Poprzedni temat «» Następny temat
Danish Country Antiques
Autor Wiadomość
Massachusetts


Massachusetts

Wysłany: 2014-03-28, 12:49   Danish Country Antiques


Danish Country Antiques
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-03-25, 19:30   

Lidka zajarała się przeprowadzką Pawła o wiele bardziej niż on. Pewnie dlatego, że bardzo łatwo się ekscytowała i tego typu zmiany życiowe przyjaciół wydawały jej się szalenie interesujące, tym bardziej, jeśli sama również się musiała przeprowadzić, ale do mieszkania mniejszego niż kiedykolwiek, które, choć przytulne, uważała za klitkę. Nie była przyzwyczajona do takich warunków, wolała życie w luksusie, więc i nowe mieszkanie nie wzbudzało w niej szczególnie ciepłych uczuć. Paweł za to przeprowadzał się do swojego ukochanego, więc była to o wiele bardziej ciekawa przeprowadzka niż ta jej! To znaczy mam nadzieję, że przeprowadzał się do Abla i że nic nie pokręciłam. Lidka była fanką miłości, więc taki krok w ich związku to była muzyka dla jej uszu i już na pewno planowała ich ślub. Lydia to w ogóle bardzo popierała związki partnerskie, bo jak sobie tak teraz myślę, to przyjaźniła się z całym mnóstwem gejowskich par. Zacznijmy od jej tatusiów, dalej Paweł z Ablem i Nathan z Calvinem. Właściwie była takim wzorem dziewczyny, której najlepszym przyjacielem jest gej. Szkoda tylko, że żaden z nich raczej nie nadawał się na przyjaciela geja, który pomagałby jej dopasować buty do torebki. Może znała jeszcze jakiegoś. W każdym razie Pawła też wyciągnęła na zakupy, ale nie ciuchowe, a do mieszkania. Posadziła go w wielkim, starym fotelu, żeby się nie nadwyrężał i pokazywała mu raz po raz kolejne antyki, które tak idealnie pasowałyby do wnętrza jego mieszkania. A może do jej mieszkania? Tak jej się wszystko podobało, że najchętniej połowę z tych skarbów zaniosłaby do własnego mieszkania. Jak na osobę, która nie miała pieniędzy, była zdecydowanie zbyt rozrzutna.
- A to, a to? Czyż nie jest piękna? - wcisnęła mu kolejną abażurową lampę do obejrzenia, chociaż może już mu ją wcześniej pokazywała, ale sama się w tym wszystkim pogubiła. Trudno nadążyć, kiedy piszczy się na widok każdego kolejnego antyku, który znajdzie się w zasięgu wzroku.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-03-29, 23:21   

/ Po Benku

Ale Paweł też się jarał! Może ciut mniej, bo jego wieczny entuzjazm był mocno wyciszony przez fakt niepełnosprawności (miał bardzo nadzieję, ze tymczasowej), ale jarał się, bo przecież będzie teraz miał swojego chłopca na wyłączność i nareszcie wszystko zacznie się układać. Musi. A najlepszym dowodem na to był fakt, że na umówione spotkanie z Lydią Paweł dostał się bez pomocy kul i tak zamierzał się już od tej pory poruszać. Miał dość, a musiał udowodnić sobie samemu, że może. I w gruncie rzeczy nawet nieźle mu szło. Paweł nie wprowadzał się do Abla, a właściwie do Olivki, która wróciła do rodziców i swoje mieszkanie postanowiła wynająć Pawełkowi, Ablowi i mopsom, które nawet dostaną swój osobny pokój. Początkowo rodzice Abla chcieli im kupić dom, ale Paweł stanowczo się zbuntował, bo nie zamierzał żyć na koszt paŃstwa Winchesterów. W ogóle nie zamierzał żyć na niczyj koszt, więc od niedawna na nowo chodził też do pracy, jeszcze nie na pełny wymiar godzin, ale jednak. Z czegoś musiał ten czynsz opłacić.
Hehe, Paweł nie popierał związków partnerskich, wychowywał się w rodzinie z tradycjami i choć nie ma problemu ze swoją orientacją (przynajmniej już nie ma, nie wiem w sumie, jak to było kiedyś), to jednak dla niego małżeŃstwo to świętość i nie ma mowy, aby mogło być zawierane między dwójką ludzi tej samej płci. I o ile mógłby jej mówić, że buty świetnie pasują jej do torebki, to chyba rzeczywiście ni nadawałby się do tego, by pomóc jej takiego wyboru dokonać. Jest mniej stereotypowy niż myślałam, ups. Kupowanie antyków też go pewnie nie fascynowało, zwłaszcza, że przecież i tak na nic nie było go stać… Ale czego się nie robi dla przyjaciółki? Cierpliwie więc siedział na wyznaczonym przez nią miejscu (bo jednak dotarcie do sklepu odrobinę nadwyrężyło jego siły, a potrzebował jeszcze wrócić do domu, też o własnych siłach) i uśmiechał się szeroko na widok każdej kolejne rzeczy, którą podstawiała mu pod nos.
- Oczywiście, że jest piękna! – potwierdził jej zdanie, a potem przejął od niej lampę i zaczął ją uważnie oglądać z każdej strony. – Spójrz, jaki ma tu piękny wzór – uniósł lampę w jej kierunku i odwrócił, pokazując dokładnie miejsce, o które mu chodziło.
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-04-01, 11:37   

