Poprzedni temat «» Następny temat
Savenor's Market
Autor Wiadomość
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-09-20, 00:14   

Faktycznie były trochę jak swoje zaginione siostry! Właściwie w przypadku pana Harlowe to nie byłoby takie znowu nieprawdopodobne mieć dwie córki w podobnym wieku. Był trochę szalony tych ponad dwadzieścia siedem lat temu, lubił ładne panie, zdarzały mu się nieodpowiedzialne zagrania... W koŃcu Maya była jego nieślubnym dzieckiem z kobietą, która pracowała jako jego sekretarka. Inną sprawą było to, że się w tej sekretarce zakochał i potem ją poślubił, żeby przez następnych kilka lat być wiernym mężem, ale kilka miesięcy wcześniej... No, to nie byłoby niemożliwe, gdyby nie to, że Maya nie podejrzewała o to mamy Juliette. Skłaniała się raczej ku innemu wyjaśnieniu. Religia jej przodków od strony mamy pozwalała jej za to przypuszczać, że ich dusze były ze sobą totalnie spokrewnione i dlatego nadawały na podobnych falach i lądowały w podobnych miejscach na podobnych etapach życia. Miało sens, nie? Albo po prostu świat był mały, a ci nieliczni optymiści, którzy go zamieszkiwali, ciągnęli do siebie nawzajem.
- Dzięki, to wiele dla mnie znaczy - powiedziała z wdzięcznością i położyła wolną dłoŃ na swojej klatce piersiowej. - A apokalipsa zombie to nie jest taka zła wizja. Znam osoby, które całkiem by się z niej cieszyły. Jeden facet w mojej pracy jest fanem wszystkich filmów, seriali, książek, gier... No generalnie zombie to jego drugie życie. Wiesz, jak by się ucieszył, gdyby mógł mi rozwalić mózg... no, na przykład gaśnicą! - prawdopodobnie brzmiała odrobinę zbyt entuzjastycznie jak na kogoś, kto wlaśnie mówił o własnej wgniatającej się czaszce i związanym z tym uszkodzeniem mózgu. Ale hej, jeśli już miała być tym pierwszym zombie na planecie i tak czy siak byłoby jej pisane umrzeć, to przeciez równie dobrze ktoś inny mógł się z tego cieszyć, nie? Zanim cały świat utonąłby w chaosie oczywiście.
- Tylko że ja już nawet nie wiem co. Ukradłam już konia spod spożywczaka, przespałam się z facetem dwa razy ode mnie starszym, wyszłam z domu bez spodni... chociaż to akurat było przypadkiem, przysięgam! Kiedyś to nawet pod prąd rowerem jeździłam po całym mieście, bo myślałam, że rowerami się jeździ w drugą stronę, bo mają dwa kółka - westchnęła ciężko, jakby faktycznie była człowiekiem, ktory osiągnął w życiu absolutnie wszystko i nie wiedział, co dalej. Najlepsze pomysły tak czy siak wpadały przecież do głowy spontanicznie, nie? Nie można było tak po prostu pomyśleć "hej, będę dzisiaj szalona!", a potem... być. Nie, wyjątkowe rzeczy przytrafiały się same z siebie.
Uśmiechnęła się bardzo niewinnie, nie komentując oskarżeŃ padających pod jej adresem ze strony Julki. Kim ona była, żeby zaprzeczać?! - Oj tam, oj tam. Co by się mogło stać? - kobieta po odrobinie alkoholu w towarzystwie mężczyzny? No halo, na pewno nikt niee zrobiłby niczego głupiego! Na pewno...
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-09-29, 20:30   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Zdecydowanie mama Juliette nie była jedną z kobiet pana Harlowe, była wierna mężowi, który potem i tak zranił zarówno ją jak i córkę, ale takie życie. Gdyby się puściła z panem Harlowe pewnie też by była zraniona, wie co za różnica... faceci to faceci. Nie żeby Juliette miała negatywne nastawienie do nich! Wręcz przeciwnie, ona tam nie narzekała na płeć przeciwną choć niejednego dupka na drodze poznała. Los jednak wynagradzał jej to na przykład siostrami, a raczej jedną siostrą, jedną pokrewną duszą jaką była Maya.
Spojrzała na nią i wzruszyła bezradnie ramionami. - Co poradzić, po tej ziemi chodzi wiele ludzi z niepoprawnymi marzeniami, jak na przykład apokalipsa zombie - westchnęła lekko. - Wcale bym się nie zdziwiła przykładowo tym, że Basil chciałby paść ofiarą kosmitów, żeby go Scully uratowała. Byłby w siódmym niebie! - roześmiała się lekko. Wcale zbyt często o nim nie wspominała, prawda? No własnie.
Spojrzała na swoją przyjaciółkę niepewnie. - Konia ogarniam, wyście bez spodni też i jazdę pod prąd, ale jak to się stało, że spałaś z dwa razy starszym od Ciebie facetem???! - nie oceniała w żaden sposób, była ciekawa jak doszło do tego, że spiknęła się z kimś być może starszym od jej własnego ojca!? - I dobrze wiesz, że jak nadarzy się okazja do jakiegoś wyskoku to zamiast się zastanawiać masz działać, na siłę nic nie wymyślisz - pocieszyła ją po pierwszym szoku.
Zaśmiała się lekko. - No proszę Cię, ja bym się narąbała, a on byłby trzeźwy. To raczej byłby nieudany wypad. Co jeśli chciałby się napić, a nie mógł, a ja bym sobie popijała legalnie jakby nigdy nic? - sęk w tym, że jak się okazuje może sobie pić już, więc razem sobie popijali piwko, ale teraz mogła tylko gdybać.
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-04, 15:04   

