Poprzedni temat «» Następny temat
Savenor's Market
Autor Wiadomość
Massachusetts


Massachusetts

Wysłany: 2014-03-28, 12:43   Savenor's Market


Savenor's Market
 
 
Charles M. Butler
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-13, 15:16   

Człowiek musi jeść. Szczególnie człowiek taki jak Charlie potrzebował jedzenia. Najlepiej dobrego jedzenia w odpowiednio dużych ilościach. Najlepiej jedzenia od mamy, wiadoma sprawa. Nie było tajemnicą, że mimo swoich trzydziestu lat wciąż pozostawał trochę maminsynkiem i bardzo chętnie przy odpowiedniej sposobności wybierał się do swojego rodzinnego domu, żeby zajrzeć do maminego gara… I przy okazji – skoro już tam był – podrzucić kochanej mamusi parę koszul do prasowania i gaci do wyprania. Przecież była mamą, kochała się o synka troszczyć, tak? Nie, nie miewał wyrzutów sumienia, oczywiście. Nawet się nad tym nie zastanawiał. Zresztą, nad wieloma rzeczami zazwyczaj się nie zastanawiał. Czasem po prostu wpadał mu do głowy jakiś pomysł, a od tego nie było wcale daleko do realizacji. Teraz na przykład Charlie stwierdził, że chyba dobrze byłoby odstawić na jakiś czas pizzę i mrożonki i przynajmniej raz na pół roku zrobić coś bardziej porządnego do jedzenia. Zamierzał gotować. Brzmiało wprawdzie jak szaleŃstwo, bo nigdy nie przejawiał szczególnie wielkiej pasji do gotowania, ale to nie może być takie trudne, prawda? Na pewno nie jest, w koŃcu miliardy ludzi na całym świecie robią to codziennie. No, chyba miliardy, bo pewnie przydałoby się wykluczyć sporą część populacji Afryki, o czym Charlie pomyślał, nawet nie zdając sobie do koŃca sprawy z tego, że były to myśli nieco chamskie. Ale hej, był tylko Amerykaninem, los dzieci z Afryki był mu bardzo odległy. W każdym razie podjął się wyzwania, zorganizował sobie przepis na kurczaka curry i wybrał się do sklepu niedaleko swojego mieszkania, żeby kupić wszystkie potrzebne mu rzeczy, co trochę mu zajmowało. W koŃcu musiał dokładnie przemyśleć, czy lepiej wziąć taŃsze czy nieco droższe mleko kokosowe, bo przecież to mogło robić dużą różnicę i jak dokładnie wygląda odpowiednio dojrzały ananas. Poza tym czy lepiej kupić gotowe curry czy może kilka osobnych przypraw? To nie była łatwa sprawa, dlatego teraz stał przed półką z przyprawami, zastanawiając się głęboko nad tym, na co się tak właściwie porywał z tym całym gotowaniem i nad swoim życiem przy okazji też.
 
 
Catty Rocher
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-13, 23:48   

[ wyrwanie z czasoprzestrzeni, o ]

Catty nie lubiła nowych elementów w swoim życiu. Jej onkolog był burżujskim idiotą, któremu samemu nie chciało wykonywać się roboty, więc porzucał ją i przekazywał koledze, bądź – o zgrozo – stażystom. Mieszkanie, które powinno być przyjemnymi czterema kątami, do których chce się wracać okazało się być wrogim miejscem, gdzie trzeba udawać, bo wszędzie czaił się Cain. Szczególnie po ostatniej wpadce z nieszczęsnym kocham cię... Tłumaczyła to otumanionym umysłem. W koŃcu nie wiadomo co jej podawali wtedy w kroplówce, poza tym na koncie uszczerbków zdrowotnych miała uraz głowy. Może w mózgu aktywował się jej debilizmu? Bardzo prawdopodobne. Nawet przed pożarem miała skłonności do bycia idiotką, głupkiem czy nieudacznikiem, także w prawdzie nic się nie zmieniło. Ewentualnie ściągnęło aktorską maskę i ujawniło jedną z wielu prawdziwych twarz Rocher. Najczęściej ujawniane oblicza sprzeczały się same ze sobą – tu debilka, a w gruncie wykłada anglistykę na bardzo dobrej uczelni, w dodatku będąc szanowaną wykładowczynią. Czyli mądrość gdzieś tam musiała się w niej osadzić i od czasu, do czasu objawiać, tak. Bezmózgim kalafiorem, szpinakiem, albo innym brokułem nie była, nie jest i nie będzie. Przynajmniej taki jest plan.
Dzisiaj odkrycie to niesłychane – weszła do kuchni, otworzyła lodówkę i... i nic. Przerażające pustki! Serio, nie dojść, że wcześniej nie odkryła koŃczących się zapasów, tak teraz została siłą wyższą zmuszona do wyjścia na zakupy z burczącym brzuchem, bo współlokator oczywiście zdążył wybyć ratować ludzkość przed spaleniem się i obróceniem w proch, jak zresztą Bóg zapowiadał – więc czy w takim przypadku Cain próbował oszukać przeznaczenie? Jednak wracając do ważniejszych spraw, ruszyła swój kościsty tyłek do pobliskiego marketu, z jednym włosem sterczącym w tą stronę, z drugim w inną i piękną jedną białą skarpetką, a drugą błękitną, które zjechały spod spodni na kostki. I choć wyglądała okropnie, to głód zawsze wygrywa, tak? Włóczyła się po sklepie, przed sobą pchając jakiś mniejszy wózek i wrzucając do niego co popadnie. Jednak zachowywała trzeźwość umysłu i nie brała produktów najniższej jakości, nie, trzeba o siebie dbać – tylko zgarniała dłonią te najdroższe sery, warzywa, drobie... aż trafiając przed dział z przyprawami, nie wjechała swoim stajlowym pojazdem w Charliego. W pierwszej chwili, kiedy najbardziej dało się odczuć uderzenie i niemożność dalszej kontynuacji swojej drogi po Savenor'sie, zmarszczyła brwi gotowa zacząć krzyczeć z niczego i obwiniać intruza o to, że akurat tam stoi. Ale podnosząc stopniowo wzrok ujawniający postać Butlera, wyraz jej twarzy złagodniał i jedynie przewróciła oczami, żeby po kilku sekundach doznać niebywałego szoku...
Co ty tu robisz? – pytanie na poziomie, jednak nie przyjmowała do wiadomości szansy, takiej jak samodzielne bawienie się w kucharza z jego strony. Pożaru nie chciała w kamienicy obok, logiczne.
 
