Poprzedni temat «» Następny temat
sTORYVILLE
Autor Wiadomość
BostoŃczyk


BostoŃczyk

Wysłany: 2014-05-05, 08:46   sTORYVILLE


STORYVILLE

 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-08-02, 10:02   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


#2 Don't forget you work for me.

Kiedy Blair przekroczyła próg i pognała gdzieś za poleceniem Marcusa, on wtoczył się na górę kierując leniwe kroki posłusznie w stronę gabinetu ojca, w którym czekała na niego kolejna robota, nic szczególnego - musiał tylko przypomnieć komuś o pewnych zaległościach w sprawie. Postanowił to zrobić jeszcze dziś, nawet w biały dzieŃ, ale wpierw delektował się śniadaniem, które smakowało beztroskim dzieciŃstwem oraz udał się do baru, w którym ciekawość wzięła górę, a on ostatecznie sięgnął do półki z dokumentami pracowników i zerknął na adres Blair. Niewiele on mu mówił, Boston jest wielki ,a on nie pamięta adresu każdego mieszkania jakie okradł - niekiedy tylko dla frajdy, bo nie czarujmy się - niekiedy nie dało się jakoś wielce wzbogacić. Postanowił wstąpić pod ten adres, gdy już załatwi sprawy ojca na mieście. Nie poszło tak gładko jak się spodziewał. Okay, swoje zrobił, ale i przy tym oberwał, ostry nóż zarysował mu okolicę lewego boku, choć bardziej schodziło to na plecy. To jednak nie zmieniło jego planów i skierował się pod adres Blair ponownie włamując do jej mieszkania dobrze wiedząc, że ta jest teraz z Marcusem. Oczywiście nie wiedział długi czas, że to jego drugie raz, ale gdy tylko wszedł do środka przypomniał sobie poprzednie włamanie i nawet go to rozbawiło. Głupia sytuacja, ale niekoniecznie żałował. Tym razem nie chciał by wiedziała o włamaniu, więc starannie wszystko odkładał, ale ciekawość wzięła górę i przeglądał jej rzeczy. Chwilę też zabawił się w łazience starając się opatrzyć swoją ranę, a później musiał to po sobie posprzątać, skoro nie chciał by o całej zaistniałej sytuacji wiedziała. Zbyt łatwo mógłby siebie zdradzić, a po co? Był pewien, że nic po sobie nie zostawił, ale czy na pewno? Tak czy inaczej, wrócił do baru i ukrył się na zapleczu, gdzie popijał alkohol. Ściągnął przy okazji koszulkę i starał się ogarnąć ranę, z której dalej sączyła się krew. Prowizoryczny opatrunek w jej mieszkaniu się nie sprawdził. Tutaj miał jednak więcej czasu i swobody by to ogarnąć.
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-08-02, 17:41   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


#2

Blair spełniła kolejne zadanie dnia, przydzielone jej przez Marcusa. Pojawiła się z nim na bankiecie, odpowiednio ubrana, była niesamowicie czarująca, choć chciało jej się rzygać na widok wszystkich tych starych pierdzieli, gapiących jej się w dekolt, albo na tyłek, gdy tylko się odwróciła... Robili to oczywiście w miarę dyskretnie, nie czynili względem niej żadnych niestosownych propozycji, nawet jej nie tknęli, no ale... Nie było to towarzystwo, w którym czułaby się dobrze. Była jednak całkiem niezłą aktorką, potrafiła się dostosować do sytuacji tak, aby wszystko wyszło przekonująco. Dziwiło ją tylko, że kolejny raz Balamonte zniknął na dłużej, zostawiając ją tam samą. Jaki był sens ciągnięcia ją ze sobą na te bankiety, kiedy większość czasu spędzał w zupełnie innym miejscu? Biedna, głupiutka Blair zupełnie nie podejrzewała o co może się rozchodzić. Cóż, wszystko jeszcze przed nią.
Walters była jednak wściekła na Joseph'a. Nie dość, że przed samym wyjściem zdenerwował ją przygadywaniem i głupimi aluzjami co do swojego brata, to jeszcze wymyślił sobie, że ma przyjść wieczorem do pracy, kiedy ewidentnie nie miała wtedy zmiany! Tak czy siak, zależało jej jednak na pracy, bo nie była w łatwej sytuacji, a Joseph dobrze płacił, musiała więc pojawić się na miejscu. Przed rozpoczęciem pracy chciała jednak sobie z nim pogadać, bo tak nie może być, by zmieniał jej plany bez jakiejkolwiek konsultacji. Zjawiła się w barze, idąc w kierunku baru, ale tam go nie zastała. Ruszyła więc na zaplecze i bingo!
- Przyszłam, żeby nie było, ale chciałam Ci powiedzieć, że ja wcale nie miałam mieć dzisiaj zmiany! - obwieściła, wparowując na zaplecze i podchodząc bliżej Josepha. Zamarła, widząc jego ranę - a temu u licha co się stało? - Co Ci się stało? Paskudnie to wygląda - powiedziała, pochylając się lekko nad raną. Wyglądała jakby ktoś przejechał mu po plecach, koŃcząc na brzuchu, ale przecież i tak nie dowie się od niego prawdy.
 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-08-03, 08:36   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


