Poprzedni temat «» Następny temat
#4 But baby you'll freeze out there
Autor Wiadomość
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-01-06, 09:59   #4 But baby you'll freeze out there
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Knajpki w Concord potrafiły być urokliwe na swój sposób, a małomiasteczkowy klimat całkiem przyjemny, ale Willie lubił czasami pobawić się w kura domowego przyrządzając dobrą kolację, a że nie miał ku temu zbyt wielu okazji zaprosił Harper do siebie. Wcześniej było to spontaniczne zaproszenie w stadninie, które przy odrobinie namysłu wydawało się coraz lepszym pomysłem. Swojego skupienia w ogóle nie kierował w stronę myśli, na ile jest to coś zobowiązującego, w jakim stopniu jest to randka, a w jakim odświeżenie znajomości z wypadu do Europy, czy zakończy się śniadaniem czy rozmowami do północy przy winie. Był samcem, ale bardziej skupił się na tym co przyrządzić, a nie co będzie po tym jak już zjedzą.
Klimat zimowo świąteczny na dobre zagościł w jego domu. Choinka, światełka można by powiedzieć, że na każdym kroku, a jednak nie do przesady. Nawet psiaki miały swoje mikołajkowe zabawki, które w połowie były już rozwalone na części, ale tak to już z nimi bywa. Kiedy zjawiła się w jego domu przejął jej wierzchnie ubranie, uraczył kieliszkiem wina wskazując miejsce przy kuchennej wyspie i nadzorował kolację, która wkrótce miała być gotowa. - Napijesz się czegoś? - zapytał dodając od razu - Mamy w ofercie wino, grzańca, herbatę, kawę, coś z zimnych napojów też się znajdzie - zasugerował i zamieszał znajdujące się na patelni warzywa. W piekarniku już dochodziły zapiekane ziemniaki z mięsem, a na płycie gotował się do tego wszystkiego sos. Nie było to jakieś wyszukane danie, całkiem zwyczajne, jak Willie, ale to nie oznaczało wcale, że gorsze. - Zima rozszalała się na całego, znalazłaś już sobie coś czy tolerujesz te dojazdy? - zainteresował się, bo w ostatnich dniach opad śniegu zaskakiwał.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Businesswoman - dżokej

