Poprzedni temat «» Następny temat
#1 Rudolph The Red Nosed Reindeer
Autor Wiadomość
Arizona Paxton


Arizona Paxton

kelnerka, korepetytorka, opiekunka, sprzątaczka

no i matka!


30

Wysłany: 2019-01-05, 10:47   #1 Rudolph The Red Nosed Reindeer
   Multikonta: totalnie
   Nazywaj mnie: Ancy




Zaliczyły już z Maddie wspólne ubieranie choinki na rynku w Concord, gorącą czekoladę z piankami, ubieranie choinki i świąteczne porządki. Na liście rzeczy do zrobienia było też odwiedzenie Wioski Świętego Mikołaja, a propozycja spotkania z Vincentem wciąż była aktualna. Arizona pokusiła się na spotkanie z nim, a właściwie wybrała się na nie bardzo chętnie. Droga z Concord bardzo się im dłużyła, a warunki na drodze nie były sprzyjające - ogrom śniegu sprawiał, że była przerażona powrotem, ale na daną chwilę liczyła się dobra zabawa. Odbyły multum gier w autokarze, aż w końcu dotarły na dworzec w Bostonie, poszły na jakieś szybkie frytki i pognały do parku, w którym miała być wioska Mikołaja. Były już nieco spóźnione, więc wcale się nie zdziwiła jak zobaczyła Vincenta stojącego przed wejściem. Przyspieszyły jeszcze kroku i pomachały mu z daleka. Gdy w końcu do niego dotarły odparła radośnie - szaleństwo - rozłożyła ręce mając na myśli tą pogodę, ogromny opad śniegu i tłumacząc tez tym swoje spóźnienie - autobus wlekł się niemiłosiernie, nawet wolę nie myśleć jak będziemy wracać - uśmiechnęła się lekko - Długo musiałeś na nas czekać? - zapytała poprawiając młodej czapkę. - Maddie napisała list do Mikołaja, będziemy musieli go dostarczyć. Na liście rzeczy do zrobienia dzisiaj w wiosce zanotowała spotkanie z Rudolfem - zaśmiała się lekko - i oddamy życie za coś ciepłego - poinformowała nie bardzo wiedząc jak podejść do tej randki (?) z Maddie u boku. Tak czy inaczej były podekscytowane, a przynajmniej po arizonie było widać, bo dopiero teraz odetchnęła mówiąc - tak w ogóle to cześć - i obdarowała go słodkim uśmiechem. U Maddie ciężko było zobaczyć entuzjazm bo była zapakowana w czapkę, szalik kurtkę tak, że ledwo było widać jej oczy i nos.
_________________
 
 
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2019-01-07, 23:19   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: Marta


stylówka

Gdyby nie to, że Vincent przed umówieniem się z Arizoną pracował, zapewne by po nie podjechał, jednakże za długo by to trwało. Zanim skończyłby robotę, ogarnął się, dojechał do Concord i wrócił z dziewczynami do Bostonu, minęłoby trochę czasu i zapewne nie byłoby już zbyt wielu wystawców na jarmarku, dlatego musiały się tachać autobusem w jedną stronę. W drugą nie miały co się martwić – Blanco nie zamierzał pić dziś alkoholu, dzięki czemu odstawi je bezpiecznie pod sam dom. Nie będą po nocy autobusami się włóczyć, co to, to nie.
Nie czekał na nie jakoś specjalnie długo, bo sam zanim dotarł tutaj trochę minęło – stanie w korku to nic przyjemnego. Z rękoma włożonymi w kieszenie płaszcza wypatrywał Arizony i jej córki Maddie. Po części, nie bez powodu zaprosił Paxton wraz z córką – chciał jej pokazać, że wcale mu to nie przeszkadza, że takową ma i niczego w sumie to nie zmienia. Chciał się też trochę wkupić w łaski Maddie i stać się super wujkiem Vincentem. Taki chytry plan miał.
Cieszę się, że udało się Wam dojechać – powiedział, uśmiechając się do kobiety. – Powrotem się nie martw, odwiozę Was pod dom. – Vince nie przyjmował w tym wypadku żadnego sprzeciwu i Arizona w tym wypadku niewiele miała do powiedzenia. – Nie, sam w korku stałem. Chyba cały Boston tu przyjechał – odpowiedział, pół żartem, pół serio. Ludzi było naprawdę całkiem sporo, ale takie wydarzenia zawsze przyciągają masę osób. – Jasne, list do Mikołaja ważna rzecz, co nie, Maddie? – zapytał, spoglądając na dziewczynkę, która wyglądała trochę jak bałwanek, opatulona po sam nos. Miał nadzieję, że jest w stanie oddychać. – W takim razie zapraszam na gorącą czekoladę – powiedział, uśmiechając się do Arizony. Sam nie wiedział, czy powinien nazwać ich spotkanie randką czy zwykłym wypadem znajomych, ale to nie było ważne. Słysząc przywitanie Arizony, zaśmiał się. Zdążyli już całkiem sporo pogadać. – No to idziemy? – zapytał, oferując jednocześnie Arizonie swoje ramię. Co by mu przypadkiem się w tym tłumie nie zgubiła.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