 
Charles M. Butler
[Usunięty]

Wysłany: 2015-05-20, 00:28   

Niby to ona doznała szoku? Hej, to on właśnie rozważał rzecz o niezwykle wielkiej wadze, jaką było odpowiednie dobranie przypraw do swojej cudownej potrawy. Charlie zazwyczaj nie gotował. Nie lubił, nie odczuwał do gotowania żadnej pasji, właściwie zazwyczaj nawet nieszczególnie mu się chciało wyciągać garnków i kombinować w kuchni nad stworzeniem czegoś specjalnego, posiadającego odpowiednią ilość wartości odżywczych i jeszcze przy okazji dobrze smakującego. Zdecydowanie zbyt skomplikowane i przede wszystkich pracochłonne oraz czasochłonne zajęcie. Ponad jego cierpliwość i zazwyczaj ponad ambicje. Nie dość, że trzeba było myśleć, spędzić godzinę w kuchni, próbując ogarnąć pięć rzeczy na raz, bo tu coś trzeba pokroić, tam coś syczy, w innym miejscu się coś przypala, to potem jest całe mnóstwo garów czekających na wrzucenie do zmywarki. A przecież wrzucenie rzeczy do zmywarki to ciężka praca. Łatwiejszą opcją byłoby zgarnięcie garów do wora i zawiezienie ich do mamusi, tylko że tego typu akcje koŃczyły się zazwyczaj tym, że obrywał od rodzicielki po głowie. Wiedział, już to raz sprawdził i zdecydowanie mu się to nie opłacało... Biedny, nieświadomy chłopaczek, który nie chciał i nie potrafił dorosnąć, huh. Zazwyczaj wrzucenie mrożonki do mikrofali wygrywało ze wszystkim. Ewentualnie zamówienie porządniejszego żarcia z dobrej knajpy. Teraz jednak chciał coś ugotować i chciał to zrobić dobrze, bo tak już miał, że kiedy się w coś angażował, to w pełni. Żadnych półśrodków. Miało to właściwie nawet głębszy sens ponad jego uporem - skoro już miał się męczyć z tym całym gotowaniem, to przynajmniej chciał mieć z tego nagrodę w postaci dobrego żarcia. Dlatego musiał się mocno skupić, żeby dobrze zdecydować, czy gotowe przyprawy się do czegoś nadają... A tu nagle ktoś wjechał mu w tyłek. Charlie nie był facetem, który lubił, gdy ktoś wjeżdżał mu w tyłek, niezależnie od tego, że określał swojego najlepszego kumpla mianem "żony". To nie były fajne zabawy. Nawet kiedy w tyłek wjeżdżała mu kobieta... Tak, to zdecydowanie był szok, a na widok Catty uniósł do góry brwi. Nie spodziewał się jej tutaj spotkać. Nie wiedzieć czemu, był przekonany, że skoro nie tak dawno temu spotkał Elsę w supermarkecie, nie jest możliwym, by natknął się znów w sklepie na inną ze swoich bratowych. Bo w koŃcu jaka była na to szansa? Najwidoczniej spora...
- Zakupy? - odpowiedział i nawet uśmiechnął się pod nosem po tym, jak zmierzył ją wzrokiem. - Widzę, że testujesz nowy styl? W porządku, w porządku - pokiwał głową, robiąc minę, jakby faktycznie wygląd "dopiero wstałam z łóżka" jej służył. W rzeczywistości nie oceniał. Mógł gadać wiele bzdur o testowaniu swoich przyszłych bratowych i sposobach na przeprowadzanie tych wszystkich testów, ale w rzeczywistości do cudzych się nie tykał. Trochę lojalności jednak w sobie posiadał. - Wiesz, bardzo mnie ugodziłaś tym swoim brakiem uwagi, nie wiedziałem, że potrafisz być taka agreywna - stwierdził po chwili z udawaną powagą i nawet położył sobie dłoŃ na piersi.
 
