Poprzedni temat «» Następny temat
#1 I was too busy with work and other stuff
Autor Wiadomość
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-14, 21:57   #1 I was too busy with work and other stuff
   Nazywaj mnie: Wera


/Po Florydzie
Ostatnio coraz częściej traciła poczucie czasu. Miała na głowie tyle spraw do zapamiętania i wykonania, przy czym jak zwykle angażowała w to całą siebie, zapominając o całym świecie i… życiu prywatnym. W końcu była perfekcjonistką i chciała się wykazać. Wierzyła, że da sobie radę, utrzymując pracę architektki i jednocześnie koordynując projekt w firmie ojca. I tak też było, choć powoli zaczynała odczuwać skutki uboczne narzuconego tempa pracy. Myślała, że w święta nieco odetchnie od obowiązków, lecz spotkania towarzysko-biznesowe nie pozwoliły jej w pełni wypocząć. Ten magiczny czas, który zwykle spędzała z rodziną, przerodził się w kolejną okazję do utrzymania odpowiednich stosunków towarzyskich. Czuła się tym bardzo rozczarowana, ale niestety niewiele mogła na to poradzić. Nawet w Sylwestra musiała nieoczekiwanie wyruszyć na Florydę ratować sytuację, a tym samym po raz kolejny przełożyć spotkanie z własnym chłopakiem, z czego nie była dumna.
Styczeń okazał się miesiącem małych przestojów w biurze architektonicznym, dzięki czemu w końcu znalazła wieczór dla siebie. Po treningu krav magi czuła się naładowana hormonami, ale jednocześnie wycisnęła z siebie wszystkie siły. Zmęczona, ale zadowolona z siebie ruszyła do łazienki wziąć relaksującą kąpiel w wannie. Zapaliła sobie świeczki i włączyła ulubioną muzykę. Zamknęła na chwilę oczy i nim się obejrzała, znalazła się w objęciach Morfeusza.
Obudził ją dzwonek do drzwi. Gwałtownie podniosła się w chłodnej już wodzie i przetarła oczy. Ile czasu ona spała? Przypomniała sobie, że jakoś w trakcie pracy umówiła się z Westem na dziś, wspólny wieczór. Naprawdę to była już ta pora?
Pospiesznie owinęła się ręcznikiem, puszczając w myślach wiązkę przekleństw i niewiele się zastanawiając, ruszyła otworzyć drzwi.
- Hej, kochanie - powitała Westa, próbując uspokoić oddech. Nie widzieli się już jakiś czas, miała wrażenie, że minęły wieki. Nie potrafiła określić, jak się z tym czuła. Zdecydowanie trochę niezręcznie. Dopiero, gdy zauważyła lubieżne spojrzenie mężczyzny, mimowolnie wodzącego po jej jeszcze mokrym ciele, nieco się speszyła. - Przepraszam, że nie jestem jeszcze gotowa, kąpiel mi się nieco przedłużyła - wytłumaczyła się, na koniec rzucając niewinny uśmiech, żeby dodać sobie odrobinę animuszu. Choć przeprosiny były zupełnie nie w jej stylu, przeczuwała, że nie tylko za to będzie dziś przepraszać.
 
