Poprzedni temat «» Następny temat
#1 małżeńskie kłótnie
Autor Wiadomość
Millie Bradshaw


Millie Bradshaw

Boston


29

menadżerka hotelu

mężatka

Wysłany: 2019-05-13, 23:41   #1 małżeńskie kłótnie
  

  
  
  
  
  

  
  
need a place to hide, but I can't find one near


    1.

Samotne wyjścia od czasu do czasu na basen czy na jogging po parku powoli przestawały jej wystarczać. Miała ochotę wyjść na miasto wraz z koleżankami, których nie widziała wieki, napić się wina i poplotkować. Zasługiwała na to po tylu latach siedzenia w domu z dzieciakami, które przecież miały też ojca. Dlatego pewnego piątkowego wieczora, kiedy chyba tylko cudem James był w domu a nie pracy, oznajmiła że wychodzi na kilka godzin z koleżankami do restauracji. Zresztą, gdyby Jamesa nie było też pewnie by wyszła, zadzwoniłaby tylko po swoją matkę, aby została z dziećmi. Wiedziała, że w tej kwestii zawsze może na nią liczyć, bo choć nadal pracowała, wieczory miała wolne i uwielbiała zostawać ze swoimi wnukami. Millie nie ukrywała jednak, że wolała, gdy to James zostawał z Noah i Daisy, bo dzieciaki równie mocno jak matki, potrzebowały także i ojca. Była jeszcze w stanie wybaczyć mu to, że nie ma dla niej czasu - choć bolało to cholernie, nawet jeśli nie mówiła tego na głos - ale gdyby nie miał go dla swoich pociech, byłaby naprawdę wściekła.
Skłamała. Nie pierwszy raz, oczywiście, ale nikt nie musiał wiedzieć. Nie było to jednak jakieś wielkie kłamstwo, więc zbytnio się tym nie przejęła. Bo co z tego, że powiedziała, że wróci za dwie lub trzy godziny, a tak naprawdę wróciła po pięciu? Miała prawo, należało jej się. James niemal codziennie wracał do domu w środku nocy, więc nie powinien mieć do niej pretensji, prawda? Przynajmniej tak właśnie sobie wmawiała, gdy nieco chwiejnym krokiem wchodziła po schodach kamienicy, powolutku kierując się w stronę ich mieszkania. Zresztą, liczyła na to, że jej mąż już dawno smacznie śpi razem z dzieciakami i będzie mogła w spokoju przygotować się do spania. Ale, niestety, nadzieja matką głupich.
Jak najciszej otworzyła zamek w drzwiach, po czym na palcach wślizgnęła się do mieszkania, nie chcąc nikogo obudzić. Bo mimo tego, że była pod wpływem dość sporej ilości czerwonego wina, co pewnie było czuć, jakiś zdrowy rozsądek jednak pozostał. Zamknęła z powrotem drzwi, zdjęła płaszcz i buty, po czym ruszyła do kuchni, by nalać sobie szklanki wody. Widziała co prawda sączące się z salonu światło, ale jednak przymknęła na to oko, myśląc pewnie, że James po prostu zapomniał je zgasić.
 
 
James Bradshaw


James Bradshaw

Boston


36

prywatny detektyw

żonaty

Wysłany: 2019-05-23, 21:43   
  

  
  
  
  
  

  
  
Nazbyt sentymentalny jestem na kacu


[ 2 ]


Nie był typem mężczyzny, któremu przeszkadzałoby to, że jego żona potrzeba odrobinę własnej przestrzeni. Czy to były wyjścia na basen czy spotkanie ze znajomymi. Szanował to, że chciała mieć własną przestrzeń, bo sam miał podobne potrzeby. Niemniej jednak w tych okolicznościach, poczuł znaczne ukłucie irytacji gdy wspomniała mu, że wychodzi. Wcale nie chodziło o to, że nie chciał jej wypuścić. Właściwie to miał jej nawet za złe dzisiejsze wyjście, bo to ona była tą, która narzekała że nie spędzają ze sobą wystarczająco czasu. Wymawiała mu to, że pracuje po nocach, że nie ma go w domu i zostawia ją samą. Tymczasem dzisiaj udało mu się wyjść wcześniej, po drodze zahaczył o ich ulubioną chińską restaurację, by nie ten jeden raz nie zawracać jej głowy gotowaniem. Przychodząc do domu usłyszał jednak “wychodzę”. Być może wspominała mu o tym wcześniej, ale wypadło mu to z głowy. Nie zamierzał jej zatrzymywać. Wolał celebrować swój zły humor w samotności, by wieczorem powiedzieć jej kilka nieprzyjemnych słów. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie wytrzyma.
Ostatnie dwie noce spędził na kanapie. Sam nie wiedział dlaczego. Wrócił późno, wypił kilka głębszych, śmierdział papierosami i alkoholem, a ona za kilka godzin miała wstać do pracy. Oboje wiedzieli, że kłótnia w tym wypadku była niepotrzebna, a tak zwykle się kończyło. Ewentualnie czuł jak na długo po tym jak położył się obok niej, Millie kręci się obok, nie mogąc zasnąć. Tłumaczył sobie, że tak będzie lepiej. Następnego dnia zrobił to ponownie. Tym razem z kolei pił, bo zastanawianie się nad tym co się dzieje z nim i jego małżeństwem zmuszało go do otępienia umysłu palącą whiskey. Właśnie dlatego wrócił wcześniej, zagospodarował czas by wrócić do domu i pobyć z rodziną. To nie tak, że chciał to po prostu zniszczyć, dostać rozwód, rozstać się z Millie i z dziećmi. Wręcz przeciwnie. Dlatego miewał dni jak te, gdy chciał wyjść z tego całego dołka, wykazać się inicjatywą. Pokazać jej, że nie jest przecież taki zły. Pozornie zachęcał ją do tego, aby go opuściła, ale tak naprawdę nie chciał tego. Cholernie. Mocno tego nie chciał.
Gdy zniknęła za drzwiami został z dziećmi. Dawno nie było go z nimi tak długo. Dla nich potrafił wykrzesać z siebie odrobinę radości i beztroski. Tak. W takich momentach mógłby być szczęśliwy, gdyby potrafił. W końcu ułożył je do snu, a gdy został sam nie za bardzo wiedział co ma ze sobą zrobić. Wziął prysznic, przejrzał gazetę, której nie dokończył czytać rano. Minuty mijały powoli, a on otworzył piwo, a potem kolejne. Patrząc na zegarek zdał sobie sprawę, że powinna wrócić godzinę temu.
Pojawił się niepokój. On się wiecznie spóźniał, wiecznie nie dało się do niego dodzwonić, ale… To była Millie. Ona zawsze wracała na czas, pisała wiadomości, gdy miała się spóźnić, a przede wszystkim odbierała telefony. Była odpowiedzialna, a dzisiaj… Pomyślał, że coś się stało. Nie przeszedł jeszcze do dzwonienia po znajomych czy szpitalach, ale to uczucie było w nim dopóki nie usłyszał szczęku zamka i cichych kroków na korytarzu.
Wyglądała na podpitą, ale całą i zdrową. Spojrzał na nią ze złością, sięgając do lodówki po piwo. - Po co ci telefon skoro nie robisz z niego użytku? - zapytał, otwierając piwo o blat. Doskonale zdawał sobie sprawę jak ją to denerwuje.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się majowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6