kelnerka, korepetytorka, opiekunka, sprzątaczka

no i matka!


30

Wysłany: 2019-01-09, 06:01   
   Multikonta: totalnie
   Nazywaj mnie: Ancy


Mogła skrytykować nieco warunki drogowe i trudny dojazd biorąc pod uwagę autokar, ale z drugiej strony samochód to nie była jej bajka – a w jazdach komunikacjami miejskimi wypracowała sobie cierpliwość, której można pozazdrościć jej z całą pewnością. Dla niej dojazd do miasta nie był żadnym problemem i pewnie nawet starałaby się wybić mu z głowy przyjazd po nich. Dobrze bawiły się podczas podróży, a lekkie spóźnienie wcale nie popsuło im nastroju. Paxton bardzo szybko otwarła się na relację z Vincentem. Zaskakująco szybko, bo nie czarujmy się - zaczęło się od nocy, która miała być tylko przelotną przygodą, a później już jadł drożdżówki na jej tarasie i poznał jej córkę, a teraz zabierał je do Wioski Mikołaja. Arizona była tak naprawdę ostrożna, Maddie choć była zadziorna, rozbrykana, wygadana i otwarta to była również podatna na zranienia, a przez brak własnego ojca bardzo domagała się męskiego wzorca. Przerażało to Paxton, bo nie chciała by mała ucierpiała przez jej pochopne wpuszczenie Vincenta do życia, a zarazem brnęła w tą przygodę po cichu licząc, że nie skończy się ona przelotnie i jednym wielkim fiaskiem.
- Wiesz, że nie musisz tego robić - choć uznała to za bardzo dobrą opcją i nawet nie planowała odmawiać to jednak dodała - tym razem zdążyłabym na ostatni autobus - zażartowała nawiązując do ich pierwszego spotkania. Wtedy bawiła się w całkiem beztroską i nie do końca odpowiedzialną dziewczynę, teraz była jednak matką i wolała nie ryzykować, więc skorzystanie z oferty odwózki było dobrym posunięciem i zawsze dodatkowym czasem z Vincentem. Win, win! - To okres przedświąteczny, ludzie szaleją. Co roku to samo, a i tak każdy tu przybywa, szczególnie jeśli się ma dzieci - stwierdziła z uśmiechem, po czym spojrzała na córkę lekkim rozbawieniem, wyglądała jak uroczy bałwanek. - Myhym - mruknęła w szal po czym uniosła głowę spoglądając na niego, odchyliła szalik, by jej nie zagłuszał i spytała. - Ty też napisałeś swój? Co chcesz na te święta? - była ciekawska, zasada prywatności korespondencji z Mikołajem była dla niej zupełnie niepotrzebna. - Koniecznie, idziemy na gorącą czekoladę - przytaknęła, złapała córkę za rękę i nie pogardziła oferowanym przez Vincenta ramieniem. - Jak spędzasz tegoroczne święta? Lecisz do Europy?
_________________
 
 
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2019-01-11, 19:06   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: Marta


