Poprzedni temat «» Następny temat
#4 But baby you'll freeze out there
Autor Wiadomość
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-01-06, 09:59   #4 But baby you'll freeze out there
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Knajpki w Concord potrafiły być urokliwe na swój sposób, a małomiasteczkowy klimat całkiem przyjemny, ale Willie lubił czasami pobawić się w kura domowego przyrządzając dobrą kolację, a że nie miał ku temu zbyt wielu okazji zaprosił Harper do siebie. Wcześniej było to spontaniczne zaproszenie w stadninie, które przy odrobinie namysłu wydawało się coraz lepszym pomysłem. Swojego skupienia w ogóle nie kierował w stronę myśli, na ile jest to coś zobowiązującego, w jakim stopniu jest to randka, a w jakim odświeżenie znajomości z wypadu do Europy, czy zakończy się śniadaniem czy rozmowami do północy przy winie. Był samcem, ale bardziej skupił się na tym co przyrządzić, a nie co będzie po tym jak już zjedzą.
Klimat zimowo świąteczny na dobre zagościł w jego domu. Choinka, światełka można by powiedzieć, że na każdym kroku, a jednak nie do przesady. Nawet psiaki miały swoje mikołajkowe zabawki, które w połowie były już rozwalone na części, ale tak to już z nimi bywa. Kiedy zjawiła się w jego domu przejął jej wierzchnie ubranie, uraczył kieliszkiem wina wskazując miejsce przy kuchennej wyspie i nadzorował kolację, która wkrótce miała być gotowa. - Napijesz się czegoś? - zapytał dodając od razu - Mamy w ofercie wino, grzańca, herbatę, kawę, coś z zimnych napojów też się znajdzie - zasugerował i zamieszał znajdujące się na patelni warzywa. W piekarniku już dochodziły zapiekane ziemniaki z mięsem, a na płycie gotował się do tego wszystkiego sos. Nie było to jakieś wyszukane danie, całkiem zwyczajne, jak Willie, ale to nie oznaczało wcale, że gorsze. - Zima rozszalała się na całego, znalazłaś już sobie coś czy tolerujesz te dojazdy? - zainteresował się, bo w ostatnich dniach opad śniegu zaskakiwał.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Businesswoman - dżokej

