Poprzedni temat «» Następny temat
hi, neighobur
Autor Wiadomość
Millie Bradshaw


Millie Bradshaw

Boston


29

menadżerka hotelu

mężatka

Wysłany: 2019-05-14, 20:23   hi, neighobur
  

  
  
  
  
  

  
  
need a place to hide, but I can't find one near


    2.

Sąsiadów Millie i Jamesa można było podzielić na dwie grupy - tych, których znała i tych, których jedynie mijała na klatce schodowej i mruczała ciche dzień dobry nawet nie pamiętając jak mają na imię. Do pewnego momentu Joseph należał do tej drugiej grupy. Jedno spotkanie w barze - jego barze - sprawiło jednak, że mogła go przenieść do grupy pierwszej i teoretycznie nie było to nic dziwnego, ani tym bardziej niecodziennego. Ot, poznała lepiej kolejnego sąsiada, z którym całkiem dobrze jej się gadało. To, co było niecodzienne było to, że mężczyzna w jakiś dziwny sposób ją przyciągał, do czego jednak nie chciała się przyznać nawet przed samą sobą. Starała się go traktować jak zwykłego znajomego, ale nic nie mogła poradzić na to, że jej myśli od czasu do czasu kierowały się w stronę tamtego wieczora w barze, który razem spędzili. Oczywiście do niczego między nimi nie doszło, ale mimo wszystko nie zmieniało to faktu, że jakimś cudem czuła się wtedy jak kobieta, a nie tylko matka i żona. I kto wie, może to właśnie przez to, przez to, że przy nim poczuła się tak, jak dawno już się nie czuła, coraz częściej o nim myślała. Za często.
Nigdy nie sądziła, że nastanie dzień, gdy całkowicie straci rozum i zdrowy rozsądek i zrobi coś pod wpływem emocji. Ale teraz, gdy stała pod drzwiami mieszkania Josepha z tacką ładnie udekorowanych babeczek, które kilka godzin temu sama upiekła, było już za późno by się wycofać. Szczególnie, że już zapukała. Mogła jedynie wstrzymać powietrze, licząc na to, że mężczyzny nie ma w środku i po prostu będzie mogła wrócić do siebie, klnąc na siebie w myślach za głupotę. I gdy już miała nadzieję, że tak właśnie się stanie, usłyszała ciche szuranie po drugiej stronie drzwi. Wypuściła powietrze ze świstem, nerwowo wygładzając swoją zwiewną, beżową sukienkę, którą miała dzisiaj na sobie. Zerknęła jeszcze za siebie na drzwi swojego mieszkania, ale te były zamknięte, dokładnie tak, jak je zostawiła. I wiedziała, że się to nie zmieni, bo dzieciaki już spały, a jej matka, które miała je przypilnować, zapewne w najlepsze oglądała jakąś głupią telenowelę w salonie. James zaś wciąż był w pracy i Millie była pewna, że będzie tam jeszcze kilka godzin. Tylko czemu tak bardzo się tym martwiła? Miała przecież zamiar tylko podrzucić babeczki, chwilę pogadać z sąsiadem, może napić się herbaty i zaraz wrócić do siebie. A to przecież nie był żaden grzech. Prawda?
 
 
joseph balamonte


JOSEPH BALAMONTE

BOSTON


31

kieruje barem

stolen

Wysłany: 2019-05-15, 14:15   
  

  
  
  
  
  

  
  
IF YOU WERE DEAD OR STILL ALIVE, I DON'T CARE. JUST GO AND LEAVE THIS ALL BEHIND.


