Poprzedni temat «» Następny temat
#4 Te intencje nie są złe, nie, nie będziesz moją ex
Autor Wiadomość
Noah Collier


Wysłany: 2018-12-12, 20:42   #4 Te intencje nie są złe, nie, nie będziesz moją ex

Siniaki i lekkie rozcięcie na twarzy Noah już się zagoiły. Można powiedzieć że prawie zapomniał jak po raz kolejny dostał w mordę od swojego eks przyjaciela. Oczywiście że nie zapomniał i tylko ze względu na Caroline nie poszedł na policję. A tak, teraz Noah był do tego zdolny. Podejrzewam że bez mrugnięcia okiem poszedł by nawet donieść na swojego ojca ale jego też by zabił bez większego zastanowienia. No ale ja nie o tym chciałam. Minęło kilka dni w których to Collier ponownie stał się księciem na białym koniu. Słodził, głaskał, podawał śniadanie do łózka swojej żonie, wysyłał jej bukiety kwiatów i ulubiona kawę do pracy i tak dalej. W sumie jego zachowanie wcale nie odbiegało jakoś szczególnie od tego co Caroline mogła już kilka razy poznać. Już Noah był przekonany o tym cała sytuacja został po raz kolejny zagłaskana a on po raz kolejny nic wielkiego nie zrobił. Jak zawsze w sumie.
Dzisiejszy dzień też jakoś specjalnie nie odbiegał od tego co miało miejsce prawie codziennie. Poszedł do pracy, zrobił co miał zrobić, pojechał po zakupy z zamiarem zrobienia obiadu czy też kolacji dla swojej żoneczki która o dziwo nie dostawał po ślicznej buźce ostatnio. Można nawet stwierdzić że w końcu ja sobie wychował. W siatami pełnymi zakupów wrócił do mieszkania i nie zorientował się że coś jest nie tak. Zabunkrował się w kuchni i dopiero gdy jedzenie było prawie gotowe poszedł się przebrać... No właściwie miał taki plan ale jakoś nagle zauważył że raz że pół szafy jest puste a dwa że łazienka też jakoś dziwnie opustoszała. Nerwowo złapał za telefon i zaczął wydzwaniać do żony. Sygnał jeden, drugi, poczta. Za chwilę przestał słyszeć sygnały a jedynie pocztę która a każdym razem skrzeczała mu do ucha "Tu Caro...". Odeszła od niego. On na to nie pozwoli. Nie teraz, nie na jej warunkach i nie w taki sposób. Wiedział że choćby siła to sprowadzi ja do domu. Niezależnie ilu ludzi będzie musiał po drodze zatłuc. Wsiadł w samochód i sprawdził cukiernię ale jej tam nie znalazł. Obdzwonił wszystkie jej koleżanki i też nic więc została mu jedna możliwość. Nie chciał tam iść ale nie miał wyjścia. Po kwadransie zaparkował pod domem Vincenta. Dobrze wiedział gdzie mieszkał więc po chwili już dzwonił do jego drzwi o dziwo spokojny.
_________________
<img src="https://78.media.tumblr.com/3fe2350861810f41ecf7c237fa70d371/tumblr_ot97ztXioB1sis03to10_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/a3a8da34764fdad9a989483c189bfa4b/tumblr_ot97ztXioB1sis03to7_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;""/>
<div style="border-top:4px #3f3f3f solid; width:335px; letter-spacing: 1.2px">Noah Collier
<div style="background-color:transparent;width:330px;font-family:Ms Mincho;text-align:justify;font-size:7px;letter-spacing: 1px;padding:-1px;line-height:10px;text-transform:uppercase;color:#000000;">Always had a fear of being typical Looking at my body feeling miserable Always hanging on to the visual I wanna be invisible Looking at my years like a martyrdom Everybody needs to be a part of them Never be enough, I'm the prodigal son I was born to run, I was born for this @Derpsi
 
 
Caroline Collier


Caroline Collier

Boston


32

szefowa

MĘŻATKA

Wysłany: 2018-12-13, 14:18   
  

  
  
  
  
  

  
  
