Poprzedni temat «» Następny temat
how you met my mother
Autor Wiadomość
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-01-18, 23:51   how you met my mother
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Boże Narodzenie to czas, kiedy ludzie przerywają na kilka chwil swoje zabiegane życie, odsuwają na bok pracę, siadają na tyłku, by spędzić czas z bliskimi, z którymi czasem dawno się nie widzieli. Rozjechane po świecie dzieci zjeżdżają do domu rodziców, by przypomnieć sobie twarze ich i rodzeństwa. W tym roku podobnie miało być u Woodhouse'ów. Arthur już jakiś czas temu zapowiadał swojej siostrze, że przedstawi Laylę rodziców, i choć ona mu wtedy nie wierzyła, to jednak teraz, ponad rok od tamtej rozmowy, on naprawdę miał zamiar to zrobić. Angelina miała okazję już poznać dziadków, choć pewnie niespecjalnie ich pamiętała, teraz przyszła kolej na jego przyszłą żonę. Oczywiście, że Peggy musiała to zobaczyć, nie było innej możliwości. Arthur zabukował więc cztery, a nie trzy bilety lotnicze, po czym spakował siebie, małą, rozpakował niepotrzebną część bagaży Layli, a w końcu na dwa dni przed świętami wszyscy wsiedli do samolotu i ruszyli do dalekiego Cleveland. Miasta, które dla Arthura było tylko złym wspomnieniem.
- To ojciec? - Peggy z niepewną miną wskazała na mężczyznę stojącego kawałek od nich, który jeszcze nie dostrzegł, ale oni mogli przeczytać kartkę, na której wypisane były imiona Arthura i Margaret. Ona też dawno nie widziała rodziców, prawdopodobnie jeszcze dawniej, niż Arthur. Blondyn poprawił Angie, którą trzymał na ręku, podpartą o jego biodro, bo drugą ręką ciągnął walizkę. Zmrużył w oczy, zerkając na mężczyznę. Tak, do definitywnie był on. A w razie, gdyby mieli jeszcze jakieś wątpliwości, to ten właśnie ich dostrzegł, po czym ruszył w ich kierunku. Opuścił kartkę z ich imionami, nie bardzo wiedząc, co z nią zrobić. Podszedł, przywitał ich krótkim dzień dobry, każde po kolei mierząc wzrokiem. Ruszyli za nim do samochodu, w milczeniu zawiózł ich pod dom, a tam w progu czekała pani Woodhouse. Ze swoimi dziećmi przywitała się uściskiem dłoni, bo żadne z nich nie było wielce spoufalone ze swoją matką, taki sam gest kobieta wykonała względem Layli, jednocześnie się jej przedstawiając. Jedynie Angelina została uraczona całusem w policzek, po czym jej małe rączki zacisnęły się na szyi babci. Państwo Woodhouse nie pochwalali wielu wyborów swojego syna, nie byli zadowoleni z obrotu spraw, wobec których dziewczynka była bękartem, nie mogli jednak winić za to dziecka. Była ich jedyną wnuczką. A jednak, Arthur i Layla potrzebowaliby wiele szczęścia, by ten wybór został przez jego rodziców zaakceptowany. Na szczęście, ich zdanie nie znaczyło dla Arthura zbyt wiele. Ważne, że sam był tego wyboru pewien.
Wieczór minął im szybko. Państwo Woodhouse uraczyli ich kolacją, a potem Arthur i Peggy wykpili się zmęczeniem po podróży, przez co wszyscy dość wcześnie skryli się w swoich starych pokojach na piętrze. Arthur wskazał Layli łazienkę, a sam zabrał się za usypianie Angie. Jego rodzice specjalnie na tę okazję wstawili tu stary kojec, w którym kiedyś bawili się i sypiali on oraz Peggy. Był on wystarczająco duży dla Angeliny tylko dlatego, bo jego rozmiar odpowiadał dwójce dzieci. Arthur i Peggy byli bliźniętami, przez pierwsze lata życia byli praktycznie nie rozłączni. Woodhouse usiadł na łóżku, czekając, aż zwolni się łazienka. Przesuwał wzrokiem po plakatach wiszących na ścianach, po książkach ustawionych na półce nad jego starym biurkiem. Nic się tu nie zmieniło, jakby czas się zatrzymał, choć jego życie wyglądało przecież o stokroć inaczej.
Nie usłyszał Layli zbliżającej się do pokoju, dopiero gdy pod jej stopą zaskrzypiała deska podłogi - ta tuż przy drzwiach, która skrzypiała, odkąd pamiętał, i której często zapominał unikać, gdy wracał do domu nie o tej godzinie i nie w tym stanie, w jakim powinien - wzdrygnął się, zaskoczony czyjąś obecnością. Obejrzał się i posłał blondynce zmęczony uśmiech.
- Gotowa?
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-01-29, 12:22   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


