Poprzedni temat «» Następny temat
#4 But baby you'll freeze out there
Autor Wiadomość
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

concord


36

weterynarz

po rozwodzie

Wysłany: 2019-01-06, 09:59   #4 But baby you'll freeze out there
  

  
  
  
  
  

  
  
lalalalalaa


Knajpki w Concord potrafiły być urokliwe na swój sposób, a małomiasteczkowy klimat całkiem przyjemny, ale Willie lubił czasami pobawić się w kura domowego przyrządzając dobrą kolację, a że nie miał ku temu zbyt wielu okazji zaprosił Harper do siebie. Wcześniej było to spontaniczne zaproszenie w stadninie, które przy odrobinie namysłu wydawało się coraz lepszym pomysłem. Swojego skupienia w ogóle nie kierował w stronę myśli, na ile jest to coś zobowiązującego, w jakim stopniu jest to randka, a w jakim odświeżenie znajomości z wypadu do Europy, czy zakończy się śniadaniem czy rozmowami do północy przy winie. Był samcem, ale bardziej skupił się na tym co przyrządzić, a nie co będzie po tym jak już zjedzą.
Klimat zimowo świąteczny na dobre zagościł w jego domu. Choinka, światełka można by powiedzieć, że na każdym kroku, a jednak nie do przesady. Nawet psiaki miały swoje mikołajkowe zabawki, które w połowie były już rozwalone na części, ale tak to już z nimi bywa. Kiedy zjawiła się w jego domu przejął jej wierzchnie ubranie, uraczył kieliszkiem wina wskazując miejsce przy kuchennej wyspie i nadzorował kolację, która wkrótce miała być gotowa. - Napijesz się czegoś? - zapytał dodając od razu - Mamy w ofercie wino, grzańca, herbatę, kawę, coś z zimnych napojów też się znajdzie - zasugerował i zamieszał znajdujące się na patelni warzywa. W piekarniku już dochodziły zapiekane ziemniaki z mięsem, a na płycie gotował się do tego wszystkiego sos. Nie było to jakieś wyszukane danie, całkiem zwyczajne, jak Willie, ale to nie oznaczało wcale, że gorsze. - Zima rozszalała się na całego, znalazłaś już sobie coś czy tolerujesz te dojazdy? - zainteresował się, bo w ostatnich dniach opad śniegu zaskakiwał.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Boston


29

Dżokej | hodowca

Panna

Wysłany: 2019-01-07, 07:51   
  

  
  
  
  
  

  
  
I OWNED EVERY SECONd THAT THIS WORLD COULD GIVE


Prawda jest taka, że w ostatnim czasie jakiekolwiek życie towarzyskie w przypadku Harper nie istniało. Cały czas tylko treningi, spotkania, telefony, maile, potem jakaś szybka kolacja, kilka godzin snu i wszystko od nowa. Nawet temat świąt niespecjalnie był na tapecie - po dziś dzień nie spróbowała się nawet wysilić i poświęcić trochę czasu, by kupić (a co dopiero przystroić) choinkę. Wszelkiego rodzaju ozdoby świąteczne porozwieszane w mieście wywoływały na jej twarzy uśmiech i swego rodzaju nostalgię - to pierwszy okres świąteczny, który spędza poza domem i zdala od rodziny.
Miłą odmianą od zawodowej monotonii było zatem spotkanie z Willem. I zarówno ona póki co nie rozkładała na czynniki pierwsze tego, jak to spotkanie ma traktować: czy to coś niezobowiązującego, czy randka, czy zdąży szybko wrócić własnym autem, czy będzie po nocy szukać Ubera, a może wszystko skończy się dopiero rano? Cóż, Harper nie umiała jakoś specjalnie w randki, podrywanie i całe "te takie" podchody.
Nie wystroiła się jakoś specjalnie: wcisnęła na nogi klasyczne rurki i założyła jedną z elegantszych bluzek. Postawiła na lekki makijaż, delikatnie zakręciła włosy i ruszyła do Concord. Wyjechała na tyle wcześniej, że po drodze zdążyła kupić dobre wino i jakąś designerską pierdołkę do domu - jako taki skromny prezent dla gospodarza dzisiejszego spotkania.
Po wejściu do domu Williego od razu wręczyła mu prezent, dała sobie pomóc przy "rozpłaszczeniu", odłożyła torebkę na kawałek wolnej szafki. Ściągając buty bez użycia rąk - to piętą, to palcami - w międzyczasie wyciągnęła telefon z dopiero co podstawionego akcesorium i go wyciszyła. Ma wolne, zatem chyba nikt specjalnie nie musi zawracać jej tyłka? Gospodarz właściwie w tym samym czasie wręczył jej kieliszek wina i podreptała powoli do kuchni, nie pytając nawet Williego o drogę, raczej wiedziona węchem - jak w końcu ogólnie przyjęto, na proszone kolację wpada się na głodniaka. Tak, pewnie sama wymyśliła tą regułę.
Kiedy Willie wskazał jej miejsce, grzecznie usadowiła na nim tyłek. Nawet zarzuciła nogę na nogę, co najmniej jakby miało jej to dodać gracji. Zakręciła kieliszkiem w ręku, cichutko pukając o niego paznokciem odzianym w perfekcyjny manicure. Zrobiła zamyśloną minę, może analizowała ile promili może taki trunek mieć, ale co by jak ostatnia niemowa nie siedzieć, rzuciła luźno:
- Tak właściwie to nawet nie wiem czy mogę pić, jakby nie patrzył to przyjechałam samochodem - wzruszyła lekko ramionami. Też nie, żeby ona była jakąś specjalną abstynentką, ale jakieś podstawowe zasady mieć trzeba a jedna z nich to "piłaś - nie jedź". Dodatkowo, taki tekst - a raczej odpowiedź na niego - mogła jej pomóc choć odrobinę wyczuć zamiary Willa. No, ewentualnie ich brak. Gdy ten w międzyczasie zapytał jeszcze o cokolwiek innego do picia. Odstawiła kieliszek na blat i po chwili zastanowienia rzuciła: - Póki co wezmę więc pewnie herbatę. Ostrzegam tylko, że mam w tym temacie wysokie wymagania - powiedziała to ze swoistym "not even sorry" na twarzy. Z bycia Brytyjczykiem się najwyraźniej nie wyrasta.
- Jeżdżę, póki co jeżdżę. Zainwestowałam nawet w ściągnięcie większego samochodu z Wysp, choć z biegiem czasu mam wrażenie, że niedużo drożej wyszłoby kupienie jakiegoś tutaj - nie dodała już jednak, że niespecjalnie lubi jeździć samochodem z kierownicą po drugiej stronie. Dziewczyna ma swoje przyzwyczajenia i już nic wielkiego się z tym nie zrobi. Zdążyła się też pewnie na swój sposób przyzwyczaić do swojego bostońskiego mieszkania. Nie miała tam jeszcze specjalnie dużej ilości rzeczy, które świadczyłyby o tym, że się zadamawia, ale starała się jak mogła.
- Dawałam sobie radę na angielskiej wsi, dam i tutaj - a przynajmniej była o tym święcie przekonana. Nie jest przecież jakąś księżniczką, żeby marudzić i płakać, że o-mój-boże-spadł-śnieg.
Wychyliła się lekko na tej wyspie, w stronę przyrządzanego przez Willa posiłku.
- A co tam dobrego pichcisz? - postanowiła zmienić temat na bardziej kolacyjny. W końcu ile można w kółko oscylować wokół tematów dotyczących jej pracy albo tego czy opłacają się jej czasowo dojazdy? - Może ci w czymś pomóc? - rzuciła dość nonszalancko, w tym samym czasie wizualizując w głowie jak jej brak umiejętności kulinarnych nokautuje rozgadany jęzor. Skoro ma dwie lewe ręce do jakiejkolwiek czynności związanej z gotowaniem to czego się pcha? Za wczasu postanowiła pewne rzeczy sprostować:
- Choć może lepiej nie, legenda niesie, że potrafię przypalić nawet wodę - cóż, pewnie nie było tak źle, ale kilka razy jej się coś spektakularnie nie udało, bracia czy znajomi/przyjaciele cisną z tego heheszki do dziś i się dziewczyna zraziła i nawet nie próbuje. A że w nowym mieście ma wiele miejsc do kulinarnego odkrycia, wcale nie narzeka. Ze stołuje się wiecznie na mieście? Who cares.
- Jej! - taka tam swoista eureka w wersji Atwood. - Jestem ostatnim chamem, nawet nie podziękowałam ci za zaproszenie - "dziękczynnie" skinęła głową. - W innym wypadku spędziłabym kolejny wieczór nudząc się jak mops - jasne. Chyba raczej pracując, ale przecież się nie przyzna.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