Jeśli ktokolwiek sądził, że Joseph nosi maskę zobojętniałego mężczyzny to bardzo się mylił. Doszukiwanie się w nim dobrego pierwiastka było bezsensowne i nieopłacalne. Wychował się w rodzinie, która stworzyła z niego manipulanta i z pewnością nie traktował poważnie losów innych ludzi. Skupiony na siebie czerpał z życia tyle ile chciał, a niespełnione młodzieńcze marzenie oderwania się od własnej rodziny porzucił w kąt, by niepotrzebnie go nie drażniło. Czego więcej potrzebował do szczęścia? Miał własny lokal, pieniędzy nigdy mu nie brakowało, zainteresowania u kobiet również, a w ramach rozrywki okradał innych i prawdę mówiąc nie oczekiwał niczego więcej od życia.
Mieszkanie z nim po sąsiedzku było całkiem wygodne, bo równie dobrze mogłoby go tam nie być. Nie rozkręcał imprez, gości też nie miewał, a jedno nocne przygody spędzał z dala od swojego mieszkania. To było miejsce dla niego, w którym z reguły tylko spał i prawdę mówiąc nawet nie wiedział kto jest jego sąsiadem. Pojedyncze osoby gdzieś kojarzył, głownie dlatego, że były całkiem miłe dla oka - jak chociażby Millie, z którą wcześniej nie zamienił słowa, aż do jednego wieczoru w barze. Miał okazję poznać w jakimś stopniu, dowiedział się, że prowadziła życie, na które on nigdy by się nie zdecydował. Nie w głowie mu były jakiekolwiek drobne zobowiązania, wystarczyło, że ciążyło mu jedno - własna rodzina. Żona i dzieci to coś o czym w najczarniejszych scenariuszach by nie pomyślał. Żył kierując się nurtem wyrąbanizmu, a to sprowadzało się do tego, że nie przejmował się też jej przysięgą małżeńską. Podobało się mu tamtego wieczoru popijanie whisky przy akompaniamencie jej uśmiechu. Nie spodziewał się jakiejkolwiek powtórki z rozrywki, a tym bardziej, że za pukaniem do drzwi jego mieszkania stoi właśnie ona. Zwlekł się z kanapy, gdzie siedząc dopijał resztkę oprocentowanego trunku i skierował swoje kroki do drzwi. Po drodze złapał w rękę leżącą w pobliżu czarną koszule i zarzucił na siebie nie zapinając jej, bo po co marnotrawić na to czas. No dobra, chociaż próbował, ale był przy trzecim guziku, gdy dotarł do drzwi, więc po prostu je otworzył. Grunt, że miał na sobie spodnie, a trochę nagiego torsu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Kiedy zobaczył przed sobą sąsiadkę był odrobinę zaskoczony, głownie dlatego, że nie odwiedza go zbyt wiele osób, więc prędzej spodziewał się listonosza lub jakiś natarczywych głosicieli swoich idei. Stała jednak przed nim Millie i pal licho babeczki, skoro w przewiewnej sukience prezentowała się jeszcze lepiej niż wtedy, gdy spotkali się w jego lokalu. - Witaj piękna - uśmiechnął się zawadiacko, po czym spojrzał na nią jakby liczył, że wyjaśni mu co ją tutaj sprowadza.
 
 
Millie Bradshaw


Millie Bradshaw

Boston


29

menadżerka hotelu

mężatka

Wysłany: 2019-05-15, 18:43   
  

  
  
  
  
  

  
  
need a place to hide, but I can't find one near


Chyba potrzebowała po prostu z kimś porozmawiać. Na chwilę zapomnieć o swoich problemach i zająć myśli czymś innym. Niby mogła spotkać się z jakąś koleżanką, ale doskonale wiedziała jakie tematy by poruszały - jej małżeństwo, jej dzieci, swoje dzieci i tak w kółko, a Millie naprawdę miała tego dość. To były właśnie te tematy, które chciała uniknąć i wiedziała, że w rozmowie z Josephem będzie mogła sobie na to pozwolić. Dlatego to właśnie do jego drzwi zapukała, biorąc babeczki w zasadzie tylko po to, by mieć jakiś pretekst. Ale nikt nie musiał o tym wiedzieć, w szczególności on.
Zdecydowanie nie była przygotowana na taki widok. Nic dziwnego, że dosłownie na ułamek sekundy się zacięła, wpatrując się w jego półnagi tors i nie mając pojęcia jak na to zareagować. Postanowiła więc to zignorować - ta, jasne, jakby to było takie proste - i czym prędzej skierowała wzrok na jego twarz, uśmiechając się przy tym szeroko, aż w jej policzkach pojawiły się dołeczki.
Cześć — rzuciła na przywitanie i dopiero po chwili zorientowała się, że Joseph może być zdziwiony jej widokiem. W końcu nie uprzedziła go, że wpadnie, szczególnie że był to pierwszy raz, gdy zapukała do jego drzwi, choć zdawało jej się, że sąsiadami są już od dłuższego czasu. — Upiekłam babeczki i pomyślałam, że podrzucę ci kilka w ramach sąsiedzkiej uprzejmości. Tylko w zasadzie… Nie wiem czy lubisz babeczki. — Drugie zdanie wymruczała bardziej do siebie, lekko marszcząc swój nos. Cholera, nie przemyślała tego zbyt dobrze. Bo co jeśli nie jadał słodyczy? Albo glutenu? Albo był weganiniem? Ostatnio takie rzeczy stawały się coraz bardziej modne, co zauważyła też w gronie swoich znajomych, ale że ona w takie rzeczy się nie bawiła, zupełnie o tym nie pomyślała.
Zagryzła lekko dolną wargę, licząc jednak na to, że Joseph jej nie wyśmieje. Prawdę mówiąc, nie miała pojęcia czego powinna, a czego nie powinna się po nim spodziewać. Ledwo go znała, a fakt, że niewiele o sobie mówił, wcale nie pomagał. Ciężko było go rozgryźć i może właśnie to było jednym z powodów, przez które się nim w dziwny sposób zainteresowała.
 