Boże Narodzenie to taki wyjątkowy okres w roku, kiedy ludzi ogarnia czyste szaleństwo, kiedy są w stanie zrobić dosłownie wszystko by te trzy dni byly absolutnie idealne. Nawet jeśli oznaczało to walkę o jedną, jedyną ostatnią torebkę w calutkim sklepie.
W tym roku dla Layli to był jeszcze większy stres niż zwykle. Bo tak, zaliczyła się do osób, które wszystko w trakcie świąt muszą mnieć na tip top, a teraz miała poznać teściów. To nie była sytuacja komfortowa. Arthur mało mówił o swoich rodzicach, a Layla wyczuwając iż jest to temat ciężki, nie zadawała pytań.
A fakt iż miała się tam udać w towarzystwie Peggy, za którą ze wzajemnością nie przepadała, w ogóle ją rozwalala.
Podróż minęła spokojnie, dość szybko. Ojciec bliźniaków czekał na nich na lotnisku. Spojrzenie, którym obdarzył swoje dzieci, zaskoczył nawet blondynkę, która była przyzwyczajona do własnej lodowatej matki. Teściowa okazała jakieś tam uczucia, gdy zobaczyla Angie.
Sama Layla czula się dość dziwnie bo wyczuwała napięcie zarówno Arthura, jak i Peggy. Przez całą kolacje panowala przedziwna atmosfera, choć Layla coś tam próbowała rozmawiać. jednak dopiero w łazience, sama, odetchnęła. Doprowadziła się do porządku i przemknęła do starej sypialni Arthura. Uśmiech przemknął jej po twarzy na widok plakatów na ścianach. Ona nie mogła ich mieć.
- Zabrzmiałeś tak, jakbyś mnie pytał czy jestem gotowa na wojne
- powiedziała cicho podchodząc do kojca. Poprawila kołderkę Angie, pogłaskała małą po ciepłym policzku i w końcu usiadła obok Arthura i oparła głowę o jego ramię.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-02-19, 23:44   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Nie mówił wiele o swoich rodzicach, bo, choć może zabrzmi to okrutnie, nie byli jego powodem do dumy. Nigdy nie potrafił się z nimi dogadać, to jego siostra zawsze była ukochaną córeczką, a on tym, który ściągał na siebie same kłopoty. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, wyjechał, nie odwiedzając ich przez nawet kilka lat. Tak naprawdę dopiero od niedawna na nowo nawiązywał z nimi kontakt, choć te relacje nie były wciąż takie, jak powinny wyglądać relacje syna z rodzicami. Angelina też miała spóźniony debiut u dziadków. Sytuacja wyglądała o tyle... gorzej, że Layla w tej chwili została niemal bez swojej rodziny. Jej rodzice żyli, ale byli jacy byli, i chyba z dwojga złego dobrze byłoby, gdyby jednak poznała Woodhouse'ów seniorów? Tak mu się przynajmniej wydawało. Nie spodziewał się wielce zażyłej znajomości, ale to ostatecznie mogą być całkiem miłe święta. Rodzice Arthura bywali oschli, a swoją egzystencję oparli na religii, co zupełnie chłopakowi nie odpowiadało. Żył w przeświadczeniu, że nigdy nie spełni oczekiwań ojca, w którego cieniu żyła także jego matka. Czyż ucieczka nie była najlepszym wyjściem?
- Pytałem, czy jesteś gotowa do snu - uśmiechnął się do niej lekko, przekrzywiając nieco głowę i obserwując, z jaką troską poprawia śpiącą Angie. Kiedy usiadła obok niego, objął ją delikatnie. - Mam nadzieję, że nie będzie żadnej wojny, ale na nią też warto być gotowym - prychnął i pogłaskał Laylę po ramieniu, po czym złożył na jej policzku delikatny pocałunek. Nie była pierwszą dziewczyną w tym pokoju, swego czasu sprowadzał ich całkiem sporo, jego pokój, z tymi plakatami i komiksami, był jego oazą w tym domu. W drzwiach na pewno był zamek albo chociaż zasuwka, bo nie wytrzymałby, gdyby rodzice wchodzili do środka, jak im się podoba. Zwłaszcza, jeśli siedział tu z dziewczyną. To jedyne pomieszczenie, które było całkiem jego i naprawdę, robił tu, co mu się żywnie podobało. Wieszał plakaty, pisał po ścianach, oglądał pornosy, a jeśli nie miał ochoty na wysłuchiwanie kazań, gdy wychodził późnym wieczorem, zdarzało mu się nawet uciekać przez okno. Raz skręcił przy tym kostkę, ale było warto.
Skoro łazienka została zwolniona, zostawił blondynkę i teraz on się tam wybrał. To wciąż był trochę wyścig, zwłaszcza, że teraz było więcej osób, niż kiedyś. Uporał się z prysznicem i całą resztą w dziesięć minut, po czym był z powrotem, w bokserkach i luźnej koszulce, dłonią przeczesując wilgotne jeszcze włosy. Zamknął drzwi i zgasił światło, po czym wsunął się pod kołdrę, leżącą na łóżku nieco zbyt małym, jak dla dwóch osób. Miał dosyć tego dnia, a to przecież dopiero początek.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-02-22, 18:06   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