Nie twierdzę, że Paweł się nie jarał. Po prostu... chyba nikt nie mógł się tak mocno ekscytować i piszczeć i skakać jak Lidka. Była znacznie bardziej ekspresyjna w wyrażaniu swojego podekscytowania zmianami w życiu przyjaciela, dlatego na pierwszy rzut oka można było zacząć się zastanawiać, co w tym jest dla niej, skoro tak się cieszy. Przy bliższym poznaniu nikt już nie dziwił się, że podniecała się życiem przyjaciół bardziej niż oni. O rany, mopsy... Przypomniało mi się. W każdym razie nieźle się dorobili, skoro mogli zapewnić mopsom osobny pokój. I czy kiedyś nie wyszło na sb, że Lydia tak jakby mieszka teraz w dawnym mieszkaniu Olivki? Ach, te powiązania. Tak czy inaczej wychodziło na to, że Lidka i Pawełek zostali teraz sąsiadami. Nic dziwnego, że się jarała!
Raczej nie przejmowała się tym, czy Paweł popiera czy nie popiera związków partnerskich. On nie miał tu nic do gadania! Ubzdurała sobie w tej swojej głupiutkiej główce, że Paweł i Abel są dla siebie przeznaczeni i muszą przypieczętować miłość małżeŃstwem, niekoniecznie tylko dlatego, że to nakręciłoby jej biznes i mogłaby zorganizować całe wydarzenie. Głównie dlatego, że po prostu kochała śluby i wtrącanie się w sprawy miłosne swoich znajomych, więc wiadomo. Właśnie żaden z forumowych gejów, a przynajmniej tych, z którymi przyjaźniła się Lydia, bo nie znam wszystkim, nie był stereotypowym gejem, który pomagałby jej w zakupach. Może jej tatuśkowie tacy byli. Chociaż lepiej nie, bo nie przetrwaliby ani jednego dnia w więzieniu. Wychodzi na to, że ani Pawła, ani Lidki nie było stać na kupowanie antyków, więc ich wycieczka będzie na pewno bardzo owocna. Panna Arnold nie przyzwyczaiła się jeszcze do tego, że musi pilnować oszczędności, więc wchodząc do takiego lub każdego innego sklepu, jarała się wszystkimi przedmiotami po kolei i zapominała, że nie stać jej nawet na jeden z nich. Kiedyś mogła przecież sobie wejść do sklepu i bez patrzenia wykupić całą jego zawartość i nawet nie odczuć żadnych strat w portfelu. To dopiero życie! Każdemu byłoby trudno się odzwyczaić. Spojrzała na lampę przelotnie, bo jej wzrok już zdążyło przykuć inne cudeŃko na pobliskiej półce i zapomniała o zachwycie sprzed pięciu sekund.
- Zapomnij o lampie, TO musimy wziąć! - złapała antyczny młynek do kawy, który do niczego się nie przyda, oprócz do tego, że będzie ładnie wyglądał na półce i się kurzył. Nie wiem już, czy szukała czegoś dla siebie czy dla Pawła. Chęć sprezentowania Szerszeniowi czegoś do nowego mieszkania na pewno była tylko przykrywką dla zakupów dla samej siebie. - Wszystko jest takie piękne! - opadła na wielki fotel obok przyjaciela, bo już zdążyła się zmęczyć tym skakaniem. - A ten fotel! O rany! - zapiszczała.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-04, 19:14   

W sumie to wcale nie mieli tego w planach, podejrzewam, ze choć Paweł mopsy kochał, to dziwnie mu będzie jednak z tą czternastką. Jeden, super. Dwa, spoko. Ewentualnie trzy. Ale czternaście? Czy to w ogóle legalne? Tyle że Olivia sama podrzuciła propozycję, kiedy Paweł zaczął jej się żalić, że Abel chce dom i że rodzice kupią. Szerszeniowi to akurat bardzo mocno nie pasowało, nie chciał żyć na koszt paŃstwa Winchesterów (choć miał dziwne podejrzenia, że za jego plecami trochę kombinują, bo zniżka na rehabilitację z nieba nie spada, a on ze swoimi oszczędnościami i skromnym płatnym urlopem na wiele pozwolić sobie nie może) i dużo chętniej przyjął propozycję Olivki, która podejrzewam też brała od nich mniej za wynajem, niż normalnie musieliby płacić. No i Pawełek częściowo wrócił do pracy, zawsze to kilka groszy więcej. Także no, wcale im się tak dobrze nie powodziło. A przynajmniej nie jemu, bo Abel wciąż rozkręcał karierę na jutubie i będzie w reaktywowanym składzie Cycków, więc może jeszcze kiedyś uda im się żyć po królewsku. I trochę dziwi mnie, że z Ablem i Lydką Paweł nie siedział Julkowi na głowie cały czas, ale... No nie wiem, może po prostu był dobrym psychofanem i zostawał przy wysyłaniu Potterowi swoich stringów zamiast zawracać mu dupę non stop? To miałoby sens, bo gdyby go zobaczył tak na co dzieŃ, to jego wyidealizowana wizja idola ległaby w gruzach, na pewno. I rzecz jasna Paweł wcale nie nosi stringów. To była tylko taka metafora.
I chciałam napisać, ze naprawdę trudno jest spotkać stereotypowego geja, i na forum i w życiu. W sumie to chciałam napisać, ze tacy nie istnieją, ale potem sobie przypomniałam ziomka z trzeciego roku, który dziś miał zajęcia w sali obok i potem siedzieliśmy razem na korytarzu na przerwie. Był totalnie stereotypowy, może pomijając fakt, że nie miał na imię Szymon a Dimitri, więc w sumie cała jego stereotypowość mogła być zasługą imienia a nie gejostwa i mógł być bardziej hetero niż ja. Chyba za dużo kminię, sorry, ale to pewnie dlatego, że powinnam iść się uczyć.
- Przecież nie będziesz sama tachać fotela przez pół miasta - pokręcił głową, przywracając Lydkę na ziemię, ale z przeuroczym uśmiechem, żeby się przypadkiem nie obraziła... Choć oczywiście wcale jej o to nie podejrzewał! No cóż, skoro ona spoczęła, a on zdołał odpocząć, przynajmniej jako tako, to chyba teraz jego kolej na buszowanie, prawda? Nie był fanem i pewnie nie będzie się niczym zachwycał, jeśli nie będzie obok Lydki, która mu powie spójrz, jakie to piękne, musi ci się podobać, bo wtedy rzecz jasna mu się to podoba i wszystko jest w porządku. Ale może znajdzie jakąś perełkę? Tak więc z drobnym trudem podniósł się z fotela i przez chwilę powoli uginał i prostował nogę w kolanie (nie pamiętam, którą, ćśś), a potem rzucił krótkie - Teraz moja kolej, czekaj tu na mnie - pokazując jej na koniec język i pokuśtykał wgłąb sklepu, znikając po chwili z jej pola widzenia i zanurzając się w półki pełne magii i kurzu, od którego zaraz zaczął kichać.
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-04-08, 11:32   

