Poprzedni temat «» Następny temat
Stoliki
Autor Wiadomość
Adrienne Simmons


Adrienne Simmons

kelnerka, która ciągle

SZUKA miłości


27

Wysłany: 2018-01-08, 16:57   
   Multikonta: Iris, Jenna, Chris, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


Kiedy Ade otrzymała wiadomość, odpisała tylko emotką : o ) i nieco się ożywiła, czekając na nadejście przyjaciółki. Nie musiała czekać długo, chociaż przyjaciele zawsze byli tego warci. Ade czekałaby ile trzeba, jak zawsze. Nigdy nie przeszkadzało jej to, że ktoś mógł gdzieś utknąć w korku i po prostu się spóźnić. Ona za to przychodziła przed czasem, by zawsze móc powitać tę osobę z uśmiechem.
Nie inaczej było i w przypadku Valerie. Gdy tylko weszła i odnalazła wzrokiem dziewczynę, Ade wstała i panie wpadły sobie w ramiona. Tak dobrze było widzieć tę przyjazną twarz.
- Powiedziała ta, która wygląda wspaniale i promiennie - odwdzięczyła się za komplement. W Ade jedyne co się nie zmieniało to uśmiech, którym obdarzała każdego przyjaciela. Mogła być zmęczona, wyglądać fatalnie, ale na pewno nie szczędziła tego, co najważniejsze - właśnie uśmiechu.
- Ja jestem zmęczona po trudnej zmianie, od rana miałam zapieprz, bo trafiło nam się przyjęcie firmowe i cały czas biegałam z tacami, ale żyję i mam się w miarę nieźle. Teraz lepiej, bo cię widzę. Nareszcie mam czas odetchnąć i skupić się na czymś przyjemniejszym, czyli na naszym spotkaniu - powiedziała wesoło.
- Czekałam - odpowiedziała, po czym dodała:
- Ale teraz już możemy zamawiać - Ade zdążyła się już namyśleć co chciała, więc nie musiała zwlekać i od razu poprosiła o latte i kawałek czekoladowego ciasta. Kiedy obie panie poprosiły o to, co chciały, mogły już zacząć gawędzić.
- Pytałaś co u mnie i powiem ci, że trochę się działo. Zaangażowałam się w pracę nad przedstawieniem charytatywnym, które na szczęście okazało się sukcesem, zapisałam się do amatorskiego kółka teatralnego i poznałam fajnego faceta, którego pewnie już więcej nie spotkam, ale przyznał mi jedno: że dużo gadam. Tylko nie wiem, czy to tak bardzo go męczyło, czy nie. Ja wiem, że sporo mówię, ale co poradzić, taka natura... - i spostrzegła się, że naprawdę właśnie wypowiedziała wiele słów.
- No właśnie - rozłożyła bezradnie ręce. Na szczęście wiedziała, że Valerie to nie przeszkadza, bo sama była rozmowną osobą.
 
 
VALERIE BLACKBURN
[Usunięty]

Wysłany: 2018-01-15, 15:42   

- Nie myślałaś, żeby wrócić na studia albo coś na zasadzie stażu i znaleźć coś lepiej płatnego? W koŃcu się zajedziesz jako kelnerka, a ja chcę mieć przyjaciółkę żywą - Valerie zażartowała, ale w głębi czuła, że to mogłoby kiedyś się stać. - Właściwie to dlaczego zrezygnowałaś?
Przyjaźniły się już jakiś czas, ale Val nadal nie wiedziała, dlaczego tak właściwie tak piękna i mądra dziewczyna, jaką jest Adrienne, nie miała lepszej pracy. Każdy chciały spełniać się w tym co robi, a praca kelnerki chyba nie jest marzeniem młodej kobiety.
Panna Blackburn zamówiła to na co miała ochotę zaraz po przyjaciółce i obie czekały na zamówienie.
- O kurcze,a ja już się martwiłam o Twoje życie towarzyskie, a tu proszę. Jestem miło zaskoczona! Ale że ty, jako aktorka? Nie podejrzewałabym, że kręci Cię takie coś. Mam nadzieję, że dostanę zaproszenie na jakieś przedstawienie - odpowiedziała z radością. - Faceta mówisz? Przystojny chociaż był? - zachichotała.
Miała rację, bardzo dużo mówi. Ale według Val, była to zaleta dziewczyny. Za to w pracy Panny Blackburn liczy się bardziej indywidualność, jeśli chodzi o pracę. Potrzebne jest skupienie, by nie popełnić najmniejszego błędu. Można to przypłacić zwolnieniem, zniszczeniem całego projektu, stratami pieniężnymi klienta, cokolwiek.. U nich w korpo najlepiej sprawdza się kontakt mailowy i smsowy.
Valerie przemyślała swoje sprawy sercowe i przypomniała sobie, że dawno nikogo nie poznała. Może czas to zmienić? Wpadła na pomysł:
- Hej, a może poszłybyśmy na jakąś imprezę poznać kogoś? U mnie dawno cisza, jeśli chodzi o te sprawy... - powiedziała z entuzjazmem. - Już nawet wiem co ubiorę, no proszę, zgódź się!
 