concord


36

weterynarz

po rozwodzie

Wysłany: 2019-01-10, 13:51   
  

  
  
  
  
  

  
  
lalalalalaa


Miał taki okres w swoim życiu, podczas którego praca go wciągnęła, w dodatku w korporacji, która nie była jego konikiem tylko sprawką ojca jego byłej żony. Wciągnięty w wir pracy wracał do domu późno, nie tylko z winy siedzenia do późna za biurkiem, kolacji biznesowych z teściem, ale też z racji dojazdów z miasta do Concord (do których niechęć żywi do dziś), a jego relacja z żoną po trochę sypała się. Nic dziwnego, że w końcu wylądowała w łóżku sąsiada, a Willie choć początkowo wściekły teraz w pełni świadomie może uznać, że wyświadczyła mu przysługę. Gdyby nie to wpadłby w wir korporacyjnego syfu, a tak zmienił swoje życie, znalazł pasję i teraz wykonywał zawód, który kocha, a pomimo życia w pojedynkę w końcu był szczęśliwy. Oczywiście w żaden sposób nie przekładałby tego na zapracowanie Harper, bo przecież ona robiła to co uwielbia, prawda? Czasami jednak nawet to co kochamy potrafi przytłoczyć, a skoro brakło jej czasu na odrobinę nostalgii świątecznej w zaciszu własnego domu może pora coś zmienić?
Rozkładanie na czynniki pierwsze sytuacji nie byłoby najlepszym posunięciem u niego, on w ogóle nie przepadał za takim wałkowaniem tematu, snuciem domysłów... cóż, co będzie to będzie. Liczył na udaną kolację (bo kiepsko byłoby podać spartaczone danie), miłą pogawędkę i właściwie sympatyczny wieczór. Reszta sama się wyklaruje, po prostu.
Podziękował za prezent, którego w ogóle się nie spodziewał i stwierdził, że znajdzie dla niego odpowiednie miejsce później, po czym ze zrozumieniem przyjął jej odmowę wina. Odrobinę zaskoczenia w tym było, bo był Amerykaninem, a tutaj dopuszczalny limit alkoholu we krwi bywał dość wysoki w skali świata. Willie nie praktykował jazdy po pijaku i też jej nie tolerował, ale lampka wina przy kolacji i powrót nie był w tych rejonach niczym dziwnym i szokującym. W wielu gronach nawet wyjście do baru, by spotkać się z przyjaciółmi i wypić kilka piwek, też nie jest przeciwwskazaniem by jechać. Impreza? Sporo osób przyjeżdża swoimi autami i nimi także odjeżdża, a że po drodze wypili kilka shotów i parę piwek? Przecież do domu mam blisko. On zazwyczaj obstawał przy jednym piwie, kieliszku i nie wracał też zaraz po wypiciu, ale tutaj to było normalne, na porządku dziennym i nie szokowało.
Uniósł ręce w geście poddania się. - I tutaj mnie masz – kolejna kulturowa przepaść - co prawda mam - zaczął szperać w szafkach – mieszanki – jeszcze chwila moment, znalazł - Earl Gray i English Breakfast ale uwaga... prosto z sieciówki, więc nie wiem co z tego wyjdzie – nie pijał zbyt wiele herbaty, taka prawda.
- Ja właściwie też, ale tylko dwa razy w tygodniu jadę do miasta, ewentualnie trzy, ale teraz w zimę mniej mnie potrzebują w zoo. Gdybym miał mieć to jako codzienną rutynę to chyba bym spasował - uśmiechnął się lekko, ale i spojrzał z podziwem na nią, że nie tak łatwo ją wystraszyć. On miał swoją osobistą niechęć do kursów z miasta do Concord i chyba wciąż ja gdzieś w sobie trzymał.
- Nic wyszukanego wprawdzie, ale całkiem nieźle mi wychodzi więc postawiłem na coś sprawdzonego - uśmiechnął się lekko – warzywa, zapiekane ziemniaki z mięsem - miał nadzieje, że nie była vege bo by zwątpił - i sos śmietanowy, lekko czosnkowy – lekkostrawna kolacja to to nie była.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Boston


29

Dżokej | hodowca

Panna

Wysłany: 2019-01-12, 09:26   
  

  
  
  
  
  

  
  