JULIETTE, Lexy, Bianca, Arizona, Felix, SETH, willie, Nathan, gideon, Joseph


Była zagubiona i za nic w świecie nie chciała przyznawać racji Vincentowi, że Noah to był zły wybór dla niej, ale tkwiła w tej wizji idealnego małżeństwa byt długo. Ostatnim razem miarka przebrała się, a Blanco przejrzała na oczy, które przez dłuższy czas były zaślepione wiarą w ich uczucie i manipulacjami Colliera, który potrafił ją wielokrotnie ugłaskać. Kiedy oprzytomniała i zrozumiała w jakim związku tkwi zdała sobie sprawę z tego jak głupia była, a teraz jego schemat postępowania wydawał się być jakimś obłędem. Chciała spakować rzeczy, rzucić mu pozwem rozwodowym w twarz i uciec, ale to nie było taki proste. Nie pozwoliłby jej na to. Ponownie więc dała się mu ‘ugłaskać’, a gdy ten myślał, że ma wszystko pod kontrolą ona planowała, jak wynieść się ze swoimi rzeczami z tego mieszkania. Nie należało to do łatwych zadań, tym bardziej, że Collier nie tracił na czujności, ale ona miała dość grania głupiej i naiwnej, musiała się z tym wszystkim zmierzyć, więc koniec końców zwróciła się do brata. Kiedy Noah był w pracy ona z prędkością światła na odwal się zapakowała swoje najważniejsze rzeczy do taksówki - na wszystko niestety nie znalazła czasu - i pojechała do mieszkania brata. Taksówkarz pomógł wnieść jej rzeczy na górę, a ona powiedziała mu o swoim zamiarze odejścia od Noah. Nie było łatwo mu przyznać, że miał rację, ale to nie było teraz ważne. Chciała załatwić szybki bilet do Europy i znaleźć się u rodziców i pewnie, gdyby nie okoliczności całej sytuacji uznałaby, że to jej szczęśliwy dzień, bo udało się jej dorwać bilet lotniczy na późne popołudnie, a do tego czasu postanowiła ogarnąć swoje torby i wybrać najważniejsze rzeczy na podróż oraz zjeść coś u Vincenta. Wiedziała, że gdy Noah tylko wróci z pracy i ogarnie, że nie ma większości jej rzeczy zorientuje się, że coś nie gra, więc musiała działać szybko. Nie chciała już zwlekać kolejny dzień. Musiała się odciąć nim Noah ponownie będzie próbował ją omamić swoimi słowami, gdy tylko ją znajdzie, a uważała, że to tylko kwestia czasu. Przesiedziała ten czas z bratem starając się nie zagłębiać w swój temat, bo sama nie wiedziała co miałaby powiedzieć, pakowała się jednocześnie i czas uciekał. Przyszła pora jazdy na lotnisko, a Vinc pomógł jej zapakować rzeczy do samochodu, by z tym nie czekać do ostatniej chwili. Chwilę go już nie było, usłyszała dzwonek do drzwi, a była na tyle zamotana tym wszystkim, ze nie zastanowiła się nawet i otwarła drzwi, które miała ochotę teraz szybko zatrzasnąć i zabarykadować się, ale ją wcięło. Ze strachu zwyczajnie zamarła.
 