Vincent nienawidził jeździć komunikacją miejską i zdecydowanie bardziej wolał stać w korku czy narzekać na warunki drogowe we własnym aucie, aniżeli w autobusie pełnym przypadkowych ludzi. Dobrze czuł się za kółkiem, był całkiem niezłym kierowcą (w swoim mniemaniu). Gdy pogoda była bardziej sprzyjająca z samochodu przesiadał się na motor (na który wyrwał niejedną już pannę) i szalał trochę po drogach, w granicy rozsądku oczywiście. Gdyby jednak mógł Arizonę i Maddie przywieźć to by to zrobił i żadne prośby czy nalegania nie zmieniłby jego zdania. Nawet specjalnie kupił fotelik, tak by mała też mogła być bezpiecznie przewieziona. I Vince, choć nie przyznawał się do tego nawet przed sobą, też gdzieś w głębi siebie miał nadzieję, że to będzie coś więcej niżeli przelotna znajomość.
Daj spokój. To żaden problem, a chociaż będę miał pewność, że bezpiecznie dojechałyście. Nie ma o czym gadać. – Do Concord daleko nie było, on nie zbiednieje, że przejedzie te kilkanaście kilometrów, a chociaż będzie mógł ze spokojną głową wrócić do domu. – No wiadomo, prezenty na ostatnią chwilę i te sprawy… Właśnie, muszę coś dla Caro kupić. – Westchnął ciężko. Był beznadziejny w tego typu rzeczach, kompletnie nie wiedział, co może się jej spodobać, więc czuł się trochę zagubiony. Choć może Arizona mu w tym pomoże? Co babskie oko, to babskie oko. – Powiem Ci, że się nie zastanawiałem nad tym... – Maddie trochę go zagięła, to trzeba przyznać. Ostatnio miał tyle latania, że nawet o tym nie myślał. Z drugiej strony był chyba już w tym wieku, że się wyrastało z dostawania prezentów, ale przecież nie powie o tym dziecku. Następnie spojrzał na Arizonę. – Nie wiem. Sytuacja z siostrą mi się trochę… pogmatwała i wszystko zależy od tego, jak się rozwiąże. – No cóż. Był tutaj dla niej, jakby nie patrzeć, i wiedząc, że nie wszystko jest okej u niej, nie mógłby tak po prostu wejść w samolot i polecieć do Barcelony zostawiając ją samą. Z Noah.
W końcu dotarli do budki z gorącą czekoladą. Po odczekaniu trochę w kolejce zamówił trzy, najbardziej wypasione jakie mieli – z bitą śmietaną, polewą jaką sobie tylko dziewczyny zażyczyły. I oczywiście zapłacił za wszystko. Jeżeli Arizona spróbuje mu oddać pieniądze za tą czekoladę, to wybije jej ten pomysł z głowy.
A Wy jak spędzacie święta? – zapytał, wyjadając jednocześnie łyżeczką śmietanę.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

kelnerka, korepetytorka, opiekunka, sprzątaczka

no i matka!


30

Wysłany: 2019-01-14, 09:21   
   Multikonta: totalnie
   Nazywaj mnie: Ancy


Plusem życia w Concord dla Arizony było to, że wcale nie musiała zbyt często korzystać z komunikacji miejskiej, bo wszędzie miała dość blisko. Najwyraźniej jeszcze nie zdążyła jej zbrzydnąć, a do Bostonu to jeździła naprawdę sporadycznie, a gdy już w grę miał wchodzić wypad ze znajomymi na coś mocniejszego samochód i tak by odpadał, więc radziła sobie bez niego świetnie. Pewnie, gdyby przyzwyczaiła się do niezależności jaką dałby jej własny samochód, rozleniwiłaby się, ale teraz autobusy czy taksówki zupełnie jej odpowiadały. Małej nie musiała wozić na zajęcia, bo też mieli szkolny autokar. Wszystko zbiegało się do tego, że zwyczajnie nie potrzebowała własnych czterech kółek.
- Nie będę odmawiać - skoro nalegał przytaknęła z uśmiechem, bo wspólny powrót jej odpowiadał. - Zawsze byłam przygotowana na długo przed świętami, ale w tym roku też zostałam w tyle. Muszę kupić parę drobiazgów - choć znając Arizonę i jej pociąg do świątecznych pierdółek na pewno kupi więcej niż powinna. - Kim jest Caro? - zapytała wprost, bo zwyczajnie nie kojarzyła by coś o niej wspominał, a jednak kobiece imię ciekawiło, nawet bardzo.
Maddie nie ukrywała swojego zaskoczenia. - Ale jak to? - tak nie zastanawiać się nad prezentem przed zbliżającą się gwiazdką. Ona już w listopadzie wytężała swój móżdżek by wymyślić coś nie z tej ziemi, a lista sama w sobie była obszerna. - Przecież każdy chciałby coś dostać - dodała i spojrzała na niego ostrzegawczo -musisz się szybko zastanowić, gwiazdka tuż tuż - ponagliła go, a Arizona tylko uśmiechała się lekko rozbawiona całą sytuacją.
”Z siostrą”, przytaknęła. To wiele wyjaśniało. - Widzę, że masz ciekawie, brak prezentów, niesprecyzowane plany na święta... trzymam kciuki, żeby jakoś się poukładało - wychodziła z założenia, że ten okres powinien być spokojny i bezproblemowy, choć u większości ludzi wcale taki nie był. Każdy miał jakieś swoje bolączki, a gdy jest się dorosłym można bardzo łatwo utracić magię świąt.
Oczywiście zrobiła podejście ze swoimi drobniakami, ale nie próbowała na siłę zapłacić, skoro się zaoferował. - Pewnie z braćmi, mam trójkę. Westa już poznałeś - uśmiechnęła się, bo wciąż bawiła ją sytuacja, że wziął go za je męża i ojca Maddie – i pewnie z rodzicami - całkowicie rodzinne święta. - Co roku spotykamy się razem, bracia to zatwardziali kawalerowie, ja też wciąż jestem sama więc nie wiem, coś chyba z nami Paxtonami jest nie tak - zażartowała i kucnęła by poluzować Maddie szalik, rozpiąć lekko kurtkę, by nie utrudniało jej to picia czekolady.
_________________
 