Trener - HODOWCA koni


29

Wysłany: 2019-01-07, 07:51   

Prawda jest taka, że w ostatnim czasie jakiekolwiek życie towarzyskie w przypadku Harper nie istniało. Cały czas tylko treningi, spotkania, telefony, maile, potem jakaś szybka kolacja, kilka godzin snu i wszystko od nowa. Nawet temat świąt niespecjalnie był na tapecie - po dziś dzień nie spróbowała się nawet wysilić i poświęcić trochę czasu, by kupić (a co dopiero przystroić) choinkę. Wszelkiego rodzaju ozdoby świąteczne porozwieszane w mieście wywoływały na jej twarzy uśmiech i swego rodzaju nostalgię - to pierwszy okres świąteczny, który spędza poza domem i zdala od rodziny.
Miłą odmianą od zawodowej monotonii było zatem spotkanie z Willem. I zarówno ona póki co nie rozkładała na czynniki pierwsze tego, jak to spotkanie ma traktować: czy to coś niezobowiązującego, czy randka, czy zdąży szybko wrócić własnym autem, czy będzie po nocy szukać Ubera, a może wszystko skończy się dopiero rano? Cóż, Harper nie umiała jakoś specjalnie w randki, podrywanie i całe "te takie" podchody.
Nie wystroiła się jakoś specjalnie: wcisnęła na nogi klasyczne rurki i założyła jedną z elegantszych bluzek. Postawiła na lekki makijaż, delikatnie zakręciła włosy i ruszyła do Concord. Wyjechała na tyle wcześniej, że po drodze zdążyła kupić dobre wino i jakąś designerską pierdołkę do domu - jako taki skromny prezent dla gospodarza dzisiejszego spotkania.
Po wejściu do domu Williego od razu wręczyła mu prezent, dała sobie pomóc przy "rozpłaszczeniu", odłożyła torebkę na kawałek wolnej szafki. Ściągając buty bez użycia rąk - to piętą, to palcami - w międzyczasie wyciągnęła telefon z dopiero co podstawionego akcesorium i go wyciszyła. Ma wolne, zatem chyba nikt specjalnie nie musi zawracać jej tyłka? Gospodarz właściwie w tym samym czasie wręczył jej kieliszek wina i podreptała powoli do kuchni, nie pytając nawet Williego o drogę, raczej wiedziona węchem - jak w końcu ogólnie przyjęto, na proszone kolację wpada się na głodniaka. Tak, pewnie sama wymyśliła tą regułę.
Kiedy Willie wskazał jej miejsce, grzecznie usadowiła na nim tyłek. Nawet zarzuciła nogę na nogę, co najmniej jakby miało jej to dodać gracji. Zakręciła kieliszkiem w ręku, cichutko pukając o niego paznokciem odzianym w perfekcyjny manicure. Zrobiła zamyśloną minę, może analizowała ile promili może taki trunek mieć, ale co by jak ostatnia niemowa nie siedzieć, rzuciła luźno:
- Tak właściwie to nawet nie wiem czy mogę pić, jakby nie patrzył to przyjechałam samochodem - wzruszyła lekko ramionami. Też nie, żeby ona była jakąś specjalną abstynentką, ale jakieś podstawowe zasady mieć trzeba a jedna z nich to "piłaś - nie jedź". Dodatkowo, taki tekst - a raczej odpowiedź na niego - mogła jej pomóc choć odrobinę wyczuć zamiary Willa. No, ewentualnie ich brak. Gdy ten w międzyczasie zapytał jeszcze o cokolwiek innego do picia. Odstawiła kieliszek na blat i po chwili zastanowienia rzuciła: - Póki co wezmę więc pewnie herbatę. Ostrzegam tylko, że mam w tym temacie wysokie wymagania - powiedziała to ze swoistym "not even sorry" na twarzy. Z bycia Brytyjczykiem się najwyraźniej nie wyrasta.
- Jeżdżę, póki co jeżdżę. Zainwestowałam nawet w ściągnięcie większego samochodu z Wysp, choć z biegiem czasu mam wrażenie, że niedużo drożej wyszłoby kupienie jakiegoś tutaj - nie dodała już jednak, że niespecjalnie lubi jeździć samochodem z kierownicą po drugiej stronie. Dziewczyna ma swoje przyzwyczajenia i już nic wielkiego się z tym nie zrobi. Zdążyła się też pewnie na swój sposób przyzwyczaić do swojego bostońskiego mieszkania. Nie miała tam jeszcze specjalnie dużej ilości rzeczy, które świadczyłyby o tym, że się zadamawia, ale starała się jak mogła.
- Dawałam sobie radę na angielskiej wsi, dam i tutaj - a przynajmniej była o tym święcie przekonana. Nie jest przecież jakąś księżniczką, żeby marudzić i płakać, że o-mój-boże-spadł-śnieg.
Wychyliła się lekko na tej wyspie, w stronę przyrządzanego przez Willa posiłku.
- A co tam dobrego pichcisz? - postanowiła zmienić temat na bardziej kolacyjny. W końcu ile można w kółko oscylować wokół tematów dotyczących jej pracy albo tego czy opłacają się jej czasowo dojazdy? - Może ci w czymś pomóc? - rzuciła dość nonszalancko, w tym samym czasie wizualizując w głowie jak jej brak umiejętności kulinarnych nokautuje rozgadany jęzor. Skoro ma dwie lewe ręce do jakiejkolwiek czynności związanej z gotowaniem to czego się pcha? Za wczasu postanowiła pewne rzeczy sprostować:
- Choć może lepiej nie, legenda niesie, że potrafię przypalić nawet wodę - cóż, pewnie nie było tak źle, ale kilka razy jej się coś spektakularnie nie udało, bracia czy znajomi/przyjaciele cisną z tego heheszki do dziś i się dziewczyna zraziła i nawet nie próbuje. A że w nowym mieście ma wiele miejsc do kulinarnego odkrycia, wcale nie narzeka. Ze stołuje się wiecznie na mieście? Who cares.
- Jej! - taka tam swoista eureka w wersji Atwood. - Jestem ostatnim chamem, nawet nie podziękowałam ci za zaproszenie - "dziękczynnie" skinęła głową. - W innym wypadku spędziłabym kolejny wieczór nudząc się jak mops - jasne. Chyba raczej pracując, ale przecież się nie przyzna.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-01-10, 13:51   
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Miał taki okres w swoim życiu, podczas którego praca go wciągnęła, w dodatku w korporacji, która nie była jego konikiem tylko sprawką ojca jego byłej żony. Wciągnięty w wir pracy wracał do domu późno, nie tylko z winy siedzenia do późna za biurkiem, kolacji biznesowych z teściem, ale też z racji dojazdów z miasta do Concord (do których niechęć żywi do dziś), a jego relacja z żoną po trochę sypała się. Nic dziwnego, że w końcu wylądowała w łóżku sąsiada, a Willie choć początkowo wściekły teraz w pełni świadomie może uznać, że wyświadczyła mu przysługę. Gdyby nie to wpadłby w wir korporacyjnego syfu, a tak zmienił swoje życie, znalazł pasję i teraz wykonywał zawód, który kocha, a pomimo życia w pojedynkę w końcu był szczęśliwy. Oczywiście w żaden sposób nie przekładałby tego na zapracowanie Harper, bo przecież ona robiła to co uwielbia, prawda? Czasami jednak nawet to co kochamy potrafi przytłoczyć, a skoro brakło jej czasu na odrobinę nostalgii świątecznej w zaciszu własnego domu może pora coś zmienić?
Rozkładanie na czynniki pierwsze sytuacji nie byłoby najlepszym posunięciem u niego, on w ogóle nie przepadał za takim wałkowaniem tematu, snuciem domysłów... cóż, co będzie to będzie. Liczył na udaną kolację (bo kiepsko byłoby podać spartaczone danie), miłą pogawędkę i właściwie sympatyczny wieczór. Reszta sama się wyklaruje, po prostu.
Podziękował za prezent, którego w ogóle się nie spodziewał i stwierdził, że znajdzie dla niego odpowiednie miejsce później, po czym ze zrozumieniem przyjął jej odmowę wina. Odrobinę zaskoczenia w tym było, bo był Amerykaninem, a tutaj dopuszczalny limit alkoholu we krwi bywał dość wysoki w skali świata. Willie nie praktykował jazdy po pijaku i też jej nie tolerował, ale lampka wina przy kolacji i powrót nie był w tych rejonach niczym dziwnym i szokującym. W wielu gronach nawet wyjście do baru, by spotkać się z przyjaciółmi i wypić kilka piwek, też nie jest przeciwwskazaniem by jechać. Impreza? Sporo osób przyjeżdża swoimi autami i nimi także odjeżdża, a że po drodze wypili kilka shotów i parę piwek? Przecież do domu mam blisko. On zazwyczaj obstawał przy jednym piwie, kieliszku i nie wracał też zaraz po wypiciu, ale tutaj to było normalne, na porządku dziennym i nie szokowało.
Uniósł ręce w geście poddania się. - I tutaj mnie masz – kolejna kulturowa przepaść - co prawda mam - zaczął szperać w szafkach – mieszanki – jeszcze chwila moment, znalazł - Earl Gray i English Breakfast ale uwaga... prosto z sieciówki, więc nie wiem co z tego wyjdzie – nie pijał zbyt wiele herbaty, taka prawda.
- Ja właściwie też, ale tylko dwa razy w tygodniu jadę do miasta, ewentualnie trzy, ale teraz w zimę mniej mnie potrzebują w zoo. Gdybym miał mieć to jako codzienną rutynę to chyba bym spasował - uśmiechnął się lekko, ale i spojrzał z podziwem na nią, że nie tak łatwo ją wystraszyć. On miał swoją osobistą niechęć do kursów z miasta do Concord i chyba wciąż ja gdzieś w sobie trzymał.
- Nic wyszukanego wprawdzie, ale całkiem nieźle mi wychodzi więc postawiłem na coś sprawdzonego - uśmiechnął się lekko – warzywa, zapiekane ziemniaki z mięsem - miał nadzieje, że nie była vege bo by zwątpił - i sos śmietanowy, lekko czosnkowy – lekkostrawna kolacja to to nie była.
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Businesswoman - dżokej