I OWNED EVERY SECONd THAT THIS WORLD COULD GIVE


Gdyby opowiedział jej o tym, że kiedyś z taką namiętnością sprawdzał się w roli korpoludka (w tym miejscu miałam wpisać zupełnie inne określenie, ale się powstrzymałam) to uznałaby to za coś w kategoriach żartu. Na tyle, na ile mogła go do tej pory poznać, uważała go za człowieka pełnego pasji i tą pasją się właśnie zajmującego, a nie sztywnego typka pod zaporowo drogim krawatem, gadającego w kółko o dedlajnach i takich tam innych. Choć sama nie miała specjalnego pojęcia jak praca w takim molochu może wyglądać, jest jednak dość biegła w memy i nieskromnie sądzi, że jakieś podstawy do robienia osądów ma.
- Spokojnie, żartowałam z tą herbatą. Tak naprawdę to żaden ze mnie specjalny smakosz, u nas w domu pije się ją właściwie rzadko, a nawet jak już to nikomu nie robi wielkiej różnicy czy to mieszanka jakoś fancy najdroższych herbat czy taniocha za mniej niż funta z Tesco - wzruszyła lekko ramionami. Złapała się na tym, że nazewnictwem rzuca jeszcze europejskim, więc po krótkim odkaszlnięciu poprawiła się: - Promocyjna z Walmartu. Nie mogę się jeszcze przestawić - uśmiechnęła się czarująco na wypadek, gdyby uznał, że takie zasiedzenie w brytyjskiej rzeczywistości to jakieś zadzieranie nosa z jej strony. Sama się czasem martwi, że ten jej - zdawać się może - przesadny akcent już może wkurzać, a co dopiero to. Jeśli chodzi o alkohol to jak już wspomniałam wcześniej - żadną abstynentką to ona nie była. Dziś także, gdyby tylko nie przyjechała samochodem piłaby zawartość wcześniej wręczonego jej kieliszka w najlepsze. Ale jednak a. nie chciała wyjść na jakąś pijuskę, która prowadzi po pijaku, b. nie chciała zostać zrozumiana jako ta, która tak oficjalnie daje do zrozumienia że zostanie na noc. Porządną może chociaż zgrywać, nie?
- Aaaaa tam, nie znasz się - zaśmiała się, gdy ten nazwał dojazdu do miasta rutyną. O a sama uwielbiała jeździć i lekką abstrakcją było dla niej, że ktoś mógł tego nie lubić. - Gdybym miała więcej wolnego czasu, mogłabym zostać twoim kierowcą. Uwielbiam spędzać czas za kółkiem. Gdyby nie to, co robię teraz, na sto procent byłabym jakimś zawodowym kierowcą. Albo rajdowym. Więc jak widzisz, dla mnie to żaden kłopot. - pewnie przynajmniej dopóki nie zacznie na te swoje dojazdy marnotrawić czasu. Wtedy zmieni zdanie szybciej niż ktokolwiek mógłby podejrzewać.
- Uuuu, niezły cios dla wątroby - powiedziała z usmiechem. - A tak całkiem serio to brzmi i pachnie super smacznie.
Pozwolę sobie trochę pocisnąć akcję w przód. Harper z grzeczności nie zakręciła mu się wtedy po kuchni i nie wpakowała wszędzie widelca czy łychy, ale długo na pełen efekt jego przygotowań czekać nie musiała. W trakcie posiłku zdecydowała się nawet jednak na to oferowane jej wcześniej wino. Przecież ściągnięcie sobie kierowcy, taksówki czy Ubera to żaden problem. Po kilku głębszych łykach przybyło jej odrobinę kurażu. Dziabnęła kawałek ziemniaka i wymoczyła go w sosie. Zjadła, przez chwilę "po" miała bardzo zamyśloną minę, po czym zdecydowała się wypalić:
- Jeżeli to ma być randka, to odrobinę nie przemyślałeś tego czosnku - ton jej głosu był jednak wyraźnie rozbawiony, nie żeby mu coś specjalnie wytykała palcem. Ot, luźny żarcik sytuacyjny, którego tematu on nawet nie musi podłapywać.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

concord


36

weterynarz

po rozwodzie

Wysłany: 2019-01-17, 11:11   
  

  
  
  
  
  

  
  
lalalalalaa


Czasami traktował to jak jakiś żart, miał wrażenie, że ktoś zakpił sobie z jego młodości, a on ogłupiony uczuciem do niewartej tego kobiety wpadł w wir jakiegoś biurowego szaleństwa. Po dziś dzień nie rozumie, dlaczego się w to wpakował i jak zmarnował parę pięknych młodych lat, ale prawda była taka, że zostawił to już za sobą. Miał w końcu życie jakiego chciał i nie było sensu tracić czasu na przeszłość. Nawet nie miałby jej za złe, gdyby sobie zrobiła z tego podstawkę pod żarciki, bo dystansu do samego siebie mu nie brakowało.
Zdecydowanie odczuł ulgę, kiedy postanowiła zrobić sprostowanie na temat herbaty, a na całe wyjaśnienie uśmiechnął się lekko w odpowiedzi. - Nie musisz się wcale przestawiać, nawet lubię ten europejski żargon - powiedział jednocześnie przygotowując herbatę wyrwaną z promocji w zwykłym spożywczaku. - Hmm, więc to wcale nie tak, że wszyscy mają fioła na punkcie herbaty? - zażartował rzecz jasna wcale nie mając zamiaru tutaj wyśmiać w jakiś sposób kultury. Co kraj to obyczaj, a tradycje powinno się zachowywać. Obok brytyjskiego akcentu nie dało się przejść obojętnie - byli tacy, co po paru słowach już skręcali się w środku nie mogąc tego przetrawić, ale istnieli też tacy jak Willie co nawet z przyjemnością wsłuchiwali się w kolejne wymawiane słowa dopieszczone akcentem.
- Uwierz mi, że o rutynowych dojazdach do miasta wiem więcej niż może Ci się wydawać - choć to się wiąże z wcale nie tak ciekawą historią korporacyjnego sztywniaka, a nie znając go od tej strony można uznać to za zmyślona bajeczkę, bo teraz nie pozostał nawet na nim ślad tego kim był będąc żonatym mężczyzną. - Odpowiadałby mi taki kierowca, zapewne wygrałabyś na rozmowach kwalifikacyjnych - chociaż między kierowcą osobistym, a rajdowym jest spora przepaść, więc to on mógłby przegrać z jej wyborem innej ścieżki zawodowej.
Roześmiał się na nienajlepszą wróżbę dla wątroby i zabrał się do dalszego przygotowywania posiłku, który właściwie był już na wykończeniu. Poszło dość sprawnie więc parę chwil później już mogli się zajadać, wino też poszło w ruch, a on nie obawiał się zbytniej krytyki, bo jak na jego możliwości kulinarne wyszło całkiem smacznie. Jej zamyślona mina jednak skupiła jego uwagę, a gdy w końcu wyjaśniła skąd się wzięła chwilę zachował powagę, by następnie roześmiać się z trafnego komentarza. - Teraz wyszło na jaw skąd ta propozycja alkoholu. Kieliszek wytrawnego czerwonego wina zobojętnia zapach czosnku, podobnie działa mleko, ale ono nie współgrałoby tak dobrze z tą kolacją - to dopiero byłby cios! Zapić to wszystko mlekiem.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Boston