 
West Paxton


West Paxton

Chirurg / kardiochirurg

wpływowy biznesmen oraz właściciel klubu royale


37

Wysłany: 2019-01-16, 14:11   
   Multikonta: Julie Daniels
   Nazywaj mnie: Arla


#3

Pobyt na Florydzie miał być początkiem czegoś lepszego, ponieważ gdy West już zgodził się z nią wyjechać, to zwyczajnie pozwolił sobie na to, by zrobić krok na przód. W ich relacji oczywiście, której początkowo wcale tak poważnie nie traktował, aczkolwiek coś w ostatnim czasie prawdopodobnie uległo zmianie. Poznawał Elizabeth coraz lepiej, spędzał z nią więcej czasu, poznał nawet jej rodzinę i wypadł chyba całkiem nieźle. A może nawet bardzo dobrze, ponieważ wszyscy byli dla niego niezmiernie mili i chyba całość wypadła po ich myśli, skoro i ona załatwiła na miejscu to co chciała. Niemniej jednak Paxton nie podejrzewał, że to co poniekąd sam pomógł jej zdobyć, będzie wiązało się z tym, że będą razem spędzać już znacznie mniej czasu. Odkąd bowiem wrócili z tamtego pamiętnego weekendu, właściwie w ogóle się nie widywali. W końcu to West zawsze słynął ze swojego wrodzonego już pracoholizmu, miał oczywiście nadmiar obowiązków, ważne operacje, konsultacje, czasami także wyjazdy, czego nie brakowało mu także w tym okresie przedświątecznym. Ale mimo to planował znaleźć czas nie tylko dla rodziny, która prawdopodobnie nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby nie spędził z nimi świąt, ale także właśnie dla swojej dziewczyny, snując może nawet jakieś plany na ten czas. Ku jego wielkiemu zaskoczeniu okazało się jednak, że miała na głowie zbyt wiele spotkań, by znaleźć w swoim kalendarzu trochę czasu dla niego i szczerze powiedziawszy czuł się lekko rozczarowany, co było dla niego zupełnie nowe. W końcu do tej pory wcale się nie przywiązywał, a nawet na rękę było mu to, że widywali się sporadycznie. Zazwyczaj to również Beth wypominała mu, że ma zbyt wiele na głowie, a teraz najwyraźniej te role się odwróciły. Podobnie zresztą było w Sylwestra, bo Paxton był pewien, że spędzą go razem, tymczasem jego druga połówka wyjechała na Florydę, więc przyszło mu świętować w towarzystwie kilku najbliższych przyjaciół, bo jakoś stracił ochotę na wyjście i wielkie, wytworne przyjęcie, na którą chciał ją zabrać.
W nowym roku jego kalendarz zapełniał się błyskawicznie, jak zawsze zresztą, zdążył już przeprowadzić niezmiernie trudną operacje, wyjechać dwukrotnie na ważne wykłady ze znanym profesorem, ale także niestety stracić młodą pacjentkę. Wszystko było jak zwykle niezmiernie dynamiczne, więc pozwalał Elizabeth realizować swoje zobowiązania, ponieważ sam miał ich teraz bardzo dużo. Zaskoczył go dzisiejszy telefon od Elizabeth, kiedy to był akurat na dyżurze, ale zgodził się spotkać z nią wieczorem, w końcu sam już nie wiedział ile właściwie się nie widzieli. Skoro już wyraziła ku temu chęć, zamierzał z tego skorzystać. Ale on sam też miał czas dopiero wieczorem, zdążył tylko wpaść do swojego mieszkania i się odświeżyć, by zaraz potem pojechać już do swojej dziewczyny. Zadzwonił dzwonkiem i oparł się ramieniem o ściane, czekając aż mu otworzy. Ale takiego widoku z całą pewnością się nie spodziewał, więc gdy już pojawiła się przed jego oczami owinięta wyłącznie w ręcznik, pozwolił sobie mimowolnie zmierzyć ją wzrokiem.
- Cześć. Wszystkich gości tak witasz? – Po jego twarzy przemknął cień uśmiechu, gdy obserwował jak krople wody spływają jeszcze po jej mokrym ciele. Zrobiła nieznaczny krok do przodu, zbliżając się do niej, więc mogła dostrzec teraz w jego dłoni czerwoną różę. West raczej rzadko bywa romantyczny, ale tym razem pozwolił sobie na taki drobny gest. Gdy stanął z nią już twarzą w twarz, przesunął płatkami róży po jej nagim ramieniu. – Nie musisz mnie przepraszać, wcale mi ten widok nie przeszkadza. – Mruknął, wręczając jej różę, a potem wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. – Równie dobrze mogłaś poczekać z tą kąpielą na mnie.