 
Catty Rocher
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-01, 20:24   

W koŃcu odpisuję :frajer:
Tak, to właśnie ona doznała szoku! Albo chodźmy na kompromis, oboje doznali i już. Nikt nie kazał mu rozważać tego niezwykle trudnego tematu, zawsze mógł iść na żywioł, zamknąć oczy i wylosować jakiś kminek z inną bazylią. Spontanicznie i praktycznie bez problemu, o ile gotowanie da się zaliczyć do kategorii bezproblemowej. Z wieloletniego doświadczenia mu powie, że takie czitowanie w kuchni nad garnkami to żmudna robota, więc póki ma czas, niech od nich ucieka gdzie pieprz rośnie! W sumie złowieszcze pomieszczenie zwane potocznie kuchnią, gdzie odprawia się równie złowieszcze rytuały starych wiedźm to pułapka z porządną kratą, która zatrzaskuje się niemal od razu i jak uciec? Sama dała się zniewolić, zupełnie jak murzyn, tak i teraz – o dziwo – nawet to lubi, nawet ogarnia tą sztukę i nawet udaje się jej przypilnować pięćdziesięciu rzeczy na raz, robiąc coś na obiad, śniadanie lub kolację. Jednak takiego Charliego poklepałaby po ramieniu, wiedząc że zwozi mamie rzeczy typu brudnej roboty – hej, ona nie wiedziała czego nie lubią matki, Zoey zaliczało się do bliżej nieokreślonej kategorii, bądź podkategorii zaćpanego, zapijaczonego menela spod mostu. Mrożonki są dobre w małej ostateczności, zamówionemu żarciu natomiast nie ufała. Kiedyś w swojej chiŃszczyźnie znalazła uroczego, małego robaczka, który chciał zwiedzić jej przełyk w interesującej wycieczce. Fajną postawę przybierał, taką się ceni, serio. I poza tym, jest bardzo zrozumiała. Narobisz się, wylejesz siódme poty, wykoŃczysz się i potem jadło ma być okropne? Nie, miało być zajebiste i tyle w temacie, żeby wynagrodzić człowiekowi trud ruszenia dupy od jednego mieszadła do drugiego. Ona mu nie wjeżdżała w tyłek, po prostu zaparkowała w nim wózek, bo zasłaniał jej drogę. Że to miała być jej wina? Jasne, przeprosić może, ale to Butler powinien przepraszać ten nieszczęsny przedmiot za takie widoki, może mu metalowe serce z seksowności stanęło? O ile coś widział, mogło być czarno... Co jak co, jednakże na bratowe mógł się natknąć wszędzie. Chociaż nie jestem pewna, czy Catty odwiedza sex shopy. Markety tak, lecz takie zakątki Bostonu...?
Nie, taki sobie spacer – odparowała kąśliwie, w porannym stylu. Albo popołudniowym. Zależy która jest, akurat miała wolne to ranek mógł nagle być o piętnastej. – Wiesz, raz się żyje. Postanowiłam być yolo, polecam, nieużywanie szczotki i niepodciąganie skarpetek jest spoko sprawą. Oszczędzam czas na tym, zarazem przyciągając uwagę studentów. Bardzo praktyczne – zakomunikowała, na koniec uśmiechając się w stylu telewizyjnych sław, mówiących polecam, Anna Starmach. Wyciągnęła dłoŃ przed siebie i poczochrała jego włosy, stylizując na siebie by ten też wpakował się w grupę swag ludzi. Miło, że te wszystkie legendy o testowaniu bratowych są jedynie zabawnymi historyjkami! – Teraz już wiesz. Chcesz kolejny pikantny fakt o mnie? – uniosła brew, powstrzymując śmiech widząc jego gest. Sorry, niewyspana Catty to dziwna Catty.
 
 
Charles M. Butler
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-03, 23:07   

Hej, nie było takiego wyzwania, którego Charlie by się nie podjął. Chyba od tego jakże istotnego faktu związanego z jego męską dumą właśnie należało wyjść. Wystarczyło tylko odrobinę go podpuścić, próbować wmówić mu, że czegoś nie umie lub nie będzie w stanie czegoś zrobić, nawet jeśli bardzo się postara, a zaraz się oburzał, zaperzał, a potem za punkt honoru uznawał udowodnienie bezczelnemu gnojkowi, który wygłaszał w jego obecności podobne hipokryzje, jak bardzo błędne było jego przekonanie. W koŃcu Charles Marta Butler potrafił wszystko, a gdyby tylko się uparł i mu się chciało, gotów byłby nawet w całkiem szybkim i sprawnym tempie podbić cały ten marny świat. Tylko że mu się nie chciało, nie zamierzał zawracać sobie głowy problemami całego świata, skoro nie chciało mu się nawet poświęcać szczególnie dużej ilości myśli własnym problemom i ogarnianiu na poważnie swojego życia. Było mu dobrze w roli dużego chłopca, który w gruncie rzeczy żył z dnia na dzieŃ, łapał sobie na pojedyncze noce ładne koleżanki znajdujące się akurat w okolicy, lubił stołować się u mamusi i pozwalał najlepszemu kumplowi przygotowywać sobie śniadania. Gdzie był problem? On nie widział. Odpowiedzialność była maksymalnie przereklamowana, więc uciekał od niej, jak tylko mógł. Dopóki mógł. I zanim nie będzie za późno. W koŃcu nie takim gierojom jak on przytrafiały się nieprzewidziane sytuacje, które wywracały ich życie do góry nogami i siłą rzeczy zmuszały do przyjęcia nieco bardziej odpowiedzialnej postawy, prawda? Brzmiało przerażająco. Na razie o tym nie myślał. To nie parcie na dojrzałość i zupełną samodzielność popchnęły go do tego sklepu. Nawet nie wyzwanie. Wbrew pozorom nikt mu nie powiedział, że jest ciotą, która nie potrafi gotować. Ostatecznie w dzisiejszych czasach to nie był najwazniejszy życiowy skill. Witamy w erze fast-foodów i take-awayów. Nie zniechęcił się też do mrożonek i nie przeżył traumatycznego spotkania z robakiem w swojej chiŃszczyźnie. Wszystko było w porządku w gruncie rzeczy, a Charlie najzwyczajniej w świecie... Chciał spróbować czegoś nowego? Nowości były dobre, tak? Kto nie idzie do przodu ten się cofa czy coś w tym stylu... A on się cofać nie chciał. Chociaż może powinien pomyśleć nad zamontowaniem na swoich tyłach czujników wycofywania podobnych do tych, które spotkać można w ciężarówkach? Wtedy zmniejszyłoby się prawdopodobieŃstwo jego spotkaŃ z przypadkowymi sklepowymi wózkami prowadzonymi przez przypadkowo spotykane bratowe. I nie, za seksowność swojego tyłka nie odpowiadał. Sorry not sorry.
- To była ironiczna odpowiedź na twoje pytanie, co tutaj robię, mała. Zapytałaś, co tu robię, a że to chyba oczywiste, to... Zabrzmiało pytająco, nie moja wina - podniósł do góry obie dłonie w obronnym geście. Przecież nie mógł odpowiadać za to, co wygadywał, prawda? To było jak najbardziej logiczne. Słowa czasami po prostu wyskakiwały z niego same, posiadając dowolne znaczenie nie dając się powstrzymać nawet przez pozornie najbardziej nieodpowiednią sytuację, w której mógł się znaleźć przez swoje pieprzenie głupot. Nie jego wina. Gdyby zaczął myśleć o wszystkim, co mówił, nie nazywałby się Charles Butler.
- Za moich czasów młode nauczycielki przyciągały naszą uwagę cyckami na wierzchu. Uwaga skupiała się wprawdzie na cyckach, a nie na wykładzie, ale... Mniej więcej to samo, nie? Cycki uczą bardziej niż nauka - czasami nie miał bladego pojęcia, jak to się stało, że był taki inteligentny i potrafił wyrzucać z siebie tak odkrywcze teksty. Chyba miał to w genach. W koŃcu jego rodzeŃstwu też nie brakowało intelektu, prawda? Tego bardzo specyficznego rodzaju mądrości szczególnie... Takiej, którą mało kto poza Butlerami ogarniał, ekhm. - Pikantny fakt? Przestałaś się też myć? - jedna z jego brwi uniosła się do góry, a na twarzy pojawił się głupawy uśmieszek. Tak się z nią tylko droczył. Chyba. Chociaż... Może to były jakieś początki depresji i Catty faktycznie postanowiła pożegnać się raz na zawsze z higieną i jakimkolwiek dbaniem o siebie?
 