 
Adrienne Simmons


Adrienne Simmons

kelnerka, która ciągle

SZUKA miłości


27

Wysłany: 2018-01-26, 18:58   
   Multikonta: Iris, Jenna, Chris, Adam, David
   Nazywaj mnie: Aga


- Myślałam, tylko nie wiem, w czym bym się odnalazła - wyznała szczerze. Było zbyt wiele dziedzin, które ją interesowały i wybór wcale nie należał do łatwych. Lubiła swoją pracę, ale musiała przyznać rację, że na dłuższą metę to nie zda egzaminu.
- No nie zaszkodzi spróbować - powiedziała odnośnie swojego debiutu na scenie. - To mała grupa, daleko temu do naszego głównego teatru w mieście, ale jakoś się to kręci i ludzie przychodzą na przedstawienia. Jeśli dostanę jakąś ambitną rolę dam znać - uśmiechnęła się.
- Może to jest jedna z dróg, spróbować grać i może coś z tego będzie? - nie byłoby tak źle. Jeśli o zmianach mowa, to jakiś początek. Z tym, że Adrienne naprawdę nie widziała się w tym na dłuższą metę. Ale może się myli? To już miał tylko pokazać czas. Ważne, że nie boi się spróbować i chce się sprawdzić w czymś nowym.
- Ja się nie mogę nudzić, zdecydowanie. Już nie wspomnę o tym, że postanowiłam pójść na kurs taŃca. Lubię taŃczyć, może się przy tym odstresuję trochę - i nie powiem, liczyła na to, że pozna fajne osoby, wiek i płeć nie miała znaczenia. Zawsze się ktoś ciekawy znajdzie.
- Przystojny i taki zagubiony. Uratował mnie przed jakimiś podpitymi facetami - westchnęła. Wkroczył jak bohater w jej życie. - A ja mogłam mu tylko pokazać drogę, której szukał. Może jeszcze na niego wpadnę, wiem gdzie mieszka - odparła radośnie.
Wysłuchała propozycji odnośnie imprezy i...
- Zgoda, masz mój miecz, łuk i topór - w sumie to był dobry pomysł. Ade dawno nie była na imprezie, bo nie było kiedy i z kim, a teraz nadarzyła się idealna okazja. - Podoba mi się ten pomysł, naprawdę. A teraz mów co u ciebie, bo tylko ja tu gadam, a wiesz, że słuchać też lubię.
_________________
 
 
MAEVE cHAMBERS


mAEVE cHAMBERS

Prima balerina

Która wróciła do stanów w poszukiwaniu swojej pierwszej miłości


28

Wysłany: 2018-09-20, 23:20   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