_________________
<div style="font-family: 'Cookie', cursive; color: #6B7981; letter-spacing: -1px; font-size: 40px; padding-left: 20px; text-shadow: 0px 0px 5px #a1abb1; made-by: konwers;">dr Paxton<div style="font-family: 'Alegreya Sans SC', sans-serif; weight: 300; font-size: 10px; padding-left: 22px; line-height: 10px; padding-top: 5px; margin-left: -20px;">It's true, that you, may never
ever have that chance again
<div style="margin-top: -10px;"><img src="https://images2.imgbox.com/51/ca/ygprdyDw_o.gif" height="120" style="border-right: #D0DED7 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-left: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid; "><img src="https://images2.imgbox.com/92/28/K9NXF42p_o.gif" height="120" style="border-left: #D0DED7 2px solid; border-right: #6B85AA 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid;">
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-21, 16:16   
   Nazywaj mnie: Wera


Poniekąd Elizabeth sama nie spodziewała się, że ich wspólny wyjazd przyniesie taki obrót spraw. Jej jedynym zadaniem było przekonanie Jamesa do zgodzenia się na propozycję jej taty. Nic nie wskazywało na to, by dalej miała brać w tym czynny udział, lecz niestety zwyczajnie została przechytrzona. Nie miała więc wyjścia, jak się tego podjąć, co sprawiło radość obu stronom konfliktu, choć jej samej już niekoniecznie. Mimo to robiła dobrą minę do złej gry, nie chciała ich zawieść, jak również nie chciała zrezygnować z własnej ścieżki, przez co podwójna praca kompletnie ją pochłonęła. Nie pomyślała nawet, jak mogło to wpłynąć na związek z Westem. Z góry przyjęła, że mężczyzna, który większość czasu poświęca swojej karierze, z pewnością zrozumie, iż ona również musi oddać się kolejnym obowiązkom. Wcześniej jej taki układ nie przeszkadzał, więc uważała, że w drugą stronę to też nie powinno mieć większego znaczenia. Jakiekolwiek przemyślenia na ten temat, jak to ona, podświadomie spychała na drugi tor.
Dopiero gdy stanęła twarzą w twarz z Westem, doznała uczuć, które wydawały jej się całkiem nowe. Tęsknota, połączona z wyrzutami sumienia była dla niej przedziwną mieszanką. Jeszcze tak niedawno przejmowała się tym, że wspólny wyjazd może przenieść relację z Paxtonem na zupełnie nowy poziom i miała przeczucie, że to bardziej zbliży ich do siebie i wiele zmieni. I co prawda, starała się podchodzić do tego z rezerwą, ale nie ukrywała, że nawet czuła wtedy podekscytowanie. Może więc całkiem niespodziewany rozwój sytuacji mimowolnie dał jej otwartą furtkę do ucieczki przed zmianami? Choć było to zupełnie nieplanowane, to na pewno stworzyło się dla niej wygodne rozwiązanie, któremu zwyczajnie się poddała. Ale kiedy nadeszło nieuniknione spotkanie, zrozumiała, że postąpiła bardzo niesprawiedliwie i samolubnie. Lubiła przecież spędzać czas z Westem, i to nie tylko w celu odegrania roli idealnej pary dla publiki, ale też wtedy gdy cieszyli się sobą tylko we dwójkę. Zdążyła się przyzwyczaić do jego obecności i tego, że gdzieś tam zawsze był i mogła na niego liczyć. Dlatego sama do końca nie wiedziała, co się stało.
- Tylko tych wyjątkowych - odparła filuternie. Zapach męskich perfum i delikatne muśnięcie skóry płatkami róż przypomniał jej, że minęło trochę czasu od okazywania jej czułości. Westchnęła niepostrzeżenie z tęsknoty, po czym z leniwym uśmiechem przyjęła kwiat. Z każdym jego gestem, słowem coś w niej pękało. Nie mogła się oprzeć, by nie zbliżyć się do mężczyzny i założyć sobie rąk na jego szyi. - Następnym razem nie omieszkam - wymruczała, składając na jego ustach czuły pocałunek. Dopiero teraz wyraźnie odczuwała, jak bardzo jej tego brakowało, więc niechętnie wycofała się z objęć i ruszyła do kuchni włożyć różę do wysokiego wazonu. - Szczerze mówiąc, nie byłam za bardzo w stanie zdecydować, gdzie możemy się wybrać, masz może jakąś propozycję? - zapytała niepewnie. Właściwie przez tę drzemkę podczas kąpieli nawet nie zaplanowała, jak wieczór miał wyglądać i co prawda, nie miała zbytnio ochoty na wyjście na miasto ani na gotowanie w domu, to dla niego mogła wykrzesać z siebie resztki energii.
 