W takim razie udało im się z mieszkaniem. Lidka chyba też musiała sobie załatwić coś po znajomości, skoro pomimo totalnego bankructwa udało jej się znaleźć własny kąt i nie była zmuszona do koczowania na kanapie chociażby Szerszenia i Winchestera czy do wyjadania ogryzków ze śmietników. Prawdopodobnie musiała sprzedać parę błyskotek ze swojej szkatułki z biżuterią, z którymi baaardzo ciężko było jej się rozstać i za którymi do teraz płakała, ale przynajmniej miała gdzie spać. Paweł był chyba najszczęśliwszym psychofanem świata, skoro miał tak bliski i bezpośredni dostęp do Pottera. Serio, bliżej już chyba by się nie dało, no ewentualnie, gdyby jednak Julek zmienił orientację i poleciał na Pawełka. Ale takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach, więc musiał korzystać z tego co ma i cierpliwie czekać aż sam stanie się bff'em swojego idola. Z tymi gejami to trochę nie wiem jak jest, bo nawet nie wiem czy jakiegoś znam osobiście. To znaczy na studiach miałam takiego chłopaka, który totalnie zachowywał się jak stereotypowy gej i wszyscy byli przekonani, że nim jest, ale potem kiedyś zaczął opowiadać, że podoba mu się jakaś koleżanka i to było dezorientujące, bo nie wiadomo czy to była tylko przykrywka czy swoim zachowaniem wprowadził wszystkich w błąd. Znam za to dużo lesbijek i nawet ostatnio się dziwiłam, że tyle się ich wokół namnożyło.
- Jasne, że nie będę. Usiądę na nim i ktoś będzie mnie tachał razem z fotelem jak w karocy. - zachichotała na swój pomysł, chociaż znając ją, naprawdę chciała, żeby ktoś tak zrobił. Ale kto, skoro Paweł, nawet jeśli nie byłby kaleką, byłby na to za dużym chucherkiem? Pewnie potrzebne by było do tego czterech chłopa. Bez koszulek. Tak to sobie właśnie wyobrażała, więc chwilowo się rozmarzyła i wyłączyła z rozmowy. Kiedy się ocknęła, okazało się, że Paweł od niej ucieka. Na szczęście nie miał tyle sił, żeby uciekać od niej jak najszybciej, więc zdążyła wrócić na ziemię i usłyszeć zapowiedź jego zamiarów i nie musiała się martwić niespodziewanym zniknięciem przyjaciela. - Przynieś wszystko, co najpiękniejsze! - wyciągnęła rączki, jakby już chciała, żeby znalazły się w nich wszystkie możliwe skarby. Oczywiście według niej wszystko tutaj było skarbem, więc oczekiwała, że przyjaciel przyniesie jej połowę zaopatrzenia sklepu, a tymczasem rozsiadła się jeszcze wygodniej w fotelu i jeszcze bardziej rozmarzyła, skoro miała na to chwilę czasu i nikt jej nie przerywał. Chociaż akurat z Pawełkiem mogła się podzielić swoimi przemyśleniami, może by mu się spodobało i też by chciał być noszony na tronie przez umięśnionych przystojniaków.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-10, 13:54   

Paweł bardzo chętnie by ją przyjął! Dostałaby miejsce w pokoju z mopsami, może nawet udałoby jej się wywalczyć kawałek miejsca na łóżku. I żadnych ogryzków, samo dobre jedzenie, Paweł uwielbiał dobre jedzenie, Abel ponoć też całkiem nieźle potrafił pichcić, więc jadłaby jak księżniczka. No i właśnie, SzerszeŃ chodzi z członkiem swojego drugiego ukochanego zespołu, gdzie z tego jakieś profity so? Z kumplem gejem ostatnio byłam na zakupach (tych wielkich), w sumie nie przydał się jakoś specjalnie, ja mu też, teraz tylko mamy rozkminę, jak on ma się ubrać by pasować do mojej sukienki na wesele, ale moja mama jest sprytna i coś wymyśli. A z lesbijkami znowu chyba zbyt wiele do czynienia nie mam, prócz trzech oficjalnych forumowych, z którymi dawno kontaktu nie mam to mi przychodzi tylko córka koleżanki mojej mamy która wyrwała jakąś lasię przez neta i się przeprowadziła do niej do Poznania, ale nawet nie wiem, czy to jeszcze aktualne. Albo jestem ślepa albo w moim towarzystwie ich nie ma.
Paweł pokręcił tylko głową z dezaprobatą na jej wzmiankę o karocy z fotela, bo akurat na niego w tym temacie liczyć nie mogła, ale chyba doskonale o tym wiedziała, więc uznał za niepotrzebne przypominanie jej o swojej niepełnosprawności. Właściwie wcale nie kręciło go przypominanie o tym nikomu, wystarczyło, że sam pamiętał zbyt wyraźnie. Wolał chyba jednak, aby ludzie wcale jak kalekę go nie traktowali, zwłaszcza, że odkąd mógł zostawiać kule w domu czuł się chyba już ciut bardziej pewny siebie. Nawet jeśli po dłuższym spacerze noga mu słabły a przy przenoszeniu czegoś cięższego od kubka z herbatą chora rękę trzęsła mu się jak osika na wietrze. No i hej, jak już będzie się lepiej czuł, pójdzie na super treningi i przestanie być chucherkiem. Nawet jeśli siądzie mu to na psychę, to przynajmniej zrobi sobie wcześniej kaloryfer. I właściwie Pawełek też mógłby noszony przez umięśnionych przystojniaków bez koszulek, pod warunkiem, że jednym z nich byłby Abel. Ale tylko jednym, cztery Able to za dużo, bo nie wiedziałby, gdzie patrzeć, a jakby miał jednego, to na spokojnie, wiedziałby, kim się zachwycać.
W każdym razie, Paweł zniknął za półkami i pobuszował tam kilka dłuższych chwil, o dziwo nic nie przewracając i nie robiąc sobie krzywdy, ale że nie mógł Lidce przynieść zbyt wiele rzeczy, wziął tylko kilka drobiazgów, by jej pokazać. Ostatecznie te kilka drobiazgów okazało się naręczem śmieci, ale spoko, kiedy tylko wrócił do psiapsi, położył wszystko na fotel, na którym wcześniej siedział (pewnie obchodząc się z tym niezbyt delikatnie, bo w sumie nie mógł się jeszcze specjalnie schylać), po czym podparł się pod boki i z uśmiechem spojrzał na pannę Arnold.
- Spójrz. Mini ukulele, drewniany flet i ta śliczna figurka. I teraz nie wiem, co wziąć dla Abla - pokręcił głową i westchnął ciężko. Pewnie ukulele i flet miały jakieś śliczne zdobienia i grawerunki, a Abel był przecież bardzo muzyczny i tak dalej, a figurka mogła przedstawiać jakieś dwa białe gołębie, nie wiem, to jedyne co mi przyszło do głowy, bo szare obsraŃce właśnie siedzą za moim oknem, a w sumie nie chce mi się szukać żadnego zdjęcia. Pewnie było tam też kilka innych ciekawych rzeczy, ale do tego przejdą później, prawda?
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-04-10, 15:53   