Nie wiedziała, czy jej obecność w czyimś życiu mogła być faktycznie uznawana za nagrodę od losu. W koŃcu mimo swoich szczerych staraŃ Maya nie była wcale przykładem przyjaciółki idealnej. Zdecydowanie zbyt często zdarzało jej się zapominać o całym świecie tylko dlatego, że jej głowę pochłaniała praca albo wesoła twórczość różnego rodzaju. Wprawdzie dopiero w tym roku przydarzyła jej się sytuacja, w której byłaby wyrwana z życia aż na kilka miesięcy, ale tracenie poczucia czasu na tygodnie przytrafiało jej się dość często. A podczas gdy ona tkwiła głęboko po uszy w swoim własnym świecie, wszystko wokół niej szło do przodu i zmieniało się w sposób, za którym nie nadążała. Dobrze że nie próbowała nadążać na siłę.
- Wszystkim wolno marzyć - powiedziała głęboko uniesionym tonem, interpretując słowa Julki w nieco inny sposób niż jej intencje. - No chyba że ktoś marzy o wymordowaniu połowy świata, który jeszcze nie umarł z powodu zombie-wirusa. Wtedy to jest troszkę chore, no wiesz - gwizdnęła pod nosem i zakręciła palcem młynek przy własnej skroni. W koŃcu marzenia były za darmo i warto było je mieć. Nie widziała nic złego w marzeniu o apokalipsie zombie czy byciu porwanym przez kosmitów, bo mimo wszystkich rzeczy, które wygadywała na co dzieŃ, nie do koŃca w taką opcję wierzyła. Bardziej dostępne marzenia o mózgach prawdziwych ludzi spływających po ścianach były już chore.
- To było jakiś czas temu, więc nie był aż tak stary - machnęła ręką. - Po prostu on sobie był. I ja sobie byłam. A potem sobie byliśmy razem. Był przystojny, więc... - wzruszyła ramionami, bo co jej miała powiedzieć? To nie była wcale ciekawa historia. Nie poderwała kumpla własnego ojca, nie spała z własnym szefem (zwłaszcza że jej szef była kobietą), a po prostu spotkała faceta w knajpie i tak wyszło. Sytuacja jakich wiele.
- No dobra, to zmienia postać rzeczy - przyznała z lekkim westchnieniem. Gdyby jemu faktycznie było w jakiś sposób przykro z powodu tego, że Julka pije alkohol, to jednak... no, przykra sprawa i lepiej nie. - Wtedy pewnie byś nie popijała - westchnęła ciężko. - Ej, nie myślałaś kiedyś o tym, żeby zostać stewardessą na statku kosmicznym? - wypaliła randomowo. To by dopiero była piękna historia! Gdyby Julka latała w kosmicznych liniach lotniczych, mogłaby polecić Basila w roli pilota. Lataliby razem i żadna Scully nie byłaby potrzebna. Maya - swatka idealna!
Nieważne, że to nie miało najmniejszego sensu.
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-10-05, 17:52   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Nagroda losu wcale nie musi być w zasięgu ręki przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nikt nie jest zdolny do takiego poświęcenia, halo. Green doceniała to, że miała prawie bratnią dusze, którą była Maya, nawet jeśli spotykały się po cholernie długim czasie w spożywczaku i rozmawiały sobie jakby nigdy nic, jakby przed kilkoma dniami siedziały i popijały kawkę. Juliette niewiele trzeba było do szczęścia, nie tolerowała jednak całkowitego odcięcia się. Sama przecież święta nie była, pozytywnie kopnięta dziewczyna, która wszystkim chciałaby zaszczepić uśmiechy na twarzy była tak zakręcona, że czasami nie zauważała jak długi czas minął od spotkania z taką, a taką osobą, która przecież jest jej bliska. To się nazywa poniekąd dorosłość. Niby ma się przyjaciół, niby się jest w kontakcie, a tak naprawdę życie osobiste pochłania i nawet nie wiesz kiedy. Niegdyś większość czasu spędzała z Candy, teraz jej uwaga skupiła się na Basilu , ale tak naprawdę włóczy się po świecie, odsypia i to nie jest to co kiedyś. Nie mogłaby od innych wymagać większej uwagi.
Roześmiała się lekko. - Dlatego wiele osób nie powinno marzyć, serio... podobno jedna osoba na dziesięć, które mijasz w ciągu dnia to psychopaci, cholercia jedna wie jakie mają marzenia - zacmokała. - Powinno być ono zarezerwowane dla tych, których marzenia jednak są nieco bardziej optymistyczne niż masowe mordy na ludności - ale w sumie to jej zdanie, nie?
Trochę śmiała się pod nosem słysząc tłumaczenie przyjaciółki, aby na koniec przytaknąć jakby nigdy nic. - Okay, był przystojny - może zwyczajnie nie rozumiała? Nigdy nie miała okazji poznać na tyle wiekowego mężczyzny, który naprawdę by się jej spodobał, że mogłaby wskoczyć mu do łóżka. Co nie oznaczało, że taki nie istniał, ale nie spotkała, nie doświadczyła, nic nie wie w tym temacie, wiec oceniać nie będzie. - Dobry chociaż był? - zapytała bardziej żartobliwie, a nie z racji ciekawości czy znał jakieś magiczne łóżkowe sztuczki. Serio, nie muszą zapędzać się w szczegóły.
No! - Widzisz? Byłoby kiepsko - cmoknęła. Wolała po prostu nie ryzykować, nie żeby za ryzykiem nie przepadała, ale w tym wypadku po prostu wolała być ostrożna. - Na statku kosmicznym? Nie... w zasadzie nie myślałam, ale to by mogło być zabawne i zwiedziłabym więcej niż tylko ziemię - zaśmiała się lekko, ale chyba nie myślała w kategoriach takich jak Maya i nie doszukiwała się jeszcze związku z Basilem w tym pomyśle. - Łatwiej byłoby mi odszukać ojca Twojego dziecka, w odległych galaktykach!
 