Layla bardzo dobrze to znała. Nigdy nie była powodem do domy jej matki. To zawsze młodsza siostra była tą idealną, cudowną i wspaniałą. Layla już dawno pogodziła się z tym, że jej matka kochać potrafiła tylko jedną istotę ludzką. Brzmiało to oczywiście bezdusznie, ale taka była prawda. Co do ojca... No cóż, był i tyle. Od czasu do czasu przypominał sobie o istnieniu córki wysyłając maila i tyle.
- Wiem
Uśmiechnęła się słabo. Ten dzień ją wykończył i wcale nie chodziło o podróż, ale o stan psychiczny. Poznanie przyszlych teściów zawsze było stresujące, ale w takiej sytuacji to już w ogóle.
- Może nie będzie tak źle
Po wyjściu Arthura, raz jeszcze podeszła do kojca Angie i długo obserwowała, jak dziewczynka śpi. Jej niewinność zawsze ją rozczulała, ale dzisiaj Layla była na granicy płaczu. Nie miała pojęcia co się z nią działo, ale stres najwyraźniej robil swoje. Dopiero po dłuższej chwili wróciła do łóżka, tym razem już się kładąc.
Oczywiście w jej głowie pojawiła się myśl. ileż to dziewczyn leżało na tym łóżku przed nią. Toż to był typowy pokój nastolatka. Jedną rzecz blondynka zauważyła od razu. Pokój Arthura pozostawał niezmieniony od czasu jego wyjazdu. Jego rodzie najwyraźniej niczego tu nie tykali, a takie to przynajmniej sprawiało wrażenie. Pokój Layli przestał istnieć, jak tylko ta wyprowadziła się z domu. Jej matka wyrzuciła meble, przemalowała ściany i tak dalej.
- No dobrze, przyznaj się. Ile dziewczyn było tu przede mną - zapytała cicho, a w jej głowie słychać było rozbawienie,. gdy wtulała się w Arthura.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-03-03, 21:49   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Sytuacja w domu Arthura przedstawiała się jednak nieco lepiej. Może nie miał z rodzicami najlepszych relacji, i może państwo Woodhouse nie byli najlepszymi rodzicami na świecie, ale mimo wszystko, o niebo przerastali matkę Layli. Tamta była diabłem wcielonym. Rodzice Arthura mieli po prostu swoje cechy czy nawyki, które go irytowały, tak samo jak sam nigdy nie potrafił być potulnym chłopcem, a zamiast tego wpadał w kłopoty i od szkoły wolał motocykle, które, zdaniem rodziców, nie były najwdzięczniejszym hobby. Nie oznaczało to jednak, że go nie kochali. Może tylko czasem mieli problem, by to okazać, a może on miał problem, by im na to pozwolić. Był krnąbrnym nastolatkiem, a nim zdążał do pewnych rzeczy dojrzeć, zniknął z domu. Nie powiedziane, że po latach nie uda im się choć trochę tych relacji naprawić. Z rodzicami Layli byłoby to chyba znacznie trudniejsze, choć przecież byli na miejscu, w Bostonie.
Kiedy wsunął się pod kołdrę, wydawało mu się, że Layla już śpi, więc trochę zaskoczyła go pytaniem, czy w ogóle tym, że się odezwała. Mimo to, zaśmiał się cicho.
- Skąd mam wiedzieć? Nie liczyłem ich - wzruszył nieznacznie ramionami. Znacznie więcej dziewczyn, czy już może kobiet, "zaliczył" po wyjeździe z domu, najpierw w Los Angeles, potem w Bostonie, gdzie osiadł na stałe. - Myślisz, że miałem jakiś zeszycik, gdzie je spisywałem albo stawiałem kreski? - mógł też zbierać jakieś fanty, jak gumki do włosów, które trzymał w jakimś starym, zakurzonym pudełku, ale ostatecznie, to byłoby trochę creepy, i chyba jednak dobrze, że tak nie robił. - Teraz to i tak nieważne - musnął ustami jej czoło, przytulając ją do siebie trochę mocniej. - Chyba że ty się chcesz pochwalić, ilu chłopców było przede mną - spojrzał na nią figlarnie. Może nie było to coś, czym fajnie było się chwalić, skoro byli teraz tylko dla siebie, ale nie oczekiwał od Layli, że będzie niepokalaną dziewicą. Przede wszystkim, poznali się przy okazji niezobowiązującego seksu, ale poza tym wydawało mu się naturalne, że będzie miała za sobą jakąś przeszłość, nawet taką, o której nie zawsze będzie chciała mu opowiedzieć. Sam przecież też taką miał, chociaż swój największy sekret i tak zdążył już jej wyjawić.
Pokój Arthura na pewno był odwiedzany przez jego rodziców, ale głównie po to, by wywietrzyć czy zetrzeć kurze, a nie po to, by coś tu zmieniać. Ciężko powiedzieć, czy łudzili się, że kiedyś tu wróci, czy po prostu tak mieli. Niemniej jednak, to było całkiem miłe, choć sam Arthur został tym nieźle zaskoczony, kiedy przyjechał tu pierwszy raz po latach. Za każdym razem, gdy przebywał w tym pokoju, łapała go jakaś nutka nostalgii. Różnie to bywało, ale to pomieszczenie to jednak kawał jego życia, przez co przywoływało naprawdę wiele wspomnień, aż od tych prozaicznych, jak spotkanie z kumplami czy oglądanie gazetek pornograficznych chowanych pod materacem.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-03-12, 18:13   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