To było właśnie takie towarzystwo, niby dyskretnie przyglądali się Blair, a jednak to było tak oczywiste na co spoglądają. Cała otoczka, bale i spotkania były wielka przykrywką do większych spraw, o których pewnie niewiele wiedziała i nie prędko dowie się cokolwiek. Lepiej dla niej, że nie wie w jakie interesy miesza się rodzina Balamonte i niech tak pozostanie.
Joseph był zadowolonym z siebie człowiekiem, wszystko co robił i jak żył z niczym mu nie kolidowało. Może nie do koŃca pasowało mu życie pod dyktando ojca, ale nauczył się to tolerować, robił pożądane minimum i nie dawał z siebie więcej niż trzeba - jak zawsze zresztą. Nie był człowiekiem wolnym, ale życie prowadził w taki sposób by nie odczuwać tego zbyt mocno, a gdy mu to doskwierało poprawiał sobie humor odgrywając się na innych. Wtedy w domu zwyczajnie nie miał ochoty na integrację z ojcem, A Blair sama się mu nawinęła, więc mógł się zabawić jej kosztem, a że czuł lekki niedosyt postanowił dać jej zmianę w barze.
Wparowała na zaplecze już od progu paplając na co tylko przekręcił wymownie oczami. - Nie przeżywaj tak tego… Wiem, że nie miałaś mieć zmiany - zrobił to specjalnie licząc na to, że popsuł bratu szyki.
- Nic co mogłoby Cię interesować . Zamiast się przeglądać lepiej mi pomóż to przykleić - pokazał jej opatrunek, który zdążył sobie przygotować - ale najpierw polej tym - podał jej środek dezynfekujący. Nie żyli w jakiś chorych warunkach, miał tu podstawową apteczkę tym bardziej, że dość często coś podobnego się mu przytrafiało (może nie tyle dość często, ale z pewnością więcej razy niż szaremu człowieczkowi). Rodzina miała też zaufanego lekarza u którego z pewnością się stawi, ale nie dziś.
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-08-09, 12:12   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


Dlatego właśnie Blair nigdy nie wnikała w to, co dokładnie Marcus robi na tych wszystkich bankietach, kiedy znika jej z zasięgu wzroku. Nie interesowało jej to, wolała nie wiedzieć. Pewnie oczywistym było, że to muszą być jakieś podejrzane interesy, dlatego tym bardziej wolała nie być niczego świadomą, żeby w razie czego zgodnie z prawdą być taką małą, niewtajemniczoną sierotką. Tak było po prostu lepiej. Grunt, że jej nie zmuszali, by robiła jakieś nielegalne rzeczy.
Blair miała po prostu pecha, że zjawiła się w willi w tym samym czasie, gdy przebywał tam Joseph. Zdarzało jej się już tam przecież wpadać, ale do tej pory obyło się bez niepotrzebnych spięć i natykania się na Balamonte. Widać jej limit "szczęścia" w tym zakresie został wyczerpany i została teraz dosłownie rzucona na żer szefowi. Przykre, że życie ciągle musi jej dowalać. Jakby nie miała już wystarczająco przerąbane. Nie miała jednak zamiaru się nad sobą użalać. Zdążyła już przez ten czas zauważyć, że to i tak do niczego nie prowadzi.
- To po co kazałeś mi dzisiaj przyjść? - spytała, mrużąc oczy. - Bawi Cię krzyżowanie mi planów? - dobrze wiedzieć. Zapamięta na przyszłość, by nigdy nie zdradzać mu swoich planów na dalszą część dnia, bo znów odwinie jej taki numer. W tym przypadku może i dobrze się złożyło, ale denerwowało ją to, że robił to na złość.
- Jestem barmanką, nie pielęgniarką - skwitowała, spoglądając na niego sceptycznie, ale mimo to wzięła do rąk środek dezynfekujący i polała mu grubo po całości rany. Na pewno piekło, ale należało mu się trochę pocierpieć. Nie będzie się nad nim litować. Następnie wzięła do rąk przygotowany przez niego opatrunek. - To nie będzie tak trzymać. Taśma, albo chociaż bandaż lepiej by to przytrzymał - w takiej formie, jaką to przygotował Joseph za długo on tego opatrunku nie ponosi.
 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-08-11, 09:21   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