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2018-12-23, 18:23   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Wiadomość od siostry nieco go zaskoczyła, jednakże nie zamierzał odmawiać jej pomocy – przecież powiedział, że zawsze może na niego liczyć i w razie czego wie, gdzie go szukać. Nie spodziewał się jednak niczego przełomowego. Po ostatniej sytuacji, której był świadkiem, nie miał praktycznie żadnej nadziei na to, że Caroline się ogarnie. Była przez Noah kompletnie zastraszona, nie dawała sobie wytłumaczyć tego, że to nie było normalne. Vincent nie miał jednak siły na użeranie się z Collierem, więc spasował, uważając, że tak będzie lepiej dla nich wszystkich.
Jakim zaskoczeniem dla niego był moment, w którym to Caro przedstawiła mu nowinę, że zamierza od Noah odejść. Nie zamierzał prawić jej żadnych kazań czy też mówić sławetne a nie mówiłem, bo zdawał sobie sprawę z tego, co jego siostra musiała teraz przechodzić. Zamierzał pomóc jej ze wszystkim, zawieść ją na lotnisko i pożegnać. Bo u niego trochę plany na życie się pozmieniały i na razie nie chciał wracać do Barcelony. Chciał zobaczyć, jak to wszystko się rozwinie.
Vince krzątał się po kuchni, odgrzewając wczorajszą zupę, by Caro mogła coś zjeść. Nie spodziewał się gości, więc nie zastawiał się toną żarcia, ale miał nadzieję, że to wystarczy. I już ją miał wołać, gdy usłyszał pukanie do drzwi. W przeciwieństwie do siostry, głowę miał aktualnie na karku i wiedział, że to może być tylko i wyłącznie Noah. Chciał otworzyć, ale Caroline go uprzedziła, nie zamierzał jednak zostawić jej samej i niemal od razu wszedł pomiędzy nią a Colliera.
Daj jej spokój. – O dziwo był spokojny. Jeszcze. Nie zamierzał tym razem dać się wyprowadzić z równowagi, choć Noah należał się naprawdę solidny wpierdol za to wszystko, co zrobił jego siostrze. Nie zamierzał jednak marnować na niego swojego czasu.
 
 
Noah Collier


Wysłany: 2019-01-20, 00:15   

Noah o dziwo cały czas był spokojny. Niby w jego głowie kotłowały się wszelkie myśli i miał pewnie świadomość że jak cos pójdzie nie po jego myśli to za kudły ją wyciągnie, zawlecze do domu i zamknie na klucz tak że już nigdy mu nie ucieknie. Ale na tą chwilę nie zamierzał się stawiać. Przynajmniej początkowo. Stał dłuższą chwilę przed tymi drzwiami i miał już podejrzenia że ona nie jest sama bo normalnie by już otworzyła. Po chwili jak się drzwi już otworzyły i zobaczył swoją kochaną żoneczkę to od razu wlazł do mieszkania. A raczej zrobił dosłownie jeden krok w jej stronę bo mu Vincent się wpakował przed facjatę.
--Nic jej nie robie. Daj mi z nią porozmawiać- powiedział całkiem spokojnie nawet jak na niego. On serio nie przyjechał tutaj jakoś negatywnie nastawiony, no przynajmniej na starcie.
_________________
<img src="https://78.media.tumblr.com/3fe2350861810f41ecf7c237fa70d371/tumblr_ot97ztXioB1sis03to10_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/a3a8da34764fdad9a989483c189bfa4b/tumblr_ot97ztXioB1sis03to7_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;""/>
<div style="border-top:4px #3f3f3f solid; width:335px; letter-spacing: 1.2px">Noah Collier
<div style="background-color:transparent;width:330px;font-family:Ms Mincho;text-align:justify;font-size:7px;letter-spacing: 1px;padding:-1px;line-height:10px;text-transform:uppercase;color:#000000;">Always had a fear of being typical Looking at my body feeling miserable Always hanging on to the visual I wanna be invisible Looking at my years like a martyrdom Everybody needs to be a part of them Never be enough, I'm the prodigal son I was born to run, I was born for this @Derpsi
 
 
Caroline Collier


Caroline Collier

Boston


32

szefowa

MĘŻATKA

Wysłany: 2019-01-20, 12:11   
  

  
  
  
  
  

  
  
