Poprzedni temat «» Następny temat
Stadnina
Autor Wiadomość
Revan Nilsen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-15, 00:45   

- No widzisz, połowę sukcesu masz już za sobą - stwierdziła, zadowolona z takiego podejścia. Ważne, żeby nie zaczął przeżywać problemu, jakby był to koniec świata. Nie był. Z każdej, nawet najbardziej skomplikowanej sytuacji da radę znaleźć wyjście. Wystarczy go jedynie dokładnie poszukać, jeśli nie chciał rezygnować ze Stanów.
Uśmiechnęła się lekko przy odpowiedzi Yvesa. Wiadomo, że przejażdżki we dwójkę są fajnym urozmaiceniem. Można się trochę pościgać na pewnych odcinkach, pogadać i tak dalej. Nie zawsze samotne wypady są najlepszą opcją.
- Mam udzielić jednoznacznej odpowiedzi? - przerwała na moment aktualną czynność, żeby rzucić Yvesowi uważne spojrzenie. W jej życiu ogólnie sporo się działo. Jeśli nie odwiedzała miejsc zbrodni, nie śledziła kryminalistów, to miała wrażenie, że granica pomiędzy jej życiem prywatnym, a służbowym zaciera się znacznie skuteczniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Czyżby weszła na wyższy poziom doświadczenia kryminalnego? Najwyraźniej.
- Mój dziadek leży w szpitalu podłączony do tych wszystkich, dziwnych rurek, rachunki pojawiają się z każdym miesiącem, a jeśli chodzi o śledztwa - jestem w kropce - rzuciła, żeby ponownie schylić się i dokoŃczyć czyszczenie kopyt Poppy. Zdecydowanie zbyt dużo przestępców dało o sobie ostatnio znać. Najpierw jej dziadek trafia do szpitala w wyniku zatrucia, które mogłoby go zabić, później w kilku miejscach pojawiają się zbrojne napaści na sklepy. Nie działo się dobrze. Mimo wszystko, Revan wolała, żeby to bostoŃska policja porozwiązywała te problemy, bez wyręczania się innymi służbami. Przecież stać ich było na więcej.
- Jakoś to będzie - podsumowała, odkładając na bok szpargały do czyszczenia kopyt. Posłała Yvesowi wymuszony uśmiech, żeby w następnym momencie zabrać się za zdejmowanie reszty wyposażenia ze zwierzaka. Sięgnęła po grzebieŃ, żeby ogarnąć grzywę klaczy i usunąć drobne plamy błota. Po tym wszystkim, poklepała Poppy po szyi i przeskoczyła przez ściankę boksu.
- Może dostanę jakiś miły awans, albo dłuższy urlop, kto wie - dodała jeszcze, krzyżując ramiona. W sumie, nie pogardziłaby. Musiała sobie jakoś odświeżyć umysł. Jazda konna była dobrym pomysłem, ale to tylko chwilowe. Przydałaby się nieco dłuższa przerwa. O ile Amelia w ogóle przystanie na coś takiego.
 
 
Yves Clavel
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-21, 16:28   

Kwinął głową. Najważniejsze to od czaegoś zacząć. Jak już zrobi się pierwszy krok i własnie się nie wyolbrzymia to często rozwiązanie przychodzi samo. Moze i tak będzie w tym przypadku. Kto wie, może Iv się zakocha, czy to faktycznie w Blue czy w kimś innym, a może najnormalniej w świecie załatwi przedłużenie wizy zamiast się bawić w podchody.
- Ekhm... Jak ci lepiej.- Odpowiedział tylko i zamienił się w słuch. Jego życie nie było takie ciekawe jak Revan. On tylko przeszczepiał serca, wstawiał zastawki, wymieniał takie na nowe, naprawiał ściany komór serca... Takie tam :v ZłoczyŃcy, dobry i zły glina oraz wariackie pościgi ulicami Bostonu... To musiał być fun!
Yves otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale zrezygnował. Przynajmniej przez moment. Po chwili ciszy wypalił.
- Przykro mi. Co jest dziadkowi? Może uda mi się zakręcić na oddziale i zorientować się szerzej w temacie?- Bo był w stanie przecież pchnąć w tamtą stronę najlepszych lekarzy w sztabie. No i zawsze inaczej zajmowano się pacjentami z polecenia. Szara, smutna rzeczywistość.
Zaaprobował ten pomysł.
- Co powiesz na wspólny wypad w Europę?- Pewnie Yves już miał upatrzone jakieś kardiologiczne konferencje, a towarzystwo zawsze się przyda.
 