Ponoć rodzin się nie wybiera i najlepiej to się z nią na zdjęciu wychodzi. Chociaż może to i lepiej. że Layla obecnie nie miała kontaktu z matką. Jakby nie patrzec była to kobieta bezduszna, Layla źle czuła się w jej towarzystwie, a po co się stresować?
- No nie, ale... po prostu zastanawiam się ile nagich dziewczyn tu leżało przede mną
Błysnęła ząbkami w usmiechu. Jakoś nie mogła powstrzymać tych myśli. Kiedy wprowadziła się do Arthura nie myślała o tym, ale w tym pokoju nastolatka jakim kiedyś był Arthur, takie myśli w głowie blondynki zawitały, a ona jakoś niespecjalnie próbowała ich się pozbyć. Poza tym byla ciekawa, chociaż ciekawośc to pierwszy stopień do piekła.
- Dwóch - odpowiedziała bez zastanowienia
Przy okazji poczuła nieprzyjemne ukłucie, jak zawsze kiedy myślała o tym pacanie, swoim byłym. To co jej zrobił wciąż bolało, oczywiście o wiele mniej niż w przeszłości. Czas goił rany, a przede wszystkim Arthur był najlepszym lekarstwem na tego typu niedogodności.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-03-28, 16:28   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Trochę z tego powodu Arthur chciałby, aby znalazł się ktoś, kto może mógłby Layli przynajmniej w jakiejś części zastąpić jej własną matkę, stworzyć z nią relację, taką, jaką każdy człowiek w swoim życiu powinien znać. Niestety, na własną matkę nie mógł chyba liczyć w tej kwestii. Osobą o takim autorytecie, która miała największą rolę w ich życiu, była chyba Babcia Norrington, ale od niej niekoniecznie mógł wymagać, by im matkowała, chociaż wydawało mu się, że nawet z Laylą - która poniekąd zajęła w tej rodzinie miejsce jej córki - nie miały najgorszego kontaktu.
Westchnął i przewrócił oczami, chociaż w ciemności Layla raczej nie mogła tego zobaczyć. Zwłaszcza, kiedy wyjawiła swoją wielką tajemnicę, to jakoś nie miał ochoty dzielić się swoją. Jakieś pięć lat temu stwierdziłby, że to prawie jak dziewica, no i na pewno się tego nie spodziewał, bo przecież poznali się w niezbyt cnotliwych okolicznościach. Nie spodziewałby się, że faktycznie Layla była taka powściągliwa, ale nie mógłby powiedzieć, że mu to nie zaimponowało.
- Nie wiem, ile dziewczyn było przed tobą - no, bo serio, nie liczył, nie kolekcjonował, nie prowadził dzienniczka ani żadnych statystyk - ale na pewno więcej, niż dwie - chyba nie brzmiało to jak odpowiedź, którą chciałaby usłyszeć, ale przecież nie zamierzał jej okłamywać. Raczej zdawała sobie sprawę z tego, że miał jakąś przeszłość, dość niechlubną w tej kwestii. Nieważne, jakby chciał, to jednak nie był w stanie tego zmienić. To wszystko się już stało, a z drugiej strony, gdyby postępował inaczej, to dziś nie miałby obok siebie małej Angie.
Wtulił się w Laylę, wdychając jej zapach, nieco zaburzony zapachem pościeli, w której na co dzień nie spali, i przymknął oczy. Sen to zdecydowanie coś, na co miał teraz ochotę, nie żadne poważne pogawędki, w trakcie których musiałby zastanawiać, co faktycznie powinien powiedzieć, a co ona chciałaby usłyszeć. Tak spędzą przecież niemal całe święta.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-04-05, 08:49   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