29

Dżokej | hodowca

Panna

Wysłany: 2019-02-02, 11:44   
  

  
  
  
  
  

  
  
I OWNED EVERY SECONd THAT THIS WORLD COULD GIVE


Dla Harper "liźnięciem" tematu, jeśli przyszło do pracy w korporacji, były jej sprawy biznesowe. Kiedy przychodziło do załatwiania interesów, kiedy musiała się jakoś eleganckiej odstawić, to czuła się jakoś nieswojo. Nie, że nie lubiła tych interesów - nie lubiła udawania jakieś biurwy. A, że Willie miał image, jaki miał, tym bardziej nie widziała go w takim wydaniu. Ale co ona tam wie?
- Nawet nie żartuj! - roześmiała się. Ona się już tak troszeczkę nawet przyzwyczaiła do tego, że ludzie tutaj, kiedy tylko się odezwie, zaczynają na nią patrzeć jakby mówiła w suahili. A przecież także mówiła po angielsku! A że akcent był mocno inny? Co ona zrobi, że pochodzi z jakieś maksymalnie tradycyjnej rodziny? - Zdecydowana większość osób spotkanych po tej stronie oceanu zdaje się uważać, że mówię w jakimś południowo afrykańskim narzeczu, a którym porozumiewa się jakieś siedem osób na świecie. A jak jeszcze dodam nazwy własne, miasta, czy sklepy to w ogóle pochodzę chyba z księżyca - swój wywód zakończyła międzynarodowym znakiem szaleństwa, kręcąc kółeczko wokół własnej skroni. Już od małego wiedziała, że Brytyjki i Brytyjczycy to specyficzni ludzie, ale dopiero przeprowadzka tutaj pokazała jej jak bardzo.
- Ta herbata ostała się jeszcze dość mocno w pokoleniu naszych dziadków. Moi rodzice mogli mnie wysyłać do prywatnych, dziewczęcych szkół, chować na baletnice i trzymać wszelkie tradycje, ale herbata jako jakiś zwyczaj jest tylko od święta. Ojciec jeździ wtedy pół hrabstwa by kupić jakakolwiek, która zaimponuje starszyźnie - niby wzruszyła ramionami z obojętnością, ale w tym samym momencie roześmiała się serdecznie. Nie trzeba być specjalnym Sherlockiem by domyślić się, że mają maksymalnie rodzinne święta, do równie maksymalnych poziomów udawania naciągnięte.
- I co, jest tak strasznie? - jakby sama nie wiedziała, jak czasem może być to uciążliwe. Albo jakby za dzieciaka nie wkurzał wożący ją ze wsi - i na wieś kierowca. A teraz jakoś się jej zawidziało udawać taką "cool" na ten temat.

Temat wina już przemilczała. Skoro wypiła jeden kieliszek, i tak jest stracona jaka kierowca własnego auta, musiała zatem liczyć na ściągnięcie kierowcy, albo Ubera. Ale przez dłuższą chwilę o t nie myślała. Rozmowa się kleiła, atmosfera była świetna, jedzenie smaczne. Jedna butelka wyparowała niewiadomo kiedy. Padło więc na wino od niej. Kieliszek, drugi. Zakręciła się, by wyciągnąć z gdzieś w holu porzuconej torebki, telefon. Wróciła z nim w ręku, coś tam klikając po ekranie, całym ciałem, z jak najmniejszym użyciem energii, odtwarzała którąś z choreografii Beyonce z Coachelli. Była, widziała, a że w jej wykonaniu wyglądało to na zwykły pląs, nieważne. Była na tyle "zaszumione", że czuła się boginią seksu, i nawet brak cycków i tyłka nie przeszkadzał jej w czy iu się seksowną.
- Za wczasu powinnam ogarnąć sobie Ubera, potem mogę czuć się zbyt frywolnie by pamiętać własny adres - powiedziała to z taką rozbrajającą szczerością, że było to nawet urocze. I tam sobie w najlepsze udawała jakiegoś Michaela Jacksona, klikając po aplikacjach. Nawet w sumie nie była pewna czy cokolwiek wyklikała, upiła trochę ze swojego kieliszka, telefon niedbale rzuciła na stół, po czym tanecznym krokiem podbiła do Williego i kręcąc przed nim biodrami, wyciągnęła rękę w jego stronę:
- Zatańczy pan? - Harper, kiedy "szumiało jej pod kopułką", zaczynała robić się rozkoszna, bo w swoim mniemaniu nagle zaczynała być Miss Universe. I sobie tym ciałkiem ważącym tyle, co duży worek ziemniaków, na tych ultra cieniutkich nóżkach "tyniała" przed nim w najlepsze. Zupełnie jakby miała czym kusić, jak pan Bóg poskąpił w cyckach i tyłkach. Cóż.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

concord


36

weterynarz

po rozwodzie

Wysłany: 2019-02-12, 10:25   
  

  
  
  
  
  

  
  