| pierwsza

Znalezienie Arthura nie było jakoś specjalnie trudne. W przeciwieŃstwie do reszty znajomych pamiętała, jak miał na nazwisko, dzięki czemu wstukała go po prostu w fejsbuka i było po sprawie. Ile jest Arthurów Woodhouse’ów, którzy pochodzą z Cleveland? No właśnie. Trzeba przyznać, że dosyć sporym zaskoczeniem dla Mae było to, że ten mieszkał i pracował w Bostonie – czyli rzut kamieniem od o Concord. To znacznie ułatwiało sprawę i kwestię spotkania, bo wystarczyło się tylko umówić na kawę. Nie powiedziała mu, że zamierza wypytywać go o Johna – bo o niego jej głównie chodziło. Ot, zaproponowała mu spotkanie „po latach”, jako że akurat jest w Stanach na jakiś czas i okazało się, że mieszkają całkiem blisko siebie, to czemu tego nie wykorzystać?
Trzeba przyznać, że się trochę denerwowała. Minęło dziesięć lat od ich ostatniego spotkania, wiele w ich życiach się zmieniło i Mae się zastawiała, czy znajdą wspólny język tak jak kiedyś… Z drugiej strony, jak się nie dogadają, to nie muszą na siłę niczego utrzymywać. Chambers zależało tak naprawdę na tym, żeby zdobyć jakieś informacje o Johnatanie – bo jego na fejsbuku nie znalazła, a jego rodzina nie akceptowała od niej żadnych wiadomości, co wydawało się jej nieco podejrzane.
Kawiarnia wydała się takim dosyć bezpiecznym i neutralnym miejscem na spotkanie. Przyszła jakieś dziesięć minut przed umówionym czasem. Usiadła przy stoliku, zamawiając kawę (czarną, bez cukru), czekając aż Arthur przyjdzie.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

krupier | samotny ojciec

you taught me how to love


32

Wysłany: 2018-09-25, 22:27   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


/po Layli

Choć na co dzieŃ Arthur nie wspominał Maeve w żaden rzewny sposób, to nie miał problemu z przypomnieniem sobie, kim była i skąd się znają. Cleveland tak bardzo, huh. Chciał stamtąd uciec, chciał zapomnieć, prawie mu się to udało i naprawdę miał nadzieję, że tych dziesięć lat zamieni się w dwadzieścia, czy też jeszcze więcej, ale pojawienie się tej dziewczyny zburzyło te wszystkie nadzieje. Nie było jej już w Stanach, kiedy Jonathan umierał, nie oznaczało to jednak, że o tym nie wiedziała, bo Arthur doskonale wiedział, co ich łączyło, więc z początku nie chciał nawet odpowiadać na jej kontakt. Złamał się jednak, odpisał, Mae wydawała się być całkiem miła, a on nie był pewien, czy udaje, że faktycznie nie ma o niczym pojęcia. Nie dopuszczał nawet myśli o tym, że mogłaby zwyczajnie nie mieć mu tego za złe. Wszyscy mieli. Rodzice Jonathana, z którymi przecież swego czasu był w bliższej relacji, niż ze swoimi, jego znajomi, koŃcząc na samym Woodhouse'ie, który nie był w stanie pogodzić się ze śmiercią przyjaciela nawet po tak długim czasie.
Nie powiedział nic Layli o planowanym spotkaniu, postarał się dobrać czas tak, by ona była w pracy, on miał wolne, a Angelina mogła zostać u Babci Norrington. Udało mu się zatem pojawić o czasie, choć poprzedniej nocy prawie nie spal, a gdy już udało mu się przymknąć oczy, wkrótce budził się zlany potem, bo koszmary po raz kolejny go nawiedziły. Bał się tego spotkania, nie potrafił sobie nawet wyobrazić, jak mogłoby przebiec. Mimo to stawił się. Niepewnie wszedł do cukierni, jakieś pięć minut przed umówioną godziną, i rozejrzał się, szukając znajomej twarzy. W gruncie rzeczy nie wiedział, jak Maeve mogłaby teraz wyglądać i choć obejrzał jej zdjęcia na facebooku, to nie był pewien, czy ją rozpozna. Kiedy ostatnio ją widział, była jeszcze przecież nastolatką, całkiem możliwe, że on też, sam już nie pamiętał, kiedy wyjechała.
Rozpoznał ją jednak. Nie miał z tym większego problemu, choć chwilę się wahał, nim podszedł, w koŃcu jednak przystanął obok stolika, który zajmowała i przywitał się z niepewnym uśmiechem. Miał ją objąć, mógł już usiąść? Zamówienie czegokolwiek nawet nie przeszło mu przez myśl. Chyba nawet nie byłby w stanie niczego przełknąć.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