JULIETTE, Lexy, Bianca, Arizona, Felix, SETH, willie, Nathan, gideon, Joseph


Vinent popełnił błąd uznając, że dla wszystkich będzie najlepiej jak da sobie spokój głownie dlatego, że wątpliwe było by Caroline dała sobie radę sama się z tego wykaraskać. Okay, sama się w to wpakowała i Vincent ją ostrzegał, ale kiedy już wpadła po uszy i była pod całkowitym wpływem Colliera to miała raczej kiepskie szanse na ogarnięcie się. Jednak ostatnie poczynania męża i odwiedziny u brata, który swoje chciał wtrącić nim się wycofał dały jej wystarczająco do myślenia, aby zacząć działać. W pewnym momencie miała już dość i musiała uciec. Nie wiedziała czy bardziej boi się Noah, czy tego, że gdy znów się pojawi obok niej da się ponieść temu wpływowi. Schowała się więc do brata, ale dosłownie na chwilę, bo jeszcze tego samego dnia chciała uciec do Europy.
Była zaskoczona, kiedy otwarła drzwi, a za nimi stał Noah. Spodziewała się Vincenta, bo była święcie przekonana, że zanosił bagaże do samochodu i jeszcze nie wrócił. Nawet nie wiedziała, kiedy przemknął do kuchni, kiedy ona najwyraźniej ogarniała się w łazience. Kiedy pojawił się brat, a ona poczuła się odrobinę lepiej, odwróciła wzrok od Noah i nawet nie próbowała spojrzeć w jego kierunku. - Nie chce z Tobą rozmawiać - nie teraz, nawet nie wiedziała czy kiedykolwiek, pewnie tak, ale nie teraz. Zdawała sobie sprawę z tego jak Collier potrafi wszystko ubrać pięknie w słowa - tak, że z łatwością może zakręcić się w głowie i wpaść w pułapkę. Miał gadane i na ten sposób niejednokrotnie ja udobruchał. To była jej słaba strona i wolała tego uniknąć. Chciała się tylko ulotnić.
 
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-01-24, 13:25   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Sęk w tym, że Vincent nie miał siły, żeby się z nią kłócić, błagać, żeby oprzytomniała. Miał nadzieję, że w końcu zmądrzeje. I miał rację – nie powiedział tego głośno, ale gdy po raz kolejny stanęła w progu jego mieszkania, tym razem ze swoimi rzeczami, wiedział, że właśnie nastąpił ten moment i aż cisnęło mu się na usta, by powiedzieć „a nie mówiłem”. Nic jednak takiego nie wpadło, po prostu wpuścił ją do środka, pomagając przy tym najlepiej jak potrafił. Miała dziś wylecieć do Barcelony, tam będzie bezpieczna – on sam nie mógł tak z dnia na dzień porzucić pracy, ale obiecał, że doleci tak szybko jak tylko będzie potrafił. Pojawienie się jednak Noah nieco skomplikowało ich misterny plan.
Żebyś znów namieszał jej w głowie? Po moim trupie – powiedział. Spojrzał kątem oka na Caroline, czekając na jej słowa. Był niemal pewny, że poprosi go, by Collier mógł wejść. Jednakże zaskoczyła go. W pozytywny sposób. – Słyszałeś? Nie ma ochoty z Tobą rozmawiać. – Za to Vincent miał wielką ochotę zamknąć mu drzwi przed nosem, żeby nie musieć na niego patrzeć. Nigdy by się nie spodziewał, że Noah będzie w stanie skrzywdzić jego siostrę w taki sposób – porzucić, zdradzić. Owszem. Ale podnieść na nią rękę? Nigdy w życiu.
 
