Poprzedni temat «» Następny temat
Savenor's Market
Autor Wiadomość
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-07-03, 14:31   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything



    | Przed wyjazdem z Basilem na weekend – wdzianko, właściwie to co z Basilem skoro jedzie prosto nad jezioro.


Wyjazd za miasto na cały weekend był planem nad którym skupiała się od kilku dni, właściwie odkąd zasugerowała go Basilowi. Podjęła się zorganizowania wszystkiego więc nie mogła dać ciała. Zależało jej na tym aby jednak wypalił, w koŃcu nie często Basil wychyla się z domu ostatnimi czasy i niewypał mógłby go do tego zrazić jeszcze bardziej. Jednak to nic strasznego dla Julki, w koŃcu była bardzo zorganizowaną osobą, a nie chcąc tracić ani minuty z wolnych dni od wczesnego ranka była na nogach. Ogarnęła prysznic i pomijając nakładanie tapety na swoją twarz zjadła lody na śniadanie. Chwilę zajęło jej wybranie czegoś odpowiedniego na wyjazd nad jezioro, ale w koŃcu wskoczyła w letni ciuch i zapakowała się do samochodu. Miała wskoczyć zaledwie chwilę do spożywczaka, aby kupić im coś dobrego na drogę lub leżakowanie. Stawiała na owoce i warzywa, oraz duże ilości wody. Wiedziała jednak, że chwila w sklepie nieco się jej wydłuży, kiedy zobaczyła znajomą sylwetkę. Chwilę tak stała zastanawiając się czy podejść ją od tyłu, a z kolei spalić się ze wstydu jeśli okaże się, że to nie Maya. Green jednak lubiła ryzykować więc tym razem zawiesiła głowę na ramieniu dziewczyny, a to był wyczyn bo musiała stanąć na palcach i się wyciągnąć, ale udało się! Zerknęła również do koszyka skrupulatnie przyglądając się wszystkim składników. - Jakaś zmiana żywieniowa narzucona przez kosmitów przez których zostałaś porwana? - zapytała wesoło stając całymi stopami na ziemi i wrzucając jabłka do swojego koszyka. - Bo coś musieli zmienić, a z wyglądu się nie postarali. Wciąż jesteś za ładna – wzruszyła bezradnie ramionami dodają do swoich zakupów winogrono.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-08, 16:17   

Nie miała bladego pojęcia, czy to ze światem faktycznie było coś nie tak czy może po prostu ona już zupełnie zeszła na ścieżkę szaleŃstwa. Wiedziała, że miała skłonności do postrzegania świata nieco inaczej niż większość ludzi i z drobnymi różnicami w stosunku do tego, jak wyglądał w rzeczywistości. Nie bez powodu nawet najlepsi przyjaciele wytykali jej szaleŃstwo. Bujała w obłokach, była całkowicie chaotyczna, czasami zdarzało jej się o czymś zapomnieć i uwielbiała robić kilka rzeczy na raz. Poza tym wkładała pilota do lodówki, sukienki wieszała na telewizorze, a buty zostawiała przy wannie. W jej świecie to wszystko miało jakiś sens. Tym co natomiast nie miało sensu żadnego, była plakietka z imbirem i jego ceną, pod którą nie znajdował się imbir, a cytryny. Maya patrzyła to na plakietkę to na cytryny, później znów wracając wzrokiem do napisu i nie potrafiła zrozumieć, co tu się stało. Nie musiała zresztą, większy problem miała z tym, ze nie mogła znaleźć imbiru. Miała już odstawić koszyk na podłogę i poszukać imbiru niżej (może po prostu się ukrył?), ale wtedy poczuła, jak coś siada jej na ramieniu. Koala?! Mała panda?! Wielka ważka?!
- Juliette! - no oczywiście! Maya rozpoznała w koŃcu głowę przyjaciółki i uśmiechnęła się szeroko, odwracając w jej stronę. Koszyk jednak został odstawiony na podłogę, bo nie mogło się obyć bez uścisku na powitanie. Miała wrażenie, że nie widziały się całe wieki! Możliwe że właśnie tak było! W koŃcu czas w kosmosie może płynąć całkowicie inaczej, prawda? - Oj tam, oj tam - machnęła ręką i przewróciła oczami, bo właśnie taka była świetna w przyjmowaniu komplementów. Zresztą, to czy była ładna czy nie, nie zawracało szczególnie jej głowy praktycznie nigdy. - Nie mam pojęcia, co się działo w kosmosie. Raczej nie zostałam zapłodniona małym kosmitą, mądrzejsza też się nie stałam, supermocy żadnych nie odkryłam, a to... To będzie indyjskie żarcie - oznajmiła pogodnie, podnosząc swój koszyk. - STO LAT CIĘ NIE WIDZIAŁAM! - wyrzuciła jeszcze na koniec już ze znacznie większym entuzjazmem. Nie dlatego, że nie widziały się tyle czasu (to nie napawało jej radością), a bardziej dlatego, że po tych stu latach los znów pozwolił im się na siebie zatknąć. To totalnie było przeznaczenie! Ewentualnie fakt, że ludzie potrzebują jedzenia, a to da się kupić w sklepie spożywczym... Ale to prawie jak przeznaczenie!
