Poprzedni temat «» Następny temat
#1 Rudolph The Red Nosed Reindeer
Autor Wiadomość
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-01-05, 10:47   #1 Rudolph The Red Nosed Reindeer
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!




Zaliczyły już z Maddie wspólne ubieranie choinki na rynku w Concord, gorącą czekoladę z piankami, ubieranie choinki i świąteczne porządki. Na liście rzeczy do zrobienia było też odwiedzenie Wioski Świętego Mikołaja, a propozycja spotkania z Vincentem wciąż była aktualna. Arizona pokusiła się na spotkanie z nim, a właściwie wybrała się na nie bardzo chętnie. Droga z Concord bardzo się im dłużyła, a warunki na drodze nie były sprzyjające - ogrom śniegu sprawiał, że była przerażona powrotem, ale na daną chwilę liczyła się dobra zabawa. Odbyły multum gier w autokarze, aż w końcu dotarły na dworzec w Bostonie, poszły na jakieś szybkie frytki i pognały do parku, w którym miała być wioska Mikołaja. Były już nieco spóźnione, więc wcale się nie zdziwiła jak zobaczyła Vincenta stojącego przed wejściem. Przyspieszyły jeszcze kroku i pomachały mu z daleka. Gdy w końcu do niego dotarły odparła radośnie - szaleństwo - rozłożyła ręce mając na myśli tą pogodę, ogromny opad śniegu i tłumacząc tez tym swoje spóźnienie - autobus wlekł się niemiłosiernie, nawet wolę nie myśleć jak będziemy wracać - uśmiechnęła się lekko - Długo musiałeś na nas czekać? - zapytała poprawiając młodej czapkę. - Maddie napisała list do Mikołaja, będziemy musieli go dostarczyć. Na liście rzeczy do zrobienia dzisiaj w wiosce zanotowała spotkanie z Rudolfem - zaśmiała się lekko - i oddamy życie za coś ciepłego - poinformowała nie bardzo wiedząc jak podejść do tej randki (?) z Maddie u boku. Tak czy inaczej były podekscytowane, a przynajmniej po arizonie było widać, bo dopiero teraz odetchnęła mówiąc - tak w ogóle to cześć - i obdarowała go słodkim uśmiechem. U Maddie ciężko było zobaczyć entuzjazm bo była zapakowana w czapkę, szalik kurtkę tak, że ledwo było widać jej oczy i nos.
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-01-07, 23:19   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


stylówka

Gdyby nie to, że Vincent przed umówieniem się z Arizoną pracował, zapewne by po nie podjechał, jednakże za długo by to trwało. Zanim skończyłby robotę, ogarnął się, dojechał do Concord i wrócił z dziewczynami do Bostonu, minęłoby trochę czasu i zapewne nie byłoby już zbyt wielu wystawców na jarmarku, dlatego musiały się tachać autobusem w jedną stronę. W drugą nie miały co się martwić – Blanco nie zamierzał pić dziś alkoholu, dzięki czemu odstawi je bezpiecznie pod sam dom. Nie będą po nocy autobusami się włóczyć, co to, to nie.
Nie czekał na nie jakoś specjalnie długo, bo sam zanim dotarł tutaj trochę minęło – stanie w korku to nic przyjemnego. Z rękoma włożonymi w kieszenie płaszcza wypatrywał Arizony i jej córki Maddie. Po części, nie bez powodu zaprosił Paxton wraz z córką – chciał jej pokazać, że wcale mu to nie przeszkadza, że takową ma i niczego w sumie to nie zmienia. Chciał się też trochę wkupić w łaski Maddie i stać się super wujkiem Vincentem. Taki chytry plan miał.
Cieszę się, że udało się Wam dojechać – powiedział, uśmiechając się do kobiety. – Powrotem się nie martw, odwiozę Was pod dom. – Vince nie przyjmował w tym wypadku żadnego sprzeciwu i Arizona w tym wypadku niewiele miała do powiedzenia. – Nie, sam w korku stałem. Chyba cały Boston tu przyjechał – odpowiedział, pół żartem, pół serio. Ludzi było naprawdę całkiem sporo, ale takie wydarzenia zawsze przyciągają masę osób. – Jasne, list do Mikołaja ważna rzecz, co nie, Maddie? – zapytał, spoglądając na dziewczynkę, która wyglądała trochę jak bałwanek, opatulona po sam nos. Miał nadzieję, że jest w stanie oddychać. – W takim razie zapraszam na gorącą czekoladę – powiedział, uśmiechając się do Arizony. Sam nie wiedział, czy powinien nazwać ich spotkanie randką czy zwykłym wypadem znajomych, ale to nie było ważne. Słysząc przywitanie Arizony, zaśmiał się. Zdążyli już całkiem sporo pogadać. – No to idziemy? – zapytał, oferując jednocześnie Arizonie swoje ramię. Co by mu przypadkiem się w tym tłumie nie zgubiła.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-01-09, 06:01   
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!


