Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki
Autor Wiadomość
Adrienne Simmons


Adrienne Simmons

Concord


27

kelnerka

wolna

Wysłany: 2018-01-08, 16:57   
  

  
  
  
  
  

  
  
When you're lost inside I, I'll be there to find you


Kiedy Ade otrzymała wiadomość, odpisała tylko emotką : o ) i nieco się ożywiła, czekając na nadejście przyjaciółki. Nie musiała czekać długo, chociaż przyjaciele zawsze byli tego warci. Ade czekałaby ile trzeba, jak zawsze. Nigdy nie przeszkadzało jej to, że ktoś mógł gdzieś utknąć w korku i po prostu się spóźnić. Ona za to przychodziła przed czasem, by zawsze móc powitać tę osobę z uśmiechem.
Nie inaczej było i w przypadku Valerie. Gdy tylko weszła i odnalazła wzrokiem dziewczynę, Ade wstała i panie wpadły sobie w ramiona. Tak dobrze było widzieć tę przyjazną twarz.
- Powiedziała ta, która wygląda wspaniale i promiennie - odwdzięczyła się za komplement. W Ade jedyne co się nie zmieniało to uśmiech, którym obdarzała każdego przyjaciela. Mogła być zmęczona, wyglądać fatalnie, ale na pewno nie szczędziła tego, co najważniejsze - właśnie uśmiechu.
- Ja jestem zmęczona po trudnej zmianie, od rana miałam zapieprz, bo trafiło nam się przyjęcie firmowe i cały czas biegałam z tacami, ale żyję i mam się w miarę nieźle. Teraz lepiej, bo cię widzę. Nareszcie mam czas odetchnąć i skupić się na czymś przyjemniejszym, czyli na naszym spotkaniu - powiedziała wesoło.
- Czekałam - odpowiedziała, po czym dodała:
- Ale teraz już możemy zamawiać - Ade zdążyła się już namyśleć co chciała, więc nie musiała zwlekać i od razu poprosiła o latte i kawałek czekoladowego ciasta. Kiedy obie panie poprosiły o to, co chciały, mogły już zacząć gawędzić.
- Pytałaś co u mnie i powiem ci, że trochę się działo. Zaangażowałam się w pracę nad przedstawieniem charytatywnym, które na szczęście okazało się sukcesem, zapisałam się do amatorskiego kółka teatralnego i poznałam fajnego faceta, którego pewnie już więcej nie spotkam, ale przyznał mi jedno: że dużo gadam. Tylko nie wiem, czy to tak bardzo go męczyło, czy nie. Ja wiem, że sporo mówię, ale co poradzić, taka natura... - i spostrzegła się, że naprawdę właśnie wypowiedziała wiele słów.
- No właśnie - rozłożyła bezradnie ręce. Na szczęście wiedziała, że Valerie to nie przeszkadza, bo sama była rozmowną osobą.
 
 
VALERIE BLACKBURN
[Usunięty]

Wysłany: 2018-01-15, 15:42   

- Nie myślałaś, żeby wrócić na studia albo coś na zasadzie stażu i znaleźć coś lepiej płatnego? W koŃcu się zajedziesz jako kelnerka, a ja chcę mieć przyjaciółkę żywą - Valerie zażartowała, ale w głębi czuła, że to mogłoby kiedyś się stać. - Właściwie to dlaczego zrezygnowałaś?
Przyjaźniły się już jakiś czas, ale Val nadal nie wiedziała, dlaczego tak właściwie tak piękna i mądra dziewczyna, jaką jest Adrienne, nie miała lepszej pracy. Każdy chciały spełniać się w tym co robi, a praca kelnerki chyba nie jest marzeniem młodej kobiety.
Panna Blackburn zamówiła to na co miała ochotę zaraz po przyjaciółce i obie czekały na zamówienie.
- O kurcze,a ja już się martwiłam o Twoje życie towarzyskie, a tu proszę. Jestem miło zaskoczona! Ale że ty, jako aktorka? Nie podejrzewałabym, że kręci Cię takie coś. Mam nadzieję, że dostanę zaproszenie na jakieś przedstawienie - odpowiedziała z radością. - Faceta mówisz? Przystojny chociaż był? - zachichotała.
Miała rację, bardzo dużo mówi. Ale według Val, była to zaleta dziewczyny. Za to w pracy Panny Blackburn liczy się bardziej indywidualność, jeśli chodzi o pracę. Potrzebne jest skupienie, by nie popełnić najmniejszego błędu. Można to przypłacić zwolnieniem, zniszczeniem całego projektu, stratami pieniężnymi klienta, cokolwiek.. U nich w korpo najlepiej sprawdza się kontakt mailowy i smsowy.
Valerie przemyślała swoje sprawy sercowe i przypomniała sobie, że dawno nikogo nie poznała. Może czas to zmienić? Wpadła na pomysł:
- Hej, a może poszłybyśmy na jakąś imprezę poznać kogoś? U mnie dawno cisza, jeśli chodzi o te sprawy... - powiedziała z entuzjazmem. - Już nawet wiem co ubiorę, no proszę, zgódź się!
 