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-07-09, 21:52   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Zamiast wytykać to bardziej skłaniała się do podziwiania szaleŃstwa przyjaciółki, ale trzeba zaznaczyć, że sama do normalnych ludzi zaliczyć się nie mogła. Była szurnięta z pewnością w nieco inny sposób niż Maya, ale jej pozytywne nastawienie do świata czasami kierowało nią do przesady. Dokładając do tego roztrzepanie i gadulstwo czasami bywało dziwnie. Chociaż ostatnimi czasy coś uległo zmianie, ale nie odważyłabym się stwierdzenia, że Juliette spoważniała lub dorosła. To chyba bardziej skomplikowane, ale zmiana pracy i takie ciągłe kursowanie pomiędzy miastami, krajami, a czasami nawet kontynentami chyba zaczęło pożerać te nadmierne pokłady energii bo potrafiła przesiedzieć cały dzieŃ na mieszkaniu lub spokojnie przespać całą noc co w jej wykonaniu zawsze było problematyczne.
- Ja! - odparła wesoło przytulając Maye z całych sił, ale zachowując odrobinę dystansu by mogła zaczerpnąć minimalny oddech. Ciężko byłoby szybko nadrobić zaległości, kiedy padłaby na posadzkę z omdlenia, a nie można zapominać o tym, że Juls zwyczajnie się dziś spieszyła. - To dobrze, bo znów musiałabym kupować prezenty jako przykładna i fajna ciotka, a nie mam pojęcia co się kupuje kosmitom – a z drugiej strony uważała, że to mogłoby być ciekawe doświadczenie. – Mmm indyjskie. Wiesz, że nie bardzo miałam z takim styczność? – nie żeby wybrzydzała, ale jakoś się nie złożyło. Jej nocny tryb ograniczał się do hamburgerów i frytek, a gdy sama coś gotowała to o tą kuchnię jeszcze nie zahaczyła. Teraz pewnie będzie za nią chodzić i też się przełamie. – I co?! Całkiem nieźle się trzymam jak na sto dwadzieścia seidem lat, nie? – zaśmiała się lekko. – Ty też – rzecz jasna. Zgarnęła do koszyka banany, jabłka i marchewki mając zamiar najwyraźniej katować Basila zdrowym żarciem przez weekend.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-10, 16:14   

Właśnie dlatego Maya zawsze kochała Julkę! Od samego początku widziała w niej kogoś w rodzaju swojej bratniej duszy! Lubiła jej spontaniczność, optymizm i to, że praktycznie nigdy nie mogły się nagadać, bo gdy ich pomysły ścierały się ze sobą, zawsze miały do powiedzenia coś nowego. Poza tym od kogo innego dostałaby najlepszą na świecie, bardzo pożyteczną (khe, khe) pandę? Może ich szaleŃstwo nieco się od siebie różniło i może gdzieś po drodze obie odwaliły jakąś drobną część dorastania (bo i Maya wydawała się trochę bardziej ogarnięta życiowo), ale najważniejsze było chyba to, że nie zamieniły się w ponure, znudzone życiem i rozgoryczone baby pod trzydziestkę. Maya szczerze miała nadzieję, że znudzenie, ponurość i rozgoryczenie nigdy jej nie dopadną. To byłoby straszne!
- W sumie... Ja też nie wiem, co się kupuje takim kosmicznym dzieciom. Ale myslisz, że to robi różnicę, czy one są z kosmosu czy tutejsze? Dzieci są chyba wszędzie podobne i lubią podobne rzeczy. Smoki. Dzieci lubią smoki - stwierdziła po chwili zastanawiania się na głos, bo przecież rozkminianie czegoś tylko we wnętrzu swojej głowy było znacznie słabsze niż rozważanie tych samych rzeczy, od razu wyrzucając je na głos. Szczególnie kiedy mówiło się je do drugiej osoby a nie na przykład do własnej lodówki czy garnka. Lodówki po prostu nie rozumiały pewnych koncepcji, szczególnie tych bardziej nowatorskich - kto by pomyślał?
- Naprawdę? Jest super! Dużo przypraw, ja lubię dość pikantne albo słodko-pikantne z curry i imbi... Nie widziałaś tu gdzieś imbiru? - urwała w połowie, zdając sobie sprawę z tego, czego szukała bez powodzenia przez ostatnich kilka minut i znów rozejrzała się wokół siebie, jakby imbir miał nagle wyrosnąć za jej plecami, kiedy nie patrzyła. Nie wyrósł. A to niespodziewany pech!
- Zdradzę ci sekret. To tylko photoshop - powiedziała poważnie, kiwając głową powoli i wskazując otwartą dłonią na swoją twarz. Ewentualnie jakieś kosmiczne moce. W gruncie rzeczy Maya głęboko wierzyla w to, że miala już znacznie więcej niż sto dwadzieścia siedem lat. Kilka poprzednich wcieleŃ robiło w tym przypadku robotę.