Lidka na pewno chętnie skorzystałaby z możliwości pomieszkiwania pod dachem Pawła i Abla i prawdopodobnie nikt nigdy nie byłby w stanie oprzeć się spaniu w towarzystwie kilkunastu przytulanek, mopsów znaczy się (tym bardziej, że Lydia za dzieciaka była przyzwyczajona, że na jej łóżku nie ma miejsca dla niej samej, bo było tak zawalone maskotkami. Nie miała takich problemów, że musiała ryczeć na pół sklepu, bo rodzice nie chcieli jej kupić jakiejś zabawki - kupowali jej wszystko, wszystko), jednak nie wiem, czy jej kotka dogadałaby się z psiakami, a akurat na tym, by Tiffany miała najlepsze warunki do życia zależało jej chyba nawet bardziej niż na swoich wygodach... a przecież wiemy, jaką sama była materialistką.
Paweł nie musiał jej o swojej niepełnosprawności przypominać. Ona sama, z własnej woli, zdecydowała się o niej nie pamiętać. Patrząc na przyjaciela, nie widziała w nim osłabionego kaleki. To dlatego wyciągała go na wielkie zakupowe wyprawy i, pokonując trasę w podskokach, udając, że żyje w musicalu i że wszyscy taŃczą z nią i śpiewają, kiedy idzie ulicą, oczekiwała, że Paweł będzie jej dotrzymywał kroku. Na szczęście nie znęcała się nad nim okrutnie i pozwalała mu iść swoim tempem, robić przystanki czy siadać w wielkim antycznym fotelu, ale nie chciała dopuścić do tego, by sam siebie widział jako kalekę, który nic nie może zrobić albo by myślał, że inni także go w ten sposób postrzegają. Jeśli chodzi o umięśnionych przystojniaków noszących ją jak królową, nie miałaby nic przeciwko temu, żeby wszyscy czterej byli Julkami. Szczęścia nigdy za wiele, a poza tym może czterej wspólnymi siłami poświęcałoby jej tyle uwagi, na ile zasługiwała i nie znikaliby z jej życia wszyscy naraz, więc zawsze miałaby chociaż jednego, by móc się nim nacieszyć. To byłby dobry układ.
Lydia nie spędziła całego czasu nieobecności Pawła na marzeniach o tego typu sytuacjach. Z początku rzeczywiście tak było, nie będę udawać, że prowadziła bardziej ambitne wewnętrzne monologi. Po chwili jej wzrok przykuł mały, stary zegarek kieszonkowy. Zbyt piękny, by nie mógł być jej i zbyt drogi, by mógł. Rozejrzała się naokoło. Nikogo nie było, nie odbijała się w żadnym lusterku i wcześniej już zorientowała się, że w sklepiku nie ma kamer. Nie zastanawiała się dwa razy nad swoim zachowaniem, w koŃcu nie była to pierwsza i nie ostatnia rzecz, którą zabrała niepytana, a jej kleptomania tym bardziej nasiliła się odkąd nie mogła sobie na wszystko co chciała, pozwolić. Akurat dyskretnie wsuwała nową zdobycz do torebki, kiedy obok niej znowu pojawił się przyjaciel.
- Wszystko jest śliczne! - od razu ogarnęła ją nieodparta chęć, by wszystkiego dotknąć i wymacać, więc obracała w dłoniach po kolei wszystkie skarby przyniesione przez chłopaka. - Ale czekaj, ty wybierasz coś dla Abla? Co stało się z szukaniem prezentu dla ciebie ode mnie? - pogubiła się już w tym, czego właściwie szukają i przede wszystkim dla kogo. On chciał coś sprezentować Ablowi, ona szukała czegoś dla Pawła i dla siebie do nowych mieszkaŃ... Powinna sobie jakiś klarowny wykres do tego rozrysować. Wtedy wyszłoby na to, że dla równowagi Abel powinien być odpowiedzialny za prezent dla Lidki, ale łaski bez. Sama już sobie wzięła co chciała. Prawdziwa kobieta niezależna.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-11, 21:36   