 
Revan Nilsen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-22, 20:27   

Praca w charakterze kardiochirurga również do najłatwiejszych nie należała. Jedno potknięcie, a pacjent może stracić życie i to bezpowrotnie! Oboje poprzez pracę wpływali na ludzi. Yves miał z nimi do czynienia bezpośrednio, a w przypadku Revan, to wszystko zależało od różnych czynników. Bo przecież policjantem było się również po godzinach pracy. Nawet będąc w normalnych ciuchach, jadąc metrem, czy spacerując po parku, musiała być gotowa na niespodziewaną interwencję. Praca w stylu 24/7. Niezły fun, ale i szybsza wycieczka na tamten świat, jeśli ktoś był wystarczająco nieostrożny. Śmiertelność policjantów była znacznie wyższa w porównaniu do takich lekarzy.
- Ktoś go otruł - info jak wprost ze stron tragedii szekspirowskiej. - Dziwne, nie? Mamy XXI wiek, a ludzie nadal się nawzajem trują.
Trucizny zawsze kojarzyły się z tchórzami i kobietami. Nic dziwnego, że podejrzaną również była kobieta. Trochę słabo, że te dwa zestawienia były obok siebie, dzisiejsze feministki by się oburzyły. Revan pewnie też, ale na tę chwilę miała to gdzieś.
- Mówią, że to kobieta, ale wydaje mi się, że działała na czyjeś zlecenie - dodała jeszcze, a Poppy stuknęła twardo kopytami, jakby się z tym zgadzając. - I tak bardzo mało mamy poszlak w tej sprawie.
Pilnowała tego, aby śledztwa nie umorzono, ale cóż. Może w którymś momencie będzie się musiała z tym pogodzić.
- Mówisz serio? - spojrzała na Yvesa z zaskoczeniem. Europa brzmiała bardzo dobrze. Szczególnie teraz, gdy tak wiele rozterek wewnętrzny łączyło ją z Bostonem. Na parę dni może i dałaby się przekonać, ale musiała mieć kilka spraw na oku. A raczej kilka osób.
- Bardzo chętnie, ale wiesz jak to jest z moją szefową - takie sprawy nie spotykały się zbyt często z jej aprobatą. Z drugiej strony, Revan odwalała w pracy kawał solidnej roboty. A to zawsze działało na plus.
 
 
Yves Clavel
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-22, 20:50   

No tak, odpowiedzialnośc była spora i pewnie same przypadki bardzo fascynowały samego chirurga, co zresztą ukazują nam nasze cudowne seriale (którymi ja się dość mocno żywię - sesja is coming :v). I wiadomo, chirurg, szczególnie kardio czy neuro, mógł czuć się na swojej sali operacyjnej bogiem. W koŃcu większość zależało od niego. Żeby nie mówiąc, że wszystko. Dlatego cięzki to był kawałek chleba. Ale mimo wszystko, więcej jest FBI/CSI/i tym podobnych seriali niż szpitalnych! Może dlatego, że tam to kompletnie życie polegało na balansowaniu na cienkiej granicy między życiem a śmiercią.
- Co?- Wyrwało mu się z niedowierzaniem, aż wplątał zgrzebło w grzywę Fruga. To nie była właśnie taka codziennośc, jak zresztą Revan kontynuowała.
- Brzmi... jak scenariusz do kiepskiego serialu...- Bo taka prawda! Otóż to, XXI wiek, a ludzie trują środowisko, zwierzęta i jak widać, siebie nawzajem. Wstyd!
- Naprawdę... aż cięzko w to uwierzyć. Ale zauważyłem.... że takie dziwne rzeczy zawsze zdarzają się tym siedzącym w temacie...- Powiedział jeszzce w zamyśleniu. W głowie mu się taka kolej rzeczy nie mieściła! Sic!
- Jak będziesz miała więcej danych czy coś... Czy jakieś łamigłówki, coś poskładac w całość. To tu jestem! Wiem, że nie wolno ci ujawniać śledztwa, ale... to tak jak mi tajemnic lekarskich.- Oczywiście ściszył głos, bo przecież ściany mają uszy na tym świecie...
Pokiwał głową. Mówił całkiem szczerze!
- Wiem, wiem. Z moim szefem nie lepiej. Ale! Ale mogę wkrecić się na jakąś konferencję, cały czas na świecie są jakieś, w koŃcu wiesz, świat idzie do przodu, medycyna idzie do przodu. Może na parę dni udałoby się wyrwać.- Zachęcał, bo sam by też chętnie się wyrwał. Mimo, ze dopiero wrócił! Ale ten typ tak ma, nie za długo w jednym miejscu.
 