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-07-13, 23:14   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Do ponurej i znudzonej życiem baby pod trzydziestkę jej daleko. Może wiekiem już zbliża się do tej paskudnej granicy, ale duchem jest daleko do tyłu. Chyba właściwie nigdy nie będzie jedną z ponurych babek, a będąc prababcią podczas rodzinnego grilla z uśmiechem będzie rzucać tekstami typu: gdybym się nie puściła was by tu nie było. Kto wie, może na starość włączy się jej podróżowanie po świecie, bo siedzenie na dupie rozwiązując kolejną porcję krzyżówek czy oglądając jakieś telenowele i wędrowanie każdego dnia do kościoła na poranną msze to nie dla niej.
- Kto wie?! - wzruszyła bezradnie ramionami. - Może zamiast misi na karuzeli wiszącej nad łóżeczkiem muszą być latające spodki, albo kawałki meteorytów. Nie wiem, serio... - smoki lubił każdy i nie trzeba było być dzieckiem, ale czy kosmici w ogóle wiedzą czym są smoki?
- Imbiru? Nie, nigdy z niego nie korzystałam właściwie. Nawet nie wiem gdzie na sklepowych półkach mógłby się znajdować – wyjaśniła, ale naprawdę chciała pomóc swojej przyjaciółce, gdyby tylko wiedziała jak.
Nie ma to jak magia photoshopa – stwierdziła radośnie. – Tak w ogóle to w wielkim skrócie co słychać? Musimy się koniecznie spotkać, może po weekendzie, bo teraz robię szybkie zakupy i zgarniam Basila za miasto – wyjaśniła najwyraźniej dumna ze swoich wyczynów. Wyciągnąć go ponurego i zaszytego w domu po chorobie to był wyczyn!
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-15, 23:31   

Starość była jedną z tych rzeczy, o których Maya starała się na co dzieŃ po prostu nie myśleć. Wydawała jej się jakaś dziwnie przygnębiająca, szara i generalnie nieprzyjemna. Wiedziała, że czas upływał, udawało jej się to nawet zauważać gdzieś pomiędzy jednym szalonym posunięciem a kolejnym całkowicie nieprzemyślanym. Mimo wszystko uczyła się wciąż nowych rzeczy, czasami nawet zdarzało jej się wyciągać pewne wnioski na podstawie popełnionych przez siebie wcześniej błędów. Rozwijała się, trochę nawet zmieniała... Ale nie wyobrażała sobie siebie kiedyś jako staruszki. Siwe włosy, problemy z poruszaniem, zapominanie o ważnych rzeczach? Na dodatek samotność, skrzeczący głos i brak tej całej energii, która teraz tak silnie popychała ją to przodu? To wszystko brzmiało zdecydowanie za bardzo przerażająco. Nie, dzięki. Chwilowo wolała zakładać, że będzie młoda wiecznie. Być może jeśli uwierzy w to wystarczająco mono to stanie się prawdą?
- Byłoby w takim razie bardzo głupio, gdybym miała dziecko z kosmosu. Skąd ja bym wzięła kawałki meteorytów? Przecież to nie tak, że spadają sobie tak po prostu z nieba! - wyrzuciła niemal z oburzeniem, marszcząc brwi. Nie tyle wobec Juliette co wobec kosmitów. Teoretycznie nie miała powodów, ale wolała zaprezentować im swoje oburzenie tak na wszelki wypadek, żeby nie przyszło im nawet do głowy porywanie jej ponownie i wkładanie do brzucha małego kosmity. Meteoryty to wcale nie był dobry biznes. I nie, Maya nie zdawała sobie sprawy z tego, że w sumie spadały z nieba i to nawet całkiem często.
- O. Tutaj - wskazała ręką przed siebie, w kierunku tego, co znajdowało się przed nią, a co wcale nie było imbirem, a burakami. Potem pokazała do góry, gdzie wisiała etykietka z napisem "imbir" i ceną pod spodem. - Tylko że go nie ma. Powiedz mi, że nie zwariowałam i ty też widzisz tu buraka - poprosiła grzecznie, biorąc jednego z buraków do ręki i obracając go w dłoniach. No na pewno nie imbir, cholera. Co jak co, ale to jeszcze rozpoznać potrafiła!
- Tylko daj znać, a będę na ciebie czekać! - zapowiedziała, a potem spojrzała na nią z zainteresowaniem. - Kim jest Basil? - poruszyła nawet bardzo wymownie brwiami i przechyliła się, żeby szturchnąć ją łokciem w bok. Oczywiście nie skojarzyła, że mogło chodzić o jej dawnego wspóllokatora. W koŃcu tych Bazylów to jak mrówków!
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-07-19, 18:20   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Juliette też nie chciała myśleć o tym, że kiedyś będzie bezsilną staruszką z siwymi włosami, dlatego wolała obstawiać przy tym, że swojej energii nigdy nie utraci i będzie jak te babuleŃki po osiemdziesiątce z Azji, które jeszcze są w stanie nurkować bez specjalistycznej aparatury, aby złowić obiad... albo jak seniorzy z Brytanii co maja lepszą kondycję niż obecni nastolatkowie i normalnie chodzą na siłownie. Po co nastawiać się, że będzie źle? Wtedy człowiek zdziadzieje prędzej czy później. Dlatego uważała, że właśnie pozytywne nastawienie robi wiele.