 
Noah Collier


Wysłany: 2019-02-03, 21:13   

Caro spokojnie by sobie dała radę też sama. Co prawda blokowały ja głownie jakieś wątpliwości i w sumie to ona się do tego zbierała jak sójka za morze ale pewnie jakby chciała to by sama też dała radę.
-Ale chyba należą mi się chociaż dwa zdania co się nagle dzieje prawda?- powiedział całkiem spokojnie. On jeszcze sobie chyba nie zdawał sprawy że ona właśnie od niego odchodzi i że w sumie to ona właśnie go zostawiła.Dla niego to nie realne i ona jeszcze nawet nie wpadł na to.
-Mógłbyś w końcu raz coś uszanować i się nie wtrącać? Gdybym chciał rozmawiać z toba to byś o tym wiedział.- burknął najmilej jak tylko potrafił. Nie gadali tyle lat to i teraz jakoś nie miał okazji tego zmieniać jakoś szczególnie. I w sumie o teraz mnie zaczęło zastanawiać o co oni się tak nagle gniewają na śmierć i życie.
-Vincent, serio. Weź się nie wtrącaj. Jestem spokojny i jesteśmy dorośli więc z łaski swojej daj mi wejść i porozmawiać z własna żona.-Noah chyba już trochę łapał że jest na straconej pozycji i nie chciał jakoś specjalnie szaleć i się rzucać. Co prawda jak to jeszcze chwilę będzie tak wyglądało to zacznie skakać bo nawet święty by wyszedł z siebie i stanął obok.
_________________
<img src="https://78.media.tumblr.com/3fe2350861810f41ecf7c237fa70d371/tumblr_ot97ztXioB1sis03to10_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/a3a8da34764fdad9a989483c189bfa4b/tumblr_ot97ztXioB1sis03to7_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;""/>
<div style="border-top:4px #3f3f3f solid; width:335px; letter-spacing: 1.2px">Noah Collier
<div style="background-color:transparent;width:330px;font-family:Ms Mincho;text-align:justify;font-size:7px;letter-spacing: 1px;padding:-1px;line-height:10px;text-transform:uppercase;color:#000000;">Always had a fear of being typical Looking at my body feeling miserable Always hanging on to the visual I wanna be invisible Looking at my years like a martyrdom Everybody needs to be a part of them Never be enough, I'm the prodigal son I was born to run, I was born for this @Derpsi
 
 
Caroline Collier


Caroline Collier

Boston


32

szefowa

MĘŻATKA

Wysłany: 2019-02-04, 22:07   
  

  
  
  
  
  

  
  
JULIETTE, Lexy, Bianca, Arizona, Felix, SETH, willie, Nathan, gideon, Joseph


W jej głowie panował niezły bałagan, a słabość do Colliera nie działała na jej korzyść. Potrafił ją zamotać paroma ładnie skleconymi zdaniami, a jej rozsądek wtedy zostawał zamieciony pod dywan. Potrzebowała teraz brata nawet jeśli miało to iść w parze z “a nie mówiłem” i zarazem musiała ograniczyć kontakt z Noah nim ponownie ją do siebie przekona swoimi słowami. Spokój Colliera wcale do niej nie przemawiał, jakby wyczuwała co się za tym kryje. Jeszcze nie łapał się w tym co naprawdę się dzieje, a ona nie potrafiła wydusić z siebie tego, że chce rozwodu. Tak, jeszcze mu nie powiedziała i chciała postawić go papierami nadanymi z Europy. Nie miała odwagi, poniekąd wiedziała, że prosto w oczy ciężko będzie jej cokolwiek powiedzieć. Mając Vincenta u oku czuła się spokojniej, jakby pewniej, a decyzję już podjęła jakiś czas temu, więc na sam widok męża i jego parę próśb o rozmowę nie zmieniło jej zdania. - Ja poprosiłam, żeby się wtrącił, więc uszanował moją prośbę - jego wcale nie musiał już słuchać, a zapewne nawet nie chciał. Porozmawiać z własną żoną. - Powiedziałam już, że nie chcę z Tobą rozmawiać. Próbowałam uniknąć tej sytuacji, sam się prosiłeś przychodząc tutaj - próbowała uniknąć jego, tak właściwie jakiejkolwiek konfrontacji z nim. Nie chciała go wpuszczać i wysłuchiwać, chciała go odprawić z kwitkiem, a mając u swojego boku brata, który nie zamierzał odpuścić dawnemu przyjacielowi czuła się na tyle pewnie, by to w końcu powiedzieć. - Chciałam być dla Ciebie jak najlepszą żoną, ale wszystko zepsułeś, bo żyłeś swoim pierwszym małżeństwem i zdradą żony. Zawsze doszukiwałeś się jakiejś zdrady z mojej strony, aż przerodziło się to w jakąś chorą obsesję. Nie mam zamiaru dłużej udawać, że to mnie nie krzywdzi... - tutaj powinna zwieńczyć to słowami to już koniec ale nie była w stanie tego przyznać na głos.
 