 
Revan Nilsen
[Usunięty]

Wysłany: 2017-01-27, 00:17   

Czasami ta cienka granica między życiem, a śmiercią potrafiła przerazić nawet najbardziej zaprawionych funkcjonariuszy. Szczególnie tych, działających na ryzykownych stanowiskach. W przypadku Revan, to zależało od wielu czynników. Bądź, co bądź, prowadziła śledztwa dotyczące morderstw, zabójstw, również tych dokonanych ze szczególnym okrucieŃstwem. Można jeszcze dołożyć do tego śmiertelne wypadki samochodowe, samobójstwa, ciężkie okaleczenia, na przykład liczne próby zabójstwa. Ciężko być wtedy obiektywnym, a nawet niewzruszonym na niektóre widoki. Z resztą, Yves też na pewno co nieco o tym wiedział. W szpitalu ludzie również umierali. A później trzeba było jakoś przekazać złe nowiny ich rodzinom.
Tak, to zdecydowanie brzmiało, jak kiepski scenariusz. Revan raczej za masochistkę nie uchodziła, chociaż biorąc pod uwagę jej zawód, niczego nie można być pewnym. Tak naprawdę mogły motywować ją różne rzeczy: chęć robienia czegoś dla społeczeŃstwa, odczuwanie adrenaliny podczas prowadzenia licznych akcji i śledztw, możliwość przyczynienia się do wymierzenia sprawiedliwości i skopania "wrogów". Pewnie wszystko po trochu ją motywowało na swój sposób.
- Mam nadzieję, że gdy ja znajdę się w takiej sytuacji, zrobisz wszystko, aby mnie z niej wyciągnąć - spojrzała uważnie na Yvesa, ale obdarzyła go przyjacielskim uśmiechem. Nie mówiła poważnie, jasne, że nie! Niby jej miałoby się coś stać? Pfff, wolne żarty.
- Czasami ciężko cokolwiek zataić - szczególnie przed najbliższymi i rodziną. Dziennikarze węszyli prawie wszędzie. Stosowali najróżniejsze techniki manipulacji. Revan sama miała okazję się o nich przekonać. Nie bezpośrednio, chociaż wplątała się kiedyś w związek z dziennikarką. Dowiedziała się od niej o różnych zagrywkach, stosowanych przez miłośników sensacji.
- Ale zawsze możesz wpaść na piwo - uśmiechnęła się szeroko do przyjaciela. Tak, takie spotkania zdecydowanie były w jej guście. Gdy już opróżniła kilka butelek/puszek/kufli piwa, potrafiła rozmawiać na niemal wszystkie tematy. Nawet te, dotyczące jej powiazaŃ ze sprawami służbowymi i śledztwami. Nigdy wcześniej nie zajmowała się sprawą, dotyczącą jej rodziny. Nie chciała angażować się bezpośrednio w poszukiwania trucicielki Thomasa. Miała wrażenie, że od razu urwałaby jej łeb, gdyby tylko ta wredna jędza się odnalazła. Lepiej się nie nakręcać. Wolała oddać sprawę zaprzyjaźnionemu gliniarzowi.
- Jeśli dasz radę wszystko ogarnąć, czemu nie - wzruszyła ramionami. Dobrze, że miała w Bostonie brata, w razie czego mogła na niego liczyć. Szczególnie w kwestii obserwowania młodszej siostry. W tej chwili żadne z nich mogło nie być bezpieczne. Revan zaczynała coraz częściej myśleć o noszeniu ze sobą broni. Choćby ze względów czysto służbowych. Niby w Bostonie nie patrzono na broŃ zbyt przychylnie, ale lepiej dmuchać na zimne.
- Daj mi wcześniej znać - powiedziała jeszcze do Yvesa, podchodząc w międzyczasie do Poppy, żeby poklepać ją pożegnalnie po głowie.
 