Nie to żeby Layla nie wiedziała, jak powinna wyglądać prawdziwa więź matki z córką. Miała w końcu przyjaciółki, widziała, jak powinno to wyglądać i czasem bywało jej naprawdę przykro, że jej własna matka jest taka, a nie inna. Genów jednak nie zmienisz i faktycznie w przypadku Laylli powiedzenie " z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach" było akuratne.
Uśmiechnęła się w ciemności słyszawszy jego słowa. Zmęczenie zaczynało dawać o sobie znać, więc z jej ust wydobyło się jedynie senne "dobranoc" nim zasnęła.
Rozmyślania o własnej matce sprawiły, że ta wiedźma śniła się blondynce. Nie mogła więc tej nocy zaliczyć do tych z serii: jakże dobrze się spało.
Kiedy się obudziła Arthur spał w najlepsze, a Angie wierzgała w swoim kojcu. Ostrożnie, by nie obudzić męzczyzny, wstała i zabrała dziewczynkę do łazienki, a kiedy obydwie były gotowe, zeszła na dół trzymając dziecko w ramionach.
W kuchni zastała matkę Arthura,która jakby na nią czekając, wręczyła jej kubek kawy, a Angie posadziła w dziecięcym krzesełku. Musiała słyszeć głos Angie po śniadanie na dziewczynkę już czekało i co dziwne na Laylę też. Usiadła we wskazanym miejscu czując się lekko nie na miejscu. Upiła łyk kawy i wtedy matka Arthura zaczęła mówić, to znaczy pytać, jak poznała Arthura i takie tam. Kiedy Arthur zszedł na dół, Angie bawiła się jakimś miśkiem, a Layla była pochłonięta rozmową z matką Arthura na temat tego, co też pani Woodhouse ma zamiar przygotować na święta i o tym,. że ojciec Arthura nie mógł znaleźć właściwej choinki.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-04-13, 18:28   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Właściwie w jakimś stopniu ucieszyło go to, że Layla nie ciągnęła już tematu, bo ten mu się w ogóle nie podobał, a nie był najlepszy w owijaniu w bawełnę. Zamiast tego, i on pozwolił sobie na odpłynięcie w sen. Ani rozbudzona Angelina, ani Layla wychodząca z łóżka nie były w stanie go obudzić. Jego noc zdecydowanie należała do tych dobrych - mimo tego, że z pewnych względów nie chciał wracać do swojego domu rodzinnego, a z Cleveland wiązały się dla niego złe wspomnienia, to jednak w jakimś stopniu był to jego dom, tu powinien czuć się bezpieczne, no i powrót do łóżka, w którym spał przez prawie dwadzieścia lat sprawił, że zwyczajnie dobrze mu się spało.
Jego nieobecność sprawiła, że to pani Woodhouse miała pole do popisu. Przez problemy z kupnem choinki, wybrał się z samego rana na ostatnie polowanie, zabierając ze sobą Peggy, która pewnie przewracała oczami na te wyimaginowane problemy, ale ostatecznie zgodziła się towarzyszyć ojcu - co wcale nie oznacza, że znajdą ładną choinkę. Pani Woodhouse natomiast od rana krzątała się w kuchni, śniadanie dla wszystkich było obowiązkowe, a potem przystąpiła do szykowania świątecznych potraw. Przecież już dziś Christmas Eve.
- To czym się właściwie zajmujesz, hm? - co w jej głowie brzmiało: chyba nie żerujesz na pieniądzach Arthura? - Chciałabyś mieć swoje dzieci? - będziesz je kochać bardziej, niż Angelinę? - Arthur jest zadowolony z pracy w tym swoim, hmpf, kasynie? - oczywiście, wcale tego miejsca pracy nie pochwalała, jako przepełnionego pokusą i rozpustą, a do tego wydawało jej się, że Arthur w ogóle nic jej nie mówi, i ona właściwie nic o nim nie wie. Był dla niej obcym człowiekiem. Co więcej, niestety dla Layli, w tej chwili Arthur nie zamierzał przyjść jej na ratunek od trudnych pytań. Obie mogły usłyszeć, że zaczął się krzątać na górze, ale zamiast zejść od razu na dół, postanowił zacząć od wizyty w łazience. Wiedział, że zostawianie Layli na pastwę rodziców nie mogło być dobrym pomysłem, ale przecież była dużą dziewczynką, chyba nie zginie przez tylko chwil bez niego? Najwyżej ucieknie, ale do tego miała pełne prawo, i może nawet tak byłoby lepiej dla wszystkich.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-04-26, 12:32   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