 
Adrienne Simmons


Adrienne Simmons

Concord


27

kelnerka

wolna

Wysłany: 2018-01-26, 18:58   
  

  
  
  
  
  

  
  
When you're lost inside I, I'll be there to find you


- Myślałam, tylko nie wiem, w czym bym się odnalazła - wyznała szczerze. Było zbyt wiele dziedzin, które ją interesowały i wybór wcale nie należał do łatwych. Lubiła swoją pracę, ale musiała przyznać rację, że na dłuższą metę to nie zda egzaminu.
- No nie zaszkodzi spróbować - powiedziała odnośnie swojego debiutu na scenie. - To mała grupa, daleko temu do naszego głównego teatru w mieście, ale jakoś się to kręci i ludzie przychodzą na przedstawienia. Jeśli dostanę jakąś ambitną rolę dam znać - uśmiechnęła się.
- Może to jest jedna z dróg, spróbować grać i może coś z tego będzie? - nie byłoby tak źle. Jeśli o zmianach mowa, to jakiś początek. Z tym, że Adrienne naprawdę nie widziała się w tym na dłuższą metę. Ale może się myli? To już miał tylko pokazać czas. Ważne, że nie boi się spróbować i chce się sprawdzić w czymś nowym.
- Ja się nie mogę nudzić, zdecydowanie. Już nie wspomnę o tym, że postanowiłam pójść na kurs taŃca. Lubię taŃczyć, może się przy tym odstresuję trochę - i nie powiem, liczyła na to, że pozna fajne osoby, wiek i płeć nie miała znaczenia. Zawsze się ktoś ciekawy znajdzie.
- Przystojny i taki zagubiony. Uratował mnie przed jakimiś podpitymi facetami - westchnęła. Wkroczył jak bohater w jej życie. - A ja mogłam mu tylko pokazać drogę, której szukał. Może jeszcze na niego wpadnę, wiem gdzie mieszka - odparła radośnie.
Wysłuchała propozycji odnośnie imprezy i...
- Zgoda, masz mój miecz, łuk i topór - w sumie to był dobry pomysł. Ade dawno nie była na imprezie, bo nie było kiedy i z kim, a teraz nadarzyła się idealna okazja. - Podoba mi się ten pomysł, naprawdę. A teraz mów co u ciebie, bo tylko ja tu gadam, a wiesz, że słuchać też lubię.
_________________
 
 
MAEVE cHAMBERS


Maeve Chambers

Concord


29

Prima Balerina

Ze czteroma kurami

Wysłany: 2018-09-21, 00:20   
  

  
  
  
  
  

  
  
The way sadness works is one of the strange riddles of the world.


| pierwsza

Znalezienie Arthura nie było jakoś specjalnie trudne. W przeciwieŃstwie do reszty znajomych pamiętała, jak miał na nazwisko, dzięki czemu wstukała go po prostu w fejsbuka i było po sprawie. Ile jest Arthurów Woodhouse’ów, którzy pochodzą z Cleveland? No właśnie. Trzeba przyznać, że dosyć sporym zaskoczeniem dla Mae było to, że ten mieszkał i pracował w Bostonie – czyli rzut kamieniem od o Concord. To znacznie ułatwiało sprawę i kwestię spotkania, bo wystarczyło się tylko umówić na kawę. Nie powiedziała mu, że zamierza wypytywać go o Johna – bo o niego jej głównie chodziło. Ot, zaproponowała mu spotkanie „po latach”, jako że akurat jest w Stanach na jakiś czas i okazało się, że mieszkają całkiem blisko siebie, to czemu tego nie wykorzystać?
Trzeba przyznać, że się trochę denerwowała. Minęło dziesięć lat od ich ostatniego spotkania, wiele w ich życiach się zmieniło i Mae się zastawiała, czy znajdą wspólny język tak jak kiedyś… Z drugiej strony, jak się nie dogadają, to nie muszą na siłę niczego utrzymywać. Chambers zależało tak naprawdę na tym, żeby zdobyć jakieś informacje o Johnatanie – bo jego na fejsbuku nie znalazła, a jego rodzina nie akceptowała od niej żadnych wiadomości, co wydawało się jej nieco podejrzane.
Kawiarnia wydała się takim dosyć bezpiecznym i neutralnym miejscem na spotkanie. Przyszła jakieś dziesięć minut przed umówionym czasem. Usiadła przy stoliku, zamawiając kawę (czarną, bez cukru), czekając aż Arthur przyjdzie.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2018-09-25, 23:27   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