lalalalalaa


Nie spotykał zbyt wielu osób z korporacyjnego otoczenia, ale odciął się - to zrozumiałe. Pewnie dla większości z nich był teraz niczym człowiek z lasu lub jakiś nieudacznik na pierwszy rzut oka. Może część osób postrzegała go jako desperata próbującego odciąć się od dawnego życia, ale on po prostu znalazł swoje miejsce, swoją pasję, spokój, a nawet szczęście. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Uniósł ręce, a później jedną dłoń położył sobie na klatce w miejscu, w którym powinno znajdować się serce. - Mówię poważnie! - to, że czasami może jej zwyczajnie nie zrozumieć, gdy za bardzo wkręci się w swobodne mówienie, to nic wielkiego. Rozmawiali zawsze w całkiem przyjaznej atmosferze, więc to też miało wpływ na całe postrzeganie jej, ale trzeba przyznać, że kłótnia z nią mogłaby być sporym wyzwaniem. Akcent mógłby nawet irytować, a trudności ze zrozumieniem dolewać oliwy do ognia. Roześmiał się słysząc jej wywód. - To nawet zabawne, bo Stany to istna mieszanka kulturowa ludzi z całego świata i wydawać by się mogło, że nic nas już nie zdziwi to pojawia się taka Harper i zaskakuje każdego - pewnie jakiś kosmicznych nerdów mogłaby nawet przekonać do swojego księżycowego pochodzenia.
Harper naprawdę zaskakiwała z każdym nowym szczegółem dotyczącym jej życia. Jako dzieciak ganiał po lasach w Concord, chodził do publicznej szkoły, gdzie na szczęście były też dziewczyny, a ulubionym zajęciem dodatkowym były rowerowe wypady nad jezioro lub gra w piłkę. Nic dziwnego, że w tym wypadku nie krył zdziwienia - Chodziłaś do prywatnej dziewczęcej szkoły? - by zakończyć je niebywale rozbawionym wyrazem twarzy. To przebijało tradycyjną herbatę i akcent. To przebijało wszystko.
- Początkowo nic, ale z czasem wszystko po troszeczkę staje się straszne, aż w końcu pałasz do nich nienawiścią - odparł z grozą przepełniającą jego słowa, by koniec końców wzruszyć obojętnie ramionami - żartowałem, ale potrafią wkurzyć - zapewnił ja całkiem szczerze. - Trasa zaczyna nudzić, w kółko to samo. Utrudnienia drogowe na taj trasie są nie tylko zimą. Z czasem po prostu dostrzegasz marnotrawiony czas – taka prawda, można było sporo stracić na takiej dojazdowej rutynie.
Wyglądając trochę niedbale z przydługimi włosami i wizerunkiem dalekim do eleganckiego, był dość schludnym facetem, a po zjedzonej kolacji, kiedy rozmawiali, wypijali kolejne lampki wina i zupełnie nie przejmowali się nadchodzącą nocą, on zdążył ogarnąć naczynia w zlewie i cały bałagan jaki zapanował po kolacji. Wytarł wilgotne ręce w ręczniczek i oparł się o blat przyglądając jednocześnie Harper, która wkroczyła lekko tanecznym krokiem z telefonem w dłoni. Ta swoboda najwyraźniej go urzekła, bo uśmiechał się lekko nie przerywając jej. Parsknął lekkim śmiechem na jej szczerość stwierdzając jednocześnie, że jest rozkoszna po tym winie. Sam nie wiedział czemu w społeczeństwie panowało przekonanie, że seksapil musi kryć się w większym biuście, ani tego, że panują jakieś rozmiarowe standardy nawet jeśli głośno się o tym nie mówi. Willie nie potrafił w taki sposób określić swojego typu kobiet, właściwie w żaden sposób nie potrafił, ale najwyraźniej Harper miała to coś, wszak od początku wpadła mu w oko.
Teraz, kiedy swobodnie wyciągnęła w jego stronę rękę roześmiał się i wpierw pokiwał przecząco głową przelotnie ostrzegając - wieki nie tańczyłem - ale ostatecznie ujął jej dłoń i dołączył z czasem przejmując prowadzenie. To był idealny moment do tańczenia, po takiej ilości wina był gotowy, ale też nie przesadnie pijany by koszmarnie pląsać.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Boston


29

Dżokej | hodowca

Panna

Wysłany: 2019-02-14, 22:58   
  

  
  
  
  
  

  
  
I OWNED EVERY SECONd THAT THIS WORLD COULD GIVE


Hm, czy Harper postrzegała choć przez ułamek czasu Williego jako potencjalnego człowieka z lasu? Raczej niespecjalnie. Chcąc - nie chcąc była tak mocno osadzona w realiach Cosmopolitana (i w tym momencie raczej nie mam na myśli drinka), że dla niej plasował się raczej wysoko w stawce panów czujących pismo nosem - w tym wypadku chodzi o trendy. Shoemaker wplasował się ze swoim nowym lookiem akurat w modę na faceta drwaloseksualnego, więc niech już nie będzie taki skromny, bo w ostatnim czasie zapewne oglądała się za nim co najmniej połowa żeńskiej części Concord, i okolicy.
- Muszę zatem zorganizować ci jakiś order. Daj mi chwilę i wymyślę jakąś podniosłą formę dla zrozumienia sąsiedzkiego akcentu, a i jak ten medal będzie wyglądał może wymyślę - mówiła to z tak udawaną powagą, że kąciki ust cały czas drgały jej w lekko nerwowym tiku sugerującym zbliżające roześmianie. Poruszyła brwiami góra-dół-góra-dół w uznaniu dla własnego pomysłu i w końcu uśmiechnęła się triumfująco.
- Widzisz... - zaczęła kontynuując temat amerykańskiego kulturowego tygla. - Najwyraźniej w cenie jest wszystko, poza sprawianiem wrażenia, że całkiem niedawno wyrwano cię z wiktoriańskiej Anglii - wzruszyła ramionami z lekką dozą obojętności. Gdy ten zapytał o prywatną szkołę, zrobiła minę w stylu tych wszystkich "duh??" - o tym w końcu właśnie mówiła. Pokiwała twierdząco głową w odpowiedzi na jego pytanie. - I to do takiej z tych bardziej restrykcyjnych. Zasady, mundurek, durne zajęcia z wystąpień publicznych, tańca klasycznego czy kaligrafowania. Matma jednak bardziej przydaje się w życiu niż umiejętność tańca w pointach czy jakieś plie - A, że skoro w międzyczasie przytachała swój telefon, to po kilku kliknięciach po ekranie, pokazała mu zdjęcie siebie i kilku koleżanek, wszystkich w charakterystycznych, prostych szkolnych mundurkach i skromnych fryzurach. - Brat gdzieś kiedyś to odkopał i mi wysłał. Daaaawno, daaaawno temu obecna tu Harper była przykładną, jak widać, uczennicą - dygnęła z gracją baletnicy. Czy różnica była wielka, między tamtym zdjęciem a Atwood teraz? Jej twarz pewnie odrobinę wydoroślała i opracowana była prawie-perfekcyjnym make-upem, dziewczyna zyskała też tony pewności siebie. Przynajmniej w porównaniu do dość zahukanej pozornie nastolatki wciśniętej w szaro-biały mundurek.
- Przez wiele, wiele lat dojeżdżałam do Londynu ze wsi, bo trudno to jeszcze podciągnąć pod przedśmieścia. Jeszcze trochę cierpliwości mi do tego zostało, a i zaskoczyć mnie chyba trudno - tak jest Harper, myśl pozytywnie!
Gdyby spojrzenia mogły mówić, to które zaserwowała mu teraz krzyczałoby "nie wkręcaj". Ona sama jakoś specjalnie na taneczne imprezy się nie wybiera, także chyba też zapomniała jak się to robi, ale teraz w jej głowie ścieżką dźwiękową był szlagier Abby - Dancing Queen. I nie mogło być inaczej. Co prawda, gdy ten nie odmówił jej tańca to przez chwilę zdawało się, że to ona prowadzi tą uroczą dwójkę, jednak szybko chyba zawidziało się to także jej towarzyszowi. A jak chce rządzić każdy, to nie rządzi nikt, i takim o to sposobem za sprawą serii niefortunnych zdarzeń, wpakowała się na niego jak te wszystkie zakochane laski w komediach romantyczmych. Chwila nieuwagi i cyk, prosto w jego objęcia. I nawet element spojrzenia z rozmarzeniem, prosto na niego, był zaliczony. No, może zamiast rozmarzenia to był raczej lekki szok połączony z odrobiną paniki spod znaku "omójbożecomamrobić", ale to można przemilczeć. Właśnie się mocno zastanawiała czy palnąć coś głupiego, czy dać chwili trwać. I chyba jednak to chwilo trwaj?
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