Paweł chyba kochał Lydkę jeszcze bardziej za to właśnie, że tak robiła. Nie użalała się nad nim, nie biegała w kółko, martwiąc się, czy aby na pewno jego poduszka jest dobrze uklepana i nie potrzebuje słomki do soczku bananowego. Nie potrzebował. Potrzebował właśnie takich ludzi, jak Lydia, którzy pokażą mu, ze może, bo przez to on sam zacznie wierzyć w to, że może, a potem już tylko drobny kroczek do tego, by rzeczywiście mógł. No i ten, jemu zdecydowanie wystarczał jeden Abel, ale za to najwspanialszy na świecie, najbardziej wyrozumiały i opiekuŃczy i momentami chyba nawet przytłaczający Pawła swoją miłością, który przecież w tej całej grze w miłość jest troszkę beznadziejny i, co ważniejsze, strachliwy. Ale to dobrze. Został rzucony na głęboką wodę i musi sobie poradzić, a jak już sobie poradzi (a zrobi to na pewno), to tylko bardziej będzie mu odpowiadało bycie z Ablem i rzeczywiście kochanie go. Jeszcze go nie poczęstował słowem na L, ale kiedy już to zrobi, będzie to definitywnie I love you a nie let go of my arms, it's over. Zresztą, już dawno go kochał i Abel był dla niego najważniejszy na świecie (może na równi z rodzicami i siostrą), tylko że w jego głowie był istny bigos, z którym nie potrafił sobie poradzić, wybierał z niego jedynie kawałki kości, które krzyczały do niego "zniszczysz mu życie, kaleka ofiaro losu". Borze, ale zjadłabym bigos. A jak Paweł się kiedyś dowie o jej kleptomani, to też nieźle strzepie jej tyłek. Ale na razie nie wie, prawda? Jak się okazuje, nawet ludzie, z którymi jesteśmy najbliżej, często są dla nas całkiem obcy. Na szczęście nie jestem jednym z tych dzieci, które znajdują w szafkach rodziców brzydkie zabawki z sex shopów. Na dobrą sprawę, nawet nie znalazłam tam nigdy prezentów bożonarodzeniowych, dowiedziałam się, gdzie mama je chowa dopiero wtedy, jak kazała mi pomóc je pakować. Czy to oznacza, że jeszcze gdzieś mogą jednak być schowane te brzydkie zabawki?
- Ale ja przecież nie potrzebuję od ciebie prezentów - nachmurzył się, choć całkiem możliwe, że już wcześniej jej to mówił, a ona dalej swoje. Chyba wiedział, że trochę krucho było u niej teraz z finansami, więc jak miałby wymagać od niej jakichś prezentów? Nie mówiąc już w ogóle o tak drogich prezentach, jak większość przedmiotów w tym sklepie. - Pomóż mi lepiej wybrać - potrząsnął głową, bo chwilowo to stało się jego priorytetem. Inaczej będzie tu siedział do zamknięcia, aż zamiast zdecydować zrobi jakąś wyliczankę i tyle. Ale to wcale nie będzie dobre rozwiązanie, bo w trakcie wyliczania nie będzie się kierował swoim instynktem, a rzeczywiście wyliczanką.
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-04-12, 22:21   

Dlatego Lidka była dobrym materiałem na osobę wyciągającą Pawła z dołka. (Jakby to powiedziała moja chiŃska pani profesor polonistka - "Wpadł do depresji".) Znalazłyby się jakieś rude stworzenia, które przejechałyby dla niego pół świata i skakałyby wokół niego, nie pytając nawet czy poduszka jest dobrze uklepana, tylko co pięć minut ją na nowo uklepując. Lydia miała trochę inne podejście, ale to nie oznaczało, że nie uklepałaby mu poduszki, gdyby chciał. Dla przyjaciół była na każde zawołanie i zrobiłaby dla nich wszystko, ale lubiła mieć własne poglądy na pewne sprawy i problemy przyjaciół, więc często zdarzało jej się doradzać zupełnie nie tak, jak oni chcieli... albo ogólnie mimo tego, że żadnej porady nie chcieli. W przypadku kalekiego Szerszenia (kaleki szerszeŃ, zaczęłam to sobie wyobrażać...) polegało to na tym, że nie dopuszczała do sytuacji, w której miałaby nad nim skakać i pozwalać sobie, jemu lub komukolwiek myśleć, że trzeba nad nim skakać. Po prostu.
Bardzo ładne te metafory ze słowami na L, ale nie wiem czy sama to wymyśliłaś czy wzięłaś z jakiegoś filmu albo piosenki... Nie, żebym nie wierzyła w to, że możesz takie ładne rzeczy wymyślić. Lidka w przeciwieŃstwie do niego rzucała słowo "kocham" na prawo i lewo. I zazwyczaj na wiatr. Równowaga w przyrodzie musiała być zachowana, skoro u niego było odwrotnie, nie? Lydia za to kochała się zakochiwać, kochała się odkochiwać, kochała przypadkowych panów na ulicy, kochała przypadkowe koty w internecie i kochała przypadkowe buty na witrynach sklepowych. Dzięki, że mi robisz ochotę na bigos. Nikt nie wiedział o jej kleptomanii i pewnie nikt nie potrafiłby tego zrozumieć. Może i teraz stało się to bardziej zrozumiałe, skoro była uzależniona od nabywania nowych rzeczy, a nie miała takiej możliwości, ale wcześniej? Co z tego miała, skoro mogła mieć wszystko? Sama tego nie rozumiała. Psychologicznie pewnie można byłoby długo się nad tym rozwodzić i szukać przyczyn. Ja powiem krótko: głupia Lidka, miała pstro w głowie. Powinna trafić do aresztu za te kradzieże. Kiedyś.
- A czy ktoś cię pyta o zdanie? - zdziwiła się, że Paweł jest tak bezczelny, że jeszcze jej pyskuje i nie chce prezentów. Nie ma lekko w życiu, będzie musiał prezent przyjąć! Jak pech, to pech. - Sama nie wiem, wszystko jest piękne. Poza tym to ty znasz Abla najlepiej i powinieneś wiedzieć. Ba, ja to go prawie nie znam i gdybym go nie widziała na oczy, to bym myślała, że go sobie wymyśliłeś. - zaśmiała się. W sumie nie wiem ile czasu Paweł był z Ablem, ale skoro Lidka była M.I.A. przez ostatni rok, to nie miała raczej okazji zaprzyjaźnić się z chłopakiem czy w ogóle zapoznać na tyle, na ile by chciała (czyli na wylot). SzerszeŃ i tak miał szczęście, że zaakceptowała jego związek i mu błogosławiła, a nie próbowała go na boku swatać z kimś innym, bo takie sytuacje też się zdarzały... i to nierzadko.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-17, 00:45   