Takie kręcenie się po kuchni szykując się do świąt Bożego Narodzenia, miało w sobie jakąś tam magię. Nie żeby Layla jej w swoim dzieciństwie zaznala bo jej matka miała od tego całą armię kucharek. Przecież ta kobieta nie zniżyłaby się do czegoś tak prozaicznego, jak gotowanie. Na szczęście Layla gotować lubiła i przede wszystkim umiała.
- Jestem dziennikarką - odpowiedziała domyślając się już rekacji pani Woodhouse.
Większość osób reagowało ciekawością i w ogóle, ale coś podpowiadało Layli, że matka Arthura nie będzie zadowolona z zawodu przyszłej synowej. Blondynce to nie przeszkadzało. Prawie że automatycznie wytarła buzie Angie, gdy ta stwirdziła że śniadanie będzie lepiej wyglądało na jej twarzyczce, a nie w brzuszku. Dziewczynka uśmiechnęła się szeroko machając rączkami, jakby chciała dodać Layli otuchy.
- Kiedyś
Machinalna odpowiedź, ale nie zamierzała się nad tym rozwodzić. Bała się macieżyństwa. Nie uważała, że mogłaby by być dobrą matką, a przecież całkiem dobrze radziła sobie z Angie. Ale to paradoks, którego jak na razie van den herk nie zauważała.
- A dlaczego miałby nie być? - spojrzała na matkę Arthura ze zmarszczonym czołem - Dobrze zarabia, choć pewnie minusem są nocne zmiany, ale nie narzeka.
Bardziej ta praca przeszkadzała blondynce, zwłaszcza po tej nieszczęsnej strzelaninie, ale nie do niej należało mówienie Arthurowi co ten ma robić. Był dorosłym człowiekiem i nikt nie miał prawa wpływać na jego decyzje. Angie wyciągnęła do niej ręcę, więc Layla wyciągnęła ją z krzesełka i posadziła na swoich kolanach.
Do rozmowy z tą kobietą Layla Arthura nie potrzebowała. Nie była jedną z tych kobiet, które na samą myśl o spotkaniu z potencjalną teściową, kulą się ze strachu, a podczas samej rozmowy zapominają języka w gębie.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-06-20, 10:25   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


przepraszam, znów leniwa cipka z mnie ;_;

