Poprzedni temat «» Następny temat
how you met my mother
Autor Wiadomość
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

krupier | samotny ojciec

you taught me how to love


32

Wysłany: 2019-01-18, 23:51   how you met my mother
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Boże Narodzenie to czas, kiedy ludzie przerywają na kilka chwil swoje zabiegane życie, odsuwają na bok pracę, siadają na tyłku, by spędzić czas z bliskimi, z którymi czasem dawno się nie widzieli. Rozjechane po świecie dzieci zjeżdżają do domu rodziców, by przypomnieć sobie twarze ich i rodzeństwa. W tym roku podobnie miało być u Woodhouse'ów. Arthur już jakiś czas temu zapowiadał swojej siostrze, że przedstawi Laylę rodziców, i choć ona mu wtedy nie wierzyła, to jednak teraz, ponad rok od tamtej rozmowy, on naprawdę miał zamiar to zrobić. Angelina miała okazję już poznać dziadków, choć pewnie niespecjalnie ich pamiętała, teraz przyszła kolej na jego przyszłą żonę. Oczywiście, że Peggy musiała to zobaczyć, nie było innej możliwości. Arthur zabukował więc cztery, a nie trzy bilety lotnicze, po czym spakował siebie, małą, rozpakował niepotrzebną część bagaży Layli, a w końcu na dwa dni przed świętami wszyscy wsiedli do samolotu i ruszyli do dalekiego Cleveland. Miasta, które dla Arthura było tylko złym wspomnieniem.
- To ojciec? - Peggy z niepewną miną wskazała na mężczyznę stojącego kawałek od nich, który jeszcze nie dostrzegł, ale oni mogli przeczytać kartkę, na której wypisane były imiona Arthura i Margaret. Ona też dawno nie widziała rodziców, prawdopodobnie jeszcze dawniej, niż Arthur. Blondyn poprawił Angie, którą trzymał na ręku, podpartą o jego biodro, bo drugą ręką ciągnął walizkę. Zmrużył w oczy, zerkając na mężczyznę. Tak, do definitywnie był on. A w razie, gdyby mieli jeszcze jakieś wątpliwości, to ten właśnie ich dostrzegł, po czym ruszył w ich kierunku. Opuścił kartkę z ich imionami, nie bardzo wiedząc, co z nią zrobić. Podszedł, przywitał ich krótkim dzień dobry, każde po kolei mierząc wzrokiem. Ruszyli za nim do samochodu, w milczeniu zawiózł ich pod dom, a tam w progu czekała pani Woodhouse. Ze swoimi dziećmi przywitała się uściskiem dłoni, bo żadne z nich nie było wielce spoufalone ze swoją matką, taki sam gest kobieta wykonała względem Layli, jednocześnie się jej przedstawiając. Jedynie Angelina została uraczona całusem w policzek, po czym jej małe rączki zacisnęły się na szyi babci. Państwo Woodhouse nie pochwalali wielu wyborów swojego syna, nie byli zadowoleni z obrotu spraw, wobec których dziewczynka była bękartem, nie mogli jednak winić za to dziecka. Była ich jedyną wnuczką. A jednak, Arthur i Layla potrzebowaliby wiele szczęścia, by ten wybór został przez jego rodziców zaakceptowany. Na szczęście, ich zdanie nie znaczyło dla Arthura zbyt wiele. Ważne, że sam był tego wyboru pewien.
Wieczór minął im szybko. Państwo Woodhouse uraczyli ich kolacją, a potem Arthur i Peggy wykpili się zmęczeniem po podróży, przez co wszyscy dość wcześnie skryli się w swoich starych pokojach na piętrze. Arthur wskazał Layli łazienkę, a sam zabrał się za usypianie Angie. Jego rodzice specjalnie na tę okazję wstawili tu stary kojec, w którym kiedyś bawili się i sypiali on oraz Peggy. Był on wystarczająco duży dla Angeliny tylko dlatego, bo jego rozmiar odpowiadał dwójce dzieci. Arthur i Peggy byli bliźniętami, przez pierwsze lata życia byli praktycznie nie rozłączni. Woodhouse usiadł na łóżku, czekając, aż zwolni się łazienka. Przesuwał wzrokiem po plakatach wiszących na ścianach, po książkach ustawionych na półce nad jego starym biurkiem. Nic się tu nie zmieniło, jakby czas się zatrzymał, choć jego życie wyglądało przecież o stokroć inaczej.
Nie usłyszał Layli zbliżającej się do pokoju, dopiero gdy pod jej stopą zaskrzypiała deska podłogi - ta tuż przy drzwiach, która skrzypiała, odkąd pamiętał, i której często zapominał unikać, gdy wracał do domu nie o tej godzinie i nie w tym stanie, w jakim powinien - wzdrygnął się, zaskoczony czyjąś obecnością. Obejrzał się i posłał blondynce zmęczony uśmiech.
- Gotowa?
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Layla van den Herk


Layla van den Herk

początkująca dziennikarka

arthurowe dziewczę


25

Wysłany: 2019-01-29, 12:22   
   Multikonta: Jeremy
   Nazywaj mnie: Izabela
   Urlop: Obecna


Boże Narodzenie to taki wyjątkowy okres w roku, kiedy ludzi ogarnia czyste szaleństwo, kiedy są w stanie zrobić dosłownie wszystko by te trzy dni byly absolutnie idealne. Nawet jeśli oznaczało to walkę o jedną, jedyną ostatnią torebkę w calutkim sklepie.
W tym roku dla Layli to był jeszcze większy stres niż zwykle. Bo tak, zaliczyła się do osób, które wszystko w trakcie świąt muszą mnieć na tip top, a teraz miała poznać teściów. To nie była sytuacja komfortowa. Arthur mało mówił o swoich rodzicach, a Layla wyczuwając iż jest to temat ciężki, nie zadawała pytań.
A fakt iż miała się tam udać w towarzystwie Peggy, za którą ze wzajemnością nie przepadała, w ogóle ją rozwalala.
Podróż minęła spokojnie, dość szybko. Ojciec bliźniaków czekał na nich na lotnisku. Spojrzenie, którym obdarzył swoje dzieci, zaskoczył nawet blondynkę, która była przyzwyczajona do własnej lodowatej matki. Teściowa okazała jakieś tam uczucia, gdy zobaczyla Angie.
Sama Layla czula się dość dziwnie bo wyczuwała napięcie zarówno Arthura, jak i Peggy. Przez całą kolacje panowala przedziwna atmosfera, choć Layla coś tam próbowała rozmawiać. jednak dopiero w łazience, sama, odetchnęła. Doprowadziła się do porządku i przemknęła do starej sypialni Arthura. Uśmiech przemknął jej po twarzy na widok plakatów na ścianach. Ona nie mogła ich mieć.
- Zabrzmiałeś tak, jakbyś mnie pytał czy jestem gotowa na wojne
- powiedziała cicho podchodząc do kojca. Poprawila kołderkę Angie, pogłaskała małą po ciepłym policzku i w końcu usiadła obok Arthura i oparła głowę o jego ramię.
_________________


<tbody></tbody>
Layla van den Herk
And I found love where it wasn’t supposed to be. Right in front of me. Talk some sense to me
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Elizabeth
Chris
COVINGTON
Baker
Lexy
River
COTTERMAN
BAKER
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 6