No zdecydowanie wpadł, i to głębiej niż zegarek do torebki Lydki, także teraz musi przynajmniej jedno wyciągnąć z powrotem na powierzchnię. I lepiej, żeby to był Paweł! I hej, własne poglądy są całkiem w porządku, ludziom nie można mówić tego, co chcą usłyszeć, trzeba im rzucać smutną prawdę prosto w twarz, niech ją biorą na klatę, spinają poślady i na nowo próbują podbijać świat. Jeśli taką przyjaciółką byłą Lydia, To Paweł świetnie trafił. Zresztą, jemu zawsze się trafiają świetne przyjaciółki z Twojej strony.
No i masz mnie, je. Metafory na L rzeczywiście z filmu, a właściwie z serialu, który mi się ostatnio nawinął sam z siebie, a którego chwilowo nie mogę oglądać z racji braku internetu. Ale miły. I ładne metafory. I od razu człowiek bardziej się elokwentny staje, a niby durny amerykaŃski sitcom. Czytam Wiedźmina teraz, też się staję bardziej elokwentna, ale wykorzystywała to wczoraj, dziś po dziesięciu godzinach laborków Ci nie zademonstruję, sorry, może w następnym poście.
Paweł też mógł co chwilę rzucać kocham cię. Kochał ptaszki, trawkę, kwiatki, pieski, Gretę kochał i Lydkę i Julka, ale to wszystko to było całkiem inna miłość. I w gruncie rzeczy żadna nie była mniej czy bardziej prawdziwa, ale chyba nigdy wcześniej nikogo nie pokochał tak, jak Abla, dlatego to było takie trudne. To całkiem nowy, nieznany dla niego rodzaj miłości, bo choć chłopcy w jego życiu zdarzali się już wcześniej, to nigdy tak wspaniali, no i najwidoczniej nie ci właśnie jedyni. Ale w koŃcu się przełamie i wszystko wyjdzie na prostą, wiadomo, tylko sam musi dojść ze sobą do składu i ładu! A to nie takie łatwe, kiedy się człowiek boi zaangażować i z całego tego zaangażowanego uczucia się boi zmarnować komuś życie. A kleptomanii się nie rozumie, kleptomanię się leczy. Ostatnio wszystkich chcę wysyłać do psychiatry, więc jak widać Lydia nie jest pod tym względem wyjątkiem.
Paweł zrobił naburmuszoną minę, wydymając dolną wargę i skrzyżował ręce na piersiach, udając obrażonego. Nie ważne, czy go ktoś pytał, ważne, że on wiedział, co i jak. I nie potrzebował wcale żadnych prezentów. Dobrze wiedział, jak Lidce się oczy na wszystko świecą, to chyba lepiej, żeby sobie coś kupiła, a nie jemu, prawda? Tak wpadając w odwiedziny będzie się zachwycać tylko swoim prezentem, a nie Pawłem choćby. I w ogóle zamiast wpadać w odwiedziny to rozbije namiot i będzie koczować pod półką z tym bibelotem.
- No ale... No nie wiem - pokręcił głową, patrząc znów to na flet, to na to drugie, co nie pamiętam, czym było. Od czego ona tu była? Miała mu pomóc! A jej docinki wcale nie pomagały przecież, Abel był bardzo realny i namacalny, ostatnimi czasy Paweł miał okazję się o tym przekonać jeszcze lepiej, a Lidka tak po chamsku. I w sumie nie wiem, ale chyba już ponad rok będzie, pierwszy raz się pocałowali na lodowisku, więc to musiało być jakoś na święta, ale poprzednie, bo w tym roku był fanatyczny adorator śpiewający pod oknem. Tak czy siak, Szerchester to OTP, Lydia musiała być tego świadoma i się z tym zwyczajnie pogodzić. Zresztą z kim niby innym miała go swatać? Jeśli to nie był Julek, to nie ma w ogóle mowy, już na starcie nic by z tego nie wyszło. Pawełek pokręcił w koŃcu ze zrezygnowaniem głową. - Nic sobie nie wymyśliłem. Chyba wezmę obydwa. Najwyżej w ramach odzyskiwania oszczędności będziemy jedli chleb posmarowany nożem - pokiwał głową. Zawsze też mogli żyć samą miłością, kto im bronił? (Sorry, naprawdę miało być krócej, ale no wyszło jak zwykle o tej godzinie)
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-04-17, 12:46   