Balamonte miał i tak dość mocne przeczucie (lub po prostu dobrze znał swoją rodzinę), że prędzej czy później Blair i tak wpakuje się głębiej w to bagno, szemrane interesy i zamiast spłacić dług i odejść będzie siedzieć w tym po dziurki w nosie. Jak nie jeden Balamonte to drugi, ech - siedziała po dziurki w nosie, no ale to nie jego sprawa. Nie powinno go nawet obchodzić co robiła w willi rodzinnej, ale ciekawość wzięła górę i w gratisie dostał odrobinę rozrywki znęcając się trochę nad nią swoimi żarcikami. Przynajmniej on się dobrze bawił, a o to w tym wszystkim chodziło. Rozrywkę trochę popsuł mu mały wypadek podczas akcji, ale wieczór wciąż był młody, a jego wręcz zżerała ciekawość czy Blair pojawi się w barze.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że żałujesz przerwanego wieczoru z bratem? - zapytał z trochę kpiącym uśmieszkiem. Oczywiście największą frajdę sprawiło mu pokrzyżowanie planów brata, bo Joseph miał intuicję, a ona podpowiadała mu, że Marcus nie miał zamiaru wcześnie odstawić jej do domu. - Nie tyle Tobie co bratu – posilił się na nieszczery uśmiech. - Widzisz... lubię uprzykrzać bratu życie, dla rozrywki. Nie bierz tego zbytnio do siebie, jesteś przypadkową ofiarą - wzruszył bezradnie ramionami.
- Nieistotny szczegół - bo jej zawód nie miał się w żaden sposób do naklejenia opatrunku, prowizorycznego w dodatku. Do tego nie trzeba było posiadać żadnych szczególnych kompetencji. - Już tak nie patrz, lej - skwitował jej sceptyczne spojrzenie i nieszczególnie się wykrzywił, gdy go polała środkiem dezynfekującym. Piekło, ale bardziej bolało, gdy ktoś go dziabnął nożem, więc przeczekał. - Podobno żadna z Ciebie pielęgniarka - podsumował jej uwagi - po prostu przyklej, nie zależy mi na tym by się długo trzymał - miał być na teraz, na szybko.
- Jak się udał dzieŃ z bratem? Nie przypuszczałem, że gustujesz w takim towarzystwie. Taka niepozorna...
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-08-16, 19:09   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


Tego właśnie obawiała się Blair. Może i wpakowała się w długi i niezłe bagno, ale nie była głupia. Zdążyła już zorientować się, że to wszystko było dalekie od normalności i że Marcus nie da się tak łatwo spławić. Niestety, Joseph podczas ich nieplanowego spotkania w posiadłości tylko potwierdził jej obawy. Tylko jakie miała teraz inne opcje? Nie miała tyle kasy, by mu ją oddać, bo wszystko musiała wydać na czynsz i spłatę właściciela, a jeszcze trochę mu wisiała. Nie było lekko, a skoro się zadłużyła, to niestety musiała taŃczyć jak jej zagra. Jeszcze w barze sprawiał wrażenie takiego spokojnego, ułożonego człowieka i tylko to skłoniło ją do pożyczenia od niego forsy. Złudzenie jednak szybko minęło, gdy już doszło do tych przysług w zamian za tamtą pożyczkę. Wkopała się, ale jeszcze nie miała planu jak się z tego wyplątać względnie bez szwanku.
- Zdążyłam już wrócić do domu, dzięki za troskę - rzuciła z wyraźnym sarkazmem. Może i wspomnienie o tym, że czeka ją zmiana w barze i że nie może przecież stracić tej pracy trochę ułatwiło jej ukrócenie dzisiejszego spotkania z Marcusem, ale Joseph niekoniecznie musiał o tym wiedzieć. Na pewno nie będzie mu dziękowała.
- Od razu mi lepiej, wiesz? - dorzuciła, równie sarkastycznie. Zazwyczaj była naprawdę miłą i fajną dziewczyną, ale nic nie mogła poradzić na to, że przyszło jej obracać się w takim towarzystwie, które wzbudzało w niej co najmniej mieszane uczucia i niezbyt miły humor. - Jak sobie życzysz - skwitowała jedynie i polała jego ranę mocno środkiem dezynfekującym. Nie wypytywała dalej o to, co go spotkało, bo... Tak naprawdę chyba nie chciała wiedzieć. Raczej nie był na spacerze z psem, tylko musiał wpakować się w jakieś szemrane interesy. Nie jej sprawa.
- Taka prawda. Ale mam oczy i widzę, że to nie potrzyma zbyt długo. Lepiej nie wychodź na salę, goście mogą być bardziej upierdliwi z pytaniami - taka prawda. Blair nie wnikała za bardzo w to, co go spotkało, a klientów mieli jednak różnych. Kto wie, czy nie trafi się jakiś upierdliwy glina, który zacznie dochodzić co zaszło?
- Bo nie gustuję. Widocznie mam pecha, bo takie towarzystwo samo na mnie trafia... - przykleiła mu ten prowizoryczny opatrunek tak, jak chciał. Najwyżej mu odpadnie i wszystko się zanieczyści. Jego sprawa. - Gotowe. Tylko się nie wykrwaw - skwitowała, odsuwając się nieco.
Miała pecha do spotykania podejrzanych typów? W to akurat była w stanie uwierzyć, bo pech prześladował ją już od dawna. Liczyła, że los wreszcie się do nie uśmiechnie, ale spotykały ją tylko kolejne rozczarowania. Potrzebowała wyjechać, chociaż na trochę, ale nie było jej na to stać i szkoda by jej było napiwków z baru. Musiała jeszcze trochę się przemęczyć, bo w kolejnym miesiącu powinna dać radę spłacić do koŃca właściciela i będzie mogła zbierać na spłatę długu Marcusa. Wszystko powolutku, ale może uda jej się wyjść na prostą? - Skoro już tu jestem, to zostaję - oznajmiła. Dodatkowe godziny i napiwki na pewno jej się przydadzą. Nie po to tu przyjechała, żeby Joseph odesłał ją do domu, kiedy już spełniła swoje zadanie - wkurzenie jego brata.
 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-08-21, 08:39   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