- Ja myślę, że kosmiczna moc emanowałaby od Twoich dzieci i jeśli coś miałoby spaść właśnie na ziemie to gdzieś w okolicy Twojego mieszkania, abyś mogła to bez problemu zdobyć – uśmiechnęła się wesoło. - A jeśli nie to kupiłabyś jakieś dziwne kamienie i tłumaczyła dzieciom, że to właśnie meteoryty – dobra ściema nie byłaby zła, ale to nie mógłby być pierwszy lepszy kamieŃ.
Spojrzała na przyjaciółkę z troską, jakby martwiła się o jej aktualny stan. Może ma gorączkę, może jej słoŃce przygrzało, a może Ci kosmici zrobili z nią coś strasznego?! Dopiero po jej pytaniu odetchnęła z widoczną ulgą i zaśmiała się lekko. – Przez chwilę tak myślałam, ale dobrze, że szybko sprostowałaś sprawę z tym burakiem... bo to totalnie burak, a już się martwiłam, że widzisz tu imbir.
Z pewnością się odezwę – toż to Julka, na pewno da znać. – Ty tak na serio? – spytała z powagą. – Znamy jednego Basila... ej poważnie. Kosmici coś Ci w głowie poprzestawiali. Nooo wiesz, tego co z Tobą mieszkał i jeśli nie odwiedzałam Ciebie to pakowałam się do niego. Przeżyliśmy u was na mieszkaniu inwazję sów i jeszcze przecież go ratowałam z czarnej rozpaczy, kiedy dowiedział się o chorobie i nie wychylał z pokoju. Naprawdępytasz mnie kim jest Basil?
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-07-23, 13:27   

Nigdy nie posiadała pesymistycznej natury. Nie tworzyła w głowie wszystkich negatywnych scenariuszy i nie roztaczała przed sobą ani przed całym światem wizji nieprzyjemnych konsekwencji własnych posunięć. Sama wolała patrzeć na świat pozytywnie, dostrzegać w nim te dobre strony, a kiedy coś szło nie do koŃca po jej myśli, próbować sobie jakoś z tym poradzić zamiast załamywać nad tym zupełnie niepotrzebnie ręce. Jednocześnie miała w sobie chyba odrobinę realizmu, chociaż na co dzieŃ mogła sprawiać wrażenie zupełnie odrealnionej i nieprzystosowanej do rzeczywistości wariatki, która przeżyła tych dwadzieścia siedem lat swojego życia jedynie jakimś cudem bądź przy sporym szczęściu. Wiedziała, że nic nie trwa wiecznie - młodość, zdrowie, miłość. Dlatego po prostu cieszyła się tym, póki trwało. Tak wyglądała jej życiowa filozofia... No, z dodatkiem kilku hinduskich mądrości, które wyniosła z domu.
- Ty to jesteś super sprytna, wiesz? Gdyby nie ty, pewnie biegałabym po całym świecie i Rosji, szukając gruzu z nieba! - odpowiedziała z pełnym uznaniem dla słów Julki, bo przecież nie mogła jej nie przyznać racji w tym wypadku. - A nie... Moment... Przecież nie muszę biegać po świecie i Rosji, bo wcale nie mam kosmicznych dzieci - zorientowała się po chwili i przewróciła oczami. No głupia, głupia Maya! Ale przecież takie zapominanie o tym, że wcale nie było się w ciąży z kosmitami się zdarza, prawda? Na filmach totalnie się zdarzało...
- Nie widzę imbiru i to jest mój problem - westchnęła ciężko. A potem spojrzała z wyrzutem na buraki, które uparcie nie chciały zmienić się w imbir. Wcale nie pomogło. W koŃcu porzuciła próby transmutacji warzyw za pomocą własnych oczu i stwierdziła, że poszuka w innym sklepie. Nie ma to nie ma, trudno.
- Ale... Poczekaj... To ten sam Basil?! - otworzyła szerzej oczy i spojrzała na Juliette ze znacznie większym zaskoczeniem. Bo to nie chodziło o to, że nagle zapomniała Basila. Po prostu nie przypuszczała, że on i Julka i że coś teges! Przegapiła to. Musiała to przegapić. W sumie nic nowego. Ostatnio miała wrażenie, że ominęło ją całe mnóstwo rzeczy.
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-07-25, 23:21   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Juliette też żyła w takim przekonaniu, ale jak się okazało 'nigdy nie mów nigdy' bo pierwszy raz usłyszała z czyiś ust o swoim pesymistycznym nastawieniu. Jednak tak jakoś wyszło, ale należy podkreślić, że miało to miejsce podczas spotkania z włamywaczem, który bezczelnie wylegiwał się na jej kanapie, pod jej nieobecność. To nowe doświadczenie najwyraźniej wzbudziło w niej odrobinę pesymizmu. Życiowa filozofia jaką posiadała Maya była całkiem niezłym posunięciem i dla Green mądrym i zdrowym podejściem do życia. Takie bezstresowe korzystanie z każdego dnia, a martwic będą się faktycznie wtedy, kiedy znajdą się w tym miejscu w którym coś się koŃczy. Nie ważne czy na pierwszy odstrzał pójdzie zdrowie, młodość, czy miłość. Teraz nic nie było ważne oprócz optymizmu, czyż nie?