 
West Paxton


West Paxton

Chirurg / kardiochirurg

wpływowy biznesmen oraz właściciel klubu royale


37

Wysłany: 2019-01-25, 22:59   
   Multikonta: Julie Daniels
   Nazywaj mnie: Arla


Poniekąd West chyba również nie wiedział z czym wiązał się tamten wyjazd. Miało być miło i z całą pewnością było, wszystko wyszło jak należy, pokazali się z jak najlepszej strony i załatwili to, na czym jej zależało. Tyle, że nie przewidział wtedy, że to w czym jej pomógł, odbije się potem na ich własnej relacji. Właściwie do tej pory to on zachowywał się tak, jak teraz Elizabeth. Miał zawsze ręce pełne roboty, szpital i pacjentów stawiał na piedestale swoich wartości i obowiązków, nic poza tym nigdy nie miało znaczenia. Do czasu, aż ona pojawiła się w jego życiu i chociaż nie chciał tego przyznać, szczególnie na samym początku, to naprawdę wprowadzała do jego codzienności coś naprawdę cennego. Coś, co dopiero teraz zdołał zauważyć. Początkowo raczej unikał kontaktów z nią, widywał się z nią tylko wtedy, gdy rzeczywiście musiał, bądź wtedy, gdy to właśnie brunetka na to nalegała. Wtedy raczej jej nie odmawiał, chyba, że rzeczywiście miał już inne plany albo pracował. Obecnie, mimo tego, że nadal poświęcał życie swojej karierze, potrafił i prawdopodobnie nawet też chciał znaleźć dla niej czas, tyle, że role się odwróciły. A Paxton nie potrafił prosić o uwagę. W ogóle o nic w życiu nie prosił i nie błagał, wszystko co chciał zdobywał sam ciężką pracą. Mimo to rozumiał, że Beth ma mnóstwo pracy i dawał jej czas, cierpliwie czekając, aż z tym wszystkim się upora. Mijały jednak kolejne dni, a ona właściwie nawet się do niego nie odzywała, co z kolei średnio mu się podobało. Bo ile tak można na dłuższą metę? Kiedy już skupił się na pracy, jakoś szczególnie o tym wszystkim nie rozmyślał, ale kiedy już miał ochotę się z nią zobaczyć, zazwyczaj odprawiała go z kwitkiem. Gdy już pojawiła się w drzwiach, jej widok automatycznie wywołał uśmiech na jego twarzy, bo chociaż nie dopuszczał do siebie nigdy takich uczuć, to musiał w końcu spojrzeć prawdziwe w oczy - stęsknił się za nią. I nie mógł z tym walczyć, bo takie były fakty. Brakowało mu jej pięknego uśmiechu, głębi jej niezwykłych oczu, które wpatrywały się w niego tak zawzięcie jak w tej chwili oraz jedynego w swoim rodzaju głosu, którym prawdopodobnie skutecznie go hipnotyzowała. Chociaż do tej pory kompletnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Mimo to jej reakcja dała mu do zrozumienia, że i ona tęskniła, co nieco poprawiło jego nastroju, chociaż przychodząc tutaj, wcale nie zakładał, że będzie tak miło. Z całą pewnością mieli sobie do wyjaśnienia kilka kwestii.
- Powinienem czuć się wyróżniony? - Rzucił niemniej zaczepnie niż ona, chociaż z całą pewnością tak właśnie się teraz czuł. W końcu jego kobieta witała go w niezwykle seksownym wydaniu, do tego stopnia zmysłowym, że niemalże zapomniał o tym, jak dawno się nie widzieli, w związku z czym swoje niezadowolenie powinien okazać już na wstępie. Jednak jej delikatny uśmiech, w połączeniu z kusym ręcznikiem, który był jedynym elementem zakrywającym jej nagie, jeszcze mokre ciało, kompletnie zbiły go z tropu i nie miał zamiaru psuć tego miłego powitania. Gdy już się do niego zbliżyła, chętnie objął ją w pasie, przysuwając do siebie nawet jeszcze bliżej, by zaraz oddać czuły pocałunek, który złożyła na jego ustach. Pomimo jej początkowym zamiarom, by ten był krótki, West nie pozwolił jej się tak szybko odsunąć, pogłębiając pocałunek i przedłużając pieszczotę jeszcze o kilka chwil. Dopiero wtedy niechętnie oderwał się od jej pełnych warg i puścił ją, pozwalając ruszyć w kierunku kuchni, sam więc powędrował tuż za nią. Przy tym mógł swobodnie cieszyć oczy widokiem jej zgrabnego ciała, zwłaszcza zgrabnych nóg. - Szczerze mówiąc, nie mam ochoty nigdzie wychodzić. - Odparł zdecydowanie, bo był po prostu zmęczony i nie w głowie było mu chodzenie po mieście. Wolał po prostu pobyć z nią chwilę sam na sam. - Chyba, że bardzo chcesz. Ja wolałbym zostać tutaj, skoro już znaleźliśmy dla siebie chwilę czasu. - Dodał, wchodząc już nieznacznie na temat tej długiej przerwy, jaką sobie zafundowali. Czy raczej jaką zafundowała im Elizabeth. Po tym jak wszedł już do kuchni, oparł się plecami o blat i skrzyżował ręce na torsie, obserwując brunetkę z zainteresowaniem. - Zaskoczył mnie Twój telefon, nie spodziewałem się, że w końcu znajdziesz miejsce w grafiku dla swojego faceta. Przepadło Ci jakieś spotkanie? Odwołali kolejny wyjazd? - Uniósł brew, starając się nie mówić tego jakimś oskarżycielskim tonem, chociaż pewnie poniekąd tak to zabrzmiało. Ale chyba miał do tego prawo, bo próbował się z nią kilkakrotnie kontaktować, a mimo to zawsze słyszał tylko, że nie ma teraz czasu. A Paxton naprawdę nie lubił, gdy zrzucało się go na drugi plan. Dodatkowo wiedział, że dla kogoś ten czas znajdowała, ale na poruszenie tego tematu przyjdzie jeszcze pora.
_________________
<div style="font-family: 'Cookie', cursive; color: #6B7981; letter-spacing: -1px; font-size: 40px; padding-left: 20px; text-shadow: 0px 0px 5px #a1abb1; made-by: konwers;">dr Paxton<div style="font-family: 'Alegreya Sans SC', sans-serif; weight: 300; font-size: 10px; padding-left: 22px; line-height: 10px; padding-top: 5px; margin-left: -20px;">It's true, that you, may never
ever have that chance again
<div style="margin-top: -10px;"><img src="https://images2.imgbox.com/51/ca/ygprdyDw_o.gif" height="120" style="border-right: #D0DED7 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-left: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid; "><img src="https://images2.imgbox.com/92/28/K9NXF42p_o.gif" height="120" style="border-left: #D0DED7 2px solid; border-right: #6B85AA 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid;">
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-28, 21:30   
   Nazywaj mnie: Wera