 
Catty Rocher
[Usunięty]

Wysłany: 2015-06-18, 21:47   

Nie wiem dlaczego, ale czytając to pierwsze zdanie, porównałam Charliego z Barney'em z How I Met Your Mother. On też przyjmował każde wyzwanie, bo co? Bo mógł, chociaż w jego przypadku najczęściej nikt go nie podpuszczał jak działo się w przypadku Butlera. Hipokryzje hipokryzjami, jednak męska duma to bardzo poważna sprawa, którą z pewnością z chęcią zbadałaby choćby i na przykładzie Charlesa Marty (nie no, kocham jego drugie imię, wielbię i coś tam jeszcze). Co mogłaby mu zarzucić? Oto jest pytanie. Ciężkie, więc pewnie nie będzie jej się chciało myśleć i odpuści, odstawi na inny raz, zapomni. Hej, nieogarnianie własnego życia i własnych problemów ma się nijak do podbicia świata – ciekawy byłby taki świat, niech się kopnie i oporządzi, bowiem powiadam, że Marta byłaby lepszym Putinem niżeli sam Putin, tylko takim dobrym Putinem... i zaczynam wątpić, że wiadomo o co mi chodzi, także zakoŃczę swoje rozmyślania o nim jako Putinie. W każdym bądź razie nie chciałam nikomu ubliżać, obrażać, lubię Charliego, to taki fajny, duży chłopiec jak brat. W sprawie odpowiedzialności mógłby się zbratać z nią po części, bo ta raz do niej lgnęła, raz po niej jechała i uciekała, ciężko nadążyć. Rocherówna nie umiała się ustatkować względem odpowiedzialności, może procenty pomogą? W sumie takie buum-bum szubudubu wydarzenia ssą, pokładajmy nadzieję, że coś takiego go nie spotka, bo zmusiłoby to wtedy biedną Catty do współczucia mu, a taka rzecz to ciężki los. Gdyby widziała go w mieszkaniu, osobą mówiącą, że nie umie gotować byłaby ona. Tak, miła i troszcząca się (ktoś go musi uświadomić, niech się nauczy, przydatna umiejętność) osóbka. Era fast-foodów i take-awayów nie jest dla każdego i nie powinna być wystarczająca też dla niego, ba, nawet mrożonki powinny zejść na drugi plan – bo chiŃszczyzny z robalami jeszcze nie doświadczył. Dlaczego? Ponieważ puku-puku wymagało energii, a takie rzeczy za dużo energii nie dawały. Pfff, niepotrzebnie zaprzątać sobie głowę czujnikami, w koŃcu takie spotkanie z wózkiem to fajna niespodzianka! Natomiast za seksowność tyłka powinien odpowiadać.
Zdążyłam się sama skapnąć, kotku. Wiem co to ironia. I nie używaj na mnie mała, bo jestem wolną kobietą, która dawno nie wskoczyła nikomu do łóżka, a ty jesteś przystojny, więc... preferuj Catty, ok? – póki nie rozchodziło się o sprawę życia i śmierci typu pytaŃ na sali sądu, to nie odpowiadał za swoją beztroską gadkę. Pewnie, że logiczne, sam Charlie był logiczny, także o czym my tutaj prawimy. Nawet opanowana Rocher potrafiła gadać od czapy, nie zastanawiając się, bo gdyby zawsze zastanawiała się nad swoimi słowami, to pewnie nie dzieliłaby się z nim informacją o swoim seksualnym życiu. Nie musiał o tym wiedzieć, prawda? Nikt nie musiał, seks pozostaje w łóżku, na blacie, w klubie, albo gdzieś tam.
Natomiast za moich czasów wykładowczynie w sumie też przyciągały naszą uwagę cyckami. Tak, gapiłam się na nie. Jakby na to nie patrzeć, nasze czasy były w tych samych czasach, mniej więcej. U ciebie też ich dupy was czegoś uczyły? Bo u nas tak. Angielki lubią krótkie, obcisłe spódnice – wyszczerzyła się szeroko. To było bardzo inteligentne, na poziomie pani z dobrego uniwersytetu w Ameryce, szanowaną babkę, która na dodatek nie pokazuje... zazwyczaj... swojego biustu lub tyłka. Specyficzny rodzaj mądrości? Ciekawe, ciekawe... Catty pewnie go nie rozumiała, meh. – Nie, myję się regularnie, Charles. A tak serio, serio to się zastanawiam czy nie iść w ślady Francuzek i nie przestać nosić stanika pod koszulą – w koŃcu w życiu trzeba wszystkiego próbować! Podobno mega wygodnie wtedy jest. Hola hola, depresji jeszcze kobieta nie miała, ewentualnie jakieś kryzysy trzydziestoletniej kobity z nowotworem buszującym po organizmie. Tym bardziej dbała o siebie i swoją higienę, joł.
 