concord


36

weterynarz

po rozwodzie

Wysłany: 2019-03-04, 15:24   
  

  
  
  
  
  

  
  
lalalalalaa



| Przepraszam, że tyle musiałaś czekać. :cute:


Willie pewnych rzeczy nie dostrzegał w swoim otoczeniu będąc zbyt skupionym na życiu w pojedynkę, prowadzeniu własnej kliniki i trzymaniem się na uboczu, gdzieś pośród lasów w Concord. Umykało mu to, że stał się postrzegany jako atrakcyjny typ idealnie wtapiający się w panujące trendy. Właściwie to on sam doprowadził do tego, że obecnie nie jest z nikim związany, ale nie doskwierało mu to, a przynajmniej nie w znacznym stopniu by skłoniło go to do działania. Jedyne co postanowił to wyrwać się na chwilę ze swojej codzienności i ruszył w podróż, gdzie poznał Harper, a teraz o dziwo była w jego domu i jadła z nim kolację.
Poddał się tej całej powadze zupełnie na niby i przytaknął na jej pomysł. - Daje Ci chwilę i nie mogę się doczekać tego orderu – nieczęsto takie coś się zdobywa, więc halo! Oczywiście, że będzie chciał go dostać i będzie jej o tym przypominał, gdy już zapomni... a tak całkiem poważnie to sobie żartował i jedyne co mu pozostało to roześmianie się widząc jej triumfujący wyraz twarzy.
- Po prostu będziesz takim oryginałem stąpającym po amerykańskiej ziemi – i pewnie zaskoczy jeszcze niejedną osobę jaką napotka na swojej drodze. Williego wciąż zaskakiwała chociażby wzmianką o prywatnej szkole. Dla niego, pochodzącego z niewielkiego Concord to było dziwaczne. Nie urwał się z buszu, wiedział o istnieniu takich szkół, ale brak styczności z osobami, które do takich uczęszczały sprawił, że było to dla niego coś nie codziennego, może odrobinę dziwnego. Może nawet bardzo, bo kiedy zagłębiła się w ten temat on mógł jedynie wytrzeszczyć oczy w lekkim zdziwieniu by na koniec uśmiechnąć się z ogromem niedowierzania czającego się w jego oczach. Gdyby nie wygrzebane w telefonie zdjęcie, które mu pokazała uznałby, że go wkręca. - Nie chciałaś stamtąd uciec? - zaśmiał się lekko jednocześnie przyglądając się przez moment młodej Harper, która znajdowała się w gromadce koleżanek i dosłownie wszystkie wyglądały podobnie. W tej swojej dociekliwości, nie krytykował i nie wyśmiewał się w żaden sposób, raczej przeważało tutaj zaskoczenie.
Przez chwilę przyglądał się jej z uśmiechem, który mógł ją zbić z tropu, by po chwili ciszy stwierdzić. - To mi się podoba - za pauzował, by w ramach wyjaśnienia dodać - nie zrażasz się, trzymasz się swojego – podatne osoby pewnie szukałyby opcji mieszkania lub wynajmu, byle nie tracić czasu i nerwów na dojazdy, bo ktoś im tak zasugerował. Ona była taka pewna swojego, wolała się przekonać na własnej skórze. Może to niewiele, ale potrafiło zaimponować.
Abba zawsze robiła wszystkim dobrze na parkiecie, no halo! Nawet jeśli było się tanecznym beztalenciem w rytmach Abby można było góry przenosić. Nic dziwnego, że nie mając podkładu człowiek sam narzuca sobie w myślach hity tego zespołu. Może to kwestia chęci prowadzenia w tańcu zarówno jej, jak i jego, a może utwory Abby nie zgrały się w ich upojonych winem umysłach, ale ostatecznie wpadła na niego, a on objął ją trwając tak przez chwilę. Chwilę, w którym chęć pocałowania jej zapaliła się gdzieś nad jego głową, ale zamiast to zrobić wpierw tanecznie obrócił ją i przechylił do tyłu. To byłby idealny moment, gdyby nie to, że w sekundzie stracili równowagę i wylądowali na ziemi. Po chwili ciszy jaka zapanowała zaczął cicho się śmiać i spojrzał na lezącą obok Harper.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Boston


29

Dżokej | hodowca

Panna

Wysłany: 2019-03-18, 11:20   
  

  
  
  
  
  

  
  
I OWNED EVERY SECONd THAT THIS WORLD COULD GIVE


| i vice versa xd obiecuję następnym razem odpisywać na bieżąco!