Mogła skrytykować nieco warunki drogowe i trudny dojazd biorąc pod uwagę autokar, ale z drugiej strony samochód to nie była jej bajka – a w jazdach komunikacjami miejskimi wypracowała sobie cierpliwość, której można pozazdrościć jej z całą pewnością. Dla niej dojazd do miasta nie był żadnym problemem i pewnie nawet starałaby się wybić mu z głowy przyjazd po nich. Dobrze bawiły się podczas podróży, a lekkie spóźnienie wcale nie popsuło im nastroju. Paxton bardzo szybko otwarła się na relację z Vincentem. Zaskakująco szybko, bo nie czarujmy się - zaczęło się od nocy, która miała być tylko przelotną przygodą, a później już jadł drożdżówki na jej tarasie i poznał jej córkę, a teraz zabierał je do Wioski Mikołaja. Arizona była tak naprawdę ostrożna, Maddie choć była zadziorna, rozbrykana, wygadana i otwarta to była również podatna na zranienia, a przez brak własnego ojca bardzo domagała się męskiego wzorca. Przerażało to Paxton, bo nie chciała by mała ucierpiała przez jej pochopne wpuszczenie Vincenta do życia, a zarazem brnęła w tą przygodę po cichu licząc, że nie skończy się ona przelotnie i jednym wielkim fiaskiem.
- Wiesz, że nie musisz tego robić - choć uznała to za bardzo dobrą opcją i nawet nie planowała odmawiać to jednak dodała - tym razem zdążyłabym na ostatni autobus - zażartowała nawiązując do ich pierwszego spotkania. Wtedy bawiła się w całkiem beztroską i nie do końca odpowiedzialną dziewczynę, teraz była jednak matką i wolała nie ryzykować, więc skorzystanie z oferty odwózki było dobrym posunięciem i zawsze dodatkowym czasem z Vincentem. Win, win! - To okres przedświąteczny, ludzie szaleją. Co roku to samo, a i tak każdy tu przybywa, szczególnie jeśli się ma dzieci - stwierdziła z uśmiechem, po czym spojrzała na córkę lekkim rozbawieniem, wyglądała jak uroczy bałwanek. - Myhym - mruknęła w szal po czym uniosła głowę spoglądając na niego, odchyliła szalik, by jej nie zagłuszał i spytała. - Ty też napisałeś swój? Co chcesz na te święta? - była ciekawska, zasada prywatności korespondencji z Mikołajem była dla niej zupełnie niepotrzebna. - Koniecznie, idziemy na gorącą czekoladę - przytaknęła, złapała córkę za rękę i nie pogardziła oferowanym przez Vincenta ramieniem. - Jak spędzasz tegoroczne święta? Lecisz do Europy?
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-01-11, 19:06   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Vincent nienawidził jeździć komunikacją miejską i zdecydowanie bardziej wolał stać w korku czy narzekać na warunki drogowe we własnym aucie, aniżeli w autobusie pełnym przypadkowych ludzi. Dobrze czuł się za kółkiem, był całkiem niezłym kierowcą (w swoim mniemaniu). Gdy pogoda była bardziej sprzyjająca z samochodu przesiadał się na motor (na który wyrwał niejedną już pannę) i szalał trochę po drogach, w granicy rozsądku oczywiście. Gdyby jednak mógł Arizonę i Maddie przywieźć to by to zrobił i żadne prośby czy nalegania nie zmieniłby jego zdania. Nawet specjalnie kupił fotelik, tak by mała też mogła być bezpiecznie przewieziona. I Vince, choć nie przyznawał się do tego nawet przed sobą, też gdzieś w głębi siebie miał nadzieję, że to będzie coś więcej niżeli przelotna znajomość.
Daj spokój. To żaden problem, a chociaż będę miał pewność, że bezpiecznie dojechałyście. Nie ma o czym gadać. – Do Concord daleko nie było, on nie zbiednieje, że przejedzie te kilkanaście kilometrów, a chociaż będzie mógł ze spokojną głową wrócić do domu. – No wiadomo, prezenty na ostatnią chwilę i te sprawy… Właśnie, muszę coś dla Caro kupić. – Westchnął ciężko. Był beznadziejny w tego typu rzeczach, kompletnie nie wiedział, co może się jej spodobać, więc czuł się trochę zagubiony. Choć może Arizona mu w tym pomoże? Co babskie oko, to babskie oko. – Powiem Ci, że się nie zastanawiałem nad tym... – Maddie trochę go zagięła, to trzeba przyznać. Ostatnio miał tyle latania, że nawet o tym nie myślał. Z drugiej strony był chyba już w tym wieku, że się wyrastało z dostawania prezentów, ale przecież nie powie o tym dziecku. Następnie spojrzał na Arizonę. – Nie wiem. Sytuacja z siostrą mi się trochę… pogmatwała i wszystko zależy od tego, jak się rozwiąże. – No cóż. Był tutaj dla niej, jakby nie patrzeć, i wiedząc, że nie wszystko jest okej u niej, nie mógłby tak po prostu wejść w samolot i polecieć do Barcelony zostawiając ją samą. Z Noah.
W końcu dotarli do budki z gorącą czekoladą. Po odczekaniu trochę w kolejce zamówił trzy, najbardziej wypasione jakie mieli – z bitą śmietaną, polewą jaką sobie tylko dziewczyny zażyczyły. I oczywiście zapłacił za wszystko. Jeżeli Arizona spróbuje mu oddać pieniądze za tą czekoladę, to wybije jej ten pomysł z głowy.
A Wy jak spędzacie święta? – zapytał, wyjadając jednocześnie łyżeczką śmietanę.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-01-14, 09:21   
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!