 
Yves Clavel
[Usunięty]

Wysłany: 2017-02-28, 22:40   

To chyba była najcięższa część pracy Yvesa. A jeszcze jak na przykład rokowania były dobre, mimo że nigdy nie mówi się o dobrym rokowaniu prodzinom. Zawsze mówi się o niepewnym, nawet przy głupiej gorączce czy kaszlu, ponieważ nigdy nie wiemy jakie skutki uboczne może mieć dana choroba czy leczenie. Możemy sobie powiedzieć, ze rokowanie jest pomyślne. Ale nie rodzinie. I jak już wiesz o tym pomyślnym rokowaniu i coś się spieprzy i lekarz umiera ci na stole to... tak, to chyba najcięższa część pracy Ivesa. Później jest dopiero powiedzenie o tym wszystkim rodzinie... Bo tak naprawdę tego jego pacjenta już nic nie obchodzi, a rodzina zostaje z tym wszystkim. Z emocjami, żalem, może i do Yvesa, nie mówic już o jakimś testamencie, spadku czy też sprawach pogrzebowych.
No, ale wracając do tematu, bo trochę odbiegłam...
- Masz to jak w banku!- Aż złożył ręce jak do przysięgi! To wszystko bylo w cenie przyjaźni. I następnie pokiwał głową. Prasa, reporterzy, dziennikarze to okropna szaraŃcza. Mieszają się wszędzie i wypowiadają na wszystkie tematy, najczęściej kierując się zasadę nie znam się, to się wypowiem.
Następnie pokiwał ochoczo głową.
- Jak najbardziej!- Super pomysł na super wieczór. Muszą się kiedyś zgadać, jak w dwójkę znajdą chwilę wytchnienia od pracy i wlasnych problemów.
Pewnie jeszcze chwilę pogadali i Yv dostał wezwanie ze szpitala, więc pożegnali się grzecznie i Yves zniknął ze stajni.


zt
 
 
Eileen Crompton


Eileen crompton

boston


25

masztalerz

mam przyjaciółkę

Wysłany: 2017-03-21, 20:34   
  

  
  
  
  
  

  
  
The sun will come up, the seasons will change


/ po Sawyerze.

Nie miała powodów, aby się spodziewać takich wiadomości od siostry, nie miała też żadnej kobiecej intuicji czy innego instynktu, aby cokolwiek wyczuwać, toteż Britt siostrzyczkę nieźle zaskoczyła. Najważniejsze jednak, że w totalnie pozytywny sposób. Eileen pamiętała aż za dobrze wypadek młodszej Crompton i choć pewnie próbowała ją przekonywać zaraz po nim do samego obcowania z koŃmi, bo przecież zwierzęta niczemu winne nie były, najwidoczniej było to za wcześnie. W koŃcu zrezygnowała, uznając swoją przegraną, ale nie sądziła, że do pewnych rzeczy potrzeba zwyczajnie czasu, i że jeszcze kiedyś ją Britt zaskoczy taką wiadomością. Dla siostry chciała znaleźć czas jak najszybciej, zwłaszcza w takiej sprawie, bo jeszcze by się rozmyśliła, i co wtedy? Więc o godzinie, o której się umówiły, a której ja nie pamiętam, w pełnej gotowości i starając się trochę hamować swój entuzjazm zawitała pod jej drzwiami, a już niedługo były w drodze do Westwood. Eileen w stadninie czuła się nie mal jak w domu. Bywała tu prawie codziennie, znała wszystkie konie i wszelkie rytuały. Założyła kaloszki, wpisała się, gdzie trzeba, porozmawiała, z kim trzeba, zgarnęła klucze, jakich potrzebowały i otworzyła przed siostrą drzwi właściwej stadniny, w której znajdowały się konie - pewnie tylko część, nie wiem, ile ich tam mogli trzymać, właściwie w ogóle nie znam się na koniach, ale nie o to chodzi, prawda. To jest ten moment, kiedy Britt miała się zachwycić koŃmi, a Eileen miała się zachwycić Britt zachwycającą się koŃmi, brakuje tylko zachodu słoŃca za ich plecami i zapachu wiosny, ale nic nie może być tak piękne, jak na filmach, więc niestety towarzyszył im zapaszek koni.
_________________

You drive me crazy, I just can't sleep, I'm so excited, I'm in too deep, oh crazy, but it feels alright, Baby, thinking of you keeps me up all night.
 