 
Charles M. Butler
[Usunięty]

Wysłany: 2015-07-03, 15:38   

Tak naprawdę Charlie nie nadawał się ani trochę do roli władcy wszechświata. Po pierwsze, nie chciało mu się, jak już było wspomniane. Takie globalne panowanie nad wszystkimi i wszystkim wymagałoby od niego zużywania zdecydowanie zbyt wielu sił umysłowych i fizycznych. Wiedział co nieco o polityce i miał świadomość tego, jak ciężkie było zapanowanie nad paŃstwem, stanem lub choćby jednym średniej wielkości miastem. To wymagało sztabu inteligentnych ludzi specjalizujących się w układaniu strategii pozwalających na stworzenie przestrzeni, w której wszystkim żyło się dobrze po to, by nie musieli walczyć o dobrobyt i nie pozabijali siebie wzajemnie w efekcie. Nie sądził, by był w stanie utrzymać pokój pomiędzy tymi wszystkimi ludźmi. Zazwyczaj nie lubił mówić innym, co powinni robić, nie wciskał im się na siłę ze swoimi opiniami i dawał im prawo do ich własnych, bo właśnie na tym polegała wolność, demokracja i życie w wolnej Ameryce. Wyjątkiem były sytuacje, gdy wiedział, że jego bliscy pakowali się w coś kretyŃskiego, na co nie zamierzał im pozwalać. Poza tym dawał ludziom żyć tak, jak tylko tego chcieli. Po drugie, był zbyt niepoważny. Panowanie nad światem wiązałoby się pewnie z koniecznością wzięcia na siebie sporej odpowiedzialności, a odpowiedzialność była tym, czego Charlie bał się cholernie mocno i czego za wszelką cenę starał się unikać. Starał się nie brać jej nawet za siebie, a co dopiero za siedem miliardów ludzi. Nie, dzięki. Władza nad światem była zdecydowanie przereklamowana. Już lepiej być Supermanem, który ten świat ratuje. O tak, do tego się nadawał.
Faktycznie nie musiała dzielić się z nim informacjami o swoim seksualnym życiu. Pewnie gdyby była inną kobietą, Charlie po usłyszeniu takich słów bardzo chętnie zaproponowałby jej wskoczenie do swojego łóżka w ramach odkurzenia zakurzonych miejsc swojego ciała i rozrywki. Przede wszystkim rozrywki! Nie żeby cokolwiek było z nią nie w porządku. Butler miał jednak swoje zasady i wbrew temu, co czasem wygadywał, wcale nie testował swoich bratowych czy byłych bratowych pod względem łóżkowej użyteczności. Traktował je jak rodzinę, nawet jeśli nie były już związane z jego bratem. Dlatego uniósł po prostu do góry brwi. - To zabrzmiało, jakbyś bardzo łatwo dawała się poderwać na małą - stwierdził, a później wyszczerzył do niej ząbki. Nie oceniał. Bardzo szanował kobiety, które wiedziały czego chcą, w szczególności jeśli wiedziały, że tym czego chcą jest seks. Z drugiej strony jeszcze nigdy żadna kobieta po byciu nazwaną przez niego małą nie stwierdziła, że jest przystojny i nie nawiązała do wskakiwania mu do łóżka. Częściej spotykał się z oburzeniem.
- Nawet nie wiesz, ile bym dał, żeby dupa którejś z moich nauczycielek mnie czegokolwiek nauczyła. Najlepiej podczas prywatnych konsultacji. Kiedy byłem młodszy, dojrzalsze kobiety wydawały mi się cholernie seksowne. Więc uważaj na młodych chłopców. Chociaż... Tych na studiach możesz już przelecieć - stwierdził po chwili, szanowany dziennikarz piszący artykuły do poważnej gazety. Nie jego wina, że jego świat opierał się na seksie. Zresztą, generalnie cały świat kręcił się wokół seksu, więc to chyba nie było nic dziwnego, że Charlie potrafił sprowadzić do niego rozmowę niemal na każdy temat. Absolutnie nic dziwnego...
Gdy powiedziała o noszeniu stanika, jego wzrok zupełnie mimowolnie powędrował w kierunku jej klatki piersiowej. Nie dlatego, że był napalonym gówniarzem (kogo ja oszukuję, przecież trochę był), ale po prostu go sprowokowała i to był odruch bezwarunkowy. - Jeśli nie zaczną ci wisieć dotąd, to będzie bardzo okej - zapewnił, zarechotał i nawet pokazał palcem na jej brzuch, wskazując, dokąd jej cycki wisieć nie powinny, żeby przypadkiem nikogo nie odstraszać.
 
 
Penny Paddington
[Usunięty]

Wysłany: 2015-12-20, 03:47   

wygląda na to, że to mój temat...