Może i metaforę ze słowem na L ukradłaś z serialu (swoją drogą, jakiego?), ale porównaniem wpadania głębiej niż zegarek do torebki Lidki skradłaś moje serce. Widzisz, ja zawsze dbam i dbałam o Pawełka. Też wydaje mi się, że w przyjaźni chodzi właśnie o to, żeby walić przykrą prawdę między oczy i dawać kopa w tyłek komuś, kto robi coś strasznie głupiego albo uświadomić mu, że musi się wziąć w garść. Ja jestem takim typem przyjaciółki, nie skaczę wokół kogoś i nie mówię "o, ale super, zeszłaś się po raz pięćdziesiąty z chłopakiem, za tydzieŃ znowu przylecę cię pocieszać po pięćdziesiątym pierwszym rozstaniu", ale najwyraźniej nie wszyscy podzielają mój punkt widzenia, skoro w ten sposób straciłam wieloletnią przyjaciółkę, która wolała się na mnie obrazić i latać za swoim zidiociałym chłopakiem.
Zakochiwanie się Lidki i jej chęć wyznawania wszystkim przypadkowym panom miłości (dobrze, że chociaż miała resztki rozsądku i nie mówiła mi na drugiej randce, że ich kocha i chce mieć z nimi dzieci... Uciekaliby od niej szybciej niż ona od nich) też nie było zawsze taką prawdziwą miłością. Jej się wydawało, że tak jest, ale tylko z wiecznej potrzeby silnego odczuwania świata i głębokiej ekspresji swoich uczuć i radości. To nie była miłość, to była chwilowa fascynacja, która mijała szybciej niż ktokolwiek zdążył powiedzieć "Lydia, litości, tylko nie to znowu". Też miała jedną prawdziwą miłość, zupełnie inną od tych pozostałych. Z reszty mężczyzn rezygnowała po dojrzeniu pierwszej wady albo nawet wmówieniu sobie, że takową posiadają, a za Julkiem latała zawsze, mimo wszystkich wad, których była bardziej niż świadoma. Moje postacie zawsze mają jakieś problemy ze sobą i psychiką, więc pewnie rzeczywiście przydałoby im się zamknięcie w psychiatryku. Cóż, zamiast tego zamykam ich na forum i kieruję losem biedaków. Tam było ukulele, tak, pamiętam, że było ukulele. Nie pamiętałam fletu, ale to nic. Team work makes a dream work. Lydia nigdy w życiu nie swatałaby Julka z Pawłem, nie ma na to szans! Chyba że by wiedziała już naprawdę, że ona już nigdy nic między nimi nie będzie (chociaż pewnie nawet mając osiemdziesiąt lat, męża i wnuki, będzie latała za Julkiem) i stwierdziłaby, że skoro tak ma być, to niech chociaż Julien trafi w zaufane ramiona. No ale póki co uważała Szerchester za OTP, tak samo jak Łydkokulki.
- Nie, nie, nie, nie możesz brać wszystkiego i potem się martwić, że nie masz co jeść. Tego nie bierz. - zabrała to ukulele i zaczęła obracać je w dłoni. - A tak naprawdę to chciałabym to dla siebie. - dodała po chwili, spoglądając na przyjaciela z poczuciem winy. Nie mogła mu teraz wmawiać, że antyk jest brzydki i na pewno nie spodoba się Ablowi, a potem para odwiedziłaby Lidkę w jej nowym mieszkanku i odkryła ukulele na honorowym miejscu. No, może nie honorowym, bo kobieta tego typu dupereli miała całe mnóstwo. Dobrze, że jej kleptomania nie była tak do koŃca kleptomanią i kradła tylko ze sklepów, a nie z domów swoich przyjaciół, bo byłoby kiepsko, gdyby tak bardzo podobały jej się pierdoły na ich półkach, że potem podczas wizyt u niej, wszyscy nagle znajdowaliby zguby ze swoich mieszkaŃ. A nawet nie znajdowali, tylko Arnold sama wszystko by im prezentowała, bo tak ekscytowałaby się nowymi zdobyczami. Zdecydowanie nie nadawałaby się na tego typu złodziejkę. - Wiesz co? Powinniśmy sobie razem znaleźć pracę! - wymyśliła nagle. - Byłoby super, spędzalibyśmy razem czas i praca byłaby przyjemnością, a w dodatku moglibyśmy sobie na więcej rzeczy pozwolić! - zaprezentowała skarby ze sklepu, żeby Paweł wiedział, jakie będą plusy dodatkowej pracy. Lidka oczywiście nie myślała trzeźwo o tym, że istnieją ważniejsze wydatki, na które trzeba oszczędzać, ani tym bardziej o tym, że ledwo jej się chciało pracować w swoim wolnym zawodzie, w którym i tak póki co nie miała za dużo do roboty, a co dopiero latać i jak służąca sprzątać stoliki. Spokojnie, za pięć minut jej entuzjazm opadnie i już jej się odwidzi.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-23, 01:50   

Tak, Paweł jako zegarek był całkowicie moją inwencją twórczą! A serial to Young&Hungry, gra tam moja Summer, przy czym odkryłam go dopiero wtedy, jak już ją zgarnęłam na postać. Nie wiem, czy to dobrze, że mnie śmieszy, ale odmóżdżenie zawsze w porządku! A przyjaciółka trochę kijowa, nie lubię ludzi, którzy olewają wszystko dla partnera, co do którego nawet nie mają pewności, czy za miesiąc jeszcze będą z nim rozmawiać. Znam takich. Smutna sprawa. Mojemu przyjacielowi za każdym razem powtarzam, że miłości nie ma, związki są do dupy, że ma dbać o siebie, a ostatnio jak się zakochał i go ziomek wystawił, to wielka afera. Tylko jedno się ciśnie na usta, yup. Ale przynajmniej mnie słucha. (I swata wbrew wszystkiemu, to trochę smutne).
Paweł kochał wszystko naprawdę, ptaszki, rybki i tak dalej, ale to była łatwa miłość. A do tej trudnej trochę nie przywykł, dlatego był ostrożny. Musiał być pewien, że to jest to. Ale nie kochał fałszywie. A przynajmniej z całych sił się starał, bo przecież to, do czego zawsze dążył, to bycie szczerym wobec siebie i wszystkiego wokół. Świat na to zasługiwał, tylko ludzie tego nie rozumieli. Ale on próbował z całych sił i to było najważniejsze. I tak, to było ukulele, więc pewnie postawi na ukulele, w koŃcu Abel je lubił. Albo i nie…? Jęknął, słysząc jej słowa i zrobił zbolałą minę.
- Abel przepada za ukulele i przynajmniej umie na nim grać, nie to, co ty – nachmurzył się. Oczywiście flet miał śliczne zdobienia, ale… No tak, właśnie, dylematy. Swoją drogą, chyba zaczynał trochę stawiać swojego chłopca nad przyjaciółkę, szkoda. Ale może będzie mógł czasem zabrać Abla do Lydki, aby sobie zagrał i popodziwiał to ukulele? O ile nie jest zbyt antyczne, żeby grać, hmm. Swoją drogą, u mojej mamy kiedyś była znajoma, po której wizycie mamie zniknęły kolczyki z szafki. Jakiś czas później w tych kolczykach znajoma znów się z mamą spotkała, serio brakowało tylko, aby krzyknęła „spójrz, jakie mam śliczne kolczyki!”.
- Ale moja praca jest przyjemnością! Poza tym, do niczego i tak się teraz nie nadaję – wzruszył ramionami i pokręcił głową. Może jego szczytem marzeŃ nie byłą praca w sklepie zoologicznym, ale tak z drugiej strony, sama jeszcze nie dotarłam do tego, jaką pracę Paweł mógłby sobie wymarzyć. Może mógłby założyć gejowski karaoke bar? Tylko za co?
 