- Zawsze do usług – uśmiechnęła się lekko i spojrzała na Maya niepewnie. - Ej, miałaś styczność z kosmitami więc ja bym nie była pewna co do tych kosmicznych dzieci, wiesz... - wzruszyła bezradnie ramionami. - To może być takie bum, obudzisz się pewnego dnia, a tu brzuch – wyobraźnia się jej uruchomiła. - W koŃcu nigdy nie wiedz jak to wygląda u kosmitów, nie?
- Może zwyczajnie go nie mają i buraki zapełniły półki burakami – westchnęła rozglądając się po sklepie i szukając kogoś z obsługi, niestety ni znalazła i w dodatku trochę się spieszyła, więc jej przyjaciółka będzie musiała bawić się w Poszukiwacza Przygód: Część I – W pogoni za Imbirem.
Słysząc jej zdziwienie była w lekkim szoku więc przytaknęła niepewnie. - Tak, ten sam – zaśmiała się lekko. - Czemu tak Cię to dziwi? - to było bardzo podejrzane i jak to mówią winny się tłumaczy, więc nagle poczuła się zobowiązana do udzielenia sprostowania. - Czuje się już lepiej, wyniki ma dobre, ale utknął w swoich czterech ścianach i żyje z kotem jak stara panna oglądając po raz setny Z Archiwum X... - spojrzała na nią wymownie – więc jak na dobrą przyjaciółkę przystało, postanowiłam go zaciągnąć za miasto, bo takie zasiedzenie się w bloku mu nie służy – yup.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-03, 12:17   

No, dla Mayi kilka rzeczy było w sumie równie ważnych jak pozytywne podejście do życia i tymi kilkoma elementami potrafiła się faktycznie przejmować. Kochała swoją rodzinę, niezależnie od tego, jaka by ona nie była. Starała się utrzymywać z nimi kontakt, odwiedzać od czasu do czasu lub przynajmniej dzwonić albo wysyłać listy i pocztówki. Czasem nawet dostawała odpowiedź! Była zresztą najszczęśliwsza na świecie, kiedy jej biały brat dawał jej znać, że on i jego mąż razem z dzieciakami mają się dobrze albo kiedy dostawała od nich nowojorskie bajgle. Brakowało jej czasami nowojorskich bajgli. Poza tym prawdopodobnie odrobinę za mocno przejmowała się swoją pracą i poświęcała jej zbyt dużo czasu. Tylko że to przecież nie jej wina ani nie grzech, że naprawdę lubiła być architektem i te małe grafiki, które robiła w wolnym czasie, prawda? No i teraz ważny dla niej byl głupi imbir, którego nie mogła znaleźć, co psuło jej plany kulinarne na to popołudnie.
- No coś ty! - otworzyła szerzej oczy i odruchowo położyła ręce na swój brzuch, po czym spojrzała niżej, marszcząc do tego brwi. - Ale wtedy to krócej potrwa przynajmniej, prawda? Bum! I ze mnie wyjdzie? A potem będę je kochać jak własne. Tylko... Tak teraz myślę, że chyba powinnam mu w takim razie znaleźć jakiegoś ojca. Tak na wszelki wypadek, gdyby tak faktycznie miało się stać - dodała z zamyśleniem, chyba nie zdając sobie w pełni sprawy z tego, że to zabrzmiało, jakby chciała jakiegoś faceta wkręcić w ojcostwo nad nie swoim kosmitą. Nie chciała. Bardziej myślała o znalezieniu gościa, który pokocha jej kosmicznego dzieciaka jak swojego własnego, bo mu będzie na niej zależało. Taka tam bzdurna myśl.
- Może masz rację. Może to wszystko to faktyczne buraczany spisek - skrzywiła się, a potem westchnęła ciężko i machnęła na to ręką. Moglaby poszukiwać imbiru w tym sklepie. Ale mogła też tego nie robić i spróbować znaleźć go w innym. Decyzja należała do ciężkich i życiowych...
Maya miała swój świat, swoje kredki i swoją bardzo bogatą wyobraźnię. Dlatego kiedy usłyszała to, co powiedziała Julka, nie mogła się powstrzymać od szerokiego uśmiechu, bo w jej głowie od razu zaczęły się roić różne pomysły i teorie. - Po prostu nie wiedziałam, że się znacie - wyjaśniła, skąd wzięło się jej zdziwienie, nadal szczerząc się jak skoŃczona kretynka. Sugerować niczego nie zamierzała, ale... no, shipowałaby.
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-08-13, 21:56   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Okropny ze mnie placek, ale mi wybaczysz – wiem to! W koŃcu odpisuję, choć nie mam czasu na to, ale no forumowy czas mnie przycisnął więc muszę! Chociaż chcę pisać, ale skoro zachciało się dorosłego życia to trzeba ogarniać, nie?
To tak jak Julce, bo przecież kiedyś razem wcinały nowojorskie bajgle. Czasami tęskni za mamą i za Nowym Jorkiem, oraz przyjaciółmi, którzy tam gdzieś zostali, ale nie mogła powiedzieć szczerze, że tęskni za ojcem, który był oszustem i zniszczył ich rodzinę. Okay, nikogo nie zabił i nie zdradził, ale nienawidziła kłamstw, a szły one w parze z jego finansowymi oszustwami, po których wylądował w więzieniu. Zranił matkę, zranił i ją. Zwyczajnie nie zaprzątała sobie nim głowy, może kiedyś się przejmie jak obudzi się jako panna młoda i nie będzie miał kto jej odprowadzić do ołtarza, ale nie grozi jej to zbyt szybko.