Wyglądało na to, że przez ten czas rozłąki tylko formalnie byli w związku, nawet nie stwarzając pozorów. Na taki układ, bez konkretnych zobowiązań, przystali od początku i to im odpowiadało. Zwyczajnie było to wygodne, móc pokazać się w świetle fleszy, przed publicznością na imprezach, jak też pozwalać sobie na igraszki w łóżku. Elizabeth obawiała się, że wrześniowe spotkanie z tą bardziej oficjalną stroną rodziny mogło zmienić coś w ich związku i postanowiła udawać, że to należało wyłącznie do interesów. Nieoczekiwanie jednak obecność Westa, jedynego sojusznika w tamtym towarzystwie, jego wsparcie i fakt, że nie odstępował jej na krok, wpływało kojąco i dawało jej tyle różnorodnych emocji, których wcześniej nie odczuwała. Wtedy odkryła, że zbliżyła się do mężczyzny bardziej, niż na początku zamierzała. I nie zdawała sobie sprawy, że po tym wszystkim, ucinając z nim kontakt, tak naprawdę uciekła przed dalszym krokiem. Wmówiła sobie, że Floryda była zupełnie inną bajką, a Boston oznaczał powrót do rzeczywistości. I, tak jak on, mogła rzucić się w wir pracy i zapomnieć o życiu prywatnym. A teraz, gdy ujrzała Westa, nie potrafiła pozbyć się wyrzutów sumienia, jak mogła tak postąpić? Choć wcześniej uważała to za błahostkę to gdzieś tam w głębi siebie przeczuwała, że nie obejdzie się bez poważnej rozmowy, na którą w końcu trzeba było się zdobyć. A może wcale nie będzie taki zły?, pomyślała. Na razie nie pozostawało jej nic innego, jak robić dobrą minę do złej gry.
- No cóż, niewielu osobom pozwalałam się oglądać w takiej postaci. - Uniosła zadziornie brew. A już stanowczo niewielu mężczyzn. Więc tak, zdecydowanie mógł się poczuć wyjątkowy. I tak, bardzo jej brakowało jego dotyku na swoim ciele, czułości, gdy ją objął i odwzajemnił pocałunek. Nawet to przedłużenie pieszczot zupełnie jej nie przeszkadzało, wręcz gdyby tylko mogła, wolałaby zostać w tych ciepłych ramionach przez cały wieczór. Nie potrafiła pojąć, czemu tak na nią działał, ale nie miała siły już się temu przeciwstawiać. O wiele łatwiej było jej funkcjonować bez jego obecności.
Nie mogła nie zwrócić uwagi na drobną aluzję odnośnie braku czasu. Jednak nie było tak dobrze, jak miała nadzieję. - Ja też właściwie wolałabym zostać - wyznała, starając się ją zignorować. Przeciągnąć, póki się da, zanim magiczna bańka pryśnie. Wyciągnęła z szafki wino i szkło, do którego zaczęła nalewać trunek, podczas gdy West zaczął temat. Dobrze, że stała do niego plecami, bo wtedy ujrzałby na jej twarzy grymas. Słowa mężczyzny mimowolnie ją zakuły. Wyszła na straszną zołzę. I zwykle się tym nie przejmowała, zbyłaby to jakimś żartem i zsunęła z siebie ten zupełnie niepotrzebny ręcznik. Ale tym razem było zupełnie inaczej. West próbował wpędzić ją w poczucie winy i rzeczywiście czuła się coraz bardziej winna. Nie chciała jednak tego po sobie poznać, więc wzięła do ręki kieliszki i odwróciła się, zachowując na twarzy maskę naturalności.
- Nie cieszysz się? - zapytała w zamian, podając mu kieliszek, po czym sama upiła porządny łyk. Potrzebowała rozluźnienia i wierzyła, że dzięki alkoholowi będzie w stanie przebrnąć przez ten rozmowy. Odczuwała zmęczenie całą tą sytuacją, w jaką sama się wplątała, jak również nie miała siły tłumaczyć się kolejnej osobie. Wiedziała, do czego zmierzała swoim postępowaniem w sferze zawodowej i wolała, żeby inni uważali, że doszła do wszystkiego ciężką pracą, a nie zyskała fotel i stanowisko dzięki ojcu. Bo niestety, przez ten czas zdążyła zauważyć, do czego jej tata zmierzał i przynajmniej miała pole do wykazania się, a tym samym stanowiła most do pogodzenia skłóconych stron. W dużej mierze przez to właśnie tak bardzo zaangażowała się w projekt. Ale Westowi także należały się wyjaśnienia. Westchnęła cicho, oparła się o przeciwległy blat kuchenny i zaczęła bawić się szkarłatną cieczą w szkle.
- To był naprawdę ciężki dla mnie czas. Tak nagle mój grafik zapełnił się od świtu do wieczora, czasem nawet wyskakiwało coś zupełnie nieoczekiwanego i po prostu musiałam tam być i wszystko naprawić. Późnymi wieczorami wracałam do domu zupełnie wyczerpana, a przecież trzeba trochę zregenerować się na następny dzień. Czasami nawet nie opłacało się wracać. Nie miałbyś żadnego pożytku z mojego towarzystwa. - Ciężko przestawić się na taki tryb. Życie prywatne zwyczajnie gdzieś jej uleciało. Ale niektórym do tej pory przychodziło to z większą łatwością i przyzwyczajeniem. - Przecież doskonale to znasz. Trochę jesteś niesprawiedliwy - rzuciła mu nieco urażone spojrzenie znad kieliszka, który przechyliła. Dość cierpkie wino zalało na moment żal, który niepostrzeżenie wkradł się w ton jej głosu. - Ale nie uraziłbyś mnie, gdybyś któregoś razu wpadł bez zapowiedzi. Na przykład w święta, w które moi rodzice zorganizowali przyjęcie. Oczywiście, w większości zwykła pokazówka dla nowych partnerów biznesowych, ale wtedy tata z Jamesem nawet chwilkę ze sobą porozmawiali - rzuciła uwagę. Wtedy poczuła, że mimo wszystko nastąpił jakiś postęp i jej zaangażowanie nie idzie na marne. Odczuła też, jak w tym momencie pity trunek zaczął ją rozgrzewać i delikatnie uderzać do głowy. Słaby pomysł, by pić na pusty żołądek.
 