/po Layli

Choć na co dzieŃ Arthur nie wspominał Maeve w żaden rzewny sposób, to nie miał problemu z przypomnieniem sobie, kim była i skąd się znają. Cleveland tak bardzo, huh. Chciał stamtąd uciec, chciał zapomnieć, prawie mu się to udało i naprawdę miał nadzieję, że tych dziesięć lat zamieni się w dwadzieścia, czy też jeszcze więcej, ale pojawienie się tej dziewczyny zburzyło te wszystkie nadzieje. Nie było jej już w Stanach, kiedy Jonathan umierał, nie oznaczało to jednak, że o tym nie wiedziała, bo Arthur doskonale wiedział, co ich łączyło, więc z początku nie chciał nawet odpowiadać na jej kontakt. Złamał się jednak, odpisał, Mae wydawała się być całkiem miła, a on nie był pewien, czy udaje, że faktycznie nie ma o niczym pojęcia. Nie dopuszczał nawet myśli o tym, że mogłaby zwyczajnie nie mieć mu tego za złe. Wszyscy mieli. Rodzice Jonathana, z którymi przecież swego czasu był w bliższej relacji, niż ze swoimi, jego znajomi, koŃcząc na samym Woodhouse'ie, który nie był w stanie pogodzić się ze śmiercią przyjaciela nawet po tak długim czasie.
Nie powiedział nic Layli o planowanym spotkaniu, postarał się dobrać czas tak, by ona była w pracy, on miał wolne, a Angelina mogła zostać u Babci Norrington. Udało mu się zatem pojawić o czasie, choć poprzedniej nocy prawie nie spal, a gdy już udało mu się przymknąć oczy, wkrótce budził się zlany potem, bo koszmary po raz kolejny go nawiedziły. Bał się tego spotkania, nie potrafił sobie nawet wyobrazić, jak mogłoby przebiec. Mimo to stawił się. Niepewnie wszedł do cukierni, jakieś pięć minut przed umówioną godziną, i rozejrzał się, szukając znajomej twarzy. W gruncie rzeczy nie wiedział, jak Maeve mogłaby teraz wyglądać i choć obejrzał jej zdjęcia na facebooku, to nie był pewien, czy ją rozpozna. Kiedy ostatnio ją widział, była jeszcze przecież nastolatką, całkiem możliwe, że on też, sam już nie pamiętał, kiedy wyjechała.
Rozpoznał ją jednak. Nie miał z tym większego problemu, choć chwilę się wahał, nim podszedł, w koŃcu jednak przystanął obok stolika, który zajmowała i przywitał się z niepewnym uśmiechem. Miał ją objąć, mógł już usiąść? Zamówienie czegokolwiek nawet nie przeszło mu przez myśl. Chyba nawet nie byłby w stanie niczego przełknąć.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


Maeve Chambers

Concord


29

Prima Balerina

Ze czteroma kurami

Wysłany: 2018-10-18, 18:29   
  

  
  
  
  
  

  
  
The way sadness works is one of the strange riddles of the world.


Maeve chciała odnowić stare znajomości z Cleveland. Lata tam spędzone wspominała – w przeciwieństwie do Arthura – całkiem miło i zależało jej na spotkaniu się zarówno z Woodhousem, jak i Jonathanem; wciąż w pamięci miała swoją młodzieńczą, pierwszą miłość i gdzieś zrodziła się w niej nadzieja, że jednak ta stara miłość nie rdzewieje i coś z tego będzie. Oczywiście brała pod uwagę to, że John mógł mieć już żonę i dzieci, w takiej sytuacji nie zamierzała w żaden sposób wchodzić z buciorami w jego życie i pozostać po prostu przy miłych wspomnieniach. Jednakże nawiązanie jakiegokolwiek kontaktów z rodziną Jonathana wydawało się niemożliwe – nikt nie odpisywał na jej wiadomości, jakby wcale się nie znali… a to Maeve śmierdziało, jakby chcieli coś przed nią ukryć. W głowie miała wiele scenariuszy, aczkolwiek nie przeszło jej przez myśl, że John nie żył. Tego nie dopuszczała do swojej świadomości.