Marcus zawsze sprawiał wrażenie ułożonego i spokojnego mężczyzny, którzy w barze popijać długi czas jednego drinka, a nie chleje na potęgę, a jego spokojny głos sprawia, że nie tak trudno mu zaufać - a przynajmniej zdaniem Josepha dziewczyny są takie naiwne. On nie ukrywał tego jaki jest, miał w sobie jakąś iskrę, która ostrzegała wszystkich wokoło, że niezłe z niego ziółko. Choć skrywał jak brat wiele rodzinnych sekretów wcale nie starał się sprawiać pozorów “tego dobrego”. Życie było dla niego zbyt krótkie by podporządkowywać się innym i spełniać ich oczekiwania. I tak już musiał to robić wobec rodziny choć wcale nie uśmiechało się mu to, nie zamierzał tracić czasu na zachcianki innych ludzi. Jak coś się nie podobało komuś to droga wolna, niech się trzyma od niego z daleka.
Odrobinę go bawił fakt jak historia się rozwinęła. Jeden Balamonte okradł jej mieszkanie i zapędził w długi, a pomocy szukała u drugiego Balamonte, który teraz ja wykorzystywał. Można by pomyśleć, że nawet współpracowali jak na braci przystało. Joseph jednak nieświadomie pchnął ją w kierunku brata, a gdyby nie pracowała w jego lokalu pewnie nawet by ich nie poznała, a on nie miałby pojęcia kogo okradł.
Uśmiechnął się jakby na siłę. - Nie ma za co - odparł swobodniej wiedząc już, że dobrze chyba zatarł ślady swojej ponownej obecności w jej mieszkaniu. Po dzisiejszym dniu wiedział już nieco więcej o niej, chociażby to że miała siostrę bliźniaczkę lub popadła w samouwielbienie i świetnie obsługuje programy do edycji zdjęć bo widział dwie identyczne dziewczyny na zdjęciu. Może i była miła czy fajna, ale on niekoniecznie za takimi przepadł, więc chyba nawet lepiej tolerował sarkastyczną Blair, po prostu. Gdyby spotkał taka śpiewającą Bianke to pewnie dawno by ją odesłał w jakieś głębiny bo chyba by tego nie zniósł. - Nie rób już takiej niezadowolonej miny, przynajmniej wcześniej uwolniłaś się od Marcusa - co prawda mógł przyjść do baru i zapewne później to zrobi, ale to już nie jego sprawa.
Dał się jej opatrzyć, ale po swojemu i obeszłoby się bez zbędnych komentarzy. - Wystarczy, że przykleisz opatrunek. Dobre rady zachowaj dla siebie - odparł, gdy komentując polewała mu ranę. To, że on “pomógł” jej uwolnić się od brata (choć wcale o to nie prosiła) a ona pomogła jemu, to nie znaczyło, że są przyjaciółkami i sypią sobie złotymi radami. Gdy już przykleiła prowizoryczny opatrunek, który powinien tego wieczoru jakoś wytrzymać wstał z krzesła i sięgnął do szafki z alkoholem, nalewając sobie do szklanki. - Goście nie będą mi zaglądać pod koszulkę - odparł sięgając coś zapasowego do szafki obok tej z alkoholem. W barze miał trochę swoich rzeczy, bo różne są sytuacje - wylany na koszulkę alkohol lub dziabnięcie nożem. Zarzucając na siebie czarny t-shirt spoglądał na Blair. - O mnie się nie martw - nie wykrwawi się i wciąż będzie prowadził bar w którym przyszło jej zarabiać na długi. - Lepiej martw się o siebie - ona cicho marzyła i wyjściu na prostą, a on skutecznie ją dołował. Miał dziś taki humor, a poza tym nie przywykł do sprawiania innym miłych uczynków. - Jeśli chcesz - odparł bez wahania. Mogła zostać jeśli chciała, on niekoniecznie mógł jej zapłacić za te nadgodziny, w koŃcu planowo nie miała dziś zmiany. Może będzie dupkiem, a może nie. Czas wypłaty pokaże.
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-08-29, 19:59   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


wreszcie odpisuję :omygy:

Prawdę mówiąc jeszcze nie wszystko było przesądzone. Blair zapewne wpadła do mieszkania po spotkaniu z Marcusem, szybko się przebrała, bo jednak na te bankiety musi chodzić w kieckach i być nieźle odpicowaną, a potem po prostu wyszła. W ferworze tego wszystkiego nie zdążyła raczej rozglądać się czy coś w jej mieszkaniu zostało przestawione, albo czy w łazience nie ma jakichś plam od krwi. Niewykluczone, że później będzie miała na to więcej czasu.
- Może mam Ci jeszcze dziękować? - spytała, przewracając teatralnie oczami. - Daj spokój, nie jesteś moim wybawcą - i bynajmniej. Szkoda tylko, że Blair nie zdawała sobie sprawy, że to właśnie Joseph wpakował ją w całe to gówno. Może i ona naiwnie, w wyniku skrajnej desperacji, zapożyczyła się u praktycznie nieznajomego człowieka, ale to sytuacja ją do tego zmusiła. Nie chciała być bezdomną z debetem na koncie i długami u właściciela. Nie chciała też pokazać rodzinie, że poniosła w życiu tak wielką klęskę, choć jej plany były tak ambitne, więc... Cóż, miała to wszystko na własne życzenie.
- Wiem. Ale z ten opatrunek prędzej czy później przecieknie, a to już na pewno zauważą, ale Twoja sprawa - skwitowała, wzruszając ramionami. Skoro chciał tak paradować przed nieznajomymi, jego sprawa. Walters na dobrą sprawę nie wiedziała jak Balamonte nabawił się tej rany i wolała nie wiedzieć. - Poradzę sobie - fuknęła, odwracając wzrok. Nie było łatwo, ale oszczędzała, starała się o napiwki i jakoś powoli sobie radziła. Słowa Josepha kazały jej jednak podejrzewać, że tak szybko nie uwolni się od Marcusa. Biedna, naiwna Blair... Nie chciała jednak dać po sobie poznać, że się tego obawia. Nie przed nim. Nie spodziewała się po nim współczucia, ba, nawet go nie chciała. Sama się w to wpakowała i sama miała zamiar się z tej sytuacji wykaraskać. Nie wiedziała jeszcze tylko jak.
- Jest duży ruch, przydam się - dodała. Pewnie spróbuje się wykłócić, gdyby jednak nie chciał jej zapłacić. W najgorszym wypadku będzie musiała zadowolić się napiwkami, a te, przez wzgląd na urodę i to, że potrafiła jednocześnie wysłuchać, nalać alkohol i uśmiechać się pięknie nawet do tych obleśnych zboczuchów, były całkiem wysokie. No a jak wiemy, kasą Blair nie mogła gardzić.
Przez chwilę nie odzywała się, ale nagle odwróciła się znów do Josepha, żeby na niego spojrzeć.
- Dlaczego nigdy nie mówiłeś, że to Twój brat? - spytała, bo ją to ciekawiło. Trochę już pracowała w Storyville, Marcus odwiedzał bar dość regularnie, a nigdy dotąd nie wypłynął temat, że był bratem Josepha. Nie, żeby musiał się spowiadać pracownikom z tego, kto jest jego rodziną, no ale... Blair nie potrafiła sobie wyobrazić sytuacji, w której można nie przyznawać się do własnego rodzeŃstwa. Może dlatego, że sama miała cudowne rodzeŃstwo i bardzo ich kochała.
 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-09-07, 07:00   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