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-02-24, 20:58   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Vincent nie zamierzał dopuszczać Colliera do Caro, nawet jeżeli ta o to go poprosi – wiedział, że była przez niego zmanipulowana i po prostu nie potrafiła powiedzieć mu „nie” bądź przychodziło jej toi z ogromnym trudem. Tak działały ofiary przemocy psychicznej – bo takową Caroline również była. Słysząc słowa Noah, parsknął pod nosem.
Co się nagle dzieje? Jaja sobie ze mnie robisz, stary? Znęcasz się nad moją siostrą i jesteś zdziwiony, że w końcu postanowiła kopnąć Cię w dupę? – zapytał retorycznie. Denerwował Vincenta ten jego pozorny spokój. Miał wrażenie, że to była tylko cisza przed burzą i zapewne tak będzie. – Wystarczająco długo się nie wtrącałem w wasze życie. Za długo. Pozwoliłam, by moja siostra cierpiała. Teraz nie odpuszczę – odpowiedział, spoglądając na Caro. Chciałby dać siostrze jaką otuchę, bał się, że na jego widok zmięknie i pozwoli mu wejść. Jednakże okazało się inaczej. Stawiała mu się, to był dobry znak.
Dał się jej wypowiedzieć do końca. I trzeba przyznać, że był z niej cholernie dumny, bo nie ulegała Collierowi, tylko cały czas trzymała się swojego zdania. Choć wcale nie było to dla niej łatwe, słyszał to po jej głosie.
Ona nie chce z tobą rozmawiać, zrozum to. Dostałeś wystarczająco dużo szans, każdą z nich straciłeś. – Nie zamierzał go wpuszczać do środka. Nie zamierzał pozwolić Noah po raz kolejny zmanipulować Caro. Nie w jego mieszkaniu.
 
 
Noah Collier


Wysłany: 2019-03-05, 00:19   

On nie rozumiał co się właśnie działo. Nie rozumiał albo nie chciał rozumieć a jego świadomość to skutecznie wypierała. Nie miał zamiaru jej bajerować bo nie widział tego ku temu powodów i sensu bo na chwilę obecną nic się takiego nie działo. Jakoś jeszcze jego genialny umysł nie połączył faktów braku jej rzeczy i ucieczki do brata. Dla niego to sytuacja przejściowa. -Ale jakiej sytuacji? Chce wiedzieć co się z tobą dzieje? Miałem czekać czterdzieści osiem godzin i zgłosić zaginięcie? Bądźcie rozsądni- nie wiem czy by tak zrobił ale pewnie nawet jakby było dobrze to i tak pierwszym jego przystankiem by było mieszkanie Vincenta. No co z niego za mąż jakby nie sprawdził jej koleżanek i brata? Pewnie lepszy niż teraz ale ciii. Na spokojnie wysłuchał tego co Caro mówiła i tego jak Vincent mówił jak ona strasznie cierpiała i on serio nie łapał o co im chodziło. -Z całym szacunkiem, ale o czym w ogóle mówicie? Naćpani jesteście oboje? Jeszcze po Tobie bym się spodziewał ale że siostrę porobisz to już przesada lekka- no bo cały myk jest taki że Noah ma problem z głową i pewne rzeczy skutecznie wypiera i kompletnie nie pamięta momentów w których podniósł na nią rękę. Wie że był lekko zazdrosny i wie że parę razy mocniej ją przytrzymał ale nie pamięta jak ją uderzył. Dlatego teraz on nie bardzo wie o czym oni do niego w ogóle mówią. -Vince, nie chce się z Tobą po raz kolejny szarpać. Nie braliśmy ślubu z Tobą więc daj mi wejść do środka albo daj jej wyjść bo serio wrócę z policją i nie będzie już tak spokojnie
_________________
<img src="https://78.media.tumblr.com/3fe2350861810f41ecf7c237fa70d371/tumblr_ot97ztXioB1sis03to10_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/a3a8da34764fdad9a989483c189bfa4b/tumblr_ot97ztXioB1sis03to7_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;""/>
<div style="border-top:4px #3f3f3f solid; width:335px; letter-spacing: 1.2px">Noah Collier
<div style="background-color:transparent;width:330px;font-family:Ms Mincho;text-align:justify;font-size:7px;letter-spacing: 1px;padding:-1px;line-height:10px;text-transform:uppercase;color:#000000;">Always had a fear of being typical Looking at my body feeling miserable Always hanging on to the visual I wanna be invisible Looking at my years like a martyrdom Everybody needs to be a part of them Never be enough, I'm the prodigal son I was born to run, I was born for this @Derpsi
 