Nie była pewna czy pozna Arthura – dziesięć lat to naprawdę kupa czasu i ludzie się zmieniają czasem nie do poznania. Dlatego przejrzała jego zdjęcia, nawet siedząc już w kawiarni i czekając na niego, przeglądała jego galerię zdjęć, co by się upewnić. Stresowała się tym spotkaniem trochę, ale z zdecydowanie innych powodów niżeli Arthur. To było coś pomiędzy nerwami, a zwykłym podekscytowaniem.
Cześć! – powiedziała z uśmiechem na twarzy. Wstała z krzesła, by przytulić Arthura na przywitanie. – Szmat czasu się nie widzieliśmy – dodała zaraz potem, siadając. Kelnerka w końcu przyniosła jej kawę, za która podziękowała uśmiechem. – Co tam u Ciebie, opowiadaj. – Była wyluzowana, uśmiechnięta… nie wyglądała jakby miała zrzucić na niego winę za śmierć Johna.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2018-10-28, 00:59   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Część jego wspomnień z Cleveland też była całkiem miła, spędził tam przecież większość swojego życia, przeżywał pierwsze pasje i miłości, jego młodzieńcze lata wcale nie były takie złe. Tyle tylko, że te wszystkie pozytywne wspomnienia były trochę naszpikowane nie najlepszą sytuację z rodzicami, no i przyćmione późniejszym wspomnieniem nieszczęśliwego wypadku, przez który na jakiś czas zrezygnował z motocyklu, no i w końcu uciekł do Los Angeles. Maeve też się z nimi wiązała. Nie było jej już wtedy w Stanach, ale każdy dobrze wiedział, co było między nią a Jonathanem, a już na pewno wiedział o tym Arthur. Tym gorzej było mu się z nią spotkać, nawet, jeśli od tamtej pory minęło już tyle lat. To taki moment, kiedy w jego głowie pojawiają się wyrzuty sumienia, że mu się w życiu układa - a jego przyjaciel nie miał nawet szansy, by spróbować.
Entuzjastyczna reakcja Mav na jego widok trochę zbiła go z tropu, ale odwzajemnił uścisk i już po chwili trochę się rozluźnił, a na jego twarzy pojawił się nawet lekki uśmiech. Oczywiście, że ją też dobrze było widzieć po takim czasie. Trochę to stresujące, ale wciąż miłe. Wiele lat temu przecież całkiem ją lubił. Kiedy kelnerka przyniosła dziewczynie kawę, Arthur zamówił coś dla siebie. Zajął miejsce przy stoliku, wieszając kurtkę na oparciu krzesła, i wbił wzrok w dziewczynę. Huh, wciąż nie wiedział, czego się spodziewać.
- Kawał czasu, no - pokiwał głową, zgadzając się z jej słowami. Uniósł zaraz brwi. U niego? Raczej wolałby posłuchać, co u niej, bo słyszał tylko tyle, że kiedy wyjechała z Cleveland, to dlatego, ze wróciła do Irlandii, a teraz znów jest tutaj - to znaczy w Stanach, bo jednak Boston jest trochę dalej od Cleveland, no i on kompletnie nie wiedział, co to wszystko miało oznaczać. - No u mnie... Trochę się dzieje. O rany, co mam ci powiedzieć? - zaśmiał się. Streścić dziesięć lat w kilku zdaniach? To w ogóle wykonalne? - Pracuję, dorobiłem się dziecka... niedawno się oświadczyłem. Jakoś się toczy powoli. A skąd ty się tu wzięłaś? - potarł dłonią czoło w nerwowym geście. No cóż, Jonathan nie dorobi się ani potomka, ani żony, a oni tu siedzieli i pili kawkę jak gdyby nigdy nic. To spotkanie zdecydowanie było dla niego zbyt ciężkie. To, że czuł się niezręcznie, to mało powiedziane. Najchętniej by chyba jednak wyszedł i zapomniał. Uciekł, jak zawsze. Taki jego sposób na radzenie sobie z problemami. Ba, sposób na życie.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