Trener - HODOWCA koni


29

Wysłany: 2019-01-12, 09:26   

Gdyby opowiedział jej o tym, że kiedyś z taką namiętnością sprawdzał się w roli korpoludka (w tym miejscu miałam wpisać zupełnie inne określenie, ale się powstrzymałam) to uznałaby to za coś w kategoriach żartu. Na tyle, na ile mogła go do tej pory poznać, uważała go za człowieka pełnego pasji i tą pasją się właśnie zajmującego, a nie sztywnego typka pod zaporowo drogim krawatem, gadającego w kółko o dedlajnach i takich tam innych. Choć sama nie miała specjalnego pojęcia jak praca w takim molochu może wyglądać, jest jednak dość biegła w memy i nieskromnie sądzi, że jakieś podstawy do robienia osądów ma.
- Spokojnie, żartowałam z tą herbatą. Tak naprawdę to żaden ze mnie specjalny smakosz, u nas w domu pije się ją właściwie rzadko, a nawet jak już to nikomu nie robi wielkiej różnicy czy to mieszanka jakoś fancy najdroższych herbat czy taniocha za mniej niż funta z Tesco - wzruszyła lekko ramionami. Złapała się na tym, że nazewnictwem rzuca jeszcze europejskim, więc po krótkim odkaszlnięciu poprawiła się: - Promocyjna z Walmartu. Nie mogę się jeszcze przestawić - uśmiechnęła się czarująco na wypadek, gdyby uznał, że takie zasiedzenie w brytyjskiej rzeczywistości to jakieś zadzieranie nosa z jej strony. Sama się czasem martwi, że ten jej - zdawać się może - przesadny akcent już może wkurzać, a co dopiero to. Jeśli chodzi o alkohol to jak już wspomniałam wcześniej - żadną abstynentką to ona nie była. Dziś także, gdyby tylko nie przyjechała samochodem piłaby zawartość wcześniej wręczonego jej kieliszka w najlepsze. Ale jednak a. nie chciała wyjść na jakąś pijuskę, która prowadzi po pijaku, b. nie chciała zostać zrozumiana jako ta, która tak oficjalnie daje do zrozumienia że zostanie na noc. Porządną może chociaż zgrywać, nie?
- Aaaaa tam, nie znasz się - zaśmiała się, gdy ten nazwał dojazdu do miasta rutyną. O a sama uwielbiała jeździć i lekką abstrakcją było dla niej, że ktoś mógł tego nie lubić. - Gdybym miała więcej wolnego czasu, mogłabym zostać twoim kierowcą. Uwielbiam spędzać czas za kółkiem. Gdyby nie to, co robię teraz, na sto procent byłabym jakimś zawodowym kierowcą. Albo rajdowym. Więc jak widzisz, dla mnie to żaden kłopot. - pewnie przynajmniej dopóki nie zacznie na te swoje dojazdy marnotrawić czasu. Wtedy zmieni zdanie szybciej niż ktokolwiek mógłby podejrzewać.
- Uuuu, niezły cios dla wątroby - powiedziała z usmiechem. - A tak całkiem serio to brzmi i pachnie super smacznie.
Pozwolę sobie trochę pocisnąć akcję w przód. Harper z grzeczności nie zakręciła mu się wtedy po kuchni i nie wpakowała wszędzie widelca czy łychy, ale długo na pełen efekt jego przygotowań czekać nie musiała. W trakcie posiłku zdecydowała się nawet jednak na to oferowane jej wcześniej wino. Przecież ściągnięcie sobie kierowcy, taksówki czy Ubera to żaden problem. Po kilku głębszych łykach przybyło jej odrobinę kurażu. Dziabnęła kawałek ziemniaka i wymoczyła go w sosie. Zjadła, przez chwilę "po" miała bardzo zamyśloną minę, po czym zdecydowała się wypalić:
- Jeżeli to ma być randka, to odrobinę nie przemyślałeś tego czosnku - ton jej głosu był jednak wyraźnie rozbawiony, nie żeby mu coś specjalnie wytykała palcem. Ot, luźny żarcik sytuacyjny, którego tematu on nawet nie musi podłapywać.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-01-17, 11:11   
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Czasami traktował to jak jakiś żart, miał wrażenie, że ktoś zakpił sobie z jego młodości, a on ogłupiony uczuciem do niewartej tego kobiety wpadł w wir jakiegoś biurowego szaleństwa. Po dziś dzień nie rozumie, dlaczego się w to wpakował i jak zmarnował parę pięknych młodych lat, ale prawda była taka, że zostawił to już za sobą. Miał w końcu życie jakiego chciał i nie było sensu tracić czasu na przeszłość. Nawet nie miałby jej za złe, gdyby sobie zrobiła z tego podstawkę pod żarciki, bo dystansu do samego siebie mu nie brakowało.
Zdecydowanie odczuł ulgę, kiedy postanowiła zrobić sprostowanie na temat herbaty, a na całe wyjaśnienie uśmiechnął się lekko w odpowiedzi. - Nie musisz się wcale przestawiać, nawet lubię ten europejski żargon - powiedział jednocześnie przygotowując herbatę wyrwaną z promocji w zwykłym spożywczaku. - Hmm, więc to wcale nie tak, że wszyscy mają fioła na punkcie herbaty? - zażartował rzecz jasna wcale nie mając zamiaru tutaj wyśmiać w jakiś sposób kultury. Co kraj to obyczaj, a tradycje powinno się zachowywać. Obok brytyjskiego akcentu nie dało się przejść obojętnie - byli tacy, co po paru słowach już skręcali się w środku nie mogąc tego przetrawić, ale istnieli też tacy jak Willie co nawet z przyjemnością wsłuchiwali się w kolejne wymawiane słowa dopieszczone akcentem.
- Uwierz mi, że o rutynowych dojazdach do miasta wiem więcej niż może Ci się wydawać - choć to się wiąże z wcale nie tak ciekawą historią korporacyjnego sztywniaka, a nie znając go od tej strony można uznać to za zmyślona bajeczkę, bo teraz nie pozostał nawet na nim ślad tego kim był będąc żonatym mężczyzną. - Odpowiadałby mi taki kierowca, zapewne wygrałabyś na rozmowach kwalifikacyjnych - chociaż między kierowcą osobistym, a rajdowym jest spora przepaść, więc to on mógłby przegrać z jej wyborem innej ścieżki zawodowej.
Roześmiał się na nienajlepszą wróżbę dla wątroby i zabrał się do dalszego przygotowywania posiłku, który właściwie był już na wykończeniu. Poszło dość sprawnie więc parę chwil później już mogli się zajadać, wino też poszło w ruch, a on nie obawiał się zbytniej krytyki, bo jak na jego możliwości kulinarne wyszło całkiem smacznie. Jej zamyślona mina jednak skupiła jego uwagę, a gdy w końcu wyjaśniła skąd się wzięła chwilę zachował powagę, by następnie roześmiać się z trafnego komentarza. - Teraz wyszło na jaw skąd ta propozycja alkoholu. Kieliszek wytrawnego czerwonego wina zobojętnia zapach czosnku, podobnie działa mleko, ale ono nie współgrałoby tak dobrze z tą kolacją - to dopiero byłby cios! Zapić to wszystko mlekiem.
_________________
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Businesswoman - dżokej

