociaż może jednak nie brzmi jak danie? Ale ten pomysł z kremem mógłby się udać. V wcisnęła sobie do ust kolejną garść Cheetosów i obserwowała uważnie jak indyk radośnie biega odbijając się od przezroczystych obiektów w jej apartamencie. Wiedziała, że taki wystrój może się przydać do rozrywki.
- Jestem Victoria. Uniosła brudny od chrupek palec do góry. Nie wyglądam jak Sharon. Uniosła drugi pomarańczowy palec. Nie wiem kim jest Sharon. Pojawił się i trzeci palec. Spała kiedyś z pewną Sharon, ale to było jeszcze w Londynie, więc to na pewno nie ta. Chociaż to mogłoby być niezłe wydarzenie. Spotkanie po latach, na drugim końcu globu. Trochę jak w jakimś romkomie. Ale z większą ilością alkoholu i mniejszą ilością scen w deszczu.
- Jak możesz się domyślić moja droga po tych trzech punktach pomyliłaś mieszkania.
Wzruszyła ramionami i wychyliła się za brzeg kanapy po otwartą butelkę wina.
- Zadzwoń do tej swojej psiapsióły niech Cię odbierze czy coś, a na razie siadaj i napij się wina. Gdzieś na świecie jest już południe.
Zaśmiała się radośnie i pociągnęła z butelki. Po co brudzić kieliszki?
 
 
Lyelle Paddington


Lyelle Paddington

I just wanna give out a toast

and rip off my clothes


28

Wysłany: 2018-12-12, 17:09   
   Multikonta: Arthur, Bazyl, Cal, Eileen, Jack, Lucille, Mingus, River
   Nazywaj mnie: Kaczuszką!
   Urlop: próbuję w życie do końca roku


- Nie wiem, może i tak - pokiwała głową. - Jestem w Norwegii, ale nie wiem, czy to norewskie imię. Chyba nie - zmarszczyła nos w zamyśleniu. Czemu nigdy się tym nie zainteresowała? Jej przodkowie Wikingowie nie byliby zachwyceni. Ale może to i lepiej, nie czułaby się chyba najlepiej, jako krem do stóp. - Właściwie, jesteś trochę do niej podobna - wzruszyła ramionami. Może gdyby zmrużyła oczy i wyjarała trochę więcej, to mogłaby je pomylić na ulicy. Z drugiej strony, dziś się tak nie stało, więc nie mogło to być jakieś wielkie podobieństwo. Za to całkiem możliwe, że znają tą samą Sharon. Czy to nie fascynujące? Spotykają się całkiem przypadkiem i okazuje się, że spały z tą samą laską. To musi być przeznaczenie! Kiedy jednak dotarło do niej to, co usilnie próbowała wyjaśnić jej Victoria, a czego blondynka sama nie mogła rozpracować w swoim zadymionym móżdżku, uderzyła otwartą dłonią w czoło. - No co tyyy, serioo? - choć mogło to zabrzmieć jak kpina, to zdecydowanie nią nie było. Lyelle naprawdę nie ogarniała rzeczy. - Wino? Ale super, dzięki! - telefony można zostawić na później, słabo byłoby, gdyby Sharon była wielce zabiegana i przerwała im picie wina w najlepszym momencie, prawda? Paddington mogła pić ze wszystkiego, więc nie miała żadnych uwag odnośnie pociągania alkoholu z tego samego gwinta. Nie zamierzała odmawiać z grzeczności, zamiast tego przystanęła przy kanapie, a kiedy Victoria już upiła kilka łyków, przejęła od niej butelkę i także wlała sobie trochę wina do gardła. Nie była koneserką, ale po zapijaniu się wódką, przynajmniej się nie krzywiła. Wręcz przeciwnie, była bardzo wdzięczna! - Ej, czemu on tak robi? - wskazała w końcu palcem na indyka, odstawiając butelkę na stolik. Nie rozumiała, czemu zachowywał się tak dziwnie. Dopiero po chwili jej oczy i usta szeroko się otworzyły - dotarło do niej, że to nie wina indyka, ale jakiegoś badziewia rozstawionego po mieszkaniu Victorii. - O nie, on zrobi sobie krzywdę! - jasne, wyglądało to śmiesznie, ale jej wcale nie było do śmiechu, skoro temu stworzeniu działo się tylko gorzej. Uratowała je od skończenia w dziękczynnej potrawce! Musiała być teraz dobrą matką, a nie mieć z niego bekę. Właśnie dlatego rzuciła się w pogoń po mieszkaniu za tym biednym indykiem. Nie było to wcale proste, bo nawet mimo przeszkód dość szybko się przemieszczał, a Ly nie była w tej chwili mistrzynią w utrzymywaniu równowagi.
 
 
Victoria Parker


Victoria PArker

Architekt

ziemniak


Wysłany: 2018-12-12, 18:02   
   Nazywaj mnie: J.


- W takim razie Sharon musi być niezła laska.
Zaśmiała się. Nie miała pojęcia jak dziewczyna wyglądała, ale zgodnie z teorią romkomów była na pewno seksbombą, albo szarą myszką, która w procesie dorastania przepoczwarzyła się w kusicielkę. To tak zawsze działa i nawet nie próbujcie wyprowadzać Victorii z błędu. Obserwowała kolejne poczynania najwyraźniej niezbyt kumatej dziewczyny, która przejęła butelkę od niej i również się napiła. Dobrze trafić na swojego. Swoją. No, wiadomo o co chodzi.
- Fuj! Zły indyk! Leżeć! Daj łapę! Te roślinki są sztuczne, nic dziwnego że się dziwnie zachowuje jak próbuje wydziobać robaki ze styropianu.
Powinna chyba powiedzieć Lyelle, że tam nie ma żadnych robaków, ale miała nadzieję że chociaż tyle ogarnia upalony łepek blondynki.
- Trochę nam ta kura na sterydach psuje zabawę, szurnij go do kuchni, niech sobie tam pobiega.
Machnęła ręką. Nie miała zbyt dużego doświadczenia w opiekowaniu się czymś większym niż chomik, a te siedziały w akwarium z trocinami. Czy dla indyków też się robi duże akwaria?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Pośród pachnących lasem choinek, aromatu grzanego wina i czekoladowych pierników czeka na Was moc świątecznych niespodzianek i atrakcji. Udekorowane stoiska kuszą ozdobami i jest w czym przebierać: ozdoby choinkowe, upominki, rękodzieła, zabawki, ręcznie wykonane czapki, szaliki, swetry i wiele innych. Z pozostałych miejsc dochodzą również aromatyczne zapachy, a wśród smakołyków nie może zabraknąć oczywiście grzańca i pierniczków. Lady uginają się pod ciężarem świątecznych przekąsek, bakalii, kołaczy, przypraw, herbaty, słodyczy, nalewek, a to tylko początek tej apetycznej przygody. Czujecie już ten bajecznie świąteczny klimat?
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 6