Maeve Chambers

Concord


29

Prima Balerina

Ze czteroma kurami

Wysłany: 2018-11-15, 19:21   
  

  
  
  
  
  

  
  
The way sadness works is one of the strange riddles of the world.


Prawdę powiedziawszy to lata spędzone w Stanach były dla Maeve najlepszymi – mieszkanie w Cleveland było swego rodzaju przygodą, którą wspominała długo jeszcze po powrocie do Irlandii. Po niej skupiała się na swojej tanecznej karierze w stu procentach, zapominając o tym, że życie osobiste też jest ważne i powinna trochę zwolnić., spróbować sobie jakoś je ułożyć, a nie wzdychać do pierwszej miłości, z którą nie miała kontaktu od blisko dziesięciu lat. Z drugiej strony – to właśnie dzięki swojej ciężkiej, mozolnej pracy została zauważona i dlatego też dostała główną rolę w nowym, bostońskim spektaklu. Bez tego mogłoby jej dzisiaj tutaj nie być.
Nie miała pojęcia o tym, że John nie żył. Nikt nie pofatygował się, by napisać chociażby krótkiego maila czy wiadomość na facebooku. Myślała, że zapewne znalazł sobie nową dziewczynę, założył z nią rodzinę… nie zamierzała się wchodzić w jego życie butami, zależało jednak jej na odnowieniu znajomości. Zwłaszcza, że w Stanach jest raptem na rok, więc jaki to miało sens?
Chambers upiła łyk kawy, spoglądając na Arthura. Wydawał się jej taki… dziwnie spięty, aczkolwiek mogło się jej tylko wydawać. Z drugiej strony ona również była nieco zdenerwowana całą sytuacją, w której się znaleźli. Nie widzieli się dobre dziesięć lat, takie spotkania zawsze niosą ze sobą duże emocje.
Jesteś ojcem? Gratulacje! – powiedziała z entuzjazmem, uśmiechając się szeroko. Miło było słyszeć, że starym znajomym się układa. Zawsze cieszyło ją szczęście osób, które w jakiś sposób były jej bliskie. – Dostałam propozycję zagrania głównej roli w nowej sztuce bostońskiego teatru. Scenariusz mnie zainteresował, więc się zgodziłam. Premiera w na początku przyszłego roku. – Prawdę powiedziawszy, przyjęłaby tę rolę nawet jeśli sztuka miałaby okazać się największym kiczem dekady. Chodziło o szansę ponownego przylecenia do Stanów, odnowienia kontaktów. – Stwierdziłam, że skoro jestem w USA, to odezwę się do starych przyjaciół. O dziwo tylko Ty mi odpisałeś. Zarówno John, jak i jego rodzina, milczą jak grób… Masz z nimi jeszcze kontakt? – zapytała, zapewne utwierdzając Arthura w przekonaniu, że nie miała zielonego pojęcia o śmierci Johnatana.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2018-11-24, 18:43   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Nie do Arthura należał obowiązek informowania innych ludzi o śmierci Jonathana. Po Cleveland wieść rozeszła się szybko, a nawet przez myśl nie przeszło mu, że miałby pisać z takimi informacjami na inny kontynent. Nie pomyślałby też jednak, że Maeve o niczym nie wie. Huh, po rodzinie Jonathana chyba można było się tego spodziewać. Najdroższy synek i braciszek stracił życie dlatego, bo wplątał się w złe towarzystwo, to ono go namówiło do tego wszystkiego. Maeve też się do tego towarzystwa zaliczała. Nawet, jeśli wcześniej była mile widywana w domu chłopaka, to po jego śmierci to się zmieniło. Arthur też jadał obiady przygotowane przez mamę Jonathana, czarował ją tak, jak to tylko on potrafił, ale po wypadku rodzina przyjaciela nie tylko go odtrąciła. Nie został nawet zaproszony na stypę, tak naprawdę jednak stał się głównym winowajcą tego, że Jonathan zginął. Z taką myślą żył do dziś.
Zaśmiał się, słysząc te entuzjastyczne gratulacje. Niewiele ponad trzy lata temu, gdy Angelina dopiero była w drodze na świat, on sam wcale sobie nie gratulował, bo przecież z takiej wpadki nie mogło wyjść nic dobrego. Teraz jednak patrzył na to zupełnie inaczej. Córka była dla niego najważniejsza na świecie i mógł oddać czy zrobić dla niej wszystko. Gwiazdkę z nieba by jej przyniósł, gdyby tylko zechciała. Całe to wychowywanie było dla niego ogromnym wyzwaniem, ale wystarczył widok małej, by stawiał mu czoła z przyjemnością.
- To fantastycznie! - ucieszył się i on. - Na początku roku, to całkiem niedługo. Ile już jesteś w Bostonie? Jak już będzie wiadomo coś jeszcze, to możesz dać znać. Chętnie obejrzałbym cię w akcji - uśmiechnął się, ale tylko na chwilę, bo jego uśmiech mocno przygasł, gdy usłyszał kolejne słowa Maeve. - Nic nie wiesz? - spojrzał na nią, ale mina blondynki chyba wystarczyła mu za odpowiedź. Wbił wzrok w kubek z kawą, który zaczął teraz obracać w dłoniach, byle tylko je czymś zająć. Zmarszczył brwi. - Jonathan nie żyje - powiedział w końcu, ściszając głos, bo wcale nie lubił o tym mówić. - Przepraszam, myślałem, ze wiesz... jego rodzice ciężko to znieśli - dodał jeszcze, próbując jakoś usprawiedliwić to, że nie odzywali się do Maeve, choć przecież na jej pytania mogliby udzielić jej choć tak krótkiej informacji. To było niepoważne z ich strony. Właściwie to Arthur nie wiedział nawet, czy oni sami jeszcze żyją.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