 
Lydia Arnold


Wysłany: 2016-04-24, 21:13   

A, wiem, że jest taki serial, ale jakoś nigdy mnie nie zainteresował. Pewnie dlatego, że oglądam dużo durnych, lekkich i przyjemnych seriali i już nie nadążam, żeby zaczynać kolejne. Ja tam uważam, że seriale są po to, żeby się odmóżdżyć i odprężyć. Jak oglądam jakieś bardziej ambitne, to często ciężko mi się zebrać do oglądania kolejnych odcinków, bo jak przychodzę styrana po całym dniu, to marzę tylko o czymś zupełnie niezobowiązującym do myślenia. Też kiedyś tak miałam, że najpierw mi się jakiś ryjek spodobał i kimś / z kimś grałam i dopiero zaczynałam oglądać dany serial. Na pewno z Suits tak miałam.
- To może kup mu takie, na którym będzie mógł grać, a nie antyk, który służy do stawiania na półce i podziwiania? - zachichotała, ale wcale nie złośliwie, tylko raczej po to, by móc to ukulele zagarnąć dla siebie! Ukulele takie cudowne, wszyscy je chcą. Paweł może być jednak spokojny, jeśli zaraz tylko Lidka się trochę rozproszy i zacznie zachwycać czymś innym, to szybko zapomni o ukulele i SzerszeŃ będzie mógł wrócić do sklepu i je nabyć. Może nawet przy Lidce będzie w stanie zaraz wziąć je dla siebie, wystarczyło tylko pomachać przed nią jakimiś świecidełkami. Miała pamięć złotej rybki i osobowość sroki. Oja, Twoja mama skonfrontowała ją czy wolała przemilczeć? Lidka nie miała nic przeciwko bycia stawianą na drugim miejscu po ukochanym. Kochała swoich przyjaciół i skoczyłaby za nimi w ogieŃ, ale sama kochała miłość i twierdziła, że to jest najważniejsze, więc pewnie obraziłaby się, gdyby Paweł stawiał przyjaźŃ ponad związek, hm. Stwierdziłaby, że to nie prawdziwa miłość. Czyżby na moim miejscu, ucieszyłaby się, że straciła przyjaciółkę dla chłopaka, bo wiedziałaby, że w takim razie tamci są sobie przeznaczeni? Do wyżej wspomnianego opisu Lidki powinnam dodać, że miała mózg wielkości orzeszka. Ale przynajmniej serce na dłoni. To chyba najlepsza charakterystyka panny Arnold, jaką mogłam kiedykolwiek stworzyć. Wystarczyłoby za te wszystkie epopeje w karcie. - Jasne, że się nadajesz, nawet tak nie mów! - zaprzeczyła od razu. - O! Mógłbyś pracować u mnie. Znaczy ze mną. Znaczyy... na początku to chyba musiałby być wolontariat, bo nie stać mnie na wypłaty dla pracownika. - zaczęła się drapać po brodzie i zastanawiać. Chyba jednak chciała traktować Pawła jako przyjaciela-geja, który pomagałby w jej wyborze kwiatów na wesela. - Ale i tak byłoby super! - zapiszczała i już się uparła na to, że chce z Pawłem pracować, puszczając mimo uszu, że temu podoba się praca w sklepie zoologicznym. Gardziła ludźmi pracującymi w sklepach, skoro tak łatwo było cokolwiek z nich ukraść.
_________________
 
 
Paweł SzerszeŃ
[Usunięty]

Wysłany: 2016-04-30, 00:20   

Ja właściwie kiedyś oglądałam TBBT, teraz z lekkich oglądam to, bo ostateczne lubię się wkręcić w cięższą fabułę, ale czasem też potrzebuję czegoś, by się pośmiać, tak. Ale z drugiej strony pewnie moje styranie wcale się nie równa Twojemu.
No i sorry – Paweł na to już nie miał odpowiedzi. Zrezygnował, odłożył wszystko na fotel i spuścił głowę, wzdychając ciężko. Jakby pójść tym tokiem myślenia, to kupowanie tu czegokolwiek jest trochę bez sensu, skoro ma tylko stać i się kurzyć. Ale Paweł poszedł myślami w trochę innym kierunku i doszedł do wniosku, że on sam ma do bani pomysły, a przecież kiedyś takich nie miał, i że to wszystko jest do bani i że do niczego się nie nadaje. To właśnie to było to jego ciężkie westchnięcie. Bardzo nie fajnie. Nie pamiętam, co zrobiła mama, ostatecznie było to wieki temu (no, może dekadę). A Paweł zawsze uznawał przyjaźŃ za najważniejszą. Albo inaczej – miłość, okej, owszem, ale przecież przyjaciół też darzył miłością, i rodzinę, która plasowała się na równi, no i przecież Abel też był dla niego przyjacielem, a to jest chyba najważniejsze. Tyle tylko, że teraz jakoś ciężko mu było z nim porozmawiać o wszystkich wątpliwościach i utrapieniach, bo zwyczajnie nie chciał go martwić. Ale to nawet trochę działało podobnie wobec innych przyjaciół. A przeznaczenie to też bardzo skomplikowana sprawa i chyba Paweł starał się o tym nie myśleć. Już i tak miał dość zmartwieŃ na głowie. Całą Hakunę Matatę szlag trafił, a szkoda.
- Ale ja się kompletnie nie znam na twojej robocie – pokręcił głową. No chyba że miałby dmuchać balony, czy coś, to może jeszcze dałby radę. Ale właśnie, skoro miał zarabiać kokosy na antyki, to przecież nie mógł robić za darmo. Na wolontariat mógł się zapisać, żeby rozweselać dzieci w szpitalach czy sierociŃcach albo sprzątać Matkę Ziemię. Za to kwiaty na wesela zawsze by chętnie wybrał… A przynajmniej wyraziłby swoje zdanie, bo jakieś by miał. I gdyby Paweł się dowiedział, ze nim gardzi, bo pracuje w sklepie, to na pewno byłoby mu bardzo smutno. Zwłaszcza, ze na jego zmianie jeszcze nigdy nic nie zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się marcowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Bianka
Jeremy
WALTERS
ASHBORNE
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 6