To na szczęście wcale nie tak, że Penny była małym wykorzystywanym czarnym niewolnikiem do tego, by robić zakupy dla całej rodziny. Nie dokładano jej dodatkowych obowiązków do tych, których miała już przecież i tak całe mnóstwo jako bardzo pilna uczennica liceum! I to nawet nie jest wielkie szyderstwo, bo chociaż Penny nie poświęcała nauce tak wiele czasu, ile by teoretycznie mogła, to faktycznie w związku ze swoją przynależnością do szkoły średniej, miała sporo rzeczy do roboty. Głównie były to rzeczy niekoniecznie związane ze wzbogacaniem się jej stanu wiedzy, a znacznie bardziej z jej zainteresowaniami - uwielbiała udzielać się w kółku teatralnym, czasami podrzuciła kilka niusów do szkolnej gazetki (oczywiście tych związanych z najważniejszym tematem dla osób w jej wieku, jakim były gwiazdy oraz plotki i doniesienia z wielkiego świata) i przede wszystkim udało jej się dostać do składu cheerleaderek jako rezerwowa, więc miała sporo rzeczy do osiągnięcia, by stać się pełnoprawną członkinią drużyny i mieć zapewnione pewne miejsce jako pomponiara na wszystkich meczach! Pomijając ten drobny fakt, że istniało sporo spraw, o których mogłaby myśleć, Penny była szczęśliwa. Niezależnie od tego, jak miały bądź nie miały wyglądać jej Święta Bożego Narodzenia (czego w sumie trochę się obawiała po tym, jak Phil postanowił zwinąć się z Bostonu i mieć całą ich rodzinę totalne gdzieś), czuła, że ten rok był dla niej dobry. Po pierwsze te wymarzone cheerleaderki, po drugie koncert The Boobs, na którym była i po trzecie - i zdecydowanie najważniejsze! - spotkanie Juliena Pottera personalnie, twarzą w twarz, oko w oko i na dodatek palenie z nim jednego papierosa, ślina w ślinę! Czy mogło być coś lepszego? Poza ewentualną wizją, w której Julien porzucał swoją żonę i oświadczał jej, Penelope Paddington, dozgonną, nieśmiertelną miłość - nie, zdecydowanie nie było niczego lepszego. I właśnie dlatego Penny z własnej nieprzymuszonej woli, korzystając z ciężko zarobionych pieniędzy (czyt. kieszonkowego) udała się na zakupy. Tak po prostu uznając, że mogłaby nawet nauczyć się gotować. To przecież nie mogło być takie trudne, nie? Znacznie trudniejsze było stanięcie na palcach, żeby sięgnąć po znajdującą się oczywiście na najwyższej ze sklepowych półek bezglutenową mąkę... Ciężki los kurdupla opierającego się o półki i wyciągającego się najbardziej, jak była w stanie - wszystko bezskustecznie! Pomocy...?
 
 
Jasmine Moriarty
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-25, 22:04   

|second game + outfit|

Problem w tym, że już od dobrych piętnastu minut i trzydziestu dwóch sekund wpatrywała się w półkę pełną hipnotyzująco kolorowych pudełek z ciastkami. Druga sprawa, nie miała zamiaru kupować żadnej rzeczy, którą zdążyła obejrzeć odkąd ponad półtorej godziny opuściła mieszkanie, w którym starała się jak tylko mogła odgrywać prawie normalną, w dodatku przemiłą współlokatorkę.
I to był podstawowy problem numer trzy.
Szopka, którą odstawiała od... cóż, dłuższego czasu, nie była normalna. Jedno, że po roku spędzonym na ciepłych plażach Miami, w których w myślach kontemplowała te -naście lat, które przeżyła w różnych stanach zakłamania, oszustw, machlojek i zwyczajnych złośliwych zabiegów mających uchronić ją przed nudą; a w dodatku wieczory spędzała z rozstawioną planszą szachów, za przeciwnika mając brzuchatą figurkę z jadeitu, która przez dwanaście miesięcy nie wymieniła z nią ani jednego słowa, za to magicznym sposobem sprawiła, że tęskne spojrzenia rzucane w stronę ludzi żyjących pełnią szczęśliwego życia zaczęły powoli odżywać w myślach Jasmine.
Już nawet tego smutno zwyczajnego dnia zdarzyły jej się takie momenty, kiedy patrzyła na zupełnie przypadkowych ludzi w autobusie i nagradzała samą siebie opowieścią o swoich przygodach z innymi ludźmi, które ostatnio coraz częściej zmyślała z równą łatwością, z jaką kłamała swoim dawnym znajomym, a w szczególności jednemu. Bała się czasem, że może to pomóc ją przejrzeć, kiedy w koŃcu nadejdzie czas na szczerą konfrontację, która obedrze oba jej życia z resztek fantazji i wrzuci ją na głębokie wody żywego realizmu bez ani jednej lekcji pływania.
A wszystko zaczęło się od ciastek...
 
 
David Wall
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-01, 20:28   

/ Wygląda jakoś tak, o

Doba była zdecydowanie zbyt długa. Paradoks, dawniej twierdził zupełnie odwrotnie, kiedy to brakowało mu czasu na swoje przyjemności czy, chociażby, chwilę wytchnienia na kanapie i bezczynnego wgapiania się w telewizor. Miewało to też swoje plusy. Chociaż tylko wtedy, gdy był z Benjaminem, a czas mógł się dłużyć w nieskoŃczoność. W innym wypadku powoli wpadał w wszechogarniającą go nudę. Dziwną nudę, bo przecież wciąż wymyślał sobie kolejne to zajęcia, a i tak zbyt dużo czasu musiał przesiadywać przed telewizorem, w którym widział już chyba całkowicie wszystko.
Pracoholizm, z którym niegdyś się utożsamiał zaczął dawać o sobie coraz to wyraźniejsze znaki. Natomiast do dnia, w którym miał ponownie przejść testy, by móc wrócić do służby wciąż było daleko. Na szczęście był Benek, który pozwalał mu o tym zapominać, bardzo często zresztą. Dziś również. Właśnie dlatego przyjechał do marketu. Clayton miał zjawić się u niego w mieszkaniu wieczorem, na kolacje, która najprawdopodobniej zakoŃczy się... graniem na konsoli oczywiście. Nie miał bladego pojęcia co zrobi, dlatego też przechadzał się po sklepie oglądając dosłownie wszystko.
Poszukiwał inspiracji, o.
W zamian znalazł coś zupełnie innego. A raczej kogoś. Dyskretnie spojrzał na Jasmine, która stała od niego dosłownie kilka kroków dalej. I naprawdę przeszła go myśl czy nie wybrać się do innego sklepu. Jakiegokolwiek. PrzestaŃ. Powinien, powinien w koŃcu odpuścić. Czas podobnież leczy rany, o których powinien już dawno zapomnieć. W sumie to nawet i zapomniał. W grę wchodziła raczej jego.. męska duma, tak. Tylko pytanie, czy to ma jakikolwiek sens? Czy tego chciał czy nie, Jasmine będzie pojawiać się w jego życiu. Jebać to. Jeszcze przez ułamek sekundy przyglądał się ewidentnie zamyślonej kobiecie i wraz ze swoim koszykiem, w którym miał jakiegoś kurczaka, makaron, paprykę i kilka innych rzeczy, które kompletnie nie miały się do wcześniej wymienionych, ruszył w jej stronę. Ku własnemu zdziwieniu nawet się nie zawahał, kiedy delikatnie kładł dłoŃ na jej barku. - Halo, tu ziemia.
 