Maeve Chambers

Concord


29

Prima Balerina

Ze czteroma kurami

Wysłany: 2018-12-13, 13:54   
  

  
  
  
  
  

  
  
The way sadness works is one of the strange riddles of the world.


Po powrocie do Irlandii Mae pisała z Johnem przez jakieś czas maile, starając się utrzymać ze sobą kontakt – a potem nagle się on urwał. Nie odpisywał na żadne wiadomości, więc w końcu dała sobie spokój, myśląc, że znalazł sobie kogoś i nie chce już z nią mieć zbyt wiele do czynienia. Prawda jednak była zupełnie inna, a ona praktycznie przez dziesięć lat żyła w nieświadomości, że Jonathan nie żyje. Nie przeszło jej też przez myśl to, że jego rodzina mogłaby jej o tym nie powiedzieć – przecież jego rodzice tak ją uwielbiali!
Prawdę powiedziawszy, to za Maeve myśl o dziecku chodziła o dłuższego czasu – instynkt macierzyński się w niej obudził, ale na dziecko nie mogła sobie pozwolić. I to nie o to chodziło, że nie miała stałego partnera. Będąc tancerką i zajść w ciążę to jakby przejść na emeryturę, zwłaszcza w tym wieku. Miała przed sobą tak naprawdę ostatnie kilka lat pracy. W najlepszym wypadku – choć w to wątpiła – uda się jej utrzymać maksymalnie dziesięć lat. I co dalej? Nie wiedziała, ale na razie nie chciała o tym myśleć.
Od maja. Potrzebowałam trochę czasu, by się zaaklimatyzować. I nie mieszkam w Bostonie, a w Concord. I dam Ci znać, wraz z wejściówką dla Ciebie i całej rodziny. Tancerze dostają zawsze kilka sztuk biletów dla najbliższych. – Już przemilczała to, że tak naprawdę nie miała komu dać tych biletów, bo była tu sama jak palec. Dobry humor i uśmiech z twarzy Mae jednak szybko zniknęły, widząc jak Arthur nagle poważnieje, a potem… Chambers spojrzała na Woodhouse’a z niedowierzaniem w oczach. John nie żyje? I ona nic kompletnie o tym nie wiedziała? – Kiedy? – zapytała, nie mając na razie możliwości wyduszenia z siebie czegoś więcej. Była w szoku. Do oczu niemal od razu napłynęły jej łzy. Dlaczego nikt jej nie powiedział? To było pytanie, które teraz wręcz huczało w jej głowie.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-01-03, 23:53   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Co po niektórzy mogliby stwierdzić, że Maeve była w wieku, w którym już powinna takie dziecko mieć, ale jak dla Arthura, to niczyja sprawa, tylko jej samej. On też czasem nad tym myślał, zanim jeszcze informacja o Angie pojawiła się w jego życiu - że fajnie byłoby mieć takiego małego Woodhouse'a biegającego po domu, cieszącego się, pokładającego zaufanie w swoim ojcu. Tyle tylko, że to zawsze były odległe plany, które raczej nie miały się spełnić, a przynajmniej nie już zaraz. Przecież do tego była potrzebna jeszcze odpowiednia kobieta, nie zapłodni pierwszej lepszej. A tu proszę, trochę tak się jednak stało. Emma Norrington była co prawda jego starą znajomą, ale jakoś wcześniej nie widział w niej takiego potencjału. Chyba zresztą nie bez powodu, skoro zwiała, zostawiając go samego z dzieckiem. Nigdy jednak nie żałował, że Angelina pojawiła się w jego życiu. Tylko że on nie przechodził przez ciążę i dostał tyle pomocy ze wszystkich stron, że nie musiał zostawiać pracy. Właściwie to nawet nie mógł, z czegoś przecież musieli żyć, ale jakoś udało mu się to wszystko pogodzić. Maeve miałaby w tym temacie znacznie trudniej. To przykre, kiedy trzeba coś poświęcić, żeby coś innego osiągnąć, ale poniekąd na tym polegało życie. To musiała być jej własna decyzja - dziecko czy kariera.
Uśmiechnął się z wdzięcznością, ale ten uśmiech też zaraz zniknął. Właściwie to nie był już pewien, czy po tych informacjach Maeve faktycznie chciałaby mu dać bilety. Nigdy nie chciał być posłańcem dla złych wieści (właściwie bycie jakimkolwiek posłańcem wydawało mu się być do bani), ale teraz było już chyba za późno na wycofanie się. Nie mógł jej przecież zostawić z takim niedopowiedzeniem. Dobrze wiedział, że sam by tego nie zniósł.
- Trzynastego maja dwa tysiące dziewiątego - odpowiedział ze ściśniętym gardłem, a w jego głowie znów pojawił się obraz Jonathana, który z szerokim uśmiechem wciskał na głowę kask i wsiadał na motor, by kilka minut później leżeć na asfalcie w nienaturalnie wygiętej pozycji, pozwalając, by uleciało z niego życie. Widok przyjaciela zabieranego przez karetkę nie raz pojawiał się w snach Arthura i wcale nie chciał znów sobie tego przypominać, ale to było silniejsze od jego woli. W jego oczach też zaczęły się zbierać łzy, spuścił więc głowę, niekoniecznie chciał to po sobie pokazywać. Co miał jej jeszcze powiedzieć? Że to jego wina? Chyba nie to chciałaby usłyszeć. Nic nie wydawało się być odpowiednie. Ta śmierć była w ogóle nieodpowiednia. - Miał wypadek na motocyklu - dodał jeszcze tylko, mając nadzieję, że to wyjaśni jej cokolwiek. Taka zresztą była oficjalna wersja. Nikt głośno nie mówił, że ścigał się w nielegalnych wyścigach, a nikt prócz Arthura i pojedynczych osób, którym się z tego zwierzył, nie wiedział, że to on miał się wtedy ścigać. Czuł się winny i chyba nigdy nie przestanie, co z tego, że stał wtedy wiele metrów dalej i nie mógł zrobić nic, by kogokolwiek wtedy ocalić. Jakaś część niego też wtedy umarła.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


Maeve Chambers

Concord


29

Prima Balerina

Ze czteroma kurami

Wysłany: 2019-01-07, 22:59   
  

  
  
  
  
  

  
  
The way sadness works is one of the strange riddles of the world.