Trener - HODOWCA koni


29

Wysłany: 2019-01-07, 07:51   

Prawda jest taka, że w ostatnim czasie jakiekolwiek życie towarzyskie w przypadku Harper nie istniało. Cały czas tylko treningi, spotkania, telefony, maile, potem jakaś szybka kolacja, kilka godzin snu i wszystko od nowa. Nawet temat świąt niespecjalnie był na tapecie - po dziś dzień nie spróbowała się nawet wysilić i poświęcić trochę czasu, by kupić (a co dopiero przystroić) choinkę. Wszelkiego rodzaju ozdoby świąteczne porozwieszane w mieście wywoływały na jej twarzy uśmiech i swego rodzaju nostalgię - to pierwszy okres świąteczny, który spędza poza domem i zdala od rodziny.
Miłą odmianą od zawodowej monotonii było zatem spotkanie z Willem. I zarówno ona póki co nie rozkładała na czynniki pierwsze tego, jak to spotkanie ma traktować: czy to coś niezobowiązującego, czy randka, czy zdąży szybko wrócić własnym autem, czy będzie po nocy szukać Ubera, a może wszystko skończy się dopiero rano? Cóż, Harper nie umiała jakoś specjalnie w randki, podrywanie i całe "te takie" podchody.
Nie wystroiła się jakoś specjalnie: wcisnęła na nogi klasyczne rurki i założyła jedną z elegantszych bluzek. Postawiła na lekki makijaż, delikatnie zakręciła włosy i ruszyła do Concord. Wyjechała na tyle wcześniej, że po drodze zdążyła kupić dobre wino i jakąś designerską pierdołkę do domu - jako taki skromny prezent dla gospodarza dzisiejszego spotkania.
Po wejściu do domu Williego od razu wręczyła mu prezent, dała sobie pomóc przy "rozpłaszczeniu", odłożyła torebkę na kawałek wolnej szafki. Ściągając buty bez użycia rąk - to piętą, to palcami - w międzyczasie wyciągnęła telefon z dopiero co podstawionego akcesorium i go wyciszyła. Ma wolne, zatem chyba nikt specjalnie nie musi zawracać jej tyłka? Gospodarz właściwie w tym samym czasie wręczył jej kieliszek wina i podreptała powoli do kuchni, nie pytając nawet Williego o drogę, raczej wiedziona węchem - jak w końcu ogólnie przyjęto, na proszone kolację wpada się na głodniaka. Tak, pewnie sama wymyśliła tą regułę.
Kiedy Willie wskazał jej miejsce, grzecznie usadowiła na nim tyłek. Nawet zarzuciła nogę na nogę, co najmniej jakby miało jej to dodać gracji. Zakręciła kieliszkiem w ręku, cichutko pukając o niego paznokciem odzianym w perfekcyjny manicure. Zrobiła zamyśloną minę, może analizowała ile promili może taki trunek mieć, ale co by jak ostatnia niemowa nie siedzieć, rzuciła luźno:
- Tak właściwie to nawet nie wiem czy mogę pić, jakby nie patrzył to przyjechałam samochodem - wzruszyła lekko ramionami. Też nie, żeby ona była jakąś specjalną abstynentką, ale jakieś podstawowe zasady mieć trzeba a jedna z nich to "piłaś - nie jedź". Dodatkowo, taki tekst - a raczej odpowiedź na niego - mogła jej pomóc choć odrobinę wyczuć zamiary Willa. No, ewentualnie ich brak. Gdy ten w międzyczasie zapytał jeszcze o cokolwiek innego do picia. Odstawiła kieliszek na blat i po chwili zastanowienia rzuciła: - Póki co wezmę więc pewnie herbatę. Ostrzegam tylko, że mam w tym temacie wysokie wymagania - powiedziała to ze swoistym "not even sorry" na twarzy. Z bycia Brytyjczykiem się najwyraźniej nie wyrasta.
- Jeżdżę, póki co jeżdżę. Zainwestowałam nawet w ściągnięcie większego samochodu z Wysp, choć z biegiem czasu mam wrażenie, że niedużo drożej wyszłoby kupienie jakiegoś tutaj - nie dodała już jednak, że niespecjalnie lubi jeździć samochodem z kierownicą po drugiej stronie. Dziewczyna ma swoje przyzwyczajenia i już nic wielkiego się z tym nie zrobi. Zdążyła się też pewnie na swój sposób przyzwyczaić do swojego bostońskiego mieszkania. Nie miała tam jeszcze specjalnie dużej ilości rzeczy, które świadczyłyby o tym, że się zadamawia, ale starała się jak mogła.
- Dawałam sobie radę na angielskiej wsi, dam i tutaj - a przynajmniej była o tym święcie przekonana. Nie jest przecież jakąś księżniczką, żeby marudzić i płakać, że o-mój-boże-spadł-śnieg.
Wychyliła się lekko na tej wyspie, w stronę przyrządzanego przez Willa posiłku.
- A co tam dobrego pichcisz? - postanowiła zmienić temat na bardziej kolacyjny. W końcu ile można w kółko oscylować wokół tematów dotyczących jej pracy albo tego czy opłacają się jej czasowo dojazdy? - Może ci w czymś pomóc? - rzuciła dość nonszalancko, w tym samym czasie wizualizując w głowie jak jej brak umiejętności kulinarnych nokautuje rozgadany jęzor. Skoro ma dwie lewe ręce do jakiejkolwiek czynności związanej z gotowaniem to czego się pcha? Za wczasu postanowiła pewne rzeczy sprostować:
- Choć może lepiej nie, legenda niesie, że potrafię przypalić nawet wodę - cóż, pewnie nie było tak źle, ale kilka razy jej się coś spektakularnie nie udało, bracia czy znajomi/przyjaciele cisną z tego heheszki do dziś i się dziewczyna zraziła i nawet nie próbuje. A że w nowym mieście ma wiele miejsc do kulinarnego odkrycia, wcale nie narzeka. Ze stołuje się wiecznie na mieście? Who cares.
- Jej! - taka tam swoista eureka w wersji Atwood. - Jestem ostatnim chamem, nawet nie podziękowałam ci za zaproszenie - "dziękczynnie" skinęła głową. - W innym wypadku spędziłabym kolejny wieczór nudząc się jak mops - jasne. Chyba raczej pracując, ale przecież się nie przyzna.
  