- No serio?! Przecież to jedna wielka niewiadoma z tymi kosmitami! Takie bum nawet wydaje mi się zbyt banalne, kto wie jak wygląda ufoludkowy poród – powiedziała z przejęciem. - Co jak oni nie rodzą jak ludzie?! Kto wie, którędy dziecko kosmita wyjdzie?! Może złożysz jakieś jaja i będziesz usiała je wysiadywać, albo... - sama nie wiedziała co jeszcze, ale tak się nakręciła, że jej wyobraźnia nie miała granic! Dopiero tekst o ojcu przywrócił ją do porządku. - Skoro o tym mowa... masz kogoś na oku? - uśmiechnęła się szeroko lustrując ją swoim przenikliwym spojrzeniem. Może coś było na rzeczy prócz kosmitów?! Może ktoś pojawił się w życiu jej przyjaciółki.
- Totalnie buraczany – przytaknęła, ale w odróżnieniu od niej uśmiechnęła się lekko. Dopiero uśmiech został zamieniony na lekkie zaskoczenie, kiedy zeszły na temat Basila, bo serio..? Nie domyśliła się, że całkiem fajnie ich przyjaźŃ rozwijała się kiedy jeszcze razem mieszkali. Dziwne?! Kosmici z pewnością namieszali jej w głowie. - To czemu tak Cię to bawi? I jak 'nie wiedziałaś, że się znamy' skoro wpadałam do was na legalu i szłam do niego do pokoju. Może powinnaś zbadać sobie głowę – odparła zmartwiona. - Chyba Ci w niej majstrowali. To, że Basila lubiła bardziej niż powinna jako przyjaciółka jeszcze do niej nie dotarło, więc naprawdę nie rozumiała tego radosnego, ale zarazem przerażającego wyrazu twarzy jaki miała Maya.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-08-21, 20:54   

Ja wszystko rozumiem, ja wszystko wybaczam, pretensji oczywiście nie mam i trzymam kciuki za to, żeby dobrze Ci poszło w tym dorosłym życiu! Sama przeżywałam to niedawno i lekko nie było, więc no - wspieram tym bardziej!
Nie mogła się odnieść do sytuacji, w jakiej znajdowała się Juliette, bo nie miała bladego pojęcia, jak to jest żyć wśród kłamstw i to kogoś, kto powinien być osobą godną zaufania. Nie zamierzała oceniać, nie próbowała nawet wyobrażać sobie, jak zachowałaby się sama, gdyby to jej ojciec zachował się właśnie w taki sposób. Na pewno ciężko by to przyjęła, a idealizm i poczucie bycia oszukaną stoczyłyby w niej ciężką walkę z byciem córeczką tatusia. Teraz ciężką walkę toczyły w niej myśli o jej ewentualnej przyszłości! Bo co jeśli to wszystko, o czym tak radośnie rozmawiały z Juliette, mogło okazać się prawdziwe?! Nigdy przecież nie wiadomo!
- Jakie jaja?! - pisnęła z niemałym przerażeniem i zakryła sobie usta dłonią. No przecież Julka totalnie miała rację! Dlaczego Maya w swojej naiwności w ogóle przypuszczała, że kosmici rodzą się tak jak ludzie?! Skoro mogli ją zapłodnić kosmicznym dzieckiem bez jej wiedzy czy nawet aktywnego udziału, to równie dobrze wszystko mogło się zdarzyć! - A co jeśli to moje kosmiczne dziecko nie będzie wcale dzieckiem tylko stopniowo przejmie władzę nad moim ciałem i mózgiem? Wiesz, że jest taki rodzaj grzybów czy innych wirusów, który w ten sposób przejmuje władzę nad mrówkami? - zapytała konspiracyjnie. Nie tylko dlatego, że obawiała się, że z przejęcia podniesie głos odrobinę za bardzo ale też po to, żeby przypadkiem żadni kosmici nie mieli okazji podsłuchiwać ich rozmów i dowiedzieć się, że one wiedzą.
- No... Nie mam - zmarszczyła brwi, a potem westchnęła głęboko. Historia jej życia. Forever alone i tak dalej. Ostatnio nawet jej życie łóżkowe zupełnie kulało i panowała w nim posucha jak na pustyni. W sumie pewnie dlatego Maya tak chętnie wtykała nos w cudze życie uczuciowe! - To że majstrowali mi w głowie jest pewne, ale... A nieważne - machnęła na to ręką. W sumie nie przypominam sobie, żeby Maya kiedykolwiek miała okazję natknąć się w ich mieszkaniu na Julkę. A jeśli się mylę, to pewnie jest to wina tych kosmitów. Albo tego, że Maya miała już głowę w swoich sprawach zawodowych i nie do koŃca wszystko do niej docierało. Tak, wytłumaczmy to w ten sposób. - I mnie to wcale nie bawi. Mnie to po prostu cieszy! Bo to wszystko... Fajnie. I że się znacie i lubicie i jedziecie nad jezioro i... w sumie to co kupowałaś? - tak dla odmiany zrobiła minę całkowitego niewiniątka. Ona coś sugerować, podejrzewać, shipować? No skądże!