Tak właściwie to jak w ich przypadku jedno "widziało" drugie to mogła być to totalna abstrakcja. Kiedy poznali się trochę czasu temu jeszcze na Wyspach, nie spędzili ze sobą jakieś zatrważającej ilości czasu. Jej "wizją" Williego na ten moment był zapewne pewny siebie, przystojny facet o stabilnej pozycji, który na dodatek umiejętnie wykorzystując aktualnie panującą koniunkturę ma rozbudowane życie towarzyskie (stężenie trudnych słów sto procent cukru w cukrze :haha: ). On ją też zapewne ma za jakąś typową duszę towarzystwa, która swoim urokiem osobistym od razu zjednuje sobie wszystkich. Ile w obu jest na codzień prawdy - każde raczej zrozumie dopiero z czasem, tutaj w Concord.
- To następnym razem widzimy się u mnie, medal zostanie ci przekazany w trakcie uroczystej ceremonii, jeszcze w korytarzu - mówiła totalnie poważnym głosem, rękoma dodatkowo dość mocno gestykulując, tak jakby miała mu tą specyficzną pantomimą co najmniej to wręczenie pokazać. Uśmiechnęła się w końcu rozbrajająco. A co. Kobieta zmienną jest. Niech biedny nie wie do końca jak to z tym będzie. 8D Mniejsza z tym, że tak właściwie to właśnie zaproponowała mu kolejną randkę. A podobno Harper nie umie w relacje damsko-męskie, huh.
Pokiwała głową lekko zadumana:
- Nooooo... raczej marny ze mnie kowboj - abstrahując od faktu, że właśnie w jej głowie zrodził się szalony plan spróbowania swoich umiejętności na rodeo, gdzieś tam, kiedyś, to z lekka dotarło do niej jak różne skojarzenia wywołuje wykonywane przez nią zajęcie. Choć wyścigi sportem w typie golfa raczej nie są, w Europie są jednak choć trochę sportem elitarnym - nie dość, że nie każdy może go uprawiać, to nie każdy może go oglądać. W Stanach to kolejne widowisko w trakcie którego je się hot-dogi i popcorn, a większość zainteresowanych pochodzi z raczej rolniczych stanów w typie Kentucky czy Teksasu. Nie, żeby lekko zaczęła panikować. Cała Harper - przejmuj się, jak już postawiłaś na swoim.
- Uciec? - zapytała z wyraźnym zdziwieniem rysującym się na twarzy. - W czasach licealnych chodzenie do prywatnej szkoły dodawało plus sto do zajebistości, gdy chodziło o życie towarzyskie. I nikt nie mówi tego głośno, ale wystrzelało absolwentów z automatu na listy przyjętych na studia na prawie wszystkich uczelniach - to drugie przecież było wiadome, jak rodziców było stać na prywatną szkołę średnią, to ewentualnie zapłacą i za studia. Sama Harper nie lubiła się tłumaczyć. Nigdy nie mówiła, że normalnie podeszła do egzaminów, zdała je i dostała się na wymarzony kierunek jak każdy inny śmiertelnik.
Słysząc o tym niezrażaniu wyszczerzyła się szeroko.
- Hej! W końcu jestem sportowcem. - zaczesała sobie włosy do tyłu, niczym Johnny Bravo. Po tylu latach, jakie już spędziła na dojazdach, treningach, wyjazdach, zawodach itp. przestała chcieć już komukolwiek udowadniać, że nie jest żadną ksiezniczką, która wymaga apartamentu albo pokoju w Hiltonie. Harper może sypiać po kanapach w biurach czy kanciapach albo w samochodzie, choćby przykryta własnym swetrem i kurtką, i nikt nigdy nie usłyszy słowa narzekania.
W pierwszym momencie niespecjalnie do niej dotarło, co właśnie się stało. Tutaj dziewczę próbuje uderzać w jakieś romantico-tony, a tutaj myk i leży na podłodze. Hej, halo, jej już dawno koń z grzbietu nie zrzucił, a Willie sprowadził ją do parteru już na pierwszej randce. Brawo xd Roześmiała się jednak, gdzieś z tyłu głowy obawiając się obitej kości ogonowej. (Boli. Bardzo xd)
- Wszystkie kobiety zwala z nóg pana obecność, panie Shoemaker? - rzuciła dość nonszalancko, próbując się podnieść. A że główka jeszcze pracuje, to zdała sobie sprawę że ewentualne wygramolenie się z dziwnej pozycji kucznej raczej atrakcyjnie nie wygląda, więc postanowiła podeprzeć się sprawcą całego zamieszania. Myk, i już była na kolanach, gdzieś tam ręką go nadal dotykając, bo zamierzała się podeprzeć. W tle coś zamruczał telefon, ale to było raczej powiadomienie z Instagramie, niż cokolwiek ważnego. Rzuciła szybkim spojrzeniem w stronę stołu/szafki, gdzie to ustrojstwo leży i sobie dość cicho mruknęła: - Mój Uber jedzie chyba z Nowego Jorku - bo ona jest przecież maksymalnie porządna i się mu ani nie chciała naprzykrzać, ani pakować do łóżka. A tak serio to sama już chyba nie wiedziała co ze sobą zrobić. Zdecydowanie, ona baaaardzo nie umie w randki.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

concord


36

weterynarz

po rozwodzie

Wysłany: 2019-04-08, 20:45   
  

  
  
  
  
  

  
  
lalalalalaa


Podczas chwilowej zabawy w podróżowanie z pewnością był nieco inny. Działał pod spontanicznym impulsem, nie myślał o zmartwieniach dnia codziennego, czuł beztroskę oraz luz i chciał to po prostu wykorzystać, zabawić się nim wróci do codziennej rzeczywistości. W Concord był nieco bardziej nie tyle wycofany co spokojny, mniej porywczy co nie znaczy, że w ogóle na tym stracił, ale zdecydowanie w swoim otoczeniu ostrożniej podchodził do życia.
Uuuuu – poruszył zabawnie brwiami w górę i w dół z lekkim zaskoczeniem – uroczysta ceremonia, nie mogę się doczekać – choć w rzeczywistości nie był wcale łasy na nagrody czy ich uroczyste ogłaszanie, ale najwyraźniej wizja kolejnego spotkania z Harper przypadła mu do gustu i tyle. Nie było w tym większej filozofii.
Wiesz co jest podstawą kowboja? – zapytał z lekkim rozbawieniem i dał się jej zastanowić znikając dosłownie na sekundę, po czym wrócił z jednym kowbojskim kapeluszem na głowie, a drugim w ręce skierowanej w jej stronę. – Dobry kapelusz, choć nie można zapominać o butach i całej reszcie – bo kowbojem bez rodeo się nie będzie. Wille siedział w tych klimatach choć nie wychowywał się w epicentrum tego klimatu rodeo, ale znał Western City od dziecka, bywał tam na tyle często, że zabawy w Indian wychodziły mu bokami, a marzenie o byciu zawodowym kowbojem na przestrzeni lat słabły na sile, wprost proporcjonalnie do wzrostu ilości jego kowbojskich kapeluszy, których miał naprawdę ogromną kolekcję.
Był zaskoczony jej odpowiedzią i wcale tego nie ukrywał swojego zaskoczenia, kiedy bez zawahania zaprzeczyła jakimkolwiek chęciom ucieczki. - Plusy niewątpliwie są, ale i tak wydaje mi się, że mnie by to przytłoczyło - wzruszył bezradne ramionami.
Zaśmiał się lekko, gdy po raz kolejny zaskoczyła go lekko swoją reakcją. Bez wątpienia była charakterną osobą, ale w sposób taki, który podobał się Shoemakerowi. Willie nigdy nie był wymagającą osobą, choć w jednej kwestii narzekania nie można mu odmówić. Kiedy prowadzi samochód naprawdę zamienia się w paskudnego typa, narzekającego na wszystkich znajdujących się na jezdni czy też przechodniów. Za kółkiem nie ma cierpliwości tak jak w innych życiowych aspektach. Oby nie przyszło jej jechać z Williem dopóki nie polubi go na tyle, by jego postawa za kółkiem nie zraziła jej do niego.
Ta sytuacja nie była planowana i nawet nie była mu na rękę. Miało być zupełnie inaczej, a ten upadek pokrzyżował mu plany. Czar idealnego momentu zrównał się z posadzką, a on mógł jedynie cicho się roześmiać. - Wszystkie kobiety? - zapytał z lekkim rozbawieniem – Ważne, że Ciebie zwaliłem z nóg - odparł żartobliwym tonem, leżąc tak i przyglądając się jej, kiedy dokładała wszelkich starań by jakoś się podnieść. Wibrujący w tle telefon trochę zakłócił sytuację, ale nieszczególnie się tym przejął ponownie skupiając swoją uwagę na niej. - Jak dla mnie może jechać nawet z Orlando - stwierdził odnajdując swoją ręką jej dłoń jakby chciał ją tutaj zatrzymać. Właściwie chciał i nie widział w jej pozostaniu niczego co można by wrzucić do worka z napisem ‘naprzykrzanie’.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Boston