 
Britt Crompton
[Usunięty]

Wysłany: 2017-04-06, 15:10   

/Po Nemo
Refleksja na temat powrotu do jeździectwa naszła ją nagle, nie wiedziała skąd się to wzięło, czy to wiosenna pogoda, czy coś innego, ale taka myśl ją naszła więc postanowiła ją zrealizować. Nawet już się podzieliła tą myślą z Nemo, zaraz po tym jak napisała tez to do Eileen. Może to była decyzja podjęta pod wpływem chwili, ale Britt miała wrażenie, że to będzie dobra decyzja. Co prawda nadal się trochę bała, że znów spadnie, że znów będzie wypadek, ale przecież kiedyś to kochała. Zresztą, nie musi od razu wskakiwać na konia i pędzić gdzieś hen daleko, na razie może przecież przychodzić, oporządzać konie, po prostu powoli się przyzwyczajać. Miała nadzieję, że siostra ją zrozumie, choć w sumie to była tego pewna. Przecież Eileen ją kochała, wiedziała jak ciężko było po wypadku, co się stało z jej siostrą i tak dalej. Tak więc Britt wiedziała, że siostra ją zrozumie jeśli nie uda się jej wsiąść na konia i inne takie. Wiedziała też, że nie będzie jej do niczego zmuszała ani nic takiego. Dobrze mieć taką siostrę jak Eileen, która rozumie, kocha i jest obok gdy jest źle. Bo przecież u Britt znów niedawno było źle, ale powoli stawała na nogi i to świadczyło dobrze. Zresztą ten pomysł z koŃmi to też taki krok w stronę pozbierania się po całości. Oby się udał.
O umówionej godzinie Britt przyjechała do stadniny, trochę się bała, a serce jej wściekle łomotało ale skoro powiedziała A to ma też zamiar powiedzieć B. Poszła z Eileen tam gdzie trzeba i tak dalej.
- Hm… trochę czasu minęło od kiedy ostatnio byłam w stadninie.
Rozejrzała się po stajni, z jednej strony cieszyła się, że tu jest, ale z drugiej dalej była ta niepewność. Oby tylko koni tym nie spłoszyła, bo konie chyba jak inne zwierzęta wyczuwają strach i inne takie.
- Które?
 
 
Eileen Crompton


Eileen crompton

boston


25

masztalerz

mam przyjaciółkę

Wysłany: 2017-04-15, 00:35   
  

  
  
  
  
  

  
  
The sun will come up, the seasons will change


Eileen miała ogromną nadzieję, że będzie to dla siostry dobra decyzja. Sama nie byłą w stanie sobie wyobrazić takiego ogromu czasu bez najmniejszego kontaktu z koŃmi, no ale jej sytuacja wyglądała inaczej, nie miała powodu, by się do nich w jakikolwiek sposób zrazić. Obcowała z nimi na co dzieŃ i zdaje się, że była jednym z tych nielicznych ludzi, którym ich praca sprawiała przyjemność. Tylko takiej pozazdrościć. Ale miała też w życiu prawdziwą pasję, więc na pytanie o zainteresowania nie mówiła, ze lubi oglądać seriale i słuchać muzyki.
- Trochę tak. Ale czy tu nie jest wspaniale? - uśmiechnęła się szeroko i zaciągnęła powietrze, napełniając nim piersi. Smród koŃskiego łajna to coś, co uwielbiała, na pewno. Mniej ją to przynajmniej bolało, niż miejskie spaliny, dlatego tym chętniej wybywała do Westwood i spędzała tu tak dużo czasu, jak się dało. - Które co? - spytała, bo trochę ją wybiło z rytmu to pytanie i nie ogarnęła, o co chodzi. - Który koŃ? - nie czekając jednak na odpowiedź, rzuciła szybko okiem na dostępny im arsenał koni, a potem bez dłuższej zwłoki pociągnęła siostrę za rękę w kierunku jednego z nich. Oczywiście nie na tyle mocno, żeby ją zmuszać, gdyby Britt się zatrzymała albo wyrwała rękę, to spoko. - To Delicja - rzuciła do siostry, poklepując siwą klacz po pysku. - Jest spokojna i cierpliwa, większość dzieci od niej zaczyna, bo nie zwraca większej uwagi, jak ją tarmoszą za grzywę, a jak już, to tylko na nie spojrzy karcąco - Eileen na bank potrafiła odczytywać z koŃskich oczu wszystkie emocje. Zapewne dlatego były dla niej tak dobrymi rozmówcami. Konie na pewno wyczuwały strach, jak każde inne zwierze, tyle że Delicja nie była jak pies, który wykorzystuje strach, aby zaatakować, ale podchodziła do człowieka cierpliwie i pewnie gdyby Britt nie życzyłaby sobie jej zbytniej bliskości, to też by to wyczuła i adekwatnie zareagowała.
_________________

You drive me crazy, I just can't sleep, I'm so excited, I'm in too deep, oh crazy, but it feels alright, Baby, thinking of you keeps me up all night.
 