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-09-04, 22:58   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Jestem plackiem, ale już odpisuję! :panda: W sumie dorosłe życie związane z planowaniem ślubu lubię i te inne sprawy. Przełknąć bym jedynie chciała ten etap dorosłego życia związany z magisterką i znalezieniem pracy, bo to też głupia sprawa. Jak się już ją znajdzie to jest okej, ale szukanie jest nie fajne. Nie dziękuję, co by nie zapeszyć. Może się z tym uporam i zrobię sobie miesiąc labowania, a potem ruszę zarabiać na suknię.
Skoro znały się jeszcze z Nowego Jorku to istniało duże prawdopodobieŃstwo, że słyszała o aferze z ojcem Green, bo było o niej głośno, ale to było dawno temu. Julka była jeszcze nastolatką i musiała zmierzyć się z faktem, że nie jest już córeczką tatusia tylko oszusta. Wtedy bardzo zmienił się jej świat, ale to jaki kontakt złapała z matką i jak później ułożyła sobie życie to same plusy. Wyrosła na nieco szurniętą, ale pozytywną osobę i z pewnością nie zakłamaną, więc nie można narzekać.
- No wiesz... takie, które potem będziesz musiała wysiedzieć – powiedziała z całkowitą powaga – i chronić, by nic Ci ich nie porwało, chociażby taki ktoś jak Sid, chcący być tatą za wszelka cenę – i mniejsza, ze nawiązała właśnie do epoki lodowcowej... ważne jest to, że z kosmitami to nigdy nic nie wiadomo i jaja nagle wydawały się czymś bardzo prawdopodobnym. Nawet nieco zmartwiła się o przyjaciółkę, mając nadzieje, że kosmici nie tworzą zbyt dużych jaj, bo głupio by było gdyby ją rozerwało czy coś. Mimo to teraz Maya miała rację, a Julka aż pisnęła przerażona. - Teraz to wole te rozrywające cię jaja – przyznała – bo lekarze potrafią zszywać, a odzyskać władzę nad twoim ciałem mogłoby być trudne, i pewnie zamknęliby nas w psychiatryku gdybyśmy opowiedziały tą historię, a z czasem kosmici by się wylęgli i przejęliby kontrolę nad całym psychiatrykiem i chyba powinnam napisać o tym książkę. To dobra historia – znów się lekko zapędziła i co z tego, ze na głos powiedziała o sowich domysłach o rozerwaniu przyjaciółki i nic się tu kupy nie trzymało. Tak często wyglądały rozmowy z Julką, ale jeśli ktoś był w stanie ją zrozumieć to właśnie Maya.
- Jak to? - zapytała – To idź na miasto, zaszalej, znajdź kogoś i zaszalej zanim kosmici przejmą kontrole nad Twoi mózgiem – chociaż czy jest jakaś równica pomiędzy kosmitami i ich kontroli nad ciałem, a facetem i kontrolą nad sercem?
Czyli kosmici zawinili, bo coś było, ale w sumie to było dawno temu więc nie dziwię się, ze pamięć kuleje. - Ej, Maya! - oburzyła się piskliwie i zaśmiała głupiutko. - Ja znam tą Twoja minę niewiniątka. Ty sobie nic nie wyobrażaj! - odparła wciąż z tym lekkim szokiem i oburzeniem, a zarazem szerokim bananem na twarzy. - Zdrowe żarcie, jakieś przekąski, owoce, warzywa, coś do picia i idę do tej wypasionej cukierni na rogu, w której mają najbardziej wypasione drożdżówki w mieście – tak, uganiała się po mieście za NAJLEPSZYMI smakołykami. Bo przecież musi być wszystko co najlepsze tylko na wyjazd do zwykłego westwood.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-05, 12:45   

Narzekanie zupełnie nie leżało w naturze Mayi. Nie uważała go za wystarczająco produktywne i wiedziała, że nie mogłoby zmienić niczego na lepsze a jedynie ewentualnie rozdrażnić ją samą i wszystkich, którzy musieliby słuchać tej serii niefortunnych smętów. Dlatego żadne narzekania nie przechodziły przez jej gardło, a już w szczególności narzekanie na Julkę. Nie widziała do tego najmniejszych powodów. Julka była jedną z jej ulubionych osób w tym mieście, a wcześniej także i w Nowym Jorku. I oczywiście, że ją rozumiała. Nadawały obie na podobnie szurniętych falach. Pewnie dlatego ich rozmowy z początkowo całkiem niewinnych, normalnych i spokojnych z czasem zamieniały się we wzajemną wymianę słowotoków, które na dodatek pełne były najbardziej abstrakcyjnych rozkmin.