Maeve słyszała to, że powinna urodzić już dawno chociaż pierwsze dziecko wiele razy. Nigdy te słowa jednak nie padły z ust jej rodziców, którzy od zawsze stawiali na karierę i w przypadku córki uważali, że powinna zrobić to samo – skupić się na tańcu, na zdobywaniu światowej sławy w tym biznesie, by po przejściu na emeryturę nie musieć się martwić, co dalej. Jak będzie miała odpowiednie znane nazwisko, to zatrudni ją każda szkoła tańca, każdy teatr - wystarczyło, że tylko odpowiednio o to zadba. Wtedy będzie mogła rodzić dzieci, zakładać rodzinę. Teraz to byłoby istne samobójstwo. Nie ma jednak nawet co nad tym gdybać – Maeve była sama i nie zapowiadało się, żeby znalazła kogoś do zakładania tej rodziny.
Zamilkła, nie wiedząc, co powiedzieć. Była w szoku. Minęło dziesięć lat, a nikt nie pofatygował się z informacją, że John nie żyje. Oczywiście nie miała tu pretensji do Arthura, bardziej chodziło tu o rodzinę Johnatana. Nie rozumiała tego, dlaczego postanowili to przemilczeć. Przecież lubili Maeve, żegnali ją naprawdę ciepło i powtarzali, że zawsze będzie mile widziana w ich progach. A teraz? To się Chambers w głowie nie mieściło. Jednakże powoli wszystko zaczęło się też układać w jedną, spójną całość - w czerwcu dwa tysiące dziewiętnastego roku John przestał odpisywać na jej maile. Teraz wiedziała dlaczego. Była zła na jego rodzinę, że nic jej nie powiedzieli – lecąc tu leciałaby z przekonaniem, że położy na jego grobie znicz i pomodli się za niego, gdyby wiedziała. Rany byłyby już zabliźnione, a teraz? Jak ma sobie z tym poradzić? Nie wiedziała. Czuła jak żołądek się jej ściska, czuła jak boli ją serce i brakuje jej tchu. Wyjaśnienia Arthura o śmierci Johna – że to przez motocykl - dotarły do niej jakby przez mgłę. Próbowała powstrzymać łzy, które napływały do jej oczu.
Mógłbyś… zamówić mi wodę? – poprosiła szeptem. Picie kawy teraz zdecydowanie by jej nie pomogło. Nie trzeba było być psychologiem, żeby widzieć, w jaki sposób ta wiadomość na nią wpłynęła. Jakby cały blask i urok w sobie miała nagle z niej wyparował i momentalnie niemal stała się blada niczym ściana. Miała wrażenie, że gdyby próbowała wstać, to by straciła równowagę, bo nogi wydawały się jej być jak z waty. Drobne dłonie Maeve drżały, tak samo jak i jej ramiona.
Upiła łyk wody, gdy kelnerka już ją przyniosła. Przełknięcie tej niewielkiej ilości cieczy przychodziło jej z ogromnym trudem. Wzięła głęboki wdech, próbując się uspokoić, choć raczej kiepsko jej to wyszło.
Dlaczego mi nie powiedzieli? – zapytała, spoglądając na Arthura zaszklonymi oczami.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-01-20, 15:42   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Niestety mogło być też tak, że kiedy Maeve już zdobędzie sławę, a jej znane nazwisko pozwoli jej na przerwę i późniejsze znalezienie pracy choćby w szkole tańca, na rodzenie dzieci będzie już zbyt późno. Najlepsza lata na to, pod względem fizycznego przystosowania jej ciała, i tak już miała za sobą. Arthur był w dużo lepszej sytuacji, bo mógł robić dzieci niemalże do usranej śmierci, przynajmniej w teorii. Ślepy traf chciał, że ustrzelił Angelinę przed trzydziestką, i choć na początku zupełnie nie umiał odnaleźć się w nowej sytuacji, najpierw bycia ojcem w ogóle, a potem bycia ojcem samotnym, bez udziału matki w wychowaniu, to jakoś udało mu się pogodzić tę rolę ze swoim życiem. Wiele się zmieniło, nie wsiadał już tak często na motocykl, wciąż zbierał się do tego, by pojazd sprzedać i za te pieniądze kupić samochód, który na pewno by się przydał, skoro niedługo trzyletnią teraz Angelinę będzie trzeba wozić po zajęciach pozalekcyjnych, na które będzie chciała uczęszczać. Człowiek, który nigdy nie miał zamiaru wiązać się na dłużej z kobietą, nagle z własnej woli przed nią klęka, zarzekając się, że ta jest miłością jego życia. Nie był już tym człowiekiem, jak wtedy, gdy on i Maeve się poznali. Ona zapewne też nie. Jedynie Jonathan pozostał w ich pamięci taki, jakim był wtedy.
Arthur skinął głową, po czym stał i odszedł od stolika, kierując się z zamówieniem do lady. Ciężko było mu patrzeć na Chambers przyjmującą złe wieści, wcale się jej jednak nie dziwił. Sam długo podnosił się po śmierci przyjaciela, choć czasem nawet teraz ma do siebie pretensje i przeżywa wszystko na nowo w koszmarach sennych. Po chwili wrócił do stolika, usiadł i znów zerknął na blondynkę. Wysunął rękę przez stolik, by delikatnie przykryć jej drżącą dłoń. To, jak się zmieniła jej twarz, wystraszyło go.
- Dobrze się czujesz? - zapytał cicho, nie będąc pewnym, co sądzić. Nie chciał, by zemdlała, albo żeby stało się z nią coś jeszcze gorszego, choć nawet nie miał pojęcia, co mogło się stać. Na ich stoliku pojawiła się szklanka z wodą, Arthur zabrał rękę, by Mae swobodnie mogła się napić, co też uczyniła, choć widział, że przyszło jej to ze sporym trudem. Jego gardło też się ścisnęło. Na jej reakcję, a także na samo wspomnienie. Spuścił wzrok i pokręcił głową. - Nie wiem - mruknął, bo właściwie łudził się, że rodzice Jonathana mieli tyle przyzwoitości, by poinformować innych o śmierci swojego syna, ale najwidoczniej był w błędzie. Zupełnie zamknęli się w swojej żałobie, nikogo do siebie nie dopuszczając. - Byli wściekli, nie chcieli widzieć się z nikim z nas - to znaczy, z przyjaciółmi Jonathana, którzy byli teraz przez rodziców chłopaka uznawani za głównych winowajców jego śmierci. - Zupełnie nas odsunęli, byliśmy niemile widziani na jego pogrzebie, choć i tak wszyscy przyszliśmy. Nie chcieli od nas żadnej pomocy, nawet wiele miesięcy później. Ja wyjechałem, ale Costa i Damien próbowali się jakoś z nimi pojednać, nic z tego. Nawet nie wiem, co się teraz z nimi dzieje - w Cleveland bywał bardzo rzadko, nawet większość świąt spędzał w Bostonie, te najbliższe miały być wyjątkiem, i prawdopodobnie dopiero wtedy po raz pierwszy od długiego czasu odwiedzi także grób przyjaciela. To tak naprawdę jedna z niewielu rzeczy, które miał do zrobienia w Cleveland.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


Maeve Chambers

Concord


29

Prima Balerina

Ze czteroma kurami

Wysłany: 2019-02-08, 22:21   
  

  
  
  
  
  

  
  
The way sadness works is one of the strange riddles of the world.