Trener - HODOWCA koni


29

Wysłany: 2019-02-02, 11:44   

Dla Harper "liźnięciem" tematu, jeśli przyszło do pracy w korporacji, były jej sprawy biznesowe. Kiedy przychodziło do załatwiania interesów, kiedy musiała się jakoś eleganckiej odstawić, to czuła się jakoś nieswojo. Nie, że nie lubiła tych interesów - nie lubiła udawania jakieś biurwy. A, że Willie miał image, jaki miał, tym bardziej nie widziała go w takim wydaniu. Ale co ona tam wie?
- Nawet nie żartuj! - roześmiała się. Ona się już tak troszeczkę nawet przyzwyczaiła do tego, że ludzie tutaj, kiedy tylko się odezwie, zaczynają na nią patrzeć jakby mówiła w suahili. A przecież także mówiła po angielsku! A że akcent był mocno inny? Co ona zrobi, że pochodzi z jakieś maksymalnie tradycyjnej rodziny? - Zdecydowana większość osób spotkanych po tej stronie oceanu zdaje się uważać, że mówię w jakimś południowo afrykańskim narzeczu, a którym porozumiewa się jakieś siedem osób na świecie. A jak jeszcze dodam nazwy własne, miasta, czy sklepy to w ogóle pochodzę chyba z księżyca - swój wywód zakończyła międzynarodowym znakiem szaleństwa, kręcąc kółeczko wokół własnej skroni. Już od małego wiedziała, że Brytyjki i Brytyjczycy to specyficzni ludzie, ale dopiero przeprowadzka tutaj pokazała jej jak bardzo.
- Ta herbata ostała się jeszcze dość mocno w pokoleniu naszych dziadków. Moi rodzice mogli mnie wysyłać do prywatnych, dziewczęcych szkół, chować na baletnice i trzymać wszelkie tradycje, ale herbata jako jakiś zwyczaj jest tylko od święta. Ojciec jeździ wtedy pół hrabstwa by kupić jakakolwiek, która zaimponuje starszyźnie - niby wzruszyła ramionami z obojętnością, ale w tym samym momencie roześmiała się serdecznie. Nie trzeba być specjalnym Sherlockiem by domyślić się, że mają maksymalnie rodzinne święta, do równie maksymalnych poziomów udawania naciągnięte.
- I co, jest tak strasznie? - jakby sama nie wiedziała, jak czasem może być to uciążliwe. Albo jakby za dzieciaka nie wkurzał wożący ją ze wsi - i na wieś kierowca. A teraz jakoś się jej zawidziało udawać taką "cool" na ten temat.

Temat wina już przemilczała. Skoro wypiła jeden kieliszek, i tak jest stracona jaka kierowca własnego auta, musiała zatem liczyć na ściągnięcie kierowcy, albo Ubera. Ale przez dłuższą chwilę o t nie myślała. Rozmowa się kleiła, atmosfera była świetna, jedzenie smaczne. Jedna butelka wyparowała niewiadomo kiedy. Padło więc na wino od niej. Kieliszek, drugi. Zakręciła się, by wyciągnąć z gdzieś w holu porzuconej torebki, telefon. Wróciła z nim w ręku, coś tam klikając po ekranie, całym ciałem, z jak najmniejszym użyciem energii, odtwarzała którąś z choreografii Beyonce z Coachelli. Była, widziała, a że w jej wykonaniu wyglądało to na zwykły pląs, nieważne. Była na tyle "zaszumione", że czuła się boginią seksu, i nawet brak cycków i tyłka nie przeszkadzał jej w czy iu się seksowną.
- Za wczasu powinnam ogarnąć sobie Ubera, potem mogę czuć się zbyt frywolnie by pamiętać własny adres - powiedziała to z taką rozbrajającą szczerością, że było to nawet urocze. I tam sobie w najlepsze udawała jakiegoś Michaela Jacksona, klikając po aplikacjach. Nawet w sumie nie była pewna czy cokolwiek wyklikała, upiła trochę ze swojego kieliszka, telefon niedbale rzuciła na stół, po czym tanecznym krokiem podbiła do Williego i kręcąc przed nim biodrami, wyciągnęła rękę w jego stronę:
- Zatańczy pan? - Harper, kiedy "szumiało jej pod kopułką", zaczynała robić się rozkoszna, bo w swoim mniemaniu nagle zaczynała być Miss Universe. I sobie tym ciałkiem ważącym tyle, co duży worek ziemniaków, na tych ultra cieniutkich nóżkach "tyniała" przed nim w najlepsze. Zupełnie jakby miała czym kusić, jak pan Bóg poskąpił w cyckach i tyłkach. Cóż.
 
 
WILLIE SHOEMAKER


WILLIE SHOEMAKER

Pracuje w zoo i ma własny gabinet

w Concord, gdzie mieszka!


36

Wysłany: 2019-02-12, 10:25   
   Multikonta: Tak, jestem uzależniona. [ Caroline ]
   Nazywaj mnie: Ancymon