 
West Paxton


West Paxton

Chirurg / kardiochirurg

wpływowy biznesmen oraz właściciel klubu royale


37

Wysłany: 2019-01-29, 17:21   
   Multikonta: Julie Daniels
   Nazywaj mnie: Arla


Rozłąka nie wiązała się wyłącznie z tym, że rzeczywiście nie mieli dla siebie czasu i nie było okazji do tego, by się spotkać, ale również dotyczyła tego, że nigdzie razem nie bywali. A przecież ich relacja do tej pory głównie na tym się opierała i właśnie na to też oboje świadomie przystali. Przynajmniej na samym początku, gdy taki układ był wygodny dla obu stron, zwłaszcza dla Paxtona, który po prostu nie zamierzał się angażować w jakiekolwiek nowe relacje, uznając, że nie jest mu to do niczego potrzebne. I gdyby nie ten układ, w którym widział dla siebie jakieś względne korzyści, to nigdy nie dałby nawet szansy tej relacji. Do tej pory jednak zdążył poznać Beth, kiedy to jeszcze poniekąd ona dąrzyła do częstszych spotkań, a ostatni wyjazd, podczas którego mógł poznać jej rodzinę zdecydowanie był swego rodzaju krokiem na przód, jeśli chodziło o ich związek. Mogli nawet stanowczo zaprzeczać, przed sobą czy przed innymi, ale tak właśnie było. Chociaż West był cholernie zapracowanym człowiekiem, zdołał wygospodarować dla niej ten cały weekend, by pojechać tam razem z nią, dodać jej otuchy, być dla niej wsparciem, ale także by zrobić to co wychodziło im zdecydowanie najlepiej - pokazać się razem przed wszystkimi. I ten punkt wieczoru oczywiście zaliczyli perfekcyjnie. Właśnie wtedy spędzili ze sobą tak dużo czasu, właściwie nie odstępując się na krok, że i on sam zaczął odczuwać pewne dziwne emocje, których nijak nie rozumiał. A na pewno takie, które dawno mu nie towarzyszyły. Obawiał się nawet podświadomie, że zaczyna się do kobiety przywiązywać, a tego, zaczynając tę relację, nie chciał. Teraz jednak wszystko było już kompletnie inne, bo i lepiej się poznali, a ona zaczęła mu imponować na niemalże każdym polu. Nie tylko tym fizycznym, bo była przecież przepiękną kobietą i to taką absolutnie w jego guście, to jednak nie uwielbiał w niej tylko ładnej buzi i zgrabnych, długich nóg, ale właśnie także ten zadziorny charakter, jak i niesamowitą ambicję, wkraczając na takie poziomy, jak jego własna. Można by więc stwierdzić, że stanowili duet wręcz idealny, tylko czy będą w stanie zdać sobie z tego sprawę?
- No to świetnie, spodziewałem się, że też nie będziesz miała ochoty nigdzie wychodzić. Po maratonie ostatnich dni czy tygodni, należy nam się chyba chwila odpoczynku. - Przyznał, ciesząc się nawet, że i ona nie chciała nigdzie wychodzić. Był zmęczony już nie tylko fizycznie, ale i trochę psychicznie, sam sobie też narzucił ostatnio całkiem ostre tempo i potrzebowała chwili wytchnienia od natłoku obowiązków. Obserwował teraz Elizabeth, gdy stała do niego tyłem i nalewała wina do kieliszków. Gdyby nie sam cel tej wizyty, czyli odbycie jakiejś sensownej rozmowy, pewnie już dawno pozbyłby się tego ręcznika, który raz za razem skutecznie działał na wszystkie jego zmysły. Nie mógł nic poradzić na to, że kobieta aż tak na niego działała, nawet, gdy szczególnie się o to nie starała. Gdy już zakończyła wykonywaną czynność, wzrok z jej nóg przeniósł na twarz, której przyjrzał się z zaciekawieniem, ciekawy reakcji na jego wcześniejsze słowa. Jednak zachowała niemalże pokerową twarz, więc niewiele mógł wyczytać z jej spojrzenia, gdy podawała mu kieliszek z winem, który od niej wziął. - Oczywiście, że się cieszę. Jestem po prostu zaskoczony, skoro do tej pory spotykałem się wyłącznie z odmową. I chyba nie było nam po drodze, nawet w święta czy Sylwestra. - Uniósł brew, dając jej do zrozumienia, że i te dwa wydarzenia chciał spędzić z nią, ale musiał obejść się smakiem. Upił chętnie kilka łyków wina, chociaż on sam nie potrzebował alkoholu by przebrnąć przez taką dyskusję, wręcz przeciwnie, wolał zachować trzeźwy umysł. - Nie jestem niesprawiedliwy, bo rozumiem brak czasu spowodowany pracą. Ale śmiem też zauważyć, że po prostu wzięłaś na siebie za dużo, skoro nawet na świętowanie nie miałaś wolnej chwili. Może i ja jestem nieuleczalnym pracoholikiem, ale mimo to potrafię oddzielić pewne obowiązki od innych, ważniejszych. - Przyglądał jej się nieco beznamiętnie, niekoniecznie biorąc do siebie to jej urażone spojrzenie. Nie przerzuci teraz jakiejkolwiek winy na niego, bo to ona tutaj trochę nawaliła. - Wpadałem bez zapowiedzi, Beth. Dwa czy trzy razy, do Twojego mieszkania ale... nikogo nie zastałem. Dzwoniąc, słyszałem tylko, że pracujesz. A święta... spędzałem też ze swoją rodziną, chociaż nie zapominaj, że i wtedy się odzywałem, ale o przyjęciu nie wspominałaś. - Upił kolejny łyk, wyjaśniając spokojnie swój punkt widzenia. - Poza tym... - Skupił wzrok na kieliszku, w którym niespiesznie wprawiał w ruch czerwony trunek. - ...najwyraźniej jest ktoś, kto bardziej sobie zasłużył na Twój czas. Czyż nie? - Spojrzał teraz na nią takim stanowczym wzrokiem, może nawet nieco zimnym, przed którym wszyscy stażyści w szpitalu zawsze uciekają. Ale Paxton był cholernym zazdrośnikiem, nie lubił się dzielić, a Elizabeth najwyraźniej zapomniała, że wizyty w szpitalu, który był jego terenem, nie mogły przejść przez niego niezauważone.
_________________
<div style="font-family: 'Cookie', cursive; color: #6B7981; letter-spacing: -1px; font-size: 40px; padding-left: 20px; text-shadow: 0px 0px 5px #a1abb1; made-by: konwers;">dr Paxton<div style="font-family: 'Alegreya Sans SC', sans-serif; weight: 300; font-size: 10px; padding-left: 22px; line-height: 10px; padding-top: 5px; margin-left: -20px;">It's true, that you, may never
ever have that chance again
<div style="margin-top: -10px;"><img src="https://images2.imgbox.com/51/ca/ygprdyDw_o.gif" height="120" style="border-right: #D0DED7 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-left: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid; "><img src="https://images2.imgbox.com/92/28/K9NXF42p_o.gif" height="120" style="border-left: #D0DED7 2px solid; border-right: #6B85AA 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid;">
 