Możliwe, ale Balamonte tego nie wiedział i już w głębi triumfował, że znów przyszło mu coś z łatwością. Dla niego to była nawet rozrywka takie myszkowanie w jej mieszkaniu. Za pierwszym razem było to zaledwie zwykłe zlecenie i nikt nie wskazał jej mieszkania palcem, po prostu Joseph obrał je na cel łudząco się, że może będzie w nim coś wartościowego, ale biorąc pod uwagę wszystkie jego kradzieże jej mieszkanie było przeciętne. Dla niej było to wszystko i wpędziło ja w obecne problemy, a dla niego niewiele znaczyło. Drugi raz zaprowadziła go tam czysta ciekawość, a wiedząc, że należy ono do Blair ciekawość ta potęgowała.
Spojrzał na nią wymownie. - To chyba oczywiste - uśmiechnął się nieznacznie. - Trochę jestem, nawet jeśli nie chcesz się do tego przyznać -choć tak naprawdę nie miał bladego pojęcia jakie plany na ten dzieŃ miał brat i jak długo zamierzał się nad nią pastwić tymi wymuszonymi spotkaniami. Prawda jednak była taka, że nawet jeśli w minimalnym stopniu stał się tego wieczoru jej wybawca, to jednocześnie to on ją w ten syf wpakował, ale nie zamierzał zaprzątać sobie tym myśli. Miał ważniejsze rzeczy na głowie.
Słuszna uwaga, ale - mam jeszcze parę takich kiepskich opatrunków w zanadrzu, więc będziesz mogła bawić się w pielęgniarkę jeśli będzie taka potrzeba - choć większość dociekliwego towarzystwa mogła pochodzić z kręgów w których obracała się jego rodzina, więc dla nich to nic dziwnego. Spora część to po prostu pijana młodzież lub ludzie z własnymi problemami, które topią wieczorami w alkoholu. Nigdy nie urządzał sobie spacerów po lokalu by inni mogli się mu przyglądać. Tak naprawdę nikogo nie będzie tutaj obchodzić jego zakrwawiona koszulka.
W normalnych warunkach pewnie faktycznie poradziłaby sobie z upierdliwym kolesiem u którego się zasłużyła i nadętym szefem, ale jego rodzina nie kwalifikowała się do normalnych warunków. Wzruszył jednak bezradnie ramionami pozostawiając ją w niewiedzy, że stresu jeszcze nabawiłaby się wrzodów. - Zawsze się przydasz - przytaknął, bo akurat na tle innych pracowników wypadała całkiem dobrze, po czym nie zatrzymywał jej już skoro chciała zostać i pracować. Ją najwyraźniej coś jeszcze nurtowało bo odwróciła się i nie musiał długo cześć na pytanie. Dla niego odpowiedź była oczywista: nie czuł takiej potrzeby. - Po prostu. Jest moim bratem więc przesiaduje tutaj ze swoimi znajomymi i tyle, ja tutaj pracuję, na braterskie relacje mamy czas w domu - choć ich braterskie relacje i tak są pokręcone przez to w jakiej rodzinie się wychowali i przez to czym się zajmują. Różnili się diametralnie, kierowali się innymi pobudkami robiąc to co ojciec im nakazuje, Joseph wielokrotnie żartował z brata, oczerniał jego działania (nawet robił to przed Blair w mniejszym stopniu), wielokrotnie nie rozumiał jego parcia na to by być jak ojciec i traktowania rodziny jako świętość nad świętościami, bo przecież sam chciał się od niej uwolnić, ale pomimo tego wszystkiego brat był jego bratem i tego przywiązania jakie rodziło się między nimi przez lata dorastania nie łatwo było złamać. Byli bliżej niż mogłoby się wydawać. - Uciekaj do pracy - stwierdził nie chcąc wchodzić w jakąś sentymentalną rozmowę o rodzinie i odprowadził ja spojrzeniem do drzwi. Ona zajęła się pracą, a on swoimi interesami dbając jednocześnie o to by opatrunek mu nie przeciekł. Później ruszył na salę do znajomego, który się zapowiedział, by po pewnym czasie wrócić do baru i zaczepić Blair na zaplecze. - Chodź, zmienisz mi opatrunek - a gdy znaleźli się na zapleczu - Marcus siedzi nie w twoim rewirze, ale chce byś o służyła jego i znajomych - wyjaśnij podając jej nowy plaster, bo stary już zaczynał przebijać krwią. Sam nie wiedział czy Marcus wpadł od tak czy kontrolował Blair i czy faktycznie chciał by ich obsługiwał czy chciała jej przeszkodzić, ale na to drugie mu nie pozwoli.
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-10-08, 19:13   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