Nie spotykał zbyt wielu osób z korporacyjnego otoczenia, ale odciął się - to zrozumiałe. Pewnie dla większości z nich był teraz niczym człowiek z lasu lub jakiś nieudacznik na pierwszy rzut oka. Może część osób postrzegała go jako desperata próbującego odciąć się od dawnego życia, ale on po prostu znalazł swoje miejsce, swoją pasję, spokój, a nawet szczęście. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Uniósł ręce, a później jedną dłoń położył sobie na klatce w miejscu, w którym powinno znajdować się serce. - Mówię poważnie! - to, że czasami może jej zwyczajnie nie zrozumieć, gdy za bardzo wkręci się w swobodne mówienie, to nic wielkiego. Rozmawiali zawsze w całkiem przyjaznej atmosferze, więc to też miało wpływ na całe postrzeganie jej, ale trzeba przyznać, że kłótnia z nią mogłaby być sporym wyzwaniem. Akcent mógłby nawet irytować, a trudności ze zrozumieniem dolewać oliwy do ognia. Roześmiał się słysząc jej wywód. - To nawet zabawne, bo Stany to istna mieszanka kulturowa ludzi z całego świata i wydawać by się mogło, że nic nas już nie zdziwi to pojawia się taka Harper i zaskakuje każdego - pewnie jakiś kosmicznych nerdów mogłaby nawet przekonać do swojego księżycowego pochodzenia.
Harper naprawdę zaskakiwała z każdym nowym szczegółem dotyczącym jej życia. Jako dzieciak ganiał po lasach w Concord, chodził do publicznej szkoły, gdzie na szczęście były też dziewczyny, a ulubionym zajęciem dodatkowym były rowerowe wypady nad jezioro lub gra w piłkę. Nic dziwnego, że w tym wypadku nie krył zdziwienia - Chodziłaś do prywatnej dziewczęcej szkoły? - by zakończyć je niebywale rozbawionym wyrazem twarzy. To przebijało tradycyjną herbatę i akcent. To przebijało wszystko.
- Początkowo nic, ale z czasem wszystko po troszeczkę staje się straszne, aż w końcu pałasz do nich nienawiścią - odparł z grozą przepełniającą jego słowa, by koniec końców wzruszyć obojętnie ramionami - żartowałem, ale potrafią wkurzyć - zapewnił ja całkiem szczerze. - Trasa zaczyna nudzić, w kółko to samo. Utrudnienia drogowe na taj trasie są nie tylko zimą. Z czasem po prostu dostrzegasz marnotrawiony czas – taka prawda, można było sporo stracić na takiej dojazdowej rutynie.
Wyglądając trochę niedbale z przydługimi włosami i wizerunkiem dalekim do eleganckiego, był dość schludnym facetem, a po zjedzonej kolacji, kiedy rozmawiali, wypijali kolejne lampki wina i zupełnie nie przejmowali się nadchodzącą nocą, on zdążył ogarnąć naczynia w zlewie i cały bałagan jaki zapanował po kolacji. Wytarł wilgotne ręce w ręczniczek i oparł się o blat przyglądając jednocześnie Harper, która wkroczyła lekko tanecznym krokiem z telefonem w dłoni. Ta swoboda najwyraźniej go urzekła, bo uśmiechał się lekko nie przerywając jej. Parsknął lekkim śmiechem na jej szczerość stwierdzając jednocześnie, że jest rozkoszna po tym winie. Sam nie wiedział czemu w społeczeństwie panowało przekonanie, że seksapil musi kryć się w większym biuście, ani tego, że panują jakieś rozmiarowe standardy nawet jeśli głośno się o tym nie mówi. Willie nie potrafił w taki sposób określić swojego typu kobiet, właściwie w żaden sposób nie potrafił, ale najwyraźniej Harper miała to coś, wszak od początku wpadła mu w oko.
Teraz, kiedy swobodnie wyciągnęła w jego stronę rękę roześmiał się i wpierw pokiwał przecząco głową przelotnie ostrzegając - wieki nie tańczyłem - ale ostatecznie ujął jej dłoń i dołączył z czasem przejmując prowadzenie. To był idealny moment do tańczenia, po takiej ilości wina był gotowy, ale też nie przesadnie pijany by koszmarnie pląsać.
_________________
 