Nie miała pojęcia po części co zrobić ze swoim życiem. Z jednej strony wiedziała, że zegar biologiczny tyka i czas płynie nieuchronnie, z drugiej… taniec był jej całym życiem. Nie wyobrażała sobie teraz tak po prostu z tego zrezygnować na rzecz rodziny. I to nie tak, że nie miała odpowiedniego nazwiska. Z takim dorobkiem artystycznym jaki teraz miała – zwłaszcza jak zagra tę główną rolę w tym bostońskim musicalu – nie powinna mieć problemów ze znalezieniem pracy. Ale nie już jako zawodowa tancerka. Będzie uczyć innych, młode pokolenie, bo po ciąży nim dojdzie do siebie, odchowa trochę dziecko to kilka lat minie. I może być już za późno na występy na teatralnych deskach. I ta wizja ją bardziej przerażała niżeli bycie bezdzietną. Jasne, gdyby nagle się pojawiło dziecko w jej życiu, to zapewne musiałaby szybko podjąć decyzję co z tym „fantem” zrobić. Świadomie jednak nie była w stanie się zdecydować. Po prostu nie.
To był dla niej szok. Ogromny. Była gotowa niemalże na wszystko – na to, że John nie mieszka już w Stanach, że ma żonę i dzieci. Jednakże nawet przez myśl jej nie przeszło, że mógłby nie żyć. Dla Maeve był to ogromny cios i ciężar, jakby ktoś nagle na jej barki zrzucił kilka ton. Potrzebowała chwili, by się… ogarnąć, jeżeli w ogóle można tak to nazwać.
Tak, przepraszam – powiedziała, biorąc wodę i upijając kilka łyków. Kolory na jej twarzy powoli zaczęły wracać. Wzięła znowu kilka głębszych wdechów, spoglądając na Arthura i nie do końca wiedząc, co ma powiedzieć. Nie rozumiała, dlaczego rodzina Johnatana postąpiła w taki sposób. Nigdy przecież nie zrobiła im nic złego. – To niedorzeczne. Przecież… byliśmy jego przyjaciółmi. Czemu tak nagle zmienili zdanie? – Chambers nie miała pełnego obrazu zaistniałej sytuacji, nie wiedziała, czym się kierowali rodzice Johna i po prostu nie była w stanie zrozumieć. – Jest pochowany w Cleveland? – zapytała dla pewności. Będzie musiała się tam przejechać.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

boston


33

krupier

samotny ojciec

Wysłany: 2019-02-20, 18:36   
  

  
  
  
  
  

  
  
Oh girl, just got to have you by my side


Nie każdy musi zostać matką, to już nie te czasy, w których kobieta była tylko inkubatorem, teraz może się także spełniać na wielu innych płaszczyznach życia, a gadanie starych ciotek należy ignorować. Arthur też wcale nie chciał dziecka To znaczy, trochę chciał - ale zawsze było to kiedyś, później, nie teraz. Angelina zrobiła mu poniekąd niespodziankę, pojawiając się na świecie, ale jakoś udało mu się dostosować do niej życie. Tyle tylko, że on był barmanem, przekwalifikowanie się na krupiera nie zajęło mu wiele czasu, i przede wszystkim, był mężczyzną, więc nie nosił ciąży i nie rodził, no i zawsze miał do pomocy Babcię Norrington. Sam oczywiście niczemu by nie podołał, ale i tak wydawało mu się, że kobieta miałaby gorzej. Czy to nie dlatego Emma uciekła?
- Tak, w Cleveland - skinął głową, kiedy Maeve potwierdziła już, że wszystko w porządku. To znaczy, że dochodzi do siebie, bo oczywiście w porządku wcale nie było, nie, odkąd Johnatan odszedł z tego świata. - Oni... No wiesz, Johnatan zginął w wypadku motocyklowym, a wszyscy się wokół tego kręciliśmy. Po części nas winili za jego śmierć. Ścigał się i ten drugi chłopak wpadł w poślizg, wjeżdżając w Johna, żaden z nich nie przeżył - nie był pewien, czy Maeve zrozumie to, czego on nie potrafił ubrać w słowa, przynajmniej na razie. Nie chciał sugerować jej, iż to była jego wina, bo przecież przez tyle lat walczył sam ze sobą, by wyrzucić to ze swojej głowy, ale nie wiedział też, jak inaczej to powiedzieć. Tak przecież twierdzili rodzice jego przyjaciela. Gdyby nie Arthur, Johnatan nie zacząłby jeździć motocyklem, a już na pewno by się nie ścigał, i po prostu by nie umarł. Może po części to była prawda, ale niczego nie zmieniała. Mogła zatruć Arthurowi życie, ale nie przywróci życia Johnatanowi.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się marcowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Bianka
Jeremy
WALTERS
ASHBORNE
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6