 
Jasmine Moriarty
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-02, 02:11   

Brednie niezdecydowanego faceta. Doba cały czas miała godzin tyle samo, inna sprawa co kto z każdą z nich robił. Od kiedy przestała działać na tak zwaną szkodę społeczeŃstwa zza ekranu komputera, zrozumiała, że czas wygląda zupełnie inaczej niż ten, do którego przywykła, kiedy jako sierota pozbawiona wszystkiego tylko nie własnego uporu pojawiła się w Bostonie.
W sumie nie było to tak, że teraz życie Jasmine zmieniło się diametralnie tylko dlatego, że po roku spędzonym w ciszy, spokoju i zupełnie innym świecie, w którym oddycha się przesyconym wodą powietrzem, a każdy dzieŃ może i zaczyna się i koŃczy tak samo, ale nie wiadomo kiedy, zmienił ją w prawie miłą osobą. Nadal miała pojęcie o tym, jak być najwredniejszą kobietą na ziemi, szczególnie, że wróciła do najciekawszego etapu życia, który dano jej przeżyć w tym mieście, a było ich sporo, bo chociaż zapierała się rękami i nogami byle tylko nie przyznać się, że... o mój boże, w ciągu niecałych dziewięciu miesięcy przekroczy magiczną granicę lat trzydziestu i wtedy zapewne dotrze do niej jak bezsensowne było do tej pory jej życie. Ale nie, kompletnie nie nad tym zastanawiała się stojąc przed sklepową półką.
Nic nie mogło równać się z niespodzianką jaką zaserwowali jej były-podobno-zakochany-do-szaleŃstwa facet i były-a właściwie-to-obecny współlokator. Nie wierzyła ani w przypadki, ani w zbiegi okoliczności a już na pewno nie w to, że jeśli dwójka ludzi jest sobie pisana, to w kilkumiliardowym świecie znajdą się choćby nawet apokalipsa nastała. Po prostu nie. A tu taka niespodzianka i pomyśleć, że obaj denerwowali ją do granic możliwości i o każdym, w różnych odstępach czasu, myślała, że pozbyła się z własnego życia już na dobre. Zapewne nie była największym autorytetem w dziedzinie uczuć ludzkich, ba, w praktyce nie miała o nich pojęcia, ale była bystra, spostrzegawcza i pamięć też miała dobrą. Doskonale pamiętała jak patrzył na nią samą, kiedy jeszcze łudziła się, że może coś z tego wyjdzie i jego mamiła tą samą szansą na coś na kształt wspólnego życia. Teraz widziała to samo w tych samych oczach, ale już nie kiedy patrzyły na nią.
Prawie podskoczyła zaskoczona, ale nie, to się wcale nie wydarzyło, nigdy by się do czegoś takiego nie przyznała. - Co do... - może i zasłuchana we własne myśli stała tam nieco podejrzanie długo, ale żeby od razu ją dotykać, czyżby ktoś chciał rękę stracić? - Ty. - popatrzyła na niego, nie bardzo wiedząc co aż tak złego zrobiła, żeby dostać dodatkową dawkę kontaktu z tą konkretną osobą denerwującą. A tak chciała być tego dnia miła - Co tu robisz i czemu mi przeszkadzasz?
 
 
David Wall
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-10, 20:26   

Niezdecydowanego faceta, a to ciekawe.
Nie wiadomo czy to tak, że wydarzenia ostatnich miesięcy zmieniły coś kraŃcowo w życiu Davida. W koŃcu nic nie uległo zmianom w idealnych stu osiemdziesięciu stopniach. Tym bardziej nie były doświadczeniami przyjemnymi, przeciwnie - niebezpiecznymi, które o mało nie skoŃczyły się tragicznie. Na pewno zaczął bardziej doceniać każdy kolejny dzieŃ, przyjemne chwile, często zwykłe błahostki i.. ludzi. Tych z którymi łączy go mniej i tych, którzy znaczą dla niego znacznie więcej. Zrozumiał wartość życia i to, jak bardzo nie chciałby tego utracić. Wciąż jednak zostawał tym mężczyzną, który często wypada z równowagi, który nie chce pozwolić by ktoś naruszał jego racje, czy walczył z jego zdaniem. Dlatego właśnie nie mógł uwierzyć, że istniało coś, co potrafiło zmienić Jasmine w tak nieprawdopodobny sposób. Jasne, mogło pomieszać jej w głowie, przedstawić kompletnie inne wartości, czy nastawić na inny pogląd świata. Wciąż jednak była gdzieś Jasmine.
Czy skakał z radości dowiadując się, że Jasmine zamieszka z Benjaminem? Czy cieszył się wiedząc, że ponownie, chcąc czy nie, będzie przewijać się w jego życiu? Oboje dobrze wiemy jaka jest odpowiedź. Starał się po prostu ją... unikać? Nie zaczepiać? Nie podjudzać? Naprawdę chciał ten kontakt ograniczać do minimum. Czy miał powody do tego, aby bać się, że Moriarty może mu przeszkodzić? Po raz kolejny zniszczyć życie, skopać je bez żadnych emocji? Tego nie wiedział, jednak był czujny. Musiał być. A Jasmine wie o nim dużo, zna go bardzo dobrze, a to może nie wróżyć nic dobrego. Może, a nie musi. Jasmine Moriarty, odwieczna zagadka.
Nie trudnym było zauważyć, że kobieta została wyrwana z bliżej nieokreślonej zadumy bardzo niespodziewanie. Dave natomiast instynktownie zabrał swoją dłoŃ, teraz chyba odrobinę żałując swojej decyzji. Ups. - Tak jakby.. to co Ty? Chociaż może niekoniecznie. - skwitował, spoglądając przez ułamek sekundy na swój koszyk, później ponownie na twarz kobiety. - Przepraszam? Nie chciałem przeszkodzić Ci w... - zawiesił głos, spoglądając na półkę wypełnioną pudełkami różnorakich ciastek, która mieściła się naprzeciw kobiety. - Mordowaniu wzrokiem tych Bogu ducha winnych ciastek? - zrobił zdziwioną minę, chwilę później uśmiechając się cwaniacko.
 