29

Dżokej | hodowca

Panna

Wysłany: 2019-04-09, 10:47   
  

  
  
  
  
  

  
  
I OWNED EVERY SECONd THAT THIS WORLD COULD GIVE


Uśmiechnęła się słysząc jego odpowiedź, na dodatek prawie bezgłośnie klasnęła w dłonie, niczym jedna z typowych mean-girls w amerykańskich filmach dla nastolatek:
- A co sobie myślałeś - zaśmiała się na dodatek. - Zobaczysz, w niczym nie będzie ustępować ceremoniom olimpijskim - wyszczerzyła się w końcu szeroko. Sama jeszcze do końca nie wiedziała w jaki sposób w swoim dość ciasnym i krótkim korytarzu miałaby niby uzyskać splendor podobnym do stadionów olimpijskich, ale co tam, przecież nikt nie może zabronić się jej przechwalać.
Kiedy zapytał ją o podstawowy atrybut kowboja, już chciała odpowiedzieć, że przecież oczywiste, że kapelusz i kowbojki, ale nie zdążyła, gdy ten dosłownie wyrósł przed nią z powrotem, i to na dodatek z rzeczonym kapeluszem w ręku. Wzięła go dość nieśmiało, delikatnie 'powachlowała nim' jakby to był jakiś dizajnerski wachlarz i z typowo cwaniackim uśmiechem rzuciła:
- Hej, ale zdajesz sobie sprawę z tego, że prawdziwy kowboj nigdy i nikomu nie oddaje swojego kapelusza? - nie, żeby ona była w tym temacie jakąś specjalistką, sama dostała - zapewne ze względu na swoją zawodopasję - jeden, w trakcie pobytu w Teksasie. I tyle, że się nasłuchała trochę 'legend'. Założyła go jednak na głowę, z tym, że szybko spadł, bo ta zatrzęsła głową - "poprawiała włosy". Roześmiała się na głos.
- Czy powinnam pytać skąd taki ekwipunek w twoim domu? - zrobiła teatralnie pytającą minę. No hej, przecież to nie jest tak, że każdy Amerykanin musi mieć w domu jakiś suwenir związany z kowbojstwem. Na południu może, jakieś Kentucky ewentualnie, ale część Massachussetts w której oboje teraz mieszkają, uważała bardziej za swoisty 'przeszczep' Wysp Brytyjskich do Stanów, a nie jakieś tam rodeo.
Ich spokojna rozmowa dość szybko (i nieoczekiwanie) przeniosła się jednak na parter. Jako, że Harper 'kursowała' gdzieś pomiędzy wygodnym miejscem obok niego, a pozycją siedzącą, by dorwać telefon, wyglądało to jeszcze bardziej pokracznie niż cały upadek (nikt przecież nie mówił, że z niej to jest pierwsza miss zgrabności w ruchach xd).
- No nie wiem? - odpowiedziała pytaniem na pytanie. - Skąd niby mogę mieć pewność, że to nie jest jakiś autorski, wypracowany numer na podryw by Will? - teatralnie wywróciła oczami, ale zaraz uśmiechnęła się czarująco. No przecież to nie jest tak, że ona jest jakaś turbo zazdrosna i już na pierwszej randce będzie go rozliczać z wszelkich możliwych miłosnych podbojów. Nie nie nie. No ale też taką troszeczkę niedostępną chciała zgrywać (troszkę).
- Zabrzmiało poważnie - dodała z lekkim uśmiechem, gdzieś w głowie analizując po trochu ile godzin musi zająć droga autem z Florydy aż do Bostonu. Kiedy złapał ją za rękę, lekko się uśmiechnęła. Odebrała to jako swoiste zaproszenie do zostania dłużej, no czyli zapewne - chcąc nie chcąc - do śniadania. Przestała mieć nawet jakiekolwiek wyrzuty z tytułu że po pierwszej randce nie powinna zostawać, czy że objadła się tyle, że będzie to spalać w trakcie ćwiczeń przez najbliższy tydzień. A jako, że to jego 'zaproszenie' przyjęła, miała już wrócić na swoje poprzednie miejsce, tak jakby wcale się nie kręciła po nim po nie wiadomo co (abstrahując od tego, jak dwuznacznie to musiało wyglądać :roll: ). A, że jej działanie to były jakiekolwiek próby zachowania gracji połączone z próbami nie puszczenia jego ręki, nie do końca wyszło tak jak próbowała. I zamiast zgrabnie wylądować zupełnie obok, jednak go zahaczyła. A, że znowu wyglądało to jak jedna z tych scen z komedii romantycznych, kiedy masz ochotę krzyczeć 'gorzko, gorzko!', to tym razem postanowiła się odważyć, i go pocałowała. A co. Parafrazując klasyk: kto odważnemu zabroni.
  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się marcowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Bianka
Jeremy
WALTERS
ASHBORNE
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 6