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-01-10, 13:51   
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Miał taki okres w swoim życiu, podczas którego praca go wciągnęła, w dodatku w korporacji, która nie była jego konikiem tylko sprawką ojca jego byłej żony. Wciągnięty w wir pracy wracał do domu późno, nie tylko z winy siedzenia do późna za biurkiem, kolacji biznesowych z teściem, ale też z racji dojazdów z miasta do Concord (do których niechęć żywi do dziś), a jego relacja z żoną po trochę sypała się. Nic dziwnego, że w końcu wylądowała w łóżku sąsiada, a Willie choć początkowo wściekły teraz w pełni świadomie może uznać, że wyświadczyła mu przysługę. Gdyby nie to wpadłby w wir korporacyjnego syfu, a tak zmienił swoje życie, znalazł pasję i teraz wykonywał zawód, który kocha, a pomimo życia w pojedynkę w końcu był szczęśliwy. Oczywiście w żaden sposób nie przekładałby tego na zapracowanie Harper, bo przecież ona robiła to co uwielbia, prawda? Czasami jednak nawet to co kochamy potrafi przytłoczyć, a skoro brakło jej czasu na odrobinę nostalgii świątecznej w zaciszu własnego domu może pora coś zmienić?
Rozkładanie na czynniki pierwsze sytuacji nie byłoby najlepszym posunięciem u niego, on w ogóle nie przepadał za takim wałkowaniem tematu, snuciem domysłów... cóż, co będzie to będzie. Liczył na udaną kolację (bo kiepsko byłoby podać spartaczone danie), miłą pogawędkę i właściwie sympatyczny wieczór. Reszta sama się wyklaruje, po prostu.
Podziękował za prezent, którego w ogóle się nie spodziewał i stwierdził, że znajdzie dla niego odpowiednie miejsce później, po czym ze zrozumieniem przyjął jej odmowę wina. Odrobinę zaskoczenia w tym było, bo był Amerykaninem, a tutaj dopuszczalny limit alkoholu we krwi bywał dość wysoki w skali świata. Willie nie praktykował jazdy po pijaku i też jej nie tolerował, ale lampka wina przy kolacji i powrót nie był w tych rejonach niczym dziwnym i szokującym. W wielu gronach nawet wyjście do baru, by spotkać się z przyjaciółmi i wypić kilka piwek, też nie jest przeciwwskazaniem by jechać. Impreza? Sporo osób przyjeżdża swoimi autami i nimi także odjeżdża, a że po drodze wypili kilka shotów i parę piwek? Przecież do domu mam blisko. On zazwyczaj obstawał przy jednym piwie, kieliszku i nie wracał też zaraz po wypiciu, ale tutaj to było normalne, na porządku dziennym i nie szokowało.
Uniósł ręce w geście poddania się. - I tutaj mnie masz – kolejna kulturowa przepaść - co prawda mam - zaczął szperać w szafkach – mieszanki – jeszcze chwila moment, znalazł - Earl Gray i English Breakfast ale uwaga... prosto z sieciówki, więc nie wiem co z tego wyjdzie – nie pijał zbyt wiele herbaty, taka prawda.
- Ja właściwie też, ale tylko dwa razy w tygodniu jadę do miasta, ewentualnie trzy, ale teraz w zimę mniej mnie potrzebują w zoo. Gdybym miał mieć to jako codzienną rutynę to chyba bym spasował - uśmiechnął się lekko, ale i spojrzał z podziwem na nią, że nie tak łatwo ją wystraszyć. On miał swoją osobistą niechęć do kursów z miasta do Concord i chyba wciąż ja gdzieś w sobie trzymał.
- Nic wyszukanego wprawdzie, ale całkiem nieźle mi wychodzi więc postawiłem na coś sprawdzonego - uśmiechnął się lekko – warzywa, zapiekane ziemniaki z mięsem - miał nadzieje, że nie była vege bo by zwątpił - i sos śmietanowy, lekko czosnkowy – lekkostrawna kolacja to to nie była.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Businesswoman - dżokej