 
Jasmine Moriarty
[Usunięty]

Wysłany: 2016-05-06, 22:31   

Très bien.
Najwyraźniej osiągnęła nowe moralne dno - z braku lepszych znajomych, z którymi mogłaby porozmawiać o znaczącej wyższości ciastek czekoladowych nad owsianymi, które smakowały jak pasza dla konia, a w zasadzie to z braku jakichkolwiek znajomych, którzy nie oglądaliby w tej chwili nieba w kratkę albo nie podziwiali różowych słoni galopujących majestatycznie po tęczowej autostradzie, zaczęła rozmawiać z Davidem. W sklepie spożywczym. Jak gdyby minony rok, nie wspominając o latach poprzednich w ogóle się nie wydarzył.
Czy to znaczyło, że naprawdę robi postępy i ludzie faktycznie zaczynają postrzegać ją jako miłą osobę, do której można podejść w przypadkowym spożywczym i zapytać o najbanalniejszy, najbardziej nudzący temat? Czyżby cała ta rok trwająca szopka, podczas której najpierw zmuszano do zjednoczenia się z samą sobą, a później sama trenowała jednoczenie się z otoczeniem z jakiego na Florydę uciekła? Boże, to brzmiało prawie tak, jakby coś się jej w życiu faktycznie udało i że doszła do tego zupełnie sama, bez okłamywania siebie i nikogo innego, i co najważniejsze, bez łamania praw federalnych. Sukces!
Cała rozpromieniła się na tą myśl a ten nagły, nieplanowany uśmiech David mógł spokojnie wziąć za oznakę załamania nerwowego. Halo, coś w jej życiu zaczęło wychodzić, więcej, zaczęło brać właściwy obrót i nie musiała przy tym łamać żadnych zasad, wykradać rządowych danych czy upokarzać jakąkolwiek z osób, które na swój socjopatyczny sposób mogła nazwać 'przyjaciółmi'. Życie było piękne i od razu zdecydowała się na wrzucenie do koszyka paczki czekoladowych ciastek, po namyśle dorzucając jeszcze jedną paczkę.
- David, ach czemu ty jesteś David? - zanuciła, decydując w koŃcu, że to zdecydowanie za dużo czasu spędziła na, jak on to nazwał, ''mordowaniu niewinnych ciastek''. Ciastka były niewinne i były bardzo w porządku wynalazkiem, więc nawet taka socjopatka jak ona nie miała dość wybrakowanej duszy i sumienia, żeby zamordować takie cudowne twory. - Nie rozumiesz, że jeśli wydajesz pieniądze to musisz to dobrze przemyśleć? - o proszę, a do tego obudziła się w niej wielka, ekonomiczna moralistka. Ale ten pan ma dzisiaj szczęście!
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-02, 23:09   

Dziwne rzeczy działy się z Mayą Harlowe po tym, jak została porwana przez kosmitów, a potem odstawiona z powrotem na swoją rodzinną planetę (bo oczywiście wciąż upierała się przy tym, ze właśnie to było jedyną słuszną i prawdziwą wersją wydarzeŃ, a nie zajmowanie się projektem). Po pierwsze, miała dziwne wrażenie, ze nagle jej buty zaczęły dobierać się w pary. Wcześniej w jej świecie parowanie się butów było raczej zjawiskiem rzadko spotykanym. Wszystko wskazywało na to, że jej obuwie preferowało raczej pary międzygatunkowe i chociaż Maya nie wiedziała, czy to przyzwoite czy może nieco niepokojące, to akceptowała te wybryki swoich butów jak przystało na kochającą i tolerancyjną właścicielkę, którą przecież była. Innymi słowy - coraz rzadziej zdarzało jej się wychodzić w butach, które do siebie pasowały. Poza tym jakoś dziwnie mało gotowała, z czego nie zdawała sobie sprawy do jakiegoś czasu. Odzwyczaiła się podczas tych miesięcy intensywnej pracy, kiedy poświęcała czas przede wszystkim na wykonywaniu tego, co zostało jej zlecone i nie miała czasu na siedzenie w kuchni. Potem po powrocie do normalnego (jak na nią) życia skupiała się głównie na nadrabianiu zaległości ze swoimi znajomymi i przyjaciółmi i na przeprowadzce. W nowej kuchni za to... Jakoś nie potrafiła się skupić. Co chwilę przyłapywała się na tym, że jej myśli odpływają w stronę znacznie oddaloną od garnków i patelni stojących na kuchence, a potrawy, które wychodziły spod jej łapek były dziwnie słone.
Maya nie byłaby jednak sobą, gdyby zamierzała tak po prostu porzucić jedną z tych rzeczy, które szczerze uwielbiała robić. Miała w planach spróbować po raz kolejny ogarnąć samą siebie i właściwości swojej nowej kuchni. Do tego potrzebowała jednak planu na to, co ugotuje. No i przede wszystkim produktów. Mimo bycia cudotwórcą, nie posiadła jeszcze umiejętności gotowania z czystego powietrza. Jeszcze...
Przechadzała się po sklepie powoli ze swoim koszyczkiem, wybierając kolejne rzeczy, które mogłyby jej się przydać do dobrego typowego indyjskiego posiłku. Problem polegał na tym, że nigdzie nie mogła znaleźć imbiru...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 9