Plusem życia w Concord dla Arizony było to, że wcale nie musiała zbyt często korzystać z komunikacji miejskiej, bo wszędzie miała dość blisko. Najwyraźniej jeszcze nie zdążyła jej zbrzydnąć, a do Bostonu to jeździła naprawdę sporadycznie, a gdy już w grę miał wchodzić wypad ze znajomymi na coś mocniejszego samochód i tak by odpadał, więc radziła sobie bez niego świetnie. Pewnie, gdyby przyzwyczaiła się do niezależności jaką dałby jej własny samochód, rozleniwiłaby się, ale teraz autobusy czy taksówki zupełnie jej odpowiadały. Małej nie musiała wozić na zajęcia, bo też mieli szkolny autokar. Wszystko zbiegało się do tego, że zwyczajnie nie potrzebowała własnych czterech kółek.
- Nie będę odmawiać - skoro nalegał przytaknęła z uśmiechem, bo wspólny powrót jej odpowiadał. - Zawsze byłam przygotowana na długo przed świętami, ale w tym roku też zostałam w tyle. Muszę kupić parę drobiazgów - choć znając Arizonę i jej pociąg do świątecznych pierdółek na pewno kupi więcej niż powinna. - Kim jest Caro? - zapytała wprost, bo zwyczajnie nie kojarzyła by coś o niej wspominał, a jednak kobiece imię ciekawiło, nawet bardzo.
Maddie nie ukrywała swojego zaskoczenia. - Ale jak to? - tak nie zastanawiać się nad prezentem przed zbliżającą się gwiazdką. Ona już w listopadzie wytężała swój móżdżek by wymyślić coś nie z tej ziemi, a lista sama w sobie była obszerna. - Przecież każdy chciałby coś dostać - dodała i spojrzała na niego ostrzegawczo -musisz się szybko zastanowić, gwiazdka tuż tuż - ponagliła go, a Arizona tylko uśmiechała się lekko rozbawiona całą sytuacją.
”Z siostrą”, przytaknęła. To wiele wyjaśniało. - Widzę, że masz ciekawie, brak prezentów, niesprecyzowane plany na święta... trzymam kciuki, żeby jakoś się poukładało - wychodziła z założenia, że ten okres powinien być spokojny i bezproblemowy, choć u większości ludzi wcale taki nie był. Każdy miał jakieś swoje bolączki, a gdy jest się dorosłym można bardzo łatwo utracić magię świąt.
Oczywiście zrobiła podejście ze swoimi drobniakami, ale nie próbowała na siłę zapłacić, skoro się zaoferował. - Pewnie z braćmi, mam trójkę. Westa już poznałeś - uśmiechnęła się, bo wciąż bawiła ją sytuacja, że wziął go za je męża i ojca Maddie – i pewnie z rodzicami - całkowicie rodzinne święta. - Co roku spotykamy się razem, bracia to zatwardziali kawalerowie, ja też wciąż jestem sama więc nie wiem, coś chyba z nami Paxtonami jest nie tak - zażartowała i kucnęła by poluzować Maddie szalik, rozpiąć lekko kurtkę, by nie utrudniało jej to picia czekolady.
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-01-24, 13:17   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Odkąd Vincent miał swój samochód nie wyobrażał sobie na co dzień korzystać z komunikacji miejskiej. Nawet jeśli w grę wchodziła grubo zakrapiana impreza, to zawsze wracał taksówką albo uberem, nigdy nie wybrałby opcji skorzystania z autobusu. Jednakże rozumiał, że Arizonie własne auto do niczego nie było potrzebne. Bądź co bądź, ale jego utrzymanie też trochę kosztowało, dla Paxton byłby to tylko niepotrzebny wydatek.
Ja zawsze wszystko robię na ostatnią minutę – przyznał się. Następne pytanie nieco go zdziwiło. No tak. Wspominał Arizonie o siostrze, a nigdy nie powiedział, jak ma na imię – nie było to w tamtym momencie aż takie ważne, zapewne dlatego. – Caroline. Moja siostra – sprecyzował. Paxton nie musiała czuć się zagrożona, nadal był wolny niczym ptak i żadna kobieta (jeszcze) go nie usidliła.
Maddie była przeurocza. Vincent zrobił pokorną minę, przyjmując od małej „ochrzan”, że jeszcze nie wymyślił prezentu świątecznego, który chciałby dostać od Mikołaja. Stary już był, nie miał czasu nad tym myśleć, ale dziewczynka miała rację.
Coś wymyślę. Do Gwiazdki się wyrobię, obiecuję – powiedział. – A Ty co chcesz dostać pod choinkę? – zapytał Maddie. W sumie po głowie już mu chodziły pewne pomysły, żeby zarówno Arizonę jak i jej córkę obdarzyć czymś drobnym. Nie znali się zbyt długo z Paxton, a jednak udało się im znaleźć pewnego rodzaju porozumienie. Jakby się znali od dawna.
Bardzo miał ciekawie. Wolałby mieć zdecydowanie święty spokój, pewność, że z Caroline jest wszystko dobrze, a że jego ex – przyjaciel nie jest mężem – damskim bokserem i chciałby wejść na pokład samolotu lecącego do Europy i spędzić święta z rodzicami. Nic się jednak nie zapowiadało na to, że tak się stanie.
Dzięki, przyda się – mruknął jedynie. Sytuacja nie była za ciekawa, niestety.
Miała trzech braci? No to trochę… przewalone. Blanco sam był bratem i doskonale wiedział, jak to jest mieć siostrę i chcieć ją bronić przed takimi ancymonami jak on sam. W życiu nie pozwoliłby facetowi takiemu jak on zbliżyć się do Caro – a chociaż tak myślał, bo Collier jednak zdobył serce jego siostrzyczki i nie był w stanie jej przed nim uchronić.
Tego, że Ty jesteś sama nie jestem w stanie zrozumieć – odpowiedział całkiem szczerze, patrząc na Arizonę. Była świetną kobietą. I na dodatek piękną. Blanco nie potrafił od niej oderwać oczu, mimo że zimowe ubrania raczej nie dodawały seksapilu.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-01-30, 07:23   
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!


Gdyby miała samochód i z niego korzystała jej spojrzenie na sytuację zupełnie by się zmieniło, ale była w innym położeniu, a podróż autobusem nie była dla niej żadnym zmartwieniem. Z pewnością nie dziś, kiedy rozpierał ją dobry nastrój z powodu spotkania.
- I nie masz z tym problemów? W sensie... jak ja zostawiam coś na ostatnią chwilę to nerwy mnie zżerają, co nie zmienia faktu, że zdarza mi się to dość często - uśmiechnęła się delikatnie. Nawet jeśli próbowała nad czymś zapanować i mieć pod kontrolą to i tak miewała pod górkę. Prace w kilku miejscach, niekiedy trzy, na różne zmiany i konieczność rozplanowania opieki nad małą z rodzicami, ogarnięcie domu i szkolnych obowiązków - tak to się stopniowo gromadziło i panował w tym chaos dobrze znany tylko Paxton. - Ach, no tak - przytaknęła na jego wyjaśnienie odnośnie siostry. Może nie czuła się zagrożona, raczej tego do siebie nie dopuszczała, bo choć polubiła Vincenta wolała nie tworzyć sobie jakiejś wspólnej wizji i oceny zagrożeń. Zwyczajnie nie chciała się sparzyć, ale jeszcze nie była świadoma, że polubiła go już na tyle, że jeśli coś się stanie zapewne sparzy się.
Rozmowę córki z Vincentem uznała za całkiem zabawną, a kiedy ten odważył się zapytać co chciałaby dostać pod choinkę Arizona przekręciła ostrzegawczo oczami. Maddie niczym wyuczony na pamięć wierszyk wyrecytowała swoją listę prezentów, a pomiędzy wieloma pomysłami znalazło się coś takiego jak – domek dla lalek - oczywiście musiała dodać, że z lalkami i kompletem ubranek - kuchnia z wyposażeniem lub sklep - a w domu pewnie już podzielili się względnie co kto kupuje małej, choć i tak jej długiej listy w całości nie spełnią. Paxton była ostrożna w rozpieszczaniu młodej, nie spełniała każdej zachcianki, nie wydawała pieniędzy na zabawki, które wpadną jej w oko, ale w święta Maddie dostawała fory, bo to nie mama, a Mikołaj przynosi prezenty, no i w zasadzie nie kupuje ich sama więc przynajmniej nie zbankrutuje. - Chciałabym też pieska - zaznaczyła też, że nie chodzi tu o zabawkę, a Arizona na myśl o zwierzaka była cała chora. Uwielbiała je, ale nie wiedziała, kiedy znalazłaby dla niego czas, a pomimo tego, kiedy przechodziła obok zoologicznego wstąpiła i kupiła uroczą miskę dla małego psiaka, więc kto wie. Po drodze wymieniła jeszcze wiele drobnych prezentów o jakich sobie marzą dziewczynki w tym wieku, były jakieś książki, lalka i wózek i oczywiście nie mogło zabraknąć odrobiny słodyczy. Gdy skończyła spojrzała na Vincenta z dumnym uśmieszkiem oznajmiając. - Właśnie tak planuje się listę prezentów - i niech się lepiej poprawi do świąt, bo Mikołaj się nie wyrobi tak na ostatnią chwilę.
Paxton chyba wolała nie wiedzieć takich szczegółów na tej pierwszej randce z dzieckiem – nie żeby to cokolwiek większego zmieniło, ale na samą myśl o pajacu podnoszącym rękę na kobiety chyba dostałaby białej gorączki, a raczej nie chciała być teraz rozgorączkowana ze złości. Może nie znała jego siostry, ale też była kobietą, więc co do takiego zachowania żywiła sporą niechęć - ładnie to ujmując.
Miała trzech braci, ale niekoniecznie sprawowali kontrolę nad jej życiem uczuciowym. Okay, był taki okres, kiedy baczniej się przyglądali jej nastoletnim miłością, ale Cal był trochę nieporadny by cokolwiek z tym zrobić, West zbyt zajęty, a Everest... no tak, on czasem komuś przywalił okazjonalnie, ale jak widać na studiach i tak żaden nie miał magicznie mocy upilnować swojej młodszej siostrzyczki. Została młodą mamą, bez ojca na horyzoncie i większych widoków na sukces, więc wróciła do rodzinnego domu i cóż, jak reszta braci wciąż nie miała nikogo na stałe.
- Och proszę Cię - przekręciła lekko oczami i zaśmiała się - większość woli sobie znaleźć kogoś nowego niż umawiać się z kimś kto ma dziecko - odparła cicho, kiedy Maddie była na tyle czymś pochłonięta, że nie była tego w stanie słyszeć. Ona była dla niej najważniejsza, a jeśli gdzieś w tym wszystkim dziecko nie stanowiło problemu to zawsze znalazł się jakiś inny czynnik wpływający na to, że po prostu jej nie wychodziło.
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-03-22, 22:53   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Oczywiście, że mam. Zastanawiam się potem, w co ręce włożyć, aczkolwiek wtedy moja produktywność gwałtownie wzrasta. – Tak miało chyba wiele osób i Vincent nie był w tym osamotniony. Bądź co bądź, ale ludzie, którzy wszyscy skrupulatnie planują i robią w terminie było zdecydowanie mniej, aczkolwiek Blanco zawsze podziwiał tą zawziętość i ogarniętość, on tak by nie potrafił.
Wbrew pozorom wiedział, jak to się skończy, że Maddie zacznie recytować całą swoją listę życzeń, aczkolwiek miał w tym pewien cel, a jednocześnie dziewczynka czuła się fajne, że ktoś się tym interesował. Złapał z małą kontakt i bardzo mu się to podobało. Bardziej, niżeli mógł przypuszczać.
Musisz mnie nauczyć, jak robić takie listy do świętego Mikołaja. – Puścił do Maddie oczko, chcąc jej pokazać, jak bardzo podziwia ją w tej kwestii. Starał się jednocześnie zapamiętać, co mała chciała, bo zamierzał się w brodatego pobawić i dać coś z jej listy. I co z tego, że dopiero co ją poznał? Miał nadzieję, że Arizona nie będzie miała nic przeciwko.
Vincent nie miał pojęcia, czemu się tak na Arizonę uparł – w większości po jednej nocy zapominał i po prostu wracał do starego trybu życia starego kawalera, któremu nie było w głowie ustatkowanie się. Jednakże po nocy spędzonej z Paxton, coś go tknęło, przez co postanowił za wszelką cenę ją odnaleźć, choć jakby się temu przyjrzeć, to jakiś prawnik mógłby to pod stalking podciągnąć. Oczywiście nie miał żadnych złych intencji. Po prostu przez nią uderzyła mu woda sodowa do głowy.
Nie gadaj głupot, Maddie jest cudowna, nie da się jej nie polubić… Ma to chyba po mamie – odpowiedział całkiem serio, uśmiechając się jednak do Arizony tym swoim „firmowym” uśmieszkiem. Tak wiele chciałby jej powiedzieć, tak bardzo kusiło go – tak samo jak tamtej nocy na murku – by ją pocałować. Aczkolwiek przy Maddie musieli się wstrzymać. Zamiast tego, pozwolił sobie na dyskretny i nie gorszący dzieci gest poprawienia niesfornego kosmyka jej włosów, by móc spojrzeć jej w oczy. – Dobrze, że nie jestem większością – odpowiedział z uśmiechem, by musnąć kciukiem jej policzek, by następnie spojrzeć na Maddie, która była pochłonięta jedzeniem i kompletnie nie zwracała uwagi na dorosłych.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-03-26, 22:42   
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!


Przytaknęła z uznaniem. - Ja muszę nieźle się spinać, by w jakiejś kwestii wtedy nie nawalić, a i tak zazwyczaj coś pójdzie źle. Nie przekłada się to na moją produktywność - już prędzej do utraty wagi z powodu stresu, którego przy nadmiarze obowiązków nawet nie ma, kiedy zajeść. Z czasem nauczyła się, że nie warte to swojej ceny i stara się raczej wyrabiać przynajmniej z tym co kluczowe, by nie nawalić w jakiejś poważniejszej kwestii, ale i tak z drobniejszymi rzeczami zdarza się jej to często.
- Spokojna głowa, w przyszłe święta będziesz obcykany bum cyk cyk - odparła nad wyraz pewna siebie Maddie, gdy jeszcze rozpierała ją odrobina dumy po pochwaleniu się swoją listą prezentów. Arizonie jednocześnie podobał się kontakt jaki nawiązali, alle też ją odrobinę przerażała. Sytuacja z Vincentem nabrała tempa nawet nie wiedziała, kiedy i straciła gdzieś w tym wszystkim ostrożność co do uczuć małej. Nie miała pojęcia jak to się wyklaruje wszystko w przyszłości, a młoda dość szybko się przywiązywała szczególnie do mężczyzn i chyba problem tkwił w tym, że nigdy ojca nie miała. Z nim był to skok na głęboką wodę. Jedna szalona noc, a teraz randka z dzieckiem w Wiosce Mikołaja? Jej mały rozumek tego nie ogarniał, serce z resztą też nie. Czuła jakąś dziwna słabość do niego, właściwie od początku coś było, skoro postanowiła go zaczepić w restauracji. Reszta potoczyła się sama i chciała dać temu szansę nawet jeśli odrobinę się bała.
- Mówię prawdę, wiem z doświadczenia - większość unikało samotnych matek – ale masz rację, Maddie jest cudowna – resztę skomentowały za nią jej policzki oblewające się lekkim rumieńcem, choć mogła to zwalić na zimową aurę. Czuła się odrobinę onieśmielona nawet tymi dyskretnymi gestami, a jednocześnie rozkoszowała się tym przyjemnym ciepłem jakie zapanowało w głębi niej i bynajmniej nie była to zasługa rozgrzewającej gorącej czekolady, która bardzo szybko zniknęła z ich kubków.
To był długi dzień, zwiedzili chyba całą wioskę Mikołaja, a renifery dokarmiali dwukrotnie, objedli się pieczonymi ziemniakami na patyku i odrobine zmarzli, ale dzień uciekł jak szalony i musieli już wracać. Był fantastyczny, ale i męczący, więc z chęcią zapakowała się do samochodu Vincenta razem z Maddie, która ze zmęczenia złapała mały odlot na trasie do domu, ale gdy tylko zajechali na podjazd obudziła się. - Skoro już nas tutaj przywiozłeś, nie wypuszczę Cię z Concord bez kolacji - odparła nie chcąc słyszeć odmowy.
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-04-08, 17:50   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Maddie była przeurocza i wystarczyło kilka godzin z nią spędzonych, by Vincent był już kupiony praktycznie na amen. Trzeba przyznać, że nie spodziewał się, że dziewczynka go tak szybko zaakceptuje – z drugiej strony… ciężko powiedzieć, co sobie myślała. Zapewne w jej oczach Vince jest kolejnym wujkiem – a tych miała całkiem sporo – więc jeden więcej nie robił różnicy. Dla samego Blanco to było jednak bardziej ważniejsze, niżeli mogło się wydawać. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że od relacji z Maddie zależały też jego stosunki z Arizoną. I to nie tak, że zamierzał wykorzystywać małą, żeby poderwać jej matkę, nic z tych rzeczy. Czuł po prostu, że Paxton będzie czuła się w przyszłości pewniejsza, wiedząc, że mała akceptuje i lubi Vincenta, ot co. Swoją drogą, jakie to pokręcone, że już zaczął myśleć długoterminowo. Co ta kobieta w sobie miała – nie wiedział, ale cokolwiek by to nie było, przyciągało starego kawalera niczym magnez i nie chciało puścić. Może w końcu spełniły się przepowiednie Caroline, że kiedyś spotka tą jedyną, która zawróci mu w głowie?
Doświadczenie zawsze można zmienić – odpowiedział, całkiem pewny siebie. Vincent wiedział, że pewne sytuacje w życiu potrafią zmienić podejście do pewnych spraw o sto osiemdziesiąt stopni. Po Aurorze był przekonany, że już nigdy nie będzie w stanie pokochać, czy nawet zauroczyć się w jakiejś kobiecie. Zraniony, skakał z kwiatka na kwiatek, aż jeden okazał się być pułapką, z której wcale nie chciał wychodzić.
Dzień był rzeczywiście długi i cała trójka trochę zmarzła, jednakże było warto. Vincent bawił się świetnie w towarzystwie Arizony i jej córki, że nawet nie wiedział, kiedy minął ten cały czas. Z pewnym smutkiem odwoził dziewczyny do domu, nie śpiesząc się jednak przy tym zbytnio (warunki drogowe niekorzystne i te sprawy…). W końcu jednak zaparkował na ich podjeździe. Słysząc propozycję Arizony, długo się nie zastanawiał.
Nie będę się opierać – odpowiedział. Wyszedł z auta, by najpierw otworzyć drzwi od strony Arizony i ją wypuścić, a następnie małą. – Jak się bawiłaś, Maddie? – zapytał, wchodząc z dziewczynami do środka.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-05-01, 15:29   
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!


Maddie tak naprawdę nie miała okazji poznać partnerów matki, bo takowych nie było. Przez te wszystkie lata nie była cały czas sama, ale jeśli kogoś poznawała to i tak nikt nie dotrwał do poznania jej córki. Przelotne znajomości... choć to zabawne, bo z niektórymi umawiała się jakiś czas na randki, a w przypadku Vincenta wszystko było bardzo ryzykowne i działo się niezmiernie szybko. Mieli za sobą dwa spotkania, przy drugim już poznał jej córkę, a na trzecim wyszli wspólnie jak rodzinka. Arizona była nieco oszołomiona jego osobą i nie chciała w tym przypadku używać jakiś górnolotnych stwierdzeń typu - zakochała się od pierwszego wejrzenia - ale z całą pewnością wpadła i nie potrafiła oprzeć się tej pokusie spotykania z nim w dość ryzykowny sposób.
- Brzmisz tak pewnie, że nie wiem, czy stwierdzasz fakt, czy piszesz się na ochotnika? - odpowiedziała zadziornie uśmiechając się. Jej doświadczenie z mężczyznami głównie sypało się w momencie, gdy na jaw wychodził fakt, że jest samotną matką. Po tych wszystkich doświadczeniach Vincent mocno ją zaskakiwał, oczywiście w pozytywny sposób i nie chciałaby by przestał.
Nie miała jakiś wybitnych planów na kolację, ani też zbyt wiele czasu by ją przygotować, skoro spędzali czas poza domem, ale... kto pogardziłby gorącymi tostami z serem?! No właśnie, na pewno nie Maddie i Arizona. - Było super! - odpowiedziała z entuzjazmem, szybko dodając - ale cieszę się, że mogę już pozbyć się zimowego opakowania - odetchnęła z ulgą pozbywając się zimowych ciuchów. Arizona od razu zakręciła się w kuchni rozpoczynając przygotowania do tostowego wieczorku. Wstawiła też wodę na herbatę i bez większego zastanowienia przyglądała się temu ryzykownemu, ale i przyjemnemu obrazkowi: Maddie z Vincentem.
- Nie wiem jak ty, ale my uwielbiamy zapiekanki - poinformowała, a na stole wylądował talerz pełen tostów, herbaty i ketchup. Jak się później okazało, były wyborne. Po zjedzonej kolacji perfekcyjna pani domu i mama, posłała córkę by wskoczyła w piżamę i przygotowała się do spania, a sama trochę posprzątała po kolacji. W końcu Maddie w pełnej gotowości stawiła się w kuchni oznajmiając - Dobranoc! - Arizona zaśmiała się i dodała do Vincenta – zaraz wracam – po czym poszła ułożyć swoją małą córeczkę do snu. Taki ich babski rytuał. Córka wykończona dniem pełnym atrakcji wydawała się nie być śpiąca, ale gdy tylko położyła głowę na poduszkę zaczęła odpływać. Paxton zadziwiająco szybko wróciła do Vincenta i nim usiadła zapytała. - Napijesz się jeszcze czegoś?
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-05-13, 23:30   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Vincent również był pod wrażeniem tego, jak to wszystko się rozwijało i po prostu nie mógł się nadziwić, że Arizona go tak trzymała przy sobie… w głowie miał tylko ją i nie latał za innymi kobietami, jak to miał w zwyczaju. Po prostu szukał okazji do kolejnego spotkania, wymieniając z nią w międzyczasie setki esemesów. I z jednej strony to go przerażało, bo jednak gdzieś z tyłu przypominała mu się Aurora i to, jak się zakończyła relacja z nią, z drugiej jednak… Paxton miała w sobie coś magnetyzującego. A fakt, że była jeszcze Maddie niczego nie komplikował. Wręcz przeciwnie, można powiedzieć. Blanco od jakiegoś czasu myślał o tym, że chciałby mieć normalną rodzinę, dzieci, a mała dawała mu jakąś namiastkę tego marzenia.
Lubię nowe wyzwania – odpowiedział, uśmiechając się do niej. Z wielką chęcią będzie ochotnikiem we zmianie jej doświadczeń… z drugiej strony Arizona robiła to samo. Powoli przywracała w Vincencie nadzieję, że może kiedyś stworzyć z kimś coś bardziej trwałego. I miał nadzieję, że to będzie właśnie ona.
To teraz tylko czekać na prezenty – zaśmiał się. Uwielbiał Maddie, miała w sobie tyle energii, że się zastanawiał, jak Arizona dawała radę z poskramianiem jej. – Jestem jak najbardziej na tak – odpowiedział. Lubił tosty, nie zamierzał narzekać. A w czasie, w którym Arizona krzątała się po kuchni, po prostu rozmawiał z małą o czym tam chciała – o szkole, o Bożym Narodzeniu, o jakimś Johnie z jej klasy, który strasznie ją wkurzał. Zadziwiało go to, z jaką śmiałością Maddie z nim rozmawiała. Jakby znała go od lat.
Na „zaraz wracam” Arizony zareagował jedynie skinieniem głowy. W tym czasie grzecznie czekał przy stole, a gdy wróciła wstał, by stanąć przed nią. Czy chciał coś do picia? Nie bardzo. Miał ochotę na zupełnie coś innego. I kusiło go to od samego początku, jak tylko się spotkali.
Nie, ale zjadłbym z Tobą i Maddie jutro śniadanie... – odpowiedział, kładąc dłoń na jej policzku i gładząc go delikatnie kciukiem. Spoglądał jej w oczy i niemalże w nich tonął. – Jaka Ty jesteś piękna... – szepnął, tak jak wtedy, gdy spotkali się po raz pierwszy. I tak samo jak wtedy, nie czekając na jej reakcję, po prostu ją pocałował, jednocześnie, wolną ręką, objął ją w pasie, tak żeby przypadkiem mu nie uciekła. Już niemal zapomniał jak słodki smak mają jej wargi, jakie są miękkie. W końcu się od niej oderwał, ale odsunął się na raptem kilka centymetrów. – Coś Ty mi zrobiła, że nie mogę wyrzucić Cię ze swojej głowy? – zapytał szeptem, opierając swoje czoło o jej.
 
 
Arizona Paxton


Arizona Paxton

CONCORD


30

MATKA PRACUJĄCA

BUJA W OBŁOKACH

Wysłany: 2019-05-16, 15:13   
  

  
  
  
  
  

  
  
Yeah, I wanna dance with somebody!


Tak prawdę mówiąc nawet tego nie planowała, nie odprawiała jakiejś czarnej magii, która by przyciągnęła Vincenta do niej, ani też nazbyt się nie starała byćfajną, a po prostu była sobą. To wyszło samoistnie i chyba ją odrobinę przeraziło, że dzieje się tak szybko i tak wiele ryzykuje. Problem był jednak taki, że i ona czuła to przyciąganie nie chcąc go sobie odpuścić. Stała trochę na granicy, pomiędzy rozsądkiem, a sercem. Fakt, że był nieziemsko atrakcyjny niczego nie ułatwiał. Była jednak matką i musiała wziąć pod uwagę córkę, która mogłaby zostać zraniona. Złapała z nim dobry kontakt. Co, jeśli złapie jeszcze lepszy, a im nie wyjdzie? Chciała dać im czas i dać go też Maddie, aby sytuacja nie była położona na takim niepewnym gruncie.
- Więc wyzwanie przyjęte - zapieczętowała to do czego zmierzała rozmowa lekkim uśmiechem. Vincent trochę pojawił się znikąd w odpowiednim momencie, kiedy to Paxton powoli doskwierała samotność nawet jeśli nie chciała się do tego przyznać. Pragnęła związku, rodziny, czegoś na dłuższą metę, a nie miała ku temu okazji. Teraz wszystko wyglądało tak obiecująco, że wpadła po uszy i zauroczyła się w Vincencie nim zdążyła do głosu dopuścić rozum. Pewnie dlatego wszystko potoczyło się tak szybko.
Kiedy staną nagle tak blisko niej straciła głowę. No dobra, tak naprawdę straciła ją już dużo wcześniej. Słysząc jego pierwsze słowa nawet nie miała czasu spanikować, bo uraczył ją komplementem, a na policzkach poczuła lekkie ciepło. Chciała coś odpowiedzieć, może nawet chciała się zawstydzić, ale okazji zabrakło, bo poczuła jego usta na swoich i oddała się pocałunkowi, czując przyjemne ciepło. Nie chciała przerywać tej chwili, nie chciała myśleć o tym, że pomysł ze śniadaniem choć z jednej strony ją zachwycał, z drugiej wydawał się jej zbyt szybkim krokiem i to nie przez wzgląd na nią samą.
Po wszystkim jej ręce znalazły sobie wygodne miejsce na jego torsie, a na pytanie odpowiedziała cicho - Ma się to coś - i żartobliwie, po czym dodała - a prawdę mówiąc, mogłabym zadać takie samo pytanie - spojrzała w jego oczy dodając szczerze coś czego się nie podziewała, że powie na głos - i przeraża mnie to.
 
 
Vincent Blanco


Vincent Blanco

Boston


36

Reporter radiowy

Kawaler do wzięcia

Wysłany: 2019-06-24, 21:52   
  

  
  
  
  
  

  
  
You make me feel like a firefly. Trapped in a belljar; starved for love.


Vincent jeszcze nigdy w życiu nie czuł takiego przyciągania jak do Arizony. Miała po prostu w sobie coś, co sprawiało, że tracił głowę, po prostu. Może chodziło właśnie o to, że była po prostu sobą, nie starała się na siłę udawać kogoś innego? Maddie w jego oczach nie była żadnym problemem, wręcz przeciwnie. Blanco miał silną potrzebę bycia ojcem, a mała mu umożliwiała choć trochę zapełnić tę pustkę. Chciał być dla niej najlepszym wujkiem pod słońcem. No i wiedział, że jeżeli młoda go polubi, to i Arizonie będzie łatwiej. Oczywiście, nie zamierzał używać dziewczynki jako karty przetargowej, nic z tych rzeczy! Po prostu wiedział, że to w dużej mierze sprawi, że Paxton będzie nieco spokojniejsza.
Uśmiechnął się jedynie… ale za to w jaki sposób. Taki nieco cwaniacki, zawadiacki, jakby chciał jej przekazać, że na pewno da radę i te wyzwanie to tak naprawdę dla niego pestka. Zamierzał zmienić doświadczenia Arizony. Serce mu podpowiadało, że powinien to iść dalej. Rozum w sumie też. Po prostu czuł, że z Arizoną może stworzyć coś pięknego.
Zatęsknił za słodkim smakiem jej warg, za ich miękkością. Tęsknił za ciepłem jej ciała, zapachem jej szamponu do włosów i za biciem serca. Nie wiedział jednak, że aż tak. Wystarczyła jedna noc spędzona z nią, by kompletnie się uzależnić i czuć się niczym narkoman na głodzie. Dlatego, nim się w końcu od niej oderwał, trochę to potrwało. Ciągle jednak trzymał ją tuż przy sobie, opierając czoło o jej, patrząc prosto w oczy.
Nie masz czego się bać – szepnął, głaszcząc ją kciukiem po policzku. Musnął po raz kolejny przelotnie jej usta. – Po prostu mówmy to, co każą nam serca – dodał zaraz potem.
A co mu kazało zrobić serce? Wziąć Arizonę na ręce, chwytając ją tuż pod pośladkami, tak by kobieta mogła opleść go nogami i zaniósł do jej sypialni. Położył Paxton delikatnie na pościeli, nie pozwalając jednak jej powiedzieć chociażby słowa, znów wpijając się namiętnie w jej usta… By następnie się po prostu zatracić.
I zostać na śniadanie. A nawet i obiad.

[z/t x2]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 6