 
Eileen Crompton


Eileen crompton

boston


25

masztalerz

mam przyjaciółkę

Wysłany: 2019-03-29, 23:40   
  

  
  
  
  
  

  
  
The sun will come up, the seasons will change


Choć wciąż do końca nie była przekonana co do słuszności swojej decyzji, to powoli się z nią godziła. Już wkrótce Eileen miała zmienić swoje miejsce pracy - zamiast do Westwood, będzie dojeżdżała do Concord, które choć jest nieco dalej, to ma lepszy dojazd, a do tego będzie lepiej zarabiać, i... właściwie same plusy. Tyle tylko, że ona nie potrafiła tak na to spojrzeć, bo przecież najważniejsze były te wszystkie żywe stworzenia, koniec, które miała tu zostawić, na czele z Czarną Strzałą, przy porodzie której asystowała niemal cztery lata temu. Tyle czasu już minęło! Zdążyła skończyć studia i znaleźć pracę, która jednocześnie była jej pasją. Miała tylko zmienić miejsce, nie rodzaj wykonywanej pracy, i dobrze wiedziała, że kiedy tylko najdzie ją ochota, będzie mogła odwiedzić Westwood, ale mimo wszystko, bardzo ją ta zmiana stresowała.
Powoli pakowała wszystkie swoje rzeczy, które póki co zwoziła do domu, co nie było wcale takie łatwe, skoro nie dysponowała samochodem. Dziś zapakowała kolejny karton, który postawiła przed wejściem do stadniny, do której weszła jeszcze na chwilę, by pożegnać się z końmi. Oczywiście, jeszcze się tu pojawi, nim całkiem skończy pracować w tym miejscu, ale na dziś jej zmiana dobiegła końca i zbierała się do powrotu do Bostonu. Miała jeszcze trochę czasu do pociągu, więc zamiast siedzieć na stacji, wolała posiedzieć tutaj, nawet, jeśli jej codzienne ubranie miało też przesiąknąć końskim zapachem. Prawda była taka, że uwielbiała go, i chyba nie wyobrażała sobie, że mogłaby pachnieć inaczej. To w jakiś sposób było częścią jej samej.
_________________

You drive me crazy, I just can't sleep, I'm so excited, I'm in too deep, oh crazy, but it feels alright, Baby, thinking of you keeps me up all night.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Jesteś ambitnym adwokatem, kochającym imprezy studentem, a może mężatką z dwójką dzieci? To nie ma znaczenia – gdy tylko przyjedziesz do Bostonu, poczujesz się jak w domu! Tylko tutaj możesz przejść przez pełen kwitnących, kolorowych kwiatów park, by wyjść tuż obok wielkiego wieżowca, a wracając, nie zapomnij zerknąć na stare, urocze kamieniczki znajdujące się tuż za rogiem! Nie jest to wielkomiejski labirynt z betonu, lecz przyjazne, niezwykle zielone miasto z masą parków, z plażami, zatokami, łodziami zacumowanymi u wybrzeży, pełne biegających i uprawiających sporty ludzi, pełne psów i dzieci. Wiosna w Bostonie to prawdziwe cudo ze względu na ogromne krzewy obsypane kwiatami. Jeśli jednak chcesz być blisko miasta, ale też cieszyć się życzliwością i poczuciem wspólnoty wybierz wspaniałe małe miasteczko jakim jest Concord. Lokalna społeczność ma silną więź, która łączy swoich mieszkańców, tutaj znajdziesz sąsiadów pomagających sąsiadom. Wspólnie można cieszyć się otaczającą przyrodą, zobaczyć słodkowodne żółwie, czaple modry, piżmaki i mnóstwo ptactwa. Odkryj piękno tego miasteczka, w każdym sezonie na nowo. Wiosna to czas lokalnych wydarzeń. Wybierz się na wycieczkę do jednego z wielu lokalnych targowisk i gospodarstw, aby spróbować domowych produktów, serów i syropu klonowego prosto z drzew Nowej Anglii.

Nominacje!

Rozpoczęły się marcowe nominacje na postać miesiąca. Czekamy na Waszych ulubieńców.

Read More
Bianka
Jeremy
WALTERS
ASHBORNE
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7