 
Caroline Collier


Caroline Collier

Boston


32

szefowa

MĘŻATKA

Wysłany: 2019-03-28, 15:39   
  

  
  
  
  
  

  
  
JULIETTE, Lexy, Bianca, Arizona, Felix, SETH, willie, Nathan, gideon, Joseph


Dla Caroline jego niewiedza czy też nieumiejętność połączenia faktów (czyt. uderzenia jej), była bezczelnym wypieraniem się prawdy. Nigdy w psychologa się nie bawiła, a już na pewno nie potrafiła doszukiwać się w jego zachowaniu jakiś konkretnych zaburzeń. Jedno zauważyła - był nienormalny i uznawał, że ma prawo podnosić na nią rękę. Niczego innego nie dostrzegała, a może nie chciała dostrzec. Początkowo nawet ignorowała całą jego dominację doszukując się winy w sobie. Potrzebowała sporo czasu, by zrozumieć co jest właściwie, a co nie w porządku i na jej szczęście stało się to w porę, bo nie uczynił jej żadnej poważnej krzywdy. Nie była jednak pewna, czy ktoś zapracuje na jej większe zaufanie w przyszłości. Była prostą osobą, nie potrzebowała jakiś gwiazd z nieba, tylko odrobiny ciepła i miłości, a w życiu i tak trafiała na same problemy z mężczyznami. Noah był jej pierwszym młodzieńczym zauroczeniem i miał być ostatnim. Tak bardzo chciała w to wierzyć, że zatraciła chyba wszystkie rozumy na jakiś czas. Teraz jednak musiała wziąć się w garść. - Dowiedziałbyś się o moim odejściu, gdy już nie mógłbyś mi go zakłócić - niestety nie udało się. To nie było w porządku, ale zwyczajnie bała się jego reakcji, swojej słabości do niego i tak było jej po prostu łatwiej. - Nie udawaj teraz, że nie wiesz o co chodzi - poczuła rosnącą w niej irytacje. Nie wiedziała czy chciał z niej zrobić głupią, czy tak to z siebie wypierał, ale to jej nie obchodziło. Postawa Vincenta robiła swoje, gdyby nie był teraz murem pomiędzy nią, a mężem ta sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Chyba tylko dzięki niemu miała w sobie odrobinę odwagi by stanowczo sprzeciwić się Noah. - Proszę bardzo. Idź na policję, powiedz, że parę razy podniosłeś rękę na żonę i w końcu poszła po rozum do głowy. Idź i wróć tutaj z nimi o ile będą chwili z Tobą pójść, ale mnie już tutaj nie będzie.
 
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-04-12, 18:51   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Absurd gonił absurd, naprawdę. Vincent nie miał pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Albo Noah naprawdę był taki głupi i nie widział żadnego problemu z tym, co się działo między nim a Caroline, albo po prostu zgrywał głupa… Albo miał naprawdę ogromny problem ze sobą, nad którym nie był w stanie zapanować. Vince nie był psychiatrią, nie znał się na takich rzeczach, ale zachowanie Noah zdecydowanie nie było normalne i nie zamierzał go dopuszczać do swojej siostry. Wystarczająco długo się nie wtrącał między nimi.
Nie zgrywaj głupa, Noah. Doskonale wiesz o co chodzi. I nie mów, że nie. Zdecydowanie za długo to trwało i za długo nie wnikałem w waszą relację i to, co się dzieje. Teraz obojętny nie będę i nie zamierzam pozwolić ci na krzywdzenie mojej siostry, rozumiesz? – odpowiedział. Nie zamierzał wpuszczać go do środka, ani wypuszczać Caro. Wiedział, że jak to zrobi, to ta zmięknie, znów da się mu przekabacić i wszystko zacznie się od nowa.
Gdy zaczął gadkę o policji, Vincent nie powstrzymał się i parsknął śmiechem. Próbował ich zastraszyć, czy co? Średnio mu to szło.
Proszę bardzo. I co im powiesz? Caroline jest tutaj z własnej woli, ja jej nie przetrzymuję, krzywda się jej nie dzieje, w przeciwieństwie do bycia w twoim towarzystwie. Powinieneś pójść się leczyć, bo ewidentnie masz coś nie tak pod kopułą. A teraz, z łaski swojej, zbieraj się, bo to ja zadzwonię na policję i oskarżę o nękanie. – Mówił całkiem serio.
 