 
Maya Harlowe
[Usunięty]

Wysłany: 2016-10-13, 00:51   

Nie wiedziała, czy to faktycznie był jeden z przejawów dorosłości (której nadal się bała, mimo że bliżej jej było do trójki z przodu w liczbie przeżytych lat niż do czystej, świeżej dwudziestki), ale może coś z tym było. Może faktycznie z wiekiem znajomości zaczynały coraz bardziej tak wyglądać. W koŃcu kiedyś tych najlepszych przyjaciół widywało się przynajmniej częściej niż raz na godzinę – podczas szkolnych przerw, a potem długich pogawędek w szkolnej stołówce i na deser chodziło się jeszcze z nimi po szkole na pizzę czy do kina. Na studiach też przypominała sobie paczkę, z której członkami widywała się przynajmniej raz w tygodniu z okazji innej niż wspólne zajęcia. A teraz? Teraz miała wrażenie, że na nic nie ma czasu i…
Nie, stop. To był dokładnie ten rodzaj myślenia, który sprawiał, że ludzie dorastali, a na który nie mogła sobie pozwolić za wszelką cenę. Zawsze była trochę roztrzepana i zawsze na przyjaciół dobierała sobie tych ludzi, którzy lubili ją tak samo, nawet jeśli nie odpowiadała na ich telefony i nie odpisywała na smsy, bo akurat była po uszy zagrzebana w swoich projektach i rysunkach. Teraz po prostu jej za nie płacili.
- Wiesz, że wtedy pewnie nie mielibyśmy większości nowoczesnej technologii? To jednak w sporej części były na początku wojskowe zabawki – pokiwała smutno głową i wzruszyła ramionami. Fale radiowe, telefony komórkowe i pewnie mnóstwo innych rzeczy wykorzystywano militarnie i rozwijano je na potrzeby wojska. - To strasznie smutne, więc nie myśmy o tym, dobra? Mi się teraz na przykład marzy imbir. To ładne marzenie. I wiesz co jeszcze? Beza z owocami, którą robi Blue! – no właśnie, tego typu myśli na pewno były znacznie lepsze od tych o technologii i że pewnie w tym sklepie znajdowało się przynajmniej trzech psychopatów, jeśli wierzyć statystykom przytoczonym przez Julkę.
- Doświadczony… - oświadczyła powoli po chwili na zastanowienie, marszcząc przy tym brwi z chwili na chwilę coraz bardziej. - I szybko zasnął… - dopowiedziała tym samym tonem spokojnej kontemplacji. Nie miała mu tego za złe. To była krótka, ale udana przejażdżka. Poza tym nigdy już tego nie powtórzyli. Zresztą, Maya nie lubiła negatywnie wspominać ludzi. To nie było miłe.
Nie spodziewała się takiej odpowiedzi ze strony Julki, ale uznała to za totalnie urocze. Widać to było zresztą po rozczuleniu na jej twarzy. - To jest jedna z najbardziej kochanych rzeczy…- powiedziała, kładąc dłoŃ na swej piersi. No bo przecież nie musiała jej pomagać w odszukiwaniu ojca kosmicznego dziecka, a jednak zaproponowała to samo! No najlepsza psiapsia ever!
 