 
Elizabeth Covington


Elizabeth Covington

There's no way that it's not going there

With the way that we're looking at each other


28

Wysłany: 2019-01-31, 19:44   
   Nazywaj mnie: Wera


W tym czasie nie mogła narzekać na brak towarzystwa, w końcu ciągle kręcili się wokół niej ludzie z branży, zdążyła nawiązać nowe znajomości, poznać trochę współpracowników, a w międzyczasie oczywiście nadal pracować jako architekt w Cannon Design. Narzuciła sobie zdecydowanie zbyt wiele, ale kurczowo trzymała się obu zajęć, bo z żadnej nie chciała zrezygnować. Praca w firmie ojca nigdy nie liczyła się dla niej tak, jak biuro architektoniczne, lecz wobec zaistniałej sytuacji musiała dawać z siebie wszystko i tu, i tu. Zwłaszcza, że w obu pracach komuś podlegała.
Punkt pokazywania się wśród elity dla wpływowych ludzi był istotny w ich życiu, w końcu byli osobami publicznymi. Podczas ważniejszych wydarzeń Elizabeth powinna więc pokazać się z osobą towarzyszącą, lecz chyba uważała, że wygodniej było jej być samej, by skupić się na najważniejszych punktach programu. Nawet w tłumie można było odczuć samotność, ale ona przez całe życie tego doświadczała i zdążyła się do tego przyzwyczaić. Czas pozwolił jej odsunąć tęsknotę za Westem na bok i skupić się na pracy. Dlatego pewnego razu pytanie Jamesa o swojego partnera zbiło ją z tropu. Oczywiście skwitowała to brakiem czasu.
- W Twoim towarzystwie nie zawsze jest to zupełny odpoczynek - udało jej się nawet zdobyć na żartobliwy ton. Na samą myśl poczuła delikatne dreszcze. Przyzwyczaiła się, że ich spotkania sprowadzały się głównie do tego. Rzadko przeprowadzali poważne rozmowy, jak… normalna para.
- Mam nadzieję, że znalazłeś sobie jakieś godne zastępstwo? - Uniosła wysoko brew. Nie chciała, by pozostał wtedy sam, jeśli naprawdę tak to odczuwał. Nigdy tak właściwie nie ustalali granic ich układu, a nic nie wystawiało relacji na próbę, jak właśnie czas. Zresztą nie zdziwiłaby się, gdyby po takim dość lekceważącym zachowaniu po prostu przestał zabiegać o nią i zainteresować się kimś innym. Sama sobie była winna i być może właśnie na to zasługiwała.
- Nie pomyślałeś może, że poświęcam się, bo chcę tym coś osiągnąć? Na przykład naprawić konflikt między moim najbliższymi? Już gdzieś mam pozostałą część rodziny z Florydy, ale chodzi mi przede wszystkim o Jamesa. Zawsze marzyłam o szczęśliwej, pełnej rodzinie i choć tego mieć nie będę, to chociaż nie musiałabym już dłużej wybierać między tatą a dziadkiem. - To było naprawdę męczące na tak długą metę, stać między dwiema osobami, które nie zawsze się rozumiały i miały odmienne opinie. Ona stanowiła pomost i w ten sposób znajdowała okazje do porozumienia, ale psychicznie momentami czuła się wykończona. - Poza tym chyba wiem, jaki cel miał tata w angażowaniu mnie w to wszystko… - westchnęła, zdając sobie sprawę, że musi przestać już zsuwać te myśli na dalszy plan. - On chce mnie przygotować do objęcia stanowiska w jego firmie. Jestem jedynaczką, to mój obowiązek, prędzej czy później musiało to nadejść. A ja muszę poczuwać się do odpowiedzialności. Nie mogę go zawieść i nie chcę też dostać posady, “bo mi się należy”. - Ciężko uniknąć takich opinii wśród ludzi, kiedy z niczego wskakuje się od razu na jedno z najwyższych stanowisk. Czuła się trochę oszukana i zła na siebie, że nie wyczuła podstępu, ale z drugiej strony właśnie otrzymała pewien fundament i wytyczne, by nie rzucić jej zupełnie na głęboką wodę. Nie dowierzała, jak dokładnie sobie to zaplanował.
Nie potrafiła odnaleźć żadnych słów, którymi mogłaby się obronić, dlatego w milczeniu przygryzła wargę i spuściła wzrok. Cała jego wypowiedź stawiała ją w bardzo złym świetle i źle się z tym czuła. Nie miała zupełnie nic na swoje usprawiedliwienie. Poświęcając się pracy, poświęciła swój własny związek i całe życie prywatne. I mimo że ten związek na początku opierał się na braku konkretnych zobowiązań to karygodnie potraktowała swojego partnera. Nie spodziewała się, że aż tak go to dotknie.
- Ty już wszystko masz. Czujesz spełnienie, nie musisz walczyć zażarcie o kolejne osiągnięcia. To wszystko jest jeszcze przede mną. Powinieneś pozwolić mi na samorealizację. - Zmarszczyła brwi. Nie odpowiadało jej to, że musiała się tłumaczyć, zwykle nie tłumaczyła się przed nikim. Znów przez to otwierała się z narażeniem na krzywdę. A oboje byli na tyle do siebie podobni, że żadne nie odpuszczało, chcąc za wszelką cenę dowieść swoich racji. Wypiła haustem pozostałą część trunku i odstawiła kieliszek na blat. Powoli zaczynało szumieć jej w głowie. Wtedy usłyszała coś, co wprawiło ją w osłupienie. - O czym Ty mówisz? - zapytała, ponownie ściągając brwi i przyglądając mu się podejrzliwie. W pierwszej chwili nie skojarzyła żadnych faktów. Wielu mężczyzn kręciło się wokół niej przez ten czas. Aczkolwiek tylko dla jednego znalazła chwilę czasu, jeszcze przed świętami. Nie była pewna jednak, co West dokładnie wiedział, więc postanowiła niczego po sobie nie pokazywać.
 