- Dziennikarką? W telewizji? - jeśli chodziło o czytanie, to pani Woodhouse pewnie ograniczała się do czasopism katolickich, ale jednocześnie wierzyła niemal we wszystko, co leciało w telewizyjnych wiadomościach. Miała wyprany mózg jak mało kto, a wszystko powinno być wedle jej najświętszego widzimisię. Ne ma się co Arthurowi dziwić, że uciekł stąd gdzie pieprz rośnie. - Kiedyś czyli kiedy? Czas leci nieubłaganie, jeszcze chwila i najlepsze lata na dziecko będą za tobą - pani Woodhouse zerknęła znacząco przez ramię na Laylę, po czym zacmokała z dezaprobatą. Tak naprawdę nie chciała jej przekonać, chciała wziąć ją pod włos. Widziała, jak Layla stara się wkupić w łaski Angeliny (to znaczy, w jej oczach tak to wyglądało), a jednocześnie obawiała się, że gdyby van den Herk zdecydowała się na własne dziecko, jej jedyna wnuczka poszłaby w odstawkę. Na pewno będzie próbowała to uświadomić Arthurowi, w swoim czasie, choć wiedziała, że ten chłopak zawsze był sceptycznie nastawiony do wszystkiego, co mu mówiła. Nigdy jej nie słuchał, a ona nie przywykła do jego krnąbrności nawet po trzydziestu latach. - W nocy mężczyzna powinien być... - zaczęła, ale jednocześnie znów odwróciła się w stronę Layli i za jej plecami ujrzała stojącego Arthura. Zdążył wziąć szybki prysznic, wskoczyć w bożonarodzeniowy sweter i zejść do kuchni. Na jego widok kobieta automatycznie zamilkła, zaciskając usta w cienką linię.
- Do czego znowu zmierzasz, mamo? - spytał Arthur, i choć chciał brzmieć beztrosko, to w jego tonie pobrzmiewała już lekka nuta irytacji. Pani Woodhouse potrząsnęła tylko głową, nie kontynuując już tematu.
- Wstała księżniczka - nie żeby była może dziewiąta rano. - Siadaj do stołu - po czym jemu także podała śniadanie pod nos. Arthur posłusznie usiadł obok Layli i Angeliny. Dziewczynka wyraźnie ucieszyła się na jego widok, więc nim jeszcze zaczął jeść, nachylił się i cmoknął małą w czoło.
- Pójdziemy dzisiaj na długi spacer, co ty na to? - spytał Layli. Angie nie miała zbyt dużego prawa głosu... a jego matka - jeszcze mniejsze. - Pokażę wam miasto - wzruszył ramionami. Cleveland może nie było najpiękniejsze, a wręcz określane było jako najbardziej przygnębiające miasto w Stanach, ale bożonarodzeniowe ozdoby i światełka mogą być piękne wszędzie. No i na pewno lepsze to, niż siedzenie w domu i wysłuchiwanie trajkoczących nad głową rodziców.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-06-27, 18:40   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


- W gazecie
Telewizja, gazeta, co za różnica. Dla Layli najwazniejsze było, że zaczęła pracę w swoim zawodzie, choć oczywiście miała wątpliwości czy to jej się uda. Naszczęśce stusia skończyła z dobrym wynikiem, więc i praca szybko przyszła.
- W redakcji mam koleżankę, która pierwsze dziecko urodziła mając 35 lat, więc tak źle chyba ze mną jeszcze nie jest
W końcu w dzisiejszych czasach kobiety rodziły dzieci coraz później, więc chyba nie było z Laylą jeszcze tak źle. Z drugiej strony bała się macieżyństwa, a raczej tego, że mogłaby dziecko urodzić bo przecież opiekowała się Angie i traktowała ją, jak córkę. Ta mała skradła jej serce od pierwszego spotkania.
Blondynka była spokojną osóbką, ale czuła, że nerwy zaczynają w niej buzować. Na całe szczęście ugryzła się w język bo akurat pojawił się Arthur.
Wyczuła tą irytacje w jego głosie. Znała swojego chłopaka i umiała czytać jego nastroje. W rodzinnym domu nie zachował się, jak on,. Był spięty. Ta jego relacja z rodzicami nie była... No cóz, była ale pewnie nie taka normalna, choć co tam Layla może wiedzieć. Sama nie miała dobrych kontaktów z rodzicami.
- Chętnie
Ucieszyła się na spacer bo wyjście z tego domu nie było złym pomysłem. Poza tym Cleavland nie mogło być aż tak przygnębiające.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-07-24, 16:49   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