Oczywiście Maya wiedziała, o jakie jaja chodziło i aż za dobrze wyobrażała sobie proces wydalania takiego jaja ze swojego organizmu, żeby potem móc je wysiedzieć. Nie miała za to bladego pojęcia, kim jest ten cały Sid i skąd znała go Julka, ale nie spytała ani nawet nie skomentowała, że to nieładnie tak porywać cudze jajeczne dzieci, bo wizja rodzenia jajka była sama w sobie zbyt bolesną i traumatyczną i jakoś tak odebrała jej na moment chęć do mówienia czegokolwiek. To dopiero niezwykłe zjawisko! - To jest świetna historia! - zgodziła się dopiero pod koniec i postanowiła wziąć głęboki oddech, żeby nieco się rozluźnić. - Tylko czy ja mogę nie być jej główną bohaterką? Nie chcę być rozerwana przez żadne jajka ani tym bardziej stawać się pierwszym zombie na planecie. To jednak trochę przypał być osobą, od której zaczęła się zombie apokalipsa, nie? - skrzywiła się. Teoretycznie będąc pierwszym zombie stałaby się winna zagłady większości ludzkości, prawda? Wolała sobie nawet nie wyobrażać, jak paskudnie złą Karmę miałaby po tym wszystkim.
- Myślisz? W sumie dawno nie zrobiłam niczego głupiego... - oczywiście według Mayi zaszalenie na mieście kojarzyło się z czymś w stylu ukradnięcia jakiegoś konia z nowo poznanym kolegą z Polski, a niekoniecznie z wyrywaniem przypadkowych facetów w barach. Maya była tak samo utalentowana w sztuce flirtu i podrywu jak była rozgarnięta. Czyli wcale.
Pech chciał, że swatanie innych też wychodziło jej z bardzo marnym skutkiem. - Nie wyobrażam! - zaprotestowała od razu prawdopodobnie nieco bardziej buntowniczo, niż wypadało. Zmarszczyła przy tym nos i pewnie tupnęłaby do tego nogą, jak przystało na dojrzałego pięciolatka, ale się od tego powstrzymała. Czy to znaczyło, że powoli zaczynała dorastać? - Po prostu mówię, że... No generalnie to ja sama nie wiem, co mówię, ale skoro ty wiesz, co ja mówię, to w sumie tym lepiej dla nas obu - przestała się marszczyć i wyszczerzyła swoje ząbki, a potem zaakceptowała zakupy Julki powolnym kiwaniem głową. No oczywiście, że wszystko musiało być najlepsze na taką randkę nad jeziorem! - Brakuje wina... - wyrzuciła głupio, zanim zdołała ugryźć się w język.
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-09-14, 21:11   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Julka uważała zupełnie tak samo! Dlatego chyba za punkt honoru uznała próbę pozbycia się z Basila okropnej przypadłości jaką jest notoryczne marudzenie. Właściwie lubiła go naprawdę mocno, ale odkąd zachorował i poziom jego marudzenia podniósł się drastycznie musiała coś z tym robić. To nawet odrobinę zabawne, że obie urwały się z Nowego Jorku, wylądowały w Bostonie i nadają na podobnych falach. Równie dobrze mogłyby być siostrami! Czasami właśnie tak to odczuwała, jakby Maya była jej siostrą.
Obrazowo nie miała zamiaru przedstawiać jej jak będzie wyglądał proces wydalania takiego jaja i raczej słownie też nie miała w planach tego robić, ale właśnie plusem jest to, że często rozumiały się bez zbędnych słów i szybko załapała o co chodzi. Normanie gdyby to jej faktycznie groziło to Julka byłaby zdolna do tego, aby otworzyć pierwszą szkołę nie rodzenia, a wydalania kosmicznych jaj. Czego się nie robi dla przyjaciółek, prawda? - WIEM, genialna, genialna! - powiedziała wyraźnie zachwycona historią, ale potem uświadomiła sobie, że jednak to nie fikcja tylko rozważają przyszłe losy jej przyjaciółki więc spoważniała. - Obiecuję, ze cokolwiek się wydarzy będę przy tobie. Nie ważne czy to będą jaja czy nie i wcale nie chodzi mi o materiał do mojej powieści, ale... jeśli taki uzbieram to obiecuję, ze zatuszuję wszelkie oznaki tego, że to byłaś ty – odparła z powagą. - I daj ty spokój kobieto! Jesteśmy silnymi kobietami prosto z Nowego Jorku, co ty gadasz?! Żadnej apokalipsy nie będzie, skad to negatywne nastawienie? - uśmiechnęła się optymistycznie.
- TO POWINNAŚ! - przecież to było takie oczywiste. - Każdy ma swój limit głupich wyskoków na miesiąc,a skoro mówisz dawno to obawiam się, że naprawdę dawno nic nie zrobiłaś, a to trzeba dla własnego zdrowia – nie zastawiać się tylko zaszaleć.
- No nie wcale! Mówisz jakbym Cię nie znała – pewnie sama postępowała podobnie jak Maya w przypadku do bliskich więc dobrze ogarnęła system. Zaśmiała się mimo wszystko kiedy ta była bliska tupnięcia w odwecie nogą, właściwie trochę się zdziwiła, że tego nie zrobiła. I wszystko było jasne, tą reakcją przypieczętowała przypuszczenia Julki, ale nie była na nią zła, właściwie trochę rozbawiona że tak pomyślała. - Mieszasz się – zauważyła i spojrzała na swoje zakupy. - Tak wiem, brakuje alkoholu – wyjaśniła – ale w drodze będę jeszcze dzwonić do Basila bo nie jestem pewna czy już może pić oprocentowane napoje, a jak wezmę to sama je wypiję i nie wyjdzie z tego nic dobrego – dodała.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 6