- Wspaniała wiadomość - skwitowała, choć ton jej głosu wskazywał, że bynajmniej nie była to dla niej dobra wieść. Jakby nie patrzeć, nie uśmiechało jej się bawienie w pielęgniarkę, ale co innego mogła zrobić? Szef każe, to trzeba się słuchać. Nie chciała robić sobie większych problemów niż te, które ma już teraz. A co do ludzi, to różnie bywa. Może i przebywali tam głównie podejrzane typy, albo pijani studenci, ale nigdy nie wiadomo, czy pojawi się jakiś upierdliwy klient, który zainteresuje się zakrwawionym właścicielem. Różnie bywa, a osoba taka jak Joseph pewnie powinna dmuchać na zimne. Skoro jednak przesadnie nie szlajał się po lokalu, to nie było problemu.
Skinęła głową, słysząc jego odpowiedź. Czego by nie mówić, brzmiało to sensownie. Balamonte tak naprawdę nie musiał jej się tłumaczyć z tego, co robił. Nie musiał też przyznawać się do brata, bo to nie powinno mieć wielkiego znaczenia w kontekście pracy. Dla Blair jednak miało to ogromne znaczenie. Bo gdyby była świadoma tego pokrewieństwa, nie zapożyczyłaby się u Marcusa. Podjęła tę decyzję trochę nieświadomie i wpakowała się w niemałe bagno.
- Okej, okej - odparła jedynie, unosząc ręce w obronnym geście i zniknęła za drzwiami. Przez jakiś czas obsługiwała gości. Nalewała piwo, robiła drinki, czyli wszystko to, co zwykle. Musiała użerać się z podpitym klientem, ale nie był przesadnie nachalny, więc jakoś sobie poradziła. Czas szybko leciał, gdy nagle pojawił się przy niej Joseph, wołając ją ponownie na zaplecze.
- Oczywiście, że chce - przewróciła oczami, przysiadając gdzieś obok Balamonte, żeby łatwiej było jej dosięgnąć do jego rany. - Dlaczego sądzę, że robi to specjalnie - to nie było pytanie. Walters zdawała sobie sprawę z tego, że Marcus ją sprawdza. Albo chce zrobić na złość Josephowi za to, że szybko ściągnął Blair do baru. Jedno z dwóch. Blair jednak nie podobało się to, że miała stać się obiektem przepychanek braci. Miała dość swoich problemów, by stać się przedmiotem jakichś gierek.
Mówiąc to trochę za mocno szarpnęła za plaster, odrywając go tym samym od rany, przez co Joseph mógł poczuć szarpnięcie. - Sorry - naprawdę nie zrobiła tego specjalnie. Po prostu nie przywykła do bawienia się w pielęgniarkę. Posłusznie wzięła jednak do rąk nowy opatrunek i zabrała się za przyklejanie go. - Mam ich obsłużyć, czy wyślesz tam kogoś innego? - spytała, bo to nie do niej należała taka decyzja. Jej to było kompletnie bez różnicy kogo obsługiwała.
 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-10-18, 05:56   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


Blair była dość bezpośrednia, lekko zadziorna i wcale nie ukrywała tego co się jej nie podoba, no przynajmniej nie wystarczająco dobrze ukrywała. Nawet jeśli wypełniła niektóre z jego poleceń nie był głupi, wiedział, że robi to z jakiegoś wyższego przymusu, choć tak naprawdę nie miał bladego pojęcia co ja do tego motywowało i skąd ta ostrożność. Oczywiście wiedział, że jest to związane z jego bratem i chyba to w tym wszystkim go najbardziej bawiło - Blair w pułapce braci Balamonte - choć jej pewnie do śmiechu nie było, ale jemu nie było po drodze by z tej pułapki ją wyciągnąć. Po cóż skoro może się przy tym sam ubawić oczywiście w głębi siebie pod osłoną obojętnego szefa. Nie śmiał się jej w końcu prosto w twarz, ba! Nawet momentami zgrywał tego dobrego, jakby chciał jej doradzić, pomóc, ale ostatecznie tylko dobijał utwierdzając w przekonaniu, że wpakowała się w niezłe szambo i śmiejąc się w duchu z jej sytuacji. Traktował to jako dobrą rozrywkę bo ostatecznie miał gdzieś to co robi brat, będąc zbyt zajętym sobą. Nikt nie nauczył go współczucia innym, troski o kogoś. Tak naprawdę było zupełnie inaczej, uczono go oszustwa bez poczucia winy. Prowadzenie lokalu miało być odskocznią od rodzinnych interesów, jego miejscem, które z czasem i tak stało się miejscem w którym wręcz robiło się od ludzi powiązanych z jego ojcem czy bratem, a tym samym Marcusem. Naiwnie było liczyć na to, że tutaj go nie dosięgną, a w rezultacie nawet jego pracownicy było zamieszani w to otoczenie, a przynajmniej ona jedna.
Wzruszył obojętnie ramionami. - Z pewnością robi to specjalnie - stwierdził zdejmując koszulkę, dając jej możliwość swobodnego dojścia do rany. - Jednak dlaczego to robi mnie nie pytaj - Marcus chyba całe życie bal się, że Joseph coś chce mu odebrać. Brat był najbliżej ojca, a jemu wcale się do tego nie paliło, jednak Marcus się bał, bo nie potrafił ostatecznie rozgryźć brata. Pewnie teraz znów rosła w nim obawa, że Joseph chce zabrać mu Blair, z której dzięki pożyczce zrobił sobie tymczasowa własność.
Nawet jeśli lekko się skrzywił gdy mocniej szarpnęła plaster to nie zrobiło to na nim większego wrażenia, nawet nie przejął się za bardzo krótkim ‘sorry’ po wszystkim zarzucił podkoszulkę i spojrzał na nią zastanawiając się - a co chcesz żebym zrobił? - był ciekawy, od co.
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Blair Walters


Blair Walters

nalewam drinki

staram się spłacać długi


25

Wysłany: 2018-11-07, 23:20   
   Multikonta: Emma, Danka, GABE
   Nazywaj mnie: SYLWIA