 
West Paxton


West Paxton

Chirurg / kardiochirurg

wpływowy biznesmen oraz właściciel klubu royale


37

Wysłany: 2019-02-03, 13:06   
   Multikonta: Julie Daniels
   Nazywaj mnie: Arla


West w żaden sposób nie zamierzał jej zarzucać tego, że za dużo pracuje, właściwie nie to było tutaj jego intencją. Przecież sam doskonale wiedział jak to jest, bo we krwi miał pracoholizm, dlatego byłoby to przynajmniej egoistyczne z jego strony. Ona cierpliwie znosiła to, że nie miał dla niej czasu i w sumie pewnie gdyby miało to miejsce wcześniej, to i jemu byłoby to na rękę. Niemniej jednak dla niego po tym konkretnym wyjeździe coś się zmieniło, dodatkowo poczuł, że jej rodzina go w jakimś stopniu rzeczywiście zaakceptowała, a on znalazł z nimi wspólny język. Zarówno z ojcem, jak i z dziadkiem, najwyraźniej zasłużył sobie na ich szacunek i nie było mu z tym źle. Wręcz przeciwnie, bo jak wiemy, widział nadal w tej znajomości jakieś korzyści dla siebie i swoich interesów. Co nie zmienia faktu, że poznał Elizabeth dużo lepiej na przestrzeni ostatnich miesięcy i naprawdę niepostrzeżenie wkroczyła do jego głowy na tyle, że zaczynał postrzegać ją nieco inaczej. Chociaż i jemu praca pozwoliła w jakimś stopniu odsunąć tęsknotę za nią na bok, to jednak w czasie świętowania czy witania nowego roku zdecydowanie brakowało mu brunetki u jego boku. I właściwie do tej pory faktycznie nigdy nie rozmawiali... jak para, na poważniejsze tematy, czy w ogóle jakiekolwiek dotyczące ich związku, Paxton uznał, że prawdopodobnie najwyższa pora to zmienić. W końcu oficjalnie tą parą byli, a który facet chciałby dzielić się swoją kobietą?
- Zastępstwo? - Uniósł brew. - To tego właśnie chciałaś? Żebym znalazł kogoś, kto Cię zastąpi? Bo skoro oficjalnie jesteśmy parą, ja u swojego boku oczekuje tylko Ciebie. - Wyjaśnił krótko i rzeczowo, chociaż jej pytanie nieco zbiło go z tropu. Nim przydarzyła się im ta dłuższa przerwa, to zarówno przed wyjazdem, jak i w czasie tej podróży Elizabeth zachowywała się kompletnie inaczej, dając mu poniekąd do zrozumienia, że i ona czerpie jakąś radość z tej relacji i że jest jej z nim dobrze. A przynajmniej takie odniósł wrażenie. Tymczasem teraz zachowywała się tak, jakby to wszystko było ich początkowym układem, tyle, że sam West już tak tego nie odbierał. - Kto jak kto, ale ja najlepiej rozumiem poświęcenie, bo i dla swojej kariery poświęciłem bardzo wiele. Właściwie, na początku pewnie zachowywałem się dokładnie tak samo jak Ty, bo też zapominałem o rodzine i przyjaciołach, skupiając się wyłącznie na tym, by coś osiągnąć. Ale to był duży błąd. I naprawdę życzę Ci, żebyś nie musiała wybierać dłużej między ojcem i dziadkiem, o ile dobrze pamiętam, sam osobiście pomagałem Ci w tym, by coś w tej kwestii uległo zmianie. - Zauważył, nawiązując do wspólnego wyjazdu, który na pewno wiele wniósł do jej obecnej kariery zawodowej, jak i relacji rodzinnych. - Według mnie Beth, zasługujesz na to stanowisko bardziej niż ktokolwiek inny, bo i harujesz bardziej niż oni wszyscy razem wzięci. To co ktoś sobie potem pomyśli... to ma dla Ciebie znaczenie? Ważne, żebyś Ty wiedziała, że dostałaś posadę bo sobie na nią zasłużyłaś swoją ciężką pracą, a nie dlatego, że Ci się należy. Jestem przekonany, że Twój ojciec uważa tak samo. Właściwie, chyba sam mi to wprost kiedyś powiedział. - Przyznał, przypominając sobie jedno ze spotkań z jej ojcem, które wprawdzie miało dotyczyć interesów, ale jednak zeszło też na tematy prywatny. Osobiście bardzo lubił jej ojca, był rzeczowym i inteligentnym facetem, z którym śmiało mógłby wiele zdziałać w biznesie. I na to właśnie liczył. - Realizuj się, nigdy bym Ci tego nie zabronił. - Zmarszczył brwi, gdy zarzuciła mu, że to właśnie robi. - Nie mam wszystkiego, chociaż może się tak wydawać. Mam dużo, ale zawsze mogę mieć jeszcze więcej, sam ciągle dążę do tego, by być lepszym i lepszym, dopiero, gdy robię kolejny krok w karierze, czuję spełnienie. - Wyjaśnił spokojnie, upijając kilka łyków wina. - Bardzo dużo jest jeszcze przed Tobą, a samorealizacja pochłonie Cię bez reszty, tak jak kiedyś mnie. Ale ja zawsze bym Cię w tym wspierał, bo doskonale wiem jak to jest. Naprawdę dużo wymagam, chcąc spędzić z Tobą trochę czasu? - Uniósł brew, przyglądając się jej z zainteresowaniem. Widział, że nie czuła się komfortowo w tej całej rozmowie, ale kiedyś ona musiała w końcu nadejść. Poza tym punkt wieczoru nadal był przed nimi. Widząc jej podejrzliwie spojrzenie, milczał przez chwilę, chcąc wyczytać coś z jej reakcji, ale rzeczywiście nie dała jeszcze nic po sobie poznać. - Sądziłaś, że przychodząc do szpitala, ja się nie dowiem, że tam byłaś? Zwłaszcza, że najwyraźniej nie zamierzałaś odwiedzić mnie. I tego nie zrobiłaś. - Dopił wino i odstawił kieliszek na blat. - Kim jest ten facet? - Spytał beznamiętnym tonem, gdy jego mięśnie wyraźnie się spięły na myśl o tym, że Beth mogłaby robić z niego idiotę w tak bezczelny sposób. Po tym wszystkim co dla niej zrobił i po tym, gdy był z nią, gdy tego potrzebowała, chociaż wcale nie zakładał, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Możliwe, że teraz rzeczywiście zaczęło mu zależeć, a ona coś przed nim ukrywała.
_________________
<div style="font-family: 'Cookie', cursive; color: #6B7981; letter-spacing: -1px; font-size: 40px; padding-left: 20px; text-shadow: 0px 0px 5px #a1abb1; made-by: konwers;">dr Paxton<div style="font-family: 'Alegreya Sans SC', sans-serif; weight: 300; font-size: 10px; padding-left: 22px; line-height: 10px; padding-top: 5px; margin-left: -20px;">It's true, that you, may never
ever have that chance again
<div style="margin-top: -10px;"><img src="https://images2.imgbox.com/51/ca/ygprdyDw_o.gif" height="120" style="border-right: #D0DED7 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-left: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid; "><img src="https://images2.imgbox.com/92/28/K9NXF42p_o.gif" height="120" style="border-left: #D0DED7 2px solid; border-right: #6B85AA 2px solid; border-top: #6B85AA 2px solid; border-bottom: #6B85AA 2px solid;">
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Elizabeth
Chris
COVINGTON
Baker
Lexy
River
COTTERMAN
BAKER
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6