mAEVE cHAMBERS

Prima balerina

Która wróciła do stanów w poszukiwaniu swojej pierwszej miłości


28

Wysłany: 2018-10-18, 17:29   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Maeve chciała odnowić stare znajomości z Cleveland. Lata tam spędzone wspominała – w przeciwieństwie do Arthura – całkiem miło i zależało jej na spotkaniu się zarówno z Woodhousem, jak i Jonathanem; wciąż w pamięci miała swoją młodzieńczą, pierwszą miłość i gdzieś zrodziła się w niej nadzieja, że jednak ta stara miłość nie rdzewieje i coś z tego będzie. Oczywiście brała pod uwagę to, że John mógł mieć już żonę i dzieci, w takiej sytuacji nie zamierzała w żaden sposób wchodzić z buciorami w jego życie i pozostać po prostu przy miłych wspomnieniach. Jednakże nawiązanie jakiegokolwiek kontaktów z rodziną Jonathana wydawało się niemożliwe – nikt nie odpisywał na jej wiadomości, jakby wcale się nie znali… a to Maeve śmierdziało, jakby chcieli coś przed nią ukryć. W głowie miała wiele scenariuszy, aczkolwiek nie przeszło jej przez myśl, że John nie żył. Tego nie dopuszczała do swojej świadomości.
Nie była pewna czy pozna Arthura – dziesięć lat to naprawdę kupa czasu i ludzie się zmieniają czasem nie do poznania. Dlatego przejrzała jego zdjęcia, nawet siedząc już w kawiarni i czekając na niego, przeglądała jego galerię zdjęć, co by się upewnić. Stresowała się tym spotkaniem trochę, ale z zdecydowanie innych powodów niżeli Arthur. To było coś pomiędzy nerwami, a zwykłym podekscytowaniem.
Cześć! – powiedziała z uśmiechem na twarzy. Wstała z krzesła, by przytulić Arthura na przywitanie. – Szmat czasu się nie widzieliśmy – dodała zaraz potem, siadając. Kelnerka w końcu przyniosła jej kawę, za która podziękowała uśmiechem. – Co tam u Ciebie, opowiadaj. – Była wyluzowana, uśmiechnięta… nie wyglądała jakby miała zrzucić na niego winę za śmierć Johna.
 
 
Arthur Woodhouse


Arthur Woodhouse

krupier | samotny ojciec

you taught me how to love


32

Wysłany: 2018-10-27, 23:59   
   Multikonta: Lyelle Paddington
   Nazywaj mnie: Patrycja


Część jego wspomnień z Cleveland też była całkiem miła, spędził tam przecież większość swojego życia, przeżywał pierwsze pasje i miłości, jego młodzieńcze lata wcale nie były takie złe. Tyle tylko, że te wszystkie pozytywne wspomnienia były trochę naszpikowane nie najlepszą sytuację z rodzicami, no i przyćmione późniejszym wspomnieniem nieszczęśliwego wypadku, przez który na jakiś czas zrezygnował z motocyklu, no i w końcu uciekł do Los Angeles. Maeve też się z nimi wiązała. Nie było jej już wtedy w Stanach, ale każdy dobrze wiedział, co było między nią a Jonathanem, a już na pewno wiedział o tym Arthur. Tym gorzej było mu się z nią spotkać, nawet, jeśli od tamtej pory minęło już tyle lat. To taki moment, kiedy w jego głowie pojawiają się wyrzuty sumienia, że mu się w życiu układa - a jego przyjaciel nie miał nawet szansy, by spróbować.
Entuzjastyczna reakcja Mav na jego widok trochę zbiła go z tropu, ale odwzajemnił uścisk i już po chwili trochę się rozluźnił, a na jego twarzy pojawił się nawet lekki uśmiech. Oczywiście, że ją też dobrze było widzieć po takim czasie. Trochę to stresujące, ale wciąż miłe. Wiele lat temu przecież całkiem ją lubił. Kiedy kelnerka przyniosła dziewczynie kawę, Arthur zamówił coś dla siebie. Zajął miejsce przy stoliku, wieszając kurtkę na oparciu krzesła, i wbił wzrok w dziewczynę. Huh, wciąż nie wiedział, czego się spodziewać.
- Kawał czasu, no - pokiwał głową, zgadzając się z jej słowami. Uniósł zaraz brwi. U niego? Raczej wolałby posłuchać, co u niej, bo słyszał tylko tyle, że kiedy wyjechała z Cleveland, to dlatego, ze wróciła do Irlandii, a teraz znów jest tutaj - to znaczy w Stanach, bo jednak Boston jest trochę dalej od Cleveland, no i on kompletnie nie wiedział, co to wszystko miało oznaczać. - No u mnie... Trochę się dzieje. O rany, co mam ci powiedzieć? - zaśmiał się. Streścić dziesięć lat w kilku zdaniach? To w ogóle wykonalne? - Pracuję, dorobiłem się dziecka... niedawno się oświadczyłem. Jakoś się toczy powoli. A skąd ty się tu wzięłaś? - potarł dłonią czoło w nerwowym geście. No cóż, Jonathan nie dorobi się ani potomka, ani żony, a oni tu siedzieli i pili kawkę jak gdyby nigdy nic. To spotkanie zdecydowanie było dla niego zbyt ciężkie. To, że czuł się niezręcznie, to mało powiedziane. Najchętniej by chyba jednak wyszedł i zapomniał. Uciekł, jak zawsze. Taki jego sposób na radzenie sobie z problemami. Ba, sposób na życie.
_________________
You might kill me with desire, wind me tighter than a wire
It's something that you do to me