 
Vincent Blanco


vINCENT bLANCO

Radio Reporter

Eligible Bachelor


35

Wysłany: 2019-01-24, 13:17   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: Marta


Odkąd Vincent miał swój samochód nie wyobrażał sobie na co dzień korzystać z komunikacji miejskiej. Nawet jeśli w grę wchodziła grubo zakrapiana impreza, to zawsze wracał taksówką albo uberem, nigdy nie wybrałby opcji skorzystania z autobusu. Jednakże rozumiał, że Arizonie własne auto do niczego nie było potrzebne. Bądź co bądź, ale jego utrzymanie też trochę kosztowało, dla Paxton byłby to tylko niepotrzebny wydatek.
Ja zawsze wszystko robię na ostatnią minutę – przyznał się. Następne pytanie nieco go zdziwiło. No tak. Wspominał Arizonie o siostrze, a nigdy nie powiedział, jak ma na imię – nie było to w tamtym momencie aż takie ważne, zapewne dlatego. – Caroline. Moja siostra – sprecyzował. Paxton nie musiała czuć się zagrożona, nadal był wolny niczym ptak i żadna kobieta (jeszcze) go nie usidliła.
Maddie była przeurocza. Vincent zrobił pokorną minę, przyjmując od małej „ochrzan”, że jeszcze nie wymyślił prezentu świątecznego, który chciałby dostać od Mikołaja. Stary już był, nie miał czasu nad tym myśleć, ale dziewczynka miała rację.
Coś wymyślę. Do Gwiazdki się wyrobię, obiecuję – powiedział. – A Ty co chcesz dostać pod choinkę? – zapytał Maddie. W sumie po głowie już mu chodziły pewne pomysły, żeby zarówno Arizonę jak i jej córkę obdarzyć czymś drobnym. Nie znali się zbyt długo z Paxton, a jednak udało się im znaleźć pewnego rodzaju porozumienie. Jakby się znali od dawna.
Bardzo miał ciekawie. Wolałby mieć zdecydowanie święty spokój, pewność, że z Caroline jest wszystko dobrze, a że jego ex – przyjaciel nie jest mężem – damskim bokserem i chciałby wejść na pokład samolotu lecącego do Europy i spędzić święta z rodzicami. Nic się jednak nie zapowiadało na to, że tak się stanie.
Dzięki, przyda się – mruknął jedynie. Sytuacja nie była za ciekawa, niestety.
Miała trzech braci? No to trochę… przewalone. Blanco sam był bratem i doskonale wiedział, jak to jest mieć siostrę i chcieć ją bronić przed takimi ancymonami jak on sam. W życiu nie pozwoliłby facetowi takiemu jak on zbliżyć się do Caro – a chociaż tak myślał, bo Collier jednak zdobył serce jego siostrzyczki i nie był w stanie jej przed nim uchronić.
Tego, że Ty jesteś sama nie jestem w stanie zrozumieć – odpowiedział całkiem szczerze, patrząc na Arizonę. Była świetną kobietą. I na dodatek piękną. Blanco nie potrafił od niej oderwać oczu, mimo że zimowe ubrania raczej nie dodawały seksapilu.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

kelnerka, korepetytorka, opiekunka, sprzątaczka

no i matka!