Pewnie gdyby to była normalna praca, a Joseph byłby normalnym szefem, jakoś bardziej by się hamowała i starała lepiej zachowywać i odzywać. No, ale Balamonte też był dość specyficznym facetem i raczej takim, co włażenia mu w tyłek raczej nie doceni, więc... Po co udawać kogoś, kim się nie jest? Blair zawsze była bardziej zadziorna i bezpośrednia niż jej siostra. Wcześniej jednak, jeszcze na studiach i przed nimi, Waltersówna miała w sobie więcej werwy, chęci i takiej najzwyklejszej radości z życia. Obecnie nieco jej entuzjazm oklapnął, a jego miejsce zajęła przykra rutyna i nerwy o przyszłość.
- Bo może - skwitowała. - To TEN typ faceta - wyjaśniła co, jej zdaniem, było prawdą. Przez ten niedługi czas zdążyła już co nieco zaobserwować i wysunąć wnioski. Niestety, wcale jej one nie zadowalały. Udowadniały jej jedynie w jak wielkie bagno się wkopała. Tego jej jeszcze brakowało, żeby bracia Balamonte urządzali sobie jakieś chore rozgrywki, wciągając w to Blair.
- Żebyś posłał tam kogoś innego - odparła, o dziwo, szczerze. - Ale to nie ma znaczenia, bo i tak zrobisz, jak będziesz uważał - powiedziała, bo nazwijmy to po imieniu, znała swoje miejsce w szeregu. To był bar Joseph'a, musiało być tak, jak on chciał. Bratu pewnie nie odmówi, żeby nie robić scen, a jej zdanie przecież i tak się tu nie liczyło. Nawet się nie łudziła, że jest inaczej.
- Zaraz tam pójdę - dodała jeszcze, ruszając w kierunku drzwi.
 
 
joseph balamonte


Joseph Balamonte

Uwikłany w rodzinne interesy prowadzi bar

a gdy nikt nie patrzy okrada ludzi


31

Wysłany: 2018-11-09, 15:54   
   Multikonta: mam, wiele
   Nazywaj mnie: mom


Jego brat wystarczająco wchodził w tyłek ojcu, by się tego brzydził, już nie mówiąc o innych ludziach, którzy włazili w tyłek ojca Balamonte i trzęśli przed nim portami. Dla niego to było żenująco śmieszne, a to, że za tym nie przepadł to za mało powiedziane. Gdyby Blair za bardzo się starała podlizując się to pewnie długo by nie pracowała u niego. Może i większe problemy stanowili ludzie stawiając się, zadziorni, posiadający własne zdanie, ale jemu właśnie z takimi ludźmi lepiej się pracowało.
Uśmiechnął się łobuzersko, to prawda, to ten typ faceta. Joseph też taki był, może to dziedziczne, a może tak ich wyszkolono. Nieco go to bawiło, a Blair nawet jeśli chciała uniknąć chorego położenia w jakim się znalazła to cóż, na to było już za późno. Znajdowała się teraz w epicentrum braterskich rozgrywek.
Przytaknął na jej słowa. - Doceniam szczerość, ale masz rację - zrobi tak jak uważał, a najlepszym rozwiązaniem dla niego było - najlepiej jak tam pójdziesz - po prostu. Nawet jeśli Marcus uważał, że Joseph będzie się stawiał w tym przypadku - mylił się. Blair zajęła się ich stolikiem i praca tego wieczoru, a Balamonte nie był ostatnim chamem i zapłacił jej za wieczór pracy w który ja wciągnął, chociaż na odrobinę uczciwości było go stać. Później rozeszły się ich drogi, zamknął lokal by otworzyć go kolejnego dnia i bez włamań spędził te noc. Postanowił się po prostu wyspać.

[zt]
Możesz zacząć coś nowego. :lofek:
_________________
Joseph Balamonte
If you were dead or still alive, I don't care, I don't care. Just go and leave this all behind, CauseI don't care.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Niektórym z nas słowo zima nie kojarzy się najlepiej. Ta pora roku zniechęca nas do siebie krótkimi, mroźnymi dniami i opadami śniegu, przez które martwimy się czy dojedziemy do pracy na czas. A na domiar złego w telewizji reklamy straszą nas bólem gardła, katarem i grypą. Ale czy naprawdę zimy nie da się lubić? Wróćmy pamięcią do czasu, kiedy sami byliśmy dziećmi. Pamiętacie tę radość, którą wywoływały pierwsze płatki śniegu? Pamiętacie te bitwy na śnieżki, wspólne lepienie bałwana albo ślizgawkę na szkolnym boisku? Prawda, że miło było pościągać się z przyjaciółmi na sankach? Zima jest całkiem fajna! A my, chociaż lubimy sobie czasem pomarudzić w głębi serca dobrze o tym wiemy.
Saskia
Calvin
Lovell
Stokes-Brown
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua.
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6