 
 
MAEVE cHAMBERS


mAEVE cHAMBERS

Prima balerina

Która wróciła do stanów w poszukiwaniu swojej pierwszej miłości


28

Wysłany: 2018-11-15, 19:21   
   Multikonta: Saskia Lovell
   Nazywaj mnie: mARTA


Prawdę powiedziawszy to lata spędzone w Stanach były dla Maeve najlepszymi – mieszkanie w Cleveland było swego rodzaju przygodą, którą wspominała długo jeszcze po powrocie do Irlandii. Po niej skupiała się na swojej tanecznej karierze w stu procentach, zapominając o tym, że życie osobiste też jest ważne i powinna trochę zwolnić., spróbować sobie jakoś je ułożyć, a nie wzdychać do pierwszej miłości, z którą nie miała kontaktu od blisko dziesięciu lat. Z drugiej strony – to właśnie dzięki swojej ciężkiej, mozolnej pracy została zauważona i dlatego też dostała główną rolę w nowym, bostońskim spektaklu. Bez tego mogłoby jej dzisiaj tutaj nie być.
Nie miała pojęcia o tym, że John nie żył. Nikt nie pofatygował się, by napisać chociażby krótkiego maila czy wiadomość na facebooku. Myślała, że zapewne znalazł sobie nową dziewczynę, założył z nią rodzinę… nie zamierzała się wchodzić w jego życie butami, zależało jednak jej na odnowieniu znajomości. Zwłaszcza, że w Stanach jest raptem na rok, więc jaki to miało sens?
Chambers upiła łyk kawy, spoglądając na Arthura. Wydawał się jej taki… dziwnie spięty, aczkolwiek mogło się jej tylko wydawać. Z drugiej strony ona również była nieco zdenerwowana całą sytuacją, w której się znaleźli. Nie widzieli się dobre dziesięć lat, takie spotkania zawsze niosą ze sobą duże emocje.
Jesteś ojcem? Gratulacje! – powiedziała z entuzjazmem, uśmiechając się szeroko. Miło było słyszeć, że starym znajomym się układa. Zawsze cieszyło ją szczęście osób, które w jakiś sposób były jej bliskie. – Dostałam propozycję zagrania głównej roli w nowej sztuce bostońskiego teatru. Scenariusz mnie zainteresował, więc się zgodziłam. Premiera w na początku przyszłego roku. – Prawdę powiedziawszy, przyjęłaby tę rolę nawet jeśli sztuka miałaby okazać się największym kiczem dekady. Chodziło o szansę ponownego przylecenia do Stanów, odnowienia kontaktów. – Stwierdziłam, że skoro jestem w USA, to odezwę się do starych przyjaciół. O dziwo tylko Ty mi odpisałeś. Zarówno John, jak i jego rodzina, milczą jak grób… Masz z nimi jeszcze kontakt? – zapytała, zapewne utwierdzając Arthura w przekonaniu, że nie miała zielonego pojęcia o śmierci Johnatana.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 6