 
Harper James Atwood


Harper James Atwood

Businesswoman - dżokej

Trener - HODOWCA koni


29

Wysłany: 2019-02-14, 22:58   

Hm, czy Harper postrzegała choć przez ułamek czasu Williego jako potencjalnego człowieka z lasu? Raczej niespecjalnie. Chcąc - nie chcąc była tak mocno osadzona w realiach Cosmopolitana (i w tym momencie raczej nie mam na myśli drinka), że dla niej plasował się raczej wysoko w stawce panów czujących pismo nosem - w tym wypadku chodzi o trendy. Shoemaker wplasował się ze swoim nowym lookiem akurat w modę na faceta drwaloseksualnego, więc niech już nie będzie taki skromny, bo w ostatnim czasie zapewne oglądała się za nim co najmniej połowa żeńskiej części Concord, i okolicy.
- Muszę zatem zorganizować ci jakiś order. Daj mi chwilę i wymyślę jakąś podniosłą formę dla zrozumienia sąsiedzkiego akcentu, a i jak ten medal będzie wyglądał może wymyślę - mówiła to z tak udawaną powagą, że kąciki ust cały czas drgały jej w lekko nerwowym tiku sugerującym zbliżające roześmianie. Poruszyła brwiami góra-dół-góra-dół w uznaniu dla własnego pomysłu i w końcu uśmiechnęła się triumfująco.
- Widzisz... - zaczęła kontynuując temat amerykańskiego kulturowego tygla. - Najwyraźniej w cenie jest wszystko, poza sprawianiem wrażenia, że całkiem niedawno wyrwano cię z wiktoriańskiej Anglii - wzruszyła ramionami z lekką dozą obojętności. Gdy ten zapytał o prywatną szkołę, zrobiła minę w stylu tych wszystkich "duh??" - o tym w końcu właśnie mówiła. Pokiwała twierdząco głową w odpowiedzi na jego pytanie. - I to do takiej z tych bardziej restrykcyjnych. Zasady, mundurek, durne zajęcia z wystąpień publicznych, tańca klasycznego czy kaligrafowania. Matma jednak bardziej przydaje się w życiu niż umiejętność tańca w pointach czy jakieś plie - A, że skoro w międzyczasie przytachała swój telefon, to po kilku kliknięciach po ekranie, pokazała mu zdjęcie siebie i kilku koleżanek, wszystkich w charakterystycznych, prostych szkolnych mundurkach i skromnych fryzurach. - Brat gdzieś kiedyś to odkopał i mi wysłał. Daaaawno, daaaawno temu obecna tu Harper była przykładną, jak widać, uczennicą - dygnęła z gracją baletnicy. Czy różnica była wielka, między tamtym zdjęciem a Atwood teraz? Jej twarz pewnie odrobinę wydoroślała i opracowana była prawie-perfekcyjnym make-upem, dziewczyna zyskała też tony pewności siebie. Przynajmniej w porównaniu do dość zahukanej pozornie nastolatki wciśniętej w szaro-biały mundurek.
- Przez wiele, wiele lat dojeżdżałam do Londynu ze wsi, bo trudno to jeszcze podciągnąć pod przedśmieścia. Jeszcze trochę cierpliwości mi do tego zostało, a i zaskoczyć mnie chyba trudno - tak jest Harper, myśl pozytywnie!
Gdyby spojrzenia mogły mówić, to które zaserwowała mu teraz krzyczałoby "nie wkręcaj". Ona sama jakoś specjalnie na taneczne imprezy się nie wybiera, także chyba też zapomniała jak się to robi, ale teraz w jej głowie ścieżką dźwiękową był szlagier Abby - Dancing Queen. I nie mogło być inaczej. Co prawda, gdy ten nie odmówił jej tańca to przez chwilę zdawało się, że to ona prowadzi tą uroczą dwójkę, jednak szybko chyba zawidziało się to także jej towarzyszowi. A jak chce rządzić każdy, to nie rządzi nikt, i takim o to sposobem za sprawą serii niefortunnych zdarzeń, wpakowała się na niego jak te wszystkie zakochane laski w komediach romantyczmych. Chwila nieuwagi i cyk, prosto w jego objęcia. I nawet element spojrzenia z rozmarzeniem, prosto na niego, był zaliczony. No, może zamiast rozmarzenia to był raczej lekki szok połączony z odrobiną paniki spod znaku "omójbożecomamrobić", ale to można przemilczeć. Właśnie się mocno zastanawiała czy palnąć coś głupiego, czy dać chwili trwać. I chyba jednak to chwilo trwaj?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Elizabeth
Chris
COVINGTON
Baker
Lexy
River
COTTERMAN
BAKER
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6