 
Juliette Green


Juliette Green

CONCORD


30

MATKA

KOCHA BASILA

Wysłany: 2016-10-15, 22:05   
  

  
  
  
  
  

  
  
I have a dream, a song to singTo help me cope with anything


Green żyła obecnością innych ludzi w jej życiu, ale to wcale nie oznaczało, że wiecznie skupiała się na tym, aby otaczać się swoimi przyjaciółmi, bo oni podobnie jak ona mieli swoje życie, swoje problemy i zmagali się z brakiem czasu jak ona sama. Cieszyła się tym, że na swojej drodze obecnie poznaje naprawdę wiele ludzi, wysłuchuje przeróżnych opowieści, a potem wraca na stare śmieci i ma czas dla bliskich. Raz spotyka się z Maya, raz z Candy, a raz Basilem i pewnie nie na tym poprzestaje. Chyba próbuje sobie za wszelką cenę poradzić z dorosłością, której nie uniknie, a czas ucieka! Ne opuściła jej jednak nadzieja, że kiedyś uda się jej znaleźć złoty środek.
Zmarszczyła lekko nos. - Wcale nie jestem od nich uzależniona. W dużej mierze ta nowoczesność zepsuła człowieka, ale z drugiej strony jak sobie pomyślę o medycynie przed odkryciem niektórych technologii to jednak hmm... no dobra, niech sobie marzą - wzruszyła bezradnie ramionami. - Beza z owocami? Dzięki... narobiłaś mi smaka, a teraz się spieszę - zacmokała z niezadowoleniem. - Nie odpuszczę Ci jej jak będę mieć więcej wolnego, a dziś obiecaj mi, że pójdziesz na tą bezę i zjesz też za mnie – to niczym groźba, ale Julka na bank poczuje, że jej przyjaciółka nie zjadła za nią i burczenie w brzuchu zepsuje cały wyjazd z Basilem i wtedy kto wie?! Może straci szanse na fantastycznego ojca swoich dzieci?!
Przytaknęła lekko – Myhym... więcej chyba mnie nie interesuje - zaśmiała się lekko zostawiając życie erotyczne przyjaciółki w spokoju.
Widząc rozczulenie na twarzy Mayi przekręciła lekko oczami, ale tak naprawdę to był mechanizm obronny przez rumieŃcami. - Okej, nie rozczulaj się tak bardzo - oczywiście, że była najlepszą psiapsią ever, ale niestety dłużej nie mogła już stać i opowiadać kosmicznych historii. - Musze uciekać, bo zaraz powinnam być u Basila, ale koniecznie musimy się zgadać po naszym wypadzie i moim locie do Tokio na tą bezę z owocami, okej? - a chwilę później pożegnała się z przyjaciółką, zapłaciła za swoje zakupy i krzyknęła jeszcze w progu sklepu powodzenia oczywiście chodziło jej o zdobycie imbiru.

    ZT :panda: Ciągnęło się, wiec skoŃczyłam. Będą musiały się spotkać na sushi lub bezę.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

POSZUKUJEMY!

Jeśli jest ktoś chętny wesprzeć administrację od strony porządkowej, czy też pomóc w kwestii tematyki eventów i wydarzeń losowych - zapraszamy do zgłoszenia się na moderatora

Read More
Harper
William
ATWOOD
WALKER
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 9