30

Wysłany: 2019-01-30, 07:23   
   Multikonta: totalnie
   Nazywaj mnie: Ancy


Gdyby miała samochód i z niego korzystała jej spojrzenie na sytuację zupełnie by się zmieniło, ale była w innym położeniu, a podróż autobusem nie była dla niej żadnym zmartwieniem. Z pewnością nie dziś, kiedy rozpierał ją dobry nastrój z powodu spotkania.
- I nie masz z tym problemów? W sensie... jak ja zostawiam coś na ostatnią chwilę to nerwy mnie zżerają, co nie zmienia faktu, że zdarza mi się to dość często - uśmiechnęła się delikatnie. Nawet jeśli próbowała nad czymś zapanować i mieć pod kontrolą to i tak miewała pod górkę. Prace w kilku miejscach, niekiedy trzy, na różne zmiany i konieczność rozplanowania opieki nad małą z rodzicami, ogarnięcie domu i szkolnych obowiązków - tak to się stopniowo gromadziło i panował w tym chaos dobrze znany tylko Paxton. - Ach, no tak - przytaknęła na jego wyjaśnienie odnośnie siostry. Może nie czuła się zagrożona, raczej tego do siebie nie dopuszczała, bo choć polubiła Vincenta wolała nie tworzyć sobie jakiejś wspólnej wizji i oceny zagrożeń. Zwyczajnie nie chciała się sparzyć, ale jeszcze nie była świadoma, że polubiła go już na tyle, że jeśli coś się stanie zapewne sparzy się.
Rozmowę córki z Vincentem uznała za całkiem zabawną, a kiedy ten odważył się zapytać co chciałaby dostać pod choinkę Arizona przekręciła ostrzegawczo oczami. Maddie niczym wyuczony na pamięć wierszyk wyrecytowała swoją listę prezentów, a pomiędzy wieloma pomysłami znalazło się coś takiego jak – domek dla lalek - oczywiście musiała dodać, że z lalkami i kompletem ubranek - kuchnia z wyposażeniem lub sklep - a w domu pewnie już podzielili się względnie co kto kupuje małej, choć i tak jej długiej listy w całości nie spełnią. Paxton była ostrożna w rozpieszczaniu młodej, nie spełniała każdej zachcianki, nie wydawała pieniędzy na zabawki, które wpadną jej w oko, ale w święta Maddie dostawała fory, bo to nie mama, a Mikołaj przynosi prezenty, no i w zasadzie nie kupuje ich sama więc przynajmniej nie zbankrutuje. - Chciałabym też pieska - zaznaczyła też, że nie chodzi tu o zabawkę, a Arizona na myśl o zwierzaka była cała chora. Uwielbiała je, ale nie wiedziała, kiedy znalazłaby dla niego czas, a pomimo tego, kiedy przechodziła obok zoologicznego wstąpiła i kupiła uroczą miskę dla małego psiaka, więc kto wie. Po drodze wymieniła jeszcze wiele drobnych prezentów o jakich sobie marzą dziewczynki w tym wieku, były jakieś książki, lalka i wózek i oczywiście nie mogło zabraknąć odrobiny słodyczy. Gdy skończyła spojrzała na Vincenta z dumnym uśmieszkiem oznajmiając. - Właśnie tak planuje się listę prezentów - i niech się lepiej poprawi do świąt, bo Mikołaj się nie wyrobi tak na ostatnią chwilę.
Paxton chyba wolała nie wiedzieć takich szczegółów na tej pierwszej randce z dzieckiem – nie żeby to cokolwiek większego zmieniło, ale na samą myśl o pajacu podnoszącym rękę na kobiety chyba dostałaby białej gorączki, a raczej nie chciała być teraz rozgorączkowana ze złości. Może nie znała jego siostry, ale też była kobietą, więc co do takiego zachowania żywiła sporą niechęć - ładnie to ujmując.
Miała trzech braci, ale niekoniecznie sprawowali kontrolę nad jej życiem uczuciowym. Okay, był taki okres, kiedy baczniej się przyglądali jej nastoletnim miłością, ale Cal był trochę nieporadny by cokolwiek z tym zrobić, West zbyt zajęty, a Everest... no tak, on czasem komuś przywalił okazjonalnie, ale jak widać na studiach i tak żaden nie miał magicznie mocy upilnować swojej młodszej siostrzyczki. Została młodą mamą, bez ojca na horyzoncie i większych widoków na sukces, więc wróciła do rodzinnego domu i cóż, jak reszta braci wciąż nie miała nikogo na stałe.
- Och proszę Cię - przekręciła lekko oczami i zaśmiała się - większość woli sobie znaleźć kogoś nowego niż umawiać się z kimś kto ma dziecko - odparła cicho, kiedy Maddie była na tyle czymś pochłonięta, że nie była tego w stanie słyszeć. Ona była dla niej najważniejsza, a jeśli gdzieś w tym wszystkim dziecko nie stanowiło problemu to zawsze znalazł się jakiś inny czynnik wpływający na to, że po prostu jej nie wychodziło.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Elizabeth
Chris
COVINGTON
Baker
Lexy
River
COTTERMAN
BAKER
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 7