 
joseph balamonte


JOSEPH BALAMONTE

BOSTON


31

kieruje barem

stolen

Wysłany: 2019-05-16, 15:14   
  

  
  
  
  
  

  
  
IF YOU WERE DEAD OR STILL ALIVE, I DON'T CARE. JUST GO AND LEAVE THIS ALL BEHIND.


Jest w stu procentach skupiony na sobie i nieco onieśmielający, za czym zapewne stoi pewność siebie jaka od niego emanuje. Ponadto uchodzi za człowieka tajemniczego, gdyż nie wchodzi w zbyt wiele interakcji z przypadkowymi ludźmi. Zapatrzony we własne interesy jest zobojętniały na problemy innych. To nie typ, który przeprowadzi starszą panią przez pasy czy zareaguje, jak facet poniża swoją kobietę (choć uważa, że to słabe), bo nie miesza się do czyiś problemów. To wszystko sprowadza się do tego, że nikt nie zabiega o jego uwagę, a dzięki temu ma święty spokój. Wbrew pozorom potrafi zamienić z kimś parę zdań, napić się czegoś i nawet uśmiechnąć, czy to kwestia interesów czy kobiet, jak chociażby wtedy w barze, kiedy poznał lepiej sąsiadkę.
Czy lubił zbijać z pantałyku ludzi? Owszem, dlatego reakcja Mille lekko go rozbawiła, bo oczywiście wyłapał to drobne zacięcie, kiedy go zobaczyła. Nie przerywał kontaktu wzrokowego, kiedy zaczęła się tłumaczyć. - Myhym - wymruczał przytakując z lekką powagą, po czym znów uraczył ją swoim zawadiackim uśmiechem. - Zje się - nie tracił czasu na wdrażanie do swojego życia idei, które teraz były na topie. Uważał to za bezsensowne, jadł co chciał i wcale nie skupiał się na tym czy było to coś zdrowego. W tym świecie wszystko jest popaprane, ludzie pakują w siebie awokado licząc na magiczne działanie jego cudownych właściwości, nie zdając sobie sprawy, że robią to drastycznym kosztem środowiska i przyczyniają się jedynie do masowego karczowania lasów, nie licząc już innych ciemnych stron uprawy. Zamknięty na ludzi i nowo tworzące idee miał o dziwo swój punkt widzenia, swoje argumenty i był inteligentny. Po prostu się z tym wszystkim nie obnosił.
Otworzył szerzej drzwi, lekko wskazując ręką wnętrze mieszkania, które nie widziało zbyt wielu gości. Sterylnie to w nim nie było, ale w bałaganie sam źle się czuł, więc można powiedzieć, że było względnie. Próbował rozgryźć ją co kryj się pod talerzem babeczek, zrozumieć czemu chciała się nimi podzielić akurat z nim. Kupy się to nie trzymało, a przewiewna sukienka i lekko przygryziona warga nie ułatwiały mu myślenia. Prosty z niego facet, a ona miała to coś i może dlatego zaprosił ją do swojego mieszkania? - Wejdź, napijesz się czegoś - właściwie bardziej stwierdził niż zapytał, może nie przyjmuje odmowy, a może był pewien, że się godzi. Kiedy przekroczyła próg zapytał. - Kawy, a może sheridan’s lub coś innego oprocentowanego? Chętnie napiję się whisky w towarzystwie – chyba mu nie odmówi? Międzyczasie zapiął guziki swojej, pomijając może trzy od góry. Nie lubił być zapakowany, aż po samą szyję.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się majowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Bianka
Jeremy
WALTERS
ASHBORNE
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6