 
Noah Collier


Wysłany: 2019-05-20, 01:09   

Z tym że Noah którego ona pokochała i poznała nie był tym tym samym Noah który j bił. Jakby było ich dwóch i rządził tylko ten który się dorwał do "mikrofonu". Prawdziwy Noah to ten który przed chwila przed nia stał i zastanawiał się o co jej właściwie chodzi. To ten który wpadał z kanapkami do jej pracy i ten który czekał na nia z obiadem i tak dalej. Ten który jej dawał po mordzie normalnie siedział gdzieś głęboko i tylko czekał na dobry moment żeby wejść do akcji. -To teraz jest Twój odwet za dziecko? Tak chcesz to rozegrać? Mówisz dookoła że nie wiadomo co ci robię. Ok! Może i kilka razy byłem zazdrosny bardziej niż powinienem ale... Skarbie wracaj do domu.- on jeszcze był w pełni spokojny. Przynajmniej takie sprawiał pozory bo już w nim buzowało ze jest ich dwoje i żadne nie robi tak jak on chce. Nie żeby miał jakieś jebnięcie na władze ale takich oporów to się nie spodziewał i się z nimi nie spotkał nigdy jeszcze. I dlatego jego pozorny spokój nie trwał długo. Wysłuchał Vincenta ale to tylko jeszcze bardziej g rozsierdziło. Gdyby miał chociaż cień wygranej pewnie dalej by prowokował eks przyjaciela byle dostać w mordę i mieć papier zgłaszając pobicie. Teraz o dziwo tego nie robił ale widać już było po nim że to już nie jest ten sam Noah który kilka chwil wcześniej przyjechał do tego mieszkania. Wycofał sie rzucając jeszcze że tak łatwo się go nie pozbędzie. Pewnie jakby V. nie stał mu na drodze to powiedział by to dobitniej samej Caro ale teraz nie miał na to nerwów. Wsiadł do samochodu i ruszył w stronę domu. No przynajmniej taki miał plan bo to że na ulicach nie było specjalnie dużo samochodów sprawiło że Noah jak nigdy miał ciężka nogę. Na tyle ciężka że spokojnie mógł w najlepszym wypadku stracić prawo jazdy jeszcze w dzielnicy w której mieszkał Vincent. Kilka przecznic dalej i kilka(dziesiat) kilometrów Noah stracił kontakt z baza. Że też te drzewa przy drogach pozostawiali...


zt
_________________
<img src="https://78.media.tumblr.com/3fe2350861810f41ecf7c237fa70d371/tumblr_ot97ztXioB1sis03to10_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;"> <img src="https://78.media.tumblr.com/a3a8da34764fdad9a989483c189bfa4b/tumblr_ot97ztXioB1sis03to7_250.gif" style="border:3px solid #ffffff; padding:1px; width: 158px;""/>
<div style="border-top:4px #3f3f3f solid; width:335px; letter-spacing: 1.2px">Noah Collier
<div style="background-color:transparent;width:330px;font-family:Ms Mincho;text-align:justify;font-size:7px;letter-spacing: 1px;padding:-1px;line-height:10px;text-transform:uppercase;color:#000000;">Always had a fear of being typical Looking at my body feeling miserable Always hanging on to the visual I wanna be invisible Looking at my years like a martyrdom Everybody needs to be a part of them Never be enough, I'm the prodigal son I was born to run, I was born for this @Derpsi
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8