No cóż, w obecnych czasach gazety odchodziły do lamusa i pani Woodhouse doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie skomentowała już odpowiedzi Layli. Jej mina wyraziła nieco zdegustowania, jednak pojawienie się syna zmusiło ją do przemilczenia, tak tematu pracy blondynki, jak i jej nieistniejących dzieci. Sama Woodhouse wierzyła, że dzieci należało mieć jak najwcześniej. Pewnie była jedną z tych wścibskich bab, co to mówiły, że karierę zrobi się później, że w ogóle ona nikomu nie potrzebna, a jak buk da dziecko, to i da na dziecko. Światopogląd jej i Arthura bardzo się rozmijał.
Arthur posłał Layli szeroki uśmiech, a resztę śniadania spędził zagadując ją i Angelinę o jakichś totalnych pierdołach, byle by jego matka nie miała się do czego znów przyczepić. Potem dał czas Layli na ogarnięcie się, sam przygotował do spaceru siebie i Angie, pomachali babci na pożegnanie i wyruszyli przed siebie, na spacer. Arthur prowadził ich do największego parku w mieście, ale po drodze co jakiś czas zatrzymywał się i opowiadał Layli, jak to w tym miejscu rozbił swój pierwszy motocykl, a w tamtym zawsze imprezowali z kumplami, kiedy byli jeszcze dzieciakami. Cleveland, mimo wszystko, było dla niego przecież pełne wspomnień. Trochę się tu zmieniło, dokąd wyjechał, ale wciąż poznawał te stare miejsca.
- Do tej fontanny wskoczyłem, jak dostałem dyplom ukończenia liceum, całą ekipą to zrobiliśmy. Wtedy nie była taka kolorowa, musieli ją pomalować. Tamtędy przechodzili policjanci i tylko się z nas śmiali, ale jakaś staruszka zaczęła na nas krzyczeć, Jonathan dostał nawet wtedy od niej torebką - zaśmiał się. Wspominanie zmarłego przyjaciela nigdy nie było proste, ale wiązało się z nim wiele zabawnych anegdot, które tak czy inaczej musiały przywołać na twarzy Woodhouse'a uśmiech. Cóż, gdyby to tylko mogło przywrócić mu przyjaciela, Arthur mógłby obskoczyć wszystkie fontanny w Ohio, choćby w samych gaciach. Niestety, świat tak nie działał.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

Boston


26

dziennikarka

dziewczę arthura

Wysłany: 2019-07-29, 07:37   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh, and I found love where it wasnt supposed to be. Right in front of me.


Czasy gdy Layla przejmowała się czyjąś opinią już dawno minęły. Kiedyś brała wszystko do serca, a w ten sposób ciężko się żyje. Nauczyła się, więc tego nie robić. Lubiła swoją pracę, nie zarabiała kokosów, ale nie były to też małe pieniądze, więc problemu tutaj też raczej nie było. Co do dzieci... Będą, jak będą. Dopiero się zaręczli i Lala wciąż przyzwyczajała się do ciężaru pierścionka na palcu. Naprawdę się jej nie śpieszyło.
Reszta śniadania upłynęła spokojnie, choć Layla wciąż czuła dezaprobujące spojrzenie matki Arthura, ale olała to. Miała doświadczenie z matkami, któte ciągle się czegoś czepiają, chociaż matka Arthura pewnie robiła to ze szczerej trosko o syna.
Faktycznie, w Cleveland było coś smutnego, ale z drugiej strony coś i zachwycającego. przynajmniej Layla tak do odbierała. Park bardzo jej się spodobał. Było w nim tak spokojnie, zupełnie inaczej niż w wiecznie zatłoczonych bostońskich parkach, gdzie czasem cięzko było znaleźć miejsce dla siebie, chyba że o poranku.
Layla wlepiła wzrok w fontannę i spróbowała wyobrazić sobie całą sytuację. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Kiedy usłyszała imię jego zmarłego przyjaciela, zerknęła na niego. Tak naprawdę nie wspominał o nim od czasu gdy powiedział jej, jak Jonathan zaginął, a Layla nie naciskała. Nie widziała potrzeby.
- To naprawdę musiał być niezwykły widok - powiedziała cicho wciąż pzatrząc na kolorową fontannę - ciekawe czy ta torebka była ciężka...
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 6