Trener - HODOWCA koni


29

Wysłany: 2019-01-12, 09:26   

Gdyby opowiedział jej o tym, że kiedyś z taką namiętnością sprawdzał się w roli korpoludka (w tym miejscu miałam wpisać zupełnie inne określenie, ale się powstrzymałam) to uznałaby to za coś w kategoriach żartu. Na tyle, na ile mogła go do tej pory poznać, uważała go za człowieka pełnego pasji i tą pasją się właśnie zajmującego, a nie sztywnego typka pod zaporowo drogim krawatem, gadającego w kółko o dedlajnach i takich tam innych. Choć sama nie miała specjalnego pojęcia jak praca w takim molochu może wyglądać, jest jednak dość biegła w memy i nieskromnie sądzi, że jakieś podstawy do robienia osądów ma.
- Spokojnie, żartowałam z tą herbatą. Tak naprawdę to żaden ze mnie specjalny smakosz, u nas w domu pije się ją właściwie rzadko, a nawet jak już to nikomu nie robi wielkiej różnicy czy to mieszanka jakoś fancy najdroższych herbat czy taniocha za mniej niż funta z Tesco - wzruszyła lekko ramionami. Złapała się na tym, że nazewnictwem rzuca jeszcze europejskim, więc po krótkim odkaszlnięciu poprawiła się: - Promocyjna z Walmartu. Nie mogę się jeszcze przestawić - uśmiechnęła się czarująco na wypadek, gdyby uznał, że takie zasiedzenie w brytyjskiej rzeczywistości to jakieś zadzieranie nosa z jej strony. Sama się czasem martwi, że ten jej - zdawać się może - przesadny akcent już może wkurzać, a co dopiero to. Jeśli chodzi o alkohol to jak już wspomniałam wcześniej - żadną abstynentką to ona nie była. Dziś także, gdyby tylko nie przyjechała samochodem piłaby zawartość wcześniej wręczonego jej kieliszka w najlepsze. Ale jednak a. nie chciała wyjść na jakąś pijuskę, która prowadzi po pijaku, b. nie chciała zostać zrozumiana jako ta, która tak oficjalnie daje do zrozumienia że zostanie na noc. Porządną może chociaż zgrywać, nie?
- Aaaaa tam, nie znasz się - zaśmiała się, gdy ten nazwał dojazdu do miasta rutyną. O a sama uwielbiała jeździć i lekką abstrakcją było dla niej, że ktoś mógł tego nie lubić. - Gdybym miała więcej wolnego czasu, mogłabym zostać twoim kierowcą. Uwielbiam spędzać czas za kółkiem. Gdyby nie to, co robię teraz, na sto procent byłabym jakimś zawodowym kierowcą. Albo rajdowym. Więc jak widzisz, dla mnie to żaden kłopot. - pewnie przynajmniej dopóki nie zacznie na te swoje dojazdy marnotrawić czasu. Wtedy zmieni zdanie szybciej niż ktokolwiek mógłby podejrzewać.
- Uuuu, niezły cios dla wątroby - powiedziała z usmiechem. - A tak całkiem serio to brzmi i pachnie super smacznie.
Pozwolę sobie trochę pocisnąć akcję w przód. Harper z grzeczności nie zakręciła mu się wtedy po kuchni i nie wpakowała wszędzie widelca czy łychy, ale długo na pełen efekt jego przygotowań czekać nie musiała. W trakcie posiłku zdecydowała się nawet jednak na to oferowane jej wcześniej wino. Przecież ściągnięcie sobie kierowcy, taksówki czy Ubera to żaden problem. Po kilku głębszych łykach przybyło jej odrobinę kurażu. Dziabnęła kawałek ziemniaka i wymoczyła go w sosie. Zjadła, przez chwilę "po" miała bardzo zamyśloną minę, po czym zdecydowała się wypalić:
- Jeżeli to ma być randka, to odrobinę nie przemyślałeś tego czosnku - ton jej głosu był jednak wyraźnie rozbawiony, nie żeby mu coś specjalnie wytykała palcem. Ot, luźny żarcik sytuacyjny, którego tematu on nawet nie musi podłapywać.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-01-17, 11:11   
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Czasami traktował to jak jakiś żart, miał wrażenie, że ktoś zakpił sobie z jego młodości, a on ogłupiony uczuciem do niewartej tego kobiety wpadł w wir jakiegoś biurowego szaleństwa. Po dziś dzień nie rozumie, dlaczego się w to wpakował i jak zmarnował parę pięknych młodych lat, ale prawda była taka, że zostawił to już za sobą. Miał w końcu życie jakiego chciał i nie było sensu tracić czasu na przeszłość. Nawet nie miałby jej za złe, gdyby sobie zrobiła z tego podstawkę pod żarciki, bo dystansu do samego siebie mu nie brakowało.
Zdecydowanie odczuł ulgę, kiedy postanowiła zrobić sprostowanie na temat herbaty, a na całe wyjaśnienie uśmiechnął się lekko w odpowiedzi. - Nie musisz się wcale przestawiać, nawet lubię ten europejski żargon - powiedział jednocześnie przygotowując herbatę wyrwaną z promocji w zwykłym spożywczaku. - Hmm, więc to wcale nie tak, że wszyscy mają fioła na punkcie herbaty? - zażartował rzecz jasna wcale nie mając zamiaru tutaj wyśmiać w jakiś sposób kultury. Co kraj to obyczaj, a tradycje powinno się zachowywać. Obok brytyjskiego akcentu nie dało się przejść obojętnie - byli tacy, co po paru słowach już skręcali się w środku nie mogąc tego przetrawić, ale istnieli też tacy jak Willie co nawet z przyjemnością wsłuchiwali się w kolejne wymawiane słowa dopieszczone akcentem.
- Uwierz mi, że o rutynowych dojazdach do miasta wiem więcej niż może Ci się wydawać - choć to się wiąże z wcale nie tak ciekawą historią korporacyjnego sztywniaka, a nie znając go od tej strony można uznać to za zmyślona bajeczkę, bo teraz nie pozostał nawet na nim ślad tego kim był będąc żonatym mężczyzną. - Odpowiadałby mi taki kierowca, zapewne wygrałabyś na rozmowach kwalifikacyjnych - chociaż między kierowcą osobistym, a rajdowym jest spora przepaść, więc to on mógłby przegrać z jej wyborem innej ścieżki zawodowej.
Roześmiał się na nienajlepszą wróżbę dla wątroby i zabrał się do dalszego przygotowywania posiłku, który właściwie był już na wykończeniu. Poszło dość sprawnie więc parę chwil później już mogli się zajadać, wino też poszło w ruch, a on nie obawiał się zbytniej krytyki, bo jak na jego możliwości kulinarne wyszło całkiem smacznie. Jej zamyślona mina jednak skupiła jego uwagę, a gdy w końcu wyjaśniła skąd się wzięła chwilę zachował powagę, by następnie roześmiać się z trafnego komentarza. - Teraz wyszło na jaw skąd ta propozycja alkoholu. Kieliszek wytrawnego czerwonego wina zobojętnia zapach czosnku, podobnie działa mleko, ale ono nie współgrałoby tak dobrze z tą kolacją - to dopiero byłby cios! Zapić to wszystko mlekiem.
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
California Paxton